: 16 czerwca 2018, 17:50
Kryjówka Jacka Rippera, drugi dzień
Jack Ripper wysłuchał w skupieniu opowieści swego pacjenta, wpatrując się w niego z rosnącym zainteresowaniem i młynkując w powietrzu palcami złożonych ze sobą dłoni. Kiedy Gura skończył, radiowiec, chirurg i tropiciel obcych w jednej osobie kazał mu wstać z kucek, po czym obejrzał mutanta z przodu i od tyłu. Coś tam sobie przy okazji mruczał pod nosem, ale dość cicho, by Gura jego słów nie zrozumiał, chociaż bacznie nadstawiał uszu.
- Dobra, przez wzgląd na starą znajomość nie odmówię, chociaż narażacie mnie na ogromne ryzyko - oznajmił brodaty konspirator otwierając drzwi osadzone w jednej ze ścian zagraconego salonu. Próbując się o nic nie potknąć i niczego nie przewrócić w kiepskim świetle rzucanym przez kilka sodowych lamp, cargo przeszedł z ociąganiem do wskazanego mu ręką pomieszczenia. Zza otwartych drzwi bił charakterystyczny zapach środków odkażających oraz chemikaliów, który niezbyt Gurze przypadł do gustu.
Skąpo umeblowane i pozbawione okien pomieszczenie okazało się pokojem zabiegowym, wyposażonym w dwa metalowe stoły operacyjne oraz rząd stojaków i regałów zapchanych sprzętem, o którego zastosowaniu Gura nie miał najmniejszego pojęcia. Jack Ripper namacał na ścianie kontakt, włączył elektryczne światła, które zalały wnętrze pomieszczenia jaskrawym światłem ujawniając z miejsca nowe niepokojące elementy wystroju gabinetu.
- A w tych słoikach to co? - wyjąkał olbrzym spoglądając na szereg szklanych pojemników wypełnionych formaliną - Te dziwadła?
- Skażone radioaktywnością stwory z pustkowi - odparł Ripper wyciągając z szafki pobrzękujący metalicznie zestaw chirurgicznych instrumentów - Eksperymentuję trochę z sekcjami i wiwisekcjami, w wolnym czasie. Doszły mnie słuchy, że komuniści próbują wszczepiać ludzkie geny do insektów i małych ssaków, żeby im podnieść inteligencję i uczynić szpiegami. A obcy tworzą jeszcze gorsze krzyżówki i podobno nawet na nieświadomych tego ofiarach. Na przykład napromieniowują punktowo płód w łonie porządnej amerykańskiej kobiety, żeby urodziła zmutowane dziecko. Połóż się na wolnym stole, proszę.
- A co masz na drugim? - stojący obok Gury Slammer wbił spojrzenie w niepokojąco ludzki kształt rozciągnięty na jednym ze stołów, przykryty płachtą cienkiego, poplamionego starą krwią materiału.
- Bezdomnego, który umarł w mojej uliczce - Ripper ściszył konspiracyjnym tonem głosem, strzelając na wszystkie strony oczami - Chłop na schwał, a kipnął w jednej chwili, podobno na zawał serca. Akurat na zawał, niedoczekanie. Akurat w mojej uliczce. Zlikwidowali go, bo za dużo wiedział, tyle wam powiem. Sekcja nic nie wykazała, ale ja tam swoje wiem. No kładź się, kładź, nie mamy całego dnia. Slam, gdyby coś poszło nie tak... nigdy nic nie wiadomo, u takiego mutanta organy wewnętrzne mają nietypowy układ, żyły też... jakby coś poszło nie tak, mogę go zatrzymać?
Jack Ripper wysłuchał w skupieniu opowieści swego pacjenta, wpatrując się w niego z rosnącym zainteresowaniem i młynkując w powietrzu palcami złożonych ze sobą dłoni. Kiedy Gura skończył, radiowiec, chirurg i tropiciel obcych w jednej osobie kazał mu wstać z kucek, po czym obejrzał mutanta z przodu i od tyłu. Coś tam sobie przy okazji mruczał pod nosem, ale dość cicho, by Gura jego słów nie zrozumiał, chociaż bacznie nadstawiał uszu.
- Dobra, przez wzgląd na starą znajomość nie odmówię, chociaż narażacie mnie na ogromne ryzyko - oznajmił brodaty konspirator otwierając drzwi osadzone w jednej ze ścian zagraconego salonu. Próbując się o nic nie potknąć i niczego nie przewrócić w kiepskim świetle rzucanym przez kilka sodowych lamp, cargo przeszedł z ociąganiem do wskazanego mu ręką pomieszczenia. Zza otwartych drzwi bił charakterystyczny zapach środków odkażających oraz chemikaliów, który niezbyt Gurze przypadł do gustu.
Skąpo umeblowane i pozbawione okien pomieszczenie okazało się pokojem zabiegowym, wyposażonym w dwa metalowe stoły operacyjne oraz rząd stojaków i regałów zapchanych sprzętem, o którego zastosowaniu Gura nie miał najmniejszego pojęcia. Jack Ripper namacał na ścianie kontakt, włączył elektryczne światła, które zalały wnętrze pomieszczenia jaskrawym światłem ujawniając z miejsca nowe niepokojące elementy wystroju gabinetu.
- A w tych słoikach to co? - wyjąkał olbrzym spoglądając na szereg szklanych pojemników wypełnionych formaliną - Te dziwadła?
- Skażone radioaktywnością stwory z pustkowi - odparł Ripper wyciągając z szafki pobrzękujący metalicznie zestaw chirurgicznych instrumentów - Eksperymentuję trochę z sekcjami i wiwisekcjami, w wolnym czasie. Doszły mnie słuchy, że komuniści próbują wszczepiać ludzkie geny do insektów i małych ssaków, żeby im podnieść inteligencję i uczynić szpiegami. A obcy tworzą jeszcze gorsze krzyżówki i podobno nawet na nieświadomych tego ofiarach. Na przykład napromieniowują punktowo płód w łonie porządnej amerykańskiej kobiety, żeby urodziła zmutowane dziecko. Połóż się na wolnym stole, proszę.
- A co masz na drugim? - stojący obok Gury Slammer wbił spojrzenie w niepokojąco ludzki kształt rozciągnięty na jednym ze stołów, przykryty płachtą cienkiego, poplamionego starą krwią materiału.
- Bezdomnego, który umarł w mojej uliczce - Ripper ściszył konspiracyjnym tonem głosem, strzelając na wszystkie strony oczami - Chłop na schwał, a kipnął w jednej chwili, podobno na zawał serca. Akurat na zawał, niedoczekanie. Akurat w mojej uliczce. Zlikwidowali go, bo za dużo wiedział, tyle wam powiem. Sekcja nic nie wykazała, ale ja tam swoje wiem. No kładź się, kładź, nie mamy całego dnia. Slam, gdyby coś poszło nie tak... nigdy nic nie wiadomo, u takiego mutanta organy wewnętrzne mają nietypowy układ, żyły też... jakby coś poszło nie tak, mogę go zatrzymać?
No to hop na zabiegowe łóżko, może ta emocjonująca przygoda w blaszaku Rippera będzie warta kilku dodatkowych pedeków?
[/center]
[/center]