PBF - Droga do... nikąd
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Zatem wyruszajmy. Jedźmy najpierw do kasztelu zostawić depozyt, a potem czym prędzej po medalion. Niestety konno, z tego co pamiętam po Ostrogarze może jeździć tylko szlachta i rycerstwo. Ale moja pamięć jest zawodna:)
Do Deliada tak aby Kederien nie słyszał:
- Deliadzie, miałeś już z Kederienem do czynienia. Trzymaj go dyskretnie na oku podczas podróży. Wciąż mu nie ufam, jak tylko spróbuje prysnąć, to sztylet między łopatki i po sprawie.
Zatem wyruszajmy. Jedźmy najpierw do kasztelu zostawić depozyt, a potem czym prędzej po medalion. Niestety konno, z tego co pamiętam po Ostrogarze może jeździć tylko szlachta i rycerstwo. Ale moja pamięć jest zawodna:)
Do Deliada tak aby Kederien nie słyszał:
- Deliadzie, miałeś już z Kederienem do czynienia. Trzymaj go dyskretnie na oku podczas podróży. Wciąż mu nie ufam, jak tylko spróbuje prysnąć, to sztylet między łopatki i po sprawie.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Moze i wyparowala jak siedzi tu zwiazany. Ale ostroznosci nigdy nie za wiele. Cos mi sie zdaje ze z niego wieksze ziolko niz sie wydaje i wcale dla zadnych kupcow nie pracuje, tylko inszych moze miec pryncypalow. Poza tym skoro wie, gdzie jest medalion, tzn w Winnym Gronie to moze psubrat uznac ze mu potrzebni do szczescia nie jestesmy i zwiac, odzyskac medalion, a wtedy tylesmy go widzieli.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pod Skolopendrą, Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Pozbieranie wszystkich rzeczy nie zabrało wiele czasu, bo też prawie nikt z gości Skolopendry nie zdążył się jeszcze rozpakować. Amras i jaszczur posykiwali co prawda cicho z bólu, kiedy zapomniawszy o naturze swych obrażeń pozwalali sobie na zbyt żwawe ruchy, ale obserwujący ich uważnie Barth nie miał wątliwości, że połączone efekty magicznego leczenia i zaaplikowanych im ziół pozwolą obu kompanom przełamać okazjonalne chwile słabości.
Siedzący wciąż w kącie czarodziej obserwował w milczeniu krzątaninę swych prześladowców, nad czymś tam skrycie dumając i przygryzając mimowolnie dolną wargę. Zerkający co jakiś czas w jego stronę Vader nie wątpił, że jegomość w bordowych szatach znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, z której nie istniało chyba żadne wyjście mogące ocalić skórę biedaka. Biorąc się za sprawy zakazane maluczkim śmiertelnikom stanął znienacka i nieświadomie na drodze niewyobrażalnie potężnej katańskiej machiny, dla której nic nie znaczył, a która z pewnością nie życzyłaby sobie wprowadzenia do praktycznego użytku owoców jego wytężonej pracy.
Poinstruowany wcześniej Deliad ujął więźnia pod ramię, pomógł mu wstać rozcinając więzy na rękach czarodzieja. Mag roztarł z posępną miną zaczerwienione nadgarstki, potem założył ręce na plecy czekając, aż jego nowi kompani zarzucą na plecy swe tobołki.
Druid posłał Barthowi znaczące spojrzenie, prawicę trzymając cały czas w pobliżu swego noża.
- Ruszajmy - rzucił uruk - Czas na nas.
Wątek techniczny
A zatem postanowione - ruszacie do wojskowego kasztelu w Srebrnej Przystani. Vader przodem konno, reszta za nim równym krokiem. Deliad trzyma się blisko więźnia i gotów jest w razie potrzeby użyć swego noża.
Pozbieranie wszystkich rzeczy nie zabrało wiele czasu, bo też prawie nikt z gości Skolopendry nie zdążył się jeszcze rozpakować. Amras i jaszczur posykiwali co prawda cicho z bólu, kiedy zapomniawszy o naturze swych obrażeń pozwalali sobie na zbyt żwawe ruchy, ale obserwujący ich uważnie Barth nie miał wątliwości, że połączone efekty magicznego leczenia i zaaplikowanych im ziół pozwolą obu kompanom przełamać okazjonalne chwile słabości.
Siedzący wciąż w kącie czarodziej obserwował w milczeniu krzątaninę swych prześladowców, nad czymś tam skrycie dumając i przygryzając mimowolnie dolną wargę. Zerkający co jakiś czas w jego stronę Vader nie wątpił, że jegomość w bordowych szatach znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, z której nie istniało chyba żadne wyjście mogące ocalić skórę biedaka. Biorąc się za sprawy zakazane maluczkim śmiertelnikom stanął znienacka i nieświadomie na drodze niewyobrażalnie potężnej katańskiej machiny, dla której nic nie znaczył, a która z pewnością nie życzyłaby sobie wprowadzenia do praktycznego użytku owoców jego wytężonej pracy.
Poinstruowany wcześniej Deliad ujął więźnia pod ramię, pomógł mu wstać rozcinając więzy na rękach czarodzieja. Mag roztarł z posępną miną zaczerwienione nadgarstki, potem założył ręce na plecy czekając, aż jego nowi kompani zarzucą na plecy swe tobołki.
Druid posłał Barthowi znaczące spojrzenie, prawicę trzymając cały czas w pobliżu swego noża.
- Ruszajmy - rzucił uruk - Czas na nas.
Wątek techniczny
A zatem postanowione - ruszacie do wojskowego kasztelu w Srebrnej Przystani. Vader przodem konno, reszta za nim równym krokiem. Deliad trzyma się blisko więźnia i gotów jest w razie potrzeby użyć swego noża.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja takoż szlachetnie urodzony to jadę konno za Tanem Barthem, ale mogę ustapić miejsca któremus z rannych towarzyszy - wtedy ja poprowadzę wierzchowca za uzdę a ew. chetny będzie jechał. Tak czy tak jestem czujny nie ufam miastom i ich mieszkancom.
Ostatnio zmieniony 18 listopada 2011, 19:48 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Słońce stało już wysoko złocąc swymi promieniami wzniesione z białego marmuru mury Pałacu, odbijając się oślepiającym blaskiem od obitych złotymi blachami kopuł zapierającego dech w piersiach dworskiego kompleksu. Na ulicach Placu Karczemnego ruch nieco zelżał, bo większość mieszkańców i przyjezdnych zajęta była popołudniowym posiłkiem. Przy rozstawionych wszędzie kramach i straganach kręcili się głównie najęci do ich pilnowania obwiesie z pałkami u pasów i brzydkimi uśmieszkami na wąskich ustach, odprowadzający niepokojącym wzrokiem co bogaciej wyglądających mieszczan i co ładniejsze mieszczki. Z otwartych na oścież karczm, oberży i nabrzeżnych tawern płynął gwar rozmów wiedzionych w tuzinie języków i dwóch tuzinach dialektów, tworząc mieszankę dźwięków tak charakterystycznych dla kosmopolitycznego z natury Ostrogaru.
Prezentujący się władczo Barth spozierał z wysokości siodła na przechodniów, skwapliwie ustępujących mu miejsca. Kilku owiniętych w cuchnące szmaty żebraków wysunęło się z przyzwyczajenia przed szlacheckiego rumaka, jednakże zaraz wszyscy cofnęli się pod ściany domów, w cieniu których siedzieli, powszechnie bowiem wiedziano, że orkowie wysokiego stanu nie należeli do kasty hojnie szafującej jałmużnami.
Uruk oglądał się co jakiś czas za siebie, spoglądając bacznie to na siedzącego w siodle Amrasa, to na resztę sunących na piechotę druhów, prowadzących między sobą idącego niemo czarodzieja w bordowych szatach. Barth wątpił, by surowa cela w wojskowym kasztelu przypadła więźniowi do gustu, zwłaszcza w porównaniu z całkiem przyjemnymi pokojami Skolopendry, jednakże brak zaufania wobec Kederiena wymuszał na uruku drastyczne środki zaradcze. Tan Garren Gudruk był bliskim przyjacielem Bartha, a jednocześnie oficerem ostrogarskiego garnizonu w randze sanwara, więc przekazany w jego ręce więzień mógł się czuć względnie bezpiecznie, ukryty za murami imperialnego kasztelu w Srebrnej Przystani.
Odziany w czerń jeździec wychynął z bocznej uliczki niczym duch, przecinając drogę Barthowi i jego towarzyszom. Uruk pociągnął za uzdę wstrzymując rumaka w miejscu i obrzucając jadącego znacznie szybciej niż na ulicę przystało intruza złowieszczym spojrzeniem. Jeździec w czerni nawet się nie obejrzał w stronę parskającego ogiera uruka, jednakże idący obok niego pieszy zwolnił kroku odwracając ku Bartowi głowę.
Był to malauk, mimo skwarnego dnia odziany w ciężką półzbroję, pobrzękujący w rytm kroków stalowymi elementami pancerza. W grubo ciosanej twarzy czterorękiego olbrzyma gorzały twarde nieprzyjazne oczy, taksujące Bartha prowokacyjnym spojrzeniem.
- Odstąp, Mathar! - padło rzucone spod kaptura konnego polecenie i uruk natychmiast pojął, że odziany w czerń anonimowy jeździec musiał być kimś znacznie znaczniejszym od noszącego się na rycerską modłę malauka - Ci w Barak-varr nie będą na nas czekać! Mordimer przysnął, ale to nie potrwa długo!
Roztaczający wokół siebie woń wtartego w skórę końskiego sadła tak niepokojącego znajdujące się w pobliżu wierzchowce, olbrzym zwany Matharem rzucił raz jeszcze zaczepne spojrzenie spoglądającemu na niego z góry urukowi, po czym podążył za swym towarzyszem znikając w głębi przeciwnej uliczki.
- Niektórzy tutejsi rycerze tylko szukają okazji do zwady - mruknął jadący u boku Bartha Amras, odprowadzając nieznajomych wzrokiem.
- Nie wiedzieć czemu zdawa mi się, że go skądś znam - odpowiedział niepewnie Vader - Jakbym już gdzieś tego malauka widział... a ci czego chcą?
Wzrok uruka padł na grupę orków noszących się po żołniersku, należących bez wątpienia do któregoś ze strzegących Ostrogaru legionów. Dojrzawszy górującego ponad pieszymi uruka, noszącego na zbroi płaszcz świadczący o posłudze pełnionej w katanickiej hadrze, żołdacy poczęli się trącać łokciami i naradzać śpiesznie, potem zaś ruszyli hurmą w stronę rycerza pochylając pokornie głowy.
- Świątobliwy, zechciej pobłogosławić wierne dzieci Najwyższego - powiedział najśmielszy z nich, podnosząc wzrok ku nagolennikom Bartha - Obdarz nas dobrym znakiem w imię boskiego Katana, chwała mu na wieki.
Wątek techniczny
Mała wstawka obyczajowa, żeby Barth nie zapominał, że jest nie tylko rycerzem, ale i katanickim kapłanem. Nie dość, że tan, to jeszcze kthan! Taka kombinacja statusu społecznego oznacza nie tylko przywileje, ale i obowiązki, więc jak tutaj odmówić prośbie grupki katanickich wiernych?
Słońce stało już wysoko złocąc swymi promieniami wzniesione z białego marmuru mury Pałacu, odbijając się oślepiającym blaskiem od obitych złotymi blachami kopuł zapierającego dech w piersiach dworskiego kompleksu. Na ulicach Placu Karczemnego ruch nieco zelżał, bo większość mieszkańców i przyjezdnych zajęta była popołudniowym posiłkiem. Przy rozstawionych wszędzie kramach i straganach kręcili się głównie najęci do ich pilnowania obwiesie z pałkami u pasów i brzydkimi uśmieszkami na wąskich ustach, odprowadzający niepokojącym wzrokiem co bogaciej wyglądających mieszczan i co ładniejsze mieszczki. Z otwartych na oścież karczm, oberży i nabrzeżnych tawern płynął gwar rozmów wiedzionych w tuzinie języków i dwóch tuzinach dialektów, tworząc mieszankę dźwięków tak charakterystycznych dla kosmopolitycznego z natury Ostrogaru.
Prezentujący się władczo Barth spozierał z wysokości siodła na przechodniów, skwapliwie ustępujących mu miejsca. Kilku owiniętych w cuchnące szmaty żebraków wysunęło się z przyzwyczajenia przed szlacheckiego rumaka, jednakże zaraz wszyscy cofnęli się pod ściany domów, w cieniu których siedzieli, powszechnie bowiem wiedziano, że orkowie wysokiego stanu nie należeli do kasty hojnie szafującej jałmużnami.
Uruk oglądał się co jakiś czas za siebie, spoglądając bacznie to na siedzącego w siodle Amrasa, to na resztę sunących na piechotę druhów, prowadzących między sobą idącego niemo czarodzieja w bordowych szatach. Barth wątpił, by surowa cela w wojskowym kasztelu przypadła więźniowi do gustu, zwłaszcza w porównaniu z całkiem przyjemnymi pokojami Skolopendry, jednakże brak zaufania wobec Kederiena wymuszał na uruku drastyczne środki zaradcze. Tan Garren Gudruk był bliskim przyjacielem Bartha, a jednocześnie oficerem ostrogarskiego garnizonu w randze sanwara, więc przekazany w jego ręce więzień mógł się czuć względnie bezpiecznie, ukryty za murami imperialnego kasztelu w Srebrnej Przystani.
Odziany w czerń jeździec wychynął z bocznej uliczki niczym duch, przecinając drogę Barthowi i jego towarzyszom. Uruk pociągnął za uzdę wstrzymując rumaka w miejscu i obrzucając jadącego znacznie szybciej niż na ulicę przystało intruza złowieszczym spojrzeniem. Jeździec w czerni nawet się nie obejrzał w stronę parskającego ogiera uruka, jednakże idący obok niego pieszy zwolnił kroku odwracając ku Bartowi głowę.
Był to malauk, mimo skwarnego dnia odziany w ciężką półzbroję, pobrzękujący w rytm kroków stalowymi elementami pancerza. W grubo ciosanej twarzy czterorękiego olbrzyma gorzały twarde nieprzyjazne oczy, taksujące Bartha prowokacyjnym spojrzeniem.
- Odstąp, Mathar! - padło rzucone spod kaptura konnego polecenie i uruk natychmiast pojął, że odziany w czerń anonimowy jeździec musiał być kimś znacznie znaczniejszym od noszącego się na rycerską modłę malauka - Ci w Barak-varr nie będą na nas czekać! Mordimer przysnął, ale to nie potrwa długo!
Roztaczający wokół siebie woń wtartego w skórę końskiego sadła tak niepokojącego znajdujące się w pobliżu wierzchowce, olbrzym zwany Matharem rzucił raz jeszcze zaczepne spojrzenie spoglądającemu na niego z góry urukowi, po czym podążył za swym towarzyszem znikając w głębi przeciwnej uliczki.
- Niektórzy tutejsi rycerze tylko szukają okazji do zwady - mruknął jadący u boku Bartha Amras, odprowadzając nieznajomych wzrokiem.
- Nie wiedzieć czemu zdawa mi się, że go skądś znam - odpowiedział niepewnie Vader - Jakbym już gdzieś tego malauka widział... a ci czego chcą?
Wzrok uruka padł na grupę orków noszących się po żołniersku, należących bez wątpienia do któregoś ze strzegących Ostrogaru legionów. Dojrzawszy górującego ponad pieszymi uruka, noszącego na zbroi płaszcz świadczący o posłudze pełnionej w katanickiej hadrze, żołdacy poczęli się trącać łokciami i naradzać śpiesznie, potem zaś ruszyli hurmą w stronę rycerza pochylając pokornie głowy.
- Świątobliwy, zechciej pobłogosławić wierne dzieci Najwyższego - powiedział najśmielszy z nich, podnosząc wzrok ku nagolennikom Bartha - Obdarz nas dobrym znakiem w imię boskiego Katana, chwała mu na wieki.
Wątek techniczny
Mała wstawka obyczajowa, żeby Barth nie zapominał, że jest nie tylko rycerzem, ale i katanickim kapłanem. Nie dość, że tan, to jeszcze kthan! Taka kombinacja statusu społecznego oznacza nie tylko przywileje, ale i obowiązki, więc jak tutaj odmówić prośbie grupki katanickich wiernych?
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:13 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kapłan nie mógł odmówić natarczywej prośbie wiernych, a los wojennych ludzi był mu bliski. Odwrócił się tylko w stronę druhów, nakazując gestem wzmożoną czujność. Był wciąż zaniepokojony i wszędzie widział niebezpieczeństwo. Orki nie orki, ale po tym co dziś widział, nie zaskoczyliby go, nie tylko orkowie próbujący wydrzeć maga z ich rąk ale nawet hobbiccy barbarzyńcy atakujący drużynę. Odezwał się do legionistów:
- Bracia umiłowani w wierze. Powiada Pan, że krew wytoczona i przelana za ojczyznę miła Panu jest. Wy stajecie w pierwszym szeregu na rubieży, a każdy z Was gotów życie oddać za miłościwie nam panującego Imperatora-Boga. Niechaj największy z bogów Orchii (czy Ochrii - używam słowa na modłę orkową, ale nie pamiętam, które jest obowiązujące) łaskami was obdarzy, aby was bełty omijały, szable nie trafiały, ramiona Wasze w bitewnym zwarciu nie mdlały, a chwała spłynęła na wiernych Ojczyzny bohaterów - szerokim ruchem wskazał orków. Kapłan postanowił wykorzystać żołnierzy, nie chciał jednak aby ktokolwiek więcej wiedział o ich tajnej misji. Bezpieczeństwo, a co za tym idzie wiedza Kederiena mogła być kluczowa dla przyszłości Imperium. W myślach błagał Katana o wybaczenie kłamstwa, które zaraz popełni w słusznej sprawie, aby strzec interesu Katana. Porozumiawczo puścił oko do reptiliona i Amrasa, po czym konfidencjonalnym tonem zwrócił się do dziesiętnika:
- Złócie ofiarę w Świątyni Katana najbliższej jako przystało za błogosławieństwo... Hmmm... Możecie się innaczej przysłużyć dziś imperium. Posłów z Archangasty i Elamanlu eskortuję do kasztelu Drag-Mor w Srebrnej Przystani - wskazał na rannego jaszczura i elfa - już ich raz porwać próbowano, ledwo z życiem uszli, a wiedzy ważnej pilnują, co o bezpieczeństwie Imperium stanowić może. Pomóżcie w eskorcie a powiadam wam Pan jeszcze łaskawszym okiem spojrzy na wierne sługi... - w sumie nie skłamał tak bardzo, raczej przedstawił prawdę w inny sposób. Jeśli ich ktokolwiek spyta o maga, to jedynie o elfie i reptilionie powiedzą zgodnie z prawdą, niebezbieczeństwo oddalając.
Wątek techniczny
Używam Podstaw religioznawstwa i kazania aby wywrzeć lepszy efekt na orkach.
- Bracia umiłowani w wierze. Powiada Pan, że krew wytoczona i przelana za ojczyznę miła Panu jest. Wy stajecie w pierwszym szeregu na rubieży, a każdy z Was gotów życie oddać za miłościwie nam panującego Imperatora-Boga. Niechaj największy z bogów Orchii (czy Ochrii - używam słowa na modłę orkową, ale nie pamiętam, które jest obowiązujące) łaskami was obdarzy, aby was bełty omijały, szable nie trafiały, ramiona Wasze w bitewnym zwarciu nie mdlały, a chwała spłynęła na wiernych Ojczyzny bohaterów - szerokim ruchem wskazał orków. Kapłan postanowił wykorzystać żołnierzy, nie chciał jednak aby ktokolwiek więcej wiedział o ich tajnej misji. Bezpieczeństwo, a co za tym idzie wiedza Kederiena mogła być kluczowa dla przyszłości Imperium. W myślach błagał Katana o wybaczenie kłamstwa, które zaraz popełni w słusznej sprawie, aby strzec interesu Katana. Porozumiawczo puścił oko do reptiliona i Amrasa, po czym konfidencjonalnym tonem zwrócił się do dziesiętnika:
- Złócie ofiarę w Świątyni Katana najbliższej jako przystało za błogosławieństwo... Hmmm... Możecie się innaczej przysłużyć dziś imperium. Posłów z Archangasty i Elamanlu eskortuję do kasztelu Drag-Mor w Srebrnej Przystani - wskazał na rannego jaszczura i elfa - już ich raz porwać próbowano, ledwo z życiem uszli, a wiedzy ważnej pilnują, co o bezpieczeństwie Imperium stanowić może. Pomóżcie w eskorcie a powiadam wam Pan jeszcze łaskawszym okiem spojrzy na wierne sługi... - w sumie nie skłamał tak bardzo, raczej przedstawił prawdę w inny sposób. Jeśli ich ktokolwiek spyta o maga, to jedynie o elfie i reptilionie powiedzą zgodnie z prawdą, niebezbieczeństwo oddalając.
Wątek techniczny
Używam Podstaw religioznawstwa i kazania aby wywrzeć lepszy efekt na orkach.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja podobnie jak Deliad, mniej zwracam uwagę na wywody Bartha i orków obok niego a więcej na otoczenie. Ale na samych Orków też lukam jakby udawali tylko pobożnych a chodziło im o naszego maga...
Ostatnio zmieniony 23 listopada 2011, 20:49 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Słysząc słowa świątynnego rycerza wojacy popatrzyli po sobie przez krótką chwilę roziskrzonym wzrokiem, po czym zajęli wedle wzajemnie uzgodnionych reguł pozycje wokół pocztu Bartha, krocząc z rękami na szablach i wodząc bacznym wzrokiem po przechodniach. Uruk obrzucił ich uważnym spojrzeniem, wciąż nie potrafiąc rozstrzygnąć w myślach, czy zesłał mu ich sam boski Katan czy też za żołnierską przykrywką czaili się spiskowcy dybiący na życie bordowego maga.
- Miej na nich oko - syknął do jadącego tuż obok Amrasa - Nikomu nie powinniśmy teraz ufać. Gdyby coś chcieli wyczyniać, trzeba będzie wziąć ich za łby.
Elf obejrzał się dyskretnie na pieszą eskortę, kiwnął głową dając urukowi do zrozumienia, że przyjął do wiadomości dyskretne ostrzeżenie. Vader wykręcił się w siodle obrzucając wzrokiem Aravena i Deliada, prowadzących prócz koni również kroczącego grzecznie wynalazcę przemysłowej teleportacji. Mag w bordowych szatach szedł ze spuszczoną smętnie głową, nie oddalając się zbytnio od druida i nie sprawiając wrażenia zainteresowanego dalszymi zatargami z nową paczką przyjaciół. Barth wcale mu się zresztą nie dziwił - nie dość, że nieborak porządnie zebrał po grzbiecie za próbę ucieczki przed Deliadem, to jeszcze miał przed sobą wyjątkowo kiepskie perspektywy na przyszłość i wizja spędzenia kilku dni w wojskowym karcerze jawiła się urukowi najlepszym z noclegów, jakich w niedalekiej przyszłości miał el Kederien zakosztować.
Wątek techniczny
Tym razem nie testowałem nawet CH Bartha, ponieważ żołdacy są akuratnie na przepustce i katanicki rycerz proszący ich o pomoc nie powinien się spodziewać niczego innego jak tylko entuzjastycznej pomocy. Eskorta idzie przodem i po bokach zastraszając przechodniów groźnym wzrokiem i dbając o to, by pospólstwo nie pętało się czcigodnemu urukowi pod kopytami ogiera.
Słysząc słowa świątynnego rycerza wojacy popatrzyli po sobie przez krótką chwilę roziskrzonym wzrokiem, po czym zajęli wedle wzajemnie uzgodnionych reguł pozycje wokół pocztu Bartha, krocząc z rękami na szablach i wodząc bacznym wzrokiem po przechodniach. Uruk obrzucił ich uważnym spojrzeniem, wciąż nie potrafiąc rozstrzygnąć w myślach, czy zesłał mu ich sam boski Katan czy też za żołnierską przykrywką czaili się spiskowcy dybiący na życie bordowego maga.
- Miej na nich oko - syknął do jadącego tuż obok Amrasa - Nikomu nie powinniśmy teraz ufać. Gdyby coś chcieli wyczyniać, trzeba będzie wziąć ich za łby.
Elf obejrzał się dyskretnie na pieszą eskortę, kiwnął głową dając urukowi do zrozumienia, że przyjął do wiadomości dyskretne ostrzeżenie. Vader wykręcił się w siodle obrzucając wzrokiem Aravena i Deliada, prowadzących prócz koni również kroczącego grzecznie wynalazcę przemysłowej teleportacji. Mag w bordowych szatach szedł ze spuszczoną smętnie głową, nie oddalając się zbytnio od druida i nie sprawiając wrażenia zainteresowanego dalszymi zatargami z nową paczką przyjaciół. Barth wcale mu się zresztą nie dziwił - nie dość, że nieborak porządnie zebrał po grzbiecie za próbę ucieczki przed Deliadem, to jeszcze miał przed sobą wyjątkowo kiepskie perspektywy na przyszłość i wizja spędzenia kilku dni w wojskowym karcerze jawiła się urukowi najlepszym z noclegów, jakich w niedalekiej przyszłości miał el Kederien zakosztować.
Wątek techniczny
Tym razem nie testowałem nawet CH Bartha, ponieważ żołdacy są akuratnie na przepustce i katanicki rycerz proszący ich o pomoc nie powinien się spodziewać niczego innego jak tylko entuzjastycznej pomocy. Eskorta idzie przodem i po bokach zastraszając przechodniów groźnym wzrokiem i dbając o to, by pospólstwo nie pętało się czcigodnemu urukowi pod kopytami ogiera.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Milczący posępnie uruk odrzucił połę płaszcza wspierając prawicę władczo na główni broni, ponieważ napotkany w jednej z kolejnych krętych uliczek tłumek zgęstniał w pewnej chwili tak bardzo, że cofający się przed konnym rycerzem i jego pieszą eskortą przechodnie nie potrafili na czas ustąpić mu miejsca.
- Odstąpcie! - krzyknął z grzbietu swego wierzchowca Amras, dźwięcznym głosem, który poniósł się wzdłuż ścian budynków - Oto szlachetnie urodzony tan Vader! Ustąpcie mu miejsca!
- Poselstwo z dalekich krajów! - huknął jeden z towarzyszących pocztowi orków, rosły żołnierz w łuskowej zbroi obdarzony przez naturę wyjątkowo gromkim głosem - Poselstwo do Srebrnej Przystani! Z drogi, patałachy!
Unosząc się w strzemionach uruk spostrzegł znienacka przyczynę ścisku i tłoku, a była nią trupa odzianych w barwne stroje kuglarzy, nadciągająca z przeciwnej strony i czyniąca ogromny rwetes swym korowodem. Skąpo ubrane tancerki pląsały w rytm dźwięków piszczałek i bębenków, kołysząc biodrami i eksponując swe nagie piersi. Żonglerzy ciskali w górę miecze i żagwie, prowadzony na łańcuchu wielki kudłaty niedźwiedź porykiwał smętnie wyraźnie niezadowolony z panującego wokół zgiełku i zamieszania.
- Oj, tylko nie to! - jęknął Amras, kiedy jeden z kuglarzy przytknął do ust łuczywo i zionął ponad głowami gapiów strumieniem żywego ognia - Jeden raz mi styknie, co to, to nie! Jak mi który spróbuje zionąć nad głową, łeb mu obetnę przy samym zadku!
- Ale dziewki mają przednie! - uśmiechnął się Araven skacząc spojrzeniem od jednej tancerki do drugiej, walcząc z dziką pokusą podrapania się w kroku - Patrzcie na te ciała! Jak się wyginają! Z taką tam sam bym się chętnie powyginał!
Araven obejrzał się w stronę Deliada chcąc się upewnić, że ten podziela jego przekonanie na temat wdzięków tancerek, sharamicki druid nie patrzył jednak na kobiety, tylko na połykaczy ognia dających występ, który w przypadku sharamitów miał nie tyle wartość artystyczną, co duchową i mistyczną.
I wtedy wzrok Aravena padł na twarz maga. Sprawca całego zamieszania zwolnił kroku gapiąc się pełnymi trwogi oczami gdzieś na przód korowodu, w kierunku nadciągającej z drugiej strony cyrkowej trupy. Araven podążył za jego spojrzeniem, zaalarmowany przestrachem podopiecznego, dostrzegł natychmiast parę odzianych jaskrawo półorków zabawiających gapiów rzucanymi w powietrze nożami. Obydwaj żonglerzy byli dobre czterdzieści kroków od maga i towarzyszącego mu Deliada, ale podrzucając swe ostrza spoglądali jednocześnie bacznie w stronę wiedzionego przez Bartha pochodu.
- To oni! - jęknął el Kederien przybierając barwę popiołu - Zabiją bez litości! Nie ujdziemy stąd o całych gardłach!
Wątek techniczny
Jakieś deklaracje na szybko?
Milczący posępnie uruk odrzucił połę płaszcza wspierając prawicę władczo na główni broni, ponieważ napotkany w jednej z kolejnych krętych uliczek tłumek zgęstniał w pewnej chwili tak bardzo, że cofający się przed konnym rycerzem i jego pieszą eskortą przechodnie nie potrafili na czas ustąpić mu miejsca.
- Odstąpcie! - krzyknął z grzbietu swego wierzchowca Amras, dźwięcznym głosem, który poniósł się wzdłuż ścian budynków - Oto szlachetnie urodzony tan Vader! Ustąpcie mu miejsca!
- Poselstwo z dalekich krajów! - huknął jeden z towarzyszących pocztowi orków, rosły żołnierz w łuskowej zbroi obdarzony przez naturę wyjątkowo gromkim głosem - Poselstwo do Srebrnej Przystani! Z drogi, patałachy!
Unosząc się w strzemionach uruk spostrzegł znienacka przyczynę ścisku i tłoku, a była nią trupa odzianych w barwne stroje kuglarzy, nadciągająca z przeciwnej strony i czyniąca ogromny rwetes swym korowodem. Skąpo ubrane tancerki pląsały w rytm dźwięków piszczałek i bębenków, kołysząc biodrami i eksponując swe nagie piersi. Żonglerzy ciskali w górę miecze i żagwie, prowadzony na łańcuchu wielki kudłaty niedźwiedź porykiwał smętnie wyraźnie niezadowolony z panującego wokół zgiełku i zamieszania.
- Oj, tylko nie to! - jęknął Amras, kiedy jeden z kuglarzy przytknął do ust łuczywo i zionął ponad głowami gapiów strumieniem żywego ognia - Jeden raz mi styknie, co to, to nie! Jak mi który spróbuje zionąć nad głową, łeb mu obetnę przy samym zadku!
- Ale dziewki mają przednie! - uśmiechnął się Araven skacząc spojrzeniem od jednej tancerki do drugiej, walcząc z dziką pokusą podrapania się w kroku - Patrzcie na te ciała! Jak się wyginają! Z taką tam sam bym się chętnie powyginał!
Araven obejrzał się w stronę Deliada chcąc się upewnić, że ten podziela jego przekonanie na temat wdzięków tancerek, sharamicki druid nie patrzył jednak na kobiety, tylko na połykaczy ognia dających występ, który w przypadku sharamitów miał nie tyle wartość artystyczną, co duchową i mistyczną.
I wtedy wzrok Aravena padł na twarz maga. Sprawca całego zamieszania zwolnił kroku gapiąc się pełnymi trwogi oczami gdzieś na przód korowodu, w kierunku nadciągającej z drugiej strony cyrkowej trupy. Araven podążył za jego spojrzeniem, zaalarmowany przestrachem podopiecznego, dostrzegł natychmiast parę odzianych jaskrawo półorków zabawiających gapiów rzucanymi w powietrze nożami. Obydwaj żonglerzy byli dobre czterdzieści kroków od maga i towarzyszącego mu Deliada, ale podrzucając swe ostrza spoglądali jednocześnie bacznie w stronę wiedzionego przez Bartha pochodu.
- To oni! - jęknął el Kederien przybierając barwę popiołu - Zabiją bez litości! Nie ujdziemy stąd o całych gardłach!
Wątek techniczny
Jakieś deklaracje na szybko?