Strona 19 z 48

: 12 stycznia 2015, 01:42
autor: koszal
-Pozwolę sobie zauważyć Panie Achille, że nasi nienazwani wrogowie bez wątpienia doskonale potrafią nazwać nie tylko nas, ale i powiązane z nami osoby. W jakiś sposób im przeszkadzamy, dlatego usunięcie się w cień pozwoliłoby nam bezpieczniej i dalece swobodniej przyglądać się następnym wydarzeniom.

Sands zapiął motocyklową kurtkę pod samą szyję. Niespecjalnie przyglądał się pomieszczeniu. Gest Price'a nie miał nic wspólnego z przedmiotami, ukazywał o wiele więcej.

-Jeśli uszło to uwadze części dodam, że być może podobny manewr wykonał sam Vallo i nikt oficjalnie nie zakwestionował udziału sabatu w tym przedsięwzięciu. Niemniej jednak uważam, że spalenie czegokolwiek to niepotrzebne koszta. Uczmy się od tego, który sprowokował całe zamieszanie.

Doktor uśmiechnął się ukazując kły.

-Inaczej mówiąc pozwólmy się zakołkować i zostawmy po sobie teatralne nagranie.

: 12 stycznia 2015, 08:36
autor: Suriel
- Pomysł z kołkiem nie jest zły tylko że zależy kogo chce się oszukać. Nasz przeciwnik kim by nue był będzie miał pełną świadomość że tego nie zrobił. Kogo więc tym manewrem chcemy odszukać?

- Jeśli chodzi o wprowadzenie w błąd księcia to nawet jeżeli się panu Xawierze uda to całe miasto będzie o spaleniu mówiło. Zainteresują się panem wszystkie harpie w mieście a je nie tak łatwo wyprowadzić w pole. Rozwiązaniem jest doktor Sanders. Jak to jest z pana pacjentem jak wiele sekretów dzielicie? Jesli byłby pan skłonny przygotować z nami ten fortel wowczas i dla dobra pacjenta nie dzielić się z nim wiedzą, to absolutnie prawdomowny Marcus może opowiedzieć całą historię jak nas zabito. Musi tylko tego być pewien. Chyba ze myślał pan Xawierze o usunięciu sobie sanemu wspomnień.

: 12 stycznia 2015, 09:18
autor: koszal
Doktor Zachariasz Sands wyprostował się niczym pruski żołnierz na komendę ,,baczność". Angażowanie swojego podopiecznego.. to mogło się udać, lecz czy to nie jest zbyt wielkie ryzyko?.
Zastanawiał się dłuższą chwilę. Kuszący ponad miarę ogrom informacji zwrotnych, jakiego dostarczyłoby mu owe doświadczenie z wolna przeważał szalę.

-Istnieje taka możliwość. Marcus opowiedziałby to, czego doświadczył osobiście. Odpowiednio aranżując sytuację pozostałby szczery, zarazem nie ryzykując oskarżeń o świadome wprowadzanie w błąd. Jednakże tym samym narażamy samego Marcusa na wystawienie się na widok publiczny. Nie sądzę jednak, by ktokolwiek uznał go za zagrożenie dla swoich planów. Gotów jestem podjąć ryzyko.

: 12 stycznia 2015, 09:31
autor: Suriel
- Zatem jeden problem rozwiązany. Pozostaje nam jedynie znaleźć rozwiązanie w jaki sposób wiarygodnie upozorowac naszą tragedię. "Kłamstwo w przeciwieństwie do prawdy musi być bardzo wiarygodne." Może w schronieniu Vallo nadarzy się okazja. A może Źli S. o których wspomnial Achille byli by skłonni nam pomóc. Tak to najlepszy pomysł, tylko jak nakłonić ich... Musielibyśmy ich złapać i odpowiednio namieszać im we wspomnieniach. Xawierze czy to jest w twoich możliwościach. Taka ingerencja?

: 12 stycznia 2015, 17:45
autor: lightstorm
- Wymazanie oraz zmiana wspomnień nie będzie dla mnie większym wyzwaniem - Xavier odpowiedział na pytanie. Price spojrzał na Achille:
- To porównanie było niesamcze i mało taktowne Panie Moreau. Nie takich słów się spodziewałem. Myślę, że gdy następnym razem spotkasz Serbów, nie będzie przy Tobie Antona i może wtedy pomyślisz, że może lepiej by było, by dowiedzieli się wcześniej o Twojej sfingowanej śmierci. Będą Ci szukać i zgadnij gdzie przyjdą? W końcu się dowiedzą, że śpisz u mnie.
Jesteśmy z osobna za słabi i się nie liczymy. Skoro nikt jeszcze nie przyszedł z ofertą współpracy, to znaczy, że nic nie znaczymy. Sytuacja się zmieni, gdy po mojej stronie staną moi goście Elizjum. Wtedy znaczenie mojej osoby wzrośnie i coś na pewno się dowiemy więcej.

Price odezwał się do Malkaviana:

- Pomysł z Marcusem jest niezły. Achille, co ty na to? Boli serce na myśl o kołku? - Ventrue uśmiechnął się przyjacielsko.

: 13 stycznia 2015, 15:23
autor: 8art
chciałem napisać obszernego posta ale synek mi pospal krocej niz zwykle. Mam nadzieje, ze uda sie skrobnac wieczorem.

Dwa małe wyjaśnienia: kula z runami jaką chce wziąść Xavier do księcia, rozpłynęła się w niekształtną masę (post 235).

Vaughn powiadomił o zniknieciu Vallo w pierwszej kolejności Księcia, a dopiero potem przyszedł do Was. Wydaje się Wam, że stąd to szybko zoorganizowane przez Francisa spotkanie, w którym ostrzegł przed groźbą sabatu. Wnioskujecie zatem, że prawdopodobnie książe lub ktoś z jego "ludzi" już tam był.

: 14 stycznia 2015, 00:29
autor: 8art
Bournemouth; Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

Moreau spojrzał na ekran smartfona. Przedmiot chwilę wcześniej drgnął w kieszeni wampira. Na ikonce emaila, pojawiła się adnotacją, że dostał wiadomość.
"Witaj Achile,

Dawno się nie odzywałeś. Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku.

W odniesieniu do Twojego pytania, to wspomniana przez Ciebie Fundacja od wielu lat rokrocznie wspiera Lekarzy bez Granic dwudziestoma milionami franków szwajcarskich, ale to nie wszystko. Oferują staże medyczne, a także sponsorują operacje. To jedni z naszych najbardziej zaufanych i hojnych klientów.

Przykra sprawa jeszcze na koniec. Dwa tygodnie temu odbył się pogrzeb Dr Emilio Angusti. Biedak został zamordowany w swoim domu w Barcelonie.

Odzywaj się czasem.

Dr Shameer Khan"
Achile westchnął zasmucony i pogładził gładką brodę dłonią. Szkoda dobrego lekarza i fajnego faceta. Dr Angusti był razem z nim w Sarajewie, a teraz nie żyje. Kanicie nie chciało się wierzyć, że nie mialo to związku z siepaczami Mladica.

***

- Xavierze, ktoś czeka na Ciebie przed klubem. Proponowałem, żeby wszedł i napił się drinka na koszt firmy, ale z uporem maniaka czeka na deszczu przed Rhino. Kazał przekazać, że ma na imię Anton i będziesz wiedział o co chodzi... - głos Owena oznajmił przybycie niespodziewanego gościa, który jednak tym razem zdecydował się na zaanonsowanie swojego przybycia. Price jednak za nic w świecie nie mógł się domyśleć o co też może chodzić szeryfowi.
Sorry że tak późno. Brak czasu daje się we znaki...

: 16 stycznia 2015, 13:26
autor: 8art
Bournemouth; zaułek koło Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

W ciemnym zaułku Xavier dostrzegł ledwo widoczny zarys Antona, ale za to wyczuł jego obecność już dużo wcześniej. Chyba że to zaułek, gdzie czekał szeryf cuchnął stęchlizną i uryną. Ostrożnie stawiając kroki, by nie ubrudzić drogocennych butów, Ventrue podszedł do Nosferatu. Anton uśmiechnął się promiennie błyszcząc krzywymi kłami:

- Noooo kurwa, wreszcie się pofatygowałeś. - oświadczył ochrypłym głosem: - Będę się streszczał, bo wali tu jak w sraczu, nie uważasz?

- To może wejdziemy do środka? - zaproponował Xavier. Nosferatu pokiwał głową przecząco:

Tu będziemy mieli trochę spokoju. Ludzie po za tym powiadają, że najlepsze pomysły przychodzą im gdy siedzą z gazetką na dwójce. Oczywiście my nieumarli nie sramy jak bydło, ale może te aromaty nieco nas hmmm zainspirują i skrócą to jakże miłe spotkanie do niezbędnego minimum. Dwie sprawy mistrzu złoty. Primo, Francisowi podoba się twoja inicjatywa z rozdawaniem broni. Jest pod wrażeniem. Ego arystokraty pogłaskane?

Anton zrobił stosowną pauzę, po czym rozłożył muskularne ramiona jakby chciał przyjacielsko objąć rozmówce. Xavier odruchowo cofnął się o krok, wdeptując w cuchnącą kałużę. Szeryf nie zrażony kontynuował:

- Świetnie, cieszymy się jaaak skuurwyysyyyn. No to trochę rozszerzymy tę zoorganizowaną akcję. Jutro przyjedzie tu trochę hmmmm ekstra sprzętu i zjawi się trochę nadprogramowych kainitów, którzy potrzebują broni. Tych którzy nie potrafią zrobić użytku z pazurów i kłów, phi. Nie wspominaj nic o Księciu, choć to jego pomysł. Po prostu przekaż, żeby uważali na Sabat i trzymali się razem. Sam rozumiesz, że trochę niezręcznie rozdawać broń Elizjum Kathy, ale hmmmm burdel będzie w sam raz.

- A druga sprawa, jest trochę bardziej delikatna. Słyszałem, że jakiś chujek łakomi się na zapisy cctv. - Zwalista sylwetka Antona zbliżyła się do Prica. Szeryf wyciągnął palec kiwając groźnie przed twarzą Price'a:

- Ktoś wpierdala się na nie swoje podwórko, co podnosi mi agresora. Mam jednakże nadzieję, że pan Price ma trochę hmmm instynktu samozachowawczego i nie ulegnie szantażowi dowcipnisia. Chętnie bym się dowiedział, kto za tym stoi, bo wróbelki nie ćwierkają w tej kwestii. No a jeśli jednak pan Price ma mięciutke porteczki i ma zamiar oddać wszystko jak jego piękne pracownice rozdają to i owo za małą opłatą, to klnę się kurwa na samego... Hmmmm, mniejsza z tym... Upewnię się, że Twój burdel zbankrutuje, a dni chwały wielkiego pana Price'a hmmmm zatoną w głębi zapomnienia... - poetycko zakończył Anton.
Spoiler!
znasz przebieg rozmowy Antona z Achile. Masz jakieś pytania do szeryfa, czy wolisz jak najszybciej ulotnić się ze śmierdzącego zaułka?
Dobra, mam nadzieję, że wracam do zabawy.

Panowie, jakie decyzje podejmujecie? Wszyscy jadą Zurycha? Czy tylko delegacja i kiedy?

Jak na razie zakładam, że chcecie dziś odwiedzić dom Vallo i może schornienie Moreau.

Cwetan nie odzwywa się zbyt często, nie wiem, czy porażony dramatycznymi przeżyciami, czy po prostu taki typ. Zastanawiam się czy wysłać Cwetana na jakiś urlop rehabilitacyjny...

: 16 stycznia 2015, 18:30
autor: Suriel
Chyba trasa się zgadza. Te dwa miejsca do sprawdzenia. Dla Cwetana sugeruję uzdrowisko. .. pod Zyrychem może? Nadal moim zdaniem nie mamy planu jak się urwać ani jak dotransportowac bez większego ryzyka.

: 16 stycznia 2015, 19:35
autor: koszal
-Czas... wzywa mnie. Panowie wybaczą, lecz muszę opuścić ten szacowny klub dyskusyjny.

Price nie wracał dłuższą chwilę. Sands coraz bardziej pogrążony w myślach odpływał na nieznane, szerokie wody umysłu malkaviana. Wysiłek utrzymywania się na powierzchni stawał się nie do zniesienia. Bestia stawała się głodna. Wiedział, że nie zdoła już tego wieczoru rozmówić się z Ventrue. Kilka ostatnich słów, które zdąży przekazać. Zacisnął pięść, by jeszcze przez chwilę odsunąć nieuniknione, skupił wolę.

-Dwa samoloty. Pierwszy... fałszywy trop ... pożar na pokładzie, Marcus musi to przeżyć. Opowie..

-Drugi kurs.. sekret.. Zurych.

To było zbyt ryzykowne, nie mogli widzieć jak odnosi porażkę. Nie on. Doktor ruszył w kierunku starej szafy, w połowie drogi krok jego stał się chwiejny. Utykając pochylił się zabierając z podłogi skrzypce. Wreszcie osiągnął cel uchylając stare, skrzypiące drzwi. Marynarki i koszule trafiły na podłogę.
Nim zamknął drzwi Pinki skorzystał z okazji dając błyskawicznego nura w malejącą szczelinę.
Ciemno. Cicho. Ciasno. Subtelny zapach minionej epoki.

Koroviev czuł się nieswojo. To nie zdarzyło się po raz pierwszy. Nie wiedział jak to przekazać, by nie urazić Sandsa, jednakże od jakiegoś czasu nabierał przekonania, iż doktor powinien bardziej zadbać o komfort w swym gabinecie. Wytrącało to Marcusa z równowagi. Również i tym razem stracił wątek.

Nieelegancko jest przyznać, że nie słuchałem. -pomyślał ślepiec.

-Czy to wszystko, co masz mi do powiedzenia Marcusie, czy też chciałbyś porozmawiać o czymś jeszcze? -zapytał Sands.

Pinki zaszczekał groźnie. Sands zrobił niesmaczną minę.

-Prosiłem, byś zostawiał psa przed gabinetem Marcusie. Jego obecność mnie rozprasza.

Wiem, że to okropieństwo dba o Ciebie, gdy mnie nie ma, niemniej cholernie trudno się do tego.. czegoś przyzwyczaić. -Sands pozwalał sobie w myślach na odrobinę nietolerancji. Uważał, że zaprzeczanie własnym uprzedzeniom nie zawsze bywa najodpowiedniejszym rozwiązaniem.

-Pan wybaczy doktorze, Pinki jest przy mnie zawsze. W świecie wiecznego mroku ślepiec nie może liczyć na zbyt wielu przyjaciół.

-Tak, tak. Rozmawialiśmy już o tym. -Sands ze zrozumieniem pokiwał głową.

-Czy jest jeszcze coś, o czym chciałbyś porozmawiać Marcusie?

Lindsey.

Nastolatka wciąż wracała do Korovieva w niepokojąco brutalnych skojarzeniach. Rozmawiali o niej już setki razy.

-Jej gra jest jak nieoszlifowany diament. Czyni postępy, jest wytrwała. Ostatnio pracujemy nad jej własną aranżacją Upiora w operze.. Pan doktor zechce posłuchać.

Naciągnął na siebie wymacany pod rękoma stary płaszcz. Drzwi szafy otworzyły się na całą szerokość skrzypiąc przeciągle. Malkavianin wyskoczył z wnętrza. Zamaszystym, teatralnym gestem narzucił na siebie znalezione odzienie. Chwycił instrument. Podjął grę.

http://www.izlesene.com/video/lindsey-s ... ra/6643420- włączcie podkładzik i przesuńcie tak na 1 minuta, 14 sec.
Zatem posłuchacie sobie droga drużyna jak malkavianin sam do siebie gada siedząc w szafie, potem Wam zagra. Co do planu Sandsa, mam nadzieję, że jest zrozumiały.

: 16 stycznia 2015, 20:34
autor: lightstorm
Xavier nie był zadowolony z tego, co powiedział Anton, tak samo jak jak przebywania w tym miejscu. Szeryf był za dobrze poinformowany, ale to go nie martwiło. Anton zawsze wiedział bardzo dużo i to sprawiało, że pasował do tej roli. Dodając do tego jego posturę, sprawiał wrażenie, że jest odpowiednim Szeryfem.
Xaviera martwił fakt, że jak będzie po wszystkim to Francis może powiedzieć, że robiłem to z rozkazu Księcia. Pewnie nie dożyję do chwili, by te zdania usłyszeć. Price postanowił wykorzystać możliwość rozmowy:

- Tak, jest ktoś kto chce nagrania z kamer. I wiesz, co myślę? - Ventrue zbliżył się do Antona nie zważając na odór.- Jestem Xavier Price, a niej jakiś podrzędny prostak. Nie groź mi bankructwem i przypomnij sobie, czy kiedykolwiek, coś komuś oddałem, albo dałem się zastraszyć? Następnym razem zanim chcesz zabrać fortunę któremuś z Ventrue, prześledź jego wcześniejsze działania. Zamierzam nagrać swoją wiadomość dla tego interesanta na kamerze, i wysłać zamiast prawdziwych nagrań. Nikt, kto chowa się i nie chce robić interesów spotykając się w cztery oczy, nie będzie mnie obrażał. Nie wiem kim ta osoba jest, ale jest wystarczająco głupia, by żądać czegoś podobnego.

Xavier spojrzał na wielkiego Nosferatu i z ciekawością przyjrzał się jak uzbrojony jest Anton.

- Dziękuję, za wsparcie mojej inicjatywy. Szczerze powiedziawszy, niekoniecznie się jej spodziewałem, ale starsi lubią zaskoczyć. Niech nowi przyjdą do Elizjum, ale chcę dokładnie wiedzieć kto to będzie. To moje Elizjum i wszyscy mają mi się przedstawić, takie panują tam zasady...jeśli tego nie zrobią nie wpuszczę ich.

Ventrue zrobił przyjazną minę:

- Nie proś mnie bym zmienił te zasady, bo nic nie wskórasz. Nawet Francis nie ma prawa decydować jakie zasady panują w mojej Domenie. - Price spojrzał w oczy wielkiego szczura:

- Skoro się zbroimy, to powiedz mi więcej o naszym wrogu. Na pewno wiesz więcej, i nie wykręcaj się, że to nie moja sprawa, bo to zabrzmi dziwnie. I jeszcze jedno, Ghul Thomasa Steinbacha o imieniu Mark zaraz po zmierzchu, przyszedł do Tremera, by go zabić. Magiczna kula prawie zabiła Thomasa, a potem Ghul strzelił sobie w łeb. Jednak przed śmiercią powiedział, że klan Tremere wydał wyrok śmierci na Steinbaha. Myślę, że Francis powinien się tym zająć, bo teraz powinien pokazać, że naprawdę ma władzę w mieście i nikt nie zabija, bez jego zgody. Inaczej szybko będzie tutaj Anarchia. Masz moje słowo Opiekuna Elizjum, że to wydarzyło się w mojej Domenie. Nie dręcz teraz moich kompanów pytaniami.

Price patrzył na Antona nie spuszczając wzroku z jego strasznej twarzy:

- Mam jednak prośbę. Czy mógłbyś dać mi namiar, do kogoś kto może zatrzymać Tremerskie sztuczki? Thomas ma dziurę i nie da się jej wyleczyć. I niech to nie będzie, ktoś związany z Matką, bo zabójca był z tego grona. Mam coś, co Ciebie też może zainteresować...informacja za informację? Mamy umowę?

: 16 stycznia 2015, 22:17
autor: 8art
Anton słuchał tyrady młodego Ventrue ziewając i udając, że zawzięcie czyści brud, który musiał się w niewyjaśniony sposób znaleźć pod paznokciem Nosferatu. Xavier wiedział jednak, że szeryf skrzętnie notuje w pamięci każde słowo. Anton swoją uwagę skupił na rozmówcy dopiero, gdy Xavier zaczął mówić o Steinbachu:

- Powiem tak. Zapewniam cie, że nikt z miejscowych Tremere nie ma nic wspólnego z próbą zabójstwa. Wiesz czym jest Bournemouth? Jest popierdółką, gdzie czarodzieje zsyłają tych, którzy hmmmmm, delikatnie kurwa mówiąc, nie wpasowywują się w kanon Tremere i których inteligencja jest bliska kundlom. - Szczur wykrzywił twarz w koszmarnym uśmiechu: - Wtedy nie muszą oglądać wyrodków jakich stworzyli, a których szkoda im wyplewić. Ale Steinbach nie trafił tu z tego powodu. Ktoś go przysłał, choć mam pewność, że on nawet nie wie czemu. Nie znam Matki twojego pupila, ale domyślam się kto będzie mógł pomóć Thomasowi. Już właściwie powiedziałem to Moreau, choć kontekst był wtedy jeszcze inny. Jakby kurwa nie było, wychodzi, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, nie?

Nosferatu przeciągnął się, strzelając głośno szyjnymi kręgami. Przez chwilę stając w nieco lepszym świetle, Xavier spostrzegł, że szeryf nie ma przy sobie żadnej broni. Albo niewiele robił sobie z zagrożenia Sabatem, albo miał ogromne zaufanie do tego czym obdarzył go Kain: kłów i pazurów.

- A wracając do uzbrojenia wampirów. Ktoś od Księcia przekażę Ci kto przybędzie. Co im nagadasz o swoim burdelu, to mam w dupie. Możesz im kazać ściągać buty i modlić się w kierunku, gdzie wschodzi słońce. Nie mój burdel, nie moje dziwki. Wiem tylko, że Sabat coś szykuje i lepiej mieć się na baczności. Napewno byli w domu Vallo.

: 17 stycznia 2015, 11:02
autor: Oggy
Czy Xavier przekazuje nam wszystko co powiedział Anton? Niezależnie od Waszych pełnych zapału planów kolkowania chce zobaczyć willę Vallo.

: 17 stycznia 2015, 19:45
autor: lightstorm
Ventrue przekazuje relację za całej rozmowy z Szeryfem. Niczego nie pomijam. Dodaję, że chciałem pomóc Thomasowi, szukając wiadomości o osobie, która mogłaby wyleczyć ranę. Też jestem za tym, by pociągnąć akcję do przodu i ruszajmy do willi Vallo i schronienia Achille. Jedziemy opancerzonym wozem.

: 18 stycznia 2015, 22:43
autor: 8art
Poole; Lilliput; Pearce Avenue; Rezydencja Vallo 19.11.14; wieczór

Opancerzona limuzyna zatrzymała się narzeciw podjazdu Rezydencji Vallo. Widziana zza wysokiego muru ostania kodygnacja już z zewnątrz robiła wrażenie. Price przypominał sobie, że nieruchomość była kilka lat temu wystawiona na sprzedaż za, bagatela, dwanaście milionów funtów. Vallo musiał ją kupić i poddać gruntownej przebudowie. Skala samej rozbudowy była jednak dla kainity tajemnicą. Z okien rozchodził się widok na Zatokę Poolę i wyspę Brownsea. Wiedział też, że Rezydencja miała własną, prywatną przystań yachtową.

Wampiry ostrożnie wyszły z auta. Achile przełądował dyskretnie pistolet i schował za połą płaszcza. Nie był jedynym, któy chciał zachować środki bezpieczeństwa. Jeśli w pobliżu rzeczywiście czaił się sabat, to mogło dojść do spotkania trzeciego stopnia, a tego każdy bał się jak ognia.

Steinbach podszedł do solidnej drewnianej furty, tuż obok szerokiej bramy wjazdowej. Sprawdziwszy wejście pchnał drzwi, które otworzyły się bezszelestnie. Po drugiej stronie reprezentacyjnego, oświetlonego gęsto podjazdu wznosił się fronton nowoczesnej, dwupiętrowej rezydencji. Kainici przemknęli szybko przez otwarty teren, równie szybko znaleźli się we wnętrzu budynku, którego wejście było, podobnie jak furtka, także pozostawione otwarte:

- Ktoś tu napewno był... - stwierdził Moreau. Cał hol, tak jak widzieli na zdjęciach od Vaughna pokryty tajmnymi znakami, które nawet dla Steinbacha wydawały się zagadką.

- Ciekawe jak się tu dostali? Zamki są pierwsza klasa. Alarm nie uzbrojony - cicho wyliczał Thomas przyglądając się znakom. Xavier chyba znał odpowiedź na to jak napastnicy mogli znaleźć się w środku:

- Może łodzią, to chyba najbezpieczniejsze podejście.
Jesteście w środku. Dom jest pusty. Co Was interesuje?