Enkaiden, Administratum, 214.815.M41
Przestronny hol gmachu okazał się przyjemnie chłodny, po części dzięki grubym ścianom, po części w efekcie pracującej dyskretnie klimatyzacji. Wyłożona oszlifowanym marmurem posadzka lśniła czystością pomimo setek krążących po niej petentów i adeptów Administratum. Ciężkie meble z importowanego drewna ustawione były w długim rzędzie na parterze budowli, a stojący za nimi urzędnicy przywoływali kolejnych oczekujących na załatwienie swej sprawy. Medea zauważyła, że chociaż większość adeptów miała ciemną ogorzałą karnację rdzennej populacji, było wśród nich wielu obcoświatowców.
Gargantuiczna machina Administratum pracowała w dzień i w nocy, na każdej planecie, w każdym imperialnym systemie gwiezdnym: liczyła obywateli, dochody, podatki, wyznaczała poziomy obowiązkowego poboru, kwoty produkcyjne, normy wydajnościowe, przydziały kuponów żywnościowych. Rzesze jej adeptów były nieprzeliczone, ustawicznie wspierane posiłkami przysyłanymi z centralnych systemów Imperium. Podobnie jak w przypadku wielu innych państwowych instytucji, w Administratum zwyczajną praktyką było zachowywanie odpowiednich proporcji pomiędzy adeptami rdzennego pochodzenia i tymi pochodzącymi z innych systemów.
Wielu miejscowych petentów stało w długich kolejkach bądź odchodziło od biurek po zadziwiająco krótkiej rozmowie, nie okazując zbyt wielkiego entuzjazmu. Medea zmrużyła nieznacznie czoło, rozumiejąc powody ich ewidentnego rozczarowania. Administratum słusznie cieszyło się opinią skostniałego molocha, w którym pisemne decyzje otrzymywali często dopiero potomkowie tłoczących się w holu petentów.
Medea i Nathan mieli nad miejscowymi zdecydowaną przewagę, byli bowiem obcoświatowcami, którzy wyróżniali się nie tylko kolorem skóry, ale i ubiorem. Po zaledwie krótkiej chwili nad ich głowami pojawiła się serwoczaszka. Czerwone promienie wbudowanych w jej oczodoły laserów przesunęły się po sylwetkach gości, po czym czaszka oddaliła się z cichym pomrukiem grawitacyjnych motorków.
Chwilę później do stojących pośrodku holu agentów Tronu podszedł zażywny urzędnik Administratum w szacie przepasanej sznurem prefektora.
- Prefektor Ariam - przedstawił się zachowując neutralny wyraz twarzy - Mogę w czymś pomóc?
Czas zacząć zabawę...