PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 01 października 2016, 16:47

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ah-saa-brax: Rzut na Perswazję + Cha.; rzut 08! Trzy przebicia! Słowa Ah-saa-braxa wydają się wam rozsądne, tym bardziej zważywszy na polecenie oroni o zachowaniu dyskrecji.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 02 października 2016, 16:33

[center]Piwnica pod składem Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]


Nim Mezxtli zdążył zaproponować choć jedno z rozwiązań, Stratis, jakby czytając w jego myślach zwinnym ruchem pochwycił zaklęty kryształ do worka. W tej sytuacji to najlepsze, co możemy począć z tym fantem... - przyznał w myślach.

Po chwili z ust muzyka padło pytanie, wywołujące grymas na twarzy maga. Przez moment wertował swą pamięć, jednak nie odnalazł w niej dobrej recepty na ten problem:

- Jedynie pobieżnie czytałem o takiej magii. Niestety, nie są mi znane zaklęcia pozwalające bezpiecznie unieszkodliwić "Spojrzenie". Mag zadumał się na moment - Choć pokusa, by po prostu je zniszczyć jest silna, sądzę, że może to być wysoce niebezpieczne. Możemy je po prostu gdzieś zamknąć, aż jego energia się wyczerpie. W magazynie obok stało pełno skrzyń, użyjmy jednej z nich!

Dyskusja nad bieżącymi problemami niepostrzeżenie zmieniła swój kierunek, dotykając głębszych, niemal transcendentalnych zagadnień celu ich misji. To co dla maga było oczywiste, dla niektórych członków zespołu stanowiło pole pełne wątpliwości. Wewnętrznie odczuwał, że nim misja na dobre się zaczęła, to już planowano by ją zakończyć. Choć argumenty wysuwane tak przez Syna Słońca, jak i przez alchemika, miały swoją logikę, to wrażenie obejścia, a nie zaś rozwiązania problemu, było silnie odczuwalne.

- Choć wasze racje mają w sobie wiele słusznego, czy nie macie wrażenia kadi, aru - rzekł zwracając się do Khema i Ehecatelma - ażeby opuszczenie teraz tego przybytku było trochę jak salwowanie się ucieczką? Gdybyśmy tak uczynili, rzeczy pozostały by niekompletne, to moje zdanie. Kto wie czy taka decyzja nie zaprzepaściła by wszelkich naszych starań o odzyskanie skradzionych artefaktów.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 03 października 2016, 09:01

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Jakkolwiek nie chciałby tego przyznać, słowa złodzieja wydawały się aż nazbyt logiczne. I sensowne. Głównym zmartwieniem wojownika był jednak Xatatl, którego nie mogli tak po prostu targać ze sobą niczym szmacianą kukłę po całej posiadłości. Po pierwsze, spowalniało to pozostałych, po drugie zaś obniżał sprawność bojową całego zespołu.
A gdyby tak...

- Khemie, doceniam twą kreatywność, ale muszę zgodzić się ze Stratisem. Ściągnięcie tutaj pozostałych Synów Słońca będzie zbyt wielką stratą czasu. Kłania się jednak problem z naszym najnowszym towarzyszem. Czy ktoś zna się na leczeniu magicznym? - tutaj wzrok skierował się ku magowi oraz hieroduli.
- Byłoby nam znacznie łatwiej, gdyby był on w stanie iść o własnych siłach. Kilka chwil w ciszy nas nie zbawi, a krótki odpoczynek po tym, co się stało na dole może wyjść wszystkim na dobre.

Wiedział, iż pozostali mogą się z nim nie zgodzić. Nie mógł jednak pozwolić umrzeć jeńcowi w tej posiadłości. Zdawał sobie także sprawę z faktu, że poszukiwane przez wszystkich artefakty mogą bardzo szybko zniknąć i cała misja stanie się jednym wielkim niepowodzeniem. Cała ta sytuacja wzmagała w Ehecatlemie frustrację, trzeba bowiem podjąć być może kluczową w tym momencie decyzję. Decyzję, która może zaważyć o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Niestety świadomość bycia oskarżonym o porażkę nie nastrajała paladyna zbyt optymistycznie. Czekał zatem na odpowiedź towarzyszy - a nuż coś ułatwi?
Ostatnio zmieniony 04 października 2016, 00:24 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 04 października 2016, 11:33

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Khem: Medycyna Ezoteryczna działa holistycznie na uzdrawianą osobę. Za jej pomocą alchemik może leczyć złamane kości, choroby, a nawet rany krytyczne i nie wymaga to jak w naszym świecie ingerencji w ciało za pomocą jakiś narzędzi. Wygląda to raczej tak, że używasz odpowiednich proszków, substancji o działaniu leczniczym, które jako uzdrowiciel masz przy sobie. Okadzasz też rannego/chorego kadzidłami, malujesz mu daną pastą zrobioną z odpowiednich składników symbole na ciele, czy używasz również do leczenia kryształów/minerałów.
Ostatnio zmieniony 04 października 2016, 14:44 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 04 października 2016, 12:13

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Zacna to idea, aru - ucieszył się Stratis, który tak naprawdę nosił zupełnie inne imię. Nareszcie ktoś poza mną zaczął tu myśleć z sensem...

- Poza tym nasz świeżo odratowany przyjaciel, może mieć ciekawe informacje na temat Bentaresh i jej działań... Na pewno nie zamknięto go w lochu bez powodu... Może więc prócz leczenia, należałoby wypytać go też o te sprawy? Ta wiedza może okazać się bezcenna...

- Ale nie tutaj - dodał, rozglądając się po korytarzu. - Jesteśmy tu zbyt widoczni. Sądzę, że lepiej będzie wycofać się do składziku. Stamtąd też nie będzie daleko do wyjścia, gdyby odwrót okazał się konieczny. Ja mogę zostać tu, na czatach. Dam wam znać, jeśli coś się będzie kroić...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 października 2016, 22:32

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Khem zamyślił się chwilę. Każde z zebranych miało jednak swoją rację, a wnioski młodzieńca zdawały się nadto logiczne. Gdyby istotnie udali się do gwardii pałacowej, czy nie zostawiliby kultystom czasu na przygotowania? Na pospieszny wyjazd pod osłoną nocy, albo wypłynięcie zza bram miasta drogą rzeczną? Co wtedy będzie z całym zleceniem drogocennego oroni? Co stanie się z jego tak uprzywilejowaną pozycją alchemika jednego z najwyższych dostojników Calli? Choć przeczucia podpowiadały co innego, trzeba było zostać i zająć się sprawą do końca... Alchemik westchnął i odezwał się do Stratisa:

- Skoro istotnie nikt tu się jeszcze nie pojawił... to sądzę, że masz rację. Może mamy na tyle szczęścia... i tych bluźnierców jest mało. - zwrócił się następnie do Syna Słońca:

- Ja zajmę się twoim przyjacielem Ehecatlemie. Z łaski Mnumbi dane mi było zgłębić sztukę uzdrawiania. - w tym momencie przyjrzał się odsłoniętej klatce piersiowej byłego więźnia, ranom i cieciom zadanym niewątpliwie przez tych, którzy służyli swym plugawym bogom ciemności. - powinno to zająć półgodziny. Przejdźmy więc do składziku i nie dajmy biedakowi czekać aż zupełnie straci siły!

Podążyli więc do pomieszczenia wypełnionego zapachem przypraw i rozlicznymi workami i skrzyniami. Ehecatlem na przodzie, a za nim skupiony na swym nadchodzącym zadaniu alchemik, Mezxtli, a w końcu Zyanya prowadzące ledwo trzymającego się na nogach więźnia.

Ehecatlem ostrożnie pomógł córce Bogini Ciszy ułożyć pozbawionego sił Xatatla na jednym z wypełnionych, sporych worków. W tymże czasie Khem nie tracąc cennych chwil wykreślił na ścianie znak runiczny. Symbol po chwili rozbłysnął chłodnym światłem i oświetlił otoczenie. Khem przyjrzał się badawczo przyjacielowi Aruan.

- Na łuski Mnumbi! - alchemik odchylił się gwałtownie. To, co zdawało się ledwie głębokim cieniem padającym na powiekę więźnia, okazało się być dotkliwą raną. Młody mężczyzna nie miał oka! W ostrym blasku runy wykreślonej na ścianie, zaznaczyły się warstwy zakrzepłej krwi i regenerującej się wolno tkanki. Rana zdawała się jednak dość stara w porównaniu do świeżych, gładkich cięć na boku...

Tylko bogowie raczą wiedzieć ile on tam przesiedział! Wyłupili mu oko w ramach ciepłego powitania?!

Przeklął cicho. Gdyby nie słowa młodego muzyka, alchemik zwróciłby swe kroki natychmiast do gwardzistów. Przez Stratisa przemawiał jednak rozsądek, a Khem nie chciał wiedzieć co mogłoby się stać jeśli złamałby słowo dane szlachetnemu oroni, a na co więcej... gdyby tym kultystom udało się uciec zabierając wszystko, czego poszukiwali.

Teraz jednak trzeba się zająć Xatatlem...

Khem wydobył ze swej przepastnej, skórzanej torby niewielkie, szklane pojemniki. Buteleczki zawierały ciemnobrunatne proszki, żółtawe maści wyekstrahowane zapewne z jakiegoś stworzenia lub rośliny. Ujął jedną z nich w dłoń - ach... maść z tłuszczu pęciślaza gibkonogiego... idealnie... - po czym zaczął nacierać nią okolice nacięć na żebrach więźnia. Cicho wypowiadając lecznicze formuły wykreślił brunatnym proszkiem symbole na jego ciele i począł okadzać więźnia przygotowaną mieszanką ziół. Stopniowo tkanki zaczynały się regenerować, a skóra więźnia nabierała zdrowszego kolorytu...
Post uzupełniony przez MG. Na prośbę nieobecnego Ketha MG przejmuje tymczasowo postać Khema.
Ostatnio zmieniony 09 października 2016, 16:00 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 09 października 2016, 16:08

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Szlachetnie urodzeni obywatele miasta Calli zniknęli niebawem wraz z rannym. Ah-saa-brax został sam w korytarzu wypełnionym przez ciszę i nikłe światło kryształów. Odetchnął z ulgą... Najwyraźniej słowa maga astralnego oraz samego brata oroni zdołały przekonać alchemika, aby dał sobie spokój... Teraz złodziej mógł się skupić na swym zadaniu i nikt już mu w tym nie przeszkodzi...

[center]***[/center]

Zabiegi alchemika przynosiły upragnione skutki. Młody mężczyzna wracał do swych sił, jego oddech stał się miarowy i pełny, a zakrzepła krew zaczynała pokrywać świeże rany. Xatatl wypuścil powietrze z płuc i powoli otworzył pozostałe mu oko.
Rozejrzał się po otoczeniu zdezorientowanym wzrokiem. Cała ucieczka, wszystkie niedawne wydarzenia zdały się nie trafić do jego świadomości, gdy był właściwie u kresu ostatecznego wyczerpania. Podniósł się gwałtownie na rękach w poczuciu zagrożenia. Opadł szybko ponownie, wspierając się na łokciach, gdy ból po niedawno otwartych ranach dał o sobie znać. Nagle jednak, w świetle elektrycznego symbolu, jego jedyne oko dostrzegło Ehecatlema, przyjaciela z dzieciństwa, towarzysza długich dni zabaw.

- Ehecatlemie! Ty... tutaj! - zdołał wykrztusić, a jego przystojna twarz przybrała wyraz głębokiego zaskoczenia. - Czyżby sam pałac dowiedział się co się tutaj kroi?!
Stratis: Zostałeś już sam w korytarzu. Możesz swobodnie przeszukiwać pomieszczenia.

Do reszty drużyny: Wszyscy zobaczycie, że Xatatl istotnie nie ma prawego oka. Jesteście w pomieszczeniu składziku. Więzień odzyskał część sił i orientację, więc jest to moment, w którym możecie z nim porozmawiać.
Ostatnio zmieniony 09 października 2016, 16:27 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 09 października 2016, 22:04

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Słowa Khema sprawiły, iż wojownik uspokoił się nieco.
Ułożył wespół z hierodulą ciało rannego przyjaciela i szeptem powiedział w jego stronę:

- Wytrzymaj jeszcze tylko kilka chwil, bracie.

Położywszy Xatatla na jednym z worków, nauczony wojskowym doświadczeniem obejrzał pobieżnie poranione ciało. Na widok zakrwawionego, lecz pustego oczodołu znów wypełnił go gniew i niema furia. Niechaj Holis ma w swej opiece tych, którzy Ci to zrobili, bo ja z pewnością nie będę!
Nie mógł pozwolić sobie na to, by dac się pochłonąć emocjom w tym momencie, toteż zrobił miejsce alchemikowi, a sam odsunął się na bok i usiadł na chwilę przy ścianie w taki sposób, by widzieć jak największy obszar przed sobą. Po pewnym czasie paladyna z zamyślenia wyrwał znajomy głos:

- Ehecatlemie! Ty... tutaj! - zdołał wykrztusić, a jego przystojna twarz przybrała wyraz głębokiego zaskoczenia. - Czyżby sam pałac dowiedział się co się tutaj kroi?!

Nim przyjaciel zakończył swą wypowiedź, Syn Słońca już klęczał obok niego z zatroskaną miną. Złapał cierpiącego za ramiona i szepnął:

- Nie tak głośno, w okolicy mogą być strażnicy! - w głowie wojownika kłębiła się cała masa pytań, a każde kolejne chciał mu zadać bardziej niż poprzednie. Niestety czas gonił, a zadanie przed drużyną było wciąż nierozwiązane, postanowił zatem skupić się na głównym celu obecności w tym miejscu:

- Mój brat nas przysłał, w celu znalezienia czegoś ważnego. Ale jakim cudem ty się tutaj znalazłeś i kiedy? Co możesz nam powiedzieć o tym miejscu, strażnikach, samej Bentaresh? Dzięki niech będą Holis, że cię tutaj w porę znaleźliśmy... Nie ujdzie im to na sucho, masz moje słowo. Co się tutaj właściwie dzieje, bracie?
Korzystając z okazji rozpalam małe źródełko ognia i odmedytowuję wszystkie brakujące punkty energii w trakcie leczenia Xatatla.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 października 2016, 15:17

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Nim szlachetniejsi członkowie nocnej wycieczki zdążyli zniknąć w pomieszczeniu składu, złodziej wcisnął w ręce maga niewielki, wyładowany worek:

- Czarodzieju, obejrzyjcie te zabawki - szepnął - Coś z nich może nam się przydać... A jak nie, to łupy dzielimy później. Uczciwie.

Gdy na korytarzu podejrzanego domostwa zapadła wreszcie cisza, Ah-saa-brax odetchnął z ulgą. Zdecydowanie, wolał pracować sam. Powodowało to mniej zamieszania, nie wymagało odpowiadania na niewygodne pytania, a poza tym... Cenił sobie spokój przy robocie. Mógł wtedy odprężyć się i zebrać myśli. Luksus, o który było trudno gdy pod nogami plątała się banda pogan.

Pogasił światła na korytarzu, muskając palcami płytki runiczne. Mrok był sprzymierzeńcem każdego, kto żył pośród cieni. Starając się nie narobić zbędnego hałasu, delikatnie przestawił słój z jakaś brunatną cieczą, najpewniej melasą motompów i wysoki dzban pełen czegoś, co wyglądało jak lśniące błękitem skrzydła motyli. Przesunął jeszcze nieco wielką paczkę, powiększając przestrzeń, w której mógł się ukryć, gdyby zaszła taka potrzeba. Obrzucił swe dzieło krytycznym spojrzeniem i po chwili zastanowienia, zawiesił jeszcze na boku półki jakąś draperię. W razie, gdyby ktoś zapalił światło, cień rzucany przez zwiniętą zasłonę dokładnie osłaniał miejsce, w którym młodzian zamierzał się schować. Gdyby oczywiście jego wcześniejsze wnioski okazały się błędne i ktoś z domowników pojawiłby się jednak na korytarzu. Na razie wszakże nie zawracał sobie tym głowy.

Stąpając bezszelestnie zbliżył się do pierwszych drzwi i zaczął badać ich fakturę. Przesunął delikatnie palcami po futrynie, starając się wyczuć wszelkie nierówności i wyżłobienia, które mogły zwiastować obecność zabezpieczeń runicznych. Pamiętał o zdradliwej pułapce w drzwiach składu, zainstalowanej tak, by wprowadzić w błąd potencjalnego włamywacza... Tu jednak nie znalazł nic podobnego. Przejście wydawało się czyste. Zastygł w bezruchu nasłuchując pod drzwiami przez kilka dobrych minut. W martwej ciszy ciemnego korytarza słyszał jedynie ciche łomotanie własnego serca i szum krwi w żyłach. Poza tymi dźwiękami i odległym pluskiem dobiegającym od strony lochu, w okolicy nie odezwał się żaden dźwięk. Nie zaskrzypiała deska pod niczyją stopą, nie zaszeleściło ubranie... Nie odezwał się nawet świerszcz sharac, który często krył się w zakamarkach domów mieszkalnych. Milczenie, w jakim pogrążony był budynek mogłoby wydawać się niepokojące każdej ciepłokrwistej istocie - a nawet, być może dość niesamowite... Ah-saa-brax odetchnął jednak z ulgą. Najwyraźniej był tu sam.

Ostrożnie podszedł do kolejnych drzwi i sprawdził je w podobny sposób. Tu również nie napotkał żadnego zabezpieczenia, a cisza zdawała się jeszcze bardziej namacalna. Jeśli ktokolwiek tkwiłby po drugiej stronie drewnianej tafli, musiał być nieludzko cierpliwy. Lub martwy. Uśmiechnął się lekko w ciemności, nie spodziewał się bowiem szkieletowych strażników w środku wielotysięcznego miasta. Ponownie powrócił więc do pierwszych drzwi, spokojnym, rutynowym gestem wyciągając z wewnętrznej kieszeni kurtki zestaw wytrychów, swej własnej produkcji...
Dla Mezxtli: W worku, który dostałeś znajduje się brosza, skórzany kaptur i pas.

Dla MG: Przygotowuję sobie miejsce we wnęce, w którym będę się w stanie ukryć, jakby ktoś się pojawił w okolicy. Poza tym gaszę światła.

Otwieram oboje drzwi i sprawdzam pomieszczenia za nimi. Przeszukuję je pobieżnie w poszukiwaniu przedmiotów po które nas tu wysłano. Niemniej jeśli zobaczę coś cennego, interesującego czy magicznego (najlepiej by miało wszystkie trzy cechy na raz) zabieram to ze sobą - chyba, że mocno utrudniałoby mi poruszanie się.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 16 października 2016, 12:43

- ...A jak nie, to łupy dzielimy później. Uczciwie. - usłyszał na odchodnym od Stratisa, który sekundy wcześniej wcisnął w ręce zdumionego maga kolejny worek, tym razem wypełniony przedmiotami nieznanego pochodzenia. Skąd on to wytrzasnął u licha?! - zdążył pomyśleć Mezxtli.

Teraz, skonfudowany mag musiał poradzić sobie z niesieniem swego dobytku, kostura oraz dodatkowo dwóch worków z magicznymi przedmiotami. Wciąż był oszołomiony wydarzeniami ostatnich chwil i mnogością doznań i emocji: ucieczką z lochów, pogryzieniem przez węgorze czy upadkiem, stąd jego racjonalne myślenie pracowało niczym leniwy pracownik w upalny dzień w miejskim biurze poboru podatków*. Wśród myśli przebijały się ledwie rejestrowalne szczątki zdań, jakby złośliwy chochlik chichotał w jego głowie: ...wyglądasz jak złodziejaszek albo obnośny sprzedawca..., ...ryczyosioł kupca, ha ha ha...

To chyba przez zmęczenie - pomyślał Mezxtli otrząsając się z natrętnych myśli. Wlekąc się gdzieś w końcówce korowodu, trochę utykając na pokąsaną nogę, pokonał kilkanaście metrów do pobliskiego składziku. Dotarłszy na miejsce, odszukał otwartą, solidną skrzynię dostatecznej wielkości i wcisnął do niej worek załadowany Spojrzeniem, po czym przykrył wiekiem i położył na nią juk wypełniony przyprawami. Przysiadł na tak skonstruowanym siedzisku i rozpoczął rewizję zawartości worka przekazanego mu przez muzyka. Wcześniej jeszcze pogroził palcem zamkniętemu w skrzyni kryształowi, mamrocząc pod nosem - Ty będziesz następny, gagatku...
* I to po suto zakrapianej balandze noc wcześniej.
INFO: Mezxtli przystępuje do identyfikacji przedmiotów przekazanych mu przez Stratisa, poproszę o rzuty MG.
Do przenoszenia towarów używa się ryczyosłów, wielbłądów to tam raczej nie uświadczysz.
Ostatnio zmieniony 16 października 2016, 23:12 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 16 października 2016, 22:41

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Zamek lekko szczęknął i drzwi cicho ustąpiły pod naporem dłoni zmyślnego muzyka-złodzieja. Oczom Ah-saa-braxa ukazało się nieduże, kwadratowe pomieszczenie. Od panującej wokół ciemności odcinała się płachta jaśniejszego kolorytu - jedyny, bardzo wąski otwór okienny. Oczy młodzieńca dostrzegały jednak więcej. Wzrok przenikał ciemność, odróżniając temperaturę poszczególnych elementów otoczenia. Podłoga pod jego stopami wprost pulsowała plamkami ciepła kontrastującymi z chłodem ustawionych w pomieszczeniu przedmiotów. Szybki ogląd otoczenia utwierdził w przekonaniu, że była to kolejna strażnica, zapewne dla tych, którzy zginęli w zalanych wodą podziemiach. W powietrzu można było wyczuć zapach potu i przesiąkniętych nim zleżałych ubrań, a także bardzo słabą, niknącą wręcz woń tytoniu. Ah-saa-brax zbliżył się do otoczonego poduszkami do siedzenia, niskiego stolika. Mężczyźni, którzy zajmowali się więźniem wyraźnie musieli spędzić tu dobre parę godzin, zostawiając gliniane talerze z resztkami ostatniego posiłku, a także dwie skromnie wyglądające sakiewki. Złodziej zaspokoił szybko swą ciekawość, ale tak jak przypuszczał... nie znalazł nic równie cennego co w poprzednich pomieszczeniach. Ot... woreczek tytoniu i ledwie jedną nakwę, choć... to było zawsze coś. Przejrzał jeszcze skrzynie i skalne półki wychodzące z lica ścian, Nic... nic co mogło im pomóc... w tym momencie jednak jego wzrok przykuło coś na najwyższej półce. Ostrożnie sięgnął po długie i dość ciężkie pudełko obite zdobioną grawerunkiem skórą. Otworzenie wieka ujawniło przedniej, AjArdzkiej roboty stal... Zdobiona skrzynka zawierała elegancki scimitar. Jego chłodne ostrze pokrywały filigranowe grawerunki przedstawiające korowód postaci: wojowników dzierżących włócznie, rydwany zaprzężone w rącze rumaki, niewolników zginających swe grzbiety przez władcą-zdobywcą, najprecyzyjniej oddaną postacią rysunku. Broń miała wyraźnie swą wartość. Stratis zamknął delikatnie puzderko i gdy już miał opuścić zacienione pomieszczenie, jego wzrok przykuł nagły ruch. Coś się poruszyło. Coś niewielkiego... ukrywającego się za wypełnionymi ziołami i innymi ingrediencjami sakiewkami. Muzyk odsunął delikatnie lniany worek. Jego oczom ukazała się papuga. Jej szmaragdowe piórka były nastroszone czyniąc z niej niemalże idealną kulę. Zwierzę próbowało wręcz wtopić się w kamienną ścianę, udając, że nie istnieje. Na posadzce dookoła pełno było piór, nieopodal skrzyń przy ścianie zaś, oczy złodzieja dostrzegły niedużą, przewróconą klatkę. Gdy złodziej odchodził, barwna papuga łypnęła tylko czarnym jak obsydian okiem...
Oprócz bardzo wystraszonej papugi, Stratis znajdzie w tym pomieszczeniu scimitar oraz sakiewkę zawierającą ledwie 1 Nakwę. W drugim pomieszczeniu nie znajdziesz nic interesującego, jakieś tylko najprostsze oszczepy.
Update dla reszty drużyny coming soon.
Czego dowie się Mezxtli o badanych przedmiotach:
[olist=1]Kostur: element - ogień; + 1 P. Mi. ognia; przekazanie 1 pkt Energii do kosturu powoduje, że kryształ osadzony na jego szczycie rozbłyska wewnętrznym światłem i oświetla otoczenie swym czerwonym blaskiem (o jasności światła pochodni); kostur umożliwia ponadto rzucenie zaklęcia Ranienie poziomu 2 dwa razy na dzień.
Brosza: element - woda; + 2 P. Mi. wody.
Pas: nie masz pojęcia jakie może mieć właściwości.
Kaptur: również nic o nim nie jesteś w stanie stwierdzić.
Aby dowiedzieć się o właściwościach dwóch powyższych przedmiotów, musiałbyś na spokojnie je zbadać, zamknąć się gdzieś w zacisznym pomieszczeniu i przez kilka godzin je studiować.[/olist]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 18 października 2016, 15:13

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
- Bracie... zdaje się jakby minęły eony odkąd widziałem cię po raz ostatni... nie wiesz, nie jesteś w stanie sobie wyobrazić tego, co sprawiło, że znalazłem się tutaj... w tej jaskini plugastwa... przeklętej Bentaresh... - jego słowa stały się ostre i zimne jak stal - dziwki, oddającej swe ciało kundlom ciemności! Przeklęte łono, które ją wydało! - mężczyzna uniósł się gniewem zrywając niemalże na równe nogi. Pomny słów przyjaciela, ochłonął nieco, a jego głos znów przyjął swój pierwotnie cichy tembr. Wziął głęboki oddech, po czym kontynuował - nie wiem ilu ich dokładnie jest. Co oni dokładnie robią? Nie wiem... jedno jest pewne... brukają wszystko co najczystsze... niszczą co najpiękniejsze w każdym...

Mężczyzna wpatrzył się w przestrzeń przed sobą niemalże nieobecnym wzrokiem. Zdałoby się jakby przeniósł się do wszystkich tych chwil z przeszłości, a cień padł na jego twarz, świadcząc milcząco o potwornościach, których był świadkiem.

- Badaliśmy podziemia... jaskinie łączące się z pozostałościami pradawnych budowli... ja, mój ojciec, a także kilku naszych zaufanych wojowników i Tlahtoacaan Huimaulii, jeden z Alinur. Było też kilku jego uczniów... - przerwał na moment i westchnął przeciągle - Nie wiem czego mieliśmy szukać w tak zapomnianym miejscu... wraz z ojcem miałem chronić uczonych przed tym, co siedziałoby w tych ruinach... Zwierzęta, bestie, wszystko mogło tam być... ale nikt nie spodziewał się czcicieli ciemności... Mieli przewagę... garstka naszych ludzi walczyła do ostatniej kropli krwi... nikt nie uciekał, nie próbował żebrać o litość...

- Pierwsi zginęli uczniowie... zbyt słabi by oprzeć się plugawej magii... później... później było jeszcze gorzej... Ciemność, która ich rozerwała, wniknęła w umysł maga... oszalał i uciekł w głąb tych przeklętych jaskiń. Zostaliśmy sami... Gdy padł ostateczny cios, widziałem jeszcze ojca... pastwili się nad nim... - głos mu się załamał i zaczął drżeć - później straciłem przytomność... Tylko bogowie wiedzą jakim cudem przeżyłem...

- Zostawili mnie... pośród ciał zabitych... towarzyszy broni... wśród ich krwi, oręża, którym już nigdy nie mieli walczyć... Mój ojciec zginął z ich ręki - usta Xatatla drżały z ledwo powstrzymywanego gniewu, a oczy lśniły jak w gorączce na wspomnienie o utraconym rodzicu - nic mu nie pozostawili... nawet po śmierci zmarli nie znają spoczynku... odarli jego ciało z wszystkiego co miało jakakolwiek wartość... a w końcu... zdarli mu skórę...

- Nikomu nie dało się już pomóc... W tamtej chwili przysięgnąłem, że nie spocznę póki którykolwiek z nich żyje i kroczy po ulicach Calli. Szukałem, obserwowałem ich... podążałem ich torpem jak cień, o którym dawno zapomnieli... widziałem, to, czego potrafią dokonać... ponownie...

- Znalazłem ich kryjówki... jeden po jednym tracili swe nic nie warte życia... przelałem ich plugawą krew, ale to nie wystarczyło... zaczęli się do czegoś przygotowywać. Porywali dzieci... takie, których nikt by nie szukał... nikt by się nie przejął... moje obserwacje były jednak owocne... ostatniej nocy dotarłem do tego budynku... po ich śladach... ale wtedy było już za późno... wiedzieli już, że ktoś ich ściga... czekali już na mnie... - mężczyzna urwał. Jego ostatnie słowa zawisły w dusznym powietrzu podkreślając tylko każdą potworność, której dopuścił się mroczny kult. W jego jedynym oku krył się ból... odległy cień cierpienia... tego co przyszło mu zobaczyć, doświadczyć... ból rozdzierający serce i pogrążający duszę w wiecznej ciemności bez czasu i kierunku... ból tych wszystkich osób... wojowników, a nawet dzieci...

Mężczyzna odetchnął, a jego klatka piersiowa opadła przygnieciona jakby ciężarem minionych dni:

- Jeszcze przed wyruszeniem w podróż mag naszej ekspedycji dał nam to... - w tym momencie Xatatl wskazał na coś wyglądającego jak z pozoru filigranowy, wręcz banalnej urody kolczyk z ciemnego szkła. - temu właśnie przedmiotowi zawdzięczam ocalenie... on pozwolił porozumieć mi się z czarodziejem... - wojownik znacząco spojrzał na siedzącego nieopodal Mezxtli - i wtedy mnie znaleźliście...

- Wracając do samych kultystów... z tego, co zdołałem usłyszeć... nie ma wśród nich jednomyślności... psy gryzą rękę, która ich karmi... - przez chwilę rozważał zaistniałą sytuację - trzeba iść dalej... nie mamy czasu! Skoro jeszcze tu nie przybyli, to trzeba działać! - Xatatl zerwał się na równe nogi i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu - potrzebuję jakiejś broni... tepoztopilli, quauhololli, cokolwiek!
Ostatnio zmieniony 20 października 2016, 15:49 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 20 października 2016, 22:41

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]


Z każdym kolejnym słowem swego dawnego przyjaciela Ehecatlem czuł wzbierającą w sobie wściekłość. Cóż, przynajmniej wyglądało na to, że jeszcze będzie miał okazję wyładować tę frustrację jeszcze przed świtem.
W każdym razie wiedzieli już, iż czas gonił, a każda sekunda stawała się cenniejsza niż całe złoto w skarbcu Calli.

Wysłuchawszy wojownika wstał i zwrócił się ku pozostałym:

- Xatatl ma rację, nie mamy czasu do stracenia. Mam nadzieję, że wszyscy są już gotowi do dalszej drogi? I czy ma ktoś dodatkowy oręż, który mógłby użyczyć naszemu towarzyszowi? Jego pomoc będzie nieoceniona w dalszych poszukiwaniach.

Powiedziawszy to zwrócił się ponownie ku staremu przyjacielowi:

- Czy pamiętasz rozkład pomieszczeń w posiadłości? - zapytał Syn Słońca, po czym położył rozmówcy dłoń na ramieniu w geście pokrzepienia i dodał szeptem:

- Nie martw się, twoja zemsta wkrótce się dopełni, a Holis mi świadkiem, że żadne z tych plugastw nie ujdzie żywcem. Masz na to moje słowo. Ale czy jesteś pewien, iż poradzisz sobie w tym stanie z orężem?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 22 października 2016, 22:40

[center]Skład Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Mezxtli, skończywszy przegląd otrzymanych w swoją pieczę przedmiotów, zaczął zastanawiać się nad sposobem rozpracowania zamkniętego w skrzyni Spojrzenia Imenthepa. Był święcie przekonany, że w opasłych tomiszczach Biblioteki Uniwersyteckiej czytał nieco o metodologii pracy z zaklętymi kryształami. Jednak, ni w ząb nie mógł przypomnieć sobie żadnych formuł mogących je rozbroić. Podumał jeszcze przez moment do chwili, gdy uznał że na nagłe oświecenie w tej kwestii nie ma co liczyć. A niech to ryczyosły... - zrezygnowany zaklął w myślach.

"Odkodowanie" Spojrzenia mogło dać drużynie cenne informacje, mogące znacząco ułatwić dalsze penetrowanie posiadłości Bentaresh. Nic to - fuknął w swojej głowie i rozpoczął metodyczne zbieranie przeglądanych przed kilkoma chwilami przedmiotów. Gdy skończył, wydobył ze swojej podróżnej torby świeczkę i oddał się medytacji. Czuł się już całkiem zmęczony, więc dodatkowa energia, zważywszy nadchodzący ciąg dalszy eskapady, była na wagę obsydianu.

Po jakimś czasie, z wewnętrznego skupienia i zespolenia z płomieniem wyrwał go monolog Xatatla. Na pewno ma jakieś żywotnie ważne informacje dla dalszej części naszej misji - pomyślał. Palcami zgasił płomień, po czym przystawił wieko skrzyni ze Spojrzeniem, kolejną skrzynką. Uczyniwszy tak pospieszył w pobliże leżącego tiba by wysłuchać jego historii.

Gdy ten skończył, mag zadał mu kilka pytań:
- Gdzie znajdują się te jaskinie, w które się zapuściliście? I co masz na myśli, że nie ma zgody wśród tych pomiotów ciemności? To mogą być istotne informacje...
- I kim byli ci, którzy cię więzili? To tylko najemnicy czy jednocześnie też wyznawcy tego plugawego kultu? No i wreszcie, czy wiesz jak wielu wojowników jeszcze pozostało w posiadłości?

Do MG:
Spoiler!
Czy Mezxtli kojarzy postać Tlahtoacaan Huimaulii? Czy wie czym tamten się zajmował?
Mezxtli nie zna zaklęcia Skanowanie Przedmiotów, dlatego odstąpiłem od rozpracowania kryształu
Nastąpi modyfikacja wpisu - czekam na zielone hasło od MG.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 października 2016, 22:26

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Krótkotrwała radość alchemika z rezultatów leczniczych zabiegów znikła bez śladu spłoszona mrożącą krew w żyłach opowieścią więźnia. Sama próba wyobrażenia sobie okropieństw, przez które musiał przejść Xatatl sprawiała, że Khemowi cierpła skóra. Przesiąknięte prastarym złem powietrze we wnętrzu mrocznego składu zgęstniało jeszcze bardziej, drapiąc czarnoskórego mężczyznę w gardle.

- Jam nie człek obyty w żołnierce, szlachetni panowie - wymamrotał Mibampes - Wszelako nie wolno uchylać się przed powinnością, którą złożyli nam na barki bogowie. Jeśli macie przy sobie zbędne ostrze, wesprzyjcie.
Do ataku, do ataku! Khem zabezpiecza Wam plecy!

ODPOWIEDZ