Strona 19 z 34

: 06 września 2017, 21:55
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Czarna rozpacz zdawała się pochłaniać bez końca dryfujących po jeziorze surelian, a mamrotane coraz słabszymi głosami modlitwy o wybawienie nie przynosiły ratunku. Ponownie ociemniały Milcarr myślał z przeraźliwym przygnębieniem o pozostawionej w domu rodzinie, nieświadomej jego strasznego losu. Eszar zamilkł, zarzucił bezcelowe próby podnoszenia na duchu swych kompanów - gdyby nawet nie stracił w katastrofie fletu, nie potrafiłby w tych okolicznościach na nim grać.

- Już po nas - jęknął wiszący na stępce łódki Otlaf - Potoniemy jak kocięta, ryby nas oskubią, a raki.

Zrezygnowany bard westchnął ciężko, przewrócił się w wodzie na plecy chcąc chociaż na chwilkę odpocząć, zebrać rozpaczliwe myśli. Kątem oka dostrzegł coś, co natychmiast zwróciło jego uwagę, natchnęło szaleńczo dziką nadzieją.

- Widzicie to?! - krzyknął miotając się w wodzie - Widzicie?!

- Nic kurwa nie widzę! - zawył Ślepak - Co to?! Smok?!

- Nie, to statek! Jakiś statek płynie w tę stronę!
Dobra, może trochę przegiąłem z tym straszeniem graczy - mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Z drugiej strony, czyż nie jestem zarąbistym Mistrzem Gry? Tym czółnem byście płynęli tydzień w jedną stronę, a ja Wam podsuwam szybki środek transportu kosztem całego straconego na łódce dobytku (zaraz, czy ja wspomniałem, że wszystko Wam potonęło, a w pierwszej kolejności broń?). Tak czy owak, jestem otwarty na peany wdzięczności!

: 06 września 2017, 22:25
autor: Nanatar
Jakaż była radość barda, gdy spostrzegł Surelian na tafli jeziora. Szybko wskoczył na odbijającą od przystani małą łódkę i podając się za portowego urzędnika przekonał biednego rybaka, żeby podpłynął do kręcącej się łódeczki. Dalej poszło gładko, drobna kradzież, szybka ciesielka i mieliśmy przyzwoitą jednostkę by dostać się na drugą część jeziora, tak się nam, a może tylko mi wydawało. Szło zbyt gładko. Teraz widzę to wyraźnie, nadto igraliśmy z losem.

Kiedy brawura wzmocniona pomyślnym wiatrem poniosła nas daleko od bezpiecznych brzegów miasta, pojawił się ON. Władca żywiołów: Mknący przez powietrze, nurkujący niczym kormoran, plujący ogniem, sypiający w trzewiach ziemi. Dla niego mogliśmy być tylko igraszką. Ze sobie tylko znanych powodów, dał nura nieopodal naszej łódeczki, z trudem utrzymałem jednostkę na fali, dumny z siebie posłałem towarzyszą uśmiech tryumfu, przedwczesny jak się okazało. Gadzina wynurzyła się z wody wzniecając większą jeszcze fontannę i ta fala pokonała naszą łódkę. Ta wywróciła się, wysadzając nas w zieloną toń.
Widywałem smoki, ale te nigdy nie atakowały dużych jednostek, zaopatrzonych w balisty strzelające wielkimi harpunami. Teraz poznałem co to igraszki wielkiego gada.

Poczułem dookoła cieplejszą wodę, w pierwszym ataku paniki pomyślałem że któryś z nas jest ciężko ranny, ułamek sekundy później pojąłem że popuściłem mocz.

"Surelionie dopomóż"
-Nie teraz nie mogłeś nas opuścić-pojąłem że głośno krzyczę

-Otlafie! Zeżre, lub nie zeżre, ale walczmy do końca, nie pójdę na rzeź jak kastrowany opas. Staraj się mieć powietrze w piersi, nie oddychaj szybko, trzymaj się łódki. Gdzie Milcar?!

Rozglądnę się za ślepym zabójcą

-Otlafie, nie młóć tak wody, może nas za padlinę uzna i nie ruszy, pee...-wypluje wodę, którą się napiłem-..est na to za dumny.

Odleciał.

-Tam! Kielich czuwa nad nami!-Wykrzyczał Eszar głośniej niż by chciał. Czuł się jak powtórnie narodzony. Takie wydarzenia odmieniają stępiałe umysły. Jak tu nie kochać życia.-Łódź na horyzoncie!
Jeśli uda mi się opanować, uspokoję półorka. Nie był nami zainteresowany, wywrócił nas przez przypadek.

Bagaże nasze i sieć moja rybacka, mam nadzieję że się nie odwiązały od masztu.

Naturalnie wołamy na płynąca jednostkę, jakieś umówione żeglarskie znaki "POMOCY". Chyba że rozpoznam jakieś bandyckie, pirackie symbole, chociaż nie mamy raczej wyboru.

: 06 września 2017, 22:29
autor: 8art
- AAAAhhooooojjjj! - zaczął wrzeszczeć ślepak, próbując rozpaczliwie spowodować, aby ktoś na pokłądzie statku zooczył trójkę rozbitków pośrodku pustego jeziora Dan-Ugar.
Spróbuję stanąć na łodzi, żeby było lepiej widać!

: 06 września 2017, 22:31
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Zgiełk czyniony przez trójkę rozbitków najpewniej był przeraźliwy jedynie w ich własnym mniemaniu, bo osłabienie dawało się we znaki wszystkim trzem mężczyznom, ale znienacka idący pod pełnymi żaglami duży statek zmienił kurs i zaczął zbliżać się do niemal już całkiem zatopionej łódki.

Surelianie wymachiwali rozpaczliwie rękami i darli się na całe gardła, a kiedy ponad wrakiem ich czółna wyrosła pomalowana na ciemną barwę burta statku i do ich uszu dobiegły okrzyki marynarzy, wszyscy niemal popłakali się z radości powodowanej cudownym ocaleniem.

Chociaż żaden z nich nigdy by się do tego nie przyznał, chwilami wątpili już w wszechmoc boskiego Sureliona, który bardzo długo zwlekał z okazaniem im miłosierdzia.

Wciągnięci na rozkosznie suche deski pokładu, pluli wodą, charczeli i krztusili się spazmatycznie przez dłuższą chwilę. Otaczający ich żeglarze poprzestali na cierpliwym obserwowaniu budzących żałość nieszczęśników, pomrukując coś między sobą. Mrugający załzawionymi oczami Otlaf odniósł wrażenie, że większość z nich była ludźmi czystej krwi bądź orkami, chociaż na rufie stały wyraźnie większe, silniej zbudowane istoty mogące być półolbrzymami.

Dwie z nich przepchnęły się przez kordon żeglarzy czyniąc przejście dla kogoś odzianego w czarne szaty, stąpającego z wielką godnością i w dystyngowany sposób. Owładnięci zrozumiałą wdzięcznością, Otlaf i Eszar pozbierali się czym prędzej z czworaków, spojrzeli w górę na bladoskórego mężczyznę strzeżonego przez dwa budzące lęk ogry.

- Jestem khtan Rormon Angano, kapłan Pana Umarłych - oznajmił człowiek w czarnym stroju spoglądając surowo na ociekających wodą rozbitków - Czy oddajecie mu cześć? Czy modlicie się przed Ołtarzem Nocy? Bębnicie pobożnie w ziemię oddając hołd nieumarłym?
Myślę, że na dzisiaj wystarczy już tych emocji, ciąg dalszy jutro!

: 06 września 2017, 22:59
autor: Nanatar
Ważne bardzo dla Eszara, by wyciągnąć nasze bagaże. Wejdę więc na pokład ostatni, z mam nadzieje ocalonym ekwipunkiem.

: 07 września 2017, 12:10
autor: czegoj
- Panie przede wszystkim chcieliśmy Ci serdecznie podziękować. Jak rozumiem Twój bóg nie zdecydował się jeszcze na zabranie nas z tego łez padołu, za co wdzięcznym jesteśmy I Jemu i Tobie wszyscy trzej. - Skoro... - półork ciągnął dalej, bo wiedział, że jeśli tego typka nie pozyskamy na swoją stronę, to chyba lepiej było się utopić. - ...wszak postanowił nas ocalić i na dodatek postawił nas na Twojej drodze, to znaczy, że taki miał plan. Pozwól, że choć chwilę odsapniemy i odpoczniemy, da nam to czas na zastanowienie się, jak w tej przykrej dla nas sytuacji moglibyśmy się odwdzięczyć za uratowanie życia, a jednocześnie da czas Tobie, żeby nas zbyt surowo nie oceniać, za to że Twój statek musiał na chwilę zboczyć z kursu. Daj chwilkę odsapnąć i zebrać myśli, nie pogardzimy też jakimś napitkiem, co by przepłukać usta. - Bezczelność to obok zdolności złodziejskich nabyta przez Otlafa umiejętność. Ufam, że i tym razem go nie zawiedzie. Wszak kradzież ludzkich serc i życzliwości to też nielicha zdolność.
Zostawić Was na chwilę to od razu w jakieś kłopoty mnie wciągniecie.

: 07 września 2017, 14:35
autor: Nanatar
Ciężki jak sto demonów wytargałem ładunek na pokład, chciałem go teatralnie cisnąć, ale zabrakło mi sił, opadł więc głucho u moich stóp, tworząc sporą kałużę. Kontynuuje przedstawienie, widząc kto jest to ważny i ważniejszy, a kto naj, przyklęknę na prawe kolano przed kapłanem, wspierając się na prawej pięści, pochylę głowę, utrzymując kontakt wzrokowy.

-Tupiemy w ziemię stojąc na stałym lądzie, radujemy, gdy ktoś szczęśliwie odejdzie w zaświaty, lecz skłamałbym mówiąc że często myślę o Panu Umarłych. Jestem pieśniarzem Panie, zwę się El Eszar, tacy jak ja związani są częściej z hałaśliwą biesiadą niż dostojnym medytowaniem śmierci i życia, czy nabożną modlitwą. Ale w tej chwili wielce jestem rad spotykając na swej drodze tak dostojnego sługę Mistrza Śmierci, oby było to z korzyścią dla wszystkich nas-powiodę wzrokiem po załodze.
Mówiąc staram się jak najmniej dygotać i trząść na ustach i ciele, oraz utrzymać kontakt wzrokowy.

Wyczekam chwilę i uniosę się do pozycji pionowej, jeśli nic mi nie przeszkodzi.
Pierwszą zdolnością nabytą przez barda będzie z pewnościa Dworność.

Dziś nic więcej nie napiszę, wlaśnie skończyła mi sie przerwa w pracy, a później mamy sesyjkę "live"

: 07 września 2017, 15:36
autor: 8art
Milcarr nie mógł sie oprzeć wrażeniu, że wpadli z deszczu pod rynnę. Wciąż żyli, nie zostali pożarci przez smoczą bestię, ale sapiące oddechy ogrów i ton głosu morglickiego khtana nie wróżył zbyt wiele dobrego. Ślepak nie spodziewał się altruistycznej pomocy ze strony kapłana, ale nie chciał też skonczyć jako bezimienna ofiara boga śmierci.

Z dwojga złego już wolał tonąć w odmętach jeziora, niż mieć wyrwane serce podczas sodomickiego aktu z rozpustnymi ogrami jakiego pewnie staliby się częścią. Milcarrowi wcale do śmiechu nie było, bo takie właśnie chodziły po mieście straszne opowieści o morglickich rytuałach. Przezornie stanął przy barierce kogi, gotów w razie niebezpieczeństwa skoczyć w toń jeziora.

Milcarr skłonił się tylko kapłanowi i rzekł (oczywiście mając na myśli na Kielicha, a nie plugawego pana nieumarłych):

- Dziekujem za ratunek z opresji, widać, że Pan Śmierci ma dla nas jeszcze insze zadania na tym ziemskim łez padole, zsyłając nam w chwili próby największego ze swych khtanów.
Ogrom już pewnie kuśki frygają. Chyba podzielimy los biednego Eco...

: 08 września 2017, 20:37
autor: Keth
Wsiąknął mi gdzieś piąty numer MiMa, ten z mapą Orkusa Wielkiego. Potrzebuję Waszej pomocy. Może ktoś mi wypisać nazwy warownych wiosek położonych na północnym brzegu Jeziora? W kolejności od zachodu na wschód. Chodzi o to, że bezpośrednio do Burat-aru nie da się dopłynąć tak dużą jednostką (tyczy się to obu statków), musicie rzucić kotwicę w jednej z większych wiosek w pobliżu, a następnie dotrzeć do rzeczonej wioski na piechotę.
Sorry za mizerna jako ale focia z telefonu i jeszcze kompresowana. Ale i tak dodatkowe PD za dorazna pomoc MG sie naleza;) To bylem ja 8art:D
[center]Obrazek[/center]

: 10 września 2017, 21:46
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Surowy kleryk Czaszkogłowego przyglądał się rozbitkom przez długą chwilę, przy wtórze łopotu żagli i skrzypienia olinowania. Nikt z członków załogi nie ważył się przerwać tej chwili najmniejszym nawet chrząknięciem, co jawnie dowodziło respektu, jakim cieszył się na pokładzie morglithański duchowny.

- Pan Umarłych przemówił przeze mnie - powiedział w końcu Rormon Angano - Na początku gotów byłbym przysiąc, że nakazałem załodze wasze wyłowienie z czystej ciekawości, jednak twoje słowa natchnęły mnie głębszym zrozumieniem, ślepcze.

Spojrzenie zimnych jasnych oczu kapłana pobiegło w stronę słuchającego go pilnie Ślepaka.

- Nie może być inaczej jak sam rzekłeś. Pan mój i niepodzielny władca dominium nieumarłych ma wobec was doniosły i zaszczytny plan. Zaklinam się na majestat Morglitha, że odkryję zesłane na was zadanie i złożę obowiązek jego wypełnienia na wasze barki.

Przez przyglądających się konwersacji żeglarzy przebiegł pełen nabożnego uniesienia pomruk, który wyraźnie świadczył o tym, że niektórzy z marynarzy poczuli się wręcz zazdrośni o taki zaszczyt.

- Gurgut, przynieś Czaszkę Przyrzeczeń - polecił Angano nie zaszczycając wielkiego ogra najmniejszym spojrzeniem - Aby ceremoniałowi stało się zadość, złożą przysięgę na majestat Morglitha, że stawią się pierwszego dnia jego miesiąca świątecznego w najwyższej świątyni, by podjąć uświęconą misję ku chwale Pana Umarłych, w podzięce za ocalenie cielesnego istnienia.
Myślę, że rozumiecie, co zaraz się stanie. Teoretycznie możecie odmówić złożenia przyrzeczenia... teoretycznie...

: 11 września 2017, 13:19
autor: 8art
Ślepak poważnie rozważał skok w jezioro, ale skłaniał się ku temu, że nie warto tracić życia.

Zasunięte zaćmą oczy Milcarra były dowodem na to, co się może stać, gdy igra się z bogami Orchi. Klątwa ciśnięta z ust tfamickiego kapłana za świętokradczy czyn ciązyła Ślepakowi od lat. Teraz jeszcze miała dojść do kompletu kolejna od boga śmierci. Co się może stać, gdy się nie stawią na wezwanie w pierwszy dzień miesiąca światecznego? Pokryją ich czyraki i wągry? Uschną kuśki, czy zaczną śmierdzieć trupim odorem? A może nic się nie stanie, bo rzekoma czaszka przyrzeczeń jest tylko zwykła czaszką, a zwykli ludzie dają się nabierać na demagogiczne sztuczki kapłana?

W rzyci mam przysięganie na czaszkogłowego. Jakby na Kielich kazał przysiąc, to co innego

Tak czy owak, będą mieli jeszcze trochę czasu aby wywinąc się z pomocą Kielicha od morglickiej klątwy. Pozatym był żywym dowodem, iż da się żyć z klątwą, przekona się czy można żyć i z dwiema.

: 12 września 2017, 16:55
autor: Nanatar
Czaszki, przysięgi, misja dla kapłana czaszkogłowego? Bo szczerze wątpiłem by prawdziwym dawcą był sam Pan Umarłych. Oczy musiały mi się zrobić wielkie jak półmiski na stołach Tanów w miesiącu świątecznym. Kolana ugięły się pode mną i szczęśliwy byłem że zlałem się wcześniej w wodzie, a nie teraz. Popatrzyłem na napięte mięśnie Milcara, który wolałby raczej walczyć, lub skoczyć w ciemnozielone wody jeziora niż wchodzić w układy z mrocznym kapłanem. Poszedłbym za nim jeśli miałoby to jakiekolwiek szanse powodzenia. Nie wyobrażałem też sobie pozostawiać Otlafa na pastwę śliniących się ogrów i ich Pana.

Dziwnym wydało mi się nad wyraz, powierzanie misji boga śmierci grajkowi, ślepemu i młokosowi. Nie ukrywam że ciekawiły mnie intencje khtana, ale nie widziałem na twarzach towarzyszy tego samego chorego zainteresowania. Kombinując jak przekuć nasze fatalne położenie na sukces, popatrzyłem w niebo, może by się przynajmniej burza zerwała i uniemożliwiła przysięgę. Zlustrowałem też kogę, za dużą w mym mniemaniu na ten akwen. Może wiedzieli o smoku i wybrali ta jednostkę dla bezpieczeństwa.

Miałem zamiar udawać wariata, ale gdyby farsa wyszła na jaw, obraziłbym naszego gospodarza, a tego nie chciałem. KOGA. Uświadomiłem sobie, że jesteśmy rozbitkami na dużym akwenie wodnym i przysługują nam, jako wolnym obywatelom konkretne prawa.

-Czcigodny khtanie Rormon Angano. Pozwól-ukłonie się na ile umiem dwornie-że wyjaśnię naszą sytuacje i położenie nim zostanie uczynione nieodwracalnie. Proszę. Płyniemy z misją, której szczegóły zaraz przedstawię. Wpierw jednak upomnę się o nasze prawa, szczególnie w imieniu mych pracowników, których zdaje mi się przestraszyła Twoja mroczna osoba.
-jesteśmy rozbitkami na dużym akwenie wodnym, prawo katańskie zatwierdzone przez radę mówi zatem:
-Artykuł 12
Członkowie sił zbrojnych i inne osoby, wymienione w następnym artykule, którzy znajdują się na dużym akwenie wodnym i są ranni lub chorzy albo stali się rozbitkami, będą szanowani i chronieni we wszelkich okolicznościach, przy czym rozumie się, że termin "rozbicie się" stosuje się do każdego rozbicia się bez względu na okoliczności, w jakich ono nastąpiło, włączając w to przymusowe wodowanie oraz upadek do morza.
Będą oni traktowani w sposób humanitarny i leczeni przez tę Stronę, w której mocy się znajdują, bez żadnej na ich niekorzyść różnicy z powodu płci, rasy, narodowości, religii, przekonań politycznych lub z jakichkolwiek innych analogicznych powodów. Zabronione są surowo wszelkie zamachy na ich życie i osoby, a między innymi ich
dobijanie lub wyniszczanie, torturowanie, dokonywanie na nich doświadczeń magicznych i alchemicznych, pozostawianie ich z premedytacją bez pomocy lekarskiej lub bez opieki albo stwarzanie warunków narażających ich na zarażenie się lub zakażenie.
Tylko nagłość z punktu widzenia lekarskiego może upoważnić do dania pierwszeństwa w kolejności udzielania pomocy.
Kobiety mają być traktowane ze szczególnymi względami należnymi ich płci.

Prawo tyczy się ludzi wolnych i niewolników, jeśli ich właściciel jest rozbitkiem wraz z nimi.


- Na dowód że jesteśmy wolni pokażę teraz że nie noszę znamion niewolnika, galdiatora, czy dezertera. -rozepnę bluzę i pokażę swe blade wytatuowane ciało marynarza, do pasa ma się rozumieć, bo znamiona niewolników wypala się w widocznych miejscach.

-Żywię nad to niepokój, iż udział w misji dla Pana Podziemnego Królestwa, może nieść za sobą niebezpieczeństwo, które nie pozwoliłoby nam wypełnić innego zadania, którego kulminacja zbiega się w czasie z objawionym nam przez Ciebie, Wasza Wielebność. A że dotyka to boskich sfer, proszę tedy byś odstąpił od wymogu przyrzeczenia.
-Wiesz na pewno jak zależy radzie na wizerunku mecenasów sztuki. Swoją troską objęła ona utalentowanego tana Ovidiusa z domu Yard, który to zgodził się odtworzyć przesławną uwerturę mistrza Uborasza Tamuf, "Na Tysiąc Strun". Teraz na pewno dopisuje partie dla chóru. Pierwsze wstępne wykonanie odbędzie się dla bardzo wąskiego grona ostragarskiej elity właśnie pierwszego dnia Bgmaa-Ran. Ale to będzie początek, następnie ta boska muzyka wykonywana będzie na święcie Piana.-ściszę głos-podobno w Karat Ran będą ją wykonywali w najwyższym pałacu, a jeśli wszystko pójdzie pomyślnie na zaślubinach tan Blanki ut Hawarr, siostrzenicy ze strony babki tan Fiony ut Drago,ciotki czcigodnej małżonki tana Got-garhara Zielonego, oraz młodego księcia z Orkusa Małego tana Verbutt Jar. Widzisz sam Panie, że mamy pełny rok pracy, albo i dłużej.
-Chodzi o to że pragnę oznaczyć drzewa, których drewno najlepiej nada się na instrumenty dla tak wielkiej orkiestry. Widzisz Panie-najchętniej wziąłbym go pod rękę, ale jest pewnie na to za sztywny- ślepiec potrafi słuchać pni drzew i oceniać ich witalność, nie każde się nadają, muszą być silne i soczyste, a jednocześnie stare i twarde, młokos jest niezrównanym wspinaczem, ale czyni to tylko na stały lądzie, nie każmy mu więc chodzić po rejach. Nie możemy ścinać więcej drzew niż konieczne, a i te ucinamy wysoko nad ziemią. Dzieje się tak gdyż inaczej druidzi podnoszą rwetes i utrudniają życie lokalnym mieszkańcom i żegludze po jeziorze. Boskie jest zatem nasze spotkanie i prawdą jest że nasza misja zacznie się pierwszego Bgmaa-Ran, a i również na chwałę samego Pana Śmierci, bo partie chóru wychwalać mają najpotężniejszych spośród bogów Orchii, a w tym zacnym gronie nie może Go zabraknąć. Mówi mi też coś że nasza znajomość ma szanse się rozwinąć, a tam dokąd zmierzamy, spotkamy godnych obwieszczonego zadania, mężnych i silnych orków.
-Wygląda na to że zbyt długo zabawiliśmy w jednym miejscu i znosi nas na mieliznę, nad to zerwie się zaraz silny wschodni wiatr i jeśli się nie pospieszymy wydłuży to nie potrzebnie nasza podróż.

-Rad bym wielce, zostać choć znajomym Waszej Świątobliwości, choć wiem, że póki co jestem dłużnikiem. Lecz wierzaj że dobrze to zapamiętam. Mógłbym też służyć Ci panie swoim piórem, i jako bard i jako skryba. Pozwól nam się teraz posilić i ogrzać, proszę łaskawie.

Skłonie się raz jeszcze nisko i dwornie.
Wszystko mówię tak, żeby słyszeli to moi towarzysze. W swoim opowiadaniu staram się jak najbliżej trzymać prawdy, tak więc wydarzenia i postaci są autentyczne. Jeśli się nie mylę to chyba nigdzie nie skłamałem.
Niech się zerwie ten wiatr, albo smok przyleci do jasnej...
Mam też nadzieję, że to iż nas przestraszył i jest mroczny, odbierze jako komplement.
Może też wzmianka o druidach, w jakiś sposób go poruszy.
Generalnie chciałbym się z nim zaprzyjaźnić, jakkolwiek szalenie to brzmi.

: 12 września 2017, 18:05
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Kapłan Morglitha przyjrzał się w skupieniu bardowi, który przemawiał z emfazą, z doskonałą dykcją i przekonywującym brzmieniem głosu. Kiedy Eszar cytował zapisy prawa katańskiego, na czołach stojących wokół marynarzy pojawiły się liczne zmarszczki, a dzierżący kryształową czaszkę Gurgut z przejęcia otworzył gębę. Khtan Angano zachował jednak niewzruszone oblicze, z cierpliwością i wyrozumiałością słuchając artysty do końca.

Gdy Eszar w końcu umilkł spoglądając na kleryka z wyczekiwaniem, ten kiwnął głową w stronę swoich żeglarzy.

- Za burtę z nim - powiedział nieludzko opanowanym i beznamiętnym tonem, jakby polecił przybocznemu zabicie muchy. Dwaj najbliżej stojący marynarze pochwycili skamieniałego barda pod ramiona gotowi w mig wykonać rozkaz swego okrutnego pryncypała, osadził ich jednak w miejscu nagły pomruk zrodzony w gardle ogra.

- Czego, Gurgut? - spytał Angano kontemplując w tym czasie wzrokiem postacie klęczących na deskach Otlafa i Milcarra.

- Wielki panie, nim go utopimy... pozwól ulżyć... - wycharczał ogr - Obiecałeś, jeśli okazja się nadarzy... choćby krzynkę... będziemy z Hrutem wielce wdzięczni, jak zawsze...

Na dostojnym obliczu kleryka pojawił się cień niezadowolenia, jego usta przybrały cierpki w wymowie kształt. Wśród marynarzy przebiegł głuchy jęk, jakby wszyscy wkoło doskonale wiedzieli, co ogr miał na myśli i jakby wszyscy poczuli na ową wzmiankę zgrozę.

- Nadużywacie mej wyrozumiałości, lecz niechaj wam będzie - powiedział w końcu Angano - I nie nabrudźcie pod pokładem, nie lubię zapachu świeżej krwi, jest przepojona wstrętną esencją żywotności.
Każdy jest kowalem swego losu. A jak tam Otlaf i Milcarr, złożą przyrzeczenie na czaszkę?

: 12 września 2017, 19:26
autor: Nanatar
Będę walczył, w końcu okręt to dobrze znane mi terytorium. A mogliśmy zostać przyjaciółmi. Szkoda. Smoku przybywaj! Wietrze wiej.
MG:
Spoiler!
Nie wiem, czy będzie to miało jakiś efekt, ale poproszę o info na temat tej kogi
Ma jeden czy dwa kasztele, ilość marynarzy?
Rozumiem że ogry będę chciały zejść ze mną pod pokład. nie do kajuty pod kasztelem.
Szczegóły wyedytuję trochę później.
Śpiewam:
Przez Drago, przez fale, przez zielonej toooooni czar,
przemówiłłłłł Śmierci Pan, zawołał mnie,
Choć nie wiem sam, czym chciałłłłł,
A w krótce Was, zabierze w głąb,
Bo kaprys miał, Potężny Pan,
Drobnostka,
Nie lękaj śmieci wcale się,
Zaraz dmuuuchnie wschoooloodni wiaatr,
Zamiast rozbić się,
Ratować się, Droooobnostka!
Bezpiecznie was zabiorę stąd, drobnostka!
Może was potopić, czemu nie?
Przecież woła Śmierci Pan,
Czemu nie posłużyć smoookiem się,
Drobnostka!
Przecież można było brzegu sięgnąć już.


MG:
Spoiler!
Jeśli uda mi się uwolnić, lub zerwie się wiatr, albo nadleci smok, będę działał dalej. Spróbuję użyć mimiki, by dać znać Otlafowi czy jest gotów uciekać.
Jeśli wszelkie działania, nie mają w Twym mniemaniu sensu, napisz żebym nie przedłużał. Ale bard by jeszcze próbował, choć liczę na ten pieprzony wiatr, lub smoka.

: 13 września 2017, 09:16
autor: czegoj
Otlaf stoi i patrzy, a oczy mu się rozszerzają z każdą chwilą. Właściwie jest gotowy na każdą ewentualność, począwszy od skoku ze statku do wody, a kończąc na wzięciu zakładnika, najprawdopodobniej czarnego kapłana. Patrząc na kompanów to nie wiadomo co mogą zrobić. Będzie wspierał każdą ich akcję, wszak to bracia w wierze.