: 08 kwietnia 2018, 13:06
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
Zerkając w głąb korytarza Surelion miał złe przeczucia. Drewniane deski wyścielał podłogę i ściany a grube pale były konstrukcją tego przybytku. Fioletowy dywan służył za drogę, wytarty w najbardziej uczęszczanych miejscach. Tuż przy drzwiach Kielich zauważył dużą kałużę i błoto. Plama powoli wysychała, Patyk mógłby powiedzieć coś więcej o tym, gdyż znał się na śladach.
Korytarz oświetlony wolno migoczącymi płomieniami kaganków skrywany był w lekkiej czerni. Pozostałe trzy pokoje były skryte za zamkniętymi drzwiami. Z oddali zdało się słyszeć gwar gości Karczmy.
Ketras przemknął uważnie obok mistrza, odruchowo zatrzymując się obok drzwi gdzie widział wchodzącego podglądacza. Wyciągając bezszelestnie sztylet kiwnął głową do Kielicha, na znak, że jest gotowy i czeka tylko na zgodę. Surelion przecząco pokręcił głową i odprowadził wzrokiem ucznia znikającego na schodach.
Rozmowy, śmiechy, wrzaski zdawały się być typowymi głosami pękającej od gości karczmy. Zgiełk wypełniony był wszelakimi zapachami ciepłej strawy i wonią piwa. Z najdalszego pokoju po lewej stornie korytarza wyszła zadowolona para, trzymając się w objęciach zostawili otwarty pokój, nie zwrócili uwagi na Sureliona, ale ten odruchowo schował się w framudze drzwi.
Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, gdy Surelion zamykał za sobą drzwi usłyszał, że te tuż obok niego otwierają się i ktoś odchodzi w głąb korytarza.
Zerkając w głąb korytarza Surelion miał złe przeczucia. Drewniane deski wyścielał podłogę i ściany a grube pale były konstrukcją tego przybytku. Fioletowy dywan służył za drogę, wytarty w najbardziej uczęszczanych miejscach. Tuż przy drzwiach Kielich zauważył dużą kałużę i błoto. Plama powoli wysychała, Patyk mógłby powiedzieć coś więcej o tym, gdyż znał się na śladach.
Korytarz oświetlony wolno migoczącymi płomieniami kaganków skrywany był w lekkiej czerni. Pozostałe trzy pokoje były skryte za zamkniętymi drzwiami. Z oddali zdało się słyszeć gwar gości Karczmy.
Ketras przemknął uważnie obok mistrza, odruchowo zatrzymując się obok drzwi gdzie widział wchodzącego podglądacza. Wyciągając bezszelestnie sztylet kiwnął głową do Kielicha, na znak, że jest gotowy i czeka tylko na zgodę. Surelion przecząco pokręcił głową i odprowadził wzrokiem ucznia znikającego na schodach.
Rozmowy, śmiechy, wrzaski zdawały się być typowymi głosami pękającej od gości karczmy. Zgiełk wypełniony był wszelakimi zapachami ciepłej strawy i wonią piwa. Z najdalszego pokoju po lewej stornie korytarza wyszła zadowolona para, trzymając się w objęciach zostawili otwarty pokój, nie zwrócili uwagi na Sureliona, ale ten odruchowo schował się w framudze drzwi.
Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, gdy Surelion zamykał za sobą drzwi usłyszał, że te tuż obok niego otwierają się i ktoś odchodzi w głąb korytarza.
Ketras, wyżywienie dla was to 16ss, porządna kasza z kawałkiem żeber świńskich i dzban słabego wina. Chłopak zaniesie do pokoju i zapuka trzy razy na znak, że to on. Milcar, zostałeś opatrzony przez towarzysza. Twoje rany głębokie nie będą już krwawić, minie trochę czasu nim się zregenerujesz. Eszar czujesz jak doskwierają ci siniaki powierzchowna rana zasklepiła się ale boli równie mocno, na szczęście było to draśnięcie. Zbroja pasuje, choć jest lekko ciasna. Co robicie?
[/center]