Strona 19 z 29

: 08 kwietnia 2018, 13:06
autor: dretch
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Zerkając w głąb korytarza Surelion miał złe przeczucia. Drewniane deski wyścielał podłogę i ściany a grube pale były konstrukcją tego przybytku. Fioletowy dywan służył za drogę, wytarty w najbardziej uczęszczanych miejscach. Tuż przy drzwiach Kielich zauważył dużą kałużę i błoto. Plama powoli wysychała, Patyk mógłby powiedzieć coś więcej o tym, gdyż znał się na śladach.

Korytarz oświetlony wolno migoczącymi płomieniami kaganków skrywany był w lekkiej czerni. Pozostałe trzy pokoje były skryte za zamkniętymi drzwiami. Z oddali zdało się słyszeć gwar gości Karczmy.

Ketras przemknął uważnie obok mistrza, odruchowo zatrzymując się obok drzwi gdzie widział wchodzącego podglądacza. Wyciągając bezszelestnie sztylet kiwnął głową do Kielicha, na znak, że jest gotowy i czeka tylko na zgodę. Surelion przecząco pokręcił głową i odprowadził wzrokiem ucznia znikającego na schodach.

Rozmowy, śmiechy, wrzaski zdawały się być typowymi głosami pękającej od gości karczmy. Zgiełk wypełniony był wszelakimi zapachami ciepłej strawy i wonią piwa. Z najdalszego pokoju po lewej stornie korytarza wyszła zadowolona para, trzymając się w objęciach zostawili otwarty pokój, nie zwrócili uwagi na Sureliona, ale ten odruchowo schował się w framudze drzwi.

Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, gdy Surelion zamykał za sobą drzwi usłyszał, że te tuż obok niego otwierają się i ktoś odchodzi w głąb korytarza.
Ketras, wyżywienie dla was to 16ss, porządna kasza z kawałkiem żeber świńskich i dzban słabego wina. Chłopak zaniesie do pokoju i zapuka trzy razy na znak, że to on. Milcar, zostałeś opatrzony przez towarzysza. Twoje rany głębokie nie będą już krwawić, minie trochę czasu nim się zregenerujesz. Eszar czujesz jak doskwierają ci siniaki powierzchowna rana zasklepiła się ale boli równie mocno, na szczęście było to draśnięcie. Zbroja pasuje, choć jest lekko ciasna. Co robicie?

: 08 kwietnia 2018, 22:18
autor: Suriel
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, gdy Surelion zamykał za sobą drzwi usłyszał, że te tuż obok niego otwierają się i ktoś odchodzi w głąb korytarza. Surelion natychmiast otworzył drzwi na oścież przechwytując wprzód jeden przedmiot czekający na użycie. Stając w korytarzu tak by wypuścić akolitów i rzucił do pleców odchodzącego mężczyzny, opierając równocześnie napiętą kuszę na ułomek dłoni tak że grot mierzył wprost w plecy podsłuchiwacza.

- No dobrze, posłuchałeś sobie nas, ale my nie mieliśmy okazji jeszcze posłuchać ciebie. Zapraszam do środka. - wycedził ostatnie słowa przez zęby mając już serdecznie dość tej ciągłej rzeźni - KE-TRAS! - krzyknął na dół na swego najwierniejszego akolitę w nadziei, że ten odetnie drogę schodzącemu w dół mężczyźnie.

: 09 kwietnia 2018, 21:03
autor: Nanatar
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Dopiąłem ostatnią mosiężną klamrę skórzanego pancerza, zastanawiałem się czy mogę cuchnąć jeszcze bardziej, najgorsze było to, że pewnie mogłem. Umysł rozpłyną się w samej błogiej myśli o kąpieli. Wstałem by poprawić pas z mieczem i mieczykiem, spostrzegłem za oknem bandziora, podobnego do handlarzy niewolników z okolic Atakar-kiru. Szybkim ruchem dobyłem ostrze na kilka cali, gdy zrozumiałem, że to ja odbijam się w szybie. Jak szybko z rozmarzonego muzyka stałem się mrocznym oprychem.

Uśmiechnąłem się do tego nowego oblicza, może to da trochę życia memu martwemu nasieniu. Prawda, będzie o czym pisać. Spostrzegłem że Surelin uchylił drzwi, trzymając w ręku kuszę. Nie trzeba było specjalnie mnie zachęcać, w kilka spokojnych kroków znalazłem się przy Mistrzu, gotowy być orężem i pancerzem Jego.
Zamiast noża wybieram pas z mieczykiem i swój miecz.

: 11 kwietnia 2018, 18:17
autor: dretch
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Pochopne działanie Sureliona postawiło na nogi wyznawców. Pokój w mig z otulającej ich ostoi przerodził się w klatkę dzikiego zwierzęcia. Ubrany jak bańdzior bard usmiechnął sie szelmowsko. Dłonie ułożył na dwóch rękojeścicah mieczy, świsnął krok i znalazł się przy Najwyższym. Napięta kusza celowała w postać w głębi ciemnego korytarza. Sień pokoi karczmennych w połowie dzieliła para drzwi wychodzących na przeciw siebie. Mężczyzna stojący przy schodach plecami do Sureliona zmroził się na jego słowa. Obrócił się na pięcie, obnażając swe oblicze. Barczysty człek, w ciemnej skorzni spod, której wystają ogniwa kolcze, miał paskudna mordę.

Klapy kurtkowej zbroi zafalowały podczas jego obrotu. Rzezimieszek był na tyle szybki, bez trudu gdy kończył piruet dzierżył w prawej dłoni ręczną kuszę. Trzymajac ją na poziomie pasa celował w Sureliona. Belt był gotowy a kciukiem zwolnił zabezpieczenie.

- Hola, hola! drogi Panie! Powiedział. Nie szukam zwady. Powiedział głośno złowrogim tonem. - Opuśćmy broń i porozmawiajmy. Grał na zwłokę rzucając oczami na otwarte drzwi swojego pokoju i na schody szukając drogi ucieczki.
Pochopne decyzję Surelionie. Ketrasa nie ma, zniknął gdzieś na dole. Pewnie zajada się jedzeniem! Przy twoim boku stanął Eszar. Ślepak trzyma się z tyłu. Proszę Eszara i Sureliona obrzut k100. Rzuty Surelion:!85 i Eszar:!20.

: 11 kwietnia 2018, 21:14
autor: Keth
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Słysząc ostrzegawczy okrzyk mistrza, Ketras przerwał rozmowę z Pimpinem i jął się wspinać na czubkach palców po schodach. Sztyletu dobył, gdy tylko zniknął z oczu młodziutkiego gnoma o czuprynie przeciętej nienaturalnym pasmem siwizny, nie chciał bowiem przedwcześnie wzbudzić paniki wśród licznych gości. Wieści o rzekomych egzorcyzmach poczynionych przez Sureliona w posesji Baruby szybko rozeszły się po okolicy, dzięki czemu "Amarys" pękał w obiadowej porze w szwach.

Myśl o niebezpieczeństwie wiszącym nad głową Kielicha przesłoniła oczy olfa czerwoną mgiełką wściekłości, a odsłonięte bezwiednie kiełki przydały mu wyglądu rasowego orka.
Mag spróbuje podkraść się do szczytu schodów. Jeśli tego skrycie dokona, rzuca na heretyka Rozkojarzenie kosztem własnej Żywotności.

: 12 kwietnia 2018, 10:03
autor: dretch
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe


Barczysty mężczyzna o paskudnej mordzie wydał się Kielichowi i bardowi znajomy. Do złudzenia przypominał tego samego człeka, który przeszył jednego z żebraków mieczykiem. Teraz jednak nie miał już na sobie uniformu strażnika, a kurtkową zbroję podbitą kolczugą. Przy pasie dyndały dwie pochwy. Jedna z nich była pusta, na lewym udzie kabura z kuszy ręcznej oraz worek z kilkoma bełtami. Rzezimieszek uśmiechnął się znanym Surelitom uśmiechem i było już pewni, że przejrzeli jego charakteryzację.

- Naprawdę człowieku, opuść tą broń. Nie chcę Chudy twojej KRZYWDY! Jego mocne słowa musiały dotrzeć do dolnej części karczmy. Eszar wyczulony na dźwięki mógłby przysiąść, że gawiedź zszokowana doszukiwała się źródła tego głosu.

Bard powoli wyciągając ręce przed siebie sunął plecami po ścianie, schodząc z linii strzału obydwu kuszników. W ślimaczym tempie brnął jeszcze dwa kroki w kierunku zbira, wyprzedzając ramieniem Najwyższego. - Pozwól Panie, że zapytamy jeno. Ciągnął słowa poetycko bard, odwracając uwagę od sylwetki Ketrasa wspinającej się po schodach. - Dlaczego chciałeś wejść do pokoju mojego przyjaciela?

Ketras zawołany głowę swojego mistrza poczuł, że Pan jest w niebezpieczeństwie. - Niech nikt nie idzie na górę! To ważne. Obrócił się żwawo i podchodząc do schodów usłyszał wymianę zdań. Postać stała do niego bokiem tuż przy najwyższym ze schodów. Surelion musiał był przy drzwiach do pokoju gdzie poćwiartowana została Astrid.

[center]Obrazek[/center]

- Izby se pomyliłm. Rzucił szybo człek o paskudnej mordzie. Ketras zmrużył oczy i podwijając kaftan postawił pierwszy krok na schodach. Odruchowo złapał amulet ale poczuł, że esencja zebranych peem wyparowała kilka zaklęć temu. Musiał, zatem pożreć magią własne ciało aby utkać czar. Próbując naśladować Patyka postawił stopę na drewnianym schodku. Schody biegły wzdłuż ściany. Korytarz zakręcał u szczytu w prawo. Drewniane stopnie wydawały się dla maga ogromnym szczytem. Skradanie to nie przelewki, trzeba być w tym wyszkolonym. Pierwszy stopień i porażka, skrzypnął tak niemiłosiernie, aż ciarki przeszły plecy maga.

Włamywacz odwrócił głowę i popatrzył na skradającego się Ketrasa. Następnie zniknął magowi z oczu za rogiem ściany. Robiąc krok w kierunku najwyższego Eszar odlepił plecy od ściany gotów bronić własnym ciałem Mistrza. Surelion ciągle celując w włamywacza dbał o czystą linię strzału. Barczysty człek był kilka kroków od drzwi swojego pokoju, gdy w wejściu stanął drugi. Chudy blondyn o bystrych oczach stanął z dwiema napiętymi kuszami w ręku. Obie wycelował w barda i Sureliona, jednak po wymianie spojrzeń z Burym, druga kusza zmieniła cel, w kierunku schodów oczekując na ofiarę.

- Chudy! wcześniej nie mogłeś? Uśmiechnął się barczysty człek z paskudną mordą. - Bury kurwa, miałeś zejść tylko pogadać! Odezwał się blondyn.

Na twarzy Sureliona nie pozostał cień wątpliwości. Byli to dwaj łowczy, których Surelici wystraszyli z placu przed pracownią bednarza. Musieli śledzić Sureliona.
Ketras! Skradanie 1/2aktZR:38, Rzut: 55! Niestety fiasko. Stopień skrzypi alarmując włamywacza na górze. Nim stawiasz drugi krok postać schodzi z twojej linii wzroku. Schowała się za rogiem ściany. Pozostali podejmujecie rozmowy czy agresywne negocjacje?

: 12 kwietnia 2018, 10:58
autor: 8art
Czy łowczy widzą Milcarra?
MG: NIE, Milcar został w pokoju. Łowczy go nie widzą. Jakieś plany?

: 12 kwietnia 2018, 11:00
autor: Nanatar
-Jakże nam broń opuszczać, kiedy bełt twój w pierś mi mierzy? Z pewnością szalony jestem, lecz z głupcem mnie nie równaj. Oręża przy was kupa, jak na pomyłkę zwykłą. Chybaście chcieli sprzątnąć kogo, a się okazało, że nie nas, nadzieję żywię. Na bystrych wyglądacie, to myślę, że się dogadamy. A do tego z pewnością druhami Baruby jesteście, skoro tak dobre pokoje dostaliście.

Mówiąc to, bardzo powoli zbliżałem się do onych bandziorów. Jak żałowałem, że nie mam instrumentu, ale skoro zostałem zakapiorem trzeba było grać swą rolę.

-Co, może wypijemy kubek na zapoznanie, Baruba podaje świetny jabłecznik, trzeba nam tylko na dół zejść. No i bełty pościągać, bo podobno łuk strzela raz do roku sam, a co dopiero kusza. Niebezpieczne narzędzie to jest. A zaraz, zaraz! Czy wy przypadkiem nie pilnowaliście nabrzeża w Srebrnej Przystani, bo coś mi się wydaje, że znajome fizis. Jakeśmy z kampanii ze smoczych wysp wracali z kapitanem Urstanem, z pól roku temu? Pamiętacie na pewno, mieliśmy kilka beczek dodatkowych i niemałe sakiewki dostaliście, żeby na one beczki oko przymknąć. Ach, umiecie wy się o swoje targować, takich chłopów lubię.
Podczas owej paplaniny staram się jak najbliżej podejść do zbirów, może nawet wziąć jednego protekcjonalnie pod ramię, uważając przy tym bacznie, żeby nie stać się ich żywą tarczą. Jeśli się uda, poprowadzę jednego w kierunku schodów.

: 13 kwietnia 2018, 11:21
autor: 8art
Oczy Milcarra błysnęły złowrogo. Zabójca wycofał się bezszeletnie do okna, licząc tylko, że mistrz i bard będą potrafili zagrać na czas...
Milcarr spróbuje wyjść oknem i zajść jednego z cwaniaczków od tyłu i zrobić Przystawienie. (nie wiem, czy budynek na to pozwoli, bo jako gracz nie wiem jak to wygląda, ale Ślepak już tam bywał, więc pewnie się orientuje). No i oczywiście jest jeszcze pytanie, czy uda się niezauważonym podkraść do któregoś z łowczych, bo jeśli są "na widoku" to chyba nie da rady. Mam nadzieję, że Milcarr ze swoim słuchem orientuje się, gdzie stoją obaj cwaniaczkowie.

: 13 kwietnia 2018, 11:34
autor: Suriel
Poczekam na rekację zbójców na słowa Barda Pita a potem będę mówił, ewentualnie.

: 17 kwietnia 2018, 14:01
autor: dretch
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Kilka sekund rozciągało się w nieskończoność! Cwany Ketrasa jak lis podszedł ścianą aż pod szczyt schodów. Opierając się cała powierzchnią pleców obrócił głowę aby szybko zerknąć zbojów celujacych w Surelitów z kusz. Nie zdziwił się że było ich dwóch, blondyna od razu rozpoznał. Za to drugi, barczysty musiał być tym, który bez skrupułów zadźgał żebraka przed pracownią.

Zmęczony ciągłymi zmaganiami oparl głowę o ścianę i zaczął głęboko oddychać uspokajając swój umysł. Wiedział, że kolejne zaklęcie wypalił trwały ślad w jego umyśle, pochłonie cześć jego żywej esencji. Czekając na odpowiedni moment odmawiał w głowie mantrę z słowami zaklęcia, był gotowy oddać kolejną swoją część w chwalę Sureliona.

- Drodzy Panowie ... rzekł delikatnie bard, - Druhowie mili, tożmy ziomki. Paskudny z ryja zboj zerknął na zniewieściałego na twarzy blondyna. - Sami żeście bełtem w plecy celowali? To jak teraz broń odłożyć? Mówił zagryzając ze strachu żółte zęby. - Bury, odezwał się blondyn. - opuść kuszę zobaczymy jakie mają zamiary. Wstrętny z mordy człek lewa ręką zwolnił rękojeść sztyletu i zaczał odklejać gęstą brodę. - Chudy, kurwa, jak wyzabijają, utopie Cię w świecie umarłych w kotle. Nagi na twarzy zbir o dziwo wyglądał lepiej niż wcześniej.

Odezwał się pierwszy blondyn - Mamy zlecenie. Interesuje mnie ja to się stało, że nasze drogi się skrzyżowały, jak trafiliście na Astrid? Kończąc te słowa oba zbóje opuścili kusze. Zza winkla wyglądał Ketras, ściskający w dłoni magiczny amulet. Eszar zobaczył cień zza plecami blondyna, Ślepak musiał zakraść się do sąsiedniego pokoju przez okno. Ketras spojrzał w oczy Kielicha Magii, ten widząc gotowość wyznawców powiedział.
Surelion, twoi wyznawcy są gotowi. Eszar twoja gadka pozwoliła na kontynuację rozmów. Najemnicy opuścili broń ale zadają niewygodne pytania. Milcara świetny pomysł! Nie masz skradania ale Twoja zręczność jest duża. Test na 1/2 ZR51: Rzut:11, bez problemu bezszelestnie wykonałeś się przez okno i przeszedłeś przez otwarte w sąsiednim pokoju. Jesteś dwa kroki od blondyna. Ketras jesteś gotowy rzucić zaklęcie. Co robicie?

: 17 kwietnia 2018, 22:36
autor: Suriel
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Surelion powoli opuścił do połowy kuszę, albowiem jatka na karczemnych schodach nie była ani nazbyt rozsądna ani potrzebna.

- Nazwij to jak chcesz. Przeznaczeniem albo boskimi ścieżkami, które nas poprowadziły w miejsce przeznaczone nam od zawsze ale nie mów, że to był jedynie przypadek. W świecie, którego nie znasz a którym władają bogowie coś takiego jak przypadek nie istnieje. Nie pracujemy dla nikogo jeśli o to mnie pytasz. Mamy swoje własne cele lecz nie jesteśmy rzezimieszkami, kierują nami wyższe powody których nie zrozumiecie i których tłumaczyć nie ma sensu, dosyć że powiem iż krzywdzenie kogokolwiek nie jest w naszej intencji chyba, że to absolutnie konieczne. Dlatego teraz rozmawiamy. A teraz wasza kolej. Dla kogo pracujecie?

: 17 kwietnia 2018, 22:51
autor: Nanatar
Widząc wahanie w zachowaniu podejrzanych typów, rozciągnąłem usta pokazując, wciąż cudem kompletny garnitur zębów. Do tego od razu wypalili o Astrid. Jakby pytali o karą klacz. Grałem rolę, nie dając nic wyczytać z twarzy skrytej pod szerokim uśmiechem. Słyszałem z dołu wesoły gwar i czułem kuszący zapach alkoholu i kobiet. Czekałem na najmniejszy znak by podejść do Chudego, nie wiedziałem tylko czy chcę zrzucić go ze schodów, czy z nim wypić.

-Pies, pies nas zaprowadził. -Miałem rzec, ale przemówił Mistrz i przemilczałem.

Wielce mnie uradowało, że Kielich wybrał drogę mediacji.
Czekam, w razie bójki użyję boksu marynarskiego. Ostatecznie mieczyka.

: 17 kwietnia 2018, 23:09
autor: 8art
W takim razie deklaracja o Przystawieniu nadal aktualna. Poniżej opis jeśli się uda.
Gdy Mistrz mówił, Milcarr postąpił jeszcze bezszelestnie do przodu i przyłożył ostry niczym brzytwa sztylet do szyi łowczego. Kropelka krwi wykwitła w miejscu gdzie koniuszek ostrza zetknął się z miejscem, gdzie biła tętnica szyjna zbira. Ślepak uśmiechając się szepnął mu w ucho złowrogo:

- Mówże jak cię po grzeczności pytają...

Zabójca w skrytości serca miał nadzieję, że obcy da mu pretekst do tego aby dokończyć ciosu i poderżnąć mu gardło. I choć miejsce nie było ku temu skore, to Ślepak nie zawahałby się. W tym fachu nie można było sobie na to pozwolić.
A jak się nie uda, to się zobaczy.

: 18 kwietnia 2018, 15:30
autor: dretch
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Chudy syknął gdy szpic wbił się w jego szyje. Jakby porażony prądem Wygiął się uciekając całym ciałem przed ostrzem Milcara. Jednak fach w ręku zabójcy był tak dobry, że ucieczka skończyłaby się krwawą łaźnią. - Murfon, nas wysłał! Siostra jego nie dotarła i powóz też nie dotarł. Poszli my zatem do przystani i tropiąc doszliśmy pod Wężowy Przesmyk, tam zapijaczona morda na nas wpadła, krzycząc że mordercy. Tośy go przekonali, żeby wyspowiadał co wie. Chudy szybko nawijał jęzorem.

Bury zachowując spokój przełknął ślinę i wtórował swojemu towarzyszowi - Żebrak mówił, że zbiry wozu szukają toć i zaglądnąwszy na plac. A tam trup, zaczęliśmy śladów szukać aż tu jakiś duch nas przegonił. Chwile biegliśmy, ale Chudy myślał, że to Astrid pogoniła nas iluzyjną magiją. Spoglądał w oczy Surelitów szukając zrozumienia swojego tchórzostwa, gdy obleciał wszystkich kontynuował Chudy - Ni dupę w troki, żeśmy wzięli i na zad. Jak byliśmy już blisko go chmara żebraków leciała na połamanie karku. Poszliśmy za nimi. Gdy przelecieli jak szarańcza przez rzemieślniczy dom, po drugiej stronie widzieliśmy oddalającą się szlachciankę z tym tutaj. Skazał na Sureliona. - Weszli do tej karczmy no i my za nim. Bury uśmiechnął się. Trudno było znaleźć pokój ale karczmarz niechętnie zgodził się po partyjce gry w kości. Wiemy, że macie Astrid, możecie razem z nami udać się do Mufrona, załatwimy wam dobrą nagrodę, za nią.
Rozmów ciąg dalszy..