PBF - Modre Dziedzictwo
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wojownik z zadumą zebrał swój ekwipunek. Nadal nie do końca docierało do niego to co się stało.
Położył dłoń na rękojeści miecza, jej chłód nieco go uspokoił.
Co myśmy uczynili ?, magia potrafi w sposób okrutny zniewolić człowieka. Odbiera mu często wolną wolę i czyni z niego zwierzę, pożerające własny gatunek, alibo bardzo pokrewny mu gatunek.
Dzięcię elfie czy ludzkie zajedno straszne to było.
Po chwili zadumy Vagar rzekł:
- Czas Nam ruszać jako rzekłem wcześniej, nie ociągajcie się. Zbierać ekwipunek i idziemy. Mamy zemstę do uczynienia. Ja tam zaś o tym co tu się stało dłuższy czas z nikim gadać nie zamierzam.
Wojownik z zadumą zebrał swój ekwipunek. Nadal nie do końca docierało do niego to co się stało.
Położył dłoń na rękojeści miecza, jej chłód nieco go uspokoił.
Co myśmy uczynili ?, magia potrafi w sposób okrutny zniewolić człowieka. Odbiera mu często wolną wolę i czyni z niego zwierzę, pożerające własny gatunek, alibo bardzo pokrewny mu gatunek.
Dzięcię elfie czy ludzkie zajedno straszne to było.
Po chwili zadumy Vagar rzekł:
- Czas Nam ruszać jako rzekłem wcześniej, nie ociągajcie się. Zbierać ekwipunek i idziemy. Mamy zemstę do uczynienia. Ja tam zaś o tym co tu się stało dłuższy czas z nikim gadać nie zamierzam.
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Juści w drogę wyruszyć chcieli, gdy naglę w gęstwinie wrzasła kraska. Amasis od razu nadstawił uszu, a Vagar i Rodan skrzyżowali spojrzenia, jakby sprawdzając, czy obaj słyszeli dobrze. Nie rzekli przy tym nic, jeno ich dłonie odruchowo spoczęły na broni. Kallan zacisnął palce aż do bólu na swym kosturze, a Nętka podniosłą głowę znad torby, w której znajdował się bardzo zaspany i niezadowolony nietoperz. Wtem trzasła jakaś gałąź, a za chwilę z szelestem rozchwiały się wielkie paprocie. Nie było już wątpliwości. Cosik zbliżało się ku nim, torując sobie drogę przez zarośla!
Juści w drogę wyruszyć chcieli, gdy naglę w gęstwinie wrzasła kraska. Amasis od razu nadstawił uszu, a Vagar i Rodan skrzyżowali spojrzenia, jakby sprawdzając, czy obaj słyszeli dobrze. Nie rzekli przy tym nic, jeno ich dłonie odruchowo spoczęły na broni. Kallan zacisnął palce aż do bólu na swym kosturze, a Nętka podniosłą głowę znad torby, w której znajdował się bardzo zaspany i niezadowolony nietoperz. Wtem trzasła jakaś gałąź, a za chwilę z szelestem rozchwiały się wielkie paprocie. Nie było już wątpliwości. Cosik zbliżało się ku nim, torując sobie drogę przez zarośla!
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Kot siedział w ciszy obserwując ceremonię pogrzebową szczątków, choć nie do końca ją rozumiał. Przecież to się już stało i rozpaczanie nic więcej nie wniesie. Wystarczy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Spoglądając dalej na toczące się właśnie obrzędy zastanawiał się, czy wie coś właściwie o driadach i dlaczego tak postępują z żywymi.
Po zakończeniu działań towarzyszy zabrał swoje rzeczy i w gruncie rzeczy cieszył się z faktu bycia kotem. Oznaczało to, że wiele do dźwigania nie miał, a jeśli było inaczej - zawsze znalazł się jakiś dwunóg, który poratowałby swym ramieniem na dodatkową torbę.
Wiedząc, iż na pomoc nietoperza nie ma teraz co liczyć, stuha sam zaoferował się do wypatrywania drogi z gałęzi drzew. Zanim jednak zdążył wskoczyć na najbliższe drzewo usłyszał niepokojący dźwięk kraski. Instynktownie przykleił się do ziemi nadstawiając uszu. Jednak się nie przesłyszał - po chwili zaczęła się bujać roślinność w kierunku, z którego słyszał poprzednie dźwięki. Od razu przygotował dmuchawkę i wycelował w stronę paproci.
Kot siedział w ciszy obserwując ceremonię pogrzebową szczątków, choć nie do końca ją rozumiał. Przecież to się już stało i rozpaczanie nic więcej nie wniesie. Wystarczy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Spoglądając dalej na toczące się właśnie obrzędy zastanawiał się, czy wie coś właściwie o driadach i dlaczego tak postępują z żywymi.
Po zakończeniu działań towarzyszy zabrał swoje rzeczy i w gruncie rzeczy cieszył się z faktu bycia kotem. Oznaczało to, że wiele do dźwigania nie miał, a jeśli było inaczej - zawsze znalazł się jakiś dwunóg, który poratowałby swym ramieniem na dodatkową torbę.
Wiedząc, iż na pomoc nietoperza nie ma teraz co liczyć, stuha sam zaoferował się do wypatrywania drogi z gałęzi drzew. Zanim jednak zdążył wskoczyć na najbliższe drzewo usłyszał niepokojący dźwięk kraski. Instynktownie przykleił się do ziemi nadstawiając uszu. Jednak się nie przesłyszał - po chwili zaczęła się bujać roślinność w kierunku, z którego słyszał poprzednie dźwięki. Od razu przygotował dmuchawkę i wycelował w stronę paproci.
Poprosze o informację, czy coś wiem na temat natury driad i ich zwyczajów.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Dawniej nie bez powodu Kallan uchodził za Vilenę ospałego, nie zauważającego wielu rzeczy, przede wszystkim zaś potrzebującego dłuższej chwili do namysłu w sytuacjach, gdzie bieg wydarzeń wymykał się normalnemu rytmowi. Bujający ustawicznie w myślach, będący prawdziwym uosobieniem swego patronackiego żywiołu guślarz tylko wielkiemu miłosierdziu Karradosa zawdzięczał fakt, że ciągle jeszcze żył, ale wyzwania ostatnich dni powoli zaczynały zmieniać jego osobowość. Stawał się czujniejszy, żwawszy w ruchach, cały czas wypatrujący niebezpieczeństw, a jego oklapłe dotąd włosy coraz częściej wiły się na podobieństwo gniazda wściekłych żmij.
Kiedy trzaski łamanej gęstwy zjeżyły włosy i sierść uciekinierów z Kamu, czarownik okręcił się w miejscu i mierząc dzierżonym w jednej ręce kijem ku nadciągającemu źródłu hałasu, drugą ręką wygarnął z sakwy garść zaklętych kilka dni wcześniej nasionek.
- Uważajcie, to może być ślimak! - syknął przybierając pozę, którą podpatrzył wcześniej u Vagara - Jeśli zaatakuje, bijcie go po czułkach, jeno tak, coby wystraszyć, większej krzywdy nie wyrządzić. I gryźć nie próbujcie, bo se kłopotów napytamy!
Niecodziennie surowe spojrzenia Pieśniarza Astralu zatrzymało się przez krótką chwilę uzbrojonych w wysunięte pazury łapach Amasisa, przeskoczyło z powrotem na zieloną gęstwę.
- Jakby zaszarżował, skaczcie na boki! - dodał naprędce czarownik, w myślach całkowicie już przygotowany na szaleńczy atak wielkiego ślimaka.
Dawniej nie bez powodu Kallan uchodził za Vilenę ospałego, nie zauważającego wielu rzeczy, przede wszystkim zaś potrzebującego dłuższej chwili do namysłu w sytuacjach, gdzie bieg wydarzeń wymykał się normalnemu rytmowi. Bujający ustawicznie w myślach, będący prawdziwym uosobieniem swego patronackiego żywiołu guślarz tylko wielkiemu miłosierdziu Karradosa zawdzięczał fakt, że ciągle jeszcze żył, ale wyzwania ostatnich dni powoli zaczynały zmieniać jego osobowość. Stawał się czujniejszy, żwawszy w ruchach, cały czas wypatrujący niebezpieczeństw, a jego oklapłe dotąd włosy coraz częściej wiły się na podobieństwo gniazda wściekłych żmij.
Kiedy trzaski łamanej gęstwy zjeżyły włosy i sierść uciekinierów z Kamu, czarownik okręcił się w miejscu i mierząc dzierżonym w jednej ręce kijem ku nadciągającemu źródłu hałasu, drugą ręką wygarnął z sakwy garść zaklętych kilka dni wcześniej nasionek.
- Uważajcie, to może być ślimak! - syknął przybierając pozę, którą podpatrzył wcześniej u Vagara - Jeśli zaatakuje, bijcie go po czułkach, jeno tak, coby wystraszyć, większej krzywdy nie wyrządzić. I gryźć nie próbujcie, bo se kłopotów napytamy!
Niecodziennie surowe spojrzenia Pieśniarza Astralu zatrzymało się przez krótką chwilę uzbrojonych w wysunięte pazury łapach Amasisa, przeskoczyło z powrotem na zieloną gęstwę.
- Jakby zaszarżował, skaczcie na boki! - dodał naprędce czarownik, w myślach całkowicie już przygotowany na szaleńczy atak wielkiego ślimaka.
Nie mam jak podejrzeć z pracy zasad zaklęć, dlatego nie wiem, czy magia zaczarowanych nasion wciąż się utrzymuje czy też może się rozproszyła. Jeśli już nie są magiczne, skoryguję później właściwą część fabularki.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri
[/center]
Widok wielce niezadowolonego pyszczka nietoperzowego tylko utwierdził wiedźmę we własnych słowach, jako że będący jeszcze pod wpływem trunków chowaniec nie wyglądał na zdolnego do zrozumiałej rozmowy, a cóż dopiero do lotu w czasie dnia. Zamknęła więc wieko torby, umożliwiając drobnemu Iglitowi dojście do siebie po podniebnych harcach ostatniej nocy. W samą porę, gdyż nagle rozległ się krzyk ptaka, a coś szamotało się w pobliskich paprociach. I zbliżało się w ich kierunku. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, czarownica pochwyciła dulę, gotowa nią cisnąc tylko, jak pojawi się napastnik. W głębi serca liczyła jednak, że przybysz jest raczej kimś zwierzęciem, lub istotą, która nie będzie stanowiła większego zagrożenia. Mimo wszystko... była gotowa na to, co się ujawni zza poruszonych roślin. Któż to wie w końcu! Jakie niebezpieczne i niespotykane stworzenia zamieszkują Brodatą Puszczę! Cóż może czekać tylko na niczego niespodziewającą się ofiarę, by tylko zanurzyć w niej swe kły?
[/center]
Widok wielce niezadowolonego pyszczka nietoperzowego tylko utwierdził wiedźmę we własnych słowach, jako że będący jeszcze pod wpływem trunków chowaniec nie wyglądał na zdolnego do zrozumiałej rozmowy, a cóż dopiero do lotu w czasie dnia. Zamknęła więc wieko torby, umożliwiając drobnemu Iglitowi dojście do siebie po podniebnych harcach ostatniej nocy. W samą porę, gdyż nagle rozległ się krzyk ptaka, a coś szamotało się w pobliskich paprociach. I zbliżało się w ich kierunku. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, czarownica pochwyciła dulę, gotowa nią cisnąc tylko, jak pojawi się napastnik. W głębi serca liczyła jednak, że przybysz jest raczej kimś zwierzęciem, lub istotą, która nie będzie stanowiła większego zagrożenia. Mimo wszystko... była gotowa na to, co się ujawni zza poruszonych roślin. Któż to wie w końcu! Jakie niebezpieczne i niespotykane stworzenia zamieszkują Brodatą Puszczę! Cóż może czekać tylko na niczego niespodziewającą się ofiarę, by tylko zanurzyć w niej swe kły?
Nętka nie sądzi wewnętrznie, aby mieli mieć zaraz do czynienia z bardzo dużym zagrożeniem, jednak jest w gotowości. Szybko ujmuje dulę gotową do rzutu (bo pewnie Oślepiające Nasionka zajęłyby zbyt dużo czasu).
W razie walki wiedźma jest nastawiona na momentalny unik, gdy jakiś napastnik rzuci się w jej kierunku lub czymś (jakimś żrącym śluzem na przykład) wystrzeli. Jeśli unik nie będzie potrzebny to zrobi sobie Aurę z Ziemi, a wcześniej ciśnie dulą w przeciwnika (jeśli naprawdę okaże się przeciwnikiem).
Jak wysokie się to coś zdaje, skoro jest za trawami? Czy jest to rozmiaru Felidae (a przynajmniej naszego drużynowego kota)?
Odpowiedź MG: Po dźwiękach sądząc intruz jest wielkości sarny lub człowieka.
W razie walki wiedźma jest nastawiona na momentalny unik, gdy jakiś napastnik rzuci się w jej kierunku lub czymś (jakimś żrącym śluzem na przykład) wystrzeli. Jeśli unik nie będzie potrzebny to zrobi sobie Aurę z Ziemi, a wcześniej ciśnie dulą w przeciwnika (jeśli naprawdę okaże się przeciwnikiem).
Jak wysokie się to coś zdaje, skoro jest za trawami? Czy jest to rozmiaru Felidae (a przynajmniej naszego drużynowego kota)?
Odpowiedź MG: Po dźwiękach sądząc intruz jest wielkości sarny lub człowieka.
Ostatnio zmieniony 09 października 2018, 09:29 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri
[/center]
- No nie a co tu znowu lezie?. Wszystko lepsze niż te cholerne driady.
Hm. Co ten Kallan gada? Jaki ślimak i jeszcze szarżujący? Chyba nie wytrzeźwiałem do końca po tej orgii.
[/center]
- No nie a co tu znowu lezie?. Wszystko lepsze niż te cholerne driady.
Hm. Co ten Kallan gada? Jaki ślimak i jeszcze szarżujący? Chyba nie wytrzeźwiałem do końca po tej orgii.
Vagar wyciąga miecz i rusza ku potencjalnemu zagrożeniu. Ale nie spieszy się pochopnie do walki.
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wysokie pióropusze paproci zachwiały się po raz ostatni - i oto spomiędzy nich wyłoniła się przygarbiona postać staruszki, odzianej w poszarpane a znoszone spódnice. Głowę jej ocieniał szeroki kaptur, spod którego wysuwały się dwa siwe warkocze i kilka garści splątanych włosów, które najwyraźniej z nich uciekły. Idąc wspierała się na miotle, lochy* ze sobą widomie nie mając:
[center]
[/center]
Starowinka zmierzyła młodych wędrowców spojrzeniem bystrym a uważnym, mimo wieku, który widomie kładł się jej na karku:
- No patrzcie, co też kot przyniósł! - rzekła, biorąc się pod boki. - Coś się żeśta daleko zapuścili, młodziankowie. Toć wam matula nie mówili, żeby lasu strzec się? Na driady baczyć? A wy tu co? Noc żeśta z nimi przehulali - pogroziła im sękatym paluchem - Cud prawdziwy, iżeście przy tym ducha nie oddali!
- Ano trudno, co się stało to się nie odstanie - dodała wszakże po chwili łagodniejąc nieco, a w jej oczach zagrały ciepłe rozbłyski, przypominające cętki słońca na powierzchni liści. - Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A nie tłumaczcie mi się, stara może i jestem, ale nie głupia. Zresztą, wżdy powiadają, iż lepiej z czartem wianek utracić niż dla upiorów zachować!(1)
Zaśmiała się głosem starczym, podobnym do skrzypienia drzewa, ukazując przy tym iż wiele zębów utracić musiała w srogich zmaganiach z czasem. Za czym rozejrzała po łące i pokiwała głową, jak gdyby nic z tego co ujrzała nie wydało jej się dziwne.
- Dobra tam, dość tu pląsów i hulanek - mruknęła po chwili, podając Nętce niesiony w ręku kosz z kory świerkowej. - Narwij, dziewko, grzybów. Ja już stara jestem, to i schylać mi się ciężko, oj ciężko... - westchnęła, wskazując na porastające łąkę czerwonawe kapelusze. - A i wam się zda coś pożywnego zjeść, miast tych poczęstunków sabatowych co to po nich język cierpnie i łeb kołowacieje... Polewki wam zara smacznej nagotuję, ino do chałupy dojdziemy...
Utra wzięła kozubek,** w głowie by jej bowiem nie postało, by odmówić pomocy starowince. Przez chwilę poczuła się znów tak, jakby była przy niej babcia: kobieta mądra i wiedząca, która pewnikiem nie dałaby się zbałamucić ta łatwo. Ta myśl niosła ulgę i pocieszenie, sprawiając, że Nętka rozpogodziła się nieco.
** kozubek - koszyk z kory świerku lub brzozy
Wysokie pióropusze paproci zachwiały się po raz ostatni - i oto spomiędzy nich wyłoniła się przygarbiona postać staruszki, odzianej w poszarpane a znoszone spódnice. Głowę jej ocieniał szeroki kaptur, spod którego wysuwały się dwa siwe warkocze i kilka garści splątanych włosów, które najwyraźniej z nich uciekły. Idąc wspierała się na miotle, lochy* ze sobą widomie nie mając:
[center]
[/center]Starowinka zmierzyła młodych wędrowców spojrzeniem bystrym a uważnym, mimo wieku, który widomie kładł się jej na karku:
- No patrzcie, co też kot przyniósł! - rzekła, biorąc się pod boki. - Coś się żeśta daleko zapuścili, młodziankowie. Toć wam matula nie mówili, żeby lasu strzec się? Na driady baczyć? A wy tu co? Noc żeśta z nimi przehulali - pogroziła im sękatym paluchem - Cud prawdziwy, iżeście przy tym ducha nie oddali!
- Ano trudno, co się stało to się nie odstanie - dodała wszakże po chwili łagodniejąc nieco, a w jej oczach zagrały ciepłe rozbłyski, przypominające cętki słońca na powierzchni liści. - Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A nie tłumaczcie mi się, stara może i jestem, ale nie głupia. Zresztą, wżdy powiadają, iż lepiej z czartem wianek utracić niż dla upiorów zachować!(1)
Zaśmiała się głosem starczym, podobnym do skrzypienia drzewa, ukazując przy tym iż wiele zębów utracić musiała w srogich zmaganiach z czasem. Za czym rozejrzała po łące i pokiwała głową, jak gdyby nic z tego co ujrzała nie wydało jej się dziwne.
- Dobra tam, dość tu pląsów i hulanek - mruknęła po chwili, podając Nętce niesiony w ręku kosz z kory świerkowej. - Narwij, dziewko, grzybów. Ja już stara jestem, to i schylać mi się ciężko, oj ciężko... - westchnęła, wskazując na porastające łąkę czerwonawe kapelusze. - A i wam się zda coś pożywnego zjeść, miast tych poczęstunków sabatowych co to po nich język cierpnie i łeb kołowacieje... Polewki wam zara smacznej nagotuję, ino do chałupy dojdziemy...
Utra wzięła kozubek,** w głowie by jej bowiem nie postało, by odmówić pomocy starowince. Przez chwilę poczuła się znów tak, jakby była przy niej babcia: kobieta mądra i wiedząca, która pewnikiem nie dałaby się zbałamucić ta łatwo. Ta myśl niosła ulgę i pocieszenie, sprawiając, że Nętka rozpogodziła się nieco.
Uświadamiam wszystkim graczom, że jako iż Wasze postacie pochodzą ze wsi mają wpojony głęboki szacunek dla starszych osób. A babcia robi naprawdę wrażenie osoby mądrej i doświadczonej, znającej co się w lesie dzieje. Pamiętajcie o tym odgrywając postacie.
(1)lepiej z czartem wianek utracić niż dla upiorów zachować - ludowe przysłowie, oznaczające iż lepiej żyć i dobrze się bawić, niż umrzeć (wianek dla upiora zachować jest eufemizmem oznaczającym śmierć). Macie jednak wrażenie, że babcia ma na myśli nieco bardziej dosłowną interpretację tego powiedzonka.
* locha - sękata laska** kozubek - koszyk z kory świerku lub brzozy
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Zanim kobieta zdążyła przedrzeć się przez paprocie, Rodan dla bezpieczeństwa oddalił się kilka kroków. Wiedział że wszystkiego można się było spodziewać, a ostatnie przygody tylko to potwierdzały. Puszcza był niebezpiecznym miejscem, tak jak mówili starsi. Miał w gotowości łuk i w razie ataku nie zawahałby się go użyć. Jednak spośród liści wyłoniła się postać staruszki, która od razu zaczęła mówić do wszystkich jakby wszystkich znała.
Bard schował łuk, po czym uważnie i ze zdumieniem słuchał słów wypowiedzianych przez wiekową kobietę. Poczuł ulgę, iż nie jest to kolejny potwór z którym przyszłoby walczyć. W sumie ucieszył się na myśl o sprzymierzeńcu, który sam z siebie chciał pomóc oferował pomoc. Starowinka zrobiła na Rodanie bardzo pozytywne wrażenie, lecz jej słowa wprowadziły młodziana w zakłopotanie. Zdał sobie, że baba skądś wie o jego kanibalistycznej przygodzie. Przez cały czas starał się o tym zapomnieć, pocieszając się że tylko jego towarzysze znają prawdę. Gdy tylko usłyszał zdanie o hulankach i tym, że mleko się rozlało, znów powróciły niemiłe wspomnienia, o których chciał zapomnieć. Przez chwile zrobiło mu się niedobrze, a myśl że ktoś oprócz uczestników uczty wie o tym, co miało na niej miejsce, wprawiła barda w dodatkowe zakłopotanie. Rodan poczuł wstyd i odkrył, że jego obrotny zwykle język w tym momencie go zawiódł, stając kołkiem w gębie.
Jedyne co potrafił teraz powiedzieć, to kilka prostych zdań, skupiających się wokół zdobycia informacji. W końcu chciał się dowiedzieć kim jest ta kobieta i jak to możliwe że wie o tym co wydarzyło się podczas spotkania z Driadami? Przecież nie było jej tam...
- Jestem Rodan... A jak babcia się zwie? Skąd wiecie o naszej przygodzie z Driadami? - zagadnął o najbardziej go interesujące kwestie, pozostawiając resztę kłębiących się w głowie pytań na później.
Zanim kobieta zdążyła przedrzeć się przez paprocie, Rodan dla bezpieczeństwa oddalił się kilka kroków. Wiedział że wszystkiego można się było spodziewać, a ostatnie przygody tylko to potwierdzały. Puszcza był niebezpiecznym miejscem, tak jak mówili starsi. Miał w gotowości łuk i w razie ataku nie zawahałby się go użyć. Jednak spośród liści wyłoniła się postać staruszki, która od razu zaczęła mówić do wszystkich jakby wszystkich znała.
Bard schował łuk, po czym uważnie i ze zdumieniem słuchał słów wypowiedzianych przez wiekową kobietę. Poczuł ulgę, iż nie jest to kolejny potwór z którym przyszłoby walczyć. W sumie ucieszył się na myśl o sprzymierzeńcu, który sam z siebie chciał pomóc oferował pomoc. Starowinka zrobiła na Rodanie bardzo pozytywne wrażenie, lecz jej słowa wprowadziły młodziana w zakłopotanie. Zdał sobie, że baba skądś wie o jego kanibalistycznej przygodzie. Przez cały czas starał się o tym zapomnieć, pocieszając się że tylko jego towarzysze znają prawdę. Gdy tylko usłyszał zdanie o hulankach i tym, że mleko się rozlało, znów powróciły niemiłe wspomnienia, o których chciał zapomnieć. Przez chwile zrobiło mu się niedobrze, a myśl że ktoś oprócz uczestników uczty wie o tym, co miało na niej miejsce, wprawiła barda w dodatkowe zakłopotanie. Rodan poczuł wstyd i odkrył, że jego obrotny zwykle język w tym momencie go zawiódł, stając kołkiem w gębie.
Jedyne co potrafił teraz powiedzieć, to kilka prostych zdań, skupiających się wokół zdobycia informacji. W końcu chciał się dowiedzieć kim jest ta kobieta i jak to możliwe że wie o tym co wydarzyło się podczas spotkania z Driadami? Przecież nie było jej tam...
- Jestem Rodan... A jak babcia się zwie? Skąd wiecie o naszej przygodzie z Driadami? - zagadnął o najbardziej go interesujące kwestie, pozostawiając resztę kłębiących się w głowie pytań na później.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Poczciwa, promieniująca życzliwym ciepłem starowinka ludzkiego gatunku. Spoglądający na kobiecinę Kallan na przemian unosił i opuszczał włosy, co jawnie zdradzało burzę targających nim emocji. Gawędząca z Nętką leśna baba sprawiała wrażenie niebywale przyjaznej istoty, na dodatek skorej do tego, by przypadkowych wędrowców zaprosić do swej chaty.
Ulga i radość walczyły w umyśle guślarza z wydrzym piskiem podejrzliwości. Brodata Puszcza okazała się miejscem pełnym strasznych cudów i przerażających niespodzianek, dowodząc tego, że nic w niej nie było tym, czym się pierwotnie wydawało. Miła staruszka zapraszająca w progi swej chałupinki jawiła się Vilenie darem Karradosa, chociaż jakiś mroczny głos w tyle jego głowy szeptał natrętnie, by dźgnąć starownikę harpunem i czym prędzej uciekać w gąszcz.
Górę wzięło dobre wychowanie i szacunek do starszych, jakże oczywiste dla młodzików pochodzących z Modrego Kamu.
- Wielceśmy wam wdzięczni za miłe słowa, zacna leśna babo - oznajmił Pieśniarz Astralu wspierając się na kosturze i skłaniając nisko głowę - Musi z was wielka mądrość, a w puszczy obyta, tedy rzeknijcie nam łaskawie, którędy wiedzie najkrótsza droga do Norki Illiana?
Poczciwa, promieniująca życzliwym ciepłem starowinka ludzkiego gatunku. Spoglądający na kobiecinę Kallan na przemian unosił i opuszczał włosy, co jawnie zdradzało burzę targających nim emocji. Gawędząca z Nętką leśna baba sprawiała wrażenie niebywale przyjaznej istoty, na dodatek skorej do tego, by przypadkowych wędrowców zaprosić do swej chaty.
Ulga i radość walczyły w umyśle guślarza z wydrzym piskiem podejrzliwości. Brodata Puszcza okazała się miejscem pełnym strasznych cudów i przerażających niespodzianek, dowodząc tego, że nic w niej nie było tym, czym się pierwotnie wydawało. Miła staruszka zapraszająca w progi swej chałupinki jawiła się Vilenie darem Karradosa, chociaż jakiś mroczny głos w tyle jego głowy szeptał natrętnie, by dźgnąć starownikę harpunem i czym prędzej uciekać w gąszcz.
Górę wzięło dobre wychowanie i szacunek do starszych, jakże oczywiste dla młodzików pochodzących z Modrego Kamu.
- Wielceśmy wam wdzięczni za miłe słowa, zacna leśna babo - oznajmił Pieśniarz Astralu wspierając się na kosturze i skłaniając nisko głowę - Musi z was wielka mądrość, a w puszczy obyta, tedy rzeknijcie nam łaskawie, którędy wiedzie najkrótsza droga do Norki Illiana?
Jakby nam szczęście dopisało i starowinka wskaże drogę, kosturem ją po głowie i w nogi, bo mam strasznie złe przeczucia. Ona nas chce wsadzić do klatki z piernika i po kolei wędzić w wędzarniku, mówię Wam! Uciekajmy!
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Możecie mi mówić babciu, kto by tam imiona w głuszy spamiętał... A skąd wiem, coście robili, chłopcze? Oj, stara ja i może, ale przeca nie ślepa. Toż w Puszczy od dawna zamieszkuję i widziało się niejedno. A co ty myślisz, synek, żem i ja za młodu z czartami przy ogniu nie fikała? - roześmiała się, za czym złapała pod boki udając, że idzie w tany. - Oj, przehulało się noc niejedną! Ale to dzieje dawne, młodszym takie rzeczy bardziej przystoją... - westchnęła, opuszczając ręce wzdłuż boków.
- Ale nie lękajcie się, wszak was nie zjem przecie - odezwała się po chwili, widząc iż Kallanowi włosy stanęły z przestrachu na głowie, a i inni poczęli mieć niewyraźne miny. - No chyba, że będziecie niegrzeczne! - pogroziła im żartobliwie palcem, lecz jej oczy miały ciepły i pogodny wyraz.
- Ech, na krotochwile się mi zebrało. A wam pewnikiem głodno. Wyglądacie, jakbyśta od dawna nić porządnego w gębusiach nie mieli - rzekła zresztą zaraz. - Ano, zbieraj chyżo te grzyby, dziewko! Tu nie będą już potrzebne, a nam się wżdy na zupę przydadzą.
- A do tej norki o którą pytacie, to nie wiem - odrzekła Kallanowi po chwili zadumy - W życiu ja o żadnej takiej norce nie słyszała, a jakby takowa w puszczy była, to bym wszak ją uznała gdzie to.
- Możecie mi mówić babciu, kto by tam imiona w głuszy spamiętał... A skąd wiem, coście robili, chłopcze? Oj, stara ja i może, ale przeca nie ślepa. Toż w Puszczy od dawna zamieszkuję i widziało się niejedno. A co ty myślisz, synek, żem i ja za młodu z czartami przy ogniu nie fikała? - roześmiała się, za czym złapała pod boki udając, że idzie w tany. - Oj, przehulało się noc niejedną! Ale to dzieje dawne, młodszym takie rzeczy bardziej przystoją... - westchnęła, opuszczając ręce wzdłuż boków.
- Ale nie lękajcie się, wszak was nie zjem przecie - odezwała się po chwili, widząc iż Kallanowi włosy stanęły z przestrachu na głowie, a i inni poczęli mieć niewyraźne miny. - No chyba, że będziecie niegrzeczne! - pogroziła im żartobliwie palcem, lecz jej oczy miały ciepły i pogodny wyraz.
- Ech, na krotochwile się mi zebrało. A wam pewnikiem głodno. Wyglądacie, jakbyśta od dawna nić porządnego w gębusiach nie mieli - rzekła zresztą zaraz. - Ano, zbieraj chyżo te grzyby, dziewko! Tu nie będą już potrzebne, a nam się wżdy na zupę przydadzą.
- A do tej norki o którą pytacie, to nie wiem - odrzekła Kallanowi po chwili zadumy - W życiu ja o żadnej takiej norce nie słyszała, a jakby takowa w puszczy była, to bym wszak ją uznała gdzie to.
Najwyraźniej kobieta jest jakąś czarownicą, skoro mówi o spędzaniu w młodości Sabatów z Driadami (mówi się bowiem, że i Guślarze i Czarownice tańcują z Driadami by by zdobyć moc, a wy przekonaliście się na własnej skórze, że to święta prawda).
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri
[/center]
Gdy pobliska roślinność zatrzęsła się nagle, mięśnie wiedźmy napięły się, a dłoń mocno ścisnęła kamienną kulę. Nętka nie była wojownikiem, lecz nie zamierzała wahać się z ciśnięciem ciężkim pociskiem w istotę, która tylko zdradziłaby jakikolwiek ślad związku z mrocznymi siłami. Lecz gdy ramię było gotowe do rzutu, zza rozłożystych paproci wychynęła zgarbiona postać. Mięśnie Nętki rozluźniły się, a dula prawie wypadła z dłoni, gdy wiedźmie młodej zdało się, że oto widzi swoją babcię. Jednak jak emocje opadły i bicie serca uspokoiło się, młódka z pewną przykrością obudziła się ze swych marzeń. Kobieta, choć starutka i siwa całkowicie, zdała się niższa od Jazny, a jej spódnice znacznie znoszone i wyblakłe, niczym nie przypominające barwnych chust jej babcinki. I naraz dziewczyna spłonęła rumieńcem, gdyż okazało się, że wiedząca doskonale dostrzega, co zaszło ostatniej nocy. Całym szczęściem babuszka zaraz wręczyła jej koszyk celem nazbierania grzybów, a zdała się nie karcić młodych za to, coć przytrafiło się nie z ich winy.
Wspomnienie ostatniej nocy jednak dalej dawało się we znaki i sprawiało, że dłonie dziewczyny trzęsły się z poczucia wstydu, a lęku wobec wyraźnie poświadczonej uczty z ludzkiego mięsa. Nętka szybko więc usłuchała babcinki i zaczęła zbierać grzyby, gdy zdało się, że staruszka dobrze wie co prawi. Dziewczyna próbowała ukryć swój przestrach i całym sercem skupić się na pięknie wyglądających okazach grzybów o niespotykanie wydatnych i lśniących kapeluszach. Dopieroż tknęło ją, że postępuje zgoła nie przystojnie. Przerwała na chwilę zbieranie i skłoniła się przed poważniejszą wiekiem osobą:
- Wybacz babciu, żem się nie powitała, jeno ostatnia nocka strachem mie napawiła. Jam jest Nętka. Przeto li magia driad nas na tę polanę zwiodła, gdy ino spoczynku w podróży szukaliśmy. Czy jeno babcia się nie boi tutej mieszkać? Wszak wśród czortów i pięknych driad są też wielce groźniejsze istoty.
[/center]
Gdy pobliska roślinność zatrzęsła się nagle, mięśnie wiedźmy napięły się, a dłoń mocno ścisnęła kamienną kulę. Nętka nie była wojownikiem, lecz nie zamierzała wahać się z ciśnięciem ciężkim pociskiem w istotę, która tylko zdradziłaby jakikolwiek ślad związku z mrocznymi siłami. Lecz gdy ramię było gotowe do rzutu, zza rozłożystych paproci wychynęła zgarbiona postać. Mięśnie Nętki rozluźniły się, a dula prawie wypadła z dłoni, gdy wiedźmie młodej zdało się, że oto widzi swoją babcię. Jednak jak emocje opadły i bicie serca uspokoiło się, młódka z pewną przykrością obudziła się ze swych marzeń. Kobieta, choć starutka i siwa całkowicie, zdała się niższa od Jazny, a jej spódnice znacznie znoszone i wyblakłe, niczym nie przypominające barwnych chust jej babcinki. I naraz dziewczyna spłonęła rumieńcem, gdyż okazało się, że wiedząca doskonale dostrzega, co zaszło ostatniej nocy. Całym szczęściem babuszka zaraz wręczyła jej koszyk celem nazbierania grzybów, a zdała się nie karcić młodych za to, coć przytrafiło się nie z ich winy.
Wspomnienie ostatniej nocy jednak dalej dawało się we znaki i sprawiało, że dłonie dziewczyny trzęsły się z poczucia wstydu, a lęku wobec wyraźnie poświadczonej uczty z ludzkiego mięsa. Nętka szybko więc usłuchała babcinki i zaczęła zbierać grzyby, gdy zdało się, że staruszka dobrze wie co prawi. Dziewczyna próbowała ukryć swój przestrach i całym sercem skupić się na pięknie wyglądających okazach grzybów o niespotykanie wydatnych i lśniących kapeluszach. Dopieroż tknęło ją, że postępuje zgoła nie przystojnie. Przerwała na chwilę zbieranie i skłoniła się przed poważniejszą wiekiem osobą:
- Wybacz babciu, żem się nie powitała, jeno ostatnia nocka strachem mie napawiła. Jam jest Nętka. Przeto li magia driad nas na tę polanę zwiodła, gdy ino spoczynku w podróży szukaliśmy. Czy jeno babcia się nie boi tutej mieszkać? Wszak wśród czortów i pięknych driad są też wielce groźniejsze istoty.
Skoro staruszka zdaje się poczciwą, wiedzącą kobietą, która jeszcze przypomina babcię Jaznę, to Nętka nazbiera tych grzybów. Cały czas gdzieś się jeszcze boi, ze cos może pójść nie tak.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vagar był czujny, spodziewał się walki. Przygotował się do niej. Zajął odpowiednią pozycję do przodu się przemieszczając. Dłoń spoczywała na rękojeści miecza, tarcza był gotowa do zbijania i parowania wrażych ciosów.
Ale do walki nie doszło. Spotkali babuleńkę starą, Vagarowi na miłą ona nie wyglądała. Było w niej coś fałszywego. Niby się uśmiechała i spoglądała łagodnie ale dla Vagara to pozór był jeno.
Mogła być w zmowie z driadami albo inszym paskudztwem. Trza mieć na nią oko.
I na dodatek chciała ich napoić jakimś wywarem z grzybków, pewnikiem z muchomorów, dla niepoznaki jakieś jadalne dodając. A potem kto wie jak nieprzytomni skończą.
- Witajcie babko. Ja tam niegłodnym, po posiłku jaki nam driady podały długo jeść nie zamierzam. W szczególności zaś mięsa niewiadomego pochodzenia nie tknę. Wy tu tak sami żyjecie i nic ani nikt Was nie nęka w puszczy owej?
Vagar był czujny, spodziewał się walki. Przygotował się do niej. Zajął odpowiednią pozycję do przodu się przemieszczając. Dłoń spoczywała na rękojeści miecza, tarcza był gotowa do zbijania i parowania wrażych ciosów.
Ale do walki nie doszło. Spotkali babuleńkę starą, Vagarowi na miłą ona nie wyglądała. Było w niej coś fałszywego. Niby się uśmiechała i spoglądała łagodnie ale dla Vagara to pozór był jeno.
Mogła być w zmowie z driadami albo inszym paskudztwem. Trza mieć na nią oko.
I na dodatek chciała ich napoić jakimś wywarem z grzybków, pewnikiem z muchomorów, dla niepoznaki jakieś jadalne dodając. A potem kto wie jak nieprzytomni skończą.
- Witajcie babko. Ja tam niegłodnym, po posiłku jaki nam driady podały długo jeść nie zamierzam. W szczególności zaś mięsa niewiadomego pochodzenia nie tknę. Wy tu tak sami żyjecie i nic ani nikt Was nie nęka w puszczy owej?
Dyskretnie za plecami staruszki, gdy będzie ona zajęta rozmową z Kimś innym, Vagar użyje Znaku Wykrycia Ciemności z około 8 do 10 m. Wojownik zaczyna być lekko paranoiczny, przez ostatnie wydarzenia.
Ostatnio zmieniony 14 października 2018, 22:57 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Staruszka słysząc o niebezpieczeństwach puszczy, uśmiechnęła się jeno i machnęła ręką:
- Oj tam, oj tam, kto by tu mnie, biednej starowince zaszkodzić chciał? Przeca nie mam niczego, co by skraść było warto. A mięso moje też łykowate, na nic by się nie zdało biesom. Krom tego, kiej sie ma moje lata, to się człek nauczy tego i owego. I jakoś sobie radzi. No ale nie ma co mitrężyć czasu, chodźta, nim nas tu zeżrą komary!
Ruszyła pierwsza, a pozostali za nią. Skoro bowiem zapraszała, nie wypadało odmówić. Wszk, gdy tylko minęli wysokie paprocie, wyszli istotnie na wąską ściągnę, biegnącą wśród mchu. Kroczyli gęsiego między wielkimi, omszonymi pniami, rozświetlonymi jeno kępkami fosforyzujących grzybków. Rześkie poranne powietrze i droga sprawiły, iż po chwili wszystkim burczało w brzuchach. Vagar skrzywił się, czując, iż jego ciało lekce sobie najwyraźniej waży jego deklaracje i pomimo złych doświadczeń, nadal ma ochotę na sute śniadanie. Nie tracąc wszakże rezonu, wyczekał na odpowiedni moment i skoro tylko starowinka przeszłą parę kroków, wykreślił za jej plecami symbol, którego go jeszcze sędziwy Dereń uczył. Znak wszakże nie zalśnił złowróżbnym światłem, wskazując, iż przygarbiona kobieta nie miała nic wspólnego z Mrocznymi Siłami.
Jakoż po prawdzie, nie szli długo, gdy gąszcz przed nimi rozjaśnił się słońcem. Drożynka zaprowadziła ich na obszerną polanę, na której środku stał domek niewielki. Ale jaki to był domek! Miał on dach korą kryty, a na nim kogutka drewnianego. Okienka niewielkie i drzwi strasznie koślawe. Ale najdziwniejsze było to, iż wznosił się nad ziemię, stojąc na dwóch kurzych łapkach, kiejby jaka kwoka. W oknie chałupki siedział puchacz i oczy we wszystkich pomarańczowe wlepiał. A przed nią pasł się kozioł czarny, obok wielgachnego pnia, co za stół pewnikiem służył. Na ten widok Kallana z Rodanem wryło momentalnie w ziemię, a oczy im mało z orbit ze zdziwienia nie wyskoczyły.
[center]
[/center]
Za czym starowinka wzięła koszyk od Nętki i skierowała się ku palenisku, co to było pod samą chałupką. Nad nim zawieszony wisiał kocioł miedziany, wielki i krągły niczym księżyc w pełni. Słońce odbijało się w nim wesoło, bowiem do czysta był wyszorowany. Staruszka dorzuciła do niego drwa, po czym poczęła siekać grzyby. Wędrowcy zaś usiedli przy stole, rozglądając się dookoła. Vagar rozglądał się wszakże wokoło czujnie i miecza nie odłożył, Nętka zaś i Amasis z ciekawością na czarodziejską chałupkę filowali. Jeno Kallan z Rodanem wyglądali jakby chwilowo zapomnieli języka w gębie, za to i dziwnie się wiercili, siedząc na brzozowych pniakach.
Staruszka słysząc o niebezpieczeństwach puszczy, uśmiechnęła się jeno i machnęła ręką:
- Oj tam, oj tam, kto by tu mnie, biednej starowince zaszkodzić chciał? Przeca nie mam niczego, co by skraść było warto. A mięso moje też łykowate, na nic by się nie zdało biesom. Krom tego, kiej sie ma moje lata, to się człek nauczy tego i owego. I jakoś sobie radzi. No ale nie ma co mitrężyć czasu, chodźta, nim nas tu zeżrą komary!
Ruszyła pierwsza, a pozostali za nią. Skoro bowiem zapraszała, nie wypadało odmówić. Wszk, gdy tylko minęli wysokie paprocie, wyszli istotnie na wąską ściągnę, biegnącą wśród mchu. Kroczyli gęsiego między wielkimi, omszonymi pniami, rozświetlonymi jeno kępkami fosforyzujących grzybków. Rześkie poranne powietrze i droga sprawiły, iż po chwili wszystkim burczało w brzuchach. Vagar skrzywił się, czując, iż jego ciało lekce sobie najwyraźniej waży jego deklaracje i pomimo złych doświadczeń, nadal ma ochotę na sute śniadanie. Nie tracąc wszakże rezonu, wyczekał na odpowiedni moment i skoro tylko starowinka przeszłą parę kroków, wykreślił za jej plecami symbol, którego go jeszcze sędziwy Dereń uczył. Znak wszakże nie zalśnił złowróżbnym światłem, wskazując, iż przygarbiona kobieta nie miała nic wspólnego z Mrocznymi Siłami.
Jakoż po prawdzie, nie szli długo, gdy gąszcz przed nimi rozjaśnił się słońcem. Drożynka zaprowadziła ich na obszerną polanę, na której środku stał domek niewielki. Ale jaki to był domek! Miał on dach korą kryty, a na nim kogutka drewnianego. Okienka niewielkie i drzwi strasznie koślawe. Ale najdziwniejsze było to, iż wznosił się nad ziemię, stojąc na dwóch kurzych łapkach, kiejby jaka kwoka. W oknie chałupki siedział puchacz i oczy we wszystkich pomarańczowe wlepiał. A przed nią pasł się kozioł czarny, obok wielgachnego pnia, co za stół pewnikiem służył. Na ten widok Kallana z Rodanem wryło momentalnie w ziemię, a oczy im mało z orbit ze zdziwienia nie wyskoczyły.
[center]
[/center]
Spoiler!
Spoiler!
- Tu se możecie spocząć - rzekła babuleńka, wskazując na pień, koło którego stało kilka mniejszych, służących niechybnie za stołki. - Ja zara polewki wam zrobię, przeto nie kłopotajcie się, mięsa w niej nie uświadczycie.Za czym starowinka wzięła koszyk od Nętki i skierowała się ku palenisku, co to było pod samą chałupką. Nad nim zawieszony wisiał kocioł miedziany, wielki i krągły niczym księżyc w pełni. Słońce odbijało się w nim wesoło, bowiem do czysta był wyszorowany. Staruszka dorzuciła do niego drwa, po czym poczęła siekać grzyby. Wędrowcy zaś usiedli przy stole, rozglądając się dookoła. Vagar rozglądał się wszakże wokoło czujnie i miecza nie odłożył, Nętka zaś i Amasis z ciekawością na czarodziejską chałupkę filowali. Jeno Kallan z Rodanem wyglądali jakby chwilowo zapomnieli języka w gębie, za to i dziwnie się wiercili, siedząc na brzozowych pniakach.
Dla wszystkich: Babcia oddaliła się nieco i robi zupę. Możecie więc cicho i dyskretnie porozmawiać między sobą. Wszyscy czujecie, że robicie się głodni.
Dla Vagara: -1 Energii za użycie Znaku Wykrycia Ciemności.
Dla Vagara: -1 Energii za użycie Znaku Wykrycia Ciemności.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Nie spuszczając oka z pochylonej nad kotłem babuli, Kallan strzelił kilkakrotnie palcami dla zwrócenia na siebie uwagi. Jego włosy na przemian to opadały na ramiona, to znów stroszyły się niczym jeż obrazując walkę jaką w umyśle Pieśniarza toczyły ze sobą siła woli i głębokie zalęknienie.
- Nie okazujcie tej babie żadnej wrogości - wycedził przez zęby Vilena, dla podkreślenia powagi słów ściskając za ogon mającego kłopoty z koncentracją Amasisa - To jest wielki astralnik, wielki demon tej kniei. Rozgniewany, zmiecie nas w jednej chwili z krainy żywych. Ona pożywia się kośćmi tych, którzy zachodzą jej za skórę. Dłonie z dala od broni, pazury schowane. Okazujcie wielki szacunek i udawajcie apetyt, zupa musi być zjedzona do ostatka, a potem Amasis wyliże wszystkie miski.
Upewniwszy się, że druhowie pojęli grozę dźwięczącą w jego cichych słowach, czarownik podniósł się z ziemi i podszedł ostrożnym krokiem do mieszającej w kociołku zupę kobieciny.
- Czcigodna leśna babo - zaczął nieco niepewnym i denerwująco wysokim głosem - Wielceśmy ci wdzięczni za gościnę, ale nie lza nam długo tu przesiadywać. Mus mi wyjawić przed tobą pewną prawdę, strasznistą, że aż strach. Zbiegami jesteśmy, ja i moi druhowie. Uciekamy przez tę puszczę przed mrocznymi mocami, które na nas dybią. To siły wielce wszepotężne, a nie mające litości wobec nikogo. Nie chcemy, cobyś ty padła przez przypadek ich ofiarą z naszej winy, zacna babo. Tedy wierzę, że nie poczujesz się obrażona, jeśli spożyjemy tę wyśmienicie pachnącą strawę, a potem oddalimy się czym prędzej odciągając od twej zacnej osobistości uwagę inych złych. Nie obrazisz się?
Nie spuszczając oka z pochylonej nad kotłem babuli, Kallan strzelił kilkakrotnie palcami dla zwrócenia na siebie uwagi. Jego włosy na przemian to opadały na ramiona, to znów stroszyły się niczym jeż obrazując walkę jaką w umyśle Pieśniarza toczyły ze sobą siła woli i głębokie zalęknienie.
- Nie okazujcie tej babie żadnej wrogości - wycedził przez zęby Vilena, dla podkreślenia powagi słów ściskając za ogon mającego kłopoty z koncentracją Amasisa - To jest wielki astralnik, wielki demon tej kniei. Rozgniewany, zmiecie nas w jednej chwili z krainy żywych. Ona pożywia się kośćmi tych, którzy zachodzą jej za skórę. Dłonie z dala od broni, pazury schowane. Okazujcie wielki szacunek i udawajcie apetyt, zupa musi być zjedzona do ostatka, a potem Amasis wyliże wszystkie miski.
Upewniwszy się, że druhowie pojęli grozę dźwięczącą w jego cichych słowach, czarownik podniósł się z ziemi i podszedł ostrożnym krokiem do mieszającej w kociołku zupę kobieciny.
- Czcigodna leśna babo - zaczął nieco niepewnym i denerwująco wysokim głosem - Wielceśmy ci wdzięczni za gościnę, ale nie lza nam długo tu przesiadywać. Mus mi wyjawić przed tobą pewną prawdę, strasznistą, że aż strach. Zbiegami jesteśmy, ja i moi druhowie. Uciekamy przez tę puszczę przed mrocznymi mocami, które na nas dybią. To siły wielce wszepotężne, a nie mające litości wobec nikogo. Nie chcemy, cobyś ty padła przez przypadek ich ofiarą z naszej winy, zacna babo. Tedy wierzę, że nie poczujesz się obrażona, jeśli spożyjemy tę wyśmienicie pachnącą strawę, a potem oddalimy się czym prędzej odciągając od twej zacnej osobistości uwagę inych złych. Nie obrazisz się?
Mam nadzieję, że wezmę Babę tą gadką pod włos, ale to się jeszcze okaże...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
O w mordę jeża. Wielki Astralnik???. Hm, to chyba coś strasznego być musi. Znak niby nic nie wykazał, ale ze mnie taki czarownik jak z koziej dupy trąba. Pomyślał Vagar, po czym rzekł:
- Hm zacna babko druh Nasz dobrze prawi.
Zło podłe nas ściga, jakoweś nieumarłe istoty polują na Nas. Straszne one.
Chatę Ci mogłyby pewnikiem zniszczyć i Ciebie dobrą Kobietę ukrzywdzić.
Ale prawom gościny nie uchybimy. Zjemy te pyszności co Nam tu przygotowałaś i pójdziemy swoją drogą.
O w mordę jeża. Wielki Astralnik???. Hm, to chyba coś strasznego być musi. Znak niby nic nie wykazał, ale ze mnie taki czarownik jak z koziej dupy trąba. Pomyślał Vagar, po czym rzekł:
- Hm zacna babko druh Nasz dobrze prawi.
Zło podłe nas ściga, jakoweś nieumarłe istoty polują na Nas. Straszne one.
Chatę Ci mogłyby pewnikiem zniszczyć i Ciebie dobrą Kobietę ukrzywdzić.
Ale prawom gościny nie uchybimy. Zjemy te pyszności co Nam tu przygotowałaś i pójdziemy swoją drogą.
Ostatnio zmieniony 20 października 2018, 14:49 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.