: 10 grudnia 2018, 22:08
Dom pielgrzyma pod Lucatore, 1 lipca 2595
Słowa dostojnego Franka wydawały się docierać do każdego zakątka placu, a nawet poza deski ogrodzenia, gdzie tłoczyła się reszta ordynarnie ciekawskiej tłuszczy. Dziedzic przemawiał starannie akcentowaną purgaryjską mową, kładąc na szali wszystkie tak szczerze znienawidzone lekcje tego języka, które opłacił dla niego ojciec.
Kiedy skończył przemawiać, przez tłum gapiów przebiegł jakiś cichy szmer, łagodny i przyjazny, choć z racji zduszonego mamrotania tubylców zupełnie dla Abdela niezrozumiały. Lecz ambasador nie musiał rozumieć tych szeptów i pomruków, by zrozumieć, dlaczego oczy niektórych pielgrzymów zwilgotniały znienacka.
Gdy zaś pozdrowił tłum wyszukanym gestem, poczuł się jeszcze bardziej ukontentowany, albowiem niemal wszyscy zgromadzeni przy wychodku prostacy jęli odwzajemniać ów gest naśladując go w pożałowania rzecz jasna godny sposób.
Otoczony przez entuzjastycznie machających rękami plebejuszy, Abdel Sanguine ruszył ku domowi pielgrzyma niczym prawdziwy król Franki pozdrawiany owacyjnie przez zalanych łzami szczęścia poddanych.
- Wasza miłość wywarł na tutejszych niesamowite wrażenie - mruknął idący przodem Nathan Barthez - Nieprawdopodobne.
Mechanika testu:
Słowa dostojnego Franka wydawały się docierać do każdego zakątka placu, a nawet poza deski ogrodzenia, gdzie tłoczyła się reszta ordynarnie ciekawskiej tłuszczy. Dziedzic przemawiał starannie akcentowaną purgaryjską mową, kładąc na szali wszystkie tak szczerze znienawidzone lekcje tego języka, które opłacił dla niego ojciec.
Kiedy skończył przemawiać, przez tłum gapiów przebiegł jakiś cichy szmer, łagodny i przyjazny, choć z racji zduszonego mamrotania tubylców zupełnie dla Abdela niezrozumiały. Lecz ambasador nie musiał rozumieć tych szeptów i pomruków, by zrozumieć, dlaczego oczy niektórych pielgrzymów zwilgotniały znienacka.
Gdy zaś pozdrowił tłum wyszukanym gestem, poczuł się jeszcze bardziej ukontentowany, albowiem niemal wszyscy zgromadzeni przy wychodku prostacy jęli odwzajemniać ów gest naśladując go w pożałowania rzecz jasna godny sposób.
Otoczony przez entuzjastycznie machających rękami plebejuszy, Abdel Sanguine ruszył ku domowi pielgrzyma niczym prawdziwy król Franki pozdrawiany owacyjnie przez zalanych łzami szczęścia poddanych.
- Wasza miłość wywarł na tutejszych niesamowite wrażenie - mruknął idący przodem Nathan Barthez - Nieprawdopodobne.
Mechanika testu:
Spoiler!
Wystąpienie dziedzica zostało przychylne przyjęte, co teraz? Czym prędzej z powrotem do środka budowli czy też rozochocony swym empatycznym występem Sanguine zacznie ściskać dłonie miejscowych topiąc ostatnie lody, ale jednocześnie ryzykując, że złapie wszawicę albo świerzb?!