Strona 19 z 35

: 06 kwietnia 2014, 10:24
autor: Araven
Tu gdzie teraz obozujecie jest dobre miejsce na zasadzkę, ale jest was poniżej 60. Nie wiecie ilu jest tamtych i czeka Was wiele niebezpieczeństw w dalszej drodze. Ktokolwiek wygra w tej walce może być za słaby by dotrzeć do skarbu i wrócić z nim. Poza tym jeśli skarbu chronią duchy i jakaś pradawna magia, możliwe, że jedynie Sethmes może je unieszkodliwić. Ale może Springald da radę. Czekam na decyzję, czy mówicie Akwilończykom, że macie towarzystwo. Czy idziecie na zwiad, czy rezygnujecie ze zwiadu? Ew. kto idzie. I czy robicie tą zasadzkę?
Info o terenie dokładniejsze dam jak zdecydujecie się robić zasadzkę. Na razie są 2 głosy za zasadzką.
Czekam na decyzje.

: 06 kwietnia 2014, 15:48
autor: El Bragh
Khitajczyk niczym duch wyłonił się z ciemności - Widzę że chcecie się wybrać na spacer i to bez osoby mej. Nie ładnie ze strony waszej - odezwał się, wywołując zaskoczenie gdyż nikt nie usłyszał jak podchodził.
- Drusscie z całym szacunkiem ale moja skromna osoba uważa że lepiej się sprawdzi z Tranicosem niż tacy wielcy wojownicy jak ty i nasz przewodnik. Wiem że umiecie poruszać się bezszelestnie niczym pumy jednak wasze gabaryty będzie ciężej ukryć w terenie tak jałowym jak ta pustynia.
Proponuję żeby Druss i Goma ruszyli bardziej jako wsparcie choć przynajmniej jeden z nich powinien zostać bo w razie wpadki reszta grupy straci biegłych przewodników
Co do zasadzki i informowaniem pracodawców to uważam że trzeba się wstrzymać dopóki nie zdobędziemy więcej informacji o śledzącej nas grupie. Ciekawe też czy nasz statek jeszcze jest nasz ale te pytania będzie można zadawać zasięgniętym "językom".
Jeszcze mam pytanie czy grupa za nami podążająca jest w naszym zasięgu? Czy da się do nich dotrzeć i uciec w czasie jednej nocy? Czy musimy po prostu oddzielić się od naszej grupy i poczekać aż się zbliży nasz "ogon" i wtedy działać
Dla MG
Spoiler!
Mam pytanko czy Umbaso wyjaśnił działanie amuletu, czy trzeba nosić go na widoku? Czy jako zabójca posiadam jakieś substancje usypiające lub trucizny?

: 06 kwietnia 2014, 16:16
autor: Araven
Teraz mamy południe, wy odpoczywacie.
Oni idą i się smażą.
W nocy do nich dotrzecie i wrócicie.
Zakładam, że Zorian zaplanuje ew. zasadzkę wykorzystując teren, będziecie ukryci.
Spoiler!
Tak masz 3 dawki trucizny osłabiającej Moc 3 i 2 dawki usypiające Moc 4. Amulet wystarczy nosić ze sobą.
Spoiler!
Spoko, jasna sprawa, rozumiem. Tez się leczę z resztek grypy
Czyli kwestia, Kto ostatecznie idzie na zwiad. I czy robicie zasadzkę, czy nie? Pracodawców nie informujecie?

: 06 kwietnia 2014, 16:23
autor: Dobro
Ja jestem za zasadzką i wzięciem w niewole ewentualnych wrogich ważnych person. Daje znać moim i Drussa najemnikom, by powoli szykowali się do akcji ale żeby nikomu jeszcze nie mówili o naszych planach.

: 06 kwietnia 2014, 18:36
autor: Procjon
Najpierw wolałbym przeprowadzić zwiad, żeby ocenić choćby liczebność naszych prześladowców. Można spróbować przy okazji spłatać im jakiegoś psikusa, np. zastrzelić kilku śpiących strażników.

: 06 kwietnia 2014, 18:57
autor: El Bragh
Araven napisał:
Tej nocy po wschodzie księżyca Tranicos i Druss odszukali Gomę.
Myślałem że jest noc, ale nie ważne. Pustynia po której idziemy jest bardziej skalista czy piaskowa ? Jeżeli piaskowa to będzie trzeba zacierać ślady co będzie nas spowolniało strasznie.
Jeżeli robimy zasadzkę to moim zdaniem trzeba poinformować wszystkich żeby byli gotowi.
Ja jestem raczej za unikaniem zbędnej walki która tylko nas osłabi ale podporządkuję się decyzji większości.
Idę na zwiad jeżeli takowy robimy.

: 06 kwietnia 2014, 19:05
autor: koszal
Wstrzymajcie na wodzy swe proste żądze. -przysłuchujący się dłuższą chwilę zamorianin powolnym krokiem zbliżył się do towarzyszy.

Marynarze już szepczą. To nie w ciemię bici niewolnicy, ale stare wygi, a wy tu jak te przekupki pod nosem się podgadujecie łypiąc wzrokiem to na siebie, to na nich, to na naszych zleceniodawców.

Vankowi bynajmniej nie zależało na kimkolwiek z wyprawy. Potrzebni mu byli do czasu, gdy złoto bezpiecznie opuści swe wiekowe łoże.

Łoże w kolorze krwi. Złoto zawsze ma tę samą barwę.

Nie wiemy, czy nadal mamy statek. Być może będziemy potrzebowali tych wężolubych psów, by wogóle wydostać się z tych zdziczałych krain.

Nadto, nawet jeśli weźmiemy udział w potyczce i wyjdziemy z niej zwycięsko, możemy to przypłacić stratami w swoich wojskach ...

..i wojskach stygijskich!
-błysk w oczach Vanko, jak i niespodziewana troska o znienawidzonych wrogó zadziwiła starych towarzyszy broni.

Ktoś musi ten skarb wynieść i .. co ważniejsze ktoś musi umieć poprowadzić łódź w drogę powrotną! Może i przecieramy ten szlak dla tego psa Sethmesa, ale póki co wzajemnie się potrzebujemy. Naradźmy się wspólnie ze wszystkimi. Rzeknę od razu, że winniśmy się rozmówić ze Stygijczykami, póki pora, lub też przepuścić ich, by poszli przodem skrywszy się w uprzednio tak, by nas wyprzedzili.

Vanko uniósł wzrok, po kolei spoglądając na towarzyszy i po długiej pauzie dokończył.

Interesuje mnie jedynie moja część złota, podobnie jak każdego z Was i nie prawcie mi tu dyrdymałów o miłości, bo i sama panna młoda niespecjalnie tęskni za wybrankiem, a oczy jej jedynie myśl o skarbie rozświetla.
Na walkę przyjdzie jeszcze czas i wówczas nie sami stygijczycy mogą okazać się naszym wrogiem, ale i ci, z któymi dzielimy teraz sen. Ten cały Goma.. kto wie, czy on, lub ktoś inny nie szpieguje nas dla wroga?


Vanko znał serca towarzyszy i wiedział, jak niektórzy z nich cenią sobie honor. Dusza jego drwiła, lecz ciało i poza, jak i ton głosu wspięły się na wyżyny teatralnych umiejętności. Vanko wyjął sztylet nacinając delikatnie wewnętrzną część dłoni po czym okrwawioną wyciągnął ku towarzyszom.

Przeszliśmy razem wiele, lecz widziałem już jak pragnienie bogactwa wiedzie przyjaciół ku zdradzie, ku zgubie.
Tedy prastarym zwyczajem stron, z których pochodzę wzywam Was do przysięgi krwi, że cokolwiek się wydarzy wierni pozostaniemy sobie, nie złotu, a kto przysięgę złamie niech go porwą demony, a klątwę nań ześlą prastarzy bogowie
.


Przysięgacie?

-zamorianin triumfował, złoto nie mogło mu się wymkknąć z rąk, przesłaniało jego myśli i zpędzało sen z powiek. Łatwo omota tych naiwnych głupców.
Powyższą rozmowę Vanko przeprowadza jedynie w obecności drużyny.
Proponuję poczekać na Stygijczyków i się z nimi dogadać. Im także nie na rękę bitka (przynajmniej teraz).

: 06 kwietnia 2014, 19:06
autor: Araven
Racja, moja pomyłka. Więc rozmowa wasza była tuż po zachodzie słońca, a nie w południe.
Pustynia jest bardziej skalista, ale są i duże połacie piasku. zacieranie śladów niewiele da, bo i tak jest tylko jedna droga.
Was prowadzi Goma, a wasza grupa zostawiła już masę śladów.
Tranicos, Goma, Chen Shu i Druss jak na razie. Ktoś jeszcze idzie na zwiad?
Tylko obserwacja, czy chcecie kilku zabić i wziąć jakiegoś jeńca?
Co robicie wobec przemowy i propozycji Vanko?

: 06 kwietnia 2014, 22:30
autor: El Bragh
- Vanko w tym co mówisz jest sporo racji jednak uwierzyć w to nie mogę, że da się sprzymierzyć ze stygijczykami. Na duchy przodków niema chyba bardziej zdradliwego narodu niż te psy.- Wypowiadając ostatnie słowa omiótł wzrokiem towarzyszy by sprawdzić czy uważają tak samo.
- Prawdą jest że przeszliśmy razem wiele i strasznie dziwić zaczyna moją osobę to jak mówisz o skarbie. Wzywasz nas do przysięgi aby zostać wiernym sobie a nie złotu zaraz po tym jak stwierdzasz że złoto interesuje nas tylko. Czyżby opętała Cię gorączka złota?
Chen Shu czeka co inni zrobią (wypowiedzą) się co do przysięgi.
Co do zwiadu jestem za tym żeby sprawdzić liczebność, uzbrojenie i przynależność śledzących nas, a jak nadaży się okazja porwać jednego "języka" po cichu. Możemy też poinformować Akwilończyków o zaistniałej sytuacji lub poczekać aż będziemy mieli lepsze informacje

: 07 kwietnia 2014, 00:49
autor: koszal
Przenikliwy... głupiec!- pomyślał Vanko. Dał się przejrzeć jak durny niewolnik, lecz prostolinijność Chen shu zdradziła jego wadę- uczciwość, gadatliwość i szczerość poglądów.
Ha!
Choć bystry nie mógł przeszkodzić w niczym. Nie jest zdolny do knowania przeciw niemu.

Wzrok zamorianina przesunął się ku Tranicosowi. Ten jeden wydał mu się nieprzenikniony. Prostota Drussa emanowała niczym widły w gnoju. Zorianowi prawie ufał, ten chytry akwilończyk niósł w sercu podobne rachuby, ale Tranicos... któż wie, jak wpłynie na niego perspektywa nieprzeniknionego bogactwa?

: 07 kwietnia 2014, 09:09
autor: Araven
Nocny zwiad

Kiedy wszyscy zapadli w sen, opici do granic możliwości, Chen Shu, Tranicos, Druss i Goma wymknęli się z obozowiska. Pędzili pokonanym tego dnia szlakiem niczym ptaki, nieskrępowani koniecznością dostosowanie się do tempa grupy. Dwa razy minęli stadka gazeli, a czujne zwierzęta nawet ich nie zauważyły. Bystrookie koty dostrzegały ich i obserwowały z napięciem, jednak dalekie były od zaatakowania nieznajomych sobie stworzeń.
Raz zatrzymali się na chwilę, gdy coś przecięło im drogę. Widać było tylko ciemny cień w bladej poświacie, długi na pięć kroków, pełznący nisko przy ziemi, z poszarpanym grzebieniem wzdłuż kręgosłupa. Ruszyli w drogę, gdy stwór zniknął w mroku.

Nim księżyc osiągnął najwyższy punkt swojej wędrówki po nocnym niebie, zobaczyli blask ognisk na zachodzie. Zwolnili i zbliżali się z jeszcze większą ostrożnością.
- Straże - szepnął Tranicos.
- Widzę - Goma podniósł topór. - Zabić ich?
- Mogliby narobić hałasu. Najpierw spróbujmy ich minąć. Muszę się dostać bliżej.
Dowódca mądrze rozstawił straże dwójkami, by jedna osoba pilnowała drugiej, ale pary stały w zbyt wielkiej odległości od siebie. Zwiadowcy przemknęli między nimi niezauważalnie. Cymmerianin zobaczył błysk polerowanego metalu. Sethmes sprowadził żołnierzy albo zbirów chętnych dźwigać zbroje w okropnym upale. Zbliżyli się do ognisk.
Wokół nich siedziało co najmniej sto postaci. Mruczały coś cicho, dźwięki te wcale nie przypominały ludzkiej mowy. Goma wyciągnął rękę w kierunku jednego z ognisk.

- Bumbana! Ale są ubrani i noszą broń ze stali! - Nawet szept oddawał jego ogromne zdumienie.
- Różnią się od tych z gór - powiedział Cymmerianin. - Widziałem podobnych na północy, w Stygii.
Zgięci wpół, czasami padając na ziemię i pełznąc na brzuchach, okrążyli obozowisko. Promienie tropikalnego słońca opaliły zwiadowcom skórę. Byli prawie tak samo brązowi jak Goma, dzięki czemu stali się prawie niewidzialni w ciemnościach. Przed wyruszeniem z obozu wszyscy przyczernili ostrza broni sadzą, tak samo zrobił jego towarzysz z toporem.

Chen Shu wypatrywał Sethmesa. Nie przypuszczał, by arcykapłan powierzył dowodzenie misją jakiemuś podwładnemu. Wulfrede powiedział, że nie można ufać nikomu, gdy w grę wchodzi wielki skarb, i ta prawda odnosiła się tak samo do Stygijczyków, jak do Vanirów, Aquilończyków czy korsarzy. Jeżeli Sethmes naprawdę miał nadzieję zdobyć skarb, sam prowadził tę ekspedycję. Druss nie był pewien, dlaczego ten człowiek poczynił takie skomplikowane przygotowania. Podejrzewał, że po drodze czyhały liczne niebezpieczeństwa i że Sethmes chciał, by poprzedzająca go wyprawa odkryła pułapki i poniosła wszelkie ryzyko. Wtedy jemu dostałaby się nagroda okupiona krwią i cierpieniem innych.
Znalazł go przy środkowym ognisku. Obok wysokiej, ponurej sylwetki kapłana siedzieli dwaj mężczyźni o złych twarzach, ubrani w lekkie zbroje najwyższej jakości. Tranicos poznał rynsztunek regimentu Wielkiego Ptaha, elitarnego oddziału straży. Musieli to być oficerowie zdegradowani za jakieś łajdactwa.
- Panie - powiedział jeden, mężczyzna o szpiczastej czarnej brodzie i twarzy poznaczonej dziobami - czy naprawdę musimy posuwać się w takim żółwim tempie? Możemy maszerować dwa razy szybciej.
- Tak - poparł go drugi, z brodą ufarbowaną na czerwono. - Przez to będziemy w tym przeklętym kraju dłużej niż potrzeba.

- Bądźcie cierpliwi i wykonujcie moje rozkazy co do joty. Wraz z resztą żołnierzy spędziliście wiele lat w stygijskiej służbie i pustynia nie jest wam obca. Ci przed nami nie są do niej przyzwyczajeni. To morska hołota, aquilońscy wielmoże i dzikusy z północy. Musimy trzymać się za nimi, poza zasięgiem wzroku. I ważne, żeby dotarli do Rogów przed nami.
- A czemuż to, panie? - zapytał pierwszy.
- To nie twoja... co to takiego?

Jeden z bumbana zerwał się od sąsiedniego ogniska i wlepił małe ślepia w ciemność, w kierunku, gdzie leżeliście jako zwiadowcy. Odchylił lekko głowę, jakby zwęszył nieznajomy zapach. Cymmerianin zdusił przekleństwo. Lekki nocny podmuch ciągnął od nich prosto w stronę obozowiska. Przedsięwziął wszelkie środki ostrożności, żeby nie dać się zobaczyć ani usłyszeć, ale przez myśl mu nie przeszło, że kapłanowi mogą towarzyszyć stworzenia o wyostrzonym węchu. Małpolud wybełkotał coś niewyraźnie.
- Czuje ludzi! - powiedział Sethmes. - Tam!
- Jak daleko? - zapytał jeden z oficerów.
- Mówi, że blisko.

- Nomadowie? - zaryzykował ten z czerwoną brodą.
- Możliwe - mruknął Sethmes. - Wątpię czy ci, których śledzimy, umieliby ominąć przyzwyczajonych do pustyni strażników i podejść nas tak blisko. Khopshef, weź paru ludzi i poszukaj intruzów. - Czerwonobrody zerwał się, gotów wypełnić rozkaz. - Gęb, weź innych i podwój straże. - Kapłan wymamrotał kilka niezrozumiałych słów i małpoludy zerwały się od ognisk i zaczęły niknąć w ciemności, czujnie węsząc.
- Musimy zachować ostrożność, panie - powiedział Khopshef, szykując się do odejścia z dwudziestoma zbrojnymi. - Może to podstęp, żeby nas odciągnąć. Otocz się strażami, panie.
- Mądryś - pochwalił Sethmes. - Uważaj na siebie.
Co dalej, wygląda, ze małpoludy was zwęszyły. Zaczynają się poszukiwania, co robicie?
Jeśli Ktoś chciał iść na zwiad jest na nim z w/w czwórką.
Około połowa z ich 100 to uzbrojeni bumbana.
Jak bardzo chcecie, możecie zaatakować bronią strzelecką, albo miotaną.
Wręcz też, ale wtedy może być ciężko.
Albo możecie się próbować ewakuować, nim namierzą was dokładniej.
Zdobyliście sporo informacji, czekam na decyzje.

: 07 kwietnia 2014, 14:54
autor: Procjon
- Spierdalamy póki czas - szepnął Tranicos. - Otwarta walka to ostatnie czego byśmy chcieli. Poza tym na pustyni raczej nie rosną smocze lilie, więc jak jeszcze kogoś pogryzą bumbana to będzie się musiał leczyć normalnie.

: 07 kwietnia 2014, 19:33
autor: Dobro
Zorian robił regularny obchód. Po tym, jak przysiągł Vanko, zaczął się zastanawiać, co też ten stary łajdak knuje. Dozorca niewolników i przysięgi brzmiały niczym kurtyzana i prawdziwa miłość. Akwilończyk z niejednego pieca chleb jadł i podejrzewał, że coś się szykuje. Postanowił jednak odłożyć te myśli na bok i zająć się obroną obozu; teraz, gdy najlepsze czujki ruszyły na zwiad, on sam był odpowiedzialny za obronę tej całej hałastry. Z lunetą przy oku obserwował okolicę, czekając na wieści.
Składam przysięgę z Vanko, że cokolwiek by się nie działo, nie zwrócę się przeciwko swoim towarzyszom.

: 08 kwietnia 2014, 00:18
autor: El Bragh
Przed wyruszeniem na zwiad

Chen Shu po swoim przemówieniu podszedł do Zamorianina, nacinając lekko swoją dłoń. - Na duchy przodków, przysięgam że pomogę porwać te osoby demonom które staną przeciwko nam.- Po czym ściska rękę Vanko patrząc mu prosto w oczy.
- Ten cwany lis coś kombinuję z czystej ciekawości nie będę mu przeszkadzał dopóki nie będzie mi bezpośrednio to zagrażać - Pomyślał Khitajczyk.
Na zwiadzie jeśli leżymy w grupie no to odwaliliśmy fuszerkę zwiadową że HEJ. Pytanie: czy małpoludy zauważą nas od razu jeśli np wstaniemy żeby się wycofać dajmy na to na czworakach lub w kuckach ?
Próbuję też za pomocą języka "migowo-zwiadowczego"przekazać wiadomość kompanom, że któryś z nas musi odciągnąć pościg tak aby reszta mogła bezpieczniej dotrzeć do naszych. Oczywiście jeśli ktoś rozumie uw język.
Jak daleko jesteśmy od szukających nas bumbana i jaka jest szansa na udane wycofanie się bez zauważenia?
Zabójca za pomocą migowych znaków przekazał wiadomość do towarzyszy - Musimy się rozdzielić lub jeden z nas musi odciągnąć pościg od reszty. To da nam większą szansę, że komuś z nas uda się dotrzeć do naszego obozu by ostrzec pozostałych
Jeśli nikt się nie zgłasza na ochotnika to ja biorę to na siebie no chyba że nie ma to żadnej szansy powodzenia
dla MG :
Spoiler!
Przed wyruszeniem na zwiad zatruwam 3 szpikulce (2x osłabienie i 1x uśpienie) i chowam/zabezpieczam tak żebym sam się nie zatruł jak będę się musiał czołgać itp. rzeczy wykonywał.
Chowam też jedną gwiazdkę np. gdzieś w buta lub za bransolety na przedramię tak żeby w razie dostania się do niewoli nie można było jej znaleźć przy przeszukaniu, a za razem wyjąć ją i przeciąć więzy itp. itd.
Wziął bym też jakiś mały bukłak z wodą jeśli da się go przytwierdzić tak żeby nie hałasował

: 08 kwietnia 2014, 09:04
autor: Araven
Nie leżeliście w grupie na zwiadzie.
Udało wam się wycofać nim was namierzyli.
Goma z Chen Shu odciągnęli małpoludy.
Oni są ostrożni, obawiają się zasadzki pustynnych nomadów.
Wycofaliście się do swoich przekazując wieści, ciąg dalszy wkrótce.
Udało Wam się wziąć jeńca, stygijskiego żołnierza.
W czasie odwrotu zabiliście 7 żołnierzy, raniąc kilku z broni strzeleckiej i miotanej.
Spoiler!
Nadal masz truciznę, zużyłeś broń z środkiem usypiającym