Skrzyżowanie z międzystanową w Jean
Postrzelony w nogę mężczyzna otworzył szerzej oczy, kiedy dotarł do niego sens słów blondyna, ale nie zdążył powiedzieć choć słowa. Drewniana kolba sztucera spadła na jego czaszkę, uderzyła w nią z donośnym trzaskiem pozbawiając człowieka przytomności. Odkładając karabin na ziemię jasnowłosy zabójca uklęknął obok Kajdaniarza odpinając część rzepów na boku kamizelki i zdejmując ją wprawnymi ruchami z ciała ofiary.
Pozbawiwszy nieprzytomnego człowieka pancerza blondyn wyciągnął z kieszonki plecaka długi kuchenny nóż i wbił go bez chwili zastanowienia prosto w serce skazańca. Ostrze weszło bez trudu w ciało mężczyzny, przeszyło żywotny organ przynosząc ze sobą natychmiastową śmierć. Blondyn odczekał kilka sekund, po czym wyciągnął zakrwawione ostrze z ciała zabitego wycierając je o jego przepocony podkoszulek.
Chłodne spojrzenie jego niebieskich oczu pobiegło ku twarzy stojącego obok pastora, obserwującego w milczeniu poczynania mężczyzny.
- Niechaj mu ziemia lekką będzie - powiedział kaznodzieja nie okazując żadnych emocji, nie próbując blondyna karcić ani wygłaszać pod jego adresem moralitetów. Chowając do plecaka swój nóż jasnowłosy zabójca nie zdołał oprzeć się wrażeniu rosnącej sympatii wobec Gottschalka.
Dwaj szabrujący zabudowania stacji mężczyźni wywlekli na zewnątrz budynku swe łupy, ciskając je na ziemię przy zepsutym dystrybutorze. Mięsne konserwy powędrowały od razu do plecaków wędrowców, podobnie jak latarki, kompas czy zapalniczki. Dywagujący na temat pomysłu zatrucia wody w kanistrze chudzielec po dłuższej chwili gorączkowego szukania trucizny rozpromienił się szeroko i rozpiąwszy spodnie nasikał bez śladu żenady do środka pojemnika, robiąc przy tym wyjątkowo ucieszne miny.
Zaciągnięte na pobocze szosy trupy zniknęły po kilku minutach pod warstwą nasypanego na nie rękami piachu i niewielkich kamieni. Otwarta naprędce butelka zdobycznego piwa okrążyła wszystkich czterech mężczyzn, błyskawicznie osuszona przy wtórze zadowolonego pomlaskiwania.
- Spadajmy stąd - powiedział w końcu blondyn, wskazując dłonią na pasy drogi międzystanowej biegnące na południe w kierunku Primm - Czas na nas.
Pora podjąć dalszą wędrówkę - póki nigdzie nie widać jeszcze Kajdaniarzy!