PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!
Drużyna po kolejnych kilku minutach rozmowy zgodziła się na warunki Conana. Ten zaś przypieczętował nową przyjaźń porządnym łykiem wina (poza Conanem wszyscy sobie je mocno rozcieńczyli, nie chcąc ryzykować pijaństwem przed akcją). Wtedy dopiero ich cymmeryjski nowy sojusznik wyjawił szczegóły zadania.
Servio to handlarz przyprawami z Argos, który swój kantor ma na drugim końcu portu, zaraz przy jego statku "Pogromca fal". Często kupuje złupione przez korsarzy przyprawy, którymi płyną handlarze z Iranistanu czy Czarnych Królestw. Przyprawy te cenione są zarówno w Argos, jak i Aquilonii oraz Nemedii, więc ich cena jest wysoka, zwłaszcza przy znikomej konkurencji. Servio zakontraktował u Conana zamówienie na przyprawy takie jak cynamon, kardamon, papryka i bazylia. Conan złupił wskazany przez kupca statek, przywiózł towary a w zamian miał dostać kilka wiader specjalnej zaprawy do wzmocnienia drewna statku oraz najnowszy model sekstansu do nawigacji po Morzu Wschodnim. Zamiast tego Servio zakpił z niego i dostarczył trzy beczki zepsutych ryb oraz uszkodzoną busolę. Handlarz nie jest w ciemię bity i zbiegł zaraz po transakcji. Ostatnio jednak okazało się, że wrócił na wyspę pod nieobecność Conana i dalej prowadzi interesy.
- Chcę, byście dali mu porządną nauczkę - kontynuował. - Tak, by do końca życia zapamiętał, że oszukiwanie jest bardzo nieładne - szelmowski uśmiech wiele powiedział drużynie. - Ma żyć i być sprawny - dodał szybko widząc ten sam uśmiech u Galvata. - Plus ma mi zapłacić 500 złotych Lun. Możecie wziąć od niego oczywiście więcej, ale 500 ma trafić do mnie. Resztę co weźmiecie to wasze! (błysk w oku dający pozwolenie na ugranie większej kwoty).
- Ach, byłbym zapomniał. Servio handluje też gladiatorami na areny w Messancji... także łatwo skóry nie sprzeda. Chociaż z drugiej strony może gladiatorzy odwrócą się przeciwko niemu? Kto wie? - zadał pytanie retoryczne.
Larcia to kothyjska handlarka bronią. Conan zamówił u niej dziesięć kordelasów i sześć harpunów z linami używanych do abordażu. Owszem, dostał obiecany towar, ale tak podłej jakości, że szybko się rozwalił. Trzeba wyjaśnić sprawę plus zażądać 100 złotych lun zadośćuczynienia.
- Zawsze handlowałem z Larcia. To twarda kobieta i jestem pewny, że nie zrobiła tego specjalnie. Chce się dowiedzieć co się stało i zażądać zadośćuczynienia w złocie. Ale od niej nie wyciskajcie więcej - lubię ją i chcę, by tak zostało. Chyba, że odkryjecie coś... interesującego. Wtedy weźmiecie, ile uznacie za stosowne i ponownie omówimy sprawę - powiedział Conan i kończąc wieczerze udał się na spoczynek. Drużyna zaś rozdzieliła się i ruszyła na łowy...
Servio to handlarz przyprawami z Argos, który swój kantor ma na drugim końcu portu, zaraz przy jego statku "Pogromca fal". Często kupuje złupione przez korsarzy przyprawy, którymi płyną handlarze z Iranistanu czy Czarnych Królestw. Przyprawy te cenione są zarówno w Argos, jak i Aquilonii oraz Nemedii, więc ich cena jest wysoka, zwłaszcza przy znikomej konkurencji. Servio zakontraktował u Conana zamówienie na przyprawy takie jak cynamon, kardamon, papryka i bazylia. Conan złupił wskazany przez kupca statek, przywiózł towary a w zamian miał dostać kilka wiader specjalnej zaprawy do wzmocnienia drewna statku oraz najnowszy model sekstansu do nawigacji po Morzu Wschodnim. Zamiast tego Servio zakpił z niego i dostarczył trzy beczki zepsutych ryb oraz uszkodzoną busolę. Handlarz nie jest w ciemię bity i zbiegł zaraz po transakcji. Ostatnio jednak okazało się, że wrócił na wyspę pod nieobecność Conana i dalej prowadzi interesy.
- Chcę, byście dali mu porządną nauczkę - kontynuował. - Tak, by do końca życia zapamiętał, że oszukiwanie jest bardzo nieładne - szelmowski uśmiech wiele powiedział drużynie. - Ma żyć i być sprawny - dodał szybko widząc ten sam uśmiech u Galvata. - Plus ma mi zapłacić 500 złotych Lun. Możecie wziąć od niego oczywiście więcej, ale 500 ma trafić do mnie. Resztę co weźmiecie to wasze! (błysk w oku dający pozwolenie na ugranie większej kwoty).
- Ach, byłbym zapomniał. Servio handluje też gladiatorami na areny w Messancji... także łatwo skóry nie sprzeda. Chociaż z drugiej strony może gladiatorzy odwrócą się przeciwko niemu? Kto wie? - zadał pytanie retoryczne.
Larcia to kothyjska handlarka bronią. Conan zamówił u niej dziesięć kordelasów i sześć harpunów z linami używanych do abordażu. Owszem, dostał obiecany towar, ale tak podłej jakości, że szybko się rozwalił. Trzeba wyjaśnić sprawę plus zażądać 100 złotych lun zadośćuczynienia.
- Zawsze handlowałem z Larcia. To twarda kobieta i jestem pewny, że nie zrobiła tego specjalnie. Chce się dowiedzieć co się stało i zażądać zadośćuczynienia w złocie. Ale od niej nie wyciskajcie więcej - lubię ją i chcę, by tak zostało. Chyba, że odkryjecie coś... interesującego. Wtedy weźmiecie, ile uznacie za stosowne i ponownie omówimy sprawę - powiedział Conan i kończąc wieczerze udał się na spoczynek. Drużyna zaś rozdzieliła się i ruszyła na łowy...
Ostatnio zmieniony 04 sierpnia 2015, 21:43 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Około 3 w nocy. Tortuga, zatoka piratów i korsarzy, gdzieś na Wyspach Baracha.
Czerwone dachówki zamtuza łatwo było dostrzec, nawet w mrokach ciemnej nocy. Garro, Sigurd i Adoth przyczaili się w zaułku i obserwowali budynek po przeciwnej stronie ulicy. Kamienny, dwu piętrowy dom uciech wyróżniał się przede wszystkim swoim dachem oraz staranniejszym jakby wykonaniem. Dodatkowo, z wnętrza dobiegały przytłumione jęki udawanej rozkoszy oraz śmiech i okrzyki zadowolenia. Na dole zaś, przed wejściem, kręcił się podejrzany typek, pilnujący od przodu przybytku.
Szybki zwiad upewnił Sigurda, że na parterze znajdują się tylko dwa okna: akurat od strony głównej ulicy. Dodatkowo, były zasłonięte drewnianymi klapami z wyciętymi serduszkami. Okna na pierwszym i drugim piętrze były dość wysoko, ale przy pomocy drugiej osoby może dałoby się wejść. Na szczęście do zamtuza nie przylegał inny budynek, a okna wychodziły na wszystkie jego strony.
**
Kantor Servio był zamknięty na cztery spusty. Nehaher delikatnie przepytywał pijanego marynarza, który się napatoczył (pomógł mu w tym sztylet Galvata przyciśniety do szyi delikwenta, sugerujący mu delikatnie, że lepiej, żeby mówił prawdę). Ten na wpół przerażony, na wpół pijany w sztok dukał, że Servio zawsze śpi ze swoją załogą na statku by w razie niebezpieczeństwa od razu móc odpłynąć. Tam też trzyma swój towar. Po zadaniu kolejnych pytań Nehaher łaskawie pozwolił odtoczyć się dalej korsarzowi.
Czerwone dachówki zamtuza łatwo było dostrzec, nawet w mrokach ciemnej nocy. Garro, Sigurd i Adoth przyczaili się w zaułku i obserwowali budynek po przeciwnej stronie ulicy. Kamienny, dwu piętrowy dom uciech wyróżniał się przede wszystkim swoim dachem oraz staranniejszym jakby wykonaniem. Dodatkowo, z wnętrza dobiegały przytłumione jęki udawanej rozkoszy oraz śmiech i okrzyki zadowolenia. Na dole zaś, przed wejściem, kręcił się podejrzany typek, pilnujący od przodu przybytku.
Szybki zwiad upewnił Sigurda, że na parterze znajdują się tylko dwa okna: akurat od strony głównej ulicy. Dodatkowo, były zasłonięte drewnianymi klapami z wyciętymi serduszkami. Okna na pierwszym i drugim piętrze były dość wysoko, ale przy pomocy drugiej osoby może dałoby się wejść. Na szczęście do zamtuza nie przylegał inny budynek, a okna wychodziły na wszystkie jego strony.
**
Kantor Servio był zamknięty na cztery spusty. Nehaher delikatnie przepytywał pijanego marynarza, który się napatoczył (pomógł mu w tym sztylet Galvata przyciśniety do szyi delikwenta, sugerujący mu delikatnie, że lepiej, żeby mówił prawdę). Ten na wpół przerażony, na wpół pijany w sztok dukał, że Servio zawsze śpi ze swoją załogą na statku by w razie niebezpieczeństwa od razu móc odpłynąć. Tam też trzyma swój towar. Po zadaniu kolejnych pytań Nehaher łaskawie pozwolił odtoczyć się dalej korsarzowi.
Tutaj miejsce na wasze ewentualne pytania!
"Pogromca Fal" to drobny okręt handlowy, z załogą mogącą liczyć od 20 do nawet 80 ludzi. Jego zaletą z pewnością musiała być prędkość. Można się było domyśleć, że Servio handluje niewielką ilością bardzo cennych towarów i minimalizuje ryzyko, że napadną go inni korsarze i piraci, którym nie płaci haraczu lub nie prowadzi interesów.Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Około 3 w nocy. Tortuga, zatoka piratów i korsarzy, gdzieś na Wyspach Baracha.
Zamorańczyk zniesmaczył się, po tym co usłyszał od przestraszonego marynarza:
- Cholera. I pewnie do tego śpi w budzie, otoczony najemnymi psami, by go ktoś nie dopadł.
Galvat spojrzał na Stygijczyka:
- Nie zamierzam tam iść, bo to w stylu barbarzyńców. Przeszukajmy jego kantor, a może znajdziemy coś cennego. Potem można iść negocjować, ale nie na statku pełnym ochrony. On dobrze wie, że Conan będzie chciał go dopaść, a tutaj nie trudno o najemników.
To powiedziawszy odwrócił się w stronę kantoru w poszukiwaniu drzwi wejściowych.
- Nie wydaje mi się, by jego zamki w drzwiach były wyzwaniem. Idziesz? - zadał pytanie odwracając się za siebie.
Zamorańczyk zniesmaczył się, po tym co usłyszał od przestraszonego marynarza:
- Cholera. I pewnie do tego śpi w budzie, otoczony najemnymi psami, by go ktoś nie dopadł.
Galvat spojrzał na Stygijczyka:
- Nie zamierzam tam iść, bo to w stylu barbarzyńców. Przeszukajmy jego kantor, a może znajdziemy coś cennego. Potem można iść negocjować, ale nie na statku pełnym ochrony. On dobrze wie, że Conan będzie chciał go dopaść, a tutaj nie trudno o najemników.
To powiedziawszy odwrócił się w stronę kantoru w poszukiwaniu drzwi wejściowych.
- Nie wydaje mi się, by jego zamki w drzwiach były wyzwaniem. Idziesz? - zadał pytanie odwracając się za siebie.
Chcę się włamać do kantorka. Jak można to tylnymi drzwiami. Używam wytrychów by otworzyć zamek i jestem skradny.
Ostatnio zmieniony 07 sierpnia 2015, 22:22 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Głuche stuknięcie zamka w porządnych, drewnianych drzwiach poinformowało Galvata, że drzwi są otwarte. Stojący za nim Nehaher rozglądał się bacznie, ale niczego podejrzanego nie ujrzał.
Łotr powoli nacisnął klamkę i pchnął drzwi do wewnątrz. Zaraz jednak przeklnął swoją nieostrożność. Otwierane drzwi uderzyły lekko w dzwoneczki, podwieszone pod sufitem. Te zaś wydały delikatny dźwięk... wystarczający, by w okolicy zaczął ujadać pies. Stygijczyk przygryzł zęby, jakby tym gestem chciał uspokoić okolicę. Przez parę kolejnych sekund pies szczekał, aż w końcu ucichł z głośnym piskiem bólu.
Znów nastała cisza.
Galvat wślizgnął się do środka ze sztyletem w ręku. Chwilę trwało, nim oczy przystosowały się do ciemności. Pomieszczenie było niewielkie; coś na wzór spiżarni lub jadalni. Łotr ostrożnie wspiął się na stołek i odwiesił dzwoneczki, przytrzymując je w rękach, by nie wydały kolejnego dźwięku. Zaraz po tym do pomieszczenia wślizgnął się czarownik, zamykając delikatnie za sobą drzwi.
Gęsta ciemność miejscami ustępowała słabemu światłu miejskich latarni, wpadającym przez niewielkie kwadratowe okienko przy suficie izby.
***
Garro wziął parę oddechów i ruszył pewnym krokiem w stronę wejścia do zamtuza. Za nim podążyli Adoth i Sigurd, gotowi w każdej chwili wyciągnąć broń i usiec kogo trzeba. Pilnujący wejścia drab od razu zobaczył trójkę mężczyzn. Skrzyżował ręce na ramieniu i patrzył zadziornym wzrokiem na zbliżających się ludzi.
- Wejście po jednej złotej lunie od łebka - powiedział szorstko w zingarskim, kiwając głową na klientów. Adoth już chciał wyciągnąć monetę, by wsadzić ją typkowi głęboko w gardło, ale Garro powstrzymał go gestem. Niemal z płaczem wysłupał trzy monety i dał drabowi. Ten spokojnie schował je do wewnętrznej kieszeni lnianej kamizelki i otworzył drzwi do przybytku.
W nozdrza barbarzyńców i zielarza uderzył z mocą pędzących koni zapach olejków, kadzidełek i lekkiego, słodkiego wina. Z wnętrza wyciekł też gwar zadowolonych głosów, przytłumione okrzyki ekstazy oraz rozmowy w różnych językach. Jak widać, zabawa trwała w najlepsze.
- Nie próbujcie żadnych sztuczek - syknął ostrzegawczo ochroniarz przybytku, wskazując szponiastym palcem na broń obu barbarzyńców. - Nie chcemy tu rozróby. Za wszelkie szkody zapłacicie potrójnie - dodał tym samym ostrzegawczym tonem, a następnie zupełnie zmieniając wyraz twarzy i ton głosu, rzekł pogodnie - Miłej reszty wieczoru! - skłonił się lekko w zapraszającym geście i zamknął drzwi za wchodzacymi do środka.
Hol był wypełniony miękkimi kanapami, krzesłami i stolikami. Przy kilku z nich siedziały panienki, oceniając wzrokiem nowo przybyłych klientów. Nie minęło kilka sekund i trzy z nich poderwały się z kanapy i szły w kierunku zingarczyka, cymmeryjczyka i aesira w wyraźnie znanych zamiarach. Nawet mnich z odległego królestwa Khitaju, żyjący całe życie jedynie w męskim gronie, nie miałby problemu z odczytaniem znaku sugestywnie falujących piersi zbliżających się kobiet.
Sigurd i Adoth wytężyli swoje zmysły. Rozglądali się po pomieszczeniu, próbując zapamiętać siły przeciwnika.
Pięciu mężczyzn z pałkami siedziało przy szynkwasie, dwóch zaś - prawdopodobnie niewolników - stało przy drzwiach prowadzących do wnętrza zamtuza. Ci zaś byli uzbrojeni w zakrzywione szable, znane we wschodnich królestwach jako sejmitary.
- Gladiatorzy z Kush - syknął Sigurd.
- Zabawimy się, przystojniaku? - powiedziała do Garro zalotnym tonem młoda kobieta, licząca z dziewiętnaście wiosen, o oliwkowej skórze i piwnych oczach. Czuć było od niej lawendę i inny, nieznany zielarzowi zapach, o raczej przyjemnej toni.
Łotr powoli nacisnął klamkę i pchnął drzwi do wewnątrz. Zaraz jednak przeklnął swoją nieostrożność. Otwierane drzwi uderzyły lekko w dzwoneczki, podwieszone pod sufitem. Te zaś wydały delikatny dźwięk... wystarczający, by w okolicy zaczął ujadać pies. Stygijczyk przygryzł zęby, jakby tym gestem chciał uspokoić okolicę. Przez parę kolejnych sekund pies szczekał, aż w końcu ucichł z głośnym piskiem bólu.
Znów nastała cisza.
Galvat wślizgnął się do środka ze sztyletem w ręku. Chwilę trwało, nim oczy przystosowały się do ciemności. Pomieszczenie było niewielkie; coś na wzór spiżarni lub jadalni. Łotr ostrożnie wspiął się na stołek i odwiesił dzwoneczki, przytrzymując je w rękach, by nie wydały kolejnego dźwięku. Zaraz po tym do pomieszczenia wślizgnął się czarownik, zamykając delikatnie za sobą drzwi.
Gęsta ciemność miejscami ustępowała słabemu światłu miejskich latarni, wpadającym przez niewielkie kwadratowe okienko przy suficie izby.
***
Garro wziął parę oddechów i ruszył pewnym krokiem w stronę wejścia do zamtuza. Za nim podążyli Adoth i Sigurd, gotowi w każdej chwili wyciągnąć broń i usiec kogo trzeba. Pilnujący wejścia drab od razu zobaczył trójkę mężczyzn. Skrzyżował ręce na ramieniu i patrzył zadziornym wzrokiem na zbliżających się ludzi.
- Wejście po jednej złotej lunie od łebka - powiedział szorstko w zingarskim, kiwając głową na klientów. Adoth już chciał wyciągnąć monetę, by wsadzić ją typkowi głęboko w gardło, ale Garro powstrzymał go gestem. Niemal z płaczem wysłupał trzy monety i dał drabowi. Ten spokojnie schował je do wewnętrznej kieszeni lnianej kamizelki i otworzył drzwi do przybytku.
W nozdrza barbarzyńców i zielarza uderzył z mocą pędzących koni zapach olejków, kadzidełek i lekkiego, słodkiego wina. Z wnętrza wyciekł też gwar zadowolonych głosów, przytłumione okrzyki ekstazy oraz rozmowy w różnych językach. Jak widać, zabawa trwała w najlepsze.
- Nie próbujcie żadnych sztuczek - syknął ostrzegawczo ochroniarz przybytku, wskazując szponiastym palcem na broń obu barbarzyńców. - Nie chcemy tu rozróby. Za wszelkie szkody zapłacicie potrójnie - dodał tym samym ostrzegawczym tonem, a następnie zupełnie zmieniając wyraz twarzy i ton głosu, rzekł pogodnie - Miłej reszty wieczoru! - skłonił się lekko w zapraszającym geście i zamknął drzwi za wchodzacymi do środka.
Hol był wypełniony miękkimi kanapami, krzesłami i stolikami. Przy kilku z nich siedziały panienki, oceniając wzrokiem nowo przybyłych klientów. Nie minęło kilka sekund i trzy z nich poderwały się z kanapy i szły w kierunku zingarczyka, cymmeryjczyka i aesira w wyraźnie znanych zamiarach. Nawet mnich z odległego królestwa Khitaju, żyjący całe życie jedynie w męskim gronie, nie miałby problemu z odczytaniem znaku sugestywnie falujących piersi zbliżających się kobiet.
Sigurd i Adoth wytężyli swoje zmysły. Rozglądali się po pomieszczeniu, próbując zapamiętać siły przeciwnika.
Pięciu mężczyzn z pałkami siedziało przy szynkwasie, dwóch zaś - prawdopodobnie niewolników - stało przy drzwiach prowadzących do wnętrza zamtuza. Ci zaś byli uzbrojeni w zakrzywione szable, znane we wschodnich królestwach jako sejmitary.
- Gladiatorzy z Kush - syknął Sigurd.
- Zabawimy się, przystojniaku? - powiedziała do Garro zalotnym tonem młoda kobieta, licząca z dziewiętnaście wiosen, o oliwkowej skórze i piwnych oczach. Czuć było od niej lawendę i inny, nieznany zielarzowi zapach, o raczej przyjemnej toni.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Około 3 w nocy. Tortuga, kantorek kupca Servio.
Nehaher wślizgnął się do budynku, w ślad za zamorańczykiem. Skrzywił się lekko, gdy zamykane przez niego drzwi zaskrzypiały cicho i znieruchomiał, obrzucając spojrzeniem wnętrze pomieszczenia. Światło padające przez wysokie okienko, pozwalało rozpoznać zarys sprzętów. Pomieszczenie pachniało lekko oliwą i zwietrzałym winem. Najwyraźniej byli sami. Zmysły czarownika szybko przystosowywały się do ciemności, wychwytując coraz więcej szczegółów otoczenia: stojący na stole dzban i kilka półmisków, matę z palmowych liści na podłodze...
- Ty zajmij się szukaniem ukrytych skrytek, ja przejrzę księgi i papiery, jeśli jakieś znajdziemy - szepnął do Galvata.
Złodziej spojrzał na niego i poczuł lekki dreszcz. Przez chwilę wydawało mu się bowiem, iż oczy czarownika fosforyzują jakimś dziwnym, wewnętrznym światłem, niczym ślepia dzikich bestii lub demonów. Później to wrażenie zniknęło. Nie był nawet pewien czy istotnie je widział, czy tylko wyobraził sobie...? W milczeniu pokiwał głową.
Nehaher wślizgnął się do budynku, w ślad za zamorańczykiem. Skrzywił się lekko, gdy zamykane przez niego drzwi zaskrzypiały cicho i znieruchomiał, obrzucając spojrzeniem wnętrze pomieszczenia. Światło padające przez wysokie okienko, pozwalało rozpoznać zarys sprzętów. Pomieszczenie pachniało lekko oliwą i zwietrzałym winem. Najwyraźniej byli sami. Zmysły czarownika szybko przystosowywały się do ciemności, wychwytując coraz więcej szczegółów otoczenia: stojący na stole dzban i kilka półmisków, matę z palmowych liści na podłodze...
- Ty zajmij się szukaniem ukrytych skrytek, ja przejrzę księgi i papiery, jeśli jakieś znajdziemy - szepnął do Galvata.
Złodziej spojrzał na niego i poczuł lekki dreszcz. Przez chwilę wydawało mu się bowiem, iż oczy czarownika fosforyzują jakimś dziwnym, wewnętrznym światłem, niczym ślepia dzikich bestii lub demonów. Później to wrażenie zniknęło. Nie był nawet pewien czy istotnie je widział, czy tylko wyobraził sobie...? W milczeniu pokiwał głową.
Wykorzystuje zdolność widzenia w ciemności. Puszczam Galvata przodem oczywiście (nie chcę przeszkadzać specjaliście w pracy). Jeśli znajdziemy jakieś papiery, listy czy księgi, chcę je przejrzeć szukając danych, które mogłyby nam pomóc (np jakiś podejrzanych transakcji, czy imion osób z którymi kupiec robi interesy). Chciałbym zebrać o nim jak najwięcej informacji. Mam także nadzieję, że może uda mi się znaleźć coś, czym będę w stanie go np. szantażować.
Ostatnio zmieniony 09 sierpnia 2015, 15:42 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Około 3 w nocy. Tortuga, kantorek kupca Servio.
Co to kurwa było? Te jego oczy... Kto to naprawdę jest? Zapewne korzysta z jakiejś magii, ale... To niebezpieczne. Muszę dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Teraz mi pomaga, a potem kto wie - zamyślił się.
- Dobra bierz się za papiery, a ja zrobię swoje - rzucił krótko, po czym zabrał się do przeszukiwania.
Co to kurwa było? Te jego oczy... Kto to naprawdę jest? Zapewne korzysta z jakiejś magii, ale... To niebezpieczne. Muszę dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Teraz mi pomaga, a potem kto wie - zamyślił się.
- Dobra bierz się za papiery, a ja zrobię swoje - rzucił krótko, po czym zabrał się do przeszukiwania.
Uważam żeby nikt nas nie zauważył. Chodzę bardzo cicho i uważam, aby niczego przypadkiem nie przewrócić. Szukam sejfu lub jakiejś skrytki. Zajrzę na poddasze i do piwnicy. Zabieram wszystko, co można uznać za wartościowe. Nie spieszę się, wiem że istotna tutaj będzie precyzja. Jeżeli "widzenie w ciemności" nie pomaga dostrzec detali to zapalę małą lampę, ale wcześniej zasłonię okna.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Galvat chwilę rozglądał się po pomieszczeniu. Nie bardzo mógł coś zobaczyć w tych ciemnościach, przysłonił więc starym płaszczem niewielkie okno i zapalił świecę, którą podał mu widzący o niebo lepiej Nehaher.
Izba była typową rupieciarnią: na niewielkim stole walały się brudne naczynie, zaś po drugiej stronie stały w rzędach wypełnione różnymi niegodnymi uwagi szpargałami skrzynie i szafy. Obaj mężczyźni postanowili ostrożnie wejść do drugiego pomieszczenia. Łotr zgasił świeczkę - nie chciał, by ktoś przypadkiem zobaczył światło w środku.
Druga izba była ze trzy razy większa. W środku cuchnęło alkoholem i stęchlizną, niczym w starej bibliotece, w której zamknął się pijany stróż. Dwa duże okna były prostsze do zasłonięcia: po obu stronach miały grube zasłony, które całkowicie odcięły dopływ i odpływ światła na zewnątrz.
Galvat stojąc przy oknie skrzywił się z niesmakiem. Wokół niego cuchnęło przetrawionym alkoholem. Łotr odpalił świeczkę specjalnym krzesiwem, a płomień oświetlił okolicę. Galvat zaintrygowany smrodem poświecił po okolicy, rozglądając się bacznie.
Stojący dalej Nehaher z uwagą kartkował jedną z ksiąg, rozbudzając ciszę. Dopiero czwarta księga okazała się coś warta. Była to stara księga rachunkowa, której okres sprawozdaniowy sięgał dwóch-trzech lat wstecz.
Zamorańczyk znalazł kaganek i wsadził do niego świece. Coś obok niego zachrapało z cicha. Galvat ostrożnie odwrócił się i zbliżył kaganek prosto do paskudnej mordy śpiącego pirata. Człowiek ów na swojej szpetnej, lekko brązowej skórze nosił wyraźne, dziobowate ślady po ospie. A teraz właśnie smacznie chrapał, wyziewając z otworu gębowego potworny smród.
Izba była typową rupieciarnią: na niewielkim stole walały się brudne naczynie, zaś po drugiej stronie stały w rzędach wypełnione różnymi niegodnymi uwagi szpargałami skrzynie i szafy. Obaj mężczyźni postanowili ostrożnie wejść do drugiego pomieszczenia. Łotr zgasił świeczkę - nie chciał, by ktoś przypadkiem zobaczył światło w środku.
Druga izba była ze trzy razy większa. W środku cuchnęło alkoholem i stęchlizną, niczym w starej bibliotece, w której zamknął się pijany stróż. Dwa duże okna były prostsze do zasłonięcia: po obu stronach miały grube zasłony, które całkowicie odcięły dopływ i odpływ światła na zewnątrz.
Galvat stojąc przy oknie skrzywił się z niesmakiem. Wokół niego cuchnęło przetrawionym alkoholem. Łotr odpalił świeczkę specjalnym krzesiwem, a płomień oświetlił okolicę. Galvat zaintrygowany smrodem poświecił po okolicy, rozglądając się bacznie.
Stojący dalej Nehaher z uwagą kartkował jedną z ksiąg, rozbudzając ciszę. Dopiero czwarta księga okazała się coś warta. Była to stara księga rachunkowa, której okres sprawozdaniowy sięgał dwóch-trzech lat wstecz.
Zamorańczyk znalazł kaganek i wsadził do niego świece. Coś obok niego zachrapało z cicha. Galvat ostrożnie odwrócił się i zbliżył kaganek prosto do paskudnej mordy śpiącego pirata. Człowiek ów na swojej szpetnej, lekko brązowej skórze nosił wyraźne, dziobowate ślady po ospie. A teraz właśnie smacznie chrapał, wyziewając z otworu gębowego potworny smród.
Przeszukujecie dalej pomieszczenie? Prawdopodobnie poza tą izbą jest jeszcze piwnica, ale na pierwszy rzut oka nie widać żadnego wejścia.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Około 3 w nocy. Tortuga, kantorek kupca Servio
Co za pijany obdartus mi się trafił. Ja pierdole, nie można normalnie pracować... Niech śpi, i tak pewnie jest pijany w trupa - pomyślał.
No i gdzie jest wejście do piwnicy?
Co za pijany obdartus mi się trafił. Ja pierdole, nie można normalnie pracować... Niech śpi, i tak pewnie jest pijany w trupa - pomyślał.
No i gdzie jest wejście do piwnicy?
Szukam dalej tajnych skrytek i zejścia do piwnicy. Uważam by nie narobić hałasu. Gdyby pijany typ się obudził, to staram się szybko, bo zneutralizować..
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Także mam oko na tego pijanego pirata. Przyglądam mu się poza tym dokładnie, aby zapamiętać jego mordę. Jeśli księga może się przydać, zabieram ją. Szukam także innych ważnych papierów i generalnie chodzę za Galvatem.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Galvat z obrzydzeniem - ale wciąż ostrożnie - odstąpił o krok od pijanego w sztok marynarza i kontynuował dalsze przeszukiwania. Płomień świecy oświetlał wnętrze kantora: duży, prostokątny stół na środku izby, do tego dwa krzesła po przeciwległych stronach stołu. Przy ścianach puste regały i starannie ułożone skrzynie, używane głównie na statkach handlowych. Wszędzie - poza legowiskiem śpiącego pijaka - był nienaganny porządek, zmącony przez intruzów. Nehaher zapakował księgę rachunkową do swojego plecaka - wpisy w kilku miejscach mogły nosić ślady defraudacji lub oszustwa - a że czarownik nie znał się zbytnio na kupieckich zapiskach, postanowił więc wypożyczyć księgę i pokazać osobie bardziej rozeznanej w temacie. Zawsze było to cenne źródło informacji oraz ewentualna karta przetargowa do szantażu Servio. Gdy stygijczyk uporał się z zapakowaniem księgi, usłyszał cichy pomruk satysfakcji u łotra.
Galvat znalazł klapę prowadzącą do piwnicy. Trzymając sztylet w prawej dłoni a kaganek w lewej - złodziej z Zamory ostrożnie wchodził w gęstą ciemność podziemi budynku.
Nehaher mimowolnie kiwnął głową z uznaniem, gdy zobaczył, jak klapa była zabezpieczona przed obcymi: deski były niemal idealnie dopasowane do podłogi. Nie było też niczego, czy można by otworzyć klapę od góry. Galvat musiał ją podważyć sztyletem. Gdy Łotr zanurzył się w odmętach piwnicy, czarownik równie ostrożnie zaczął schodzić po kamiennych schodach, na wszelki wypadek zamykając za sobą klapę.
Garro odpowiedział szerokim uśmiechem i od razu wyciągnął złotą monetę, podrzucając ją kurtyzanie. Moneta zrobiła kilkanaście obrotów po czym została sprawnie złapana w młodą, kobiecą dłoń i równie szybko schowana do wnętrza skąpego kostiumu.
- Zapraszam do mnie... - szepnęła zalotnie kobieta, patrząc się zielarzowi prosto w oczy. Szybki rzut na jej skórę upewnił Garro, że kobieta nie boryka się z żadnymi nieprzyjemnościami związanymi z uprawianym zawodem. Zingarczyk nie mógł się powstrzymać przed spoglądaniem na pozostałe panienki, u nich również szukając objawów znanych chorób miłosnych.
Chwilę później oboje zniknęli za drzwiami pilnowanymi przez kushyckich gladiatorów.
Do barbarzyńców zaś podeszły kolejno panienki z Zingary i Argos - o podobnym, jasnobrązowym kolorze skóry, ciemnych, długich do łopatek włosach i zielono piwnych oczach. Ci zaś nie zastanawiali się ani chwili, i po krótkim wypadaniu ochrony tego przybytku i oni oddali się cielesnym uciechom.
Pokoje znajdowały się na parterze - były niewielkie i wyposażone jedynie w łóżko, zajmujące większą część wnętrza, oraz niewielki stolik z winem i kubkami. Adoth, który skończył robotę z zadowoleniem leżał na łóżku, obejmując swoją kochankę. Wtem rozległo się pukanie do jego drzwi. Cymeryjczyk leniwie wyciągnął dłoń i oparł ją na rękojeści jednego z mieczy.
- Wejść - rzucił.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł jeden z ochroniarzy z dębową pałką. Mężczyzna rzucił coś w dziwnym języku, potem spróbował w drugim. Dalej nie rozumiejący Adoth tylko wzruszył ramionami. Kurtyzana się odezwała, wstając powoli z łoża i okrywając się.
- To będzie sto złotych lun - powiedziała już beznamiętnie. - Lepiej zapłać, z nimi nie ma żartów... albo zabiorą ci coś więcej, niż twoje miecze - dodała smutno.
- Cóż, co poruchałem, to tego mi nie zabiorą! - stwierdził kwaśno Adoth, również wstając.
Sigurd właśnie kończył piątą rundę - z głosów dochodzących z pokoju obok mógł wywnioskować, że wytrwał o rundę dłużej, niż Adoth. Ale i do jego drzwi ktoś zapukał. Aesir również zbliżył się do swojej broni i zezwolił wejść. Mężczyzna znacząco bawił się swoim drewnianym ogłuszaczem, mówiąc coś w dziwnym języku - prawdopodobnie po argossańsku.
- Mówi, że masz zapłacić sto pięćdziesiąt złotych lun, albo oddać wszystko, co masz. Lepiej nie rób kłopotów! - przetłumaczyła kobieta. Choć Sigurd był o głowę wyższy od alfonsa, ten widocznie ani trochę się nie bał.
Garro właśnie kończył pierwszą rundę miłosnych igraszek, gdy spostrzegł na lewym pośladku dziewczyny wypalone znamię. Były to litery O i T, oraz numer 24. Trochę zrobiło mu się żal dziewczyny, ale widział na tym świecie gorsze rzeczy. A po kobiecie było widać, że jest zadbana i dobrze odżywiona. Również nie była niczym zarażona, co też dobrze świadczyło. Zielarz usłyszał stłumiony gwar głosów dobiegający z korytarza. Z tego co wcześniej wywnioskował, na tym piętrze był jedynie on oraz jego dwaj towarzysze. Niespodziewanie jego kochanka przemówiła:
- Teraz każą wam zapłacić niebotyczne kwoty. Jeżeli nie zapłacicie - zabiorą wam wszystko i zbiją do nieprzytomności. Ci dwaj murzyni, co stali przy drzwiach, to mistrzowie zeszłorocznych igrzysk gladiatorów, organizowanych w Argos. Nikt z nimi nie zadarł... - powiedziała smutnym głosem po zingarsku, a gdy skończyła mówić, w izbie rozległ się głuchy dźwięk pukania. Garro przestraszył się nieco, choć wierzył w siłę swoich towarzyszy i że znów wyratują go z opresji. Pozwolił na wejście.
- Sto siedemdziesiąt złotych lun jak dla ciebie, przyjacielu - powiedział mężczyzna, który wcześniej wpuszczał trójkę najemników do przybytku Orlando. - Płatne od razu - dodał z szemrawym uśmieszkiem na gębie, wyciągając dłoń w geście przyjęcia zapłaty.
Nehaher podszedł do kobiety. Nie było mu jej żal; patrzył na nią... z zaciekawieniem. Rany były zadane profesjonalnie; tak, by sprawić ogromny ból, ale nie zabić.
Jej ciemna jak noc skóra i ostre rysy twarzy wskazywały na pochodzenie z południa: z kraju Kush albo z Czarnych Królestw. Pomiędzy jej piersiami stygijczyk dostrzegł znak.
- Myślałem, że to tylko legendy... - mruknął, a widząc pytające spojrzenie Galvata kontynuował. - Ta kobieta to amazonka. Żyją na granicach Kush i Czarnych Królestw. Ale co ona może tutaj robić? Prawdziwa amazonka woli umrzeć, niż oddać się do niewoli.
Nehaher zbadał jeszcze przez chwilę ciało. Poza ranami wskazującymi na tortury i wykorzystywanie seksualne, nie znalazł innych śladów.
Galvat za to znalazł coś dziwnego pod krzesłem. Podczas dokładnego przeszukiwania okolic krzesła i łóżka, między szczelinami w kamiennym podłożu znalazł niewielki, fioletowy kamyczek. Podniósł go do światła. Był to fioletowo-przeźroczysty fragment jakiegoś kamienia, wielkości 1/3 paznokcia małego palca stopy. Oczyścił jeszcze znalezisko z zakrzepłych śladów krwi, która znaczyła podłoże. Sądząc po innych plamach, ta kobieta nie była tu pierwszą ofiarą.
Nagle z góry słychać było szmery: ktoś chodził pod drewnianej podłodze na parterze.
Galvat znalazł klapę prowadzącą do piwnicy. Trzymając sztylet w prawej dłoni a kaganek w lewej - złodziej z Zamory ostrożnie wchodził w gęstą ciemność podziemi budynku.
Nehaher mimowolnie kiwnął głową z uznaniem, gdy zobaczył, jak klapa była zabezpieczona przed obcymi: deski były niemal idealnie dopasowane do podłogi. Nie było też niczego, czy można by otworzyć klapę od góry. Galvat musiał ją podważyć sztyletem. Gdy Łotr zanurzył się w odmętach piwnicy, czarownik równie ostrożnie zaczął schodzić po kamiennych schodach, na wszelki wypadek zamykając za sobą klapę.
Spoiler!
***Garro odpowiedział szerokim uśmiechem i od razu wyciągnął złotą monetę, podrzucając ją kurtyzanie. Moneta zrobiła kilkanaście obrotów po czym została sprawnie złapana w młodą, kobiecą dłoń i równie szybko schowana do wnętrza skąpego kostiumu.
- Zapraszam do mnie... - szepnęła zalotnie kobieta, patrząc się zielarzowi prosto w oczy. Szybki rzut na jej skórę upewnił Garro, że kobieta nie boryka się z żadnymi nieprzyjemnościami związanymi z uprawianym zawodem. Zingarczyk nie mógł się powstrzymać przed spoglądaniem na pozostałe panienki, u nich również szukając objawów znanych chorób miłosnych.
Chwilę później oboje zniknęli za drzwiami pilnowanymi przez kushyckich gladiatorów.
Do barbarzyńców zaś podeszły kolejno panienki z Zingary i Argos - o podobnym, jasnobrązowym kolorze skóry, ciemnych, długich do łopatek włosach i zielono piwnych oczach. Ci zaś nie zastanawiali się ani chwili, i po krótkim wypadaniu ochrony tego przybytku i oni oddali się cielesnym uciechom.
Pokoje znajdowały się na parterze - były niewielkie i wyposażone jedynie w łóżko, zajmujące większą część wnętrza, oraz niewielki stolik z winem i kubkami. Adoth, który skończył robotę z zadowoleniem leżał na łóżku, obejmując swoją kochankę. Wtem rozległo się pukanie do jego drzwi. Cymeryjczyk leniwie wyciągnął dłoń i oparł ją na rękojeści jednego z mieczy.
- Wejść - rzucił.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł jeden z ochroniarzy z dębową pałką. Mężczyzna rzucił coś w dziwnym języku, potem spróbował w drugim. Dalej nie rozumiejący Adoth tylko wzruszył ramionami. Kurtyzana się odezwała, wstając powoli z łoża i okrywając się.
- To będzie sto złotych lun - powiedziała już beznamiętnie. - Lepiej zapłać, z nimi nie ma żartów... albo zabiorą ci coś więcej, niż twoje miecze - dodała smutno.
- Cóż, co poruchałem, to tego mi nie zabiorą! - stwierdził kwaśno Adoth, również wstając.
Masz 47 Złotych lun. Co robisz? Chce ci się lekko pić, ale podejrzewasz, że w winie na stoliku jest coś dziwnego, bo ma dziwny, ziołowy zapach.
***Sigurd właśnie kończył piątą rundę - z głosów dochodzących z pokoju obok mógł wywnioskować, że wytrwał o rundę dłużej, niż Adoth. Ale i do jego drzwi ktoś zapukał. Aesir również zbliżył się do swojej broni i zezwolił wejść. Mężczyzna znacząco bawił się swoim drewnianym ogłuszaczem, mówiąc coś w dziwnym języku - prawdopodobnie po argossańsku.
- Mówi, że masz zapłacić sto pięćdziesiąt złotych lun, albo oddać wszystko, co masz. Lepiej nie rób kłopotów! - przetłumaczyła kobieta. Choć Sigurd był o głowę wyższy od alfonsa, ten widocznie ani trochę się nie bał.
Masz 49 ZL. Co robisz? W pokojach obok słyszysz przytłumiony gwar. Czujesz się świetnie.
***Garro właśnie kończył pierwszą rundę miłosnych igraszek, gdy spostrzegł na lewym pośladku dziewczyny wypalone znamię. Były to litery O i T, oraz numer 24. Trochę zrobiło mu się żal dziewczyny, ale widział na tym świecie gorsze rzeczy. A po kobiecie było widać, że jest zadbana i dobrze odżywiona. Również nie była niczym zarażona, co też dobrze świadczyło. Zielarz usłyszał stłumiony gwar głosów dobiegający z korytarza. Z tego co wcześniej wywnioskował, na tym piętrze był jedynie on oraz jego dwaj towarzysze. Niespodziewanie jego kochanka przemówiła:
- Teraz każą wam zapłacić niebotyczne kwoty. Jeżeli nie zapłacicie - zabiorą wam wszystko i zbiją do nieprzytomności. Ci dwaj murzyni, co stali przy drzwiach, to mistrzowie zeszłorocznych igrzysk gladiatorów, organizowanych w Argos. Nikt z nimi nie zadarł... - powiedziała smutnym głosem po zingarsku, a gdy skończyła mówić, w izbie rozległ się głuchy dźwięk pukania. Garro przestraszył się nieco, choć wierzył w siłę swoich towarzyszy i że znów wyratują go z opresji. Pozwolił na wejście.
- Sto siedemdziesiąt złotych lun jak dla ciebie, przyjacielu - powiedział mężczyzna, który wcześniej wpuszczał trójkę najemników do przybytku Orlando. - Płatne od razu - dodał z szemrawym uśmieszkiem na gębie, wyciągając dłoń w geście przyjęcia zapłaty.
Masz jakieś 32 ZL. Trochę chce ci się pić i się boisz, ale nie na tyle, by mieć ujemne modyfikatory.
***
Podkład: https://youtu.be/zVPJhdI_Huk
Nawet Galvat przełknął ślinę. Podziemia kantorka okazały się miejscem perwersyjnych i zakazanych uciech. Pomieszczenie było wielkości obu izb na parterze: grube ściany były pokryte miękkimi dywanami, zapewniającymi świetną izolację akustyczną. Przy jednej ze ścian, obok pochodni, stał stolik z wieloma instrumentami służącymi do tortur. Na środku stało drewniane łóżko z przywiązaną, ledwo żywą kobietą, leżącą na nim. Była zupełnie skrępowana i pozbawiona przytomności. Liczne rany były zarówno świeże, sprzed kilku godzin, jak i stare, zakrzepłe. Przed łóżkiem zaś stało krzesło, do którego również można było przywiązać ofiarę. Galvat pozapalał osiem pochodni będących we wnętrzu i ostrożnie zbadał ściany w poszukiwaniu innych przejść. Bezskutecznie, z piwnicy było tylko jedno wyjście: schodami.Nehaher podszedł do kobiety. Nie było mu jej żal; patrzył na nią... z zaciekawieniem. Rany były zadane profesjonalnie; tak, by sprawić ogromny ból, ale nie zabić.
Jej ciemna jak noc skóra i ostre rysy twarzy wskazywały na pochodzenie z południa: z kraju Kush albo z Czarnych Królestw. Pomiędzy jej piersiami stygijczyk dostrzegł znak.
- Myślałem, że to tylko legendy... - mruknął, a widząc pytające spojrzenie Galvata kontynuował. - Ta kobieta to amazonka. Żyją na granicach Kush i Czarnych Królestw. Ale co ona może tutaj robić? Prawdziwa amazonka woli umrzeć, niż oddać się do niewoli.
Nehaher zbadał jeszcze przez chwilę ciało. Poza ranami wskazującymi na tortury i wykorzystywanie seksualne, nie znalazł innych śladów.
Galvat za to znalazł coś dziwnego pod krzesłem. Podczas dokładnego przeszukiwania okolic krzesła i łóżka, między szczelinami w kamiennym podłożu znalazł niewielki, fioletowy kamyczek. Podniósł go do światła. Był to fioletowo-przeźroczysty fragment jakiegoś kamienia, wielkości 1/3 paznokcia małego palca stopy. Oczyścił jeszcze znalezisko z zakrzepłych śladów krwi, która znaczyła podłoże. Sądząc po innych plamach, ta kobieta nie była tu pierwszą ofiarą.
Nagle z góry słychać było szmery: ktoś chodził pod drewnianej podłodze na parterze.
Ostatnio zmieniony 12 sierpnia 2015, 22:20 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)