Strona 20 z 35

: 24 lutego 2016, 15:58
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Rewelacja na temat niemagicznych fiolek nie poruszyłą zebranych. Kyariel miał nawet wrażenie, iż niektórzy spoglądają na niego z pewną dozą konsternacji, pozostali zaś ze współczuciem.

- Olaf - rzekł Vidgar. - Chyba za mocno przyłożyłeś magowi i mu się coś pomieszało...

- Słyszałem - przerwał mu Brnjar. - że gnomy mają jakieś swoje czary... Łączą druciki, gałązki i jakieś inne śmieci i potrafią cudeńka z tego uczynić. Jeno nie wydaje mi się, aby obywały się bez magii... Wszak każde dziecko wie, że rzeczy bez magii nie mogą świecić ani cudów robić.

- Ano, co racja, to racja... - mruknął Vilberg. - No, ale późno już, więc czas by się położyć. Od zmęczenia w głowie się mąci i później się komuś zdaje, że Oxan obaczył*...

Alfr porwał się na te słowa z miejsca i chciał coś powiedzieć, lecz siedzący obok niego Joos wstał także i położył mu rękę na ramieniu przyjacielskim gestem.

- Siądź i zjedz - poradził spokojnie. - Ochłoń trocha. Wszak nie chcesz znów coś głupio palnąć a potem na ziemi leżeć, nie?

- Dobra rada - poparł go Vilberg. - Nie ma co się co gniewać, przeca prawdę mówię. Wyśpij się, to inaczej na to spojrzysz. Gnomie czary widać są wam, Alfrom obce i się na tym nie wyznajesz. Ano tak się zdarza gdy człek... Lub elf, co nowego spotka, dobrze mówię? Przeca to żaden wstyd.

[center]Obrazek[/center]
Pozostali pokiwali głowami i Kyariel rad nierad usiadł. Miał jednak uporczywe wrażenie, że tylko on w tym pomieszczeniu zdaje sobie sprawę z wagi poznanej informacji. Pozostali najwyraźniej nie byli nawet w stanie jej dopuścić do świadomości, a cóż dopiero pojąć jej implikacje! Widać jednak tak to już było z ludźmi. Najwyraźniej rasa ta nie potrafiła spojrzeć zbyt daleko. Wierzyli jedynie w to, co znali i wiedzieli o świecie. Odkładając pustą miskę Kyariel poczuł się przez chwilę bardzo samotny, wśród tych twardych, brodatych wojów, którzy choć bez wątpienia życzyli mu dobrze, najwyraźniej nie umieli zrozumieć targających nim wątpliwości.
Kyariel: Test Perswazji (Aut + Perswazja)
33 + 2 -10 (za dziwną informację) = 35. Rzut 75. Test nie zdany.
Wszyscy uznacie, że mag coś bredzi z przemęczenia. Musiało mu się pomieszać coś, albo źle sprawdził te fiolki. Nikt z was nie uwierzy w opowieści o niemagicznych światełkach.
[center]***[/center]
Po wieczerzy większość członków wyprawy udałą się na spoczynek. Przytomni pozostali jedynie Joos, na którego przypadała pierwsza warta, oraz Kyariel, który zamknąwszy się w pracowni alchemika, powrócił do studiowania jego notatek. Pismo Harmoniusza było nerwowe i koślawe, prawdziwie gnomie, jego pamiętnik zaś co rusz skupiał się na mniej istotnych sprawach, opisując jakieś niejasne koneksje rodzinne, lub wdając się w długie naukowe i nienaukowe rozważania. Wszystko to sprawiało, iż tłumaczenie było prawdziwym koszmarem. Było już dobrze po północy, gdy znużony mag oderwał wzrok od kartek i przeciągnął się.

Spojrzenie jego padło na czarny kamień i Alfr odruchowo wziął go do ręki. Przez chwilę przyglądał mu się uważnie, używając do tego nie tylko fizycznego wzroku, ale i zdolności Skanowania Wzorców. Nic nowego jednak nie wykrył. Kamień emanował lekką magiczną aurą, której działanie pozostawało jednak zagadką.

[center]Obrazek[/center]
W zamyśleniu Alfr począł wodzić palcami po krawędziach ścianek i nagle uczuł, jak jedna z nich przesuwa się lekko. Stłumił podniecenie i skupił się na powrót. Tak, nie mylił się! Kolejna ścianka ustąpiła pod naciskiem palców. Przesunął jeszcze kilka elementów, orientując się, iż kamień stanowi pewnego rodzaju układankę logiczną. Po chwili usłyszał ciche syknięcie i tajemniczy obiekt rozpadł się na pół.

W środku, w niewielkim zagłębieniu, znajdowała się czarna ciecz. Adept dotknął jej delikatnie. Substancja przypominała nieco atrament, była jednak dużo gęstsza i wyraźnie zimna. Zbadał wzorzec, lecz nie wykrył niczego... Cóż to za dziwaczny płyn? Pomyślał, przyglądając mu się. Ciecz zdawała się nie odbijać światła, a wręcz wchłaniać je. Zastanowił się nad tym, czy nie mógłby przebadać jej dokładniej, lecz z drugiej strony takie badanie zajmowało dużo czasu, a on był naprawdę zmęczony. Odłożył więc ostrożnie kamień na ławę, umieszczając go tak, by płyn nie wylał się nigdzie przypadkiem. Za czym zgasił światło i rzucił się na posłanie. Zasnął niemal natychmiast, wciąż widząc przed oczyma nierówno zapisane strony pamiętnika Harmoniusza.


[center]***[/center]
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=fCLPH61 ... u0IagdqgQT[/center]
Vilberg zbudził wszystkich przed wschodem słońca, gdy świat pogrążony jest jeszcze w szarej, upiornej łunie przedświtu. Pogoda tego dnia zapowiadała się przednia, wiatr ucichł a niebo przesłaniał jedynie cienki welon mgły. Członkowie wyprawy wzięli się więc dziarsko do śniadania, aby nie stracić ni chwili dziennego światła, lecz wykorzystać cały dzień na poszukiwania. Także Kyariel wstał rankiem i spojrzał na czarny kamień. Jakież było jego zdziwienie, gdy skonstatował, że tajemniczy płyn zniknął! Najwidoczniej musiał wyparować w nocy i mag pożałował przez chwilę, że nie zamknął go w jednej z fiolek gnoma. Klnąc pod nosem udał się do głównej sali.

Vidgar rozmawiał właśnie z Gunlid, rozdającą suchy prowiant na drogę. Najwyraźniej zastanawiał się nad tym czy wziąć wierzchowce.

- ...bo jak są wilczośpiewce w okolicy to on się spłoszy i będzie uciekać a wilczośpiewiec go zje a my go nie dogonimy. Jakbyśmy coś lub kogoś znaleźli to koń się przyda co prawda w celu transportu, ale też stracić wierzchowca bo się było leniwym to słabo, bo potem trzeba przecież będzie jeszcze wrócić z tego zadupia a na piechotę się nie da... Więc chyba lepiej nie brać, prawda?

- Ano, rzekłabym, że dobrze brać, bo kuc wyczuje wilczośpiewca szybciej niż ty czy ja - odparła rudowłosa. - Jeno, zważ, że one szły wiele dni przez pustkowie. Mają poobcierane pęciny i są bardzo znużone. Dlatego niech dziś odpoczną jeszcze. Zasłużyły na to. Nie chcesz chyba by twój konik padł gdzieś po drodze?

Vidgar zapewnił, że nie chce i zaczął pakować prowiant.

Odgłosy krzątaniny zbudziły Tańczącego i wilczarz wystawił nos spod kocyka. Tuż obok niego, na podłodze stała niewielka figurka Wylkołka, wyrzeźbiona z korzenia wrzosu. Pomimo niewielkich rozmiarów, komuś udało się uchwycić jakiś rys podobieństwa i znalazca nie miał wątpliwości, co do tego, iż modelem był on sam. Obwąchał dokładnie znalezisko i przewrócił je nosem na bok. Runiczny napis na spodzie figurki głosił: "Najtwardszy na Zachodzie!" Tańczący poderwał głowę i poszukał wzrokiem Joosa - ten jednak tylko puścił mu oko.

- Poszukam rakiet w szopie! - zawołał i wyszedł na zewnątrz.
Wiem, co bierze na drogę Vidgar, wiem co bierze Kyariel, a co do reszty - nie mam pojęcia. Jak nie dostanę deklaracji, uznam, że nic i będzie to Wasz problem.

* Oxan zobaczyć - zrobić coś niemożliwego.

: 24 lutego 2016, 21:11
autor: Dobro
- Racja, że konie są znużone i słuszny byłby dla nich odpoczynek - Olaf wtrącił się do rozmowy. - Lecz z drugiej strony wierzchowce wcześniej wyczują bestie i nasza reakcja będzie szybsza i bardziej przemyślana. Spytajmy mego ojca co o tym sądzi - wszak to on dowodzi tej wyprawie, nam jeno mu doradzać - dodał, wzruszając ramionami. Olafa nigdy nie ciągnęło do przywództwa; był typem samotnego bohatera, który co prawda lubi być w centrum zainteresowania, ale niespecjalnie lubi, by w tym centrum był ktoś jeszcze...

- Idę tedy przygotować się do wyprawy, gdyż moje zdanie już znacie i na nic mi strzępić język.

To powiedziawszy, młody wilk odszedł od kręgu i zaczął pakować plecak; racje żywnościowe, przedmioty leczące, zwykłe strzały, oraz inny ekwipunek, który dotąd używał w podróżach. Na bok odstawił niepotrzebne rzeczy jak dodatkowe ubrania tudzież własny majątek czy magiczne strzały.

: 01 marca 2016, 14:32
autor: TatTvamAsi
Ożywiona krzątanina przydawała młódce entuzjazmu. Już jutro mieli się wyprawić do tajemniczej, zazielenionej doliny, która pochłaniała w swych czeluściach tych, którzy chcieli odsłonić jej nieprzebrane skarby. Wypakowała więc po brzegi plecak, a do pasa przytroczyła sakiewkę z ziołami, cicho licząc na to, że w samej dolinie znajdzie się dużo interesujących okazów flory, z których właściwości możnaby skorzystać. Swobodna wędrówka po dolinie była jednak obrazem dość odległym, teraz trzeba było rozejrzeć się po okalającym ją obszarze. Przytroczyła do pasa sztylet. W niewielkim nacięciu po śródku ostrza znajdowała się śmiertelna trucizna. Toksyna zdolna byłby wyprawić na tamten świat rosłego mężczyznę, a nawet zwierzą wielkości moluna. Jednak ani ostrze pokrytego cykutą sztyletu, ni z siłą rzucony toporek, nie pomógłby wiele w walce z wiczośpiewcem. Samo wycie bestii mroziło krew w żyłach i nakłaniało sprowadzoną do granic obłędu istotę do jak najszybszej ucieczki. A gdzie tu uciec, gdzie się schronić przed czymś wyższym od pałacu w Beran, a równie szybkim jak wycie wichru na pustkowiu? Miała przeto chociaż nadzieję, aby niedane im było nawet wysłuchanie odległej pieśni polujących wilczośpiewców...
Czarownica bierze cały swój ekwipunek - toporki do rzucania, sztylet z trucizną, całą torbę uzdrowiciela i zioła, no i oczywiście przedmioty magiczne. Prócz racji żywnościowych i wody, w plecaku znajdzie się również lina (może z jakimś hakiem do wspinaczki), butelka wódki z muchomorów jeśli jeszcze nam została. Nie zapomina też o chubce i krzesiwie aby rozpalić ogień i jakiś ciepłych kocach.

: 01 marca 2016, 18:33
autor: Sigil
[center]Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Krótko po wschodzie słońca trzy grupy poszukiwawcze opuściły tymczasową bazę i ruszyły na poszukiwania na Wilczych Pustkowiach. Vilberg zadecydował by on i towarzyszące mu osoby podróżowały konno, wybierając do tego najmniej znużone wierzchowce. Pozostali wyprawili się pieszo, aby pozwolić odpocząć tym kucom, które były w złym stanie. Decyzja ta miała także ułatwić dokładne przeszukanie terenu na zachód i wschód od doliny. Dopiero jeśli ta pierwsza próba okazałaby się nieudana, mieli podjąć kolejną, następnego dnia, objeżdżając dolinę od przeciwnej strony.

Nagłą zmiana pogody poprawiła nieco nastroje. Wiatr ucichł, a zasnute cienkim woalem mgły niebo zdawało się mieć barwę wyblakłego lnu. Przebijające się spoza oparów słońce wydawało się zarazem oślepiająco jasne jak i boleśnie odległe. Mimo to, jego obecność podniosła na duchu uczestników wyprawy. Wilczośpiewce bowiem unikały pełnego blasku dnia, wychodząc na łowy gdy niebo zakryte było chmurami, lub o szarych godzinach, gdy dzień przełamywał się z nocą. I choć światło nie było w stanie powstrzymać ich, jeśli były głodne, to przecież znacznie zmniejszało szansę feralnej przygody.


[center]***
Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri
[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=wc3Um8G5z6A[/center]
Śnieg skrzył się, pokryty cienką warstwą lodowych kryształów. Nocny mróz zwarzył jego powierzchnię, tak, iż poruszali się względnie szybko, przystając jedynie by zbadać jakiś ślad lub rozejrzeć się po okolicy. Rozpaczliwie monotonny krajobraz przechodził jedynie miejscami w niewysokie wzgórki, aby następnie znów rozlać się w kolejną, szeroką równinę. Wiatr miejscami wymiótł śnieg, odkrywając czarną, porowatą powierzchnię lodowca. Gdzie indziej z kolei naniósł głębokie zaspy, które zmuszeni byli omijać. Tu i tam niespodziewanie rozwierały się także zdradliwe lodowe szczeliny, zdające się sięgać głęboko w zmarznięta czeluść kontynentu. Pomimo pięknej pogody oddech Aurenah parzył skórę i wysuszał usta, dając niewielkie wyobrażenie o zimnie, jakie musiało panować na Równinie Bez Dnia...

[center]Obrazek[/center]
Przeszukiwali teren do południa, nie znajdując nic interesującego. Biała, jednostajna powierzchnia była całkowicie równa i nie chciała zdradzić niczego na temat Vestaina i jego grupy. Mijane po drodze szczeliny także nie skrywały w sobie żadnych sekretów. Gdy słońce stanęło w zenicie trójka wędrowców przystanęła i posiliła się nieco, co pozwoliło im odnowić siły. Następnie w milczeniu ruszyli dalej i przez trzy kolejne godziny krążyli po terenie, który mieli przeszukać. Wydawało się wszakże, iż poszukiwania ich będą bezowocne, gdy nagle Tańczący podniósł łeb i zmrużył oczy. W oddali, na jednostajnie białej widniały niewielkie zaspy, jakby nawarstwiony śnieg skrywał coś więcej niż tylko pustkę i odłamki lodu.
Grupa Vidgara to: Vidgar, Norlaug i Tańczący;
Testy spostrzegawczości (Per + Przetrwanie):
Norlaug: 22 + 2 = 24; Rzut: 25; Test nie zdany. Nic ciekawego nie dostrzegasz.
Tańczący: 39 + 6 = 45; Rzut: 07; Test zdany z trzema przebiciami! W odległości około 35 m., na prawo od was zauważasz kilka nierównych wzgórków, które wydają się mieć zbyt dziwne kształty, by były naturalnymi zaspami. Co więcej, spod jednego z nich wystaje coś czarnego. Jesteś pewien, że śnieg przysypał coś leżącego pod spodem.
Vidgar: 27 + 3 = 29; Rzut: 63; Test nie zdany. Nic ciekawego nie dostrzegasz.

[center]***
Grupa Vilberga, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri
[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=RG3X8x7420Y[/center]
Jechali powoli, by nie męczyć kuców. Vilberg zatrzymywał się czasem i oglądał mapę, po czym wspólnie z Olafem sprawdzał czy nie zboczyli z drogi. Zimny wiatr niósł ostre odłamki lodu, które osadzały się na brodzie starego korsarza, skrząc się niczym elfowe kamienie. Poza tym jednak pogoda była zaskakująco dobra i po dwóch zaledwie godzinach ujrzeli cel swojej wyprawy. W oddali, zagubione pośród jednostajnej bieli, szerokiej, ośnieżonej równiny, czerniały skały okryte gęstą mgłą. Kyariel wyprostował się w strzemionach i spojrzał uważnie przed siebie. Był pewien, że teren poza głazami opada w dół. We mgle majaczyły także dziwne kształty... Jak gdyby konary drzew... Mag potrząsnął głową niepewny, czy nie myli go wzrok.

Ostrożnie poczęli zbliżać się do doliny. Konie szły równo i nie wydawały się zaniepokojone. Wkrótce także obu Nardlens mogło stwierdzić, iż ziemia poza skałami jest pozbawiona śniegu i czarna. Niewiele więcej mogli jednak dostrzec. Dolina była całkowicie przysłonięta mgłą i zdawała się mieć około półtorej mili długości.* Teren istotnie zdawał się opadać stromo w dół, tak, że poza kłębiącym się sinym oparem mgły niewiele byli w stanie dostrzec.
[center]Obrazek[/center]
Grupa Vilberga to: Vilberg, Olaf i Kyariel;
Test orientacji w terenie (Per + Przetrwanie):
Olaf: 35 + 6 + 10 (za posiadaną mapę ze wskazówkami) = 51. Rzut: 50. Test zdany, bez przebić. Jakoś udaje Ci się orientować w terenie (głownie dzięki pozycji słońca), niemniej gdyby nie mapa i pomoc ojca zapewne zgubiłbyś się, gdyż teren jest straszliwie jednostajny i pozbawiony jakiś szczególnych punktów odniesienia.
Mila Północna (używana w Torgeth) mierzy 98 m.

: 01 marca 2016, 20:18
autor: Dobro
- Ojcze, nie podoba mi się ta okolica - mruknął Olaf, zatrzymując kuca i schodząc na ziemie. - Ta czarna ziemia szczególnie mnie niepokoi. Powinien tu leżeć śnieg, jak w okolicy. Że też nie wspomnę o mgle. Co o tym myślisz, ojcze?

Olaf słuchając odpowiedzi swego rodziciela przykucnął i wyciągając sztylet, wbił go lekko w podłoże, chcąc sprawdzić jego fakturę i zapach.

: 01 marca 2016, 20:36
autor: Sigil
[center]Grupa Vilberga, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vilberg wciągnął powietrze jakby badając jego zapach, po czym pogładził w zamyśleniu brodę.

- Wiatr z tamtej strony jest ciepły, czujesz to? - rzekł.

Olaf skinął głową. Istotnie, powietrze od strony doliny wydawało się cieplejsze.

- Z tego co wiem miały tu być gdzieś gorące źródła. Tego wszak szukał Vestain... I chyba trafiliśmy w dobre miejsce. Trza nam jednak zachować czunność. Jeden Oh'aln wie, co może kryć się w tej mgle...

Przerwał na chwilę i wyszeptał zaklęcie w prastarym języku, a jego oczy, skryte pod nastroszonymi brwiami błysnęły błękitem żywiołu Wody:

- Widzę, że za skałami rosną drzewa. Nie mają liści - rzekł po chwili, wpatrując się w mgłę. - Teren opada w dół dość stromo. Stąd nie dojrzę, co jest dalej. Nie ma co zwlekać więc. Ruszajmy. Jeno konie tu ostawmy, jest zbyt stromo by mogły zjechać w dół. I nie rozchodźcie się, byście nie zbłądzili w tym przeklętym oparze.
Dla Olafa: Zapach i faktura podłoża niewiele mówią, poza tym, że jest to wilgotna, czarna ziemia. Śnieg musiał tutaj istotnie stopnieć pod wpływem jakiegoś ocieplenia. W ziemi znajduejsz kawałki zbutwiałych roślin, choć poza tym nie dostrzegasz w okolicy żadnej zieleni.
Spoiler!
Vestain jest z Patronatu Wody (o czym Olaf wie), użył właśnie czaru Elementarnego by widzieć przez mgłę.
Spoiler!
Vestein używa jakiegoś czarostwa, by widzieć przez mgłę. Zdany Test Wiedzy (Int. + Teoria Magii) informuje Cię, że jest to Wzrok Wody, stanowiące czar Elementarny.

: 03 marca 2016, 15:15
autor: Frater_Terry
Gdzie nie spojrzał, niemal jedyne co rejestrował to bezkres bieli. I para z jego pyska. I Vidgar i Norlaug. Krążący wysoko nad ich głowami, skrzydlaty towarzysz wylkołka również niczego nie dostrzegał swym sokolim okiem. Nic tylko biel i wycie wiatru, które brzmiało chwilami jak jęki rozpaczy przyrody, która od zawsze zamarza w tych stronach.

Nie poddawał się jednak. Miał w pamięci swoje gorączkowe majaki oraz to, jak wtedy się czuł. Pomimo mrozu osiadającego szronem na jego sierści, Tańczący po Czarnej Spirali chłonął całym sobą swe dobre samopoczucie i nie straszne mu były wichry ni śniegi.

W pewnym momencie zatrzymał się. Obrócił łeb w prawo, spoglądając na przedziwnie uformowane, niewielkie zaspy śniegu. Niby same z siebie nie wzbudzały podejrzeń, jednak ich kształt dawał wyobraźni spore pole do popisu. Wiatr nie mógł uformować ich w taki sposób, chyba, że ukrył pod białym puchem coś co już tu było. A co ktoś mógł zostawić.

Zza przymróżonych powiek przyglądał się podejrzliwie niewielkim kupkom śniegu, swoją obecnością naruszających nieskazitelnie gładki krajobraz. Nie wierzył w "cuda natury", więc znaczyło to, że albo magia albo działanie ludzi. Czyli najprawdopodobniej magia, bo ludzie bez niej nie umieją. Tak czy inaczej, dobrze by było to sprawdzić. Zresztą i tak jest to jedyne, na co udało mu się zwrócić uwagę.

Już miał się odwrócić by zawołać na towarzyszy, gdy zauważył plamę czerni wystającą spod śniegu z jednej z dziwnych zasp. Teraz był już pewien, że biel skrywa coś więcej niż nienaturalne nierówności terenu. Miał tylko cichą nadzieję, że nie spogląda na lodowe kurhanki poległej wyprawy.

- Vidgar! Norlaug! - zawołał szeptem. Dopiero teraz poczuł jak bardzo zmarznięte miał wargi. - Podejdźcie tu i spójrzcie na tę dziwną zaspę. Tę drugą od lewej.

Wskazał pyskiem miejsce o którym mówił i poczekał aż pozostała dwójka też je dostrzeże.

: 03 marca 2016, 16:12
autor: Hel
Rad nie rad posłuchał Vilberga i zsiadł z konia. Miał nadzieję, że rekonesans nie zajmie im zbyt dużo czasu i, że przed zmrokiem wrócą po wierzchowce. W końcu wilczospiewce tu grasują, a pewnie nie one jedne. Postanowił trzymać się z tyłu, bo zakładał, że będą schodzić ku dolinie jeden po drugim. Stary Nardlens jak się niedawno przekonał zna czary, dzięki którym można przejrzeć przez mgłę, a zwiadowca to zwiadowca- pewnie będzie iść przodem, więc raczej też nie na ślepo. On sam dzięki krwii elfów też jako tako rozpoznawał otoczenie. Choć czuł się, że brną w kierunku jednej wielkiej niewiadomej, co zasnuwająca wszystko mgła tylko potęgowała i wzmagała nastrój tajemniczości. Lecz cieplejszy wiatr nieco podbudowywał morale, mimo że także zaskakiwał w miejscu jak to, lecz mógł zwiastować, że idą w dobrym kierunku. -Eh, niby cały czas naprzód, a nieustannie mam wrażenie, że nie wiemy o wiele więcej niż wtedy kiedy wyruszaliśmy...A gdy czegoś się dowiem to z kolei nikt mi nie dowierza. No nic to, misja to misja, mamy odnaleźć zagubionych, lub jakiś ślad po nich i przy okazji nie dać się niczemu zeżreć, lub zwyczajnie zabić.

: 03 marca 2016, 20:43
autor: zapalki_chaosu
[center]Grupa Norlaug, Tańczący, Vidgar[/center]

Vidgar rad był z towarzystwa jakie mus się trafiło podczas tej pierwszej misji poszukiwawczej. Mimo, że jego podejrzliwość nieco osłabła po dziwnym zmieszaniu Kyriela, jakim zdradził się wygłaszając swoje niedorzeczne domysły, cieszył się że nie ma z nimi wysokiego Alfra z dziwnymi oczami.

Wiele razy myślał jakby zagadnąć do młodej wiedźmy ale kiedy zaczynał się zastanawiać zapatrywał się w lodowatą przestrzeń i zapominał czym są słowa. Gapiąc się tak w bezkresną biel dookoła, cieszył się ciszą i pustką. Dziwne były ziemie gdzie nie było ludzi. Takie dzikie, puste i ciche ale jednak pełne czegoś co najwyraźniej odchodziło kiedy przychodzili ludzie. To coś jego też wyraźnie unikało kiedy chciał mówić, ale kiedy wsłuchiwał się w ciszę przerywaną tylko szeptami wiatru, z pustką i ciszą w głowie, zdawało mu się, ze rozmawia z tym dziwnym czymś. Nie rozumieli się oczywiście bo pochodzili z bardzo różnych środowisk, jednak gdyby porozmawiali dostatecznie długo, kto wie, może zaczęli by się rozumieć.

Zamyślenie przerwała uwaga Najtwardszego na Zachodzie. Vidgar wciąż z ciszą w głowie spojrzał we wskazanym kierunku i dopiero po chwili wrócił do normalnego trybu używania mózgu. Zdjął tarczę z pleców i trzymając ją oburącz zaczął odgarniać śnieg. Nadal nie przychodziło mu do głowy nic co mógłby powiedzieć.

: 03 marca 2016, 20:44
autor: TatTvamAsi
Od pewnego czasu przemierzali równinę w poszukiwaniu choćby najmniejszego śladu obecności zaginionych. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek przemierzał te tereny w ciągu najbliższego czasu. Nic, tylko nieustanne morze białego, rażącego w oczy śniegu. Zadarła głowę. Słońce stało już wysoko na niebie, zdobiąc jego błękit swym blaskiem. Jego ciepłe promienie, w całym tym królestwie chłodu i pustki, podnosiły na duchu.

I gdy tak szli przez niekończącą się biel i zatrzymali się aby po raz kolejny rozejrzeć się po okolicy wyraźnie nie oferującej nic prócz swego siarczystego zimna, oczy Tańczącego obaczyły coś, co zdało jej się jedynie kolejną zaspą. Z początku nie wierzyła, że istotnie mogli coś znaleźć. Spojrzała w kierunku wskazywanym przez wylkołka. Niewielkie pagórki wyglądające z początku jak zwykłe zwałowiska śniegu. Ot pomyśleć, kolejne hałdy bieli nagromadzone w ciągu wietrznej nocy. Ale...

Spod białego puchu wystawał jakiś niewielki czarny kształt. I gdy już miała podejść bliżej, aby odgarnąć zaspę i zobaczyć, czy nie był nią ktoś z członków poszukiwanej ekspedycji, Vidgar jął pierwiej usuwać warstwę śniegu. Przygotowała się więc do tego, że może będzie trzeba reagować natychmiast. Pomóc najszybciej jak się tylko da osobie, w której życie mogło się ledwie tlić...

: 04 marca 2016, 17:14
autor: Sigil
[center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Uwiązali luźno konie do jednej z spowitych mgłą skał, starając się ukryć je w szarym oparze. Po czym ostrożnie, gęsiego zaczęli się opuszczać na dno doliny. Olaf szedł pierwszy, starając się wyszukać jak najlepszą drogę. Miał na uwadze strzaskane kolano ojca i wiedział, że choć Vilberg nie skarży się, chwilami musi być mu ciężko. Kyariel zamykał pochód, rozglądając się czujnie.

Nie było żadnej ścieżki. Musieli więc zejść po śliskich, zdradliwych skałach, pomiędzy czerniejącymi w półmroku pniami drzew. Otaczała ich cisza, przerywana jedynie szurgotem spadających kamieni i stłumionymi przekleństwami Vilberga. Wirujący pod nimi opar sprawiał, iż chwilami zdawało im się, jakby nie wędrowali po krainie żywych, lecz porzuciwszy ją, zstępowali ku astralnemu królestwo zmarłych. Olaf dotknął jednego z mijanych pni i w ręku pozostał mu płat kory. Tak jak podejrzewał, drzewo było martwe i choć rdzeń wydawał się jeszcze twardy, kora butwiała już, odchodząc płatami. Młody zwiadowca przyjrzał się jej, zauważając, iż pień zdaje się jakby nadpalony.

Skały ociekały wilgocią, co czyniło zejście wybitnie trudnym. Chwilami porastały je gnijące mchy, sprawiając, że powierzchnia stawała się jeszcze bardziej zdradliwa. Olaf kilka razy ominął szczególnie nieciekawie wyglądające miejsca, Kyariel jednak nie miał tyle szczęścia. W pewnym momencie jego stopa omsknęła się na kamieniu i Alfr stoczył się w dół, rozpaczliwie wymachując rękami. Próbował schwytać się stojącego nieopodal drzewa, nie udało mu się to jednak. Wśród gradu drobnych odłamków skalnych runął ze skarpy, przelatując przez gęste gałęzie jakiegoś krzewu i zniknął pozostałym z oczu. Olaf uśmiechnął się na myśl o niezdarności Alfra i choć przecież poczuł także niepokój na myśl o tym, czy nic mu się nie stało. Uczynił kilka kroków naprzód i wpatrując się w mgłę poniżej, starał się dojrzeć towarzysza. To jednak okazało się błędem. Nie patrząc bowiem pod nogi nastąpił na śliski korzeń, który sprawił, iż wkrótce dołączył do maga, staczając się za nim, po zboczu. Poczuł, jak ostre kamienie ranią mu skórę na dłoniach, którymi bez efektu próbował znaleźć jakieś oparcie. Później uderzył w drzewo i stoczył się niżej, w gąszcz...

Po chwili obaj pechowi młodzieńcy doszli do siebie. Siedzieli w miarę niedaleko, wśród butwiejących liści i martwych, pokrytych białawym grzybem, korzeni. Woń wszechobecnej pleśni i rozkładu zdawała się obezwładniająca. Wokół nich trwał ponury las obumarłych, sczerniałych drzew. I obaj nabrali nagle wrażenia, że zza powykręcanych pni ktoś lub coś obserwuje ich uważnie... I skrycie...

[center]Obrazek[/center]
Kyariel podniósł rękę dotykając twarzy i ujrzał na palcach kilka kropel krwi. Jego płaszcz podróżny był powalany błotem i rozdarty na ramieniu. Olaf prezentował się niewiele lepiej, w poszarpanym kapturze. Skrzywił się zdejmując go z głowy i rozmasował żebra, nadwyrężone po spotkaniu z pniem drzewa.

- Olaf! Kyariel! Żyjecie?! - dobiegło ich z góry ochrypłe wołanie Vilberga.
Testy Wspinaczki (Zw. + Wspinaczka):

Olaf: 40 + 8 -10 (za warunki - śliskie skały) = 38; Rzut: 54; Test nie zdany. Poślizgniesz się i stoczysz w dół.
Obrażenia od upadku: K6 + 1 = 7 - 4 (za zbroję) = 3.
Jesteś lekko ranny. Masz podrapane dłonie i poobijane żebra. Poza tym wszystko w porządku i możesz działać normalnie.

Kyariel: 42 + 2 -10 (za warunki - śliskie skały) = 34; Rzut: 71; Test nie zdany. Poślizgniesz się i stoczysz w dół.
Obrażenia od upadku: K6 + 1 = 3 - 1 (za zbroję) = 2.
Jesteś lekko ranny. Ostre gałęzie rozorały Ci policzek i czoło. Rana dość mocno krwawi, nie na tyle jednak by było to niebezpieczne. Poza tym wszystko w porządku i możesz działać normalnie.

Cóż, mówiłem, że zejście jest strome i nie usłyszałem żadnej deklaracji o użyciu liny...
Spoiler!
Test wiedzy o Naturze (Inu + Natura)
23 + 9 = 32. Rzut: 31. Rzut zdany, bez przebić. Drzewa są martwe przynajmniej od roku. Są także osmalone i jakby nadpalone z jednej strony, a jednak nie wygląda to na pożar lasu. W dolinie zresztą jest zbyt wilgotno na pożar. Nie masz pojęcia co mogło być więc przyczyną tego efektu.

[center]***[/center]
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vidgar począł odgarniać śnieg tarczą i już po chwili odsłonił ciało khas. Padlina była całkowicie zamarznięta i częściowo pożarta. Spośród szarej sierści ponuro sterczały żebra. Młody Nardlens pracował dalej i wkrótce odkrył trzy inne zwierzęta. Nie miały na sobie uprzęży. Wszystkie nosiły za to ślady ogromnych kłów. Ich kości były strzaskane, a mięsa nie pozostało zbyt wiele.

Przez chwilę, w milczeniu wpatrywali się w martwe zwierzęta, a wiatr zawodził wkoło nich swą ponurą kantyczkę. Tańczący zauważył na sierści jednego z nich wypalony znak stajni. A więc nie były to dzikie khas, lecz te, które najpewniej dotarły to z wyprawą Vestaina… Chciał powiedzieć o tym pozostałym, gdy uwagę jego zwrócił jeszcze jeden szczegół. Fragment czaszki i żebra jednego z martwych byków były częściowo stopione, jak gdyby spadła na nie krew trolla lub inna, żrąca substancja... Było to z pewnością dziwne, wylkołek nie miał jednak pojęcia, jak ma rozumieć ten fakt. Wszakże trolle nie pozostawiały po sobie tego rodzaju śladów...
Testy spostrzegawczości (Per. + Obserwacja):

Vidgar: 27 + 2 = 29; Rzut: 99; Krytyczny pech! Jesteś pewien, że macie do czynienia z jakimiś dzikimi khas, które zabłąkały się tu zapewne z Szarych Grzbietów.

Norlaug: 22 + 2 = 24; Rzut: 54; Test nie zdany - nic ciekawego nie zauważasz.

Tańczący: 39 + 6 = 45; Rzut: 15; Test zdany z trzema przebiciami. Zuważasz znak stajni wypalony na futrze jednego z khas, a także dziwne ślady na jego kościach.
Spoiler!
Test Bestiariologii: Po śladach zębów wnosisz, że khas pożarł lodowy żmij, okrutna latająca bestia o potężnych szczękach.
Spoiler!
Test Bestiariologii: 20 + 2 = 22; Rzut: 28; Test nie zdany. Nie masz pojęcia co pozostawiło dziwne ślady na kościach khas.

: 04 marca 2016, 19:04
autor: TatTvamAsi
Vidgar wprawnymi ruchami odgrzebywał tajemniczy kształt spod śniegu. Niebawem sylwetka okazała się być iście ponurym znaleziskiem. Światło dnia oświetliło pokryte grubą warstwą szczątki niegdyś dużego i silnego zwierzęcia. Khas istotnie mógł paść ofiarą bestii wielkości wilczośpiewca, albo i zginąć z wycieńczenia, z daleka od swojego stada, stając się łupem wszelakich bestii nie stroniących od żywienia się czymkolwiek co się da znaleźć na tych niegościnnych pustkowiach. A może... może był jednym ze zwierząt jucznych wyprawy Vesteina?

Wiedźma przypatrzyła się uważnie pozostałościom po stworzeniu. Choć nie miała wiedzy zwiadowców, próbowała ocenić, czy istotnie to, co pochłonęło ciało zwierzęcia, było wilczośpiewcem. Przyglądała się zamarzniętym na kość tkankom, zastanawiając się od jak dawna ciało leżało pod śniegiem.
Używam Bestiariologii, żeby oszacować, jaka bestia mogła pozostawić takie ślady kłów. Oglądam też truchło próbując oszacować, od jak dawna znajduje się pod śniegiem, ile czasu temu zmarło to stworzenie - używam do tego wiedzy odnoście Przetrwania w dziczy.
Przycupnęła przy martwej istocie. Biorąc pod uwagę siarczyste zimno panujące na Równinach, tkanki mogły bardzo szybko przeistoczyć się w sinawe bryłki lodu. Bestia, która pożarła biednego khas nadal stanowiła niejaką tajemnicę. Wiedźma znała się na różnych istotach, jednakże jej wiedza sięgała znanych jej terenów. Aby nie snuć niepotrzebnych domysłów zagaiła Tańczącego, dzieląc się przy okazji swoimi obserwacjami:

- Truchło wygląda dla mnie na całkiem świeże. Khas padł i najwyraźniej za raz po tym jakaś nieznana mi istota pożarła mięso i organy zostawiając niejadalne resztki na pastwę zimna. Miało to miejsce nie dalej jak dwa dni temu, więc nie może to być raczej jedno ze zwierząt należących do wyprawy Vesteina. One pewnie już dawno by pomarły, jeśli zgubiły by się na tych pustkowiach. Kierowane lękiem przed zagrażającym im drapieżnikiem, niemały by szans na tak odsłoniętym terenie. Ty Tańczący masz jednak znacznie większe doświadczenie. Wiesz co mogło pożreć tego khas?

: 05 marca 2016, 11:33
autor: Frater_Terry
Wylkołek z uwagą wysłuchał Norlaug, oczami śledząc każdy wskazany przez nią szczegół. Kiedy jego czarująca towarzyszka zakończyła swoją analizę pytaniem w stronę tańczącego, ten bez zwłoki odpowiedział.

- Spójrz, są znakowane. To znaczy, że nie są dzikimi stworzeniami, a to znaczy, że najpewniej były to khas Vestaina i jego ekipy. Jeśli zgon nastąpiłby w czasie o którym mówisz, to byłaby to nawet dobra wiadomość. Tak jakby. Ale jak na moje oko leżą tu już z dwa miesiące. Co do śladów kłów, sam nie jestem pewien, co zostawiło za sobą taki bałagan. Ale jeśli zwrócisz uwagę... - Tańczący rozejrzał się, szukając truchła na którym wcześniej zauważył jeszcze dziwniejsze ślady. - O, tu. Podejdź, spójrz. Ten tu wygląda jakby troll na niego krwawił. Ale trolle nie mają takich kłów i...

Przerwał w pół zdania. Przyłożył nos do jednego z ciał, obwąchując je dokładnie. Miał nadzieję, że jeśli nie ślady, to zapach pomoże mu na coś wpaść. Niestety ten drugi zdążył gdzieś zniknąć, pozostawiając po sobie jedynie przesiąknięte wonią śniegu wspomnienie.

- Nic! - prychnął, strzepując tym samym śnieg z nosa. Spojrzał w stronę Vidgara. - A ty co myślisz?

: 06 marca 2016, 00:28
autor: Dobro
- Niech to. Zapomniałem o linie - mruknął Olaf, otrzepując brud z twarzy i ramion. Żebra bolały go co niemiara, mocniej aniżeli odrapane dłonie, których dziesiątki drobnych przetarć świadczyły o niezbyt miękkim lądowaniu.

- Hej! Wszystko z wami wporządku? - zapytał, rozglądając się za towarzyszami. Widząc ich pokrwawione facjaty i nietęgie miny oraz jęki i stęki, uznał, że chyba żyją. W takim wypadku Olaf rozejrzał się po okolicy.

Nadpalone drzewa bardzo mu się niespodobały; zwłaszcza, że były nadpalone tylko z jednej strony. Postanowił podzielić się odkryciem z Kyarielem i ojcem.

- Drzewa są martwe i prawdopodobnie zabił je pożar. Problem w tym, że tutaj jest za wilgotno na pożar. Kyarielu, myślisz, że cały obszar spłonął za pomocą rzuconego zaklęcia?

: 07 marca 2016, 15:34
autor: zapalki_chaosu
[center]Grupa Norlaug, Tańczący, Vidgar[/center]

- Nie no to nie jest znak tylko zaschnięta krew, czy cośtam. To dzikie zwierzęta. Te Vesteina miałyby jakieś ogłowie czy jak to się tam nazywa. A troll? Nieeee, na tym zadupiu w tych śniegach to tylko żmij lodowy - okrutna bestia ze skrzydłami, krwiożercza bardzo i w ogóle.

Vidgar trochę się niecierpliwił i czuł się zawiedziony. Miał nadzieję, że znaleźli jakiś istotny ślad, coś co podpowie im albo co mogło się stać z wyprawą albo chociaż gdzie szukać kolejnych śladów a tu co? Niedojedzone resztki. i w dodatku potworny żmij lodowy. To nie było dobre znalezisko, chociaż lepiej wiedzieć, że w okolicy może być coś takiego, niż zostać zaskoczonym, kiedy nagle coś podleci i odgryzie głowę z połową drużyny.

- Szlag by te żmije trafił - splunął, sposępniały Ejnherier.