: 25 listopada 2016, 17:51
Koronopan, uliczki osady
Wyciągnięci ze swoich domostw mężczyźni sunęli żwawym krokiem w ślad za Antonem, rozglądając się podejrzliwie wokół siebie i nadstawiając bacznie uszu. Wszyscy praktycznie nie zmrużyli minionej nocy oczu, trzymając broń na podorędziu i tylko czekając na najmniejszy pretekst do rzucenia się w mrok nocy. Niepewność co do losu Markusa i Piotra oraz słuszne obawy przed ewentualną zemstą apokaliptyków osłabły wraz z nadejściem świtu, ale nie ustąpiły całkowicie.
W lesie rozgościł się blady poranek, chłodny i nieco zamglony, przydający ogromnej puszczy niepokojącego klimatu. Tu i ówdzie dało się zauważyć strwożonych osadników, wyglądających na chwilę z domostw, rąbiących pośpiesznie drewno na opał czy sprawdzających otoczenie swych chat. Większość z nich odwracała na widok popleczników Markusa wzrok, tylko nieliczni decydowali się na podniesienie rąk w geście pozdrowienia.
- Wyjdą z tego? - spytał ponownie Bayer Werk, który maszerował tuż za Antonem - Co myślą o tym znachorzy?
- Nie jest z nimi dobrze - odpowiedział głucho Hayte - Ani z Markusem ani z Piotrem. Mówiąc szczerze, nie zdziwiłbym się wcale, gdyby Piotr już wyzionął ducha. Ta cudowna broń Markusa jest niebywale zabójcza. Aż szkoda, że coś takiego miał w swoim posiadaniu. Yuran ciągle ją ma?
- Tak - rzucił rozżalonym tonem Bayer - I nie chce dać obejrzeć. Takie cudo, a on chomiczy je jak dziki. Przecież to nie jego własność. Powiedz mu coś, Antonie, niech mi przynajmniej pozwoli pooglądać. Nie ma doświadczenia z takimi artefaktami, pewnie już coś zdążył w międzyczasie popsuć!
- To własność Markusa, póki ten żyje - Hayte uciął żale mechanika suchym prychnięciem - Yuran odda broń jak go tylko spotkam.
- On naprawdę chce, żebyśmy poszli sami do Kociego Miasta? - wtrącił zasępiony Telibor - Żaden z nas nigdy nie bywał w tamtych stronach. A jak pobłądzimy? Albo natrafimy na leśne stwory?
- Jeszcze takiego stwora nie napotkałem, którego nie dałoby się zarąbać - odparował groźnie Dragan, macający dla podkreślenia swych słów po rękojeści miecza - A Yuran wytrawny jest w łażeniu po lesie, tacy jak my nigdy się nie gubią.
- Markus ma mapy i różne instrumenty, które pozwalają się tych map trzymać - powiedział Anton - Wiem, że ta wyprawa ogromnie wiele dla niego znaczy. Po tym, co się ostatnio stało możecie myśleć o nim różne rzeczy, ale ja znam go od dawna. Przyszłość tej osady bardzo leży mu na sercu. Nawet w obliczu śmierci nie chce się poddać. To nie będzie łatwa ekspedycja, ale z jego objaśnieniami powinniście sobie poradzić.
- Sam nie wiem - rudowłosy Dirk pokręcił ze zwątpieniem głową, czym zaskarbił sobie napominające syknięcie Gerarda.
Wyciągnięci ze swoich domostw mężczyźni sunęli żwawym krokiem w ślad za Antonem, rozglądając się podejrzliwie wokół siebie i nadstawiając bacznie uszu. Wszyscy praktycznie nie zmrużyli minionej nocy oczu, trzymając broń na podorędziu i tylko czekając na najmniejszy pretekst do rzucenia się w mrok nocy. Niepewność co do losu Markusa i Piotra oraz słuszne obawy przed ewentualną zemstą apokaliptyków osłabły wraz z nadejściem świtu, ale nie ustąpiły całkowicie.
W lesie rozgościł się blady poranek, chłodny i nieco zamglony, przydający ogromnej puszczy niepokojącego klimatu. Tu i ówdzie dało się zauważyć strwożonych osadników, wyglądających na chwilę z domostw, rąbiących pośpiesznie drewno na opał czy sprawdzających otoczenie swych chat. Większość z nich odwracała na widok popleczników Markusa wzrok, tylko nieliczni decydowali się na podniesienie rąk w geście pozdrowienia.
- Wyjdą z tego? - spytał ponownie Bayer Werk, który maszerował tuż za Antonem - Co myślą o tym znachorzy?
- Nie jest z nimi dobrze - odpowiedział głucho Hayte - Ani z Markusem ani z Piotrem. Mówiąc szczerze, nie zdziwiłbym się wcale, gdyby Piotr już wyzionął ducha. Ta cudowna broń Markusa jest niebywale zabójcza. Aż szkoda, że coś takiego miał w swoim posiadaniu. Yuran ciągle ją ma?
- Tak - rzucił rozżalonym tonem Bayer - I nie chce dać obejrzeć. Takie cudo, a on chomiczy je jak dziki. Przecież to nie jego własność. Powiedz mu coś, Antonie, niech mi przynajmniej pozwoli pooglądać. Nie ma doświadczenia z takimi artefaktami, pewnie już coś zdążył w międzyczasie popsuć!
- To własność Markusa, póki ten żyje - Hayte uciął żale mechanika suchym prychnięciem - Yuran odda broń jak go tylko spotkam.
- On naprawdę chce, żebyśmy poszli sami do Kociego Miasta? - wtrącił zasępiony Telibor - Żaden z nas nigdy nie bywał w tamtych stronach. A jak pobłądzimy? Albo natrafimy na leśne stwory?
- Jeszcze takiego stwora nie napotkałem, którego nie dałoby się zarąbać - odparował groźnie Dragan, macający dla podkreślenia swych słów po rękojeści miecza - A Yuran wytrawny jest w łażeniu po lesie, tacy jak my nigdy się nie gubią.
- Markus ma mapy i różne instrumenty, które pozwalają się tych map trzymać - powiedział Anton - Wiem, że ta wyprawa ogromnie wiele dla niego znaczy. Po tym, co się ostatnio stało możecie myśleć o nim różne rzeczy, ale ja znam go od dawna. Przyszłość tej osady bardzo leży mu na sercu. Nawet w obliczu śmierci nie chce się poddać. To nie będzie łatwa ekspedycja, ale z jego objaśnieniami powinniście sobie poradzić.
- Sam nie wiem - rudowłosy Dirk pokręcił ze zwątpieniem głową, czym zaskarbił sobie napominające syknięcie Gerarda.
Anton prowadzi do chaty Markusa członków przyszłej wyprawy. Osada sprawia wrażenie spokojnej, ale za drzwiami i oknami zamkniętych na cztery spusty chat na pewno aż kipi od emocji. I gwoli objaśnienia, nikt z Was nie wie jeszcze o śmierci Piotra.