: 13 września 2017, 16:46
Atakar-kir, 26 orakt-ran
Kiedy statek rzucił kotwicę na płyciźnie opodal wioski, Eco odetchnął z nieskrywaną ulgą. Rejs przez jezioro zdał mu się morską wręcz wyprawą, szaleńczą ekspedycją na inny Archipelag albo i dalej. Choć aura, na co dzień kapryśna i nieprzewidywalna wskutek poczynań dbających o pogodę nad Ostrogarem druidów, sama w sobie dopisała, spotkanie ze złotym smokiem rozstroiło nerwy strażnika.
- Do samego Burat-aru nie dopłyniemy jednostką o tak głębokim zanurzeniu - oznajmił siedzący w przedniej części łódki Fleituh - Wysiądziemy tutaj i w dalszą drogę ruszymy lądem, wzdłuż wybrzeża.
Kręcący się na niewygodnej ławeczce za plecami przełożonego Eco mruknął coś w odpowiedzi pod nosem, spoglądając to na wiosłującego rytmicznie półolbrzyma z załogi kapitana Rangara, to na coraz bliższą przystań dużej zamożnej wioski. Jego wzrok wędrował po dachach to krytych gontami, to grubą warstwą trzciny, myszkował pomiędzy wyciągniętymi na piaszczysty brzeg rybackimi łodkami, zatrzymywał się na bijących w niebo słupach dymu z wioskowych palenisk.
- A ile czasu potrwa ta wędrówka? - zapytał w końcu, posyłając tęskne spojrzenie za sobie, ku rysującym się daleko na horyzoncie strzelistym murom Pałacu Katanów, wyrastającym pozornie wprost z wód Dan Ugar.
- Do zmroku na pewno zdążymy, byle byś sobie nogi nie skręcił albo cię co nie zeżarło - odparł dziesiętnik - Jak się dasz zeżreć, nie będę po tobie płakał, szkodniku, tedy miej baczenie na swe plecy. W Burat-arze przenocujemy, przy noclegu wszystko wybadamy względem tego truciciela, a jutro skoro świt ruszymy z powrotem. Kapitan Rangar będzie tu na nas czekał dwa dni.
Kiedy statek rzucił kotwicę na płyciźnie opodal wioski, Eco odetchnął z nieskrywaną ulgą. Rejs przez jezioro zdał mu się morską wręcz wyprawą, szaleńczą ekspedycją na inny Archipelag albo i dalej. Choć aura, na co dzień kapryśna i nieprzewidywalna wskutek poczynań dbających o pogodę nad Ostrogarem druidów, sama w sobie dopisała, spotkanie ze złotym smokiem rozstroiło nerwy strażnika.
- Do samego Burat-aru nie dopłyniemy jednostką o tak głębokim zanurzeniu - oznajmił siedzący w przedniej części łódki Fleituh - Wysiądziemy tutaj i w dalszą drogę ruszymy lądem, wzdłuż wybrzeża.
Kręcący się na niewygodnej ławeczce za plecami przełożonego Eco mruknął coś w odpowiedzi pod nosem, spoglądając to na wiosłującego rytmicznie półolbrzyma z załogi kapitana Rangara, to na coraz bliższą przystań dużej zamożnej wioski. Jego wzrok wędrował po dachach to krytych gontami, to grubą warstwą trzciny, myszkował pomiędzy wyciągniętymi na piaszczysty brzeg rybackimi łodkami, zatrzymywał się na bijących w niebo słupach dymu z wioskowych palenisk.
- A ile czasu potrwa ta wędrówka? - zapytał w końcu, posyłając tęskne spojrzenie za sobie, ku rysującym się daleko na horyzoncie strzelistym murom Pałacu Katanów, wyrastającym pozornie wprost z wód Dan Ugar.
- Do zmroku na pewno zdążymy, byle byś sobie nogi nie skręcił albo cię co nie zeżarło - odparł dziesiętnik - Jak się dasz zeżreć, nie będę po tobie płakał, szkodniku, tedy miej baczenie na swe plecy. W Burat-arze przenocujemy, przy noclegu wszystko wybadamy względem tego truciciela, a jutro skoro świt ruszymy z powrotem. Kapitan Rangar będzie tu na nas czekał dwa dni.
Nieświadomy perypetii swych druhów, Eco dotarł w międzyczasie na suchy ląd i gotowi się do następnego etapu wyprawy.