PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 18 grudnia 2018, 22:13

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

Słysząc wcześniej opowieści Dumasa i Bartheza, wynalazca wyobrażał sobie plugastwo tego miejsca, stłoczonych, brudnych i głodnych pielgrzymów, ale to co zastał przerosło jego najczarniejsze fantazje. Mógł określić widziany stan rzeczy jednym tylko słowem ZGROZA. W niczym nie przypominało to dumnego wołania kapłanów jehemedann. Skoro jednak zdecydował się wejść winien był kontynuować swe posłannictwo.

Z trudem próbował utrzymać naczynia jak najdalej od ubrania, co raz był trącany i popychany, postanowił jak najszybciej pozbyć się darów jakie przyniósł umęczonym ludziom. Darów, zdał sobie sprawę, jakże skromnych. Postępując kilka kroków od wejścia, nachylił się na wzór miłosiernych nad grzesznikami i obdarował ich kozim mlekiem. Wybierał jednak takich których ropienie nie krwawiły i nie jadziły się. Słuchał uważnie co szepce tłum.

Powtarzał
- Zgrzeszyłeś pychą ciała, Pan ci wybaczy, pozostań marny. - Co za niedorzeczności? - myślał Któż chce być marny? Miarą człowieka jest jego wielkość.

Wstał i osłaniając naczynie z olejem wolną ręką kierował się w głąb pomieszczenia, gdzie zdawało mu się, że widział w mroku zarysy kuchni. W istocie był tam kamienny piec i suszone zioła, ale to co wziął za zwisające u powały połacie dojrzewających mięs, tak lubiane w rodzinnym Montpelierr, okazał się siatkami w których w niewiarygodnie niewygodnych pozycjach pokutowali najgorliwsi grześcijanie. Patrząc na ich poranione, powykręcane ciała uczuł niemalże fizyczny ból.

Stało się jednak coś jeszcze, Leon Thibaut czuł, że ogarnia go magia, coś w co nigdy nie wierzył. Ci ludzie żyli tylko dzięki wierze i choć chora fascynacja upodobniała ich do wynaturzonych, to oddanie sprawie zwyciężało wycieńczenie i śmierć.

Oddał kamforę z olejem w ręce szarego cienia zajmującego się paleniskiem i wpatrzył w cierpiących szaleńców.

- Cierpcie w pokorze, a staniecie w szeregach armii pana i pić będziecie święte oleje z jego dłoni.
Mimo odbywania szalonej misji, Leon pamięta, że ma wrócić na pogrzeb.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2018, 22:21 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 grudnia 2018, 13:18

Targowisko w Lucatore, 1 lipca 2595

Widząc czekającego w siodle szlachcica, sierżant Blanchard przyśpieszył kroku, dobiegł truchtem do jeźdźca. Powiewający czarnymi szarfami wieniec przyciskał obiema rękami kurczowo do piersi, przez co przewieszony przez ramię karabin obijał mu się boleśnie o udo, ale na zaciętej twarzy Sanga nie rysowały się żadne głębsze emocje. Dumas spojrzał na żołnierza z uznaniem, dostrzegając wielkie krople potu na jego czole i poruszającą się w szybkim rytmie pierś.

- Wasza miłość zechce jechać dalej, póki nikt nie zatarasował mu drogi - powiedział sierżant usiłując nie sapać przy tym zbyt głośno - Ludzie pana Bartheza sprawdzają, co to był za huk.

Sanglier odniósł niejasne wrażenie, że w głosie sierżanta skrywa się jakaś nie do końca życzliwa nuta, chociaż nie mógł rozsądzić z marszu, czy jej źródłem była złość na potencjalnych skrytobójców czy brak własnego konia.

Skarbnik obrzucił wzrokiem zbliżających się zewsząd Purgaryjczyków: pielgrzymów, mieszczan, wmieszanych pomiędzy nich uzbrojonych anabaptystów. Ci ostatni przyglądali się jeźdźcowi z wyjątkowo podejrzliwym zaciekawieniem, a ich oręż, zwłaszcza przerażające rozmiarami miecze, szczerze zniechęcał do zawarcia bliższej znajomości.
Blanchard doradza odwrót. Co teraz, tylko szybko?! Dumas spina konia i rusza galopem do hostelu czy oddala się z targowiska z godnością przynależną szlachcie Montpellier? Zostawia wieniec w rękach zaufanego Sanga czy mu go zabiera i odwozi? Inne pomysły? Aby podnieść poziom adrenaliny, co trzydzieści minut oczekiwania na odpowiedź będę zagęszczał krąg podejrzliwych siepaczy wokół Dumasa.

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 20 grudnia 2018, 13:25

Mogę pisać tylko z telefonu - biorę wieniec od sierżanta żeby miał wolne ręce w razie potrzeby i wtedy spi... Esznym truchtem oddalam się
Ostatnio zmieniony 20 grudnia 2018, 22:54 przez Denver, łącznie zmieniany 1 raz.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 grudnia 2018, 15:27

Dom pielgrzyma w Lucatore, 1 lipca 2595

Odebrawszy wieniec z rąk sierżanta, Dumas ponaglił wierzchowca uderzeniem stóp, popędził zwierzę przez otwartą na oścież bramę. Ciągnący do miasta pielgrzymi odskakiwali mu sprzed kopyt nie chcąc dać się stratować, ten i ów zawrzasnął coś gniewnie, jakieś dzieci piszczały szaleńczo. Kładąc na szali ich los i bezpieczeństwo wieńca, skarbnik przymknął oczy prąc środkiem traktu ku znajomej już bryle domu pielgrzyma.

Jeden z Sangów, sierżant de Gaulle, pomógł szlachcicowi zejść z konia, odebrał od niego wierzchowca, wieńca wyszarpać z rąk skarbnika już nie zdołał. Przyciskając wiązankę do piersi niczym chwilę wcześniej Blanchard, Guido ruszył w stronę głównego wejścia do budowli.

Czcigodny Abdel Sanguine i jego piękna siostra znajdowali się w holu na parterze domu, rozmawiając o czymś pod dyskretną opieką Nathana Bartheza. Wszyscy odwrócili się na widok nadchodzącego szlachcica, witając go zdawkowymi ruchami głowy i spoglądając skrzącymi się ciekawością oczami na ukwieconą zdobycz skarbnika.

Guido struchlał widząc zmieniającą się minę dziedzica, jego zaciskające się szczęki i przechodzące w szparki oczy. Będący najpiękniejszym dziełem życia miejscowych kwiaciarzy wieniec momentalnie zbrzydł w oczach samemu Dumasowi, przyprawiając go przy okazji o skręt kiszek.

- W mieście doszło do strzelaniny - powiedział pośpiesznie skarbnik - Ludzie pana Bartheza to sprawdzają. Być może wasza miłość powinien zamknąć się w pokoju?
...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 grudnia 2018, 23:17

Dom pielgrzyma w Lucatore, 1 lipca 2595

Rodzeństwo przerwało rozmowę w momencie nietaktownego wtargnięcia Dumasa. Wzrok dziedzica przymknął po całej sylwetce skarbnika, nie znajdując jednak ni na jego ciele, ni na odzieniu śladu samosądu autochtonów Lucratore. Zatem sytuacja nie była tragiczna. Bystre oczy Abdela w końcu dostrzegły to z czym Dumas przybył. Jedna z brwi dziedzica uniosła się w górę w geście wielkopańskiego zdumienia, druga zaś pozostała w bezruchu okazując swą chłodną dezaprobatę.

- Cóż, mam nadzieję drogi Dumasie, iż owa strzelanina to nie efekt pana walki o najlepszy... wiecheć, na tej wsi. Myślę, że pan Barthez i jego ludzie w mig nam nam wyklarują, w wiarygodny sposób całą zaistniałą sytuację. Hmmm... Martwię się czy aby nie trzeba będzie przełożyć naszej cementarnej wizyty, do momentu kiedy rozruchy na ulicy zostaną stłumione we takiemu właściwy dla tak nagannego zachowania plebsu sposób. - Abdel się zamyślił, lecz nim szef ochrony wyszedł rzucił jeszcze jakby do siebie - Ciekawe kto z tych dzikusów miał tutaj broń. A może to była jakaś eksplozja...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 22 grudnia 2018, 20:02

Dom pielgrzyma w Lucatore, 1 lipca 2595

- Strzelanina ? Między kim ? - brwi Angeline powędrowały w górę w pełnym niedowierzania zdumieniu - Nie widziałam tu u nikogo broni palnej... nie licząc naszej ochrony. Mam nadzieję, że ta strzelanina nie odbyła się z udziałem naszych ludzi ? Gdzie jest Barthez i kapitan Perrault ? Czy jest pan absolutnie pewien panie Dumas, że to była strzelanina ? Widział pan może zajście ?
Dziedziczka poczuła zew akcji ;)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 23 grudnia 2018, 13:37

Dom pielgrzyma w Lucatore, 1 lipca 2595

Czy widziałem, Pani? Niestety nie. Słyszałem tylko huk, potem koń się spłoszył i pognał na skróty w stronę bramy. Sierżant i eskorta zostali trochę w tyle, więc poczekałem za nimi. Wieniec uratowany, to najlepsza wiecheć w okolicy - machinalnie zgiął kark, nie śmiąc nawet spojrzeć na dziedzica - sierżant rzekł, że tamci sprawdzają co się stało i żebym jechał, toteż zorientowanego w taktyce doświadczonego wojaka, posłuchałem się. Nie mnie oceniać - jestem tylko zwykłym urzędnikiem wobcym kraju... - dodał przepraszająco
Ostatnio zmieniony 24 grudnia 2018, 23:23 przez Denver, łącznie zmieniany 1 raz.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 23 grudnia 2018, 21:39

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

Wzrok na dobre przywykł już szlachcicowi do półmroku, rozglądając się dookoła spostrzegł, że kilka osób zwróciło na niego uwagę, on zaś toczył wzrokiem po malowanych przez nikłe światło w upiorne maski twarzach pielgrzymów. Czuł ogarniająca go gorączkę, zbiorowe szaleństwo, które i jemu zagrażało. Jakby unosiło się w śmierdzącym od kwaśnego potu i gorzkiego od ropiejących ran powietrzu. Odwrócił się do wyjścia i napotkał wzrok zwalistej postaci, ewidentnie wojownika z mieczem. Nieznajomy przeniósł wzrok z twarzy Franka na coś nad jego głową i tam popatrzył Leon Thibaut.

Na początku myślał, że suszy się tam wielka skóra, ale kropla krwi, która spadła na jego czoło uświadomiła mu że istota owa żyje. Ludzka skóra naciągnięta hakami upodabniała pątnika w niej uwięzionego do latającej wiewiórki. Haki na linkach zaczepione do powały wbite były w skórę pleców, boków i barków, zaś obłąkane oczy wpatrywały się wprost w frankińskiego szlachcica. Kiedy kolejna kropla krwi zrosiła czoło wynalazcy, usta pątnika poruszyły się.

....

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 grudnia 2018, 13:41

Dom pielgrzyma w Lucatore, 1 lipca 2595

Dragan wyskoczył niczym oparzony z Domu Pielgrzyma i popędził ku sławojce. Tej samej, którą wcześniej nawiedził dziedzic. Szybko zaczął mówić borkańskim z cięzkimk akcentem do kogoś, kto był w środku:

- Herr Barthez... Skarbnik żech wrócił. Sam jeden pierun. - zaczął szybko, dodając potem zdzwiony: - Gadajom o strzelanina?

Zmięte w ustach przekleństwo dobyło się z wnętrza wygódki. Po chwili dopinając pas z bronią wyszedł z niej Alpejczyk.

- Strzelanina? Przecież słychać by kurwa było? - stwierdził najemnik.

- No sam się przeca dziwia. Gadam coch słyszoł... - wytłumaczył Polanin.

Oczywiście była możliwość strzelaniny bez huku wystrzałów. Takie technologie nie były czymś obcym w zaawansowanych techicznie helweckich twierdzach, ale nawet tu u podnóży Alp, powątpiewał aby to akurat była możliwa opcja. W Lucatore broń palna sama w sobie nie była popularna, a co dopiero tłumiki dźwieku. Oczywiście zawsze mógł to być ktoś z zewnątrz. Opcji było bardzo wiele. Albo może Dragan po prostu coś przekręcił. Jego frankijski był dość słaby Już prędzej spodziewał się incydentu z użyciem łuku, czy kuszy, co tłumaczyłoby brak huku wystrzałów. Niemniej jedenak fakt, że jego ludzie zostali, że by sprawdzić co się działo zaniepokoiło szefa ochrony i wolał nie bagatelizować sprawy:

- Dragan zbierz naszych, Sangów też postaw na nogi. Ale już. Ide przesłuchać Dumasa...

Męzczyźni popędzili do budynku. Barhtezowi zdawało się, że w oddali, u wyloty miejskiej bramy mignął mu czerwony płaszcz Sanga. Alpejczyk zatrzymał się w pół kroku i ruszył w stonę Blancharda. Zdecydowanie wolał dowiedzieć się wszystkiego od żołnierza, niż od zapewne spanikowanego Dumasa, który nie będzie w stanie przekazać niczego wartościowego z punktu widzenia Nathana. Sang trochę kulał, co nie wrózyło dobrze, ale nie wyglądał na rannego.
Barthez leci sprawdzić co i jak z Blanchardem i wysłuchać raportu.

Pełna profeska. Ręika na kaburze broni, oczy dookoła głowy;) Jeszcze może ktoś patrzy z domu pielgrzyma na ulice. Trzeba dbać o swój PR.
Ostatnio zmieniony 24 grudnia 2018, 13:56 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 grudnia 2018, 15:39

Dom pielgrzyma w Lucatore, 1 lipca 2595

Dziedzic poczuł niecodzienny dreszcz ekscytacji bawiąc się w myślach pomysłem, iż faktycznie ktoś podjął próbę zamachu na frankańskiego delegata. Było w Montpellier paru Sanglierów, którzy szczerze życzyli Abdelowi śmierci - w przeważającej mierze mężowie, którym dziedzic przyprawił rogi - ale jak dotąd nikt jeszcze nie odważył się podjąć na poważnie takiego wyzwania. Taka przygoda sama w sobie ogromnie podniosłaby prestiż pierworodnego i przysporzyłaby mu ogromną popularność wśród plebsu; a i na salonach Królewskiego Rubinu syn Ventricule Sanguine cieszyłby się niesłychanym powodzeniem, i to nie tylko u rozemocjonowanych szlachcianek.

Jeśli zatem ktoś w tym zacofanym barbarzyńskim Lucatore istotnie czyhał na życie Abdela Sanguine, wystarczyło skutecznie dać tym zakusom odpór i zyskać tym samym reputację człowieka, który okazał się czujniejszy i bardziej niebezpieczny od samego Neognostyka!

Targany ekscytującymi myślami Abdel odgrodził się na wszelki wypadek ciałem siostry od zbitych w ciżbę przy kominku pielgrzymów, rozważając ewentualne konsekwencje bezceremonialnego wyrzucenia wszystkich ich na zbite pyski na dziedziniec. Wcześniej wyglądali w oczach dziedzica na zwyczajnych nudnych i bezwartościowych wieśniaków, teraz jednak czujny wzrok pobudzonego szlachcica odnajdywał w ich topornych gębach, skołtunionych włosach i złych oczach dowody świadczące o tym, że iście mogli być zakamuflowanymi skrytobójcami.

Nathan Barthez powrócił do holu z dłonią na broni, krokiem profesjonalnego ochroniarza, który gotów jest poświęcić własne życie za pryncypała. Towarzyszyli mu nienaganie schludny kapitan Perrault oraz zdyszany i mokry od potu sierżant Blanchard. Abdel obrzucił tego ostatniego wyjątkowo surowym spojrzeniem, nie znosił bowiem odstręczającego odoru potu wydzielanego przez ludzi pośledniego sortu.

- Eskorta jego miłości pana Dumasa powróciła bezpiecznie do domu pielgrzyma - oznajmił Alpejczyk stając u boku dziedzica - Moi ludzie zostali w tyle, by odnaleźć źródło strzelaniny. Śpieszę uspokoić wasze miłości wieścią, że sprawca został zidentyfikowany.

Abdel, Angeline i Guido stężeli słysząc słowa Helwety, wbili w niego roziskrzone ekscytacją spojrzenia oczekując dalszych wieści.

- Wystrzały, dwa albo trzy - składał dalej swój raport Barthez - Z rury wydechowej spalinowego generatora. W mieście jest wędrowny złomiarz, człowiek z Borki. Od kilku dni reperuje miejscowym ich zepsute urządzenia. Pechowym zbiegiem okoliczności jego miłość pan Dumas przejeżdżał obok uliczki, w której ten człowiek naprawiał generator prądu dla tutejszego tartaku. Moi ludzie solidnie go upomnieli. Śle przeprosiny za dyskomfort, którego wasza miłość doznał wskutek tego nieporozumienia.
...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 grudnia 2018, 17:32

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

- Błogosławieni ci, którzy pragną podążać za naszym przykładem - powiedział ktoś stojący za plecami Leona Thibauta. Wynalazca drgnął słysząc ów silny męski głos, zdecydowany i przepojony niewzruszoną pewnością siebie. Jeszcze silniejszy dreszcz przebiegł po plecach odwracającego się Franka, kiedy dotarło do niego, że w rozległej budowli zapadła znienacka dzwoniąca w uszach cisza.

Za plecami szlachcica stał wychudły mężczyzna o lśniących gorączką determinacji oczach. Na jego głowie spoczywała korona upleciona z czegoś, co przypominało Leonowi zardzewiały drut kolczasty, zaś opinające ciało skórzane pasy zaopatrzone były w przyszyte do nich metalowe haki, wbite głęboko pod skórę grześcijanina i szarpiące jego mięśnie przy każdym ruchu.

- Jestem Scirocco - powiedział mężczyzna. Cisnący się za jego plecami Purgaryjczycy pochylili głowy w wyrazie ogromnego szacunku. Niektórzy ponownie zaczęli szeptać modlitwy, inni dyskretnie dotykali krwawiących ran grześcijanina w religijnym uniesieniu.

- Cierpię za tych, którzy nie potrafią unieść podobnego ciężaru. Moja krew poi umęczoną ziemię zdeptaną stopami grzeszników. Przynoszę oczyszczenie poprzez ból i ukojenie dla tych, którzy pragną odrzucić od siebie grzeszne słabości.

Kilku medytujących na matach szaleńców otworzyło oczy, zaczęło się podnosić z klęczek pomrukując z aprobatą dla słów Scirocca. Ich spojrzenia biegły ku postaci znieruchomiałego Leona, chociaż w półmroku Sanglier nie potrafił niczego wyczytać z oczu grześcijan.

- Przynależysz do delegacji tego, który obwołał się królem Franki - ciągnął dalej człowiek w drucianej koronie na głowie - Zapewne przynosisz jego pozdrowienia. Bądź i ty pozdrowiony. Zrzuć swe szaty i pozwól, byśmy poznali siłę twego serca i umysłu. Bez wątpienia wiele nagrzeszyłeś w życiu, a teraz przeznaczenie sprawiło, że możesz swe winy zmazać dzięki uświęconemu cierpieniu. Pomóżcie mu się rozebrać, bracia.
...
Ostatnio zmieniony 25 grudnia 2018, 18:22 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 grudnia 2018, 20:52

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

Wszystkie przerażające rzeczy, które spotkały w Domu Olejów wynalazcę dotychczas, były ledwo preludium, do tego co nastąpiło potem. Szlachcic stanął oko w oko z ultra grześcijaninem, okaleczającym swe ciało dla podniety. Okaleczającym w sposób efektowny z pewnością dla poklasku. I cisza zaległa na głos pątnika świadczyła o wielkim mirze wśród wypełniających Dom Olejów cieni.

Leon zacisnął usta i wybałuszył oczy co otaczający go ludzie mogli wziąć za przejaw strachu, lub zaskoczenia, może podziwu, ale w rzeczywistości szlachcic powstrzymał rzygi, które podeszły mu do ust, te bohatersko zaraz połknął by odzyskać mowę. Niewykluczone, że zwrócenie kolacji mogłoby być poczytane w tym miejscu za szczodry poczęstunek, ale nie licowało z obyczajnością Franka.

Nieznajomy przedstawił się i grzecznie poinformował o swej roli w społeczności, choć samo działanie podobnej funkcji wydawało się Leonowi zahaczać nieco o mistycyzm. I myślał już młody szlachcic, że na tym nieoczekiwane spotkanie, które postawiło wynalazcę w pierwszym rzędzie przedstawienia, choć przed chwilą był tylko widzem, zakończy się.

Scirocco, rozpoznał w szlachcicu Franka z delegacji Sanglier, w przebłysku okrutnego kaprysu, zapragnął by ten zmazał winy za grzechy. Nie do końca Leon Thibaut rozumiał ideę grzechu, wydawało mu się zawsze że to coś niewłaściwego. Nie pamiętał żeby zrobił w życiu wiele niewłaściwych rzeczy. Z pewnością było nią wysadzenie arsenału polowego, ale miało usprawiedliwienie jako doświadczenie i doprowadziło do zwycięstwa w manewrach.

Widząc zbliżających się niczym głodne gule ludzi Leon wyprostował się - Stop! Nie wszystko się zgadza. Przynoszę kondolencje i słowo za którym może przyjść pomoc bardziej realna, jak jedzenie, ale mówię w imieniu Abdela Sanglier. W moich stronach obnażanie się publiczne jest uważane za grzech, proszę mnie więc nie zawstydzać. Jeśli jednak potrzebujecie odzienia to mogę się podzielić z biednymi, nie każcie mi wszakże postępować niegodnie. Moje ciało jest zaprzysiężone mej żonie w oczach boga i jej tyko należne, każdy kto je kaleczy zwraca się przeciw świętej przysiędze.

- Mądry Scirocco czy odprowadzisz mnie proszę, wielki to zaszczyt spotkać człowieka o takim autorytecie wśród pielgrzymów. Rad bym zdążyć z kuzynem na cmentarz, dałem mu słowo, niegodnie je łamać.
jeśli nie rozerwą szat na strzępy na Leonie, to ten chętnie porozmawiałby z szaleńcem, zanim wyjdzie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 grudnia 2018, 21:23

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

- Posiadasz żonę, a zatem zapewne zgrzeszyłeś dotąd bardziej niż my wszyscy razem wzięci - powiedział z przejmującym smutkiem Scirocco - Lecz żądze cielesne pomniejszym są złem od diabelskiego nasienia, które się w nas gnieździ pod wpływem dotyku białego oddechu śmierci.

Pozostali grześcijanie zaczęli pomrukiwać gniewnie, zawodzić i prychać niczym rozdrażnione zwierzęta. Odwiedzający ich pielgrzymi cofnęli się nieco, wyraźnie oszołomieni zdenerwowaniem świętych mężów.

- Biała śmierć dociera do każdego zakątku znanego i nieznanego świata, odbiera rozum i czyni z ludzi niewolników ogromnego zła - ciągnął dalej Scirocco - Przestają oni przynależeć wówczas do swego rodzaju, a stają się podobni dwunożnym bestiom słuchającym jedynie niemego krzyku z otchłani.

Leon Thibaut wzdrygnął się na ostry dźwięk tnącego powietrze pejcza: to jeden z grześcijan wymierzył sobie uderzenie w plecy, stękając z bólu i przewracając oczami. W wypełnionym pomrukami tłumu dusznym wnętrzu budowli rozszedł się charakterystyczny zapach świeżej krwi.

Pozostali biczownicy jęli zawodzić coraz głośniej, ewidentnie. Scirocco przymknął oczy, wzniósł jedną rękę ku górze w geście mogącym przywodzić na myśl błagalną pozę, drugą jął odwiązywać od pasa noszony przy nim bicz.
Z odprowadzenia do drzwi chyba nici. Co teraz? Czy Leon chciałby się przyjrzeć dalszym wydarzeniom w Domu Olejów? Może nawet któryś z grześcijan wysmaga go po ubraniu, z szacunku dla przekonań cudzoziemca? Taka chłosta mogłaby być początkiem pięknej i długiej znajomości!

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 26 grudnia 2018, 14:22

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

Choć ćwiczone ciało dawało pozory spokoju, myśli szlachcica biegały jak opętane. Uczuł ze wstydem, że spody dłoni ma mokre i lepkie, a czoło rosi zimny pot. Zastygły w nieznacznym ukłonie, wzrok wbił w szalonego Scirocco, czekając tylko sposobności, by opuścić to zapomniane przez boga miejsce.

Stojący w gardle kawałek twardej pieczeni ze śniadania, skutecznie zapobiegał cisnącym się na usta przekleństwom. Leon Thibaut pozwolił sobie ruszyć z miejsca dopiero, gdy grześcijanin skończył opętaną modlitwę, a ciszę wypełniły świsty biczów i odgłos pękającej skóry. Pojękiwania i szepty skutecznie odwróciły zainteresowanie od jego osoby, na tyle, że ostrożnie, choć dość zgrabnie omijając upojonych orgią krwi pielgrzymów, wynalazca wycofywał się ku wyjściu.

Jestem żonaty, nikogo nie posiadam, pieprzony dzikusie.- myślał tylko gniewnie. To uprzedmiotowienie kobiety, jeszcze bardziej ugruntowało opinię Leona Sanguine o zacofaniu miejscowych.

Nadzieja na uchylenie rąbka tajemnicy miejscowych olejów kompletnie wywietrzała wynalazcy z głowy, pragnął jak najszybciej stanąć w obrębie światła drzwi, które w rzeczywistości jawiły się mu bramą rajskiego ogrodu. Byle dalej od szaleństwa, haków naciągających skórę i rwących mięśnie.

Gdy znalazł się blisko progu i pchnął drzwi, poczuł jakby światłość wypalała mu oczy, przywykłe do mroku i rozszerzone od ekscytacji źrenice, nie zdążyły zareagować, albo szlachcic doznał oświecania. Wciągnął z ulgą świeższe powietrze i ostrożnie począł schodzić ku ulicy, czy raczej tego co za nią uchodziło, kompletnie zapomniał przy tym o rozmazanej na czole plamie krwi.
Choć podobna sposobność zawarcia bliższej znajomości z grześcijanami może się długo nie przydarzyć, to Leon Thibaut uznał okoliczności tej za niestosowne dla młodego szlachcica z Franki, a finalne okaleczenia mogłoby z niefortunnym świetle postawić całą delegację. Dlatego też próbuje się dyskretnie wycofać, uważając, że zobaczył wystarczająco wiele.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 grudnia 2018, 16:44

Dom Olejów w Lucatore, 1 lipca 2595

Stłoczeni za plecami Leona miejscowi rozstępowali się przed kuzynem dziedzica niczym przed leperosem i szlachcic nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że gdyby któregoś z nich przypadkiem dotknął, reszta by takiego nieszczęśnika natychmiast wydziedziczyła i wygnała z miasteczka. Pojękujący i stękający coraz głośniej grześcijanie okładali się pejczami z narastającą werwą, niejako przy okazji wymierzając razy również najbliższym pielgrzymom.

Sanglier przyśpieszył kroku, wystrzelił za próg rozległej budowli przyciskając się plecami do jej nagrzanej słońcem ściany i oddychając ciężko. Starł rękawem z czoła wielkie krople potu, potem odszedł kilkanaście kroków od wejścia obawiając się, że Scirocco albo jeden z jego pomyleńców zmieni jednak zdanie i pobiegnie za cudzoziemcem, by pobłogosławić go pejczem.

Wynalazca czuł się ogromnie zdegustowany widowiskiem, w którym nieumyślnie stał się uczestnikiem. Odstręczające praktyki grześcijan wykraczały swą krwawą brutalnością poza granice ceremonialnych obrzędów Sanglierów. W Montpellier od zawsze praktykowano pewne uświęcone rytuały związane z upuszczaniem i piciem krwi bądź wieszczeniem z niej po wlaniu do napełnionych wodą świątynnych mis. Bardziej uduchowieni Frankowie z Rubinu praktykowali też zwyczaj palenia własnej krwi i wdychania jej oparów, ale tak wypaczone upodobanie do zadawania sobie bólu nie mieściło się Leonowi w głowie. Kimkolwiek byli w przeszłości ci fanatyczni pomyleńcy, musieli przejść przez straszne życie, by tak dalece się zdegenerować.

Z wizyty w Domu Olejów Leon wyniósł jedną istotną informację - wyglądało bowiem na to, że grześcijanie nie posiadali dostępu do świętych olejów anabaptystów, nikt ich nimi nie smarował ani nie poił. W tłumie wypełniającym budowlę wynalazca nie dojrzał też ani jednego orgiastyka, ani jednego człowieka noszącego skromne szaty astetów. Odwiedzający szalonych biczowników goście byli zwyczajnymi Purgaryjczykami z dziada pradziada, a nie osiadłymi w Lucatore w ostatnich latach napływowymi czcicielami Złamanego Krzyża z Borki.
Przyjmuję, że przytłoczony nadmiarem wrażeń Leon Thibaut powróci prosto do domu pielgrzyma (i nie przewiduję po drodze żadnych niespodzianek). Myślę, że zdąży na czas przed wyruszeniem delegacji na cmentarz i że w drodze opowie rodzeństwu o efektach swej wizyty w gnieździe pomyleńców. Wygląda na to, że grześcijanie nie mają wiele wspólnego z anabaptystami, że są bardzo impulsywną sektą i że cieszą się wielkim poważaniem rdzennej ludności, tej nieskonwertowanej jeszcze na kanon Złamanego Krzyża (pamiętajcie, że w Lucatore żyją dwie społeczności religijne: zadeklarowani anabaptyści, w większości napływowi, oraz czczący duchy przodków, święte góry i inne dziwne rzeczy miejscowi).

ODPOWIEDZ