PBF - Łuski na oczach
- Dlaczego szukałem Orresa? Bo człowiek, który przysłuchiwał się naszemu przesłuchaniu, ten w ciemnych szatach, szepnął właśnie jego głosem, że pomoc na nas czeka.. Wspomniał, że w pałacu, ale myślałem, iż być może wcześniej zareagował widząc próbę Moriento.
Aldurze, mnie pouczasz z dróg druidów? Wierz mi, że nikt by chętniej tego miasta ode mnie nie opuścił, ale wiem też, że właśnie tego się po nas spodziewają i że odwleczenie tego korzyść tylko przynieść może.. a sam 'zleceniodawca' - cóż łudziłem się, iż uda się jakoś to oskarżenie wymazać, jak już wspomniałem, o wiele bardziej wolałbym być uniewinniony, niż zbiegiem zostać, ale widać próżne to nadzieje były. Jeśli chcecie uciekać już teraz, powodzenia życzę i mam nadzieję, iż wam się uda - ja zbiegnę za dzień albo dwa, może uda się jeszcze nasze drogi skrzyżować..
Aldurze, mnie pouczasz z dróg druidów? Wierz mi, że nikt by chętniej tego miasta ode mnie nie opuścił, ale wiem też, że właśnie tego się po nas spodziewają i że odwleczenie tego korzyść tylko przynieść może.. a sam 'zleceniodawca' - cóż łudziłem się, iż uda się jakoś to oskarżenie wymazać, jak już wspomniałem, o wiele bardziej wolałbym być uniewinniony, niż zbiegiem zostać, ale widać próżne to nadzieje były. Jeśli chcecie uciekać już teraz, powodzenia życzę i mam nadzieję, iż wam się uda - ja zbiegnę za dzień albo dwa, może uda się jeszcze nasze drogi skrzyżować..
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Dużo się postów pojawiło przez te parę dni, kiedy mnie nie było, więc muszę to najpierw uważnie przestudiować. Poniżej znajdziecie odpowiedzi na kilka pytań zadanych we wcześniejszych wpisach.
Avnar, jest dobrze po północy, do świtu jakieś cztery godziny.
Z portu w Tahar-garze statki mogą wyjść również nocą, ponieważ jest ku temu dostatecznie głęboki. Z tarasu tawerny widzieliście wcześniej dwie gaugery, ciężkie wojskowe galery, ale wydaje się, że większość ich załóg jest na lądzie.
Skonfiskowano Wam wszystko prócz zbroi i butów oraz jednego amuletu Morientiego, ale o ile się nie mylę, ktoś z Was deklarował sięgnięcie po jakieś mienie strażników? (pomijam dzierżoną przez krasnoluda szablę dziesiętnika).
Jeśli o bieżące deklaracje idzie, widzę je następująco: Moriento wciąż w stronę lasu, Aldur i Goldasth zawracają z dzielnicy portowej na przedmieścia (dalej na koniu?), zaś Hariquiel pozostaje w porcie, by się na jakiś czas przyczaić. Tak to wygląda?
Dużo się postów pojawiło przez te parę dni, kiedy mnie nie było, więc muszę to najpierw uważnie przestudiować. Poniżej znajdziecie odpowiedzi na kilka pytań zadanych we wcześniejszych wpisach.
Avnar, jest dobrze po północy, do świtu jakieś cztery godziny.
Z portu w Tahar-garze statki mogą wyjść również nocą, ponieważ jest ku temu dostatecznie głęboki. Z tarasu tawerny widzieliście wcześniej dwie gaugery, ciężkie wojskowe galery, ale wydaje się, że większość ich załóg jest na lądzie.
Skonfiskowano Wam wszystko prócz zbroi i butów oraz jednego amuletu Morientiego, ale o ile się nie mylę, ktoś z Was deklarował sięgnięcie po jakieś mienie strażników? (pomijam dzierżoną przez krasnoluda szablę dziesiętnika).
Jeśli o bieżące deklaracje idzie, widzę je następująco: Moriento wciąż w stronę lasu, Aldur i Goldasth zawracają z dzielnicy portowej na przedmieścia (dalej na koniu?), zaś Hariquiel pozostaje w porcie, by się na jakiś czas przyczaić. Tak to wygląda?
- Noo... ciekawych rzeczy się dowiadujemy... - popatrzył znacząco na Hariquiel'a i Aldura.
Zgubiłem się, zwykle z portu można do plaży i przemknąć się nią za mury i w stronę lasu... Ale zdam się na znajomość terenu Aldura. Co do ucieczki na koniu mam trochę niepewności. Niby szybciej ale czy nie za bardzo będziemy rzucać się w oczy? Chociaż jest noc, możemy wiać i na koniu.Aldur i Goldasth zawracają z dzielnicy portowej na przedmieścia (dalej na koniu?)
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
-Ufnym bardzo jesteś Hariquielu. Bogowie z Tobą i bywaj zdrów.
Uciekam konno poza miasto, może tak jak sugeruje Goldasth ewentualnie jakąś inną lepszą drogą jeśli tylko ją znam. Kieruje się w stronę znanych mi rejonów wyspy. Może gdzieś tam znam jakąś wioskę, w której mam znajomości pozwalające wynająć łódkę i zwiać na inną wyspę. Taki przynajmniej na razie jest plan.
Oczywiście zabieram Goldastha ze sobą jeśli tylko ma na to chęć.
Uciekam konno poza miasto, może tak jak sugeruje Goldasth ewentualnie jakąś inną lepszą drogą jeśli tylko ją znam. Kieruje się w stronę znanych mi rejonów wyspy. Może gdzieś tam znam jakąś wioskę, w której mam znajomości pozwalające wynająć łódkę i zwiać na inną wyspę. Taki przynajmniej na razie jest plan.
Oczywiście zabieram Goldastha ze sobą jeśli tylko ma na to chęć.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przedmieścia Tahar-garu, późna noc
Katański czarodziej przeskoczył zwinnie przez niewielki krzywy płotek ciągnący się wzdłuż jednej z podmiejskich uliczek i kucnął w ciemnościach nocy nasłuchując uważnie. Tu i ówdzie wśród nędznych chatek z kamienia i gliny rozlegało się szczekanie zaniepokojonych jego obecnością psów, ale nikt nie wychynął na zewnątrz zabiedzonych domostw. W niektórych chatkach dostrzec można było światła zapalonych naprędce świec, kiedy wyrwani ze snu dobiegającym od portu hałasem mieszkańcy poderwali się z posłań i wciąż jeszcze nie wrócili do przerwanego nieoczekiwanie spoczynku.
Moriento podniósł się z kucek i potruchtał prosto przez poletko agawy w kierunku czarnej linii puszczy rysującej się na tle nocnego widnokręgu dobrą milę dalej. Ciepłe światełka miasta pulsowały za jego plecami, budząc w mężczyźnie lekki dreszcz niepewności. Noc w kniei południowego Tabadanu nie musiała oznaczać śmierci od kłów i pazurów, ale lasy tej wielkiej wyspy wciąż obfitowały w drapieżniki nie stroniące od mięsnej diety.
- Strzeż mnie od bestii, Panie Żmii - szepnął Katańczyk muskając czubkami palców swój ocalony przed rabunkiem amulet i oblizując wargi - Strzeż mnie przed drapieżcami ciemności.
Gdzieś w oddali szumiało morze, bijące niestrudzenie falami w piaszczyste brzegi wyspy.
Wątek techniczny
Do wolności jeden krok, wyzwolenie od katowskiego topora na wyciągnięcie ręki. W zamian wilki, trolle oraz hit miesiąca, czyli skolopendra olbrzymia
Katański czarodziej przeskoczył zwinnie przez niewielki krzywy płotek ciągnący się wzdłuż jednej z podmiejskich uliczek i kucnął w ciemnościach nocy nasłuchując uważnie. Tu i ówdzie wśród nędznych chatek z kamienia i gliny rozlegało się szczekanie zaniepokojonych jego obecnością psów, ale nikt nie wychynął na zewnątrz zabiedzonych domostw. W niektórych chatkach dostrzec można było światła zapalonych naprędce świec, kiedy wyrwani ze snu dobiegającym od portu hałasem mieszkańcy poderwali się z posłań i wciąż jeszcze nie wrócili do przerwanego nieoczekiwanie spoczynku.
Moriento podniósł się z kucek i potruchtał prosto przez poletko agawy w kierunku czarnej linii puszczy rysującej się na tle nocnego widnokręgu dobrą milę dalej. Ciepłe światełka miasta pulsowały za jego plecami, budząc w mężczyźnie lekki dreszcz niepewności. Noc w kniei południowego Tabadanu nie musiała oznaczać śmierci od kłów i pazurów, ale lasy tej wielkiej wyspy wciąż obfitowały w drapieżniki nie stroniące od mięsnej diety.
- Strzeż mnie od bestii, Panie Żmii - szepnął Katańczyk muskając czubkami palców swój ocalony przed rabunkiem amulet i oblizując wargi - Strzeż mnie przed drapieżcami ciemności.
Gdzieś w oddali szumiało morze, bijące niestrudzenie falami w piaszczyste brzegi wyspy.
Wątek techniczny
Do wolności jeden krok, wyzwolenie od katowskiego topora na wyciągnięcie ręki. W zamian wilki, trolle oraz hit miesiąca, czyli skolopendra olbrzymia
Kocham cię Keth :p
Pościg będzie się przemieszczał traktami, prześcignąć go na pewno nie zdołam. Pytanie, czy będzie im zależało tak bardzo, żeby zaangażować czarodziejów do tropienia, ale i tak nie bardzo mam jak ich zmylić, więc nie ma co się martwić zawczasu.
Nie ma sensu pchać się w środek lasu. Najrozsądniej będzie chyba wędrować równolegle do traktu w wystarczającej odległości od niego, żeby przykucnąć w krzakach, gdy kogoś usłyszę lub dojrzę (100m? 200m? od drogi?) a jednocześnie na tyle blisko, żeby nie tracić kierunku i nie pchać się w środek knieji. Postaram się dostać do jakiegoś portu i udawać tam kogoś innego. Może Osmudczyka - osmandil znam na tyle dobrze, żeby w razie czego Tabadańczyków wprowadzić w bład.
Priorytetem jest zdobycie jakichś kocy, czegoś ciepłego do ubrania, żywności i wody - bo inaczej marny mój los. Mogę to ukraść z jakiejś wioski, albo obrabować kogoś w jakiejś przydrożnej karczmie (gdy wujdzie za potrzebą lub włamać się do stajni i stamtąd coś ukraść. Mam czas, pościgu nie prześcignę, więc muszę być ostrożny i nie zostać zauważony.
Z drugiej strony jeśli uda mi sie po prostu przeczekać w okolicy tydzień czy 2, żeby główna wrzawa ucichła, mogę ew. wrócić do miasta i tam spróbować sztuczki z udawaniem innej osoby.
Pościg będzie się przemieszczał traktami, prześcignąć go na pewno nie zdołam. Pytanie, czy będzie im zależało tak bardzo, żeby zaangażować czarodziejów do tropienia, ale i tak nie bardzo mam jak ich zmylić, więc nie ma co się martwić zawczasu.
Nie ma sensu pchać się w środek lasu. Najrozsądniej będzie chyba wędrować równolegle do traktu w wystarczającej odległości od niego, żeby przykucnąć w krzakach, gdy kogoś usłyszę lub dojrzę (100m? 200m? od drogi?) a jednocześnie na tyle blisko, żeby nie tracić kierunku i nie pchać się w środek knieji. Postaram się dostać do jakiegoś portu i udawać tam kogoś innego. Może Osmudczyka - osmandil znam na tyle dobrze, żeby w razie czego Tabadańczyków wprowadzić w bład.
Priorytetem jest zdobycie jakichś kocy, czegoś ciepłego do ubrania, żywności i wody - bo inaczej marny mój los. Mogę to ukraść z jakiejś wioski, albo obrabować kogoś w jakiejś przydrożnej karczmie (gdy wujdzie za potrzebą lub włamać się do stajni i stamtąd coś ukraść. Mam czas, pościgu nie prześcignę, więc muszę być ostrożny i nie zostać zauważony.
Z drugiej strony jeśli uda mi sie po prostu przeczekać w okolicy tydzień czy 2, żeby główna wrzawa ucichła, mogę ew. wrócić do miasta i tam spróbować sztuczki z udawaniem innej osoby.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Aldur złapał konia za prowizoryczne lejce i jednym susem znalazł się na grzbiecie wierzchowca. Zwierzę zastukało kopytami w kostki brukowe, niezadowolone z pojawienia się na nim znaczącego ciężaru, bo będąc koniem pociągowym najwyraźniej nie przywykło do noszenia jeźdźców.
Krasnolud splunął pod nogi w wyrazie specyficznego pożegnania, posłał Hariquielowi skinienie głowy, po czym odwrócił się w kierunku Aldura zamierzając z pomocą jego dłoni dosiąść górującego nad nim konia.
Szczupła, owinięta płaszczem postać wychynęła z zadaszonego zaułka opodal, postępując kilka kroków do przodu i przechylając się w stronę trójki zesztywniałych z niepokoju mężczyzn. Bystre oczy elfa i krasnoluda natychmiast otaksowały ją wzrokiem, nie dostrzegając nigdzie śladu broni, ale bynajmniej nie tracąc nic ze swej paranoicznej ostrożności. Wydarzenia ostatnich godzin jawnie dowiodły tego, że tylko ogromna troska o własne bezpieczeństwo mogła ocalić zbiegów przed szubienicznym sznurem.
- Wróżka nie kłamała - spod kaptura płaszcza popłynął melodyjny kobiecy głos mówiący w talinoi, tonem dźwięczącym mieszaniną podekscytowania i radości - Rzekła, że najdę was między nogami Pani Bezmiaru.
Hariquiel obejrzał się odruchowo za siebie i spojrzał uważniej na zmurszały posąg wzniesiony na samym skraju nabrzeża za plecami elfa. Początkowo wziął go za jakiegoś patrona miejscowej społeczności i zignorował zupełnie, teraz jednak z miejsca pojął swą omyłkę.
Był to niebywale stary i podniszczony erozją posąg El-Aranty, bogini morza i patronki tabadańskich rybaków.
- Skoro stało się podług jej słów, tedy reszta wróżby też musi być prawdziwa - dodała zakapturzona kobieta postępując o krok w stronę najmitów.
Wątek techniczny
Na pewno liczyliście na takie spotkanie, prawda?
Aldur złapał konia za prowizoryczne lejce i jednym susem znalazł się na grzbiecie wierzchowca. Zwierzę zastukało kopytami w kostki brukowe, niezadowolone z pojawienia się na nim znaczącego ciężaru, bo będąc koniem pociągowym najwyraźniej nie przywykło do noszenia jeźdźców.
Krasnolud splunął pod nogi w wyrazie specyficznego pożegnania, posłał Hariquielowi skinienie głowy, po czym odwrócił się w kierunku Aldura zamierzając z pomocą jego dłoni dosiąść górującego nad nim konia.
Szczupła, owinięta płaszczem postać wychynęła z zadaszonego zaułka opodal, postępując kilka kroków do przodu i przechylając się w stronę trójki zesztywniałych z niepokoju mężczyzn. Bystre oczy elfa i krasnoluda natychmiast otaksowały ją wzrokiem, nie dostrzegając nigdzie śladu broni, ale bynajmniej nie tracąc nic ze swej paranoicznej ostrożności. Wydarzenia ostatnich godzin jawnie dowiodły tego, że tylko ogromna troska o własne bezpieczeństwo mogła ocalić zbiegów przed szubienicznym sznurem.
- Wróżka nie kłamała - spod kaptura płaszcza popłynął melodyjny kobiecy głos mówiący w talinoi, tonem dźwięczącym mieszaniną podekscytowania i radości - Rzekła, że najdę was między nogami Pani Bezmiaru.
Hariquiel obejrzał się odruchowo za siebie i spojrzał uważniej na zmurszały posąg wzniesiony na samym skraju nabrzeża za plecami elfa. Początkowo wziął go za jakiegoś patrona miejscowej społeczności i zignorował zupełnie, teraz jednak z miejsca pojął swą omyłkę.
Był to niebywale stary i podniszczony erozją posąg El-Aranty, bogini morza i patronki tabadańskich rybaków.
- Skoro stało się podług jej słów, tedy reszta wróżby też musi być prawdziwa - dodała zakapturzona kobieta postępując o krok w stronę najmitów.
Wątek techniczny
Na pewno liczyliście na takie spotkanie, prawda?
Miał już wskoczyć na konia łapiąc za wyciagniętą dłoń drwala gdy dojrzawszy szczupłą sylwetkę wyłaniającą się z okolicznych cieni zesztywniał w połowie ruchu. Natychmiast czujnie rozejrzał się po okolicznych zaułkach, dachach i otwartych oknach. Drgnął znienacka słysząc szeptane w obcej mowie słowa, zerknął niemo na elfa i odwrócił się wprost do nadchodzącej postaci gotując się do ataku.
- Co un tam gada? - warknął cicho do towarzyszy - Naszli nas uże tak szybko? Trza by uciszyć...
Lepsze takie niż siepacze, obadamy co nam przyjdzie ciekawego usłyszeć.
- Co un tam gada? - warknął cicho do towarzyszy - Naszli nas uże tak szybko? Trza by uciszyć...
Lepsze takie niż siepacze, obadamy co nam przyjdzie ciekawego usłyszeć.
- Wybacz pani, jednak z kimś nas pomylić musiałaś. Słowa wróżek, często na tyle pokrętne są, iż łatwo podciągamy pod nie, zbliżone nieco fakty. Nie stąd jesteśmy i nie zwróciliśmy uwagi na to, iż pod pomnikiem bogini miejscowej jakiejś spoczeliśmy. - elf krótko acz grzecznie odparł i czekał chwilę na rozwój wydarzeń, choć sam gotów by odejść w każdej chwili.
Coż za niefortunne miejsce na rozstanie wybraliśmy, podczas dalszych przechadzek, pilnować trzeba by tak charakterystycznych i zbierających ludzi miejsc unikać.
Coż za niefortunne miejsce na rozstanie wybraliśmy, podczas dalszych przechadzek, pilnować trzeba by tak charakterystycznych i zbierających ludzi miejsc unikać.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Kobieta postąpiła jeszcze kilka kroków do przodu odrzucając z głowy kaptur i Hariquiel westchnął mimowolnie rozpoznając w niej w końcu ciemnowłosą dziewczynę z tawerny, która nosiła tego wieczoru nad wyraz cnotliwą suknię bez rozcięć na udach.
- Łazisz za nami? - burknął niespokojnie Goldasth ściskając mocniej szablę i marszcząc czoło - Ktoś cię nasłał?
- Mądra kobieta - odpowiedziała dziewczyna uśmiechając się kącikami ust - Oszczędności życia mi zabrała, ale wywróżyła iście piękniście, a wszystko się tera układa. Piękny elf z ogniem w oczach miał się w tawernie zjawić, a wyście jedyny elf, com go od paru dni widziała, tedy o was musi iść, choć o co z tym ogniem w oczach szło, nie wiem.
Hariquiel też się wraz roześmiał rozpoznając w końcu kształty tobołków zarzuconych na ramiona i plecy Tabadanki.
- Toż to nasze plecaki! - rzucił szeptem elf podchodząc do dziewczyny żwawym krokiem, ta jednak uniosła natychmiast dłonie osadzając go w miejscu.
- Nie tak szybko, mój ty piękny - powiedziała nie odrywając oczu od twarzy Hariquiela i najwyraźniej nie zwracając uwagi ani na Aldura ani na Goldastha - Przyznaj wpierw, że masz u mnie dług do spłacenia...
Wątek techniczny
Dziewczyna z tawerny dźwiga na sobie wszystkie tobołki, które zostawiliście na miejscu, włącznie z torbą Morientiego. Spory ciężar i spore wyzwanie jak na samotną urodziwą istotę kręcącą się nocą po portowej dzielnicy...
Kobieta postąpiła jeszcze kilka kroków do przodu odrzucając z głowy kaptur i Hariquiel westchnął mimowolnie rozpoznając w niej w końcu ciemnowłosą dziewczynę z tawerny, która nosiła tego wieczoru nad wyraz cnotliwą suknię bez rozcięć na udach.
- Łazisz za nami? - burknął niespokojnie Goldasth ściskając mocniej szablę i marszcząc czoło - Ktoś cię nasłał?
- Mądra kobieta - odpowiedziała dziewczyna uśmiechając się kącikami ust - Oszczędności życia mi zabrała, ale wywróżyła iście piękniście, a wszystko się tera układa. Piękny elf z ogniem w oczach miał się w tawernie zjawić, a wyście jedyny elf, com go od paru dni widziała, tedy o was musi iść, choć o co z tym ogniem w oczach szło, nie wiem.
Hariquiel też się wraz roześmiał rozpoznając w końcu kształty tobołków zarzuconych na ramiona i plecy Tabadanki.
- Toż to nasze plecaki! - rzucił szeptem elf podchodząc do dziewczyny żwawym krokiem, ta jednak uniosła natychmiast dłonie osadzając go w miejscu.
- Nie tak szybko, mój ty piękny - powiedziała nie odrywając oczu od twarzy Hariquiela i najwyraźniej nie zwracając uwagi ani na Aldura ani na Goldastha - Przyznaj wpierw, że masz u mnie dług do spłacenia...
Wątek techniczny
Dziewczyna z tawerny dźwiga na sobie wszystkie tobołki, które zostawiliście na miejscu, włącznie z torbą Morientiego. Spory ciężar i spore wyzwanie jak na samotną urodziwą istotę kręcącą się nocą po portowej dzielnicy...
Ostatnio zmieniony 16 sierpnia 2011, 22:49 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
- Coż, słów nawet mądrych kobiet w tym fachu, nie należy odbierać dosłownie. Może o pasję jej chodziło, może o oczu spojrzenie, które niczym płomień mieni się barwami wieloma i kolor swój od światła zależnie zmienia.. - zaczął ostrożnie elf, wpatrując się w dziewczynę, jednocześnie jednak dyskretnie rozejrzał się, co za nią się dzieje.
- Jeśli o dług chodzi, to widzę, iż natrudziłaś się wielce i nie sposób tego przecenić, zwłaszcza, że po ciężkim dniu pracy jeszcze spacery takie musisz urządzać..Wdzięcznym ci jest niezmiernie, jednak ni sakiewki przy sobie nie mam, ni wiem kiedy ją odzyskam, tak więc w tej chwili niestety długu zwrócić nie mogę, a i nie godzi się obiecywać, tak właściwie nie wiadomo czego, nie rzekłaś cóż to za dług, a nie sposób obiecać tak pięknej kobiecie, czegoś co poza siłami leży i następnie okrakiem się z tych słów wycofywać.
- Jeśli o dług chodzi, to widzę, iż natrudziłaś się wielce i nie sposób tego przecenić, zwłaszcza, że po ciężkim dniu pracy jeszcze spacery takie musisz urządzać..Wdzięcznym ci jest niezmiernie, jednak ni sakiewki przy sobie nie mam, ni wiem kiedy ją odzyskam, tak więc w tej chwili niestety długu zwrócić nie mogę, a i nie godzi się obiecywać, tak właściwie nie wiadomo czego, nie rzekłaś cóż to za dług, a nie sposób obiecać tak pięknej kobiecie, czegoś co poza siłami leży i następnie okrakiem się z tych słów wycofywać.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Kobieta odrzuciła przyniesione przez siebie tobołki gestem zdradzającym zupełny brak zainteresowania ich zawartością, co Aldur i Goldasth skwapliwie wykorzystali łapiąc za swe plecaki i zaglądając do nich pośpiesznie. Hariquiel nie sięgnął po swoją torbę, wyczuwając dziwne napięcie rysujące się silną nutą w głosie dziewczyny i spoglądając w jej otwarte szeroko oczy.
- Podług słów wróżki spłacić możesz dług od ręki i wcale nie wielkim procentem - skomentowała jego zastrzeżenia Tabadanka, odgarniając palcami dłoni spadające jej na oczy długie ciemne włosy. Mówiła teraz szybciej i z wyraźnym podekscytowaniem, nie zwracając uwagi na nikogo prócz stojącego przed nią elfa - Trzy razy żem zachodziła do tamtej kapłanki i trzy razy mi to samo rzekła, aż żem wszystko zapamiętała. Elf o ognistych oczach, co się w nocy z katowskiego łańcucha zerwie, coby niedługo potem na konopnej linie zostać obwieszonym. A przecie cię straż ledwie co do lochów powlokła, tedy jeśliś wolny, pewnikiem żeś im zbieżał!
Najmici zesztywnieli słysząc podniesiony głos dziewczyny, krasnolud syknął ostrzegawczo obrzucając bacznym wzrokiem nabrzeże.
- Nie pyplaj tak głośno, bo cię pół miasta usłyszy! - sarknął brodaty rębajło - Wróżka nie skłamała, mi się widzi, iście cud miarkując wierutne kłamstwa plecione przez takowych wróżbitów. Dobytek żeś nasz przytargała, za cośmy ci wielce wdzięczni. Czego jeszcze chcesz? Dinonira albo dwóch? Chętnie bym ci dał, ale nas te kurwie syny ze straży ze szczętem z gotówki odarli...
- Nic mi po tobie i twych dutkach - odparła niecierpliwie Tabadanka - Obaj se idźcie precz, ty i ten drągal. Mnie jeno ten urodziwy elf potrzebny, a i on nie na długo. Wróżka przecie nie kłamała, kiedy wieszczyła, tedy rychło ten czas przyjdzie, kiedy go na konopnej linie obwieszą.
- Mnie powieszą? - powiedział powoli Hariquiel, starannie akcentując każde słowo - Pewnaś, dziewko, że dokładnie tak ci wróżka rzekła?
Dziewczyna przysunęła się bliżej swego rozmówcy, wspinając się na palce stóp i zaglądając mu prosto w oczy. Elf wciągnął w nozdrza przyjemny zapach pachnidła, który zdawał się otaczać czarnowłosą piękność na podobieństwo niewidzialnego płaszcza.
- Przecie żem rzekła, co i jak - zniecierpliwiła się jeszcze bardziej Tahargaryjka - Ale insze co ważne jest. Wróżka powiedziała, a zaklinała się przy tym na Borgona i jego boską żonę pospołu, że jeśli z owym elfem dziecię pocznę przed obwieszaniem, dziecię owe wielką majętność memu rodowi przyniesie. Wszystko do wróżby pasuje, tedy ściągaj z siebie odzienie, miły panie, bo czas ucieka.
Hariquiel skamieniał z wrażenia, nie potrafiąc oprzeć się wrażeniu, że padł ofiarą jakiegoś wyjątkowo przewrotnego żartu. Dociągający paski zarzuconych na plecy tobołków Aldur i Goldasth spojrzeli na siebie z niedowierzaniem, podzielając zdumienie swego towarzysza. Czarnowłosa dziewczyna najwyraźnie źle odebrała tę chwilę ciężkiego milczenia, bo skrzywiła się znienacka i tupnęła stopą w wyrazie ujmująco dziewczęcej złości.
- I coś tak stanął jak kołek jaki? - prychnęła zdenerwowana - Taka brzydka jestem? Jak chcesz, to ci ręcą pomogę, ale mus nam się pośpieszyć, bo jeszcze nas kto tu najdzie!
Kobieta odrzuciła przyniesione przez siebie tobołki gestem zdradzającym zupełny brak zainteresowania ich zawartością, co Aldur i Goldasth skwapliwie wykorzystali łapiąc za swe plecaki i zaglądając do nich pośpiesznie. Hariquiel nie sięgnął po swoją torbę, wyczuwając dziwne napięcie rysujące się silną nutą w głosie dziewczyny i spoglądając w jej otwarte szeroko oczy.
- Podług słów wróżki spłacić możesz dług od ręki i wcale nie wielkim procentem - skomentowała jego zastrzeżenia Tabadanka, odgarniając palcami dłoni spadające jej na oczy długie ciemne włosy. Mówiła teraz szybciej i z wyraźnym podekscytowaniem, nie zwracając uwagi na nikogo prócz stojącego przed nią elfa - Trzy razy żem zachodziła do tamtej kapłanki i trzy razy mi to samo rzekła, aż żem wszystko zapamiętała. Elf o ognistych oczach, co się w nocy z katowskiego łańcucha zerwie, coby niedługo potem na konopnej linie zostać obwieszonym. A przecie cię straż ledwie co do lochów powlokła, tedy jeśliś wolny, pewnikiem żeś im zbieżał!
Najmici zesztywnieli słysząc podniesiony głos dziewczyny, krasnolud syknął ostrzegawczo obrzucając bacznym wzrokiem nabrzeże.
- Nie pyplaj tak głośno, bo cię pół miasta usłyszy! - sarknął brodaty rębajło - Wróżka nie skłamała, mi się widzi, iście cud miarkując wierutne kłamstwa plecione przez takowych wróżbitów. Dobytek żeś nasz przytargała, za cośmy ci wielce wdzięczni. Czego jeszcze chcesz? Dinonira albo dwóch? Chętnie bym ci dał, ale nas te kurwie syny ze straży ze szczętem z gotówki odarli...
- Nic mi po tobie i twych dutkach - odparła niecierpliwie Tabadanka - Obaj se idźcie precz, ty i ten drągal. Mnie jeno ten urodziwy elf potrzebny, a i on nie na długo. Wróżka przecie nie kłamała, kiedy wieszczyła, tedy rychło ten czas przyjdzie, kiedy go na konopnej linie obwieszą.
- Mnie powieszą? - powiedział powoli Hariquiel, starannie akcentując każde słowo - Pewnaś, dziewko, że dokładnie tak ci wróżka rzekła?
Dziewczyna przysunęła się bliżej swego rozmówcy, wspinając się na palce stóp i zaglądając mu prosto w oczy. Elf wciągnął w nozdrza przyjemny zapach pachnidła, który zdawał się otaczać czarnowłosą piękność na podobieństwo niewidzialnego płaszcza.
- Przecie żem rzekła, co i jak - zniecierpliwiła się jeszcze bardziej Tahargaryjka - Ale insze co ważne jest. Wróżka powiedziała, a zaklinała się przy tym na Borgona i jego boską żonę pospołu, że jeśli z owym elfem dziecię pocznę przed obwieszaniem, dziecię owe wielką majętność memu rodowi przyniesie. Wszystko do wróżby pasuje, tedy ściągaj z siebie odzienie, miły panie, bo czas ucieka.
Hariquiel skamieniał z wrażenia, nie potrafiąc oprzeć się wrażeniu, że padł ofiarą jakiegoś wyjątkowo przewrotnego żartu. Dociągający paski zarzuconych na plecy tobołków Aldur i Goldasth spojrzeli na siebie z niedowierzaniem, podzielając zdumienie swego towarzysza. Czarnowłosa dziewczyna najwyraźnie źle odebrała tę chwilę ciężkiego milczenia, bo skrzywiła się znienacka i tupnęła stopą w wyrazie ujmująco dziewczęcej złości.
- I coś tak stanął jak kołek jaki? - prychnęła zdenerwowana - Taka brzydka jestem? Jak chcesz, to ci ręcą pomogę, ale mus nam się pośpieszyć, bo jeszcze nas kto tu najdzie!