Strona 20 z 35

: 08 kwietnia 2014, 09:30
autor: Araven
Fabularyzowany opis powyższych zdarzeń.
- Czas odejść - szepnął Chen Shu i klepnął Gomę po ramieniu. Podnieśli się i skuleni nisko zaczęli się wycofywać. Za nimi małpoludy przetrząsały rzadkie, wyschnięte zarośla, płosząc nocne stworzenia, które z piskiem uciekały im z drogi. Tranicos i Druss wycofywali się, jednakże Tranicos trzymał łuk gotowy do strzału w razie czego, kusza Drussa także była gotowa do użycia.
- Ludzie przed nami - szepnął Goma.
Niewielki oddziałek żołnierzy, nadciągający od strony przeciwnej niż bumbana, próbował wziąć intruzów w dwa ognie.

- Obejdźmy ich z lewej - nakazał Tranicos i skręcił. Wiedział, że na szczęście przeciwnicy się nie orientują, ilu ich jest i uważają ich za nomadów zaznajomionych z pustynią. W przeciwnym razie, rzuciliby się na nich wszyscy naraz.
Szybko stało się jasne, że nie zdążą się wymknąć. Musieli zaatakować.

- Bierz tych dwóch na końcu! - syknął nagląco Chen Shu. - Bez bojowych okrzyków!
Goma posłuchał, ale nie mógł się powstrzymać od cichutkiego nucenia. Khitajczyk widział, że ludzie przed nimi jeszcze ich nie wypatrzyli. To działało na ich korzyść. Przełożył włócznię do lewej ręki i wyciągnął miecz.

Głownia była wysmarowana sadzą, nie mógł więc zdradzić go błysk stali.
Rzucili się na żołnierzy niczym duchy pustynnej nocy. Chen Shu był jak duch, uśpił jednego z wrogów. Nie widział toporu Gomy, ale dobiegły go odgłosy dwóch uderzeń, które nastąpiły tak szybko po sobie, że brzmiały prawie jak jedno. Potem usłyszał dźwięk, osuwającego się ciała, zakutego w zbroję.
Pozostali zaczęli pokrzykiwać jeden do drugiego, pytając, co się stało. W powstałym zamieszaniu Goma ciosem włóczni powalił następnego napastnika. Zbliżały się do nich spragnione krwi małpoludy, rycząc bełkotliwe bojowe okrzyki.

- Nie walcz z bumbana - powiedział Druss, nie zniżając już głosu do szeptu. - Są zbyt silni i zbyt liczni. Uciekajmy! - Pobiegli po własnych śladach, wśród krzyków i zamieszania. Słysząc wrzaski i szczęk, Cymmerianin zaryzykował zerknięcie przez ramię. W ciemności niektórzy z bumbana zaatakowali żołnierzy. Roześmiał się głośno, i w tej samej chwili usłyszał pytanie o hasło.

- Kto idzie? Co się tam dzieje? - dopytywali zaintrygowani wartownicy.
Było ich dwóch. Na szczęście oficer jeszcze nie zdążył podwoić straży. Chen Shu i Goma rozprawili się z nimi w jednej chwili i zniknęli w ciemności.
- Nikt nas nie ściga - powiedział Goma po półgodzinie. Zwolnili. Żaden nie był spocony, oddychali normalnie. - To była dobra walka. - Zęby przewodnika zalśniły w świetle miesiąca. - Ale teraz wiedzą, że wiemy, iż nas śledzą.
- Nie.
- Jak to nie? Wykryli nas i widzieli.
- Myślą, że to nomadowie. - Goma nie rozumiał rozmowy Sethmesa z oficerami, więc Chen Shu powtórzył mu ją w skrócie. - Wiedzą, że marynarze nie są obyci z pustynią, a Aquilończycy pochodzą z żyznego, bogatego kraju. Myślą, że ja jestem tylko góralem z zimnej krainy, a o tobie nie mają pojęcia. Tylko obecność nomadów może wyjaśnić taki zmasowany atak.
- Zmasowany atak? Ale nas jest tylko czterech.

Chen Shu roześmiał się głośno.
- Kiedy policzą martwych, nie uwierzą, że czterej ludzie zabili tylu w tak krótkim czasie. Brałeś udział w wielu wojnach, znasz wojowników. Każdy przysięgnie, że było nas pięćdziesięciu.
- Prawda! Nikt nie chce się przyznać, że został pokonany przez nielicznego wroga. Do rana sami w to uwierzą.
- Właśnie. I będą myśleć, że my nic o nich nie wiemy. Niech tak będzie. Co do naszych towarzyszy, wyszliśmy dziś w nocy na polowanie. Nie mów im nic o tych, którzy nas śledzą.
- Nawet temu wojownikowi o żółtej brodzie? - Druss wyraźnie usłyszał niezadowolenie w głosie Gomy. - Ależ on jest naszym przywódcą.
- Tak, i nie zdradzę go, ale niepokoi mnie mnóstwo rzeczy związanych z tą misją. Aquilończycy nie powiedzieli nam całej prawdy. Poczuję się lepiej, mając w zanadrzu własny sekret. Ty jesteś wojownikiem i może to być dla ciebie dziwne...

- Nie jestem jednym z tych kundli z wybrzeża - rzekł dumnie Goma. - Nie są mi obce sposoby królów i wielmożów. Zdrada i oszustwo są dla nich jak tchnienie życia. Nigdy nikomu nie ufają i zawsze są podejrzliwi. Lojalność względem jakiegoś księcia jest zwykle nagradzana ruiną albo śmiercią.
- Tak, możnowładcy są tacy sami na całym świecie. Zawsze się cieszę, że pochodzę z ludu, który cywilizowani zwą barbarzyńcami, że nigdy nie znaliśmy pana większego od naczelnika klanu, choć nawet i ci potrafią zaleźć człowiekowi za skórę.
Nim doszli do budzącego się po nocy obozowiska, każdy dźwigał na ramieniu tłuściutką gazelę.

- Myślę - zaczął Druss, nim znaleźli się w obrębie obozu - że twoje pochodzenie dla wielu może być niespodzianką, przyjacielu.
Goma poważnie pokiwał głową.
- Może i tak. Ale niezależnie od kłamstw i oszustw, które są plagą tej misji, wiesz, że ciebie nie okłamałem, wojowniku.
- To prawda, na Croma - boś w ogóle nic nie powiedział!
- I to jest wyśmienitym sposobem unikania kłamstw, nieprawdaż?
Niesiecie jeńca uśpionego przez Chen Shu, to stygijski żołnierz. Nieśli go na zmianę Goma i Druss jako najsilniejsi.
Co robicie? Jak wrócicie z nim do obozu to pozamiatane.
Ale tajemnicy pościgu się nie da długo zataić. Wkrótce Ktoś z Akwilończyków zauważy Sethmesa, to za duża grupa, odbłyski słońca na broni ich zdradzą z daleka.
Wiecie, że oni świadomie was nie doganiają. Trzymają pewien dystans.
Tranicos idzie skrycie po Vanko i Zoriana? Świt za godzinę będzie.

: 08 kwietnia 2014, 22:37
autor: Waylander
Jestem za tym żeby natychmiast wszystko opowiedzieć, trzeba przygotować zasadzkę i rozbić tamtych, pojmać/zabić kapłana.

Zastanawiam się tylko czy nie poczęstować naszego pościgu najpierw innym "specjałem", konkretnie zatruć źródło. Mogłoby to pozwolić nam wyeliminować znaczną część wrogów bez własnych start. Ale są też minusy sami stracimy najpewniej to źródło na czas naszej powrotnej podróży co może być niebezpieczne. Kolejna sprawa to nomadzi, jeśli dowiedzą się że zatruliśmy źródło wody to możemy mieć naprawdę przegwizdane.

Chce wypytać Goma o tych nomadów miał z nimi styczność? jacy są? wie gdzie ich szukać? mogliby się dać namówić do wspólnego ataku na Stygijczyków?

: 09 kwietnia 2014, 14:49
autor: Araven
Goma rzekł, Ngai stwórca życia, nie pochwala zatruwania wody, nie wezmę w tym udziału.
Nomadzi bywają tu rzadko, to Ghanatanie albo Tibu, łapią niewolników głównie i napadają nielicznych wędrowców jakich tu można spotkać, jeśli tylko ci, nie są dość silni.
Nie mam żadnych kontaktów wśród nich. Ale można spróbować ich znaleźć, ale nie wiadomo ile to potrwa.
Mamy pewien impas. Chcecie walczyć i zrobić zasadzkę? Czy ruszamy dalej? Informujecie resztę o ogonie?

: 09 kwietnia 2014, 22:46
autor: Dobro
Póki co to zwiadowcy muszą dojść do obozu i nam powiedzieć o swoich obserwacjach...

: 09 kwietnia 2014, 22:53
autor: Araven
Zwiadowcy z jeńcem już dotarli do was. Załóżmy, że Tranicos dyskretnie obudził Ciebie i Vanko.
Więc możecie się naradzać poza obozem. Sugerowałem rozwiązanie jak wyżej, ale Procjon nie zareagował na moją sugestię.
Waylander przedstawił swoje propozycje w trybie technicznym.

: 09 kwietnia 2014, 23:18
autor: El Bragh
Mam nadzieję że do obozu wracaliśmy jakąś okrężną drogą tak żeby zmylić ewentualny pościg.
Ciekaw jestem czy jeńca da się wybudzić jakoś? Oczywiście związując, kneblując i dokładnie przeszukując go.
Czy wiem może czego się boją "stygijskie psy" albo przynajmniej ktoś z naszej grupy?
- Zaraz zacznie świtać. Obóz już blisko - Powiedział zabójca rozglądając się po okolicy - Czas najwyższy zdecydować co robimy z jeńcem. Czy zabieramy go do obozu i tym sposobem nasz wypad odtajnimy. Czy może jakiegoś miejsca ustronnego poszukamy w celu "zaprzyjaźnienia" się z naszym nowym kompanem. - Kończąc wypowieć zwrócił wzrok ku nieprzytomnemu więźniowi i demonicznie się uśmiechnął.
- Myślę że do przesłuchania przydałby się nam nasz przyjaciel Vanko, który na pewno ma wrodzony przekonywania dar.- zwrócił się do Tranicosa - Nie zechciałbyś go przyprowadzić zwiadowco? Oczywiście tak żeby nie wzbudzić niczyich podejrzeń.
- Drusscie powinieneś wrócić do obozu i zająć czymś naszych pracodawców tak aby nie zwrócili uwagi na nasze zniknięcie? Tobie ufają najbardziej z nas. - po czym lekko skłonił się na znak szacunku, w kierunku muskularnego wojownika.
- Gomo jako tych ziem bywalec pewno znasz przydatne akcesoria, które można znaleźć na pustyni do "przekonywania" opornych ludzi... - robiąc pauzę Chen Shu spojrzał się na każdego z kompanów.
- Oczywiście jeśli nie mamy w planach zabierać stygijczyka do obozu. - tu khitajczyk czekając na propozycję reszty kompanów, wyjął gwiazdkę i zaczął się nią bawić.
Akcesoria pomocne przy torturach: mam tu na myśli jakieś rośliny, insekty zwierzęta pomocne w procederze

: 09 kwietnia 2014, 23:47
autor: Waylander
Druss jest za zasadzką i opowiedzeniem o wszystkim. Skoro znamy już ich zamiary to nie ma jak dla mnie sensu iść na przód z liczniejszym nieprzyjaciele odcinającym nam drogę powrotu, w dodatku zyskujący dalszą przewagę z każdym usuniętym przez nas(i opłaconym krwią) niebezpieczeństwem.

Druss odpowiedział szybko na propozycje Chen-Shu
- Po co dalej zwodzić naszych pracodawców? Nie dość że to nielojalność, to totalnie bezsensowna, trzeba tych Stygijskich drani wybić jak najszybciej, przy źródle mamy świetną okazje tego dokonać, więc nie traćmy czasu na niepotrzebne maskarady tylko poświęćmy go na przygotowania, więźnia przesłuchamy w obozie, wyśpiewa wszystkim co ten pies kapłan planuje z nami zrobić. To powinno odpowiednio rozwścieczyć naszych ludzi.

Barbarzyńca zmilkł na chwilę, jego twarz wykrzywił grymas pogardy i nienawiści:

- Znaczy się jeśli wiadomość że te parchy ze Stygii zadają się z małpoludami już nie wystarczy.

: 10 kwietnia 2014, 00:10
autor: Araven
Z wiedzą Chen Shu o torturach wyciśniecie z niego wszystko co wie. Ale on za wiele nie wie, to szeregowy żołnierz. Mają 40 małpoludów i 60 żołnierzy, w tym 30 łuczników.
Sethmes obiecał im masę złota, mają was nie atakować dopóki on nie wyda im rozkazu. Mają iść za wami, jak to czynią i trzymać kilkugodzinny dystans.
Są dobrze uzbrojeni, mają dużo zapasów, małpoludy mogą sporo nieść.
Jakieś dodatkowe pytania macie?

: 10 kwietnia 2014, 21:24
autor: Procjon
Przepraszam za nieobecność, miałem przejściowe problemy z czasem.
- Ekhem. Jak świetnie wiemy, łucznicy w otwartym terenie to niebagatelna przewaga przeciw piechocie. Jak równie dobrze wiemy, bumbana to też niebagatelna przewaga nie mówiąc już o kapłanie jednego z dawno zapomnianych, ale nadal potężnych bóstw. Zmierzając do konkluzji, nie ma cholernej krztyny sensu w walce z nimi, chyba że ktoś z tu obecnych chce zginąć. Zaiste, każdy z nas musiałby mieć szczęście Zamoranina, krzepę Cymerianina i głowę Aquilończyka żeby wynieść z takiej walki cało dupę. O ile nie ich nie podtrujemy i nie złapiemy w zasadzkę, jak proponowali moi przedmówcy. Jednakże, jestem całkowicie przeciwko walce z nimi, nie nazwę ich wrogami, bo nawet nie znamy ich zamiarów. Jeżeli nikt nie ma jakichś sensownych argumentów przeciwko, proponuję w jakiś sposób porozmawiać z czarownikiem i dowiedzieć się czego chce, i dopiero w razie czego sprzątnąć. Nie mówiąc już o tym, że jeśli kapłan zginie, nasi drodzy pracodawcy nie dopełnią warunków umowy i dopadnie ich klątwa Maat, o której mieliśmy okazję usłyszeć.

: 10 kwietnia 2014, 21:54
autor: Waylander
- Tranicosie to prawda że mają nad nami przewagę liczebną, ale jak dotąd trafiali nam się wrogowie o wiele liczniejsi i dawaliśmy im radę. Po za tym fakty są takie że im później dojdzie do konfrontacji tym gorzej dla nas, ten wszawy kapłan wykorzystuje nas do pokonania wszelkich trudności na szlaku, płacimy krwią żeby on nie musiał uronić ani kropli krwi swoich ludzi. Jeśli pozwolimy mu to ciągnąc to wykończy nas kiedy nie będziemy mu już potrzebni. Wydajmy mu bitwę teraz i tutaj, jego ludzie będą spragnieni i zmęczeni a nasi wypoczęci. To według mnie jedyna opcja jaką mamy, chyba że chcesz ich atakować co noc małymi rajdami, tyle tylko że teraz na pewno będą ostrożniejsi.

: 10 kwietnia 2014, 22:29
autor: El Bragh
- Twa lojalność i honor jest tak wielki jak twoja osoba, szkoda że w dzisiejszych czasach coraz ciężej spotyka się takich ludzi jak Ty. Cenisz innych swoją miarą co niestety jest twoją wadą. Nasi pracodawcy już nie jednokrotnie zatajali przed nami ważne kwestie dotyczące naszej wyprawy.- Chen Shu zrobił pauzę , dając chwilę Drussowi na przemyślenie jego słów
-Ja w stanie im zaufać bezgranicznie nie jestem. Co nie znaczy że nie pójdę za tobą wielki wojowniku, choćby z ciekawości co się wydarzy. Jednak jak mówi stare przysłowie strzeżonego, duchy przodków strzegą, wolałbym wiedzieć kto jest moim przyjacielem a kto wrogiem. Czy jesteś pewien intencji Akwilończyków?
Co do zasadzki to mam mieszane uczucia nie dość że jest nas prawie o połowę mniej to jeszcze połowa naszego oddziału to marynarze którzy ze stygijskim wojskiem i wyszkolonymi w walce bumbana mają marne szanse. Nie daje mi też spokoju to że ekspedycja Marandosa również była wspierana przez małpoludy. Czy widzieliśmy jakieś ich ślady ? Bo tylko MG wspominał o nich w wiosce. Chodzi mi o grupę męża Mali

: 10 kwietnia 2014, 22:36
autor: Procjon
- Na pewno lepiej najpierw ich zmęczyć, a potem wytłuc. Jednej nocy nas czterech pozbawiło wroga ośmiu ludzi bez najmniejszych strat, więc jeżeli będziemy ich co noc podgryzać trochę większymi siłami, zrównamy się w ciągu tygodnia. Wtedy z naszym niemałym szczęściem, taktyką Zoriana i naszym bądź co bądź dobrym wyszkoleniem mamy spore szanse.
Mamy jakichś łuczników?

: 10 kwietnia 2014, 22:57
autor: Araven
Przed atakiem małpoludów trafiliście na resztki ich uczty, zjedli część wyprawy Marandosa, wspominałem o tym. Od tamtego czasu śladów ekspedycji Marandosa nie było.
Łuczników macie też około 20, część ludzi Drussa i Zoriana strzela. Veai Mea, kilku ludzi Ufilia i kilku marynarzy. Koło 20 będzie.
Owszem w nocnym ataku zabiliście kilku. Ale Akwilończycy ruszają za godzinę dalej, z marynarzami. Ufilio nic nie wie o Sethmesie.
Poza tym teraz się pilnują pewnie lepiej, i byliby idiotami, gdyby nie skojarzyli, że ktoś im co noc zabija kilku ludzi, podczas, gdy tylko wy obozujecie kilka godzin od nich.
Na razie mają wodę, ale za kilka dni się im skończy i wtedy raczej by uderzyli.
Decydujcie co czynić, za godzinę po śniadaniu wasza wyprawa rusza dalej.

: 10 kwietnia 2014, 23:15
autor: El Bragh
Grupa Sethmesa ma trzymać się za nami kilka godzin niepostrzeżenie, ciekaw jestem jak to robią? Muszą mieć szpiega wśród naszej grupy lub jakiś zwiad, który nas obserwuje. pytam o to naszego "języka" a także co ze statkami i ilu zostało w nich ludzi?

: 10 kwietnia 2014, 23:35
autor: Araven
Jeniec odpowiedział, że Sethmes używa magii, ma też dobrych tropicieli. Są w stanie stwierdzić dość dokładnie, że duża grupa przeszła kilka godzi wcześniej danym szlakiem.
Tranicos jako elitarny zwiadowca, bez problemu by tego dokonał.
Na statku Sethmesa zostało 20 ludzi 10 bumbana, on ma dużo większy statek niż wasz.