PBF - Klepsydra Wieczności
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Lutter zerwał się na nogi. Jego plan spalił na panewce i teraz musiał wymyślić coś nowego.
- Dobra Ragax! Ja ich odciągnę, a wy zobaczcie te podziemia! Spotkamy się w wiosce! - sapną, po czym wyskoczył z kryjówki, i dzierżąc Guan Dao pobiegł w stronę wykopu.
- Dobra Ragax! Ja ich odciągnę, a wy zobaczcie te podziemia! Spotkamy się w wiosce! - sapną, po czym wyskoczył z kryjówki, i dzierżąc Guan Dao pobiegł w stronę wykopu.
Plan mam taki: będę udawał barda, który zabłądził po drodze i został obrabowany przez bandytów... a w razie, gdy będą chcieli mnie pogonić - uciekam co sił w nogach okrężną drogą do wioski.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, obóz przy ruinach
Starając się powstrzymać ogromne zdenerwowanie, bard zbiegł po trawiastym zboczu wzniesienia pomiędzy namioty, przez cały czas nie spuszczając oka z ciemnego wykopu. Pokonawszy biegiem obozowisko Lutter zatrzymał się na jego przeciwnym krańcu, z trudem łapiąc oddech i opierając się na wbitej grotem w ziemię włóczni. Ze swego miejsca dostrzegał niewyraźne zarysy leżących w trawie towarzyszy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że widział ich jedynie dzięki świadomości tego, w którym miejscu się ukrywali.
- I daj mi dość siły, Panie, abym zdołał ujść z ich bezbożnego uścisku - wymamrotał Lutter wbijając spojrzenie w wejście do podziemi i modląc się jednocześnie o boską protekcję ze strony Piana.
Zdenerwowany mężczyzna nie musiał długo czekać. Ledwie wyszeptał ostatnie wersety błagalnej modlitwy, dostrzegł w wykopie jakieś poruszenie. Jeden po drugim, spod ziemi wychynęło ośmiu nieznajomych odzianych w czarne szaty ściągnięte skórzanymi pasami. Wszyscy dzierżyli w dłoniach obnażone miecze, trzymane w sposób sugerujący wprawę w posługiwaniu się tego rodzaju orężem.
Na widok samotnego obcego wspartego o włócznię na przeciwnym skraju obozowiska zatrzymali się na chwilę, naradzając się pośpiesznie szeptem. Ukryci w wysokiej trawie na wzgórzu wstrzymali na ten widok oddech, nie wiedząc, czego powinni się po morglithianach spodziewać.
Jeden z czarnych wysunął się do przodu zmierzając powolnym krokiem ku Lutterowi i rozglądając się jednocześnie wokół siebie. Trzej inni ruszyli jego śladem, ale nie ta czwórka szczerze zaniepokoiła Luttera, tylko pozostali czterej, którzy rozdzielili się na dwie pary i zniknęli za namiotami po obu stronach obozu w ewidentnym zamiarze wzięcia intruza w kleszcze z flanki.
Żaden z czarnych nie wypowiedział dotąd ani jednego słowa, swym uporczywym milczeniem wywołując u barda gęsią skórkę.
Starając się powstrzymać ogromne zdenerwowanie, bard zbiegł po trawiastym zboczu wzniesienia pomiędzy namioty, przez cały czas nie spuszczając oka z ciemnego wykopu. Pokonawszy biegiem obozowisko Lutter zatrzymał się na jego przeciwnym krańcu, z trudem łapiąc oddech i opierając się na wbitej grotem w ziemię włóczni. Ze swego miejsca dostrzegał niewyraźne zarysy leżących w trawie towarzyszy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że widział ich jedynie dzięki świadomości tego, w którym miejscu się ukrywali.
- I daj mi dość siły, Panie, abym zdołał ujść z ich bezbożnego uścisku - wymamrotał Lutter wbijając spojrzenie w wejście do podziemi i modląc się jednocześnie o boską protekcję ze strony Piana.
Zdenerwowany mężczyzna nie musiał długo czekać. Ledwie wyszeptał ostatnie wersety błagalnej modlitwy, dostrzegł w wykopie jakieś poruszenie. Jeden po drugim, spod ziemi wychynęło ośmiu nieznajomych odzianych w czarne szaty ściągnięte skórzanymi pasami. Wszyscy dzierżyli w dłoniach obnażone miecze, trzymane w sposób sugerujący wprawę w posługiwaniu się tego rodzaju orężem.
Na widok samotnego obcego wspartego o włócznię na przeciwnym skraju obozowiska zatrzymali się na chwilę, naradzając się pośpiesznie szeptem. Ukryci w wysokiej trawie na wzgórzu wstrzymali na ten widok oddech, nie wiedząc, czego powinni się po morglithianach spodziewać.
Jeden z czarnych wysunął się do przodu zmierzając powolnym krokiem ku Lutterowi i rozglądając się jednocześnie wokół siebie. Trzej inni ruszyli jego śladem, ale nie ta czwórka szczerze zaniepokoiła Luttera, tylko pozostali czterej, którzy rozdzielili się na dwie pary i zniknęli za namiotami po obu stronach obozu w ewidentnym zamiarze wzięcia intruza w kleszcze z flanki.
Żaden z czarnych nie wypowiedział dotąd ani jednego słowa, swym uporczywym milczeniem wywołując u barda gęsią skórkę.
Ośmiu uzbrojonych w miecze mężczyzn, uparcie milczących i sukcesywnie zbliżających się do nieproszonego gościa. Czy Lutter zechce nawiązać konwersację czy też od razu zacznie na złamanie karku wiać?
- Hej, panowie, którędy do gospody "Po ogrzym jajem"? Bo właśnie zmierzam tam na występy i zbłądziłem, cha, cha! Las taki ciemny, wiecie... no... wystarczy, że pokażecie panowie drogę! I po co te miecze? - dukał bard, powoli cofając się. Bał się jak nigdy od 5 lat. Te typki naprawdę robiły na nim straszne wrażenie!
Jeżeli się nie zatrzymają i nic nie powiedzą - to w nogi, pędzę ile sił w nogach, starając się nie zgubić mojej "wykałaczki"... Jeżeli zechcą pogadać - akcja stop!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, obóz przy ruinach
Wykrzyczane pytanie Luttera sprawiło, że czarni zatrzymali się na chwilę, przynajmniej ci znajdujący się w polu widzenia barda. Wiodący grupkę mężczyzna o szczupłej twarzy i twardych ciemnych oczach zerknął na najbliższego kompana, a potem bez jakiegokolwiek słowa uniósł wyżej miecz i runął biegiem w stronę barda, pociągając resztę czarnych za sobą.
Krew zatętniła szaleńczo w żyłach spiętego do granic możliwości Luttera. Pędzący poprzez obozowisko miecznicy przywodzili na myśl najgorsze wyobrażenia barda, toteż artysta w ułamku chwili wyszarpnął z darni ostrze włóczni i okręciwszy się na pięcie popędził na złamanie karku w górski zagajnik.
Przerażenie zapierało mu dech w piersiach, ale zarazem dodawało skrzydeł nogom, a powalone tu i ówdzie pnie drzew i wielkie głazy w najmniejszym stopniu nie przeszkadzały w ucieczce skaczącego niczym kozica barda.
- Kurwa, kurwa! - zakrzyknął przeraźliwie uciekający w popłochu Lutter, pozwalając sobie na jedyny okrzyk.
Wykrzyczane pytanie Luttera sprawiło, że czarni zatrzymali się na chwilę, przynajmniej ci znajdujący się w polu widzenia barda. Wiodący grupkę mężczyzna o szczupłej twarzy i twardych ciemnych oczach zerknął na najbliższego kompana, a potem bez jakiegokolwiek słowa uniósł wyżej miecz i runął biegiem w stronę barda, pociągając resztę czarnych za sobą.
Krew zatętniła szaleńczo w żyłach spiętego do granic możliwości Luttera. Pędzący poprzez obozowisko miecznicy przywodzili na myśl najgorsze wyobrażenia barda, toteż artysta w ułamku chwili wyszarpnął z darni ostrze włóczni i okręciwszy się na pięcie popędził na złamanie karku w górski zagajnik.
Przerażenie zapierało mu dech w piersiach, ale zarazem dodawało skrzydeł nogom, a powalone tu i ówdzie pnie drzew i wielkie głazy w najmniejszym stopniu nie przeszkadzały w ucieczce skaczącego niczym kozica barda.
- Kurwa, kurwa! - zakrzyknął przeraźliwie uciekający w popłochu Lutter, pozwalając sobie na jedyny okrzyk.
Ośmiu napastników popędziło w ślad za bardem pozostawiając reszcie drużyny otwartą drogę do podziemi...
- O Pianie, o Pianie, o Pianie.... powtarzał w myślach gorączkowo Kevfalcon, biegnący na złamanie karku między drzewami i krzakami, w kierunku odwrotnym do wioski. Nie oglądał się za siebie; był niemal pewny, że ogary w czarnych płaszczach biegną za nim. Włócznia niemiłosiernie ciążyła bardowi, ale ten - chyba tylko siłą woli - zdołał ją trzymać i nie stracić w tym szaleńczym biegu.
- Pianie, jeśli cenisz me marne życie twego sługi, to... kurwa, jebany patyk! - zaklął bard, potykając się i na mrożącą krew w żyłach sekundę stracił równowagę - ...to sprawisz, że te gnidy co mnie gonią wywalą się na zbity pysk! A ile śmiechu przy tym będzie! - bard dokończył modlitwę, ryzykując spojrzenie za siebie.
- Pianie, jeśli cenisz me marne życie twego sługi, to... kurwa, jebany patyk! - zaklął bard, potykając się i na mrożącą krew w żyłach sekundę stracił równowagę - ...to sprawisz, że te gnidy co mnie gonią wywalą się na zbity pysk! A ile śmiechu przy tym będzie! - bard dokończył modlitwę, ryzykując spojrzenie za siebie.
Gonią mnie jeszcze? Jak teren przede mną? Da radę się skryć?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
- Nie pozostaje nam nic innego jak bez robienia zbędnego hałasu podejść do ruin.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Yyyy. Tak. Trzeba iść. I to szybko - jąkał się Gorbak - tylko co z tymi nieumarłymi?
Pytanie zawisło nad drużyną jak czarna gradowa chmura. Gorbak rozważał w myślach różne scenariusze z udziałem jego i jego kompanów, nieumarłymi i klepsydrą dającą wieczne życie, ale wszystkie kończył się źle.
Nieumarli byli najstraszniejszym i najgroźniejszym przeciwnikiem, nawet gorszym od sharnów. Martwiaki nie bał się śmierci, byli mało wrażliwi na broń i magię. Zazwyczaj nie padały póki ich się nie porąbało na części. Nie znały lęku, bólu, strachu ni zmęczenia. Nie dało się ich przekonać, ani przekupić. Nigdy się nie wahały, nie zastanawiały i miały tylko jeden cel. Zabić żywych. Dostrzegały żywych w całkowitych ciemnościach, nie ważne czy ci się skradali czy szli głośno. Czy się zbliżało z przodu czy z tyłu one po prostu wiedziały...
Pytanie zawisło nad drużyną jak czarna gradowa chmura. Gorbak rozważał w myślach różne scenariusze z udziałem jego i jego kompanów, nieumarłymi i klepsydrą dającą wieczne życie, ale wszystkie kończył się źle.
Nieumarli byli najstraszniejszym i najgroźniejszym przeciwnikiem, nawet gorszym od sharnów. Martwiaki nie bał się śmierci, byli mało wrażliwi na broń i magię. Zazwyczaj nie padały póki ich się nie porąbało na części. Nie znały lęku, bólu, strachu ni zmęczenia. Nie dało się ich przekonać, ani przekupić. Nigdy się nie wahały, nie zastanawiały i miały tylko jeden cel. Zabić żywych. Dostrzegały żywych w całkowitych ciemnościach, nie ważne czy ci się skradali czy szli głośno. Czy się zbliżało z przodu czy z tyłu one po prostu wiedziały...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, obóz przy ruinach
Nie bacząc na przestrach gnoma dwaj półolbrzymi odczekali jeszcze krótką chwilę chcąc się upewnić, że ścigający barda czarni zniknęli w pobliskim lesie, po czym poderwali się z trawy i pognali w dół wzniesienia ku ciemnemu otworowi wykopu. Gorbak oblizał spierzchnięte wargi, po czym poszedł w ślad za nieustraszonymi towarzyszami, nie do końca przekonany o słuszności ich zuchwałego planu.
Dwaj rośli mężczyźni zatrzymali się na ułamek chwili przy wejściu do podziemi, spoglądając na przemian to w czerń rozświetlaną słabym blaskiem zatkniętych w głębi wykopu łuczyw, to na górski las skrywający tajemnicę losu Luttera.
- Nie lza mitrężyć czasu! - powiedział Ragax, po czym zagłębił się jako pierwszy w ciemność.
Nie bacząc na przestrach gnoma dwaj półolbrzymi odczekali jeszcze krótką chwilę chcąc się upewnić, że ścigający barda czarni zniknęli w pobliskim lesie, po czym poderwali się z trawy i pognali w dół wzniesienia ku ciemnemu otworowi wykopu. Gorbak oblizał spierzchnięte wargi, po czym poszedł w ślad za nieustraszonymi towarzyszami, nie do końca przekonany o słuszności ich zuchwałego planu.
Dwaj rośli mężczyźni zatrzymali się na ułamek chwili przy wejściu do podziemi, spoglądając na przemian to w czerń rozświetlaną słabym blaskiem zatkniętych w głębi wykopu łuczyw, to na górski las skrywający tajemnicę losu Luttera.
- Nie lza mitrężyć czasu! - powiedział Ragax, po czym zagłębił się jako pierwszy w ciemność.
Tercet zuchwałych awanturników zniknął w trzewiach ziemi pod prastarymi ruinami!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, górskie lasy
Gnany strachem o własne życie, Kevfalcon Lutter wysforował się daleko przed swych prześladowców wymachując dzierżoną kurczowo włócznią i skacząc przez chaszcze niczym młody kozioł. Lawirując i klucząc pośród sosnowych zagajników bard przypadł w końcu do usianej suchymi igiełkami ziemi i znieruchomiał nadstawiając bacznie uszu.
Ścigający go mężczyźni musieli być w pobliżu, bo raz za razem do uszu artysty docierały odgłosy deptanych gałązek lub cichutkie poszczękiwanie metalu, ale wciśnięty w darń mężczyzna rozpłaszczył się w cieniu wiszących tuż nad ziemią gałązek świerków dosłownie rozmywając się w powietrzu. Serce waliło mu niczym młot, a płuca desperacko domagały się powietrza. Przez długą chwilę Lutter odchodził od zmysłów, ale stopniowo zaczynał się uspokajać. Gdzieś pomiędzy drzewami, nieco poniżej kryjówki barda, przebiegli nieśpiesznie dwaj mężczyźni w czarnych strojach, zawracający widać w stronę obozowiska. Chociaż nic nie mówili, biegły w czytaniu z mowy ciała Lutter z miejsca wyczuł przepełniającą ich frustrację i nie zdołał na ów widok powstrzymać uśmieszku mściwej satysfakcji.
Unosząc się leciutko na łokciach bard zaczął rozglądać się wokół siebie próbując odtworzyć w myślach drogę powrotną do Bakarii. Troska o zdrowie i życie trzech kompanów penetrujących groźne podziemia ruin przypomniała Lutterowi o konieczności rozmówienia się z naczelnikiem Skandrą oraz tanem Takanem.
W dole przeszedł jeszcze jeden człowiek w czerni, zmierzający ku obozowisku śladami swych poprzedników. Lutter odczekał, aż prześladowca zniknie mu z oczu, po czym rozejrzał się raz jeszcze bacznie wokół siebie.
Krew ścięła mu się w żyłach czystym lodem.
Wysoki i przeraźliwie szczupły mężczyzna o ogolonej gładko głowie tkwił wychylony zza pnia pobliskiego świerku, bezszelestnie zmieniając układ palców na rękojeści długiego miecza i świdrując jednoczenie wzrokiem nieświadomego dotąd jego obecności barda. Drugi napastnik, dużo niższy, ale barczysty mieszaniec krwi o wystających z ust charakterystycznych kłach zdradzających orkowe korzenie, skradał się ku bardowi krok za krokiem mrużąc złowieszczo swe oczy.
Obaj byli zaledwie kilkanaście kroków od kryjówki Luttera.
Gnany strachem o własne życie, Kevfalcon Lutter wysforował się daleko przed swych prześladowców wymachując dzierżoną kurczowo włócznią i skacząc przez chaszcze niczym młody kozioł. Lawirując i klucząc pośród sosnowych zagajników bard przypadł w końcu do usianej suchymi igiełkami ziemi i znieruchomiał nadstawiając bacznie uszu.
Ścigający go mężczyźni musieli być w pobliżu, bo raz za razem do uszu artysty docierały odgłosy deptanych gałązek lub cichutkie poszczękiwanie metalu, ale wciśnięty w darń mężczyzna rozpłaszczył się w cieniu wiszących tuż nad ziemią gałązek świerków dosłownie rozmywając się w powietrzu. Serce waliło mu niczym młot, a płuca desperacko domagały się powietrza. Przez długą chwilę Lutter odchodził od zmysłów, ale stopniowo zaczynał się uspokajać. Gdzieś pomiędzy drzewami, nieco poniżej kryjówki barda, przebiegli nieśpiesznie dwaj mężczyźni w czarnych strojach, zawracający widać w stronę obozowiska. Chociaż nic nie mówili, biegły w czytaniu z mowy ciała Lutter z miejsca wyczuł przepełniającą ich frustrację i nie zdołał na ów widok powstrzymać uśmieszku mściwej satysfakcji.
Unosząc się leciutko na łokciach bard zaczął rozglądać się wokół siebie próbując odtworzyć w myślach drogę powrotną do Bakarii. Troska o zdrowie i życie trzech kompanów penetrujących groźne podziemia ruin przypomniała Lutterowi o konieczności rozmówienia się z naczelnikiem Skandrą oraz tanem Takanem.
W dole przeszedł jeszcze jeden człowiek w czerni, zmierzający ku obozowisku śladami swych poprzedników. Lutter odczekał, aż prześladowca zniknie mu z oczu, po czym rozejrzał się raz jeszcze bacznie wokół siebie.
Krew ścięła mu się w żyłach czystym lodem.
Wysoki i przeraźliwie szczupły mężczyzna o ogolonej gładko głowie tkwił wychylony zza pnia pobliskiego świerku, bezszelestnie zmieniając układ palców na rękojeści długiego miecza i świdrując jednoczenie wzrokiem nieświadomego dotąd jego obecności barda. Drugi napastnik, dużo niższy, ale barczysty mieszaniec krwi o wystających z ust charakterystycznych kłach zdradzających orkowe korzenie, skradał się ku bardowi krok za krokiem mrużąc złowieszczo swe oczy.
Obaj byli zaledwie kilkanaście kroków od kryjówki Luttera.
I co teraz?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Poruszając się w niebywale ostrożny sposób, trzej awanturnicy zdecydowani zgłębić tajemnicę podziemi malauckiej świątyni ruszyli w głąb wykopu, po zaledwie kilkunastu krokach trafiając na kamienne przejście biegnące poniżej poziomu gruntu, wzniesione z czarnego kamienia i starannie wygładzone niezliczone lata temu. Mocno skorodowane metalowe obręcze na pochodnie zostały uzupełnione o nasączone żywicą i smołą łuczywa, palące się z cichym trzaskiem i sykiem i rozjaśniające panującą w podziemiach ciemność.
Co kilka kroków mężczyźni natrafiali na pryzmy gruzu pochodzącego z oczyszczonych naprędce zawałów, najczęściej upchniętych w odchodzące na boki wnęki. Ich niespokojne oczy odwzajemniały nieme spojrzenia ludzkich czaszek wyrzeźbionych na blokach czarnego kamienia, spozierających na intruzów czernią swych oczodołów.
- Wyłącznie morglithańska symbolika - mruknął bardzo cicho Ragax - Tak jak myślałem. Malauki zbudowały swą świątynię na fundamentach przybytku Czaszkogłowego.
- Czym może być ta Klepsydra? - wyszeptał Gorbak, nie potrafiąc już dłużej powstrzymać się od dręczącego go niepomiernie pytania.
- Jak sama nazwa wskazuje, jakiś zegar - syknął Dino Berghar - Ale zarazem najpewniej magiczna relikwia, najpewniej potężny artefakt. Nie łudźcie się, że naprawdę może darzyć nieśmiertelnością, wszelako ci tutaj najwidoczniej szczerze w to wierzą.
- Co z nią zrobimy, kiedy już znajdziemy? - dywagował dalej gnom, na wszelki wypadek omijając szerokim łukiem wnękę, w której miast zwału gruzu znajdowała się obsydianowa rzeźba w postaci czaszkogłowego demona o pazurzastych łapach i szeroko rozłożonych skrzydłach.
- Za wcześnie na takie rozmyślania - uciął konwersację Ragax, unosząc jednocześnie dłoń w geście nakazującym zachować ciszę - Słyszycie?
Kamienny korytarz kończył się wykonanymi z tego samego budulca szerokimi schodami, biegnącymi spiralnie jeszcze głębiej pod świątynię. Stając na najwyższym stopniu Ragax przekrzywił lekko głowę nadstawiając bacznie ucha, bo mógłby przysiąc, że słyszał jakieś dobiegające z dołu hałasy i dźwięki mowy.
Poruszając się w niebywale ostrożny sposób, trzej awanturnicy zdecydowani zgłębić tajemnicę podziemi malauckiej świątyni ruszyli w głąb wykopu, po zaledwie kilkunastu krokach trafiając na kamienne przejście biegnące poniżej poziomu gruntu, wzniesione z czarnego kamienia i starannie wygładzone niezliczone lata temu. Mocno skorodowane metalowe obręcze na pochodnie zostały uzupełnione o nasączone żywicą i smołą łuczywa, palące się z cichym trzaskiem i sykiem i rozjaśniające panującą w podziemiach ciemność.
Co kilka kroków mężczyźni natrafiali na pryzmy gruzu pochodzącego z oczyszczonych naprędce zawałów, najczęściej upchniętych w odchodzące na boki wnęki. Ich niespokojne oczy odwzajemniały nieme spojrzenia ludzkich czaszek wyrzeźbionych na blokach czarnego kamienia, spozierających na intruzów czernią swych oczodołów.
- Wyłącznie morglithańska symbolika - mruknął bardzo cicho Ragax - Tak jak myślałem. Malauki zbudowały swą świątynię na fundamentach przybytku Czaszkogłowego.
- Czym może być ta Klepsydra? - wyszeptał Gorbak, nie potrafiąc już dłużej powstrzymać się od dręczącego go niepomiernie pytania.
- Jak sama nazwa wskazuje, jakiś zegar - syknął Dino Berghar - Ale zarazem najpewniej magiczna relikwia, najpewniej potężny artefakt. Nie łudźcie się, że naprawdę może darzyć nieśmiertelnością, wszelako ci tutaj najwidoczniej szczerze w to wierzą.
- Co z nią zrobimy, kiedy już znajdziemy? - dywagował dalej gnom, na wszelki wypadek omijając szerokim łukiem wnękę, w której miast zwału gruzu znajdowała się obsydianowa rzeźba w postaci czaszkogłowego demona o pazurzastych łapach i szeroko rozłożonych skrzydłach.
- Za wcześnie na takie rozmyślania - uciął konwersację Ragax, unosząc jednocześnie dłoń w geście nakazującym zachować ciszę - Słyszycie?
Kamienny korytarz kończył się wykonanymi z tego samego budulca szerokimi schodami, biegnącymi spiralnie jeszcze głębiej pod świątynię. Stając na najwyższym stopniu Ragax przekrzywił lekko głowę nadstawiając bacznie ucha, bo mógłby przysiąc, że słyszał jakieś dobiegające z dołu hałasy i dźwięki mowy.
Trzech śmiałków zagłębia się coraz bardziej w podziemia zrujnowanej świątyni!
Ostatnio zmieniony 29 maja 2014, 17:25 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
- Hola, hola, panowie! Ja nie wiem, po co w ogóle te zamieszanie! - bard przełknął ślinę i krzesając z siebie resztki odwagi, przybrał iście aktorską minę i ton głosu. - Toć ja w drodze do karczmy Pod Ogrzym Jajem się kieruje, tu niedaleko, zaraz za lasem powinna być! No i tak mnie przycisnęło, no wiecie, demony jakieś co w brzuchu pokarm przerabiają na kupę... no i myślałem, że to mój przygłupawy towarzysz się skrada! A tu takie buty, no, no! Mogę dla was coś zaśpiewać, za wasz trud... ekhm... taka poezja dla waszych wybranek... ekhm! - Kevfalcon chrząknął, po czym zaintonował śpiew:
- Zdradziłaś kurwo mnie,
Rzucę się w morskie fale,
Ale nie utopię się,
Bo kurwa pływam doskonale.
- Zdradziłaś kurwo mnie,
Rzucę się w morskie fale,
Ale nie utopię się,
Bo kurwa pływam doskonale.
Korzystam z umiejętności Nietykalność, coby przekonać agresorów, że faktycznie znalazłem się tam przypadkiem i że już sobie stamtąd idę... Jeżeli to nie podziała, to będę udawał głupka do ostatniej chwili, i gdy się do mnie zbliżą, to dziabnę ich moim guan dao, robiąc wyskok w przód ze skierowanym ostrzem włóczni na serce napastnika (tutaj umiejętność natarcie wchodzi do gry).
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, górskie lasy
Kevfalcon starał się sprawiać wrażenie człowieka nader spokojnego i przyjaznego, ale w głowie miał kompletny mętlik. Dwaj prześladowcy niemal zdołali go dopaść, dostrzeżeni w dosłownie ostatniej chwili i wspomnienie tego odkrycia wciąż mroziło bardowi krew w żyłach, bo oczami wyobraźni już widział swe skłute ostrzami mieczy zakrwawione ciało.
- Jesteś śpiewakiem? - zapytał mieszaniec krwi opuszczając nieco klingę broni - Bardem?
Zanim Lutter zdążył cokolwiek odrzec, szczupły mężczyzna o zimnych oczach węża prychnął sarkastycznie i postąpił kilka kroków do przodu.
- Łże jak pies - oznajmił czarny nie odrywając spojrzenia od barda - Może i jest śpiewakiem, ale nie znalazł się tutaj bez powodu. Tu nie ma żadnej oberży, jest tylko ta jedna jedyna sadyba z kowalem. Najbliższe miasteczko to Algil.
- Właśnie, Algil! - pochwycił znajomą nazwę Lutter - Tam właśnie zmierzałem, ale pobłądziłem...
- Ty musisz mnie mieć za skończonego durnia! - wysyczał czarny i jego lodowaty głos przeszył barda złym przeczuciem - Tu się nie da zabłądzić, tu można trafić jedynie wtedy, kiedy się chce tu dotrzeć. Kim jesteś i czego tu szukasz?
- I gdzie jest Huni? - przywołany do porządku przez towarzysza mieszaniec krwi sposępniał natychmiast i ścisnął mocniej rękojeść miecza.
Kevfalcon starał się sprawiać wrażenie człowieka nader spokojnego i przyjaznego, ale w głowie miał kompletny mętlik. Dwaj prześladowcy niemal zdołali go dopaść, dostrzeżeni w dosłownie ostatniej chwili i wspomnienie tego odkrycia wciąż mroziło bardowi krew w żyłach, bo oczami wyobraźni już widział swe skłute ostrzami mieczy zakrwawione ciało.
- Jesteś śpiewakiem? - zapytał mieszaniec krwi opuszczając nieco klingę broni - Bardem?
Zanim Lutter zdążył cokolwiek odrzec, szczupły mężczyzna o zimnych oczach węża prychnął sarkastycznie i postąpił kilka kroków do przodu.
- Łże jak pies - oznajmił czarny nie odrywając spojrzenia od barda - Może i jest śpiewakiem, ale nie znalazł się tutaj bez powodu. Tu nie ma żadnej oberży, jest tylko ta jedna jedyna sadyba z kowalem. Najbliższe miasteczko to Algil.
- Właśnie, Algil! - pochwycił znajomą nazwę Lutter - Tam właśnie zmierzałem, ale pobłądziłem...
- Ty musisz mnie mieć za skończonego durnia! - wysyczał czarny i jego lodowaty głos przeszył barda złym przeczuciem - Tu się nie da zabłądzić, tu można trafić jedynie wtedy, kiedy się chce tu dotrzeć. Kim jesteś i czego tu szukasz?
- I gdzie jest Huni? - przywołany do porządku przez towarzysza mieszaniec krwi sposępniał natychmiast i ścisnął mocniej rękojeść miecza.
Czarni przemówili, ale wcale nie stali się przez to przyjaźniejsi...