Jak się zastanawiacie co robić, to widzicie jak w stronę hordy szarżuje jeden konny rycerz. Dostrzeżono go.
Błyski z kamienia stawały się coraz jaśniejsze, podczas gdy stary szaman uderzał mocniej, a pieśń przybierała na sile.
Niebieskie światło zaczęło wytryskiwać z kamienia niczym ostre błyskawice, promienie dziwnego słońca przecinające panujący dokoła mrok.
Poszarpana kolumna biało-niebieskiego światła uderzyła szaleńca w oczy i ten spadł z konia, wrzeszcząc i przyciskając ręce do twarzy. I zaczął się zmieniać w mutanta, podobnie jak jego koń.
Rycerz, chyba templariusz Katana, zmieniał się niemalże na waszych oczach. Jego policzki zaczęła porastać sierść, która momentalnie rozprzestrzeniła się aż do linii czoła. Podbródek mu się cofnął, a nos wydłużył. Jego uszy nabierały spiczastego kształtu. Nad obiema brwiami kształtowały się guzy.
Towarzysze rycerza gdzieś tam byli, ale horda się zatrzymała, patrząc także w waszą stronę, mimo, że jesteście ukryci.
Na razie was nie dostrzeżono, jesteście dobrze ukryci.
Po chwili przemieniony wsiadł na konia i ruszył ku hordzie, ignorując swych niedawnych towarzyszy.
