Strona 3 z 13
: 13 kwietnia 2015, 18:21
autor: Suriel
Jechali już jaką chwilę i cisza się przedłużała. Słychać było tylko skrzypienie kół i parsknięcia koni przy zaprzęgu. Nikomu się nie chciało w taki ziąb odzywać. Prawie nikomu.
- I taki to oto żywot człowiek poczciwego. Pomoc komu niesiesz to Cię jeszcze człecze los za to pokaże. - powiedział Feldmann niby do siebie. I z czułością spojrzał na swojego rumaka, który biegł obok przy koniach. - Ty to jednak byłeś najmądrzejszy z nas wszystkich Crucjatus. Do boju żeś się głupio nie wyrywał i okrążyć się nie dałeś. Sprytniejszy jesteś niż my wszyscy razem wzięci. Choć żeś się wcale po uniwersytetach nie szlajał i mądrości nijakich nie studiował.
Johann zamilkł w momencie kiedy zdał sobie sprawę, że ten czarodziej co go Voormann zwali przerwał na chwilę czytanie i posłał mu spojrzenie po którym aż dreszcz po plecach przeleciał. Strażnik zamknął się więc od razu i postanowił nie odzywać więcej. Miast tego począł gwizdać starą smutną balladę kawalerii i patrzył w zaśnieżony las.
Przynajmniej teraz jedziemy zamiast zelówki zrywać. A jak to mawiają lepiej słabo jechać niż wartko iść.
: 13 kwietnia 2015, 19:04
autor: Keth
Drakwald, późna zima roku 2509
- Zamilcz, a cicho siedź - odezwał się Voormann, którym widać nie przypadła do gustu wygwizdywana przez strażnika dróg melodia. Johann przestał gwizdać, przekręcił się w zamian na bok chcąc zmienić pozycję, w której już cierpły mu mięśnie.
Siedząca obok kobieta w obroży śledziła wzrokiem linię lasu, wpatrując się zmrużonymi oczami w pni mijanych przez sanie drzew. Johann nie mógł się oprzeć wrażeniu, że nieznajoma taksuje spojrzeniem odległość dzielącą ją od leśnej gęstwy, gotowa przy lada sposobności wyskoczyć z sań i pognać między drzewa.
Zapobiegliwi prześladowcy musieli to wcześniej przewidzieć, przypinając do jej obroży łańcuch.
Gdzieś w głębi puszczy rozległo się przeciągłe wycie wilka. Słysząc ów zew kobieta uśmiechnęła się kącikami ust, w dziwnie nieludzki sposób. Widok ten zmroził Johannowi krew w żyłach.
Sanie sunęły po śniegu ciągnięte przez pędzące cwałem konie.
Podróż wciąż trwa...
: 14 kwietnia 2015, 21:17
autor: Rikandur
[
Bernard Knappe, myśliwy]
"Dziołszko, plecy w plecy, cieplej będzie obojgu? Bidne te wilcy, głód straszny musi być że duży orszak napadły. Przynajmniej se pojedzą ze zabitych i dadzą spokój."
Niezadowlony myśliwy policzył zbrojnych i szlachciców, jego oczy dużo spokojniejsze niż gniewny grymas na twarzy. Po czym zwrócił się do dziewczyny z rozsądną propozycją. Jak czarownik Vormann uciszył wszystkich złym głosem skulił się w sobie i spod oka przyjżał się dłoniom jego starając się podzielić uwagę pomiędzy czarownika i dziewczynę. Po czym zerknął na Vormanna jeszcze raz i cichutko wyjęczał w jego stronę wpatrując się intensywnie w buty czarownika.
"Panie czarownik, a jaką to pracę maszli że przewodnika miejscowego cza? Bo jak rozsądna jest zapłata to możem się dogadać bez tych tam. Gupich."
Skinieniem głowy zwrócił się w stronę zbrojnych i szlachciców. Jak się nie patrzyli w tę stronę.
A jak dziewucha zgadza się na grzanie pleców, przemycam jej grot strzały w łapkę, ten co w karwaszu schowałem. Dyskretnie jej go daję, w czasie jak jęczę i żalę się na podły los do "wielmosznego pana czarofnika".
A właśnie jak blisko dziewuchy do staram się dyskretnie ją powąchać. Jak pachnie psem to robię się blady jak ściana, przesądny jestem! I oglądam jej brwi czy aby się nie zbiegają razem.
A właśnie czy wszystkim się mój obrazek pokićkał czy tylko mi i Surielowi?
: 14 kwietnia 2015, 23:10
autor: Suriel
Widzę że pożyteczne z przyjemnym idzie ci w parze

. A no właśnie, coś mi się obrazek nie wyświetlił a jak u Was?
: 15 kwietnia 2015, 08:40
autor: Kargan
mnie się nic nie wyświetliło

a ja obrazka nie wstawiam bo uczeń jak uczeń...nic specjalnego. Chyba, że chcecie zobaczyć jak będę wyglądał za kilka lat
: 15 kwietnia 2015, 19:59
autor: Keth
Drakwald, późna zima roku 2509
Strzelając oczami na wszystkie strony myśliwy tak długi wiercił się i przewracał w miejscu, aż w końcu przyjął pozycję dogodną do zrealizowania swego sekretnego planu. Voormann zdążył już znudzić się książką znalezioną w torbie Hummela, jął w zamian przyglądać się dzikiej kniei. Nie spuszczając z czarodzieja wzroku Knappe przesunął się nieco w stronę skutej łańcuchami dziewczyny. Kobieta spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem, ale nic nie rzekła, znosząc ze stoickim spokojem poczynania przyciskającego się do niej obcego, zionącego odorem zjełczałego tłuszczu i nieświeżego potu.
Pomrukując coś pod nosem Bernard obrócił w palcach schowany przez cały czas w dłoni metalowy grot, zdjęty z jednej ze strzał w chwili zatrzymania przez ludzi hrabiego. Kawałek ostrej stali dotknął dłoni dziewczyny. Nieznajoma zesztywniała na ułamek chwili, po czym bez słowa przyjęła od myśliwego jego nietypowy dar, chowając grot we własnej ręce.
Uśmiechając się półgębkiem w taki sposób, by gęsta broda tego nie ujawniła pobocznym świadkom, Knappe odsunął się nieznacznie od kobiety, w ostatniej bez mała chwili.
Wyrwany z zamyślenia Voormann obejrzał się w kierunku branki i zmarszczył czoło widząc siedzącego zbyt blisko kobiety myśliwego.
- Lepiej trzymaj łapy z daleka od tej skóry - roześmiał się sucho starzec - Łacno byś je mógł postradać.
Grot przekazany. Kobieta nie pachnie psem, już prędzej to ona mogłaby przyczepić się do zapachu myśliwego. Brwi też nie ma zrośniętych

: 15 kwietnia 2015, 20:14
autor: Suriel
Drążenie tematu co dziewczę ma, a czego nie ma zarośniętego nie doprowadzi nas do niczego dobrego. Nie idźmy, powiadam, dalej tą drogą.
: 15 kwietnia 2015, 21:15
autor: Keth
Drakwald, późna zima roku 2509
Johann niemal westchnął z ulgą, kiedy jego oczom ukazał się wzniesiony w głębi puszczy budynek, do ostatniej chwili skryty za całunem spadających z niebios śnieżnych płatków. Leśny pałacyk zbudowany był z kamienia i drewna, z wielkich bloków skały oraz okorowanych pni prastarych dębów. Przyglądający się budowli strażnik dróg poczuł znienacka ogrom swego zmęczenia. Głód, chłód oraz wysiłek włożony w wędrówkę przez Drakwald przywiodły mężczyznę niemalże do kresu jego sił. Widok miejsca, w którym bez wątpienia miał znosić następne upokorzenia ze strony prześladowców wcale Johanna nie przeraził, wręcz przeciwnie - Feldmann nie potrafił pomyśleć w tej chwili o niczym innym jak tylko ciepłym kącie i śnie.
Ktoś zagrał na rogu i wielka drewniana brama posiadłości stanęła przed przybyszami otworem. Kiedy sanie wjechały do środka i żołdacy zeskoczyli z ich płoz na dziedziniec, skrzydła bramy zatrzasnęły się ponownie z głuchym hukiem.
Chyba dotarliście na miejsce...
: 16 kwietnia 2015, 19:43
autor: Kargan
Długo szukałem odpowiedniego wizerunku
Gunter Hummel, urodzony w Bucholtz w średnio zamożnej mieszczańskiej rodzinie kupca bławatnego. Od małego zdradzał zainteresowanie raczej książkami
niż aktywnością fizyczną, ale ojciec dbał by zamiłowanie syna do książek nie skończyło się ślepotą czy nadmierną wątłością. Przypadkiem dostrzeżony kiedyś
w miejscowej bibliotece przez rezydującego w Bucholtz maga (Heinricha Kramera) wzbudził jego zainteresowanie. Mag wyczuł w nim bowiem... zalążek talentu.
Tak się zaczęła jego przygoda z magią. Po roku nauki dostał rekomendację od Kramera by udać się do Nuln gdzie w miejscowej filli Uniwersytetu Altdorfskiego
miał podjąć dalszą naukę.
: 16 kwietnia 2015, 20:22
autor: Suriel
"Długo szukałem odpowiedniego wizerunku"
Ha! A widzisz jednak nie każdy uczeń jest taki sam. Jakby tak było wkleiłbyś byle co, a tu proszę dziarski młodzian. I to od samego Kramera

Gdybym przed dwunastu laty nie grał w Liczmistrza to nazwisko nic by mi nie powiedziało. A że niestety mam dobrą pamięć do fabuły...
: 16 kwietnia 2015, 21:03
autor: Keth
Drakwald, późna zima roku 2509
Gunter rozejrzał się bacznie po dziedzińcu budowli. Zaśnieżony plac otoczony był z wszystkich stron bądź to wysokim murem bądź ścianami ufortyfikowanego pałacyku. Uczeń czarodzieja zmienił swą pierwszą ocenę, zastępując wyobrażenie myśliwskiego zameczku obrazem leśnej fortecy zdolnej wytrzymać każdy szturm. Stirlandczyk zdusił w ustach przekleństwo uświadamiając sobie, że ucieczka z takiego miejsca najeżona byłaby licznymi przeszkodami.
A pojmany przez zbrojnych hrabiego Gunter Hummel musiał być przygotowany na każdą ewentualność. Imperialny szlachcic był dla niego całkowitą niewiadomą, a pobyt w puszczańskiej posiadłości mógł się zakończyć na wszelkie sposoby: od uwolnienia i zadośćuczynienia za nabitego magikowi guza, po wbity pod żebro nóż i bezimienny grób gdzieś w lesie.
Uczestnicy wycieczki wysiadali z sań pośród głośnych pokrzykiwań, domagając się grzanego wina. Ktoś kazał woźnicom odprowadzić konie do stajni. Gorące oddechy zwierząt i ludzi mieszały się ze sobą w powietrzu.
Ktoś ma jakieś przemyślenia bądź plany działania w zaistniałej sytuacji?
: 16 kwietnia 2015, 21:47
autor: Suriel
Johann odprowadził wzrokiem swojego przyjaciela Cruciatusa. Zanotował w pamięci dokąd go prowadzą. Strażnik rozglądał się z pode łba z pochmurną miną niczym sprowadzone z lasu dzikie zwierze.
Jeśli przyjedzie nam stąd uciekać dobrze wiedzieć gdzie znajdują się stajnie. Zabrać konie od ucieczki i rozpuścić resztę to dobry plan. Ciekawe coś też ten szlachcic z nami zamierza uczynić. Coraz mniej mi się to wszystko podoba. Zależy teraz wszystko od tego jak nas przyjmą. Może kto z dworku do rozumu mu w końcu przemówi.Co z tym magiem, na co on jeszcze czeka do jasnej cholery.
Johann splunął a potem obrócił głowę i rzucił jeszcze przeciągłe spojrzenie na bramę starając się uchwycić gdzie rozwierają bramę.
Gdzie broń, gdzie krucica? Do diaska, muszę ją odzyskać.
: 17 kwietnia 2015, 08:22
autor: Kargan
Gunter był młody, ale nie głupi. Sporo się nasłuchał od swojego pierwszego Mistrza o dworskich intrygach,
szlacheckich wojenkach, podjazdach, zajazdach i rodowych waśniach. Oficjalnie oczywiście obowiązywało Prawo
Imperialne, ale nieoficjalnie - zwłaszcza na dalekiej prowincji - obowiązywało prawo silniejszego... często
mającego po prostu lepsze koneksje lub większy majątek.
W tej sytuacji nawet powoływanie się na znajomość Mistrza czy list polecający do Akademii nie miało większego
znaczenia. Trzeba było poczekać na rozwój sytuacji...
Wierz lub nie Suriel, ale mój Kramer nie ma z tamtym nic wspólnego

Chyba, że są kuzynami

Nie grałem nigdy tamtej przygody (Liczmistrz) i znam ją tylko ze słyszenia. Kramer to po prostu stare imperialne nazwisko
: 17 kwietnia 2015, 09:32
autor: Rikandur
Kiedy nikt nie patrzył na nich, Bernard kopnął delikatnie Guntera i jak czarownik spojrzał na niego, rozejrzał się jeszcze raz czy na pewno nikt z ludzi szlachcica lub czarodziej Vormann nie patrzy w ich stronę. Jak się upewnił to szepnął.
"Uny nas zabijok jak czarownik siem znudzi, lub czarownik nas zabije czarami nim siem znudzi. Czy te lytery na kajdanach dziołszki to krasnalskie czy czary?"
Jak było trzeba to przesunął się na tyle by Gunter mógł popatrzyć na runy na kajdanach skuwających kobietę. Cały czas burcząc o pechu. Po czym syknął cicho w stronę dziewczyny o którą się opierał.
"Dziołszko, jom słyszoł że złe czarowniki karmio demony niewinnymi ... jeśli tak to ... to i tak umrzesz, ale potwór cie nie zeżre. Lepszi zgon, możek demon ich zeżre że ciebie nie muk?"
Grało się w Liczmistrza! Fajne wspomnienia.

Gunter jest łysolem? To jak mu czapkę zabiorą żołdacy ... zmarzną uszka.

No i dlatego "nalegałem" by twój magik podszył się pod medyka. Magika, nawet nowicjusza, będą pilnować lepiej. Trochę szkoda ... trudno.
Ale może jak będą przywoływać demona to dziewczyna bedzie miała opcję ostateczną.
: 17 kwietnia 2015, 11:10
autor: Kargan
Gunter wzruszył ramionami i przyjrzał się dyskretnie kajdanom na rękach dziewczyny...
Wiem, że jesteś prostym człekiem z liściem na głowie, ale uwierz mi - wyćwiczony Mag rozpozna kogoś
kto miał styczność z Wiatrami Magii i żadne udawanie lekarza nie pomoże

Na dodatek księga, którą miałem przy sobie
to nie był traktat o ziołolecznictwie