12 czerwca 2045, droga nr 79
Kenworth z mozołem wtaczał się na wzgórze w palących promieniach słońca. Max zaczynał się już obawiać, czy przy takim obciążeniu wóz da sobie radę, ale cysterna nie zawiodła jego zaufania. Ze szczytu wzniesienia rozciągała się kiedyś piękna panorama na lesiste pogórze, teraz jednak okoliczny krajobraz był szarobury i ponury.
Kierowca westchnął z ulgą, kiedy za resztkami ogrodzenia po prawej stronie autostrady wychynął znienacka rozległy betonowy plac, przylegający do linii gęstego lasu. Budynki stacji benzynowej sprawiały wrażenie mocno zaniedbanych, ale w przeciwieństwie do licznych domów w spotkanych po drodze pustych miasteczkach, te nie straszyły pasażerów Kenwortha zbyt wieloma wybitymi szybami, wyłamanymi z zawiasów drzwiami i dziurami w dachach.
- Ej, chyba jesteśmy na miejscu. Nie spać tam z tyłu, dojeżdżamy - rzucił ponad ramieniem zadowolony Max, zmieniając pas i szukając zjazdu z siedemdziesiątki dziewiątki. Znalazł go kilkadziesiąt metrów dalej, już za stacją, zazgrzytał zębami wpadając na kilka głębokich dziur w asfalcie.
Wyglądając przez okna załoga Kenwortha zauważyła główny budynek stacji, kiedyś zapewne w dużej mierze przeszklony, teraz w części okien były już tylko szczątki szyb - całość została jednak starannie okratowana, a same ramy dokładnie zasłonięto deskami i grubymi warstwami szmat, pewnie z myślą o ociepleniu, bo zimy po Wojnie były wyjątkowo mroźne.
Przed budynkiem znajdowało się spore zadaszenie chroniące przed deszczem trzy odrapane dystrybutory paliwa. Tylko dwa z nich wyglądały na sprawne, trzeci ział licznymi dziurami po przestrzelinach. Max uśmiechnął się pod nosem na ich widok - jeśli ktoś zamierzał wysadzić dystrybutor w powietrze, wybrał zły cel, bo skoro urządzenie nadal stało, w chwili ostrzału musiało być puste.
- Ja pierniczę, ale instalacja! - jęknął z wrażenia Kaznodzieja wskazując palcem na fantastyczną antenę wieńczącą jeden z niskich budynków gospodarczych. Była to instalacja przypominająca skrzyżowanie monstrualnej anteny satelitarnej z astronomicznym teleskopem - Jakiś wariat się nieźle napocił, żeby to wszystko poskładać do kupy!
- Ty sobie lepiej tam popatrz - Mad Dog wychylił się ze swego miejsca, pokazując na blaszaną tablicę umieszczoną przy wjeździe pod zadaszenie. Wymalowany białą farbą napis głosił "Nie strzelać! Grozi wielką rozpierduchą!" - Czy to jest to, o czym myślę?
Max poczuł lekki dreszcz na plecach. Pod tablicą piętrzyła się niewielka sterta wyblakłych ludzkich czaszek, bez wyjątku przebitych czymś, co wyglądało na bełty do kuszy. Co za barbarzyństwo, pomyślał kierowca, istna dzicz, mityczny Dziki Zachód.
- Chyba nie lubią klientów, którzy tankują bez płacenia - burknął siedzący z tyłu Kaznodzieja.
Dojechaliście na miejsce!