[center]
Wybrzeże, Trakt ku Szarym Grzbietom, 28 sadnik (ignia), 360 rok Ery Silniri.*[/center]
[center]Podkład:
https://www.youtube.com/watch?v=IdOOrLGsJ_8[/center]
Członkowie wyprawy Vilberga opuścili Beran o poranku, w piątą Ignię miesiąca sadnik. Niektórzy spoglądali przez chwilę tęsknie za siebie, na potężną palisadę z mamuciego cedru i piętrzące się nad nią dachy. Z rozrzewnieniem wspominali ulice miasta, smak piwa i słyszane w karczmach pieśni. Inni wręcz przeciwnie, z niecierpliwością wyglądali naprzód, ciekawi tego, co też przyniesie im los. Jedynie Vilberg i dwaj ponurzy wojownicy Brnjara wydawali się całkowicie nieporuszeni nową sytuacją.
[center]

[/center]
Wędrowcy podróżowali głównym traktem, wybrukowanym kocimi łbami. Wkrótce miasto zniknęło im z oczu, przed nimi zaś pojawiły się farmy i pastwiska, obramowane z zachodu siną linią Szarych Grzbietów. Pogoda dopisywała tak jak i nastroje - choć Norlaug i Kyarel mieli chwilami kwaśne miny. Zwłaszcza, gdy po rączym wybryku wierzchowca, musieli zbierać się z ziemi lub lądowali na końskiej szyi. Tworzyło to oczywiście moc okazji do żartów, którymi Vidgar i Olaf nie omieszkali się podzielić z właściwą dla Nardlens szczerością. Gościniec w tym miejscu był dobrze utrzymany i wędrowców wielokrotnie mijały wozy wiozące żelazo ze wzgórz, lub też chłopi, pędzący na targ kozy i krowy. Powietrze zdawało się złote, chwytając ostatnie w tym roku promienie słońca. Zarośla po obu stronach traktu były już zrudziałe i wyschnięte. Gdzieniegdzie między kępkami żółtej trawy pojawiała się fioletowa plama wrzosów lub puchata główka ostu. Jeden z ostatnich motyli - wyblakły i postrzępiony - przeleciał nad głową Tańczącego. Gdzieś w oddali krzyknął sokół, a w jego jasnym skwirze zawierało się wszystko - tęsknota, umiłowanie wolności i wyzwanie rzucone światu. I tak to, owiani oddechem wiatru z dalekich wzgórz, wędrowcy wkroczyli na swą Zimową Drogę...
Testy Jeździectwa:
Norlaug: Zw 24 - 10 (kara za brak umiejętności) = 14. Rzut: 43 - test niezdany. Generalnie spadasz z końskiego grzbietu przynajmniej raz dziennie, co rano masz także problem ze wstawaniem z powodu bólu mięśni.
Kyariel: Zw 42 - 10 (kara za brak umiejętności) = 32. Rzut: 74 - test niezdany. Generalnie spadasz z końskiego grzbietu przynajmniej raz dziennie, co rano masz także problem ze wstawaniem z powodu bólu mięśni.
Pozostali nie muszą zdawać testu, bowiem poziom wyzwania nie przewyższa waszych zdolności. Poruszacie się zwykle stępa i raczej bez szaleństw (chociaż oczywiście czasami któryś koń się czegoś spłoszy).
[center]***
ROZDZIAŁ I
- Śladami duchów -
Trakt wzdłuż Szarych Grzbietów, 28 sadnik - 10 mroliść, 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład:
https://www.youtube.com/watch?v=ou3-KZo9AkQ[/center]
Trakt wiódł stopniowo w kierunku zachodnim, następnie zaś zakręcał w ku północy, biegnąc równolegle do linii wzgórz. Szóstego dnia więc wyprawa dotarła na pogórze i zaczęła się posuwać wzdłuż Szarych Grzbietów. Podróż i przetrwanie w tej okolicy nie stanowiły problemu, albowiem droga wciąż była szeroka i twarda, choć po trzech kolejnych dniach bruk stał się nieco nierówny, a chwasty z pobocza chwilami wypełzały aż na gościniec. Wciąż jednak można było spotkać tutaj karczmy, usytuowane wedle traktu i oddalone od siebie zaledwie o dzień jazdy konnej. Stanowiły one wielkie udogodnienie dla członków ekspedycji, z których większość cieszyła się z możliwości noclegu pod dachem. Wkrótce zresztą jesienna pogoda przejęła władzę nad okolicą, pozwalając im w dwójnasób docenić zalety cywilizacji. Już bowiem drugiego mroliścia z zachodu nadszedł zimny wicher, a za nim spadł nieprzyjemny, marznący deszcz, którego krople z łatwością odszukiwały drogę, wciskając się pod odzienie podróżnych. Poranki były mroźne, zasnute mgłą i spowite srebrną aureolą szronu. Ziemia, trawy i drzewa skrzyły się tedy setkami srebrzystych igieł, zapowiadających nadejście zimy. Słońce - blade teraz i wynędzniałe - niczym chory, konającyw objęciach niemocy, wyglądało z rzadka zza ciemnej zasłony chmur. Wkrótce wszyscy przyzwyczaili się do wszechobecnego zimna i wilgoci. Zdecydowanie najbardziej dokuczały one dwójce Adeptów, którzy nieprzyzwyczajeni do jazdy konnej i ciągłego wysiłku cierpieli na ciągłe przeciążenia i bóle mięśni.
Mimo wszystko jednak tych kilkanaście dni spędzonych razem pozwoliło wędrowcom poznać się nawzajem i uzyskać pewne wrażenia, co do pozostałych towarzyszy podróży. Vilberg okazał się dobrym przywódcą, który umiejętnie wytyczał trasę i dbał o wszystkich członków wyprawy, mając na względzie także najsłabszych fizycznie. Brjnar nierzadko rozbawiał towarzystwo, zwłaszcza w czasie długich, słotnych wieczorów, gdy zmęczenie całodzienną podróżą dawało się we znaki. Wydawało się, że korpulentny kupiec posiada niewyczerpany zasób dowcipu a uśmiech rzadko kiedy schodził z jego twarzy. Pomagał mu w tym Joos, który w wolnych chwilach rzeźbił ze znalezionych kawałków gałęzi cudaczne zwierzątka, którymi obdarowywał Norlaug, Olafa i Vidgara. Na co dzień małomówny Hattr, zmieniał się po paru kuflach piwa w skarbnicę przerażających opowieści o duchach, trollach i Lodowych Wiedźmach, których młodzi Nardlens słuchali z zapartym tchem. Trzeźwo myśląca Gunlid cierpliwie wspomagała Alfra i czarownicę w nauce jazdy konnej. Poza tym wydawało się, iż uwielbia opowiadać o swych czworonożnych przyjaciołach i wkrótce wszyscy w uczestnicy wyprawy znali setki anegdot o hodowaniu koni. Jej pies Garm, nadal nieco boczył się na Tanczącego, przyzwyczaił się jednak do obecności Wylkołka i przestał witać go powarkiwaniem. Wciąż jednak wolał trzymać się z dala od Wilczarza. Jedynie Rad i Vani pozostawali tak samo ponurzy, jak przy pierwszym spotkaniu, wszelkie pytania zbywając monosylabami. Wydawało się, iż rozmawiają jedynie między sobą i czasami, krótko z Bjornem. Jednak w potrzebie nie szczędzili pomocy, załadowując i rozładowując codziennie sakwy z ekwipunkiem, nosząc prowiant i worki z owsem. A czynili to tak chętnie, iż wkrótce pozostali członkowie wyprawy nauczyli się doceniać ich milczącą pomoc.
Powoli liczba innych podróżnych, którzy udawali się w tą samą stronę zaczęła spadać i ekspedycja częściej mijała wozy załadowane sztabami i prętami żelaznymi, oraz niewielkie grupki rzemieślników lub zbrojnych zmierzających na zimę do Beran. Widać niewielu o tej porze chciało się zapuszczać na wzgórza. Farmy i pastwiska ustępowały powoli kamienistym nieużytkom, wrzosowiskom i świerkowym zagajnikom. Skaliste zbocza wzgórz porastały karłowate brzozy, których nagie konary wyciągały się w stronę szarego nieba w geście jakiejś beznadziejnej modlitwy. Rankiem powietrze pachniało śniegiem, choć wciąż jeszcze z nieba lał się deszcz. Nocami odległe i zimne gwiazdy mówiły wędrowcom, że oto kończy się barwny czas jesieni. Zima była tuż na wyciągnięcie ręki...
[center]

[/center]
Testy jeździectwa, związane z obciążeniem w wyniku długiej podróży (Odp + Jeździectwo):
Norlaug: 33 - 10 (kara za brak umiejętności) = 23. Rzut: 63 - test niezdany. Cierpisz na bóle mięśni (kilka jest ponaciąganych), masz liczne otarcia i boli cię miejsce, gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą. Długotrwała jazda konna daje ci się we znaki. Otrzymujesz 1 obrażenie (z wyczerpania)
Kyariel: 35 - 10 (kara za brak umiejętności) = 25. Rzut: 22. Test zdany, bez przebić. Chociaż bolą cię mięśnie i masz wiele otarć, dzięki właściwej swojej rasie zręczności i wytrzymałości udaje ci się jakoś dostosować do warunków. Nie idzie ci może tak dobrze, jakbyś chciał, ale wydaje ci się, że nie jest źle.
Olaf: 36 + 7 = 43. Rzut: 64 - test niezdany. Chociaż umiesz jeździć, jednak tak długi rajd daje ci się mocno we znaki. Bolą cię mięśnie i masz kilka otarć. Otrzymujesz 1 obrażenie (z wyczerpania).
Vidgar: 39 + 2 = 41. Rzut: 18 - test zdany o 2 przebicia. Czujesz się znakomicie i z łatwością dostosowujesz do warunków podróży.
Tańczący: Test wytrzymałości, związany z długą podróżą (Odp + Przetrwanie)
40 + 11 = 51. Rzut: 03 - Krytyczny sukces! - znakomicie odnajdujesz się w trakcie wyprawy. Twoje doświadczenie pozwala ci podzielić siły na wędrówkę i zwiad. Czasami nawet udaje ci się upolować królika lub kuropatwę.
Obrażenia z wyczerpania znikną, jeśli będziecie gdzieś mogli odpocząć przez jeden dzień. Można próbować je także wyleczyć.
Jeśli w czasie podróży chcecie porozmawiać z kimś, dowiedzieć się czegoś, wymienić doświadczeniami czy lepiej poznać - teraz jest chwila na to.
Tych, którzy pragną się czegoś uczyć w czasie drogi (Jeździectwa, Przetrwania czy poćwiczyć walkę, etc.) proszę o wpisanie deklaracji na dole postów (w niebieskiej ramce). Zakładam, że Adepci posiadają jakieś notatki dotyczące swoich dziedzin magii i mogą wybrać dwie Zdolności, które będą studiować w czasie podróży (także proszę o informację o wyborze).
Aktualnie przebyliście około jednej trzeciej drogi. Możecie rozpocząć rozmowę w karczmie lub na trakcie.