Złota Komnata, 456.815.M41
Sprowadzony do Port Wander okaz kosmicznego drapieżcy wzbudził niebywałe zainteresowanie w Złotej Komnacie. Kupcy i bankierzy jak jeden mąż stracili swe wystudiowane pozy, zapominając o interesach i tłocząc się gęsto wokół maszerującego z tryumfalną miną Traska. Czterej niosący Rak'Gola serwitorzy podnieśli jeszcze wyżej swe masywne ramiona demonstrując zatopionego w żywicy obcego zafascynowanym gapiom.
- Niechaj sprawiedliwa kara spadnie na każdego kseno, dzieło jego myśli i wytwór rąk - powiedział półgłosem Christo cytując jeden z niezliczonych wersetów Credo. Prawa ręka seneszala dotknęła mimowolnie noszonego na szyi amuletu w postaci pozłacanej Aquili o szmaragdowych oczach.
- Imperator strzeże, ale wolałbym nie wystawiać na próbę jego cierpliwości zapuszczając się na Niepojęte Głębie - skomentował infobroker, który też dał wyraz swej wierze dotykając przelotnie własnego amuletu - Za to Trask świetnie się na tym truchle obłowi. Magosi będą na wyścigi licytować tego stwora, zwłaszcza organistycy.
- O ile zdążą - ton głosu Barcy uległ znienacka zmianie, pojawiła się w nim nuta szczerego zainteresowania - Konkurencja nie śpi, patrz tam!
Podążając za palcem seneszala Tarvitz gwizdnął znacząco przez zęby.
Niczym sunący przez morze ciał żywy okręt, w stronę Traska, jego świty i jego zdobyczy zmierzał inny orszak, kapiący od złota i przystrojony w drogie tkaniny. Poprzedzany przez dwóch rosłych fratrów, diakon Mefistofel wodził po mijanych ludziach pełnym potępienia i nieufności spojrzeniem. Plotka głosiła, że słynący z surowości dygnitarz Eklezjarchii trafił do Port Wander, kiedy jego zwierzchnicy stracili już ostatecznie cierpliwość do żądnego pogromów i polowań na wiedźmy kapłana z Solomona. W oczach kościelnych elit Port Wander był punktem na krańcach map, stacją doskonałą do zesłania zbyt gorliwego sługi Bożego.
Jeśli nawet Mefistofel rozumiał, że przeniesienie do Port Wander było w rzeczywistości formą kary, nigdy nie okazał swego rozczarowania. Wręcz przeciwnie, przyjął za pewnik, że kosmiczne miasto jest gniazdem grzechu i plugastwa jeszcze większego od zła zagnieżdżonego na macierzystym świecie. Przysłany do Port Wander ze świętą misją prześladowania grzeszników, nie ustawał w ciężkiej i pełnej wyrzeczeń ewangelizacji.
- Co to za odrażające bluźnierstwo?! - wibrujące gniewem pytanie diakona popłynęło z ogromnych głośników niesionych na plecach przez jakiegoś zgarbionego neofitę - Jak śmiesz wnosić coś takiego na uświęconą słowem Imperatora ziemię?!
Eklezjarchia bezwzględnie nienawidzi wszelkich obcych form życia, ponieważ samo ich istnienie uważane jest za grzech śmiertelny przeciwko Imperatorowi - jednym z fundamentalnych założeń Credo jest przekazanie ludzkości wszechświata w darze od jej protektora. Wszystko, co nie jest ludzkie jest grzeszne i nie ma prawa istnieć!