Strona 3 z 48
: 26 listopada 2015, 21:30
autor: Keth
Złota Komnata, 456.815.M41
- Nie mam powodu, żeby nie wierzyć - mruknął z nutą niechęci w głosie Tarvitz - Skurczybyk ma podobno niesamowite szczęście, czasami aż podejrzane. Słyszałem, że przywiózł z ostatniej wyprawy jakiś preimperialny atomowy arsenał i wystawił w Przyczółku na aukcję kapitanów Wolnej Floty.
- Znalazł w Pęklinach atomowy arsenał? - Christo stracił na chwilę kamienny wyraz twarzy - To zweryfikowana informacja?
- Dostałem z kilku źródeł. Aukcja była kilka miesięcy temu, wysprzedał wszystko od ręki. Co... co on tam ma?
Obaj mężczyźni wstali z ław i przechyleni przez barierkę przyjrzeli się uważniej orszakowi Traska. W dolnej części Komnaty gęstniał pełen ekscytacji gwar, a kordon przybocznych w rodowych barwach dynastii z trudem trzymał na dystans napierających na świtę Wolnego Kupca gapiów. Uwagę wszystkich przykuwała jakaś koszmarna istota zalana w przeźroczystej syntetycznej żywicy, niesiona przez czterech serwitorów o masywnych torsach atletów. Ohydna w swym nieludzkim wyglądzie hybryda przewyższała rozmiarami dorosłych ludzi, budząc powszechną grozę masywnym odwłokiem i czterema parami kończyn.
- Oczom nie wierzę! To chyba Rak'Gol... prawdziwy Rak'Gol! - gwizdnął przez zęby infobroker - Nigdy wcześniej nie widziałem prawdziwego truchła!
Złota Komnata w Port Wander to doskonałe miejsce na popisy buńczucznych ambitnych posiadaczy Kupieckiej Gwarancji. Rak'Gole zaś to wyjątkowo przerażająca rasa ohydnych krwiożerczych obcych, która wychynęła z ciemności Niepojętych Głębi zaledwie dwieście lat temu i sieje postrach w sercach penetrujących Koronus imperialistów.
: 26 listopada 2015, 22:34
autor: Suriel
Sala Ślepców, Adeptus Astra Telepathica, 456.815.M41
- Ekhem... -odkaszlnął Blackhorn.
No cóż, przeliczyłem się nieco ale wszak Imperator czuwa nad wszystkimi swoimi owieczkami, nawet nad tymi bardziej... prostymi. Wszak to nie grzech nie znać języka, tylko nietakt. A może, zawstydza go tak mój mundur? Pomyślał szybko.
- No nic to, chciałem tylko się wywiedzieć co was na mój statek przyciągło, Christosie. - z uprzejmym uśmiechem ponowił pytanie lecz tym razem w niskim gotyku, którym posługiwał się prosty uczciwie pracujący imperialny lud z dolnych warstw społeczeństwa. Bardzo dolnych...
: 27 listopada 2015, 19:04
autor: Octavian
Sala Ślepców, Adeptus Astra Telepathica, 456.815.M41
Wstrzemięźliwość wypowiedzi Lorentza i oszczędność w jego zachowaniach będzie w pełni zrozumiała, dla każdego kto choć raz czuł jak narkotyki, alkohol, lub zmęczenie odbiera mu świadomość. Czując jak tracimy panowanie na kolejnymi obszarami psyche, dajemy jasno do zrozumienia otoczeniu, że jeszcze wiele kontrolować możemy. Ten sam mechanizm, który sprawia, że zmęczony żołnierz stojący na warcie, staje się nad wyraz wypoczęty, w towarzystwie swego dowódcy, zmienił Christiana Lorenza w uosobienie nudnej normalności.
Całym sobą dawał do zrozumienia, że wspaniale kontroluje demoniczną umiejętność kontaktu z Osnową, że po prostu jest urzędnikiem na usługach, pracowicie wykonującym swoje obowiązki. Ot praca, jak praca, o żadnych głosach krzyczących w wnętrzu czaszki, wizjach płonących twarzy szepczących potężne zaklęcia - nie może być nawet mowy, no bo skąd u Christiana by niby miały się wziąć takie problemy?
Przehandlowano go na statek w roli busoli- świetnie, nawet lepiej, odpocznie sobie od gwaru portu, przemyśli kilka spraw w samotności, bardzo dobrze. Czy to intryga złośliwego przełożonego, czy nie, nawet lepiej! Zresztą, kto mówi o złośliwości, pewnym sprawą nie warto się za bardzo przyglądać, zwłaszcza gdyby ktoś miał się jeszcze tym "przyglądaniem", odwzajemniać, bo i po co?
- Witam, z dumą będę TU służył Imperatorowi, chwała jego imieniu! - powiedział, starając się ukryć drżenie głosu, spowodowane lękiem i tremą.
: 28 listopada 2015, 21:44
autor: Suriel
Sala Ślepców, Adeptus Astra Telepathica, 456.815.M41
A zatem przynajmniej wiemy na pewno, że mówi...
Balckthorn pozwolił sobie na delikatny niemal przyjacielski uśmiech, jako wyraz uznania dla Lorentza za wysiłek włożony w wypowiedź. Morgan w myślach uznał, że jego przyszły astropata najwyraźniej nie był przyzwyczajony do konwersacji. Może był jednym z tych odludków tak skupionych na wykonywanych zadaniach, że zapomniał już jak normalnie się rozmawia. Blackthorn pomiatał podobnego osobnika ze służby na krążowniku, był tam pewien geniusz z którym rozmowa była po prostu... A może Lorentz zwykł komunikować się w inny sposób a werbalnie przychodziło mu to z dużym trudem. Oba te scenariusze bardzo pasowały Traderowi, gorzej natomiast ten trzeci który spychał myślami najgłębiej jak mógł, że było z nim coś nie tak...
- Chwali się taką gorliwość wiary w Imperatora. Skoro wiara wypycha cię w podróż w nieznane, to na pewno znajdziesz łatwo wspólny język z naszym okrętowym kapelanem. Zaiste, wiara w Imperatora czyni nasze drogi bezpieczniejszymi...
Dlatego dam kapelanowi pewne zalecenia co do twojej osoby astropato.
-... i jest paliwem, które pozwala przebyć to co byłoby nie do przebycia. - Morgan zesztywniał gotując się do pożgania.
- Cóż, mam nadzieję, że mój Seneszal dopełnił wszelkich pozostałych formalności. Nie pozostaje mi zatem chyba nic innego jak przysłać tu kogoś po rzeczy osobiste nowego Astropaty Królowej Cierni. - zakończył nazwę statku z wyczuwalną dumą w głosie .
: 29 listopada 2015, 09:21
autor: Keth
Złota Komnata, 456.815.M41
Sprowadzony do Port Wander okaz kosmicznego drapieżcy wzbudził niebywałe zainteresowanie w Złotej Komnacie. Kupcy i bankierzy jak jeden mąż stracili swe wystudiowane pozy, zapominając o interesach i tłocząc się gęsto wokół maszerującego z tryumfalną miną Traska. Czterej niosący Rak'Gola serwitorzy podnieśli jeszcze wyżej swe masywne ramiona demonstrując zatopionego w żywicy obcego zafascynowanym gapiom.
- Niechaj sprawiedliwa kara spadnie na każdego kseno, dzieło jego myśli i wytwór rąk - powiedział półgłosem Christo cytując jeden z niezliczonych wersetów Credo. Prawa ręka seneszala dotknęła mimowolnie noszonego na szyi amuletu w postaci pozłacanej Aquili o szmaragdowych oczach.
- Imperator strzeże, ale wolałbym nie wystawiać na próbę jego cierpliwości zapuszczając się na Niepojęte Głębie - skomentował infobroker, który też dał wyraz swej wierze dotykając przelotnie własnego amuletu - Za to Trask świetnie się na tym truchle obłowi. Magosi będą na wyścigi licytować tego stwora, zwłaszcza organistycy.
- O ile zdążą - ton głosu Barcy uległ znienacka zmianie, pojawiła się w nim nuta szczerego zainteresowania - Konkurencja nie śpi, patrz tam!
Podążając za palcem seneszala Tarvitz gwizdnął znacząco przez zęby.
Niczym sunący przez morze ciał żywy okręt, w stronę Traska, jego świty i jego zdobyczy zmierzał inny orszak, kapiący od złota i przystrojony w drogie tkaniny. Poprzedzany przez dwóch rosłych fratrów, diakon Mefistofel wodził po mijanych ludziach pełnym potępienia i nieufności spojrzeniem. Plotka głosiła, że słynący z surowości dygnitarz Eklezjarchii trafił do Port Wander, kiedy jego zwierzchnicy stracili już ostatecznie cierpliwość do żądnego pogromów i polowań na wiedźmy kapłana z Solomona. W oczach kościelnych elit Port Wander był punktem na krańcach map, stacją doskonałą do zesłania zbyt gorliwego sługi Bożego.
Jeśli nawet Mefistofel rozumiał, że przeniesienie do Port Wander było w rzeczywistości formą kary, nigdy nie okazał swego rozczarowania. Wręcz przeciwnie, przyjął za pewnik, że kosmiczne miasto jest gniazdem grzechu i plugastwa jeszcze większego od zła zagnieżdżonego na macierzystym świecie. Przysłany do Port Wander ze świętą misją prześladowania grzeszników, nie ustawał w ciężkiej i pełnej wyrzeczeń ewangelizacji.
- Co to za odrażające bluźnierstwo?! - wibrujące gniewem pytanie diakona popłynęło z ogromnych głośników niesionych na plecach przez jakiegoś zgarbionego neofitę - Jak śmiesz wnosić coś takiego na uświęconą słowem Imperatora ziemię?!
Eklezjarchia bezwzględnie nienawidzi wszelkich obcych form życia, ponieważ samo ich istnienie uważane jest za grzech śmiertelny przeciwko Imperatorowi - jednym z fundamentalnych założeń Credo jest przekazanie ludzkości wszechświata w darze od jej protektora. Wszystko, co nie jest ludzkie jest grzeszne i nie ma prawa istnieć!
: 29 listopada 2015, 20:11
autor: Octavian
Sala Ślepców, Adeptus Astra Telepathica, 456.815.M41
Balckthorn raczył się do mnie odezwać, moje istnienie okazało się warte by poświęcić mi kilka oddechów i to zdaniem kogoś tak wartościowego - myślał Lorenz.
Wkładając niezmiernie wiele wysiłku w powstrzymanie instynktownych odruchów, które kazały mu się skurczyć i zakryć szpetne oblicze dłońmi, tak szczodrze wzbogacone w czasie ceremonii inicjacyjnej, starał się jednocześnie wybełkotać podziękowanie za ten niezwykły akt łaski, jakim było przyjęcie go na Okręt, z drugiej nie narzucać się z swoją marną osobą. Zdołał wykonać jedynie kilka, zawieszonych w połowie, groteskowych gestów, których sensu nie był już do końca pewny. I gdy wydawało się, że nie może być gorzej, jego myśli przebiegła straszliwa wibracja.
Cały się spocił i odruchowo przegnał to dziwactwo, kurczowo zapewniając siebie, że to na pewno w skutek zaburzeń grawitacji, przemęczony mózg podsunął mu obraz odcinków, przecinanych na coraz mniejsze odcinki których suma była większa niż Nieskończoność. Nic przecież nie może być większe od Nieskończoności, która uosabia potęgę Imperatora, cóż za absurd. Jednak denerwujące słowo - FRAKTAL, nie chciało się od niego odczepić. Uświadomił sobie, że nadal jest koło czcigodnego Balckthorna, więc udawał zainteresowanie architekturą, zdając sobie sprawę, że wypada nieprzekonująco.
Nie umiał wykrzesać w sobie pożądanego zachwytu majestatem Królowej Cieni, choć rozpaczliwie podejmował próby. Przekonywał siebie, że ten rozmach i śmiałość koncepcji porusza go, choć tak na prawdę, straszliwa wizja FRAKTALI niosąca z sobą przeraźliwe implikacje, z którymi rozpaczliwie walczył, wypalała resztki jego spokoju.
W jego głowie zaczęła się neurotyczna kaskada.
- Łaska Imperatora jest nieskończona, potęga Imperatora też, nic nie może być potężniejsze niż Nieskończoność, więc Imperator jest wszechpotężny, FRAKTAL, łaska Imperatora jest nieskończona,... okręt zachwycać się okrętem, to nie jest tylko kupa blachy, jest piękny i duży,..och być już w Astrolabum i móc się wybiczować... FRAKTAL...łaska Imperatora...
Zdobył się na wysiłek, widząc w samobiczowaniu się jedyny ratunek.
- Gdzie znajduje się moje Astrolabum? Jeśli mogę zapytać.
: 30 listopada 2015, 06:35
autor: Kargan
Centralny Bastion Portu Wander, strefa handlowo-rozrywkowa, 456.815.M41
Coraz bardziej przerażony, czy to utratą pracy czy popiskującą binarykiem czaszką, barman przełknął głośno ślinę a jego wyraz twarzy zdawał się świadczyć o kompletnej tępocie. Magos zaczynał już rozważać podjęcie bardziej radykalnych kroków gdy nagle otwarły się zamaskowane lustrem drzwi wiodące do pomieszczenia za barem i ukazał się w nich człowiek ubrany w taki sam uniform jak przerażony barman.
- Dobra skończyłem na dziś i spad... - mężczyzna zamarł bez ruchu widząc swojego spoconego ze strachu kolegę i przyglądającego mu się Magosa.
Z cichym wizgiem czaszka wykonała nagły zwrot i zaczęła wpatrywać się w nowy cel.
- Pracujesz tu ? - metaliczny głos dobiegający z voxa Diomedesa zdawał się tchnąć dziwnym chłodem - Szukam tych ludzi.
Jak zahipnotyzowany mężczyzna podszedł wolnym krokiem do baru i wlepił spojrzenie w podsunięty mu terminal. Chwilę wpatrywał się w przesuwające się zdjęcia twarzy po czym gwałtownie pokiwał głową.
- Tak ! Pamiętam ! Byli tu na mojej zmianie. Wypili kilka kolejek a potem jakiś typek zaproponował im ciekawszą rozrywkę - braman numer dwa również ciężko przełknął ślinę - Zdaje się, że chodziło...o kobiety chodziło.
Diomedes milczał przez kilka sekund najwyraźniej zastanawiając się jakiejż to rozrywki mogłyby dostarczyć wykształconemu technikowi kobiety, ale nie znalazł żadnego sensownego wytłumaczenia.
- Wiesz gdzie się udali ? - padło kolejne pytanie
- Wiem, wiem - entuzjastycznie kiwająca się głowa potakującego barmana groziła oderwaniem - Jak wasza wspaniałość wyjdzie na zewnątrz to w lewo. Tam na końcu tej uliczki niby nie ma przejścia, ale każdy wie, że te stare zardzewiałe wrota mają taki właz z prawej strony. Zaraz za kontenerem. Łatwo trafić. A dalej to już takie opuszczone miejsce co nie każdy chce się tam zapuszczać...
Dziesięć sekund później w barze nie było już śladu po dziwnych gościach ale głowa barmana wciąż wykonywała potakujące ruchy.
: 30 listopada 2015, 07:29
autor: Keth
Surielu, każ zabrać bagaż naszego nowego astropaty któremuś z przybocznych strażników czekających na koniec audiencji, to nie trzeba będzie ponownie wracać do chóru.
Octavianie, a Ty chcesz wrócić do swojego astrolabium w chórze? (bo jeśli tak, to wiesz gdzie ono jest - w tym samym miejscu, co przez ostatnie dwa lata Twego pobytu w Port Wander). Chyba, że masz na myśli swój nowy dom, Królową Cierni? Jeśli chcesz się tam wychłostać, musisz poczekać, aż kapitan Blackthorn Cię tam zabierze.
Kto wie, może w formie oczyszczającej praktyki przed skokiem w Osnowę wszyscy się wzajemnie wybiczujemy w prywatnej kabinie Morgana? Taki akt umartwienia powinien przypaść do gustu Imperatorowi, a przy okazji zacieśniłby łączące nas dynastyczne więzi!
: 30 listopada 2015, 08:32
autor: Kargan
Kancelaria Domu Visscher, 456.815.M41
Chociaż Macharius Mattius Visscher sunął korytarzem z wystudiowaną powagą, umysł mężczyzny tętnił spekulacjami. W zamierzeniu jego wizyta w kancelaria miała charakter czysto kurtuazyjny. Informacja o aranżowanym małżeństwie okazała się pierwszą tego dnia niespodzianką, ale nie jedyną. Wizyta rzecznika innego Domu Navis Nobilite sama w sobie była intrygująca, jednak Nawigator Królowej poczuł się kompletnie zaskoczony faktem, że przybysz poprosił o spotkanie właśnie z nim, a nie konsulariuszem.
- Nie ukrywam, że czuję ogromne zaciekawienie - zdobył się po chwili milczenia na szczerość - Czy rzecznik przekazał powód prośby o spotkanie?
- Zachował daleko posuniętą powściągliwość - Lucius Derro Visscher pokręcił przecząco głową. Na jego opanowanej do perfekcji twarzy pojawił się w końcu wyraz niespokojnej ekscytacji, który zniknął po sekundzie, ale wcześniej dobrze zapadł Nawigatorowi w pamięć - Nie ukrywam, że charakter tej wizyty jest bardzo niecodzienny. Okażmy nieco cierpliwości, zaraz wszystkiego się dowiemy. Oczywiście nie masz nic przeciwko, abym w oficjalnym spotkaniu towarzyszył ci jako przedstawiciel kancelarii?
Przybycie dla rezydencji Nawigatora Mercatorów proszącego o spotkanie jest wydarzeniem samym w sobie, bo poszczególne Domy Navis Nobilite nie wizytują się wzajemnie z błahych powodów. Lecz teraz sprawa jest jeszcze bardziej zagadkowa, ponieważ ten człowiek poprosił o spotkanie z mało znanym na zewnątrz Domu Machariusem, Nawigatorem w służbie niewiele znaczącej dynastii na pokładzie zaledwie fregaty. Macieju, nie masz najmniejszego pojęcia, o co chodzi!
: 30 listopada 2015, 08:34
autor: Kargan
Sala Ślepców, 456.815.M41
Słysząc ostatnie pytanie Christiana cantor tertius obejrzał się w stronę swego towarzysza, a na jego twarzy wykwitł na przelotną chwilę kojarzący się z desperacją wyraz.
- Pragnę zapewnić, że brat mój nie jest związany znaczącymi ślubami milczenia ani też nie jest poszkodowany na słuchu ani na innych zmysłach - oznajmił starszy rangą astropata odwracając głowę w stronę gościa - Jego niechęć do konwersacji to wrodzona wstydliwość oraz ogromny szacunek względem lepszych od siebie sprawiają, że woli zachować milczenie w obecności tak zaszczytnego gościa. Przynależy do naszego chóru od dwóch lat, wyróżniając się śpiewnością umysłu i rokującym wielkie nadzieje talentem. Jestem szczerze przekonany, że Bóg-Imperator przeznaczył mu wielką przyszłość łącząc los brata Lorentza z tak szanowaną dynastią Wolnej Floty.
Morgan Blackthorn ponownie uprzejmie skinął głową ulegając manieryzmowi, który w kontaktach z astropatami nie miał najmniejszego sensu.
- Szacowny Christo Barca rzeczywiście dopełnił wszystkich pozostałych formalności - dodał cantor tertius - Członkowie naszej organizacji nie nawykli do gromadzenia zasobnych majątków, toteż przeprowadzka brata Lorentza nie nastręczy najmniejszych kłopotów. Jego bagaż jest spakowany i gotowy do zabrania. Nim jednak odejdziecie szerzyć światło Imperatora wśród bezbożnych gwiazd, chciałbym jeszcze o coś poprosić.
Pochlebcza wypowiedź Kassata to czysta kurtuazja, bo dynastia Blackthornów nie jest niestety liczącym się w Ekspansji graczem. Pytanie Morgana o powody wyboru Królowej też potraktujmy jako kurtuazję, ponieważ generalnie astropaci nie mają nic do powiedzenia w kwestii swego przydziału - muszą bez protestu zaakceptować każdą decyzję mistrza chóru. Morgan podejrzewa, że Lorentz został mu przydzielony bez pytania biedaka o zdanie (co też jest w istocie prawdą).
: 30 listopada 2015, 08:39
autor: Kargan
Mostek Królowej Cierni, 456.815.M41
Zajadłe protesty dowódców holowników ucichły po dłuższej chwili, zgodnie zignorowane przez obsadę mostka fregaty. Na twarzach większości oficerów wciąż błąkały się zdawkowe uśmieszki, choć tym razem ich źródłem nie była radość z opuszczenia suchego doku, a złośliwa satysfakcja z widowiskowego posunięcia kontrolera mostka. Załogi Wolnej Floty i marynarze należący do calixiańskich orbitalnych gildii tradycyjnie za sobą nie przepadali, więc starannie zaprogramowany manewr Krixa był dla nich upokarzającym prztyczkiem w nos.
- Kontrola przestrzeni do
Królowej Cierni - w eterze zabrzmiał nowy głos, twardy i pewny siebie - Zaprzestańcie nieautoryzowanych operacji holowniczych. Stwarzanie zagrożenia dla ruchu w przestrzeni okołostacjonarnej jest karalne. Wykonujcie manewry zgodnie z zaplanowanym harmonogramem. Imperator strzeże. Bez odbioru.
Pochylony nad konsoletą Caruso Krix dostrzegł kątem oka wzruszającą ramionami Marrę Korte. Gest ten, nonszalancki i protekcjonalny w swym wydźwięku, dawał doskonale do zrozumienia jak bardzo sterniczka się ostrzeżeniem kontroli lotów przejęła. Pracujący w tej instytucji wojskowi kontrolerzy lotów należeli bez wyjątku do Imperialnej Marynarki, a załoganci Marynarki nie cierpieli Wolnej Floty jeszcze bardziej od marynarzy calixiańskich gildii.
Jednym z powodów tej wielopokoleniowej niechęci była świadomość faktu, że posiadaczom imperialnych Gwarancji Kupieckich wolno było znacznie więcej niż zwyczajnym załogom kosmicznych statków, a oficerowie Wolnej Floty nosili z przewrotną dumą przypiętą im przez wojskowych etykietkę braku profesjonalizmu i zbędnego ryzykanctwa.
Ciągnięta przez holowniki fregata sunęła bezgłośnie w próżni kosmosu, mijając kolejne pirsy i wysięgniki ogromnego orbitalnego miasta.
Na pulpit koordynatora mostka spływają kolejne raporty o stanie fregaty i jej gotowości do akcji. Reaktory osiągnęły 70% mocy, generatory osłon wyłączone, systemy uzbrojenia wyłączone. Testy obwodów wykazały 98,7% sprawności.
: 30 listopada 2015, 11:35
autor: Kargan
Port Wander, opuszczone instalacje pod Bastionem Centralnym, 456.815.M41
Przeszukiwanie sieci korytarzy ulokowanej na pograniczu strefy handlowej i nie używanej, opuszczonej dawno temu części starych doków, zajęło drużynie Vexa blisko godzinę. Znalazłszy kilka nielegalnych burdeli i spelun zamieszkałych przez różnego rodzaju męty drużyna wciąż nie mogła natrafić na ślad załogantów, ale nie przestała posuwać się w głąb coraz rzadziej zamieszkałej przestrzeni. Vex mruczał wciąż pod nosem co zrobi barmanowi jeśli okaże się, że wprowadził ich w błąd. Okazało się jednak, że barmanowi nic nie grozi.
Odnalezienie zaginionych okazało się na ostatnim etapie poszukiwań bardziej kwestią przypadku niż zaplanowanego działania. Przeczesujący wskazany przez barmana opuszczony obszar dystryktu idący na szpicy podkomendni Blackthornów natrafili w pewnej chwili na opustoszałą promenadę sąsiadującą ze stacją nieużywanej od bardzo dawna magnetycznej kolejki.
- Są wszyscy - powiedział szeptem Rand Kotler, żołnierz dynastii w stopniu porucznika floty. Kompetentny i pewny siebie, był jednym z faworyzowanych przybocznych Drago Vexa. Szef ochrony Królowej skinął głową nie odsuwając od oczu własnych magnokularów.
Członkowie drużyny Vaxa bezszelestnie zapadli w zacienionych załomach korytarza prowadzącego do opuszczonej stacji jak tylko czujka zgłosiła wykrycie ludzi. Krótka obserwacja przez magnokulary ujawniła niecodzienną sytuację. Około dwudziestu uzbrojonych ludzi pakowało do stojącego na jałowym biegu pociągu częściowo skutych i wyglądających na oszołomionych marynarzy. Uzbrojeni ludzie nie byli jednolicie umundurowani czy wyposażeni, ale u większości z nich dało się ujrzeć elementy wyposażenia czy umundurowania właściwego Flocie Imperialnej. W grupie około czterdziestu "jeńców" - jak odruchowo zakwalifikował ich wojskowo przysposobiony umysł Vexa - dało się rozpoznać również załogantów z
Królowej Cierni. Obserwując napastników poruszających się w świetle nielicznych, działających jeszcze lamp oświetlających stację, Drago ocenił że operacja załadunku musiała się zacząć chwilę temu bo większość z marynarzy wciąż jeszcze siedziała lub leżała na peronie...
Ciekawie, coraz ciekawiej... mundury Marynarki Imperialnej. Co na to panowie Drago i Diomedes ?
: 30 listopada 2015, 12:19
autor: Denver
Drago poczuł dreszcz podekscytowania - jednak miał szansę kogoś zastrzelić tego dnia... obserwował uważnie przez magnokulary zróżnicowany sprzęt posiadany przez "Flotę". Wśród jego ludzi podobny bałagan był nie do pomyślenia, stąd wzbudziło to natychmiastowe podejrzenia Veksa.
Spojrzał wymownie na Randa - ten ze spokojem oczekiwał na wydanie rozkazów.
-
Namierzyć cele. Czekać na rozkaz. Uważać na naszych załogantów za wszelką cenę.
Porucznik skinął głową i ukradkiem przekazał polecenia podwładnym.
Drago poszukał wzrokiem Diomedesa i poszukał u niego aprobaty. Wiedział jak ważni są dla niego technicy i że teraz będzie musiał wspiąć się na wyżyny kunsztu taktycznego, żeby mu ich całych i zdrowych przekazać.
I taktycznie rzecz biorąc - nie zamierzam bawić się w dyplomację; chyba że Diomedes jest innego zdania. Wróg ma chwilową przewagę liczebną, ale nie powinien się spodziewać kłopotów a my mamy przewagę zaskoczenia. Jak dla mnie moich dwanaście luf namierza po jednym celu (pierwszy z lewej pierwszego przeciwnika z lewej itp), po czym czekają na rozkaz otwarcia ognia. Po pierwszej salwie, można wykończyć resztę w powstałym chaosie, co nie powinno spowodować strat u moich ludzi, ani techników Diomedesa. Ostatecznie po pierwszej salwie, Drago użyje swoich niszczących zdolności do poprowadzenia miażdżącej szarży przy użyciu Intimidate (poddajcie się lub zginiecie) , by spotęgować chaos i zasiać wątpliwości u pozostałych przeciwników
: 30 listopada 2015, 12:27
autor: Keth
Denver, przed wydaniem ostatecznej komendy zwróć uwagę na pewien istotny szczegół zaserwowany w opisie MG - niektórzy ze "złych" mają na sobie kompletne bądź niekompletne mundury Marynarki. Gwarancja Kupiecka Blackthornów daje nam szerokie plenipotencje, ale Port Wander to instalacja silnie powiązana z Marynarką.
Możemy mieć spore kłopoty, jeśli bez skrupułów kropniemy na terytorium Imperium kogoś z Marynarki. Morgan się z wykpi łatwą ręką, bo najpewniej przerzuci odpowiedzialność na nerwowego szefa ochrony, ale wtedy pojawi się żądanie, by Vex został wydany stróżom prawa. Pamiętaj, że Arbites lubią publiczne egzekucje, a na dodatek będą się wtedy musieli wykłócać o prawo do wykonania wyroku z żandarmerią Marynarki /EVILS/
Oczywiście istnieje też spore prawdopodobieństwo, że to przebierańcy, którzy z flotą nie mają niczego wspólnego...
: 30 listopada 2015, 12:39
autor: Denver
Takie też jest moje założenie

Ale rozumiem, że dyplomacji musi stać się zadość - mój plan zawsze mogę odroczyć.
Poczekam zatem na zdanie Diomedesa - rozkazy w każdym razie wydane. Jak rozumiem, wystarczy potem w odpowiednim czasie "uruchomić" ich wykonanie.