Strona 3 z 9

: 27 lutego 2016, 19:32
autor: Dobro
Z palców stygijczyka wystrzeliła wiązka czarnej energii, która z zawrotną prędkością poleciała wprost do paszczy krakena, znikając w jego czeluściach. Stwor zabulgotał i zaryczał z wściekłości, jeszcze mocniej uderzając mackami. Zamieszanie wykorzystał Vanko, który dostrzegając Nehahera na drugim statku obral go za cel; jako czarownika przyzywającego bestie. Rozumowanie starego najemnika było proste: to czarownik przyzwał morskiego potwora, więc zabicie czarownika oznaczało zabicie krakena.

Vanko już wiele razy stawał przeciwko czarownikom i ich sztuczkom; wszystkie nadnaturalne zjawiska były właśnie silnie związane z tymi szumowinami, a więc i tym razem musiało być podobnie. Vanko zakręcił biczem, który oplótł się wokół wznoszącej się macki, która już niebawem miała znów spaść na pokład "Odmętu głębin", rozwalając go doszczętnie. Trzymajac się mocno rękojeści bata, Vanko wystrzelił do góry na kilka metrów, po czym opadał szybko w dół. W tym czasie wyciągnął wolną ręką swój sejmitar i cisnął nim, gdy już opadał w dół. Broń poszybowała wprost na stojącego na "Gwieździe Argos" stygijczyka i wbiła się z brzdękiem pod jego nogami; bowiem utkany z mgły Nehaher był niewrażliwy na fizyczne doznania. Aczkolwiek gdyby jednak czar przestał działać, sejmitar przeszyłby go na wylot.

Nehaher spojrzał, jak atakujący go Vanko ze śmiechem szaleńca wisi na bacie, otulonym o mackę krakena. Uderzenie serca później śmiech przerodził się w okrzyk zdziwienia i kłopotów, gdy Vanko puszczając się rękojeści, lądował w morskiej wodzie, by nie roztrzaskać nóg o pokład. Kolejne uderzenie serca później na pokład spadł bat, a zaraz za nim macka.

Parę metrów obok Garro panicznie walczył z mniejszą, kolczastą macką, próbującą nadziać zielarza na swój kolec. Jednak zamorańczyk był zwinniejszy i w końcu sieknął atakującą go kończynę, która tracąc nieco swojej posoki wycofała się z powrotem do wody. Garro krzyknął z radości; w końcu udało mu się trafić w coś innego, niż maszt i skrzynie.

Eyra skupiła się, przeszukując swoją pamięć. Musiał istnieć jakiś sposób na zabicie bestii. Na miejsca ubitych macek wciąż pojawiały się nowe, ale już nie walczące z taką determinacją. Czerwonowłosa spojrzała na walczącego u jej boku barbarzyńcę. Ten jakby wyczuł jej spojrzenie i kiwnął jej głową w uznaniu. Następnie wskazał mieczem trzeci statek.

Eyra spojrzała we wskazanym kierunku.

Ze statku leciała płonąca kula wielkości stogu siana. Tor jej lotu wskazywał na to, że została wystrzelona przez jakąś katapultę; zaś jej celem był kraken. Kula z sykiem wpadła do wody tuż koło głowy bestii. Ta odwróciła się w kierunku 'świeżego mięsa' i... Eyra straciła grunt pod nogami.

"Odmęt głębin" szedł na dno w jeszcze szybszym tempie i to była ostatnia chwila na reakcje i ucieczkę. Czerwonowłosa barbarzyńska kobieta dostrzegła coś jeszcze: jedna z macek zaklinowała się i prowadziła idealnie do głowy bestii, niczym pomost...
Vanko: akcja ze złapaniem macki i rzutem w czarownika się powiodła: ale żeby uniknąć złamania nóg i kręgosłupa 'dobrodusznie' przyjąłem, że Vanko woli puścić się w ostatnim momencie i wylądować w wodzie, niż paść jak szmaciana lalka na pokład statku. To była też jedyna macka w twojej okolicy; wznosiła się wysoko i opadała, innej nie było. Do krakena bylo za daleko.

Nehaher: za niedługo czar 'widmowe ciało' zakończy swój efekt. Nie możesz rzucać już więcej czarów póki porzadnie nie odpoczniesz.

Garro: odegnałeś niebezpieczeństwo, wokół ciebie nie ma póki co żadnego zagrożenia.

Akcje Galvata zostawiam; domyślnie uznaje, że kolejny post lighstorma dzieje się równolegle do tego postu. Proszę jedynie, byś uwzględnił te wydarzenia w swojej fabularce.

Eyra: leżysz na pokładzie, który zaraz utonie. Masz bardzo mało czasu (1 ture) na reakcje. Zdolasz przeskoczyć na drugi statek.

Wszyscy - oprócz Vanko - widzieliście atak trzeciego statku na krakena.

: 28 lutego 2016, 13:00
autor: Keth
Pokład "Gwiazdy Argos"

Zbroczony ciemną posoką bestii miecz zatoczył łuk w powietrzu, krople krwi krakena spadły deszczem na odzienie zdyszanego uzdrowiciela. Uniesiony emocjami Garro zawrzasnął na całe gardło, kopnął kawałek złamanego relingu posyłając drewniany złomek do spienionego morza.

- Zdychaj, potworze! - wykrzyczał Zingarczyk, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, że kraken praktycznie nie poczuł zranienia i że bestii daleko było jeszcze do wyzionięcia ducha.
Obawiam się, że ten akt heroizmu wyczerpał możliwości uzdrowiciela na dzisiejszy dzień - Garro przechodzi do defensywy! Wystarczy mi, że pokazał pozostałym, co mają zrobić!

: 29 lutego 2016, 22:39
autor: lightstorm
Pokład "Gwiazdy Argos"

Walka rozgorzała na dobre. Kolejni marynarze kończyli w paszczy morskiego stwora, gdy Galvat z trudem wylazł spod pokładu z beczką pełną oliwy. Rozejrzał się dookoła siebie, szybko orientując się w nowej sytuacji. Połowa załogi była już martwa, a ci co przetrwali skupili swe siły na pokładzie Gwiazdy Argos, walcząc ramię w ramię z przeciwnikiem.

To czyste szaleństwo! - pomyślał patrząc na ogrom zniszczenia i dziejącej się rzezi. Na wszystkie bogactwa tego świata, dlaczego to coś jeszcze nie zdechło?

Zamorańczyk pośpiesznie postawił beczkę i czym prędko zaczął zabierać się do robienia w niej niewielkiej dziury. Na szczęście miał przy sobie swoje przybory do włamywania, które pozwoliły na szybkie wykonanie odpowiedniego otworu. Następnie wepchnął w nią bawełnianą szmatę tworząc prowizoryczny lont. Jeszcze raz rozejrzał się po pokładzie, a to co ujrzał jeszcze bardziej przekonało go do tego, by częściej unikać pływania po morzu.

Zobaczył Nehahera, który okazał się biegłym czarownikiem i dzielnie walczącym z potworną morską mackowatą poczwarą. Wiedziałem! Przez cały czas unikał ujawniania swojej potęgi, a gdy przyszedł czas walki, pokazał, co kryje za tą uśmiechniętą maską. Teraz rozumiem dlaczego nikt go nie zaczepia i zawsze mu jakoś się wszystko udaje. Wtedy... ten błysk w jego oku... Stygijskie oblicze... Teraz jesteś nagi i w końcu cię widzę! - rozmyślania Zamorańczyka przerwał lecący w Nehahera sejmitar, który zabiłby go, gdy by nie wsparcie plugawych sił. Agresor jednak nie mógł kontynuować walki, bo wypadł za burtę wprost do morza. Ten to miał pecha... Nie słyszał co mówił kapitan? A może to jeden z tych popaprańców, którzy dybali na nas, na tej przeklętej wyspie? Jakoś mnie to nie dziwi, bo każdy kto zaczepia Nehahera kończy marnie. Czy to przypadek? A może coś więcej? - kolejne pytania przelatywały przez głowę Złodzieja. Wtem trzeci statek, z którego wystrzelono ognistą kulę, co sprawiło że Galvat przez chwilę zawahał się, czy dalej kontynuować swój plan.

- Noooo....Nieeeeeeee... Spłoniemy tutaj... Na czystym morzu! Co za ironia! Bogowie, ile razy zakpicie jeszcze ze mnie? - powiedział sam do siebie.

Galvat spojrzał na dzielnie walczącego medyka, który wymachiwał groźnie mieczem próbując bronić się przed jedną z mniejszych chwytających oślizgłych macek. Tak! Teraz widać jacy oni są naprawdę! Śmierć zajrzała im w oczy... Nie wiedziałem, że zielarz też jest taki hardy! Szybciej, do stu złamanych wytrychów, a może przeżyjemy! - pomyślał.

Poszukał wzrokiem najsilniejszych ocalałych i szybko ich znalazł. Kapitan oraz jakaś barbarzyńska kobieta, która wyglądała jakby całe życie zarabiała poprzez siłowanie się na rękę. Wybrał ich.

Kopnął beczkę w kierunku walczących barbarzyńców, po czym ruszył za nią. Beczka zatrzymała się tuż obok kobiety, która obdarzyła Zamorańczyka wrogim spojrzeniem. Galvat nie czekał ani chwili dłużej, tylko zaczął podpalać bawełnianą szmatę, krzycząc:

- To powinno pomóc! Masz ręce jak moje nogi więc dasz radę wrzucić, to do paszczy tego draństwa nie? Tylko proszę nie myśl za długo! - Galvat czekał na reakcję, licząc się jednak z tym, że niewiasta może zrobić coś nieoczekiwanego.

: 01 marca 2016, 15:13
autor: Sigil
Pokład "Gwiazdy Argos"

- Przekleństwo! - wymamrotał Stygijczyk, cofając się nieco. Plugawy stwór głębin najwyraźniej kpił z jego wysiłków, przełykając porcję zabójczej energii równie łatwo, jak albatros przełykał rybę. Przez chwilę rozważał pozostałe możliwości, lecz jego wiedza o magii bojowej była naprawdę niewielka. Z zasady zawsze starał się omijać sytuację, w których okazywała się przydatna. A jeśli już zły los zmuszał go do znalezienia się w środku walki, dbał o to, by pomiędzy nim a agresorem była przynajmniej jedna osoba uzbrojona w miecz... Lub cokolwiek innego... Któż jednak mógł przypuszczać, że...

Tok rozmyślań czarownika przerwał nagle błysk stali i zakrzywione ostrze bułata wbiło się w deski pokładu pod jego stopami. Nehaher oderwał wzrok od krakena i kompletnie zaskoczony spojrzał na atakującego go pirata.

- Oczadziałeś ośle...? - zdążył jeszcze zawołać, nim obleśna gęba tamtego ostatecznie zniknęła za burtą.

Stygijczyk odetchnął z ulgą. Najwyraźniej jednak Set słyszał tego, który go wychwalał i wciąż otaczał go opieką. Jak szalony musiał być wszakże ktoś, kto w obliczu potwora nadal próbował prowadzić bitwę morską? Wszelako myśl o tym, że nigdy więcej nie ujrzy już jego plugawej fizjonomii, poprawiła nadwątlone morale czarownika. Choć kolejna konkluzja, uświadamiająca mu, iż okazał się tak boleśnie nieostrożny, by dopuścić do ataku na własna osobę, pognębiła go ponownie. Głupiec był jednak już zapewne w połowie drogi do paszczy karakena. Nie było więc sensu przejmować się nim dłużej. Nikt nie zdołałby przetrwać długo w pobliżu bestii, w wodzie wypełnionej wijącymi się mackami, ostrymi odłamkami strzaskanego poszycia i ludzkimi szczątkami.

Czas się wycofać... - pomyślał szybko Stygijczyk i wykonał kilka pospiesznych kroków w tył. Tuż obok niego Garro wydał z siebie triumfalny okrzyk raniąc jedną z pomniejszych macek. Czarownik wiedział jednak, że nie poprawiało to ich sytuacji. Jeśli wezwana przez niego moc nie zdołała rozszarpać cielska stworu od środka, miecz na niewiele mógł się tutaj przydać. Rozejrzał się szybko. "Odmęt Głębin" szedł właśnie na dno, przy wtóre ludzkiego wrzasku i przeraźliwego jęku rozdzieranych desek.

Na Seta, nie mogę tu zginąć, jestem zbyt utalentowany! - przemknęło mu jeszcze przez głowę, gdy ujrzał jak płonąca kula wpada do wody niedaleko głowy krakena. Bestia zwróciła się w kierunku nowego agresora, co napełniło Stygijczyka uczuciem zbliżonym do nadziei.

- Garro - nadał telepatycznie, stając obok uzdrowiciela. - Wycofajmy się, nic tu po nas... Tu nie szanują intelektualistów, trzeba więc pozostawić sprawę ekspertom od przemocy! Widziałeś gdzieś może jakąś szalupę? Albo pustą beczkę?

Mimo, iż stali nie dalej, niż pół metra od siebie wolał korzystać z przekazu myślowego. Zgiełk jaki panował wokół czynił bowiem zwykłą rozmowę nieralną, a czarownik nie chciał krzyczeć by nie zwrócić na siebie ponownie uwagi potwora lub jakiegoś mniej rozgarniętego pirata.
Widząc, że pomoc jest w drodze, Nehaher wycofuje się. Przywiązuje do siebie torbę i rozgląda się za jakąś szalupą, beczką lub czymś innym, co pływa na wodzie i czego można się złapać w sytuacji, jeśli Gwiazda Argos miałaby podzielić los Odmętu Głębin.

: 01 marca 2016, 16:21
autor: Zin-Carla
Pokład "Odmętu głębin"

To były ostatnie z ostatnich chwil "Odmętu głębin". Tylko kilka sekund, a łajba złamie się na pół i pójdzie na dno. Eyra musiała szybko znaleźć sposób by przedostać się na drugi statek. Nie sądziła, by jego chmurny kapitan miał coś przeciwko. Wprost przeciwnie, wydawało jej się, że osiągnęli nić porozumienia. Przed chwilą skinął jej w uznaniu głową. Widać było, że ceni sobie podobne wartości. Być może..... Nie, nie było czasu na podobne rozmyślania, o tym co będzie za chwile, jeżeli ów chwila nie nadejdzie. Teraz należało działać.

Lawirując pomiędzy trzaskającymi belkami zbliżyła się do krawędzi statku. Zauważyła, że jedna z macek potwora została uwięziona w kleszczach opadającego na dno statku. To była dla niej jakaś szansa! Macka wyglądała jak gruby mięsisty pomost prost do głowy potwora. Gdyby udało jej się przebiec po jej powierzchni i wbić miecz w mózg tego plugawego cielska...

Nie myśląc wiele przeszła do czynów. Przesunęła się w stronę burty by wskoczyć na potwora. W końcu nawet jeżeli będzie to ostatnia rzecz jaką zrobi, zginie w chwale wojownika. W walce.

Nagle zauważyła pędzącego ku nim, jakby gonił go wiatr zagłady, pirackiego obdartusa. Była pewna, że to ten sam psi syn, który wykradał podczas walki trunki, zamiast stawić czoła niebezpieczeństwu. Zmierzyła go pogardliwym wzrokiem. Toczył przed sobą beczkę i wymachiwał w panice rękoma, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Już miała mu przyłożyć w zęby za tchórzostwo, opijstwo i... tak po prostu, profilaktycznie za wszystko inne gdy...

Gdy zorientowała się o co chodzi. Beczka, którą łachudra toczył przed sobą nie by wypełniona rumem... No, no. Wygląda na to, że przynajmniej jeden Zamorański bękart niewolnicy i osła ma kilka szarych komórek we łbie.

- To powinno pomóc! Masz ręce jak moje nogi więc dasz radę wrzucić, to do paszczy tego draństwa nie? Tylko proszę nie myśl za długo! - krzyczał do niej z desperacją.

Skinęła mu głową w geście aprobacji.

Nie miała zamiaru czekać. Złapała pewnie beczkę z tlącym się prowizorycznym lontem, przycelowała chwiejąc się lekko wśród ostatnich tchnień statku i cisnęła balast z dużą precyzją w stronę rozwartej paszczy morskiego plugastwa. Była niemal pewna, że pocisk doleci do celu i wszyscy będą zaraz mieli świeżo pieczone owoce morskie, podane na obiad. Nagle, jakby jej dusza rozżarzona została przez niewidzialny ogień, odwróciła się z furią w stronę Zamorańczyka.

- W przeciwieństwie do was, zepsutych cywilizacją, zaślepionych żądzami i słabościami, my barbarzyńcy wiemy, że na wszystko jest czas. - powiedziała z sarkazmem w głosie. - Jest czas by działać, gdy liczy się każda chwila, i czas by usiądź, i zamoczyć usta w kuflu piwa. Nie obrażaj mnie więc.

Mówiąc to wskoczyła w możliwie bezpiecznej odległości od potwora i z całym wysiłkiem, opierając się nurtom wodnym, płynęła w stronę "Gwiazdy Argos".

- Ymirze, byle tylko ta beczka wybuchła w odpowiednim momencie, zanim ta maszkara mnie dopadnie...
płynę na drugi statek z planem wdrapania się na niego i modlitwą na ustach zeby potwór mnie nie złapał w miedzyczasie gdyby coś nie wyszło z beczką.

: 01 marca 2016, 20:01
autor: Dobro
Ligstormowi pewnie chodziło o pokład statku "Odmęt głębin". Celowo nie umieszczam nagłówków z miejscem, gdyż staram się to opisać na bieżąco.

W każdym bądź razie Eyra dostrzegła i usłyszala działania Galvata.

Nehaher i Garro: widzicie kilka przywiązanych i jakimś cudem ocalałych beczek ze słodką wodą. Zmieścicie się pojedynczo do nich, o ile wylejecie wcześniej zawartość.

Vanko: ze statku "Gwiazda Argos" (czyli ten, gdzie jest Nehaher i Garro) zwisa wiele lin, które wcześniej służyły do abordażu. Spokojnie się na nie wespniesz, zwłaszcza, że Zorian przeskoczył już z tonącego "Odmętu głębin" na "Gwiazdę Argos" i rzuca najbliżej ciebie linę.

Galvat, Eyra i Conan są jeszcze na tonącym statku "Odmęt głębin".

: 05 marca 2016, 15:39
autor: Keth
Pokład "Gwiazdy Argos"

Głos rozbrzmiewający natarczywie w myślach uzdrowiciela należał do stygijskiego czarownika, teraz Garro nie miał już w tym względzie żadnych wątpliwości. Zingarczyk poczuł lodowaty dreszcz na samo wyobrażenie mocy, jaką trzeba było posiąść, by móc się komunikować ze śmiertelnymi istotami w na poły boski sposób. Niejeden raz w trakcie wspólnej podróży Nehaher budził w uzdrowicielu wrażenie zalęknienia, teraz jednak ustąpiło ono miejsca dużo silniejszej grozie zrodzonej z widoku miotającego się w wodzie krakena.

Drugi statek zanurzał się coraz szybciej w wodzie, zdruzgotany ciosami potwornych macek, powiewający na wietrze strzępami podartych żagli, upstrzonych tu i ówdzie krwią wyciśniętą ze zmiażdżonych ciał żeglarzy. Widząc to Garro uświadomił sobie, że "Gwiazda Argos" w każdej chwili może podzielić straszny los współtowarzysza niedoli. Na jej pokładzie wciąż trwała zaciekła walka, ale uszkodzenia statku stawały się coraz poważniejsze, coraz mocniej zagrażały dalszemu jego istnieniu.

Nie wypuszczając miecza z dłoni Zingarczyk pokonał dzielącą go od nadbudówki drogę i sięgnąwszy do środka ręką wyciągnął stamtąd struchlałą z przerażenia Carallę. Rozsypane w dzikim nieładzie włosy przesłaniały dziewczynie twarz, ale Garro i tak bez trudu dostrzegał pod nimi szeroko otwarte oczy kobiety, przypominające ślepia zaszczutego królika. Płynące z nich łzy mieszały się z krwią cieknącą z jakiegoś rozcięcia na skroni.

- Musimy się ratować! - krzyknął Garro przyciągając Carallę do siebie i oplatając ją wolną ręką w pasie - Do tamtych beczek, szybko!
O ile dobrze pamiętam, istnieje jakiś atut uzdrowiciela, który aktywuje się, gdy towarzysząca mu kobieta wpada w tarapaty. Nie pamiętam szczegółów, może MG podpowie? Tak czy owak, Garro zrobi wszystko, by uratować Carallę, nawet kosztem własnego życia!

: 05 marca 2016, 16:35
autor: koszal
-... ortowych dzi..tfu!... wek- Vanko szamotał się w wodzie usiłując uchwycić się którejś z wielu pozrywanych lin, opadających swobodnie z "Gwiazdy Argos". Statek jednak bujał się i miotał niczym szmaciana lalka pozostając w żelaznym uścisku potwora. Co też go podkusiło, by rzucić sejmitarem? Mógł łatwiej dopaść czarownika, niż ryzykując teraz klątwę.. Zbrojny w nóż w zębach znalazł wreszcie okazję, by wspiąć się na pokład.. będzie trudniej, bo teraz stygijczyk się go spodziewa.
MG, Sigil, proszę o spotkanie w technicznym, ponieważ musimy ogarnąć pewien problem dla dobra fabuły.

: 06 marca 2016, 01:02
autor: Dobro
Rzucona beczka leciała po łuku, napędzona siłą mięśni barbarzyńskiej kobiety. Płonący lont czasem zdawał się gasnąć na moment, po czym znów się zapalał. Duży pocisk trafił krakena w jego baloniasty łeb i odbijajac się od niego, wpadł prosto do paszczy, zostając zupełnie pochłonięty przez bestie. Eyria zaklnęła widząc, że plan łotra z pirackiego statku spalił na panewce i sycząc z pogardą odwróciła się na pięcie i wyszukując bezpieczne miejsce skoczyła do wody, robiąc w powietrzu salto.

Zaraz za nią na własny okręt przeskoczył Conan jednym, ogromnym susem, który byłby niemożliwy do wykonania przez zwykłego człowieka.

Galvat zawiedziony swoim nieudanym pomysłem również szykował się do opuszczenia tonącego statku.

Tymczasem Garro odzyskując wewnętrzną siłę dostrzegł schowaną przy nadbudówce kochankę - która zapłakana i trzęsąca się ze strachu stała na miękkich nogach i patrzyła z nadzieją w oczach w stronę swego pana i władcy. Nie wypuszczając miecza z dłoni Zingarczyk pokonał dzielącą go od nadbudówki drogę i sięgnąwszy do środka ręką wyciągnął stamtąd struchlałą z przerażenia Carallę. Rozsypane w dzikim nieładzie włosy przesłaniały dziewczynie twarz, ale Garro i tak bez trudu dostrzegał pod nimi szeroko otwarte oczy kobiety, przypominające ślepia zaszczutego królika. Płynące z nich łzy mieszały się z krwią cieknącą z jakiegoś rozcięcia na skroni.

- Musimy się ratować! - krzyknął Garro przyciągając Carallę do siebie i oplatając ją wolną ręką w pasie - Do tamtych beczek, szybko!

Jako rzekł tak i zrobił. Doskakując do pierwszego rzędu beczek kopnął w jedną z nich; cała zawartość, czyli słodka woda rzeczna, wylała się na pokład. W ten sam sposób druga beczka pozbyła się zawartości, a Garro w myślach powstrzymywał ból stopy, której spotkanie z mocnym, dębowym drewnem nie należało do przyjemnych.

Nehaher też przygotował sobie prowizoryczną szalupę.

Na nieszczęście wszystkich, 'Gwiazda Argos' też powoli nabierała wody. Statek z pewnością nienadawał się do dalszego rejsu... Na domiar złego pogoda z bezchmurnej i bezwietrznej zmieniała się w zastraszająco szybkim tempie. Pierwsze podmuchy wiatru przynosiły zapachy ledwie wyczuwalnego ozonu, co oznaczało tylko jedno...

Sztorm.

W oddali kolejne pociski miotane z katapulty trzeciego statku wpadały z sykiem do wody, nie czyniąc krakenowi żadnej krzywdy. Sam zaś potwór żywcem wyjęty z morskich legend, atakował wściekle zarówno idący na dno 'Odmęt głębin' jak i zniszczony piracki statek kapitana Conana.

- Wszyscy tu zginiemy! - zaryczał żałośnie jeden z piratów, który rzucił się do wody. W locie jednak został złapany przez mackę i zaprowadzony prosto do otworu gębowego wlaściciela macki.

Vanko zaś wdrapał się z powrotem na pokład i wściekłym wzorkiem rozglądał się za swoimi broniami: leżącym niedalego stygijczyka bacie oraz wbitym w deski sejmitarze.

- Odpuść, narwańcu. Później go zabijemy - szepnął Zorian, pomagając do końca wejść kanali z Zamory na poklad. - To nie on przyzwał stwora; sam wlaśnie szykuje się do spierdalania. My też powinniśmy - dodał głosem już bez nadziei.

I wtem potwór wybuchł.

Ogromne, duże, średnie jak i małe kawałki bestii spadały po całej okolicy, niby krwawy deszcz z kawałkami mięsa zamiast gradu. Z odgłosem rozrywania i pękania tkanki, zamiast błyskawic.

Z zapachem radości, zwycięstwa i życia, zamiast charakterystycznego ozonu.

Nieliczna już grupa niedobitków wzniosła okrzyk radości.

Beczka oliwy zdała egzamin i musiała wybuchnąć w trzewiach stwora, wysadzając go od środka. Macki odcięte od ciała wiły się jeszcze w spazmach agonii, dobijając już i tak martwe statki. W oddali zaś nadpływał trzeci statek, którego ogniste kule przestały spadać do wody.

Sztandary miast-państw Shem powiewały z dumą, zaś na pokładzie i tego statku załoga krzyczała coś - coś, co nawet nierozumiejący języka uznaliby za okrzyki radości, niosące się echem po okolicy.

Okręt podpływał nieśpiesznie i ruch na nim był wzmożony; lecz to głównie marynarze zajmujący się sprawną pracą statku, niźli szykujący się do walki piraci czy flota jakiegoś władcy miasta-państwa leżącego na zachodnim wybrzeżu Shem.

: 06 marca 2016, 14:19
autor: Sigil
Pokład "Gwiazdy Argos"

Nehaher pośpiesznie wylewał wodę z beczki, mamrocząc nerwowo pod adresem mackowatego stworu:

- Obyś zdechł, plugawcu... Obyś się udławił moją klątwą i oby cię od środka rozerwało...

Nie znosił pracy fizycznej. A jeszcze bardziej nie znosił sytuacji, które zmuszały go do wykonywania jej, w celu ratowania życia. Takie chwile zawsze świadczyły o tym, że wszystko wymknęło się spod kontroli i poszło w złym kierunku. Tak jak teraz. Na Seta! Nigdy więcej morza! Nigdy więcej statków!

- Żywy ogień niech cię spali... - dodał jeszcze ponuro, gdy nagle powietrze przeszył huk potężnej eksplozji...

W jednej chwili czarownik odwrócił się, olśniony, w stronę źródła wybuchu. Na jego twarzy wykwitł szczery i szeroki uśmiech zachwytu. Nie zdołał go zakłócić nawet wilgotny kawałek jakiejś miękkiej tkanki z przylgami, który plasnąwszy w czoło Stygijczyka przykleił się do jego skóry.

- Widziałeś!? - krzyknął do Garro, zapominając przez moment o użyciu telepatii. - Pirokineza! Wolincjonarna interferencja pola morfogenetycznego, ha ha! Czytałem o tym! I co teraz, stworze plugawy!? Wystarczy, że o tym pomyślałem i łup! Rozerwało maszkarę! Ha! Menkara, strzeż się nędzny gadzie! Nie ujdzie ci teraz płazem! Jak tylko zechcę to staniesz w płomieniach! Nawet bez zaklęcia, wystarczy że pomyślę i bum! Eksplodujesz od środka! Tak po prostu!

Uszczęśliwiony Stygijczyk miotał się po pokładzie, podskakując i gestykulując żywiołowo - co przypominało jakiś dziwaczny taniec triumfu czarnych plemion z Kush. Przez chwilę zdawał się zupełnie nie myśleć o niebezpieczeństwie, tonącym statku, wrogich piratach i opróżnianej beczce - skupiając się jedynie na śmierci stwora, której, jak wierzył sam był przyczyną.

: 07 marca 2016, 17:30
autor: Keth
Pokład "Gwiazdy Argos"

Bestia ostatecznie wyzionęła ducha! Najeżona wbitymi w cielsko strzałami, krwawiąca z ciętych ran, płonąca w efekcie spektakularnego wybuchu - tonęła na oczach pełnego euforii uzdrowiciela. Porażony falą niewysłowionej ulgi Garro puścił Carallę, po czym rozejrzał się pośpiesznie po usianym szczątkami relingu pokładzie statku. "Gwiazda Argos" powoli osuwała się w morską głębinę, ale jej zagłada miała się dopełnić znacznie wolniej niż w przypadku drugiego pochwyconego przez krakena okrętu.

Do uszu Zingarczyka zewsząd dobiegały przeraźliwe jęki i skowyty, niosące ze sobą ogrom ludzkiego cierpienia.

- Pędź po mój przybornik! - krzyknął w stronę pięknej ladacznicy kucając obok jakiegoś nieszczęśnika ze złamaną tuż poniżej kolana nogą - Mitro, okaż mu miłosierdzie!
Garro nie będzie mitrężył czasu na czekanie, aż trzeci statek przypłynie - rzuca się w wir udzielania pierwszej pomocy i będzie to robił, dopóki "Gwiazda Argos" nie zatonie!

: 09 marca 2016, 23:02
autor: lightstorm
Pokład "Odmętu głębin"

Barbarzyńska kobieta odezwała się:

- W przeciwieństwie do was, zepsutych cywilizacją, zaślepionych żądzami i słabościami, my barbarzyńcy wiemy, że na wszystko jest czas. - powiedziała z sarkazmem w głosie. - Jest czas by działać, gdy liczy się każda chwila, i czas by usiądź, i zamoczyć usta w kuflu piwa. Nie obrażaj mnie więc.

Po tych słowach Galavat poczuł radość, gdyż to dzikie stworzenie zrozumiało co chciał zrobić. Ufff... A już myślałem, że będzie tak samo jak z Sigurdem i Adothem . Ta barbarzyńska dziewka rozumie co się do niej mówi i potrafi nawet zrozumiale odpowiedzieć. To daje nadzieję na lepsze jutro! - pomyślał, po czym uśmiechnął się szeroko, pokazując w tym samym momencie na beczkę.

Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Beczka skończyła w paszczy potwora, a następnie wybuchła w jego trzewiach. Kawałki mięsa latały w powietrzu, gdy potwór wydawał swój ostatni słabnący ryk.

- Noo... Wiedziałem, że uda mi się. Jednak nie jest pisane mi utopić się tutaj, co jak to mawiają w moim zawodzie: Co ma wisieć, nie utonie - powiedział sam do siebie wierząc, że śmierć, jeśli już ma go spotkać, to na lądzie.
Galvat będzie starał się wydostać z tonącego statku. Wykorzystuję do tego swoją Zwinność!

: 12 marca 2016, 00:30
autor: Zin-Carla
Morska toń pomiędzy tonącymi statkami

Eryia płynęła szybko w stronę "Gwiazdy Argos". Złapała się dyndającej liny i nie pewnie pociągnęła ją z całej siły. Wciąż trzymała się zaczepienia- gdziekolwiek ono było. Zaczęła się gramolić na pokład klnąc sążnie pod nosem, że zmarnowała okazję by wsadzić morskiej bestii miecz między oczy. Teraz znów wydawało się, że są w punkcie wyjścia. Statek wkrótce utonie tak jak "Odmęt głębin", a Kraken wciąż miał się dobrze.

Co ją podkusiło, żeby posłuchać tego zamorańskiego łotra, gdy miała taki doskonały moment na czyste cięcie mieczem. Mimo, że mogło skończyć się to dla niej fatalnie, sprawa zagłady potwora zdawałby się wtedy nieunikniona. Przez jakieś złudne wymysły uciekające się do podstępów zmarnowali okazje, by pozbyć się go stalą i siła ramion, jedynym słusznym sposobem.

Wtem usłyszała huk i wszystko dookoła mniej zostało zapryskane fontanna krwi, jakby wcześniej było jej mało. Kałwaki mózgu, zębów i ruszające się jeszcze fragmenty macek wiły się w ostatnich konwulsjach, rozrzucone siłą wybuchu. Dziewczyna, stojąc już na pokładzie, nie mogła powstrzymać uśmiechu, który wykwitł na jej twarzy. A jednak!! Ta łajza miała rację. Stała tak patrząc z podziwem i niedowierzaniem. Myślała już, że pomysł z oliwą nie zadział, jako że minęło już kilka długich chwil i nie było żadnej reakcji. Niesamowite! a jednak!... Może to więc jej czas się tak dłużył, a w rzeczywistości były to tylko sekundy?

Czuła jakby miała podskoczyć z tej radości. Miała wrażenie że ten horror na morzu nigdy się nie skończy. Że umarli i trafili do swego rodzaju piekła szalbierzy gdzie za karę na wieczność skazani zostali na walkę z tym ohydnym monstrum.

Odetchnęła z ulgą i zaczęła rozmasowywać napięte w stresie mięśnie, siadając ciężko na jakiejś beczce, obserwując bacznie pozostałych członków obydwu załóg. Zastanawiała sobie, kiedy zacznie się kolejna jatka i wszyscy znów skoczą sobie do gardeł. Nie żeby miała coś przeciwko. Gdyby jeno tylko był przedtem gdzieś w okolicy pełen kufel dobrego piwa...

: 12 marca 2016, 04:07
autor: koszal
Zamorańczyk sapiąc dotarł wreszcie na pokład. Stanąwszy pewnie na deskach poczuł się dziwnie zdając sobie sprawę, że okręt nie kołysze się na wzburzonych atakiem potwornej bestii z głębin falach. Powoli, lecz wyczuwalnie statek przechylał się w jedną stronę. Spojrzał w górę, ku masztom, dla pewności.
Cholers...tfu! -wypluł z niesmakiem kawałek mózgu żeglarza, który zapodziawszy się najwyraźniej wcześniej gdzieś we włosach, znalazł teraz swobodną drogę wprost do ust Vanka. -Cholerstwo tonie..- poprawił się wyraźniej, mimo że artykułował jedynie swoje myśli.
Głucha eksplozja wstrząsnęła statkiem. Grad czerwonego ohydztwa obryzgał wszystko dookoła, ze szczególnym chyba upodobaniem celując w zamorańczyka, tak jakby bogowie poskąpili mu urody i teraz starali się nadrobić stratę. Coś twardego huknęło go prosto w czoło pozbawiając na moment równowagi, a Vanko przysiągłby, choćby i na torturach, że zatańczyły mu właśnie przed oczami wszystkie kasztanowe księżniczki Nemedii. Ocknął się po chwili odkrywszy z ubolewaniem, że tańczący orszak nagich piękności ustąpił miejsca krwawej scenerii tonącego wraku. Rozmasował piękące wciąż czoło wyczuwając świeży guz wielkości guguły. Zęby dzwoniły mu jeszcze Nemedyjskie melodie, a lewe oko zaciskało się i mrugało na przemian. Spojrzał w dół po sobie nie podnosząc się jeszcze z miejsca, w którym upadł z zaskoczeniem dostrzegając długi na kilkanaście cali ząb z przebitą nim dłonią, który beztrosko zadomawiał się właśnie na jego kaftanie.

Pewnie czarownik stracił rezon, gdy ciśniętym sejmitarem pomieszałem mu w rozumowaniu, skutkiem czego urok mu się spaprał i potwora rozpękło.

- Gdzież on się podział..? -wymamrotał pod nosem czujnym okiem wypatrując stygijczyka.

: 12 marca 2016, 16:05
autor: Keth
W oczekiwaniu na wpis Mistrza Gry chciałbym zaznaczyć, że Garro będzie opatrywał rannych z obu stron tak długo, póki nie uzna, że na tonącym statku jest zbyt niebezpiecznie - wówczas opuści go wraz z Carallą, o którą odpowiednio zadba wsadzając swą pomocnicę do pustej beczki.