PBF - New Orleans by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 marca 2016, 17:22

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Zdecydowane słowa Richarda i jego pewna siebie postawa wsparły podupadające nieco morale pozostałych kainitów. Wydawało się, iż Ventrue poważnie potraktował zamach na nich i zamierza podjąć działania w celu rozwiązania tej sytuacji. Wszyscy zresztą podświadomie tego od niego oczekiwali, jako od Członka Królewskiego Klanu. I teraz, gdy nareszcie dotarli do bezpiecznego miejsca ich oczy odruchowo skupiły się na postaci Arystokraty.
Zapomniałem wcześniej rzucić Richardowi na Przywództwo (ostatni post).

Richard: Test: Charyzma + Przywództwo ST:6 = 4 sukcesy.

Postawa Ventrue robi na was wrażenie i wydaje wam się naturalnym przywódcą grupy. Zachowuje się dokładnie tak jak oczekujecie od lidera. Posłuchacie go i nie będziecie mu się sprzeciwiać, jednak spodziewacie się także, że poczyni jakieś działania w kierunku rozwiązania problemu i poprawy sytuacji.

Bradley: Nie ma tutaj żadnego komputera. A przynajmniej żadnego nie widzisz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 marca 2016, 21:55

Mam takie banalne pytanie - czy my po czasie stajemy się świadomi mentalnych manipulacji, których ofiarą padamy? Czy Tremere automatycznie się orientuje, że Torreador go wykorzystał za pomocą Prezencji?

Co do biegu fabuły, Nicholas dosiądzie się do klanowych towarzyszy - wszystko wskazuje na to, że napaść tyczyła się Ventrue albo Torreadora, niech oni się martwią konsekwencjami ;)

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 16 marca 2016, 10:44

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica - w drodze do Klubu Zaćmienie & Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Niedużą odległość, jaka dzieliła spelunę zwaną Żądłem, a Klubem Zaćmienie kainici pokonali stosunkowo szybko. Czym prędzej chcieli znaleźć się w bezpiecznym miejscu, a za takie uznawali Elizjum. Dla Richarda, Mardi Gras w ten wieczór straciło większość swego kolorytu i wigoru - wyborny nastrój w którym opuszczał dom był już cienistym wspomnieniem. Spacer przez barwne i zatłoczone uliczki stał się grą o życie lub zdrowie, choć przed oba te słowa należałoby raczej wstawić przedrostek nie-.

Każdy ze sprzymierzonych nieco nerwowym wzrokiem lustrował przechodniów i otoczenie wypatrując mogącego pojawić się zagrożenia. Ten gość wygląda podejrzanie, trochę zbyt długo nam się przygląda - rejestrował w swej głowie Ventrue. Przeciskanie się przez tłum niosło ze sobą ryzyko ponownego ataku. W całym harmidrze i zgiełku można było niemal niezauważenie przeprowadzić kolejny atak. Równolegle w głowie wampira trwała analiza wydarzeń sprzed kilku minut - Może to konkurencja chciała mnie sprzątnąć albo było to porwanie dla okupu? Myślę, że ostatnimi posunięciami w interesach mogłem nastąpić na niejedną zatęchłą stopę.

Gdy dotarli przed budynek i udało im się bezpiecznie wejść do środka, Arystokrata poczuł znaczącą ulgę - w Klubie przecież będą bezpieczni, co więcej, może uda im się uzyskać jakąś pomoc lub informacje od któregoś ze znajdujących się tam zapewne spokrewnionych.

Pierwszą osobą, którą ujrzeli przekroczywszy białe drzwi do Klubu był Brujah imieniem Jake, którego Richard kojarzył.

- Co się wam stało? Potrzebujecie pomocy? - energicznie zapytał Jake.
- Oh, hi Jacob. - maska poprawności stężała na twarzy Speara - trzeba przecież trzymać fason, szczególnie przed Brujahami - W pierwszej kolejności chcielibyśmy doprowadzić się do ładu. Zgodnie z najnowszymi trendami, dziury po kulach i szkarłatne plamy krwi nie są już modne - powiedział z przekąsem Arystokrata. Znajdzie się coś na zapleczu?

- Para jakichś życiowych wykolejeńców próbowała uprowadzić mnie i Silvio - kontynuował Ventrue. Szczegóły opowiem za chwilę, przy szklaneczce dobrej whisky.
Pytanie do MG: Czy Jake oraz 2 pozostałych Tremere to osoby starsze ode mnie (wyższego pokolenia) lub o większym statusie? Pytanie nr 2: czy dobrze znam ten klub i jak często w nim bywam?

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 16 marca 2016, 21:47

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994


Ups, chyba tym razem padłem ofiarą własnego sukcesu...

Silvio wpadł w zakłopotanie. Nie ze wstydu, na co wskazywałaby logika całej sytuacji. O dziwo, to akurat udało się zakryć, przynajmniej narazie. Uwielbiał być w centrum zainteresowania. Jego ego wprost kochało się kąpać w zachwycie innych. Przecież tak powinno być od zawsze. To właśnie ON jest prawdziwym artystą. Tylko ON rozumie prawdziwą sztukę i pokazuje jedyną, słuszną jej interpretację swoim wielbicielom.

Jednak kontakt fizyczny to coś zupełnie innego. Co innego piękne kobiety z dorodnymi... oczami, których vitae uwielbiał rozkoszować się po występach w swojej garderobie, a co innego grupka mężczyzn miziających go to w policzek, to po ramieniu, czy jeszcze po włosach. Fuj, pomyślał zniesmaczony, chyba muszę zacząć precyzyjniej używać swoich Dyscyplin, bo stanę się wielbiony przez homosiów.

Cóż, pozostaje jedynie płynąć teraz z prądem, pomyślał wampir zmierzając wraz z pozostałymi kainitami do Zaćmienia.

Lubił ten klub. Klimat kameralnego klubu dla gentleman'ów pasował do niego. Nawet wystrój był w jego stylu. Wchodząc do środka usłyszał cichą, lecz znajomą melodię jednego z utworów Sinatry.

Come fly with me...

A zaraz potem ujrzał jednego z gości klubu zmierzającego w kierunku nowo przybyłych:

- Co się wam stało? Potrzebujecie pomocy?

Włoch nie kojarzył tej postaci, aczkolwiek ujęła go jego troska.

- Na szczęście nic wielkiego. Jestem Silvio Bertone, zgaduję, iż jesteś przyjacielem któregoś z moich towarzyszy, panie... Powiedział, wyciągając rękę w kierunku wampira, który wyszedł mu na spotkanie.

- Jake Almerson. Kainici uścisnęli sobie wzajemnie ręce w geście powitania.

- Wyglądasz, jakbyś nie brał udziału w całym zamieszaniu... Brujah uważnie przyjrzał się Bertone, lecz ten szybko odrzekł:

- Właśnie, wygląda na to, że musimy zorganizować jakieś ubrania dla moich towarzyszy. Ale to się chyba da załatwić, przepraszam was na chwilę... Powiedział, znikając w drzwiach prowadzących do garderób w poszukiwaniu jakichś rozsądnych zamienników ubrań. Nie było co prawda problemem ich znalezienie, gorzej z samym rozmiarem. Ale po wytrwałych poszukiwaniach udało mu się znaleźć spodnie w całkiem niezłym stanie oraz marynarkę, która co prawda widziała już lepsze dni, nie była jednak poszarpana śladami po kulach.

Wracając zauważył, że jego towarzysze wraz z Krzykaczem dołączyli do stolika Z Treme'rami. A właściwie połączyli kilka stolików, by móc swodobnie usiąść i porozmawiać.

- Wybaczcie panowie, że tak długo mi zeszło, jednak chciałem, żebyście godnie reprezentowali swoje klany - powiedział z troską Toreador.
A tak naprawdę to nie znoszę oglądać obdartusów ze sceny, to krzywdzi moje poczucie estetyki.

Włoch zajął wolne miejsce na krześle. Był poniekąd zaskoczony chęcią rozwikłania sytuacji sprzed niecałej godziny przez Ventrue. Ciekawe, na ile będzie w stanie sprostać temu zadaniu, okaże się, czy będzie przydatnym sznurkiem.
Wiedział, co powinien teraz zrobić, ale czuł obrzydzenie na samą myśl o tym. Przez chwilę zbierał się na odwagę słuchając rozmowę pozostałych, by w pewnym momencie wziąć oddech i zapytać zebranych:

- Czy ktoś z was zabrał może kule z miejsca zdarzenia?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 marca 2016, 23:03

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Tremere uniósł jedną brew zastanawiając się w duchu, dokąd zmierzało pytanie Silvia. Torreador w najmniejszym stopniu nie sprawiał wrażenia specjalisty od balistyki, broń wydawała się pasować do niego równie dobrze jak idea pławienia się w słonecznym blasku.

Nicholas przeniósł spojrzenie na siedzącego opodal Bradleya. To on wykazał się sporą zapobiegliwością sprzątając naprędce miejsce napaści, toteż tylko on mógł zachować z sobie tylko znanego powodu wystrzelone przez porywaczy kule.

Spoglądając na młodego czarnoskórego mężczyznę o przystojnych rysach twarzy i krótko obciętych włosach Bertrand pozwolił na ułamek chwili zboczyć myślom z kontrolowanego toku rozumowania. Zastanowił się w zamian w duchu jakie właściwie okropieństwa skrywała noszona przez Nosferatu iluzyjna maska, jaki potwór czaił się pod jej ułudą.

Zmuszony siłą rzeczy do zaakceptowania prawdy o Rodzinie po swoim Spokrewnieniu, Nicholas czuł pewien starannie ukrywany lęk przed kuzynami z klanu Nosferatów, oni bowiem najbardziej z wszystkich wampirów przypominali mu o ogromie wynaturzenia, jakim byli wszyscy Kainici. Istniał rzecz jasna również Sabbat, jednakoż Bertrandowi litościwie było dotąd oszczędzone nawiązywanie bliższej znajomości z Czarną Ręką.

- Masz może ten pocisk, który z siebie wyciągnąłem? - spytał Tremere próbując wmówić sobie, że przyjemna dla oka czarnoskóra twarz Bradleya jest jego autentycznym obliczem, a nie jedynie ułudą.
Na razie Nicholas będzie się tylko przysłuchiwał rozmowom pozostałych ofiar napaści...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 marca 2016, 11:58

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Szczur kurtuazyjnie przywitał się z wampirami, zastanwiając się czy zrzucić maskę i zacząć czuć się swobodnie w klubie. Wyobrażał sobie miny czarodziejów jak ujrzą jego prawdziwe, potworne oblicze. Jake już nie raz widział nosferatu w swojej normalnej formie, ale obrzydzenie jakie pewno zagościłoby na twarzach innych byłoby miłą odmianą od oglądania non stop obłudnych twarzy. Póki co zrezygnował ze swojego planu. Był tu ponraz pierwszy i nie do końca znał zasady miejsca. Wolał nie nadużywać gościnności i niepotrzebnie ryzykować, jeśli we wnętrzu znalazloby się przypadkowe bydło.

Bradley rozglądał się po wnętrzu Zaćmienia orientując coraz bardziej wyraźniej, że szanse na to aby znaleźć tu komputer z dostępem do sieci są bliskie zeru. Zrezygnowany skupił się na kainitach, którzy byli już w klubie. Primogen Czarodziejówz jednym ze swoich przydupasów i Krzykacz Jake. Brujah w odróżnieniu do Walcotta i Portera przynajmniej zdawał się przejąć sytuacją. Obaj Tremerzy wyglądali jakby kompletnie zwisało im to, nawet jeśli celem był jeden z ich ziomków.

Ciekawe jakie mieliby miny jakby to ich zaskoczyła ta parka w zaułku. Posraliby się vitae i pewno wzywaliby już swoich bossów z Wiednia. Dupki...

Westwood traktował pozornie błahe zdarzenie bardzo poważnie. Implikacje jakie niósł atak śmiertelnych mogły być daleko idące. Nie byli przypadkowymi celami i nosferatu mógł się założyć, że dobrze wiedzieli, że atakowali nieumarłych. To musieli być czyiś ghule, albo jacyś pokręceni wariaci z Arcanum. Tak czy innaczej Bradley chciał się dowiedzieć jakie motywy lub kto stał za wszystkim, bo wątpliwości nie miał, że blondyn i dziewczyna byli jedynie wykonawcami zadania, a nie mocodawcami.

Sprawdzę numery auta jak już będę w schronieniu. Chyba, że wykonam telefon do braci z NYC. To nie powinno zabrać dużo czasu. Jeszcze jakby ziidentyfikować kule. Gdyby to była selekcjonowana amunicja, to nie byłoby tak trudno ją wyśledzić...

- Czy ktoś z was zabrał może kule z miejsca zdarzenia?

Kurwa talkin'bout devil... Degenerat się przebudził ze snu zimowego i ma ochotę pobawić się w inspektora Callahana... Proszę proszę...

Bradley podniósł jedną brew patrząc zdziwiony na Silvio, który zaczął przejawiać nagłe zainteresowanie czymś innym niż swoje wielkim jak mur chiński ego i już otworzył usta aby spytać czy Toreador ma zamiar oprawić sobie kulkę w złoto i wystawić jako pomnik niebezpieczeństwa na jakie mógłby się narazić gdyby laska wycelowała w niego, gdy odezwał się Bertrand, pytając jeszcze raz o pocisk. Ten przynajmniej oberwał więc miał jakiekolwiek prawa by pytać. Odpowiedział więc czarodziejowi:

-Tak mam. - wampir wyciągnął z kieszeni wciąż zakrwawione spłaszczone kule: - Chciałbym zlecić analizę balistyczną. To marny trop ale zawsze coś na początek.
Nosferatu podzieli się z zainteresowanymi swoim planem co do kul.
Ponieważ Nosferkowie unikają Zaćmienia, to nie wiem, czy Bradley może przebywać w naturalnej postaci, w której czułby się dużo swobodniej;) Czy moja postać wie, kto jest opiekunem? Jeśli tak to spyta się o używanie Maski Tysiąca Twarzy. Jeśli nie ma potrzeby jej używania to Nosferatu z radością zrezygnuje z niej i będzię się sycik obrzydzeniem innych:)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 marca 2016, 16:29

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Gdyby tylko mógł, Nicholas zastrzygłby uszami na dźwięk słów Westwooda. Jeśli Bradley zamierzał zlecić analizę balistyczną zdobycznych pocisków, musiał mieć umożliwiające takie dochodzenie koneksje. To samo w sobie sugerowało jakieś mroczne związki Nosferata z policją, miejscową bądź służbami federalnymi. Bertrand od czasu przeprowadzki do Nowego Orleanu nosił się z zamiarem wypracowania podobnych powiązań, one bowiem bardzo ułatwiłyby Tremere prace nad kilkoma prywatnymi projektami - jak dotąd Kainita nie zrobił jednak żadnego kroku w tym kierunku pamiętny bacznej obserwacji ze strony swego primogena. Przebywał w mieście zbyt krótko, by móc sobie pozwolić na zbyt daleko idącą samodzielność.

- Posiadasz własne laboratorium z dostępem do baz danych? - zapytał Westwooda pozornie rozluźnionym tonem, nie chcąc zdradzić swego autentycznego zaciekawienia odpowiedzią - Bo zechciej wybaczyć, ale trudno mi uwierzyć w to, że pracujesz w CSI na nocnej zmianie.

Bertrand uśmiechnął się kącikami ust, mrugnął w kierunku czarnoskórego towarzysza porozumiewawczo okiem.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 20 marca 2016, 12:40

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Nigel odwzajemnił przywitanie poprzez wyraźnie skinienie głową w kierunku Nicholasa. Siedzący naprzeciwko Portera Sebastian nie zareagował. Patrzył się z skupieniem w karty trzymane w dłoni, po czym, sięgnął po asa pik wyrzucając go na stół. Dwójka Tremerów zdawała się być mało zainteresowana nowo przybyłymi Spokrewnionymi.

Jake po odpowiedziach jakie usłyszał dodał:

- Rozumiem. To miasto przyciąga coraz więcej szumowin... - zamyślił się na chwilę.

Silvio miał dobrego nosa do szukania ubrań. Mała gablotka na zapleczu posiadała kilkanaście ubrań zastępczych dla pozostałych członków z jego klanu. Wiedział, że Laura Pecker jest Ghulem Klanu Róży i na pewno znajdzie tutaj coś odpowiedniego. Grunt to dobrze wyglądać. Wrócił do swoich towarzyszy z kilkoma nowymi jedwabnymi koszulami oraz eleganckimi spodniami. Nicholas i Richard bez problemu znaleźli coś pasującego do siebie.

W końcu usiedli razem z Brujahem rozmawiając o tym co zaszło oraz zastanawiając się nad ewentualnym tropem jaki może dać sprawdzenie kul. Richard przyniósł do stolika karafkę z swoją ulubioną whisky oraz pięć szklaneczek, stawiając je przed siedzącymi przy stole. Rzucił przelotnie okiem na leżące obok gazety, lecz zrezygnował z czytania ich w tej chwili. Nalał niewielką ilość alkoholu do każdej szklanki, po czym usiadł wygodnie na kanapie.

Bradley wyjął dwie kule i położył je na blacie stolika.

- Posiadasz własne laboratorium z dostępem do baz danych? - zapytał Westwooda pozornie rozluźnionym tonem, nie chcąc zdradzić swego autentycznego zaciekawienia odpowiedzią - Bo zechciej wybaczyć, ale trudno mi uwierzyć w to, że pracujesz w CSI na nocnej zmianie.

Bertrand uśmiechnął się kącikami ust, mrugnął w kierunku czarnoskórego towarzysza porozumiewawczo okiem. Jake zauważył gest Tremera, po czym wtrącił się:

- Bradley, rozumiem że po tym jak Lawrence Meeks opuścił na stałe Nowy Orlean łatwiej jest nowym Nosferatu znaleźć swoje miejsce. Jesteś tutaj jakiś czas, a mnie bardzo męczy jeden problem. W sumie to zapytam o to was wszystkich. Nie widzieliście gdzieś może mojego przyjaciela o imieniu Kautun? To jeden z afrykańskich Brujahów, który przybył do miasta kilka tygodni temu, zaraz na początku karnawału. Od tego czasu nie widziałem go.

W tym momencie z balkonu do sali weszła Roxy. Formalna przywódczyni klanu Gangrel zatrzymała wzrok na grupie Spokrewnionych siedzących razem.
[center]Obrazek[/center]

- Kogo ja widzę? Silvio będziesz coś śpiewał? - zagadnęła podchodząc do stolika.
Do wszystkich:

Gracie Wampirami, które są po przemianie już kilka lat tak więc uznaję, że każdy z was zdaje sobie sprawę jak działa moc Prezencji i że Toreadorzy ją znają. Gdybyście byli świeżo po przemianie, wymagałbym testu na spostrzegawczość. Pamiętajcie jednak, że świadomi subtelnej manipulacji emocjami zostajecie dopiero po przestaniu działania Prezencji. Bardziej bezpośrednie i jawne użycie mocy pozwala na natychmiastową obronę i wydawanie punków Siły Woli, by się oprzeć. Tak więc każdy z was zda sobie sprawę z faktu, że Silvio użył na was Dyscypliny.

Nie wiecie kim jest Lawrence Meeks.

Jake Almerson: Status na poziomie 0
Nigel Porter: Status na poziomie 0
Sebastian Walcott: Status na poziomie 3
Roxy: Status na poziomie 2

Do Richarda:
Wszystkie osoby znajdujące się w klubie są dłużej od ciebie w Nowym Orleanie. Nie znasz jednak ich Generacji, ale mówi się że mają na pewno więcej niż 50 lat. Tylko Roxy i Sebastian są wyżej w hierarchii. Dość często tutaj zaglądasz, aby poczytać najnowsze gazety, porozmawiać o polityce z lokalnymi Ventrue itd. Oczywiście siedzisz w części dla gentelmanów. Lubisz prywatność tego małego klubu.

Do Bradley'a:
Nie ma tutaj oficjalnego Opiekuna. Jest jeden Ghul (Laura Pecker), który otwiera i zamyka klub o zmierzchu i świcie. To ona zajmuje się sprzątaniem, zdobywaniem aktualnych gazet itd. Możesz swobodnie używać maski 1000 twarzy lub nie. Wiesz, że obecne tutaj osoby nie zwrócą większej uwagi na ciebie jak zdejmiesz maskę. Przyzwyczajeni są do widoku Nosferatu.
Spoiler!
Lawrence Meeks to legenda Nowego Orleanu. Zaraz po II wojnie światowej wyjechał do Baton Rouge i do dziś jest tam księciem. Na stałe w Nowym Orleanie zostały jego bezpośredni potomkowie i to oni rządzą klanem w mieście. Od najstarszego: Avery, Roger oraz Martin.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 marca 2016, 15:55

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

- Zobaczymy co da się zrobić...

Nosferatu zbył pytanie Nicka lakoniczną odpowiedzią i tajemniczym uśmiechem, bo nie miał najmniejszej ochoty wyjawiać swoich metod śledczych, wypracowanych przez kilka lat pracy w NYPD. Z ulgą przyjął pytanie Brujaha, które pozwoliło płynnie i naturalnie zmienić temat. Uśmiechnął się życzliwie do Jake'a:

- Przykro mi bracie, ale nie słyszałem nic o twoim przyjacielu. Wiesz co tu się wyprawia w trakcie karnawału. Nawet Książę nie zliczy wszystkich Kainitów jacy się tu zwalają na Mardi Gras. Ale jeśli wpadnie mi jakiś cynk, to z pewnością podzielę się z tobą informacjami.

W tym momencie do spokrewnionych podeszła primogenka klanu Gangrel, pytając Silvio o to czy będzie występować. Westwood starannie ukrył rozbawienie:

- Czyżby Silvio miał tu swoich grupies? Dammit, nie spodziewałem się po Roxy, że jest taką fanką sztuki...

Szybko zdecydował się wesprzeć Dzikuskę. W sumie sam był ciekawy co zaprezentuje Toreador: Chorały gregoriańskie, coś z repertuału Sinatry, bo na grunge'ową stylówę Nirvany, czy Pearl Jam to raczej nie liczył. Tak czy innaczej, cokolwiek nie zaśpiewa Degenerat, to będzie to lepsze niż smuty jakie dobywały się z klubowego systemu HiFi:

- No właśnie Silvio, zaśpiewaj nam. Nie daj się błagać.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 marca 2016, 22:28

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Westwood wyraźnie unikał odpowiedzi na pytanie Tremere, ale Nicholas przestał zwracać na Nosferata uwagę, kiedy tylko w pomieszczeniu pojawiła się Roxy. Krótkowłosa kobieta o przyjaznym obliczu mogła się kojarzyć z wyjątkowo sympatyczną śmiertelniczką, tym bardziej zatem Bertrand współczuł jej ofiarom. Nawykły do picia krwi w dyskretny i możliwie jak najmniej przykry dla dawców sposób, Nicholas czuł wobec Gangreli instynktowną odrazę, której ani nie potrafił ani nie zamierzał zwalczać.

Roxy pominęła go w ostentacyjny sposób wzrokiem nawiązując z miejsca rozmowę z Torreadorem i chociaż w żaden sposób nie okazała Nicholasowi otwartej niechęci, Tremere nie mógł się oprzeć wrażeniu, że właśnie otrzymał policzek. Kainita nie miał pojęcia, czy Gangrele z Nowego Orleanu wiedziały cokolwiek na temat Trevora Smitha bądź incydentu w Hidalgo del Parral w 1984, ale musiał być przygotowany na wszelką ewentualność. Jego pozycja w mieście wciąż wymagała umocnienia, czemu głębszy zatarg z klanem Gangreli w oczywisty sposób nie sprzyjał.

- Silvio, nie daj się prosić damie - powiedział fałszywie przyjaznym tonem, spoglądając na Roxy znad blatu stolika.
MG, masz PW...

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 20 marca 2016, 23:18

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Silvio przysłuchując się współtowarzyszom jakby od niechcenia wziął do ręki oba pociski i zaczął w zamyśleniu bawić się nimi w ręku. Laboratoria, sraboratoria, zobaczmy, jakąż to historię mi opowiecie, maleńkie...
Używam Astralnego Dotyku, by dowiedzieć się czegoś więcej o poprzednich właścicielach kul udając przy okazji, że słucham z uwagą pozostałych kainitów.
- Kogo ja widzę? Silvio będziesz coś śpiewał?

Znajomy, donośny głos sprawił, że Degenerat się ocknął i odwrócił w kierunku Gangrela.

- Ah, witaj, piękna! Jest mi niezmiernie miło, że zaszczyciłaś nas tutaj swoją obecnością! Mówiąc to, Toreador odłożył naboje spowrotem na stół, wstał, odsunął swoje krzesło i przyjacielskim gestem wskazał Roxy, by usiadła.

- No właśnie Silvio, zaśpiewaj nam. Nie daj się błagać.

- Silvio, nie daj się prosić damie!

Nosferatu i Tremere podchwycili temat planowanego występu, co było dla kainity niczym miód na jego niebijące już serce. Czyżby powoli zaczęli się otwierać na prawdziwą Sztukę? Myśląc to, Degenerat przypomniał sobie, że musi się jeszcze przygotować. Mimo, iż księcia jeszcze nie było w Zaćmieniu, nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek drobne skazy.
Wszystko musi być dzisiaj perfekcyjnie wykonane.

- Skoro już przy tym jesteśmy - wybaczcie mi moi drodzy , ale muszę was opuścić, aby się przygotować.

Włoch skierował się w stronę garderoby wskazując gestem na ghula, by podążała za nim.
No to niespodziankę trafił szlag... Jeszcze się jej odwdzięczę.
Czy moja postać zna Kautuna lub coś o nim wie?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 22 marca 2016, 09:21

[center]Nowy Orlean, Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Richard, już w nieco lepszym nastroju, powoli obracał w rękach szklaneczkę z wyborną whisky. Siedząc wygodnie na stylowej, skórzanej kanapie rozważał co zaszło dzisiejszego wieczoru i jakie kroki powinni podjąć. Wewnętrzne napięcie zelżało, a chwila relaksu w znanym mu i bezpiecznym miejscu pozwalała choć trochę się odprężyć. Całym sobą chłonął atmosferę miejsca, gdzie pośpiech i nerwy zostawiało się przed białymi drzwiami... Nieobecnym wzrokiem patrzył gdzieś w odległy punkt na ścianie, gdy z zadumy wyrwał go fragment rozmowy towarzyszy:

- Posiadasz własne laboratorium z dostępem do baz danych? - zapytał niby obojętnie Nicholas - Bo zechciej wybaczyć, ale trudno mi uwierzyć w to, że pracujesz w CSI na nocnej zmianie.

Chwilę później Jake zmienił temat, pytając o zaginionego wampira ze swojego klanu, niejakiego Kautun. What the fuck kind of name is this? - pomyślał Ventrue. Poczuł się zobowiązany do odpowiedzi, więc odparł - Niestety o nikim takim nie słyszałem, ale będę miał na niego oczy i uszy otwarte.

W tym momencie, z balkonu do wnętrza pomieszczenia weszła Roxy - Kogo ja widzę? Silvio będziesz coś śpiewał?

W głowie Richarda błyskawicznie starły się ze sobą dwie przeciwne koncepcje: czy było to pytanie wyrażające szczere zainteresowanie czy też podszyte ironią i perfidią? Wewnętrzna analiza nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi, więc bohater postanowił obserwować późniejsze reakcje. Arystokrata wstał ze skórzanego wypoczynku, odłożył na pobliski stolik szklaneczkę z whisky i przywitał się z primogenką:

- Witaj, Roxanne - rzekł niskim i ciepłym głosem kłaniając się delikatnie.

Wątek z występem Silvio wywołał delikatny, niemal niezauważalny uśmiech na twarzy Ventrue - a więc kroi się show. Był ciekawy jaki repertuar przygotował na dziś Toreador i jak pójdzie mu koncert w takim miejscu, i to po wszakże stresujących wydarzeniach. Gdzieś na granicy świadomości i akceptacji ukrywała się myśl, że totalna klapa kompana, mogłaby znacząco poprawić humor Richiego.

- Panowie, może podsumujmy co wiemy o dzisiejszym zajściu: Bradley, masz możliwość oddać te pociski do analizy, great. To jest jakiś trop, który należy sprawdzić. Trzeba by też powęszyć u glin, bo czarny furgon w miejscu zamkniętym dla ruchu nie powinien znaleźć się tu niezauważony. Dobrze by było wysłać kogoś zaufanego do tej mordowni, Żądła, może tam mają monitoring albo kojarzą tą paniulkę. Z czasów życia pamiętam, że lady in red - zaakcentował - zawsze przyciąga uwagę - mrugnął porozumiewawczo do kompanów.

- Hm... - zadumał się Ventrue - mamy coś jeszcze gentlemen? Może któryś z was zapamiętał twarze napastników?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 marca 2016, 22:31

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Chociaż Nicholas był przekonany, że w razie ponownego spotkania rozpozna blondyna z rewolwerem, dokładne opisanie aparycji porywacza przychodziło mu z niejakim trudem.

Na dźwięk propozycji, by odwiedzić "Żądło" drgnął nieznacznie, nie tyle pod wpływem zainteresowania wizytą w tak podłym lokalu, co na wspomnienie pewnego trapiącego go kłopotu. Otrzymany niedawno postrzał, sam w sobie nie stanowiący dla nieumarłego żadnego problemu, zmusił Tremere do wyzbycia się cząstki przechowywanej w ciele vitae, a to przybliżyło Spokrewnionego do nieuniknionej konsekwencji swego odmiennego stanu istnienia.

Chcąc trzymać Bestię w ryzach Bertrand musiał się zmusić jeszcze tego wieczoru do polowania, chociaż wiedział jakie uboczne skutki takie łowy mogły przynieść. Krew pochodząca od żywego dawcy miała w sobie oszałamiającą moc, której smak sprawiał, że Tremere pragnął wchłonąć jej jeszcze więcej. Walka z tym uzależniającym jak narkotyk doznaniem była dla Nicholasa powtarzaną w nieskończoność próbą woli, toczonym w głębinach umysłu pojedynkiem między siłą człowieczeństwa i animalistycznym głodem Bestii.
Nie wiem jak potoczy się dalsza fabuła w klubie, ale zawczasu chciałbym zadeklarować, że przed nadejściem świtu Tremere będzie chciał uzupełnić braki vitae!

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 24 marca 2016, 21:40

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Włoch odłożył kapelusz na wieszak i zaczął ściągać z siebie ubranie, w którym przyszedł do klubu.
Zadziwiające wręcz, jak mało istot zdaje sobie sprawę z tego, że aby pokazać coś z danej epoki, trzeba stać się jego duchem, myślał kainita zakładając grafitowy garnitur. Wiedział doskonale, że sam śpiew to tylko część udanego występu.

Biała koszula.

Dobry show to taki, w którym widownia choć przez chwile czuje się tak, jakby brała udział w premierze danego utworu, jak gdyby cofnęła się w czasie i doświadczała tego magicznego tu i teraz po raz pierwszy.

Czarna muszka.

- Lauro, czy przygotowałaś i sprawdziłaś mikrofon? - Degenerat spytał ghula poprawiając jednocześnie swoje włosy w lustrze.

- Ależ oczywiście, panie Bertone! - dało się wyczuć lekkie zaaferowanie w głosie Pecker.

Jedno trzeba jej oddać, zamyślił się Toreador, widać, że się dziewczyna stara. Właściwie dlaczego wcześniej jej nie zauważałem? Wygląda przecież całkiem nieźle. Hmm, a może by tak po występie zabrać ją ze sobą do garderoby?

Idealnie.

- Przygotuj proszę płytę, już czas.

- Oczywiście! - Laura wzięła do ręki winyl zapakowany w poszarzałą kartonową kopertę i ruszyła w stronę sceny.
Śpiewak wyszedł zaraz za nią, upewniwszy się po raz ostatni, że jego wygląd jest nienaganny.

Wszedł na scenę, wziął mikrofon do ręki i puknął w niego delikatnie dwukrotnie palcem, aby się upewnić, iż działa bez zarzutu.
W tym momencie światła w Zaćmieniu przygasły jednocześnie skupiając się na niewielkim podwyższeniu.
Wreszcie jakaś miła rzecz tej cholernej nocy pocieszył się myślami przypominając sobie wydarzenia sprzed wejścia do klubu.

- Witam wszystkich zebranych dzisiejszej nocy i dziękuję za zaproszenie mnie do tak szanownego grona.

Widząc odwracające się ku niemu twarze, czuł się coraz lepiej z każdą sekundą. Wreszcie byłw centrum uwagi, a jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, będzie jeszcze bardziej sławny.

- Mam zaszczyt zaprezentować wam, drodzy bracia i siostry pewien utwór. Utwór ten zapewne jest większości znany, a co niektórzy prawdopodobnie znali nawet autorów. Mam nadzieję, że przypadnie zebranym do gustu. Rozsiądźcie się zatem wygodnie.

W tym momencie dał znać ghulowi ręką i pierwsze gitarowe nuty rozbrzmiały w całym pomieszczeniu, tłumiąc ostatnie szepty wśród zebranych.


[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=6l6vqPUM_FE[/center]
I don't want to set the world on fire
I just want to start a flame in your heart

In my heart I have but one desire
And that one is you
No other will do


Był w ekstazie. O ile sama sława i fakt bycia w centrum uwagi sprawiały, że Silvio był szczęśliwy, to nikt nie mógł mu odebrać tego niemal orgazmicznego stanu, który ogarniał go zawsze, gdy występował i przeżywał grane przez siebie utwory.
To było jego sacrum.

I've lost all ambition for worldly acclaim
I just want to be the one you love


Tańczył powoli na scenie śpiewając do mikrofonu niczym swojej kochanki. Miał ich do tej pory co prawda wiele, zawsze jednak było to niepowtarzalne doświadczenie. Choć często Bertone się zastanawiał, co go bardziej podnieca - kobiety, czy sztuka.
Ów dylemat nigdy nie został jednak rozwiązany, a jego poszczególne składowe wiecznie walczyły o palmę pierwszeństwa w upodobaniach Degenerata.

And with your admission that you feel the same
I'll have reached the goal I'm dreaming of

Believe me


Włoch nie śpiewał czyjegoś utworu - stawał się jego autorem w momencie występu, taka delikatna forma opętania. A przynajmniej tak sądził - a niech tylko ktoś spróbuje zaprzeczyć!

I don't want to set the world on fire
I just want to start a flame in your heart


Dźwięki wypełniające Zaćmienie dobiegły końca. Bertone stał wyczerpany na scenie, przeżywanie występu było wszak strasznie męczące w pewien sposób.
Gdy ostatnie dźwięki gramofonu umilkły wreszcie, Toreador podziękował tylko i skłonił się nisko zebranej publiczności czekając na jej reakcję.
Ostatnio zmieniony 24 marca 2016, 21:51 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 marca 2016, 21:50

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Występ młodego Torreadora zrobił na wszystkich niezwykle pozytywne wrażenie, zwłaszcza, iż był to jego debiut w Zaćmieniu. Jego czysty głos skrywał w sobie zarówno siłę jak i delikatną miękkość, która dodawała piosence głębi, przepływając poprzez słuchaczy na podobieństwo ciepłej, sentymentalnej fali. Przez chwilę wszyscy obecni zapomnieli o arktycznym chłodzie śmierci, jaka stała się ich udziałem od nocy Przemiany i która zatruwała ich serca niczym lodowy odprysk Królowej Zimy. Przez chwilę powrócili do miejsc i wspomnień, które były im drogie. I poczuli się tak, jakby nigdy nie umarli i jakby na powrót mogli cieszyć się prostymi radościami życia: uśmiechem w oczach ukochanej, przyjaźnią wolną od podejrzliwości, pięknem starej, lecz jakże bliskiej, piosenki.

Nawet Nosferatu urzeczony tą chwilą, zapomniał o swoim poprzednim zamiarze i siedział w nieruchomo, aż do momentu gdy Toreador nie zszedł ze sceny.

Chwilę po zakończonym występie Silvio, wśród owacji i oklasków, do Zaćmienia niepostrzeżenie wszedł młody mężczyzna, ubrany w garnitur Hugo Boss'a. Zatrzymał się tuż za białymi drzwiami, obserwując uważnie zebranych na sali. Zapalił papierosa, nie starał się ukryć, wyraźnie czekał aż atmosfera trochę ochłonie. Gdy zrobiło się na tyle cicho, by jego głos dotarł do wszystkich, przemówił:

- Książę Marcel wzywa do swojej siedziby Bradley'a Westwood'a, Richard'a Spea'a, Silvio Bertone oraz Nicholas'a Bertrand'a. Proszę ze mną panowie, nie każcie czekać Księciu - zakończył po czym zaciągnął się dymem.
Test na Występy Publiczne ST:7 = 6 sukcesów. Wszyscy jesteście pod wielkim wrażeniem występu i talentu Toreadora.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ