[center]Calli, Wieczór - pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 13 Pani Trzcin (Ilaxo), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Uczta trwała w rozmowach, dźwiękach trącanych strun cytr i winy, a przede wszystkim w bogactwie niespotykanych smaków oraz zapachów. Kolejne potrawy dochodziły wnoszone na srebrnych tacach przez służki przybrane w odsłaniające zgrabne nogi, złote tuniki przepasane szarfami gęsto przybranymi błękitnymi piórami. Goście zabawiani byli przez jedne z najurodziwszych tancerek jakie można było podziwiać na dworach szlachty Lenja'kare. Każdy ich ruch dźwięczał salwą małych dzwonków przypiętych do bransolet u kostek. Kobiety były piękne. Ich usta lśniły niczym nasączone świeżym miodem w blasku licznych, ciepłych świateł nadających pomieszczeniu złotego kolorytu. Z gracją lawirowały między stołami i podium, cały czas uginając swe kocie ciała w zmysłowym tańcu. Zabawiały nielicznych kawalerów z najwyższych kast, swoich czarem i elokwencją w rozmowie.
Jedna z nich przysiadła się do AjArdzkiego alchemika. Pochyliła się nad szerokim stołem sięgając po zdobny dzban zawierający aromatyczne, niemalże wrzące jeszcze kakao. Leniwym ruchem napełniła nim niewielką czarkę przedstawiającą scenę bitwy między wojskiem rywalizujących ze sobą miast - Calli oraz Sewr. Z delikatnym uśmiechem na pełnych ustach podała napój elegancko ubranemu kadi. Sięgnął po czarkę. Jego dłoń musnęła jedwabistą skórę tancerki, a miedziane bransoletki zadźwięczały. Pod wpływem rozgrzewającego ciało i pobudzającego zmysły trunku, dotyk kobiety zdawał się wyraźny jak rozgrzane promienie słońca na jednej z AjArdzkich pustyń. Skórę przebiegł dreszcz. Kobieta, zwiewna tancerka nie była tak urodziwa jak AjArdzkie damy, mimo to nie mógł oderwać od niej wzroku. Jej głęboko zielone oczy okolone czarnymi, długimi rzęsami zdawały się wciągać wewnątrz siebie całą jego uwagę. Wrażenie podsycał aromat olejku brzoskwiniowego pokrywającego ciemno miedzianą skórę niewiasty.
[center]***[/center]
Kielichy napełniały się wybornym winem z kwiatu lotosu błękitnego, a na tacach pojawiały się kolejne porcje orzecha intui, sprawiając, że część gości czuła się co raz swobodniej. Nie na tyle jednak, aby uchybić godności uczcie zorganizowanej przez patrona wielu twórców - artystów, rzemieślników, alchemików - oroni Ahtactl Maxcaill An'harata. Postawny szlachcic prowadził ożywioną dysputę z jednym z nielicznych obecnych magów. W pewnej chwili dał znać gestem. Wszyscy ucichli, a kobiety przystanęły zaprzestając swych uwodzicielskich pląsów. Gdy w komnacie nie słychać było nawet szmeru bransoletek, czy najlżejszego dźwięku stołowej zastawy, szlachcic przemówił:
- Przygotujcie się teraz, bowiem czeka was prawdziwa uczta zmysłów. - tymi słowy, skinieniem głowy odesłał służącego do przylegającego do komnaty korytarza. Wszyscy zebrani czekali w niecierpliwości, co też mogą za raz zobaczyć. Nagle wszystkie światła oświetlające dotychczas pomieszczenie, zgasły. Goście oniemieli z zachwytu, gdyż ich oczom ukazał się niezwykły widok. Szklany dach pomieszczenia można bowiem było ujrzeć miliardy gwiazd rozsianych po głębokim granacie nocnego nieba. Komnatę natomiast zalał fluorescencyjny, zimny blask. Wiele z przyniesionych potraw - drobnych owoców, jagód, karmelizowanych, jadalnych pnączy Quatt, zaczęło emanować przedziwnym blaskiem. Najmniejsze nawet, soczyste jagody Shviw gorały błękitną poświatą. Komnatę rozświetlało też światło wzbijające się z ozdobnych roślin, oplatających swymi pędami ściany pięknego wnętrza. Wtedy, gdy oddech każdego zatrzymał się na chwilę, zadźwięczały delikatne nuty fletni...
[center]
***[/center]
Zza szklanych płytek składających się na dach przestronnego pomieszczenia, zaczęło się dobywać szarawe światło zbliżającego się świtu. Gdy uczta miała się już ku końcowi, a wielu z obecnych albo wcześniej opuściła zdobną salę, albo rozmawiała głosami zdradzającymi stan wyraźnego rozweselenia powodowanym działaniem mocnego kakao, dostojny oroni zwrócił się do gości tymi słowy:
- Dziękuję wszystkim za przybycie na tą ucztę mającą jak najlepiej uświetnić narodziny dziedzica. Oby wzrastał w mądrości, a czas jego rządów był rozkwitem dla całego Calli. Niech Holis ma go w swej opiece. Pragnę, abyście zapamiętali tą noc i wszystkie jej rozkosze jako łaskę Aru Ari, tego który jest synem Holis. Słońcem, które zstąpiło na ziemię, aby prowadzić swój ukochany lud ku wzrośnięciu w chwale. Nastaje jednak nowy dzień, pragnę więc was wszystkich pożegnać. Udajcie się do swoich domów, niech następne dni będą dla was owocne.
Szlachcice i ich dostojne małżonki, zamożni kupcy i wiele innych zaproszonych osób zaczęło powoli opuszczać komnatę. Słudzy uwijali się pod naporem obowiązków. Jedni odprowadzali możnych aż do samych bram rezydencji, inni zaczynali zabierać ze stołu świecące już pustką wazy, półmiski i platery. Ongiś opływający przepychem stół zdobiły nieliczne szczątki obranego z mięsa ptaka aat'luu, pojedyncze owoce, o których zacne, łaknące delikatesów podniebienia szlachciców raczyły zapomnieć, oraz wszechobecna barwna gama śladów po rozlanym lotosowym winie, kakao i kawie. Wtedy to oroni zwrócił się do swojego brata:
- Za raz będzie można pomówić o tym, czemu poprosiłem ciebie o pomoc. Udamy się do moich prywatnych komnat.
Po tych słowach przyzwał jednego ze służących i wydał mu krótkie polecenie.
- Prosiłem również inne osoby, aby stawiły się tej nocy w sprawach, które są powiązane z tym, do czego przyda się twoja pomoc. Służba przyprowadzi je do moich kwater. A teraz chodź ze mną, nie ma sensu tutaj tracić czasu.
Ahtactl pożegnał swoją małżonkę i udał się do wschodniego wyjścia z Sali, prowadzącego na przestronną, rozświetloną galerię.
[center]***[/center]
Wśród śmiechów, przedniej zabawy i smaku zacnych potraw można było stracić rozeznanie. Wielu już zaczęło tracić kontrolę prawiąc co raz swobodniejsze żarty i podszczypując soczyste ciała tancerek. On jednak nie po to tu przyszedł. Jedzenie owszem, było wyborne. Zapamiętywał smak i zapach potraw, których prawdopodobnie nigdy więcej nie będzie miał szansy skosztować. Pamiętał jednak o swym celu, zadaniu, które postawił przed nim patron. Wypite wino lekko tylko buzowało we krwi nie mącąc wzroku ni umysłu. Biesiada zaczynała dobiegać końca, oczekiwał więc lada chwili do rozmowy z oroni An'haratem. Szlachcic dał zaproszonym wyraźnie do zrozumienia, że winni skierować się do swych domów. Odszedł, a w raz z nim jakiś postawnej postury młodzieniec, przybrany w lśniącą zbroję dobitnie świadczącą o jego funkcji jako jednego z Synów Słońca. Ah-saa-brax powoli zaczynał się niepokoić. Nikt nie dał mu wcześniej znać kiedy się stawić przed obliczem szlachcica, a teraz, gdy komnata zaczynała być co raz bardziej wyludniona, obawiał się, że czegoś nie dopatrzył. Zasady etykiety były mu jednak znane i wiedział, że chodzenie samemu po rezydencji dostojnika byłoby głupstwem. Po chwili jednak pojawił się przy nim młody służący. An'harat jednak nie zapomniał o całej sprawie. Niebawem artysta i złodziej na zlecenie, kroczył długim korytarzem do umieszczonych w głębi domu komnat patrona.
[center]***[/center]
Ku rozpaczy AjArdzkiego alchemika wystawna biesiada dobiegła końca, a służba zaczęła wynosić wszelaką zastawę, łącznie z jego własnym talerzem, na którym jeszcze czerwieniał soczysty pączek vitqul, przytykany srebrnymi gałązkami onu-inth, z nadzianymi na ich końcach żółtymi oczami samahulla. Jego pracodawca sam już opuścił jadalnię. Pozostała przy nim jedynie Ratni, bo tak było na imię tej powabnej tancerce o pełnych biodrach i rozkosznie zarumienionych policzkach. Przybył po niego jeden ze służących z poleceniem stawienia się przed oroni. Alchemik z trudem, kolosalnym wręcz wysiłkiem uwolnił się od ciepła objęć kobiety. Ku jego zdumieniu ten, który wcześniej przedstawił się jako Stratis również prowadzony był w kierunku siedziby jego patrona.
[center]***[/center]
Zyana z niecierpliwością oczekiwała końca pełnego wszelakich nadmiernych świateł, barw i zapachów widowiska. Z trudem przychodziło jej się przyzwyczaić do hałaśliwej atmosfery otaczającej większość Lenja'kare, a w szczególności krzykliwych kupców i szlachciców, których maniery były co prawda godne naśladowania, jednakże cały ten zbytek jakim się otaczali, zdawał się być całkowicie zbędny, tylko przysłaniając to, co liczyło się naprawdę. W oczach Bogini bowiem każdy, nawet władca, był nagi - taki jaki się urodził i taki, jakim się stanie po swej śmierci. Nie chcąc tracić czasu na roztrząsaniu niedogodności związanych z wizytą w tak pełnym przepychu miejscu, zaczęła rozmawiać z siedzącym w pobliżu MezXtli. Widoczne po nim, wcześniejsze oznaki zmęczenia zaczęły wyraźnie mijać pod wpływem dźwięków różnorodnych instrumentów. Nadchodziła szarówka. Kobieta miała więc nadzieję, że niebawem będzie mogła porozmawiać z oroni na osobności. Długo wyczekiwany moment końca uczty na szczęście nadszedł, a szlachcic An'harat opuścił komnatę. Nie musieli dłużej czekać, ani ona, ani ludzki mag, aż podszedł do nich sługa i zgodnie z rozkazem dostojnika, poprowadził ich w głąb pałacu.
[center]***[/center]
[center]

[/center]
Prowadzeni byli przez szereg rozświetlonych korytarzy i otwartych na wewnętrzny dziedziniec galerii. Prowadzeni byli, bo po chwili każdy zdał sobie sprawę, że nie tylko on sam został wezwany do prywatnych komnat pana domu. Każde z nich wprowadzone zostało przed oblicze szlachcica, czekającego w komnacie. Po prawej stronie, trochę poniżej siedzącego na podwyższeniu dostojnika, zasiadał dość podobny do niego, acz wyraźnie młodszy mężczyzna w zbroi i ornamentach Synów Słońca. Strażnicy zasłonili ciężkie, tkane złotą nicią kotary, pozostawiając hierodulę służącą Czarnej Matce, jednego z Alinur, AjArdzkiego alchemika oraz muzyka znanego jako Stratis, w okrągłym pomieszczeniu rozświetlonym teraz przez pomarańczowawy blask wschodzącego słońca. Siedzący pod okazałym baldachimem szlachcic przemówił do swych gości tymi słowy:
- Witajcie w moich komnatach. Nim przejdę do rozjaśnienia wam celu spotkania, proszę abyście się przedstawili.
Jesteście przed Jaśniejącym - doradcą samego władcy Calli, odpowiednie przedstawienie swej osoby jest wiec tu niesłychanie istotne - ma wpływ na status, to jak odbierać będzie postać nie tylko szlachcic, ale również inni szacowni obywatele. Przedstawić się należy imieniem własnym i swymi przydomkami, imieniem matki/lub ojca (zależnie od kultury, z której ktoś się wywodzi), oraz miastem, z którego się pochodzi. Można też nadmienić tytuł szlachecki, jeśli ktoś posiada. Tutaj link do strony odnoszącej się do Przedstawiania się w świecie DrecarE:
https://docs.google.com/viewerng/viewer ... .pdf&hl=en