: 30 kwietnia 2016, 14:17
Markus dopalił skręta, zdeptał go starannie obcasem buta. Kilku szepczących między sobą nastolatków pod przewodnictwem Aspiryny przeciągnęło środkiem uliczki dwukołowy drewniany wózek, ucichło na widok starszego mężczyzny posyłając mu podejrzanie uprzejme skinięcia głów. Pewnie znowu coś zbroili, ale Markus nie widział potrzeby wtykania nosa w ich sprawy, dopóki nikt nie podnosił wrzasku o młodzieńcze psoty. Co więcej, wózek pełen był skoszonej prowizorycznymi sierpami trawy, spokojnie mogącej wystarczyć na dwa dni dla hodowanych w Koronapanie królików - skoro szajka Aspiryny wykonała zleconą im pracę, mogła w granicach zdrowego rozsądku psocić do woli.
Mężczyzna podążył leniwym krokiem do końca ubitej butami uliczki, pozostawił za sobą gwar ludzkich głosów i stukot narzędzi Bayerna. Jego spojrzenie podążyło ku czworokątnym zagonom żyta, kołyszącego na lekkim wietrze ciężkimi od ziaren kłosami. Kawałek dalej otwartą przestrzeń zamykała ściana wielkiego lasu, ciągnącego się pozornie w nieskończoność ku zachodowi. Potężne dęby wyrastały rozłożystymi konarami ponad świerki i brzozy, walczyły o miejsce z bukami. Gęste krzewy rozsiadły się pomiędzy pniami ogromnych drzew, tylko czyhając na sposobność do wdarcia się na uprawne poletka. Dzikie zwierzęta, przeważnie zające i dziki, żerowały od czasu do czasu na obrzeżach pól, konsekwentnie straszone blaszanymi potykaczami li okrzykami obsadzających wieże wartowników bądź eliminowane za pomocą rozkładanych przez myśliwych pułapek.
Otaczająca Koronapan puszcza zapewniała osadnikom dostęp do mięsa, owoców i opału, a także ukrywała leśną społeczność przed niepożądanymi intruzami. Karawany jehammedańskich kupców z Osmanu ciągnące lasami do Wrocławia zwykły podążać przez Zieloną Grotę, a jej mieszkańcy z zazdrości o potencjalne zyski z handlu uparcie przemilczali istnienie pobliskiego Koronapanu. Markus wcale nie był z tego powodu nieszczęśliwy. Jeśli akuratnie miał ochotę coś sprzedać lub kupić, wyprawiał się z chętnymi ziomkami do Zielonej Groty: jeśli napotykał tam na jehammedan, handlował z nimi, w przeciwnym razie ograniczał barter do osadników starego Hurkacza. Raz do roku większa grupa koronapanczyków odwiedzała odległy o ponad sto kilometrów sławny Wrocław, zawożąc tam szczególnie cenne produkty i archeologiczne znaleziska.
Mężczyzna podążył leniwym krokiem do końca ubitej butami uliczki, pozostawił za sobą gwar ludzkich głosów i stukot narzędzi Bayerna. Jego spojrzenie podążyło ku czworokątnym zagonom żyta, kołyszącego na lekkim wietrze ciężkimi od ziaren kłosami. Kawałek dalej otwartą przestrzeń zamykała ściana wielkiego lasu, ciągnącego się pozornie w nieskończoność ku zachodowi. Potężne dęby wyrastały rozłożystymi konarami ponad świerki i brzozy, walczyły o miejsce z bukami. Gęste krzewy rozsiadły się pomiędzy pniami ogromnych drzew, tylko czyhając na sposobność do wdarcia się na uprawne poletka. Dzikie zwierzęta, przeważnie zające i dziki, żerowały od czasu do czasu na obrzeżach pól, konsekwentnie straszone blaszanymi potykaczami li okrzykami obsadzających wieże wartowników bądź eliminowane za pomocą rozkładanych przez myśliwych pułapek.
Otaczająca Koronapan puszcza zapewniała osadnikom dostęp do mięsa, owoców i opału, a także ukrywała leśną społeczność przed niepożądanymi intruzami. Karawany jehammedańskich kupców z Osmanu ciągnące lasami do Wrocławia zwykły podążać przez Zieloną Grotę, a jej mieszkańcy z zazdrości o potencjalne zyski z handlu uparcie przemilczali istnienie pobliskiego Koronapanu. Markus wcale nie był z tego powodu nieszczęśliwy. Jeśli akuratnie miał ochotę coś sprzedać lub kupić, wyprawiał się z chętnymi ziomkami do Zielonej Groty: jeśli napotykał tam na jehammedan, handlował z nimi, w przeciwnym razie ograniczał barter do osadników starego Hurkacza. Raz do roku większa grupa koronapanczyków odwiedzała odległy o ponad sto kilometrów sławny Wrocław, zawożąc tam szczególnie cenne produkty i archeologiczne znaleziska.
Gwoli objaśnienia, Osman to dawny Berlin. Łączy go z Wrocławiem strategicznie ważny szlak handlowy, ale duża odległość i lesiste pustkowia niosą dla kupców liczne niebezpieczeństwa, dlatego na szlaku najczęściej spotyka się duże karawany z silną eskortą. Najbliżej Koronapanu położona osada to Zielona Grota, zasiedlona przez mieszaninę Borkan i Pollan rządzonych przez autorytarnego Hurkacza (jakieś pięć kilometrów od Was). Łączą Was neutralne stosunki i wymiana handlowa.