Strona 3 z 42

: 03 czerwca 2016, 13:51
autor: 8art
- Do Lechuja. Cherla jak stary gruźlik... - Yuran wycofał się o krok, nie bez powodu. Nie miał zamiaru przywlec do osady tajemniczej choroby, po której wypluwało sie płuca, bo wątpliwości, że stara była chora nie podlegało pytaniu. Myśliwy niejednokrotnie widział skrajnie wyczerpane osoby, ale objawy jakie uwidoczniały się u baby znacznie odbiegały od tego co pamiętał. Przezornie mocniej chwycił włócznie i syknął do brata:

- Pieruna! Odsuń się od niej, bo zarazą od starej wieje...

Najchętniej wbiłby grot i profilaktycznie zakończył żywot baby, ale miał wrażenie, że stara mogła coś wiedzieć ważnego. A Yuran wolał wiedzieć, jesli po okolicy kręciła się np grupa grasantów, która mogła zagrozić mieszkańcom Koronapanu.

- Godoj cos tu robiła!
Czy udało nam się ocenić, czy szła od czy do wsi? Czy była częścią zoorganizowanej grupy, czy była sama? Sugeruje przesłuchanie na miejscu, a potem ewentualnie zdecydujemy o jej losie.

: 03 czerwca 2016, 15:09
autor: Keth
[center]Okolice Koronapanu[/center]
Nieznajoma zauważyła oczywisty przestrach obu myśliwych, nie próbowała jednak w żaden sposób załagodzić negatywnego wrażenia. Zamiast tego otarła spienione wargi brudnym rękawem kurtki i zaśmiała się chrapliwie. Z jakiegoś powodu śmiech ten, zniekształcony skurczem gardła i chorobą, wydał się Yuranowi wyjątkowo nieludzki.

- Dobrze spaliście ostatniej nocy? - zapytała kobieta, kiedy konwulsyjny chichot przestał już wprawiać w drgawki jej wynędzniałe ciało - Pewnie, że dobrze. Nie trzeba się było tak wysilać przy skradaniu, nawet strażnicy niczego nie zauważyli. Tylko ta przeklęta pułapka. Przekleństwo na was, zgnilizna i robaki w trzewiach. Ciemno nad ranem było, pochmurnie jak diabli. Prawdziwy czarny świt. Gdyby nie to, nie dałabym się tak złapać.

Yuran i Dragan wymienili pośpieszne spojrzenia, w ułamku chwili pojmując implikacje wyzierające z dźwięczących złośliwością słów nieznajomej.

- Byłaś w nocy w Koronapanie? - wycedził przez zaciśnięte zęby Yuran, mierząc starannie zaostrzonym aluminiowym grotem włóczni w tors kobiety - Czego tam szukałaś?

- Jedzenia? Schronienia? - nieznajoma wzruszyła obojętnie ramionami - Ciepłego koca i prężnego fiutka? Jesteście niczym dzieci, można was wynieść z łóżkami w puszczę, a byście się nie ogarnęli. Mało która osada między Piekielnym Rowem i Zapadliskami Pollenu nie ma tresowanych gendo, a wy nie macie.

Przez krótką chwilę Dragan gotów był uwierzyć, że chorowita nieznajoma pochodziła z Zielonej Groty, ale kiedy użyła słowa gendo, młodzieniec utrwalił się w przekonaniu o braku jej związku z rejonem osady. Mieszkańcy Koronapanu i Zielonej Groty, a także żyjący w okolicznych lasach klanyci zgodnie określali dzikie psy mianem wulfów. Cudzoziemskie słowo gendo używane było przez kupców z dalekich krain, z Osmanu i Wrocławia.

- Gadaj, czego u nas naprawdę szukałaś? Byłaś sama czy z kimś? Bo się zaraz rozzeźlę, babko!

Słysząc podniesiony ton Yurana nieznajoma zachichotała w ewidentnie złośliwy sposób, a potem ułożyła się wygodniej na plecach przymykając oczy.

- Zdejmijcie mi ten potrzask z nogi, wyleczcie i nakarmcie, a powiem wam wszystko, co tylko zechcecie - oznajmiła po chwili irytującego milczenia, ponownie otwierając zamglone bólem oczy.
Pierwsze próby zastraszania nic nie dały. Chcecie spróbować jakiegoś testu (z akceptacją uzyskanego wyniku). Czy naciskacie na nią dalej w trybie fabularnym? Pamiętajcie też, że obca właśnie przyznała Wam się do nocnego pobytu w osadzie, bez wiedzy mieszkańców. Nie macie pojęcia ani o włamaniu do spiżarni ani uszkodzeniu młockarni, rzecz jasna.

: 03 czerwca 2016, 15:12
autor: Keth
[center]Centrum Koronapanu[/center]
Markus przytaknął Snowidowi ruchem głowy, ale jednocześnie położył na ramieniu młodzieńca swą prawicę osadzając go w miejscu.

- Pomysł dobry, lecz nie wolno nam działać zbyt pochopnie - powiedział ściszonym głosem mężczyzna - Nie wiemy, ilu było obcych, jakich dokładnie narobili szkód i czy aby nadal nas nie obserwują z gąszczy. Chodźcie ze mną, bez gapienia się na boki. Udawajcie zainteresowanie machiną.

Markus pokonał kilkunastoma krokami odległość dzielącą go od grzebiącego w młockarni Werka, klepnął mechanika w plecy zwracając na siebie uwagę.

- Nie widzicie, że nie mam cajtu? - warknął Borkanin wyciągając głowę z trzewi konstrukcji, ale na widok Markusa powściągnął nieco język - Co się wider passowało?

- Jesteś zicher, że to wsadził do środka jakiś fremde? - zapytał Markus pokazując oczami na leżącą na obudowie młockarni rurkę - Na pewno kajn ajgene szajskerl?

- Na sto procent, macie mój wort - zapewnił Borkanin wycierając w spodnie brudne od smaru dłonie - Tylko nie wiem, kto.

- Mieliśmy w nocy wizytę, której warta nie zauważyła - wyjawił Markus - Fremde bezucher. Nie rób takiej miny, mogą nas obserwować. Gdzie są Yuran i Dragan? Nigdy ich nie ma, kiedy są potrzebni.

- Na pewno w puszczy, na obchodzie wnyków - podpowiedział Snowid - To co robimy?

- Zachowujcie się jak gdyby nigdy nic - polecił Markus - Spotkamy się na tyłach mojego domu. Ściągnijcie Dirka, Szyszkę, Telibora, Bruniego, Antona. Razem to jedenastu, może jeszcze bracia zdążą wrócić. Zabierzcie broń, ale bardzo dyskretnie. Jeśli ktoś przygląda się osadzie, nie powinniśmy go zbyt szybko zaalarmować.
Markus przygotowuje grupę pościgową, z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności. Potrzebujecie na to około pół godziny. Pomyślcie, co chcecie ze sobą zabrać. Anton to oczywiście ojciec Gerarda. Chciałbym też zwrócić uwagę na celowy zabieg z niemieckimi słowami, które na próbę zapisałem w dialogach fonetycznie, a nie poprawnie ortograficznie. Zastanawiam się, czy nie spróbować wykreować germańsko brzmiącego dialektu w taki właśnie sposób - na pewno wygląda to dziwacznie zabawnie.

: 03 czerwca 2016, 17:22
autor: Waylander
-Tak jest - Snowid spojrzał się po reszcie zebranych i po sekundzie namysłu rzucił do reszty - Mieszkam najbliżej Telibora i Dirka więc ich przyprowadzę - po czym odwrócił się i z uśmiechem na twarzy ruszył w stronę swojego domu jednocześnie podnosząc rękę w geście nonszalanckiego pożegnania.
Zabieram łuk, 10 strzał, ręczny toporek, włócznie, nóż farbę maskującą i bukłak, wszystko zapakowane w worek na zboże z domu dla niepoznaki.

: 03 czerwca 2016, 21:13
autor: dretch
[center]Centrum Koronapanu[/center]

Rudzielec słuchał w zaparte słów o rabunku, nie mógł uwierzyć, że ktoś dopuścił się takiego grzechu jak kradzież. Naraził innych żyjących w Koronapanie na uciążliwy czas a być może i głód?

Jestem empyrt! Bardzo empyrt!Musimy dorwać tych dieben! Zapłacą za takie grzechy.

Młody anabaptysta zaczął kipieć ze złości widać wraz z rudymi włosami odziedziczył również żywiołowy temperament po przodkach.

Idę z wami! Pozwólcie, że zabiorę ze sobą kilka rzeczy.

Gdzie się spotkamy?
Zabieram, zmontowany pistolet, kilka naboi powiedzmy 12 szt. Miecz zawijam w koc i worek. Dodatkowo plecak z ziołami na ewentualne rany, bandaże, kadzidło i "mały zestaw pokutnika - czyli wszystko co potrzeba do umartwiania duszy i ciała" , bukłak z wodą, krzesiwo i hubkę, lampę oliwną? pochodnie? latarkę na akumulator ładowany fotowoltaiką - nie wiem co mamy dostępne? Do tego pusta butelkę zakręcana na korek - może po drodze się przydać na świeżą wodę.
Jeżeli się uda biorę również coś do zjedzenia. Staram się nie rzucać w oczy - TYM BARDZIEJ NIE RZUCAĆ W OCZY GERDY! Po spakowaniu idę spokojnie w wyznaczone miejsce.
Empytr - oburzony
diaben - złodzieje

: 03 czerwca 2016, 22:47
autor: Jarlaxle
Baba jest zarażona i spędziła nieco czasu w sidłach. Raczej pogodziła się ze śmiercią i groźby na nic się zdadzą.

Myślę, że jeden powinien przy niej zostać, a drugi skiknąć do osady zameldować o znalezisku.

Lepiej nie zanosić jej do domu bez konsultacji z mędrcami. Nawet jeśli twierdzi, że już tam była.

: 03 czerwca 2016, 22:56
autor: Keth
Kto zatem biegnie do osady, a kto zostaje przy obcej? I co zamierza w międzyczasie robić?

Gerard, dostaniesz zaraz klapsa na opamiętanie - Markus wyraźnie powiedział, że zbiórka jest na tyłach jego domu! :P

: 03 czerwca 2016, 23:04
autor: dretch
Fakt - niedopatrzenie ;) to zbierając manatki lece na tyły domu Markusa - oczywiście incognito!

: 03 czerwca 2016, 23:12
autor: Keth
A pamiętasz, że masz zabrać ojca? :P

: 04 czerwca 2016, 10:07
autor: dretch
[center]Peryferia Koronapanu[/center]

Cholera warknął Gerard! Jeszcze Anton - oczy rudzielca staniały w miejscu kiedy przypomniał sobie, że miał jeszcze zabrać ojca. Był już za gospodarstwem - skręcił w lewo i obszedł cały dobytek wypatrując rodziciela.

Gdzie on jest? powiedział do siebie. Przemierzał wysokie trawy i mijał zaoraną ziemie. Plecak ze wszystkimi tobołami wyglądał trochę jak skorupa wielkiego ślimaka, która przyssała się do pleców rudzielca.

Pewnie jest już w domu, przygotowuje ducha podląc się w kapliczce.
No tak!
Szukam ojca, jak go spotkam relacjonuje co usłyszałem w sprawie włamania. Następnie opisuje słowa Markusa i mówię, że za 20 minut spotykamy się na tyłach domu Markusa. Wyruszmy na poszukiwania.

: 04 czerwca 2016, 16:00
autor: Keth
[center]Peryferia Koronapanu[/center]
Na tyłach domostwa Markusa rosło spore poletko kukurydzy, doskonale nadające się na osłonę przed wścibskimi spojrzeniami obcych. Wezwani przez właściciela mężczyźni pojawiali się w różnych odstępach czasu - jedni z nich przechodzili poprzez główny korytarz drewnianej chaty, inni prześlizgiwali się opłotkami, każdy dokładający ogromnych starań, aby nie zwracać na siebie uwagi, a samemu sprawiać wrażenie nonszalanckiej beztroski.

- Wiecie, kto to mógł być? - zapytał kucający na skraju kukurydzianego poletka Dirk, niski żylasty Borkanin ze smykałką do roboty garbarskiej oraz ręką do kuszy - Może na nas cały cajt gukają?

- Na pewno nie miejscowi dzicy - odpowiedział półgłosem Markus - Jeszcze bym uwierzył, że będąc w potrzebie ukradliby coś ze spiżarni, ale na pewno by nie spróbowali psuć maszyny do młócenia. To ktoś zupełnie obcy.

- Jak ich odnajdziemy? - spytał przerzucający z ręki do ręki nabijaną gwoździami pałkę Wegland.

- Przejdziemy do lasu poprzez kukurydzę, bardzo cicho - zaproponował Markus - Potem rozdzielimy się na dwie grupy i okrążymy Koronapan z obu stron szukając śladów. Jeśli jedna grupa je znajdzie, czeka w miejscu na drugą, dopóki się nie zejdziemy. Potem pójdziemy tropem.

- A jeśli natkniemy się na tamtych? - Szyszka uniósł znacząco brwi, marszcząc przy tym czoło - Jeśli będą leżeli w chaszczach w zasadzce?

- Jeśli zaatakują, będziemy się bronić - przesądził Markus - W przeciwnym razie najpierw próbujemy rozmawiać, a dopiero potem zabijać. Czy to jasne? Wszyscy zrozumieli?
Jeśli nikt nie chce dodać niczego od siebie, proponuję popchnąć akcję w las!

: 04 czerwca 2016, 16:57
autor: dretch
Komu w drogę temu w las!

: 04 czerwca 2016, 20:40
autor: Jarlaxle
No to ja skiknę do wioski. Młodsze nogi mam :D

Wątpliwą przyjemność zabawiania wiedźmy rozmową zostawiam Yuranowi.

: 05 czerwca 2016, 22:23
autor: Keth
[center]Peryferia Koronapanu[/center]
Przemknąwszy przez kukurydziane poletko, prowadzeni przez Markusa mężczyźni jeden po drugim przeskoczyli przez wąski pas wykarczowanej ziemi dzielącej granicę osady od ogromnego lasu. W ułamku chwili wszyscy zniknęli pośród zielonej gęstwiny, nie wydając z siebie żadnego hałasu. Kiedy oddalili się od krawędzi puszczy na kilkanaście kroków, Markus przycisnął bok do wielkiego dębu i przywołał ziomków do siebie.

- Nikodemus, Snowid, Bayer, Anton i Gerard, Dirk. Pójdziecie w tamtym kierunku, okrążycie osadę od areny, a my przeciwną stroną. Szukamy śladów obcych. Jeśli znajdziemy, jednak grupa czeka w tym miejscu na drugą. Zachowajcie ogromną czujność, nie pozwólcie ich spłoszyć.

Pomruk ściszonych głosów potwierdził przyjęcie rozkazu. Rozdzieleni na dwie drużyny mężczyźni natychmiast ruszyli we właściwych kierunkach, formując luźny szyk i rozglądając się czujnie wokół siebie.

Zielona gęstwina pochłonęła ich bez trudu, pogrążyła w wysokich paprociach, kępach krzewów i wiszących z gałęzi majestatycznych drzew zwojów mchu.
Ktoś chce się aktywnie zabawić w tropiciela?

: 05 czerwca 2016, 23:18
autor: dretch
Chętnie jeżeli w grupie nikt się nie zgłosi INSTINCT 4 + SURVIVAL 1 Nie chcę być liderem grupy, zostawię to Antonowi jednakże czujnie rozglądam się za wszystkimi co może świadczyć o śladach. Złamana gałązki, odcisk onucy na łodzie, złamane liście paproci etc.