PBF - Kroczący w Ciemności
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 16 times
- Mośśsi Panie El Darrgarrass, musszzę porrusszzyśś kwesstię finanssową. Mianowissie naleszzy ssię nam upusst. - reptilion przeszedł od razu do rzeczy.
- Pierrwszza ssprawa to possiłek, jesst nas tu sszterech na rass, wiess w nie mussiałeśś gotowaśś sszztery rrazy i sszztery rassy sszzony goniśś sszzeby jessenie podała więss ssa obssługę powinieneśś polisszzyś rass a nie sszzterry rrassy, więss tsszzy ssrrebrrniki powinno byś mniej nisszz polisszzyłeśś.
- Drruga ssprrawa to zabrrussone ubrrania, którre będę mussiał uprraśś a to kosszzt co najmniej jednego ssrebrrnika a sso gorrsza od prrania pękają nissi i krróssej będę mógł je nosiśś a to wyssenił bym na ssonajmniej dwa ssrrebrrniki. Łąsszzna więss kwota ssporrna to sszześśś ssrrebrrników. Prosszzę więss o sswrrot takiej kwoty! - stanowczo zakończył reptilion.
Jednak nim gnom zdążył odpowiedzieć dodał:
- Rrossumiem taksszze ssze za pokoje Pan nam nie polisszzysszz, wszaksszze jesteśśmy tu by pomóss wam wasszz problem rosswiąssaśś
Zdając sobie sprawę z tego, że gnom miał znacznie więcej do stracenia niż sześć srebrników i opłaty za pokój szybko przeszedł do równie ważnych ale mniej przyziemnych tematów:
- A terrass opowiadajśsie drrogi El Barrubo sso tu ssię ssieje. Od wass chśsiał bym ussłysszześś sso wam interss pssuje, opisszsie jak najlepiej umiessie sso wissieliśsie i sso ssłysszzeliśście, sso sprawia ssze nikt nie chsse tu nossowaśś ?
- Pierrwszza ssprawa to possiłek, jesst nas tu sszterech na rass, wiess w nie mussiałeśś gotowaśś sszztery rrazy i sszztery rassy sszzony goniśś sszzeby jessenie podała więss ssa obssługę powinieneśś polisszzyś rass a nie sszzterry rrassy, więss tsszzy ssrrebrrniki powinno byś mniej nisszz polisszzyłeśś.
- Drruga ssprrawa to zabrrussone ubrrania, którre będę mussiał uprraśś a to kosszzt co najmniej jednego ssrebrrnika a sso gorrsza od prrania pękają nissi i krróssej będę mógł je nosiśś a to wyssenił bym na ssonajmniej dwa ssrrebrrniki. Łąsszzna więss kwota ssporrna to sszześśś ssrrebrrników. Prosszzę więss o sswrrot takiej kwoty! - stanowczo zakończył reptilion.
Jednak nim gnom zdążył odpowiedzieć dodał:
- Rrossumiem taksszze ssze za pokoje Pan nam nie polisszzysszz, wszaksszze jesteśśmy tu by pomóss wam wasszz problem rosswiąssaśś
Zdając sobie sprawę z tego, że gnom miał znacznie więcej do stracenia niż sześć srebrników i opłaty za pokój szybko przeszedł do równie ważnych ale mniej przyziemnych tematów:
- A terrass opowiadajśsie drrogi El Barrubo sso tu ssię ssieje. Od wass chśsiał bym ussłysszześś sso wam interss pssuje, opisszsie jak najlepiej umiessie sso wissieliśsie i sso ssłysszzeliśście, sso sprawia ssze nikt nie chsse tu nossowaśś ?
Ostatnio zmieniony 09 kwietnia 2017, 23:41 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
El Baruba Dargaras stracił na chwilę mowę, kompletnie zbity z pantałyku przez coraz bardziej napastliwego reptilliona. Oglądając się niepewnie to na Sureliona, to na syczącego astrologa, gnom wsadził rękę do kieszeni swoich szerokich spodni i wyjąwszy z niej garść otrzymanych chwilę wcześniej monet, wcisnął je pośpiesznie w ręce Sansara.
- Raz jeszcze proszę o wybaczenie - wymamrotał gnąc się w pokłonach - Żona taka niezdarna, ciągle coś psuje. Zleję ją paskiem, zaklinam się na Oriaka, tylko już nie bądźcie tacy źli, czcigodny gadzie!
El Baruba Dargaras stracił na chwilę mowę, kompletnie zbity z pantałyku przez coraz bardziej napastliwego reptilliona. Oglądając się niepewnie to na Sureliona, to na syczącego astrologa, gnom wsadził rękę do kieszeni swoich szerokich spodni i wyjąwszy z niej garść otrzymanych chwilę wcześniej monet, wcisnął je pośpiesznie w ręce Sansara.
- Raz jeszcze proszę o wybaczenie - wymamrotał gnąc się w pokłonach - Żona taka niezdarna, ciągle coś psuje. Zleję ją paskiem, zaklinam się na Oriaka, tylko już nie bądźcie tacy źli, czcigodny gadzie!
Postanowiłem przetestować CH Saara Sansara, by sprawdzić, co pazerny do granic możliwości astrolog może ugrać na swych roszczeniach. CH 57, wynik rzutu 1k100: 7. Gnom oddał całą zapłatę i jeszcze mu głupio. Czy Sansar skitra całe dwadzieścia srb czy odda reszcie kompanów, to już jego wybór. Zyskał też 5 PD za wyłudzenie prawie-rozbójnicze.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pertraktacje co do ceny posiłku i noclegu ruszyły na całego. Kranoludowi przrz myśl przeleciał dom rodzinny. Te dobijanie targu był iście krasnoludzkie.
Natomist Ungo niczym pies gończy szukający tropu, krążył po całym piętrze zaglądając do wszystkich pokoi. Interesował czy wszystkie są otwarte, gdzie wychodzą z unich okna i czy są pozamykane. Zaglądał pod łóżka i do szafek. Szukał rzeczy groźnych lub podejrzanych. Gdy przepatrzył pokoje ruszył ku stryszkowi....
Natomist Ungo niczym pies gończy szukający tropu, krążył po całym piętrze zaglądając do wszystkich pokoi. Interesował czy wszystkie są otwarte, gdzie wychodzą z unich okna i czy są pozamykane. Zaglądał pod łóżka i do szafek. Szukał rzeczy groźnych lub podejrzanych. Gdy przepatrzył pokoje ruszył ku stryszkowi....
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Zaprosiwszy Sureliona do jednego z pokoików gospodarz usiadł na lewym łóżku, prawe wskazał swemu gościowi. Gdy półbóg spoczął na miękkim materacu naprzeciwko Dargarasa, gnom zerknął raz jeszcze z przestrachem na opartego o futrynę Sansara. Ugłaskany zwrotem zapłaty reptillion naciągnął mocniej na głowę kaptur szaty, wskazał pazurzastą łapą na czekającego cierpliwie Sureliona.
- Najlepiej chyba będzie jak opowiem wszystko od początku - powiedział Baruba Dargaras - Kupiłem tę karczmę w ubiegłym roku, na początku kepon-ranu, za dobrą cenę od gnomiego poprzednika, który popadł w niełaskę u tana Knuriona i zadłużył się po uszy. Wielka okazja to była i po prawdzie przypadkowa, toteż cała rodzina się zrzuciła, każdy dołożył coś od siebie. Własny interes w takim mieście to było moje marzenie od maleńkości.
- Na początku pewien byłem, że spłynęła na mnie łaska Oriaka, bo zdążyłem wyprzedzić kilku innych chętnych na tę nieruchomość, bardzo na nią łasych. Dopiero potem doszły do mnie plotki, że w radzie miejskiej ktoś komuś na złość chciał zrobić i tak poprowadził sprawę, abym to ja kupił tę karczmę, a nie znajomy znajomego.
Surelion pokiwał ze zrozumieniem głową, nieobce mu bowiem były niskie pobudki śmiertelników i złe intencje pchające ku mrocznym intrygom.
- Ledwie tydzień po kupnie zaczął mnie nachodzić el Hurron Farhugor, zamożny mieszczanin i posiadacz kilku posiadłości w Południowej Dzielnicy. Najpierw był nader uprzejmy, później już mniej. Czego chciał? Odkupienia karczmy i to za cenę znacznie mniejszą od tej, którą nałożyła na mnie rada. Nie groził mi wprost, co to to nie, ale wspominał, że nie wierzy, bym długo tu zagrzał miejsca. Krótko potem zaczęły się te senne koszmary.
Oparty o drzwi reptillion przechylił w bok głowę zamieniając się w słuch, ogromnie podekscytowany mroczną opowieścią.
- Goście skarżyli się, że dręczą ich straszne nocne mary, oblewające potem, łapiące skurczami za serca i wnętrzności. Kto raz ich zaznał, nigdy tu już nie wracał, a jeszcze psuł nam reputację na mieście. My z żoną i synem kuzyna śpimy na dole, w piwniczce, mamy tam przytulnie mieszkanko urządzone na gnomią modłę. Tam nas nigdy żaden zły sen nie dręczył, toteż wpierw nie wierzyłem w te narzekania... dopóki sam nie przespałem się na piętrze...
Oblicze Dargarasa poszarzało zauważalnie, w jego czarnych oczach pojawił się strwożony błysk.
- To była straszna noc i omal nie przypłaciłem jej życiem, bo w napadzie ślepej paniki spadłem ze schodów wprost do sali jadalnej. Ci wszyscy nieszczęśnicy nie kłamali. Spadło na mnie jakieś przekleństwo, a nocna mara czai się w tych ścianach nawiedzając umysły śpiących. Wyście moją jedyną nadzieją, czcigodny mistrzu Surelionie. Pomóżcie mi, a nie omieszkam wam tego wynagrodzić. Błagam was, na wszystko, co święte, pomóżcie mi.
Zaprosiwszy Sureliona do jednego z pokoików gospodarz usiadł na lewym łóżku, prawe wskazał swemu gościowi. Gdy półbóg spoczął na miękkim materacu naprzeciwko Dargarasa, gnom zerknął raz jeszcze z przestrachem na opartego o futrynę Sansara. Ugłaskany zwrotem zapłaty reptillion naciągnął mocniej na głowę kaptur szaty, wskazał pazurzastą łapą na czekającego cierpliwie Sureliona.
- Najlepiej chyba będzie jak opowiem wszystko od początku - powiedział Baruba Dargaras - Kupiłem tę karczmę w ubiegłym roku, na początku kepon-ranu, za dobrą cenę od gnomiego poprzednika, który popadł w niełaskę u tana Knuriona i zadłużył się po uszy. Wielka okazja to była i po prawdzie przypadkowa, toteż cała rodzina się zrzuciła, każdy dołożył coś od siebie. Własny interes w takim mieście to było moje marzenie od maleńkości.
- Na początku pewien byłem, że spłynęła na mnie łaska Oriaka, bo zdążyłem wyprzedzić kilku innych chętnych na tę nieruchomość, bardzo na nią łasych. Dopiero potem doszły do mnie plotki, że w radzie miejskiej ktoś komuś na złość chciał zrobić i tak poprowadził sprawę, abym to ja kupił tę karczmę, a nie znajomy znajomego.
Surelion pokiwał ze zrozumieniem głową, nieobce mu bowiem były niskie pobudki śmiertelników i złe intencje pchające ku mrocznym intrygom.
- Ledwie tydzień po kupnie zaczął mnie nachodzić el Hurron Farhugor, zamożny mieszczanin i posiadacz kilku posiadłości w Południowej Dzielnicy. Najpierw był nader uprzejmy, później już mniej. Czego chciał? Odkupienia karczmy i to za cenę znacznie mniejszą od tej, którą nałożyła na mnie rada. Nie groził mi wprost, co to to nie, ale wspominał, że nie wierzy, bym długo tu zagrzał miejsca. Krótko potem zaczęły się te senne koszmary.
Oparty o drzwi reptillion przechylił w bok głowę zamieniając się w słuch, ogromnie podekscytowany mroczną opowieścią.
- Goście skarżyli się, że dręczą ich straszne nocne mary, oblewające potem, łapiące skurczami za serca i wnętrzności. Kto raz ich zaznał, nigdy tu już nie wracał, a jeszcze psuł nam reputację na mieście. My z żoną i synem kuzyna śpimy na dole, w piwniczce, mamy tam przytulnie mieszkanko urządzone na gnomią modłę. Tam nas nigdy żaden zły sen nie dręczył, toteż wpierw nie wierzyłem w te narzekania... dopóki sam nie przespałem się na piętrze...
Oblicze Dargarasa poszarzało zauważalnie, w jego czarnych oczach pojawił się strwożony błysk.
- To była straszna noc i omal nie przypłaciłem jej życiem, bo w napadzie ślepej paniki spadłem ze schodów wprost do sali jadalnej. Ci wszyscy nieszczęśnicy nie kłamali. Spadło na mnie jakieś przekleństwo, a nocna mara czai się w tych ścianach nawiedzając umysły śpiących. Wyście moją jedyną nadzieją, czcigodny mistrzu Surelionie. Pomóżcie mi, a nie omieszkam wam tego wynagrodzić. Błagam was, na wszystko, co święte, pomóżcie mi.
Z grubsza wiecie już, co jest grane. Jakieś dodatkowe pytania?
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 16 times
- Ussszzśśiwy z śsiebie miesszssszzanin i zaśśny karrsszzmasszz - powiedział Saar wsypując srebrniki do sakiewki.
- Ssapewne po tym, jak ssorrientowałeśś ssię sso ssię tutaj dssieje ssassąłeś rrosspytywać o to miejsssse. Mosszze chossiasszz pobiesszznie ss hisstorrią tego miejssssa ssię ssapossnałeśś? Ssszy ssię tu ssoś w dawniejssssych latach nie wydarrssyło ssoś niesswykłego? Mosszze pogłosski o jakimś morrdssie albo ssamobójsstwie ? - reptilion z każdym słowem wydawał się coraz bardziej podekscytowany. Zaczął chodzić po pokoju pogrążony w wizjach podsuwanych mu przez wyobraźnię. Gestykulując dłońmi, unosząc palec lub bezgłośnie klaszcząc kontynuował.
- A jeśśli to dusszza jakiegośś niesszzsszzęśśnika sso nie pochowany jak nalesszzy? Mosszze jego a mosszze jej ssiało gsssieśś pod podłogą? Albo w śśssianie zamurrowane? - po czym rzucił do oberżysty - Nie sszzuliśście mosszze tu zapachu jakiejśś padliny zwietsszzałej ? - po czym znowu patrząc błędnym wzrokiem - A mosszze za sprrawą prrzeklętej bluśśśśnierrsszzej magii cośś prrzejśście pomięssy śświatami sszzywych i marrtwych otwierra? Ale do tego ssymbole magisszzne musszzą byśś. Ale to tsszzeba by zbadaśś , pytanie jak ssą ukrryte? Sszzy śścian i podług nie tsszzeba bęssie zrrywaśś? - nabrał powietrza w płuca i kontynuował z większym rozmachem
- Aaaa mosszze ssała karrsszzma na jakimśś sstarrym ssmentasszzysku jesst zbudowana ? - Saar oczy miał duże jak monety - albo tu porrtal jesst ! ... - w tym momencie widać było, że się opamiętał. Przywołał myśli do porządku i wrócił do rzeczywistości. Popatrzył na wszystkich tak jakby dopiero co ich zauważył.
- Tak sszzy inasszzej szsszzęśśssie gosspodasszzu massie sszześśssie na nas trrafili. Ssprrawę zbadamy i psszzysszzynę kosszzmarrów niechybnie odkrryjemy. Sszzeby sszzasu nie trrassiśś mosszzna by na piętsszze wszystkie dywany pozwijaśś, kotarry i zassłony poodssłaniaśś a meble poodwrrassaśś wypatrrująss magisszznych ssnaków i niesswykłych ssymboli sszzukaśś.
- Ssapewne po tym, jak ssorrientowałeśś ssię sso ssię tutaj dssieje ssassąłeś rrosspytywać o to miejsssse. Mosszze chossiasszz pobiesszznie ss hisstorrią tego miejssssa ssię ssapossnałeśś? Ssszy ssię tu ssoś w dawniejssssych latach nie wydarrssyło ssoś niesswykłego? Mosszze pogłosski o jakimś morrdssie albo ssamobójsstwie ? - reptilion z każdym słowem wydawał się coraz bardziej podekscytowany. Zaczął chodzić po pokoju pogrążony w wizjach podsuwanych mu przez wyobraźnię. Gestykulując dłońmi, unosząc palec lub bezgłośnie klaszcząc kontynuował.
- A jeśśli to dusszza jakiegośś niesszzsszzęśśnika sso nie pochowany jak nalesszzy? Mosszze jego a mosszze jej ssiało gsssieśś pod podłogą? Albo w śśssianie zamurrowane? - po czym rzucił do oberżysty - Nie sszzuliśście mosszze tu zapachu jakiejśś padliny zwietsszzałej ? - po czym znowu patrząc błędnym wzrokiem - A mosszze za sprrawą prrzeklętej bluśśśśnierrsszzej magii cośś prrzejśście pomięssy śświatami sszzywych i marrtwych otwierra? Ale do tego ssymbole magisszzne musszzą byśś. Ale to tsszzeba by zbadaśś , pytanie jak ssą ukrryte? Sszzy śścian i podług nie tsszzeba bęssie zrrywaśś? - nabrał powietrza w płuca i kontynuował z większym rozmachem
- Aaaa mosszze ssała karrsszzma na jakimśś sstarrym ssmentasszzysku jesst zbudowana ? - Saar oczy miał duże jak monety - albo tu porrtal jesst ! ... - w tym momencie widać było, że się opamiętał. Przywołał myśli do porządku i wrócił do rzeczywistości. Popatrzył na wszystkich tak jakby dopiero co ich zauważył.
- Tak sszzy inasszzej szsszzęśśssie gosspodasszzu massie sszześśssie na nas trrafili. Ssprrawę zbadamy i psszzysszzynę kosszzmarrów niechybnie odkrryjemy. Sszzeby sszzasu nie trrassiśś mosszzna by na piętsszze wszystkie dywany pozwijaśś, kotarry i zassłony poodssłaniaśś a meble poodwrrassaśś wypatrrująss magisszznych ssnaków i niesswykłych ssymboli sszzukaśś.
Ostatnio zmieniony 10 kwietnia 2017, 23:37 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ungo sprawdził czy klapa na poddasze jest otwarta po czy wrócił do Sureliona. Karczma jak na razie wydawała się bezpieczna, lecz taki stan mógł w każdej chwili się zmienić. Ungo poszedł do pokoju gdzie Surelion i reptilion rozmawiali z gnomem. Oparł się ościeżnicę tak, żeby jednocześnie widzieć korytarz i pokój. Odruchowi sięgnął po zwisającą u pasa drewnianą fajkę o długim cybuchu. Nie miał już ziela do palenia, ale przedmiot zajmował wiecznie ruchliwe ręce.
Nie podobało mu się, że Surelion może chcieć przespać się w karczmie dla sprawdzenia czy i jego dopadną koszmary. To mogła być pułapka. Pusta karczma nocą i kilku śpiących tu śmiałków. Zły scenariusz. Zbyt niebezpieczny. W razie co zostawi się tu reptiliona.
Krasnoludowi zaburczało w brzuchu. Zjadł jedynie tyle żeby nie wydawało się dziwne, że nic nie je,a teraz głód dawał o sobie znać. Strawa mogła być zatruta zsyłającymi koszmary truciznami. Nie mówił tego innym, bo po raz wtóry nazwali by go paranoicznie podejrzliwym, ale on musiał to sprawdzić. Miał wątrobę z kamienia i mała dawka nie powinna na niego zadziałać. Zresztą za chwilę pójdzie do wychodka, wypije wodę z solą i wyrzuci wszystko z żołądka a na jej miejsce trafi suszone mięso.
Spod krzaczastych brwi, przejrzyste brązowe oczy khazada wpatrywały się w gnoma. Karczmarz wydawał się mówić prawdę. Nie wykonywał żadnych skrępowanych ruchów, nie pocił się i nie rzucał spojrzeniami na boki. To dobrze, ale karczmarze często byli wprawieni w kłamaniu, a ten tu bez większych kłótnie oddał swój zarobek. Dziwne. Lecz mógł mieć ku temu powód inny niż wciągnięcie Sureliona w pułapkę, mogło mu bardzo zależeć na ich pomocy.
Opowiastka gnoma była taka sobie i nie wyjaśniała zbyt dokładnie co tu mogło zajść. Podejrzany el Hurron Farhugor może i przyłożył łapska do plajty gnoma, ale mógł być po prostu jego konkurentem, którego gnom chciał pozbyć się przy okazji.
Reptilion łyknął opowiastkę gnoma jak głodny pelikan rybę, ale to dobrze, niech Baruba Dargaras myśli, że mu uwierzyliśmy. Stanie się pewny siebie i może powie coś co pozwoli wyłapać jego kłamstwo.
Tymczasem Saar nakręcał się jak pewne zabawka napędzana skrzętnie skręconym drutem. Ten to miał pomysły. Gdyby był trupiarzem to rozkopałby każde miasto do fundamentów wietrząc wszędzie skryte martwiaki. Czy karczma nie stała na starożytnym cmentarzysku? He he to dobre. Cały Ostrogar był wielkim cmentarzyskiem. W całej stolicy nie było piędzi ziemi, która nie przesiąkła krewią jego pobratymców, gdy wkroczyli tu orkowie pierwszego Katana. A tu w Chłopskim Kroczu? To jedno wielkie cmentarzysko. Ile to razy Chłopskie Krocze płonęło w swojej historii zanim zakazano biedocie stawiać swych chałup z drewna. Dwa czy może trzy razy? Wszystko tu stoi na kościach i zgliszczach.
Znowu zaburczało mu w brzuchu - to mogło wzbudzić podejrzenia - trzeba oszukać organizm i wytworzyć trochę śliny.
Krasnolud nie spuszczając oka, z karczmarza i korytarza, wziął do ust fajkę i przeżuł jej ustnik.
Jednak trzeba przyjąć, że koszmary nawiedzają tu gości. Wierząc karczmarzowi koszmary były tu nie od zawsze, ale od pewnego czasu. No dobra, jak jam bym chciał wykurzyć gnoma z karczmy koszmarami u klienteli jakbym to zrobił. Trzeba zadać sobie i gnomowi kilka pytań. Jakie ... zastaówmy się. Coś działającego lokalnie, omijającego piwniczkę. Tylko piętro czy stryszek też? Każdy pokój czy tylko wybrane. Czy karczma przylega do innych budynków? Czy tylko w tych pokojach przyległych straszy? W którym spał gnom? Co mieście się w przylegających budynkach? Kogo są własnością? Kto tam mieszka? Czy nie ma otworków w ścianach do wpuszczania dymów i oparów?
Krasnolud ponownie przeżuł fajkę i zmarszczył czoło.
Gdyby był to nieumarły to jakiego typu. Czyżby dusiołek, duch albo zmora. Co było w koszmarach? Czy każdy śnił to samo czy do innego? Czy ubył im energii życiowej. Czy po takiej nocy byli nad wyraz osłabieni? Gdzie to bydle siedziało by za dnia? Czy byłoby byt eteralne czy z krwi i kości. Zalęgło się samoistnie czy ktoś temu dopomógł. Czy tym władał, czy nie miał kontroli.
Czy koszmary dręczyły kilka osób naraz? Czy tylko jedno jednej nocy, czy kilka? Jednocześnie czy po sobie? Czy tylko w nocy, czy też może śpiący w dzień je miewają?
Krasnolud splunął w kąt i znowu dobrał się do fajki.
A gdyby to była klątwa. To za co. Na kogo lub na co rzucona. Jak ją potwierdzić lub odrzucić?
A jeżeli osoby mające rzekome koszmary byli podstawieni, a karczmarz tak w nie uwierzył, że sam ich doznał. Jak to potwierdzić? Łatwe, ktoś sprawdzony z nerwami ze stali musiałby tu się przespać.
Trzeb się też zastanowić dlaczego w piwnice nikt nie cierpi na koszmary. Czy jest tam jakiś symbol fałszywego boga, który chronił by gnomie sny? A czy sam karczmarz afiszuje się ze swoim wyznaniem. Masz gdzieś symbol kłamliwego bóstwa gnomie? Pokaż no czy ci coś nie zwisa na szyi.
Czy w pokojach są jakieś symbole bóstw?
Tyle pytań bez odpowiedzi! Krasnolud warknął i pomamrotał po krasnoludzku pod nosem. Czas już zdobyć na nie odpowiedzi.
Sprawdźmy jak bardzo karczmarz nie lubi tego el Hurron Farhugor.
- el Hurron Farhugor..... - powiedział głośno, przeżuł jeszcze raz ustnik czekając aż gnom skupi na nim uwagę - el Hurron Farhugor brał udział w przetargu? Kim on jest i czym się zajmuje?
Krasnolud poczekał na odpowiedź, wpatrując się bez zmrużenia oka rozmówcy. Popukał się fajką w brodę po czym przeszedł do kolejnych pytań. Nie pozwalał gnomowi na krasomówstwo przerywał mu i wymuszał spojrzeniem konkretnych odpowiedzi.
Nie podobało mu się, że Surelion może chcieć przespać się w karczmie dla sprawdzenia czy i jego dopadną koszmary. To mogła być pułapka. Pusta karczma nocą i kilku śpiących tu śmiałków. Zły scenariusz. Zbyt niebezpieczny. W razie co zostawi się tu reptiliona.
Krasnoludowi zaburczało w brzuchu. Zjadł jedynie tyle żeby nie wydawało się dziwne, że nic nie je,a teraz głód dawał o sobie znać. Strawa mogła być zatruta zsyłającymi koszmary truciznami. Nie mówił tego innym, bo po raz wtóry nazwali by go paranoicznie podejrzliwym, ale on musiał to sprawdzić. Miał wątrobę z kamienia i mała dawka nie powinna na niego zadziałać. Zresztą za chwilę pójdzie do wychodka, wypije wodę z solą i wyrzuci wszystko z żołądka a na jej miejsce trafi suszone mięso.
Spod krzaczastych brwi, przejrzyste brązowe oczy khazada wpatrywały się w gnoma. Karczmarz wydawał się mówić prawdę. Nie wykonywał żadnych skrępowanych ruchów, nie pocił się i nie rzucał spojrzeniami na boki. To dobrze, ale karczmarze często byli wprawieni w kłamaniu, a ten tu bez większych kłótnie oddał swój zarobek. Dziwne. Lecz mógł mieć ku temu powód inny niż wciągnięcie Sureliona w pułapkę, mogło mu bardzo zależeć na ich pomocy.
Opowiastka gnoma była taka sobie i nie wyjaśniała zbyt dokładnie co tu mogło zajść. Podejrzany el Hurron Farhugor może i przyłożył łapska do plajty gnoma, ale mógł być po prostu jego konkurentem, którego gnom chciał pozbyć się przy okazji.
Reptilion łyknął opowiastkę gnoma jak głodny pelikan rybę, ale to dobrze, niech Baruba Dargaras myśli, że mu uwierzyliśmy. Stanie się pewny siebie i może powie coś co pozwoli wyłapać jego kłamstwo.
Tymczasem Saar nakręcał się jak pewne zabawka napędzana skrzętnie skręconym drutem. Ten to miał pomysły. Gdyby był trupiarzem to rozkopałby każde miasto do fundamentów wietrząc wszędzie skryte martwiaki. Czy karczma nie stała na starożytnym cmentarzysku? He he to dobre. Cały Ostrogar był wielkim cmentarzyskiem. W całej stolicy nie było piędzi ziemi, która nie przesiąkła krewią jego pobratymców, gdy wkroczyli tu orkowie pierwszego Katana. A tu w Chłopskim Kroczu? To jedno wielkie cmentarzysko. Ile to razy Chłopskie Krocze płonęło w swojej historii zanim zakazano biedocie stawiać swych chałup z drewna. Dwa czy może trzy razy? Wszystko tu stoi na kościach i zgliszczach.
Znowu zaburczało mu w brzuchu - to mogło wzbudzić podejrzenia - trzeba oszukać organizm i wytworzyć trochę śliny.
Krasnolud nie spuszczając oka, z karczmarza i korytarza, wziął do ust fajkę i przeżuł jej ustnik.
Jednak trzeba przyjąć, że koszmary nawiedzają tu gości. Wierząc karczmarzowi koszmary były tu nie od zawsze, ale od pewnego czasu. No dobra, jak jam bym chciał wykurzyć gnoma z karczmy koszmarami u klienteli jakbym to zrobił. Trzeba zadać sobie i gnomowi kilka pytań. Jakie ... zastaówmy się. Coś działającego lokalnie, omijającego piwniczkę. Tylko piętro czy stryszek też? Każdy pokój czy tylko wybrane. Czy karczma przylega do innych budynków? Czy tylko w tych pokojach przyległych straszy? W którym spał gnom? Co mieście się w przylegających budynkach? Kogo są własnością? Kto tam mieszka? Czy nie ma otworków w ścianach do wpuszczania dymów i oparów?
Krasnolud ponownie przeżuł fajkę i zmarszczył czoło.
Gdyby był to nieumarły to jakiego typu. Czyżby dusiołek, duch albo zmora. Co było w koszmarach? Czy każdy śnił to samo czy do innego? Czy ubył im energii życiowej. Czy po takiej nocy byli nad wyraz osłabieni? Gdzie to bydle siedziało by za dnia? Czy byłoby byt eteralne czy z krwi i kości. Zalęgło się samoistnie czy ktoś temu dopomógł. Czy tym władał, czy nie miał kontroli.
Czy koszmary dręczyły kilka osób naraz? Czy tylko jedno jednej nocy, czy kilka? Jednocześnie czy po sobie? Czy tylko w nocy, czy też może śpiący w dzień je miewają?
Krasnolud splunął w kąt i znowu dobrał się do fajki.
A gdyby to była klątwa. To za co. Na kogo lub na co rzucona. Jak ją potwierdzić lub odrzucić?
A jeżeli osoby mające rzekome koszmary byli podstawieni, a karczmarz tak w nie uwierzył, że sam ich doznał. Jak to potwierdzić? Łatwe, ktoś sprawdzony z nerwami ze stali musiałby tu się przespać.
Trzeb się też zastanowić dlaczego w piwnice nikt nie cierpi na koszmary. Czy jest tam jakiś symbol fałszywego boga, który chronił by gnomie sny? A czy sam karczmarz afiszuje się ze swoim wyznaniem. Masz gdzieś symbol kłamliwego bóstwa gnomie? Pokaż no czy ci coś nie zwisa na szyi.
Czy w pokojach są jakieś symbole bóstw?
Tyle pytań bez odpowiedzi! Krasnolud warknął i pomamrotał po krasnoludzku pod nosem. Czas już zdobyć na nie odpowiedzi.
Sprawdźmy jak bardzo karczmarz nie lubi tego el Hurron Farhugor.
- el Hurron Farhugor..... - powiedział głośno, przeżuł jeszcze raz ustnik czekając aż gnom skupi na nim uwagę - el Hurron Farhugor brał udział w przetargu? Kim on jest i czym się zajmuje?
Krasnolud poczekał na odpowiedź, wpatrując się bez zmrużenia oka rozmówcy. Popukał się fajką w brodę po czym przeszedł do kolejnych pytań. Nie pozwalał gnomowi na krasomówstwo przerywał mu i wymuszał spojrzeniem konkretnych odpowiedzi.
Kolorem pytania jakie zada krasnolud.
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2017, 15:01 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie nadzwyczaj urodziwy elf o bladym, od lat smaganym mroźnym oddechem wiecznej zimy obliczu choć do bojaźliwych mężów nie należał, przeto głęboką wiarę pokładał w moc Najwyższego i jego rychłe zwycięstwo nad mrokiem, jaki spowił przybytek tej budzącej litość, niewinnej rodziny. Niestraszny był mu żaden wojownik, jednak wiedzy żadnej o upiorach, czy strzygach jak dotąd nie posiadł, toteż niepewność swą mieszał z wielką wdzięcznością wobec łaski Świetlistego Brata Bogów, że zechciał go na ową wyprawę zabrać i świadkiem czynionych przez siebie cudów uczynić. Robił zatem, co mógł - drzwi przodem otwierał, miejsce przy stole rękawem kaftana omiótł, a nim po strawę sięgnął upewnił się, że Mistrz Magii odszedł od stołu syty; gotowy w razie potrzeby własny posiłek posłusznie i chętnie odstąpić, na najmniejsze skinienie Jego.
By wrogości specjalnej nie budzić wziął na wyprawę dwa sztylety jeno, gładko w wysokich butach się mieszczące, oraz sztylet myśliwski, o ostrzu długim, wśród niższych ludów za miecz krótki mogący uchodzić. Ostrze przywodziło mu myśli odległe, gdy wiele lat temu od dawnego mistrza po pierwszych udanych łowach je otrzymał. Lecz mistrz z onych czasów zamierzchłych w niczym się równać z boskim Surelionem nie mógł, Jareh zaś milczał obawiając się w świetle umysłu jego odzywać, by głupoty jakiejś nie palnąć i rozumowaniem swym nie urazić mądrych słów Jego.
Słuchając zatem uważnie skrycie na gospodarzową skinął, a gdy wydało mu się, że pozostali pokoje oglądają nie okazując jego zachowaniu zainteresowania wcisnął jej w dłonie 8 srebrników do ust palec przytykając. Na gada wskazał przy tym i ręką kiwnął niedbale. Astrologa przecież nikt tu nie będzie pamiętał, jednak nie sposób mu było z myślą się pogodzić, że Sureliona Wspaniałego ktoś kiedyś o błahostkę taką jak skąpstwo posądzić może.
Nadto zależało mu, by dobrze wypaść i imię Sureliona rozgłosić, więc nie w smak mu były jakieś udawanie i skrytość, znał jednak dobrze metody wyznawców mniej światłych bogów i ich gniewu poprzez orcze zastępy zsyłanego. Trzymał więc język za zębami, by Pana Najwyższego nie wychwalać zbytnio i słuchał z zawstydzeniem gładko płynących słów gadziego astrologa, wszak sam równie uczenie odezwać się w tej materii nie potrafił.
I choć za niezbyt urodziwego Jareh pośród swoich uchodził, cieszył się w myśli, że reptilion był całkiem jak ten wychodek po libacji brzydki. W tym jednym chociaż mógł go w tej chwili w oczach Światłego przegonić.
- ... a... a ten cały Knurion? To kto? - odezwał się nieśmiało, nie przywykły jeszcze wspomnieć o tytule tamtego. Może i to było ważne, a wreszcie coś mógł i rzec w temacie. Miał jeszcze jeden pomysł, lecz obawy gardło nadto mu ścisnęły, toteż umilkł. Rozważał, by zmowę z karczmarzem uczynić potajemną i głośno oznajmić karczmy zakupienie, by sprawdzić, czy na głowę jego, czy też na przybytek klątwa spadła, jednak któż rozważny o zmorę by się sam dopraszał?
By wrogości specjalnej nie budzić wziął na wyprawę dwa sztylety jeno, gładko w wysokich butach się mieszczące, oraz sztylet myśliwski, o ostrzu długim, wśród niższych ludów za miecz krótki mogący uchodzić. Ostrze przywodziło mu myśli odległe, gdy wiele lat temu od dawnego mistrza po pierwszych udanych łowach je otrzymał. Lecz mistrz z onych czasów zamierzchłych w niczym się równać z boskim Surelionem nie mógł, Jareh zaś milczał obawiając się w świetle umysłu jego odzywać, by głupoty jakiejś nie palnąć i rozumowaniem swym nie urazić mądrych słów Jego.
Słuchając zatem uważnie skrycie na gospodarzową skinął, a gdy wydało mu się, że pozostali pokoje oglądają nie okazując jego zachowaniu zainteresowania wcisnął jej w dłonie 8 srebrników do ust palec przytykając. Na gada wskazał przy tym i ręką kiwnął niedbale. Astrologa przecież nikt tu nie będzie pamiętał, jednak nie sposób mu było z myślą się pogodzić, że Sureliona Wspaniałego ktoś kiedyś o błahostkę taką jak skąpstwo posądzić może.
Nadto zależało mu, by dobrze wypaść i imię Sureliona rozgłosić, więc nie w smak mu były jakieś udawanie i skrytość, znał jednak dobrze metody wyznawców mniej światłych bogów i ich gniewu poprzez orcze zastępy zsyłanego. Trzymał więc język za zębami, by Pana Najwyższego nie wychwalać zbytnio i słuchał z zawstydzeniem gładko płynących słów gadziego astrologa, wszak sam równie uczenie odezwać się w tej materii nie potrafił.
I choć za niezbyt urodziwego Jareh pośród swoich uchodził, cieszył się w myśli, że reptilion był całkiem jak ten wychodek po libacji brzydki. W tym jednym chociaż mógł go w tej chwili w oczach Światłego przegonić.
- ... a... a ten cały Knurion? To kto? - odezwał się nieśmiało, nie przywykły jeszcze wspomnieć o tytule tamtego. Może i to było ważne, a wreszcie coś mógł i rzec w temacie. Miał jeszcze jeden pomysł, lecz obawy gardło nadto mu ścisnęły, toteż umilkł. Rozważał, by zmowę z karczmarzem uczynić potajemną i głośno oznajmić karczmy zakupienie, by sprawdzić, czy na głowę jego, czy też na przybytek klątwa spadła, jednak któż rozważny o zmorę by się sam dopraszał?
Jareh nieco zazdrosnym okiem na astrologa patrzy, bo to jego na ostatniej ceremonii pierwszego wywyższył. Nie sposób, by żal miał do Sureliona, a emocje gdzieś ujść muszą.
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2017, 22:42 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Saar Sansar miał to do siebie, że ulegając ciekawości puszczał zazwyczaj wszelkie cugle opanowania - gestykulował zawzięcie, machał na boki ogonem, nadymał skórny wór na gardle i posykiwał w iście animalistyczny sposób. Sureliańscy wyznawcy nauczyli się już nie zwracać uwagi na te objawy dedukcyjnego amoku, ale na obcych niezmiennie wywierały one piorunujące wrażenie. Nieszczęsny Baruba Dargaras potrzebował zatem dłuższej chwili, by zebrać się na siły i odpowiedzieć napastliwemu jaszczurowi.
- Karczma jak karczma, czcigodny gadzie, stoi tu od dobrego półwiecza. Co tu wcześniej stało, tego mi nie wiadomo. Mordy i samobójstwa to wszak coś, co się dzieje codziennie, zwłaszcza parę ulic na wschód, tam się już zaczynają pierwsze kwartały Chłopskiego Krocza. Ale jeśli by to jakiś duch miał być czy insza zjawa zrodzona z pomordowanego biedaka, to czemu straszy dopiero od czasu jak się nie zgodziłem na odsprzedaż karczmy? A za mego poprzednika nikt o niej nie słyszał.
Przysłuchujący się wywodom karczmarza Ungo wydał z siebie niskie mruknięcie, jakby punktując w ten enigmatyczny sposób uwagę gnoma.
- Ale jeśli sobie życzycie, zaraz wspólnie możemy raz jeszcze pozaglądać pod dywany i do szaf, chętnie wam pomogę, jeno przestańcie tak tym ogonem majtać, bo mi dzbany na kwiaty porozbijacie, czcigodny gadzie. Myśmy krótko po kupnie karczmy wszystko tu oporządzali, nowe tynki kładli, wymieniali stare krokwie. Żadnych znaków magicznych żeśmy nie uświadczyli... tedy... tedy może nie trzeba będzie ścian i podłóg zrywać?
Głos przywiedzionego do ruiny gnoma załamał się wyczuwalnie, zadźwięczał nutą szczerej zgrozy.
- El Hurron Farhugor - odezwał się żujący ustnik fajki krasnolud - El Hurron Farhugor brał udział w przetargu? Kim on jest i czym się zajmuje?
- Możny mieszczanin, ork czystej krwi z rodziny od pokoleń mieszkającej w Południowej Dzielnicy - Dargaras sposępniał natychmiast, a w jego czarnych oczach pojawił się zły błysk - Wiele interesów Farhugorowie robią w Ostrogarze i poza miastem, dużo kupczą, futrami, węglem, niewolnikami, bronią dla katańskiej armii. A Hurron zajmuje się wykupem posiadłości w Ostrogarze i czerpaniem z nich zysków.
- Nie próbował przebić oferty?
- Podobno się spóźnił na licytację, co samo w sobie wydało mi się bardzo dziwne, bo podobno już wcześniej ostrzył sobie na "Amarys" zęby - przyznał gnom - Ale wtenczas poczytywałem to sobie za wielką łaskawość Oriaka... teraz już nie.
Saar Sansar miał to do siebie, że ulegając ciekawości puszczał zazwyczaj wszelkie cugle opanowania - gestykulował zawzięcie, machał na boki ogonem, nadymał skórny wór na gardle i posykiwał w iście animalistyczny sposób. Sureliańscy wyznawcy nauczyli się już nie zwracać uwagi na te objawy dedukcyjnego amoku, ale na obcych niezmiennie wywierały one piorunujące wrażenie. Nieszczęsny Baruba Dargaras potrzebował zatem dłuższej chwili, by zebrać się na siły i odpowiedzieć napastliwemu jaszczurowi.
- Karczma jak karczma, czcigodny gadzie, stoi tu od dobrego półwiecza. Co tu wcześniej stało, tego mi nie wiadomo. Mordy i samobójstwa to wszak coś, co się dzieje codziennie, zwłaszcza parę ulic na wschód, tam się już zaczynają pierwsze kwartały Chłopskiego Krocza. Ale jeśli by to jakiś duch miał być czy insza zjawa zrodzona z pomordowanego biedaka, to czemu straszy dopiero od czasu jak się nie zgodziłem na odsprzedaż karczmy? A za mego poprzednika nikt o niej nie słyszał.
Przysłuchujący się wywodom karczmarza Ungo wydał z siebie niskie mruknięcie, jakby punktując w ten enigmatyczny sposób uwagę gnoma.
- Ale jeśli sobie życzycie, zaraz wspólnie możemy raz jeszcze pozaglądać pod dywany i do szaf, chętnie wam pomogę, jeno przestańcie tak tym ogonem majtać, bo mi dzbany na kwiaty porozbijacie, czcigodny gadzie. Myśmy krótko po kupnie karczmy wszystko tu oporządzali, nowe tynki kładli, wymieniali stare krokwie. Żadnych znaków magicznych żeśmy nie uświadczyli... tedy... tedy może nie trzeba będzie ścian i podłóg zrywać?
Głos przywiedzionego do ruiny gnoma załamał się wyczuwalnie, zadźwięczał nutą szczerej zgrozy.
- El Hurron Farhugor - odezwał się żujący ustnik fajki krasnolud - El Hurron Farhugor brał udział w przetargu? Kim on jest i czym się zajmuje?
- Możny mieszczanin, ork czystej krwi z rodziny od pokoleń mieszkającej w Południowej Dzielnicy - Dargaras sposępniał natychmiast, a w jego czarnych oczach pojawił się zły błysk - Wiele interesów Farhugorowie robią w Ostrogarze i poza miastem, dużo kupczą, futrami, węglem, niewolnikami, bronią dla katańskiej armii. A Hurron zajmuje się wykupem posiadłości w Ostrogarze i czerpaniem z nich zysków.
- Nie próbował przebić oferty?
- Podobno się spóźnił na licytację, co samo w sobie wydało mi się bardzo dziwne, bo podobno już wcześniej ostrzył sobie na "Amarys" zęby - przyznał gnom - Ale wtenczas poczytywałem to sobie za wielką łaskawość Oriaka... teraz już nie.
Dargaras został wzięty w tak krzyżowy ogień pytań, że muszę jego odpowiedzi rozbić na kilka wątków!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Surelion przechadzął się z godnością po korytarzu zaglądają po pokojach tak jak oprowadzał go gnom. Z zadowoleniem przysłuchiwał się jak jego uczniowie zadają coraz to śmielej kolejne pytania karczmarzowi. Choć zdawał się myśleć o czymś zupełnie innym.
- Dobrze, z kamieni odrzuconych zbuduję świątynię trwalszą niż mitryl. - Powiedział półsłowem jakby mówił do siebie jakieś przyłowie.
Doszli do końca korytarza. Surelion zwrócił się do karczmarza.
- A teraz wskaż mi pokój w którym najmocniej nastąpiło owo zjawisko. Tam właśnie spędzimy dzisiejszą noc.
Kiedy Karczmarz posłusznie otworzył mu drzwi jednej z komnat, Surelion wszedł do środk i zasiał na łóżku w pozycji lotosu.
- A teraz posłuchaj mnie przyjacielu - Powiedział do kapłana. - Moi towarzysze drogi na pewno poradzą sobie z twoim problemem. Wystarczyłby jeden, by go szybko i sprawnie rozwiązać. - Rzucił spoglądając na krasnoluda. - Na pewno będą mieli mnóstwo fundamentalnych pytań do ciebie. Na przykład kto był poprzednim właścicielem karczmy i jaką ma historię sprzed nabycia, czy przed odnowieniem i pomalowaniem były na niej jakoweś znaki, kiedy zaczęły się owe mary, kto u ciebie pracuje i jak długo, czy el Hurron wie o nawiedzonej karczmie a mimo to chce ją kupić, czy koszmary sa o tym samym, na pewno też zorientowali się że zmory pojawiają się wysoko w bliskości do dachu i strychu pod nim.
Przerwał na moment patrząc na Karczmarza.
- Nie okłamuj ich albo odejdziemy. - Powiedział spokojnie ale jakaś nuta groźby dzwięczała w tym zwykłym zdaniu. - Wy moi towarzysze jesteście z trzech powodów. Po pierwsze potraktujcie to jako rodzaj testu pracy w drużynie. Tam dokąd pójdziemy nie może być bowiem miejsca dla dla tych którzy nie będą potrafili sprawnie współpracować w tworzeniu wspólnego dzieła. Po drugie poszukiwanie ukrytego jest zawsze pierwszym krokiem na drodze do poznania prawdy, do tego potrzebna jest zaś wola i determinacja. A po trzecie...
Cała siła wzroku Sureliona skupiła się na karczmarzu.
- Czy możesz mi odpowiedzieć na dwa proste pytania? - Nie doczekując się sprzeciwu w zaskoczonej nieco twarzy gnoma, ciągnął dalej. - Dlaczego nie wezwałeś kapłanów twego boga? I dlaczego, twój bóg nie odpowiedział na twe modły które czołobitnie robiłeś mu dzień w dzień, aż do dzisiaj. Jak myślisz?
Wzrok mistrza drążył osobę gnoma jakby go chciał przewiercić na wylot.
- Dobrze, z kamieni odrzuconych zbuduję świątynię trwalszą niż mitryl. - Powiedział półsłowem jakby mówił do siebie jakieś przyłowie.
Doszli do końca korytarza. Surelion zwrócił się do karczmarza.
- A teraz wskaż mi pokój w którym najmocniej nastąpiło owo zjawisko. Tam właśnie spędzimy dzisiejszą noc.
Kiedy Karczmarz posłusznie otworzył mu drzwi jednej z komnat, Surelion wszedł do środk i zasiał na łóżku w pozycji lotosu.
- A teraz posłuchaj mnie przyjacielu - Powiedział do kapłana. - Moi towarzysze drogi na pewno poradzą sobie z twoim problemem. Wystarczyłby jeden, by go szybko i sprawnie rozwiązać. - Rzucił spoglądając na krasnoluda. - Na pewno będą mieli mnóstwo fundamentalnych pytań do ciebie. Na przykład kto był poprzednim właścicielem karczmy i jaką ma historię sprzed nabycia, czy przed odnowieniem i pomalowaniem były na niej jakoweś znaki, kiedy zaczęły się owe mary, kto u ciebie pracuje i jak długo, czy el Hurron wie o nawiedzonej karczmie a mimo to chce ją kupić, czy koszmary sa o tym samym, na pewno też zorientowali się że zmory pojawiają się wysoko w bliskości do dachu i strychu pod nim.
Przerwał na moment patrząc na Karczmarza.
- Nie okłamuj ich albo odejdziemy. - Powiedział spokojnie ale jakaś nuta groźby dzwięczała w tym zwykłym zdaniu. - Wy moi towarzysze jesteście z trzech powodów. Po pierwsze potraktujcie to jako rodzaj testu pracy w drużynie. Tam dokąd pójdziemy nie może być bowiem miejsca dla dla tych którzy nie będą potrafili sprawnie współpracować w tworzeniu wspólnego dzieła. Po drugie poszukiwanie ukrytego jest zawsze pierwszym krokiem na drodze do poznania prawdy, do tego potrzebna jest zaś wola i determinacja. A po trzecie...
Cała siła wzroku Sureliona skupiła się na karczmarzu.
- Czy możesz mi odpowiedzieć na dwa proste pytania? - Nie doczekując się sprzeciwu w zaskoczonej nieco twarzy gnoma, ciągnął dalej. - Dlaczego nie wezwałeś kapłanów twego boga? I dlaczego, twój bóg nie odpowiedział na twe modły które czołobitnie robiłeś mu dzień w dzień, aż do dzisiaj. Jak myślisz?
Wzrok mistrza drążył osobę gnoma jakby go chciał przewiercić na wylot.
Surelion patrzy na rzeczy szerzej. Poszukiwanie ducha jest tłem. Nie tylko do rozwoju jego apostołów.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Szpetny reptillion budził ogromną nerwowość karczmarza, co do tego nie było żadnych wątpliwości, wystarczyło rzucić okiem na jego twarz, gdy zerkał niepewnie ku Saarowi. Kiedy zatem astrolog uspokoił się nieco i przestał posykiwać, Baruba z powracającą w głosie nadzieją jął odpowiadać na stawiane rzeczowym tonem Unga pytania, koncentrując całą swą uwagę na osobie ssącego fajkę krasnoluda.
- Karczma przylega bokami i tyłem do inszych budynków, iście jakby na miarę między nie wpasowana - przyznał gospodarz - Jak na dach chcecie wyleźć, chętnie wam pokażę, co i jak. Tutaj domy tak gęsto stoją, że z dachu na dach można skakać przez pół dzielnicy, byle się noga nie omsknęła na krawędzi, bo wtedy kości połamane jak nic. A straszy jeno na piętrze... i może na stryszku, tego nie wiem, bo tam nikogo nie kładliśmy spać. A na parterze i w piwniczce nic się nigdy nie przydarzyło, żaden koszmar.
- W tę noc, kiedy ciebie samego mara dręczyła, gdzieś wtedy spał, gospodarzu?
- Tu, gdzie właśnie siedzimy, mości krasnoludzie - odrzekł Dargaras obejmując ruchem ręki niewielki pokoik - Na tym właśnie łóżku, niedaleko schodów.
- I co ci się takiego przyśniło? - drążył dalej Ungo - Zapamiętałeś koszmar? Inni też zapamiętali, ci twoi nieszczęśni goście? Wszystkim śniło się to samo?
- Takiego snu to ja nigdy nie zapomnę - gnom wzdrygnął się gwałtownie, przycisnął dłonie do piersi w obronnym geście -Mój krewniak mi się przyśnił, ten młody, co się po dole krząta, Pimpin. Uwidziło mi się, że mnie we śnie napadł we własnym łóżku, a oczy miał czerwone jak rozżarzone węgle i gębę całą powykręcaną, że wyglądał iście jak ork, a nie prawdziwy gnom z krwi i kości. Jął mnie dusić jedną ręką, a drugą w gardło wciskał monety, jedna za drugą, wytrząsane z sakiewki prosto do ust. Tchu mi zaczęło brakować, a charczałem podobno tak, że mnie żona na dole słyszała, bo sama z troski oczu nie mogła wtedy zmrużyć. Z łóżka wyskoczyłem, a tak nieszczęśliwie, że się z korytarza po schodach sturlałem aż pod kontuar. Po dziś dzień mnie plecy bolą jak to jeno wspomnę.
- Inssym tess ssię twój kussyn śnił? - wtrącił naprędce odzyskujący werwę Sansar - Ten ssały Pipin? Mosże on jesst opętany, sso?
- Niechaj nas wszyscy dobrzy bogowie strzegą! - wstrząśnięty Dargaras poderwał się na równe nogi i przez dłuższą chwilę ze zdenerwowania nie potrafił ustać w miejscu - To dobry chłopak, chociaż nicpoń i leń. Nie może być tak, że to jego wina. Po prawdzie, wychodzi na to, że tutaj każdy co inszego śnił, bo żaden z gości nie wspominał Pimpina! Jednych ganiały wilkołaki, innym trzewia wypruwali kapłani Seta, kogoś zawał pogrzebał żywcem w kopalni! Każdy jeno wspominał, że te sny były jak prawdziwe, takie wyraźne i straszniste.
- A jak się czuli o poranku ci, którzy padli ofiarą mary? - spytał ponownie krasnolud - Byli osłabieni? Powłóczyli nogami, mieli kłopot z ustaniem?
- Żywi aż zanadto, mości krasnoludzie, iście od tego przerażenia, co to niektórych jeszcze cały dzień trzymało. Ja sam po nocy tutaj na nogach dwa dni nie ustałem, tak mnie nosiło ze zgrozy.
- Zdarzyło się może, by ktoś cierpiał na tę senną przypadłość za dnia? - ciągnął rzeczowo Ungo -Czy też dzieje się tak tylko w nocy?
- Tylko w nocy, panie, nigdy za dnia - odpowiedział natychmiast karczmarz - Czasami jedną noc i potem na parę dni był spokój, czasami kilka nocy z rzędu. I każdego bez wyjątku, kto tu nocował, jeśli akuratnie mara się pojawiała. Bo jak spali u mnie na próbę kapłani od Piana i Askabadana, to akuratnie jak na złość nic się nie przydarzyło, ani im ani inszym, co akuratnie tu w nocy byli. A w insze noce to jak koszmary się pojawiały, to u każdego gościa. Jakby na całym piętrze straszyło. Wielce to przerażające nawet teraz jak tak sobie o tym za dnia myślę.
Szpetny reptillion budził ogromną nerwowość karczmarza, co do tego nie było żadnych wątpliwości, wystarczyło rzucić okiem na jego twarz, gdy zerkał niepewnie ku Saarowi. Kiedy zatem astrolog uspokoił się nieco i przestał posykiwać, Baruba z powracającą w głosie nadzieją jął odpowiadać na stawiane rzeczowym tonem Unga pytania, koncentrując całą swą uwagę na osobie ssącego fajkę krasnoluda.
- Karczma przylega bokami i tyłem do inszych budynków, iście jakby na miarę między nie wpasowana - przyznał gospodarz - Jak na dach chcecie wyleźć, chętnie wam pokażę, co i jak. Tutaj domy tak gęsto stoją, że z dachu na dach można skakać przez pół dzielnicy, byle się noga nie omsknęła na krawędzi, bo wtedy kości połamane jak nic. A straszy jeno na piętrze... i może na stryszku, tego nie wiem, bo tam nikogo nie kładliśmy spać. A na parterze i w piwniczce nic się nigdy nie przydarzyło, żaden koszmar.
- W tę noc, kiedy ciebie samego mara dręczyła, gdzieś wtedy spał, gospodarzu?
- Tu, gdzie właśnie siedzimy, mości krasnoludzie - odrzekł Dargaras obejmując ruchem ręki niewielki pokoik - Na tym właśnie łóżku, niedaleko schodów.
- I co ci się takiego przyśniło? - drążył dalej Ungo - Zapamiętałeś koszmar? Inni też zapamiętali, ci twoi nieszczęśni goście? Wszystkim śniło się to samo?
- Takiego snu to ja nigdy nie zapomnę - gnom wzdrygnął się gwałtownie, przycisnął dłonie do piersi w obronnym geście -Mój krewniak mi się przyśnił, ten młody, co się po dole krząta, Pimpin. Uwidziło mi się, że mnie we śnie napadł we własnym łóżku, a oczy miał czerwone jak rozżarzone węgle i gębę całą powykręcaną, że wyglądał iście jak ork, a nie prawdziwy gnom z krwi i kości. Jął mnie dusić jedną ręką, a drugą w gardło wciskał monety, jedna za drugą, wytrząsane z sakiewki prosto do ust. Tchu mi zaczęło brakować, a charczałem podobno tak, że mnie żona na dole słyszała, bo sama z troski oczu nie mogła wtedy zmrużyć. Z łóżka wyskoczyłem, a tak nieszczęśliwie, że się z korytarza po schodach sturlałem aż pod kontuar. Po dziś dzień mnie plecy bolą jak to jeno wspomnę.
- Inssym tess ssię twój kussyn śnił? - wtrącił naprędce odzyskujący werwę Sansar - Ten ssały Pipin? Mosże on jesst opętany, sso?
- Niechaj nas wszyscy dobrzy bogowie strzegą! - wstrząśnięty Dargaras poderwał się na równe nogi i przez dłuższą chwilę ze zdenerwowania nie potrafił ustać w miejscu - To dobry chłopak, chociaż nicpoń i leń. Nie może być tak, że to jego wina. Po prawdzie, wychodzi na to, że tutaj każdy co inszego śnił, bo żaden z gości nie wspominał Pimpina! Jednych ganiały wilkołaki, innym trzewia wypruwali kapłani Seta, kogoś zawał pogrzebał żywcem w kopalni! Każdy jeno wspominał, że te sny były jak prawdziwe, takie wyraźne i straszniste.
- A jak się czuli o poranku ci, którzy padli ofiarą mary? - spytał ponownie krasnolud - Byli osłabieni? Powłóczyli nogami, mieli kłopot z ustaniem?
- Żywi aż zanadto, mości krasnoludzie, iście od tego przerażenia, co to niektórych jeszcze cały dzień trzymało. Ja sam po nocy tutaj na nogach dwa dni nie ustałem, tak mnie nosiło ze zgrozy.
- Zdarzyło się może, by ktoś cierpiał na tę senną przypadłość za dnia? - ciągnął rzeczowo Ungo -Czy też dzieje się tak tylko w nocy?
- Tylko w nocy, panie, nigdy za dnia - odpowiedział natychmiast karczmarz - Czasami jedną noc i potem na parę dni był spokój, czasami kilka nocy z rzędu. I każdego bez wyjątku, kto tu nocował, jeśli akuratnie mara się pojawiała. Bo jak spali u mnie na próbę kapłani od Piana i Askabadana, to akuratnie jak na złość nic się nie przydarzyło, ani im ani inszym, co akuratnie tu w nocy byli. A w insze noce to jak koszmary się pojawiały, to u każdego gościa. Jakby na całym piętrze straszyło. Wielce to przerażające nawet teraz jak tak sobie o tym za dnia myślę.
Odpowiedzi na część pytań Deliada. Oględziny ścian nie ujawniły rzucających się w oczy otworów. Dargaras nosi na szyi mały amulet Oriaka. W pokojach nie ma żadnych symboli bóstw, zapewne przez wzgląd na ostrogarską poprawność polityczną. Końcówka pytań Unga i reakcja na post Suriela niebawem, sporo tego do napisania, ostro wzięliście się do tego śledztwa!
MG mam jeszcze jedno niewinne pytanie, a że nie chcę Ci mieszać w fabularce to usta Jareha drżącym i niepewnym głosem zapytają, czy jest któryś z gości, który mimo złych snów karczmy nie opuścił?
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Zasypany drobiazgowymi odpowiedziami, Ungo zamyślił się na chwilę, zaczął bezwolnie gryźć ustnik fajki dając tym samym dowód wytężonego myślenia. Siedzący w pozycji kwiatu lotosu Surelion przechylił się w stronę gospodarza i zwróciwszy na siebie jego uwagę jął przemawiać głosem dźwięczącym nutą groźnej stanowczości.
- Czy możesz mi odpowiedzieć na dwa proste pytania? - rzekł, po czym ciągnął dalej nie czekając na reakcję wyraźnie zdziwionego Dargarasa - Dlaczego nie wezwałeś kapłanów twego boga? I dlaczego twój bóg nie odpowiedział na twe modły, które czołobitnie czyniłeś aż po dziś dzień? Jak myślisz?
Baruba Dargaras milczał przez długą chwilę, a jego pucołowate oblicze przyoblekło się w głęboki rumieniec zawstydzenia. Widząc jak gnom walczy z myślami, Surelion nie ponaglał go, spoglądając w zamian na gnoma z dobrotliwym wyrazem twarzy.
- Kłopoty w interesach są oczywistym znakiem niezadowolenia Mitrylowego Boga - wyjawił w końcu karczmarz - I oznaczają, że ktoś zgrzeszył w jego oczach. Moja to wina, albowiem uległem podszeptom żony miast ją zlać i dałem jałmużnę nędzarzom, którzy żebrali pod kaplicą Askabadana za Olejną Bramą. A kapłani Oriaka nauczają, że dawanie jałmużny jest grzechem, albowiem rozleniwia ona tych, którzy ją dostają i oducza ich od pracy. Ani chybi rozgniewał się Oriak na me zuchwalstwo i nasłał tę senną marę, by mi interesy popsuła. Jak się to wszystko zaczęło, pognałem czym prędzej do świątyni błagać o pomoc, a wyznałem przy okazji od razu ów grzech. Jeden z kthanów odrzekł natenczas, że jeśli stać mnie na marnowanie złota na nędzarzy, to stać mnie też musi być na pokutę. Świątynia zajmie się egzorcyzmami dopiero po orakt-ranie, kiedy świąteczne obrządki dobiegną końca i z miasta wyjadą wszyscy pielgrzymi... a do tego czasu lichwiarze zabiorą mi wszystko, bo połowa pieniędzy na kupno karczmy poszła z krasnoludzkich pożyczek na duży procent.
- Odtrącony przez własne bóstwo, zwróciłeś się o pomoc do innowierców - skwitował opowieść gnoma Surelion - Byli tu jacyś kapłani przed nami, ale nic nie wskórali, prawda?
- Prawda, panie - Dargaras pokiwał smętnie głową - Widać klątwa Oriaka okazała sie na nich zbyt mocna. Był tu wpierw wędrowny kapłan Piana, co na ulicy usłyszał o moich kłopotach. Gusłkiem kazał się zwać. Cuda tu wyczyniał, bachanaliami przez niego zwane. Pił, a żarł bez opamiętania, wszystko ku chwale Piana i nawet moją żonę próbował obmacywać, jakoby obrządkowo. Na sam koniec wypalił jakieś zioło i zasnął jak kamień. Spał do południa następnego dnia, a przez cały ten czas nic nie straszyło, nic złego się nie stał. Jak wstał, kazał sobie najlepszego jadła napakować i poszedł precz, a tego samego wieczora pięciu pielgrzymów z wrzaskiem uciekło z karczmy krótko po tym jak się położyli spać. Żona sprowadziła kapłana Askabadana z tej kaplicy, gdzie mnie złe licho podkusiło jałmużnę dawać, aby ten coś poradził. Łaził po całej karczmie, wszędzie zaglądał, modlitewnym młynkiem kręcił i jak u nas nocował, to nic nie straszyło.
- Wychodzi na to, że mus wam tu całki czas jakowegoś kapłana trzymać - odezwał się lękliwym głosem młody śnieżny elf, który dotąd trzymał się pleców Unga i który tylko zza krasnoluda wyzierał obdarzając Sureliona pełnym uwielbienia wzrokiem.
- Byle nie tego Gusłka! - Dargaras złożył dłonie razem w wyrazie przejmującej desperacji - Ten by mnie żywcem zeżarł, słowo daję! Już żem się pogodził, że mus mi czekać do końca miesiąca, aż oriakańscy khtanowie mnie z pokutnym rozgrzeszeniem nawiedzą, ale znajomek waszego znajomego podpowiedział, że może wy coś na tę marę pomożecie.
Zasypany drobiazgowymi odpowiedziami, Ungo zamyślił się na chwilę, zaczął bezwolnie gryźć ustnik fajki dając tym samym dowód wytężonego myślenia. Siedzący w pozycji kwiatu lotosu Surelion przechylił się w stronę gospodarza i zwróciwszy na siebie jego uwagę jął przemawiać głosem dźwięczącym nutą groźnej stanowczości.
- Czy możesz mi odpowiedzieć na dwa proste pytania? - rzekł, po czym ciągnął dalej nie czekając na reakcję wyraźnie zdziwionego Dargarasa - Dlaczego nie wezwałeś kapłanów twego boga? I dlaczego twój bóg nie odpowiedział na twe modły, które czołobitnie czyniłeś aż po dziś dzień? Jak myślisz?
Baruba Dargaras milczał przez długą chwilę, a jego pucołowate oblicze przyoblekło się w głęboki rumieniec zawstydzenia. Widząc jak gnom walczy z myślami, Surelion nie ponaglał go, spoglądając w zamian na gnoma z dobrotliwym wyrazem twarzy.
- Kłopoty w interesach są oczywistym znakiem niezadowolenia Mitrylowego Boga - wyjawił w końcu karczmarz - I oznaczają, że ktoś zgrzeszył w jego oczach. Moja to wina, albowiem uległem podszeptom żony miast ją zlać i dałem jałmużnę nędzarzom, którzy żebrali pod kaplicą Askabadana za Olejną Bramą. A kapłani Oriaka nauczają, że dawanie jałmużny jest grzechem, albowiem rozleniwia ona tych, którzy ją dostają i oducza ich od pracy. Ani chybi rozgniewał się Oriak na me zuchwalstwo i nasłał tę senną marę, by mi interesy popsuła. Jak się to wszystko zaczęło, pognałem czym prędzej do świątyni błagać o pomoc, a wyznałem przy okazji od razu ów grzech. Jeden z kthanów odrzekł natenczas, że jeśli stać mnie na marnowanie złota na nędzarzy, to stać mnie też musi być na pokutę. Świątynia zajmie się egzorcyzmami dopiero po orakt-ranie, kiedy świąteczne obrządki dobiegną końca i z miasta wyjadą wszyscy pielgrzymi... a do tego czasu lichwiarze zabiorą mi wszystko, bo połowa pieniędzy na kupno karczmy poszła z krasnoludzkich pożyczek na duży procent.
- Odtrącony przez własne bóstwo, zwróciłeś się o pomoc do innowierców - skwitował opowieść gnoma Surelion - Byli tu jacyś kapłani przed nami, ale nic nie wskórali, prawda?
- Prawda, panie - Dargaras pokiwał smętnie głową - Widać klątwa Oriaka okazała sie na nich zbyt mocna. Był tu wpierw wędrowny kapłan Piana, co na ulicy usłyszał o moich kłopotach. Gusłkiem kazał się zwać. Cuda tu wyczyniał, bachanaliami przez niego zwane. Pił, a żarł bez opamiętania, wszystko ku chwale Piana i nawet moją żonę próbował obmacywać, jakoby obrządkowo. Na sam koniec wypalił jakieś zioło i zasnął jak kamień. Spał do południa następnego dnia, a przez cały ten czas nic nie straszyło, nic złego się nie stał. Jak wstał, kazał sobie najlepszego jadła napakować i poszedł precz, a tego samego wieczora pięciu pielgrzymów z wrzaskiem uciekło z karczmy krótko po tym jak się położyli spać. Żona sprowadziła kapłana Askabadana z tej kaplicy, gdzie mnie złe licho podkusiło jałmużnę dawać, aby ten coś poradził. Łaził po całej karczmie, wszędzie zaglądał, modlitewnym młynkiem kręcił i jak u nas nocował, to nic nie straszyło.
- Wychodzi na to, że mus wam tu całki czas jakowegoś kapłana trzymać - odezwał się lękliwym głosem młody śnieżny elf, który dotąd trzymał się pleców Unga i który tylko zza krasnoluda wyzierał obdarzając Sureliona pełnym uwielbienia wzrokiem.
- Byle nie tego Gusłka! - Dargaras złożył dłonie razem w wyrazie przejmującej desperacji - Ten by mnie żywcem zeżarł, słowo daję! Już żem się pogodził, że mus mi czekać do końca miesiąca, aż oriakańscy khtanowie mnie z pokutnym rozgrzeszeniem nawiedzą, ale znajomek waszego znajomego podpowiedział, że może wy coś na tę marę pomożecie.
Wciąż jeszcze nie odpowiedziałem na wszystkie Wasze pytania, ale naprawdę przegięliście z wpisami, takich tafli tekstu już dawno nie czytałem!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Surelion przemówił bez emocji, spokojnym wypranym z uczuć głosem.
- Zatem zaczekaj może do orak-rana końca, na razie wesel się z innym wszak świąteczny miesiąc jest twego boga. A jak już kapłani wezmą od pielgrzymów wszystko co wziąć mogą, przyjdą i do ciebie, bo ty miejscowy to poczekać możesz. A jeśli ci karczma upadnie, to kto inny ją za bezcen odkupi i przyjdzie do nich, by w podzięce za taki dar bóstwu podziękować. Ty tymczasem, ty tymczasem nie waż się robić co mówi ci serce i jak kalekę albo sierotę miniesz, to nie waż się wspomóc nijak. Mijaj jakby, ta kobieta co na rękach umierające dziecko trzyma i do pracy pójść nie może bo czuwa nad szkrabem ukochanym, pyłem i kurzem u twych stóp była. Nie pytaj dlaczego jej dziecko umiera bo może niechcący się od niej dowiesz, że jest na ulicy bo jej mąż się powiesił, kiedy stracił karczmę a wraz z nim majątek cały. A jak stracił wszystko to i do nieba w które wierzył się nie dostanie. Prawdziwie, sprytny i mądry wielce jest ten bóg w którego wierzysz, zyskuje choćbyście ty i twoja rodzina wszystko stracili albowiem zawsze ktoś po was majątek przecież weźmie. Chyba nic tu po nas, skoro twoje bóstwo taką przyszłość ci przygotowało, a i ty uważasz że nie ma silniejszego od niego boga.
- Zatem zaczekaj może do orak-rana końca, na razie wesel się z innym wszak świąteczny miesiąc jest twego boga. A jak już kapłani wezmą od pielgrzymów wszystko co wziąć mogą, przyjdą i do ciebie, bo ty miejscowy to poczekać możesz. A jeśli ci karczma upadnie, to kto inny ją za bezcen odkupi i przyjdzie do nich, by w podzięce za taki dar bóstwu podziękować. Ty tymczasem, ty tymczasem nie waż się robić co mówi ci serce i jak kalekę albo sierotę miniesz, to nie waż się wspomóc nijak. Mijaj jakby, ta kobieta co na rękach umierające dziecko trzyma i do pracy pójść nie może bo czuwa nad szkrabem ukochanym, pyłem i kurzem u twych stóp była. Nie pytaj dlaczego jej dziecko umiera bo może niechcący się od niej dowiesz, że jest na ulicy bo jej mąż się powiesił, kiedy stracił karczmę a wraz z nim majątek cały. A jak stracił wszystko to i do nieba w które wierzył się nie dostanie. Prawdziwie, sprytny i mądry wielce jest ten bóg w którego wierzysz, zyskuje choćbyście ty i twoja rodzina wszystko stracili albowiem zawsze ktoś po was majątek przecież weźmie. Chyba nic tu po nas, skoro twoje bóstwo taką przyszłość ci przygotowało, a i ty uważasz że nie ma silniejszego od niego boga.
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2017, 19:49 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ungo słuchając Sureliona zatrzymał mieloną w ustach fajkę i wpatrzył się w podłogę. To były piękne słowa. Gdyby krasnolud znał się na pięknie pewnie by westchnął lub zapłakał nad losem sieroty i niesprawiedliwością bogów. Pewnie by drgnęło jego serce a za struny duszy szarpał by sumienie.
Pewnikiem teraz uszaty smarkał w rękaw a jaszczur popłakiwał.... o ile potrafi. Jednak Ungo nie znał się na pięknie, za to znał się na sprawiedliwości, której na świecie brakowało.
Surelion był zbyt dobry, zbyt wrażliwy na niesprawiedliwość. To martwiło Unga, bo tacy ludzie choćby i obdarzeni mocą boską nadal stąpali śmiertelnymi ciałami. Ciała są kruche, a życie ulotne. Ludzie starający się zmienić świat zawsze pakują się w kłopoty. Wielu głupców wolą pozostawać w znanej stagnacji niż wypuścić się w podróż do zmian. Dla nich każda zmiana jest zmianą na gorsze. Surelion był jak wiatr postępu. Jutrznia inowacji. Tacy ludzie zbytnio rzucają się w oczy i to w oczy nieżyczliwe i zdradliwe.
Surelion był zbyt cenny dla Unga, dla swoich uczniów i całej Orchii. Nie mógł ryzykować. Pomysł noclegu w karczmie był zły. Ungo musiał jakoś go od tego odwieść. Od ryzykowania są inni ludzie.
Nie teraz jednak, nie przy świadkach. Skoro koszmary nie działają na poślednich kapłanów kłamliwych bogów to jakim sposobem miałyby zadziałać na niego - wielkiego i świętobliwego Sureliona. To jednak załatwi na osobności bez światków z samym Surelionem. Nie może tak w prost podważać jego słów i zamiarów. Podważać jego nieomylność... Jednak bilans zysków i strat w tym przypadku był bardzo niekorzystny i krasnoludzka logika kazała mu się sprzeciwić...
Krasnolud spode łba patrzał na korytarz u pokój. Wciąż czujny, wciąż na warcie. Niech karczmarz przełknie słowa Sureliona, niech zasieją się w jego sercu i umyśle. Jak raz zakiełkują to już nie da się ich wyrwać. Chyba, że wraz z życiem. Trzeba dać mu jeszcze trochę czasu a następnie powrócić do pytań. Pytania są ważne, równie ważne jak odpowiedzi. Brak wiedzy to klęska. Złe rozpoznanie to porażka.
Pewnikiem teraz uszaty smarkał w rękaw a jaszczur popłakiwał.... o ile potrafi. Jednak Ungo nie znał się na pięknie, za to znał się na sprawiedliwości, której na świecie brakowało.
Surelion był zbyt dobry, zbyt wrażliwy na niesprawiedliwość. To martwiło Unga, bo tacy ludzie choćby i obdarzeni mocą boską nadal stąpali śmiertelnymi ciałami. Ciała są kruche, a życie ulotne. Ludzie starający się zmienić świat zawsze pakują się w kłopoty. Wielu głupców wolą pozostawać w znanej stagnacji niż wypuścić się w podróż do zmian. Dla nich każda zmiana jest zmianą na gorsze. Surelion był jak wiatr postępu. Jutrznia inowacji. Tacy ludzie zbytnio rzucają się w oczy i to w oczy nieżyczliwe i zdradliwe.
Surelion był zbyt cenny dla Unga, dla swoich uczniów i całej Orchii. Nie mógł ryzykować. Pomysł noclegu w karczmie był zły. Ungo musiał jakoś go od tego odwieść. Od ryzykowania są inni ludzie.
Nie teraz jednak, nie przy świadkach. Skoro koszmary nie działają na poślednich kapłanów kłamliwych bogów to jakim sposobem miałyby zadziałać na niego - wielkiego i świętobliwego Sureliona. To jednak załatwi na osobności bez światków z samym Surelionem. Nie może tak w prost podważać jego słów i zamiarów. Podważać jego nieomylność... Jednak bilans zysków i strat w tym przypadku był bardzo niekorzystny i krasnoludzka logika kazała mu się sprzeciwić...
Krasnolud spode łba patrzał na korytarz u pokój. Wciąż czujny, wciąż na warcie. Niech karczmarz przełknie słowa Sureliona, niech zasieją się w jego sercu i umyśle. Jak raz zakiełkują to już nie da się ich wyrwać. Chyba, że wraz z życiem. Trzeba dać mu jeszcze trochę czasu a następnie powrócić do pytań. Pytania są ważne, równie ważne jak odpowiedzi. Brak wiedzy to klęska. Złe rozpoznanie to porażka.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Baruba Dargaras nie był głupcem, to oczywiste. Praktyki w kupieckim fachu kończyli jedynie najbardziej obiecujący aplikanci, wyróżniający się inteligencją, sprytem i głową do liczb. Przemowa Sureliona głęboko nim wstrząsnęła, widać to było po przerażonych oczach i ściągniętych w grymasie rozpaczy ustach.
- Nie bluźnijcie tak głośno, zacny magu! - karczmarz podniósł dłonie ku twarzy jakby chciał się nimi osłonić przed przenikliwym wzrokiem gościa - Toż to straszna zbrodnia, tak źle mówić o Mitrylowym Bogu! Kim my jesteśmy, zwyczajni śmiertelnicy, aby podważać słowa arcykapłanów?!
Surelion nic nie odpowiedział, milcząc znacząco, ale zarazem wręcz przeszywając gnoma srogim karcącym wzrokiem.
- Wy chcecie, abym się wyparł wiary ojców, tak? - swym zrozpaczonym pytaniem gospodarz dowiódł dobitnie swej inteligencji - To mi chcecie rzec, prawda? Jak dalej Oriaka będę czcił, pójdziecie stąd i ostawicie mnie bez pomocy... ale ja tak nie mogę, pomiłujcie, panie. Mnie panteon nie wadzi, szanuję wszystkich bogów, nawet o tych niedobrych źle nie rozpowiadam, coby licha nie kusić, ale żeby się wiary przodków wyrzekać? My Dargarasowie oriakanie z pokolenia na pokolenie, zacny magu! Jakże to tak, nagle zacząć bluźnić, a świętokradcze osądy popierać?
Baruba Dargaras nie był głupcem, to oczywiste. Praktyki w kupieckim fachu kończyli jedynie najbardziej obiecujący aplikanci, wyróżniający się inteligencją, sprytem i głową do liczb. Przemowa Sureliona głęboko nim wstrząsnęła, widać to było po przerażonych oczach i ściągniętych w grymasie rozpaczy ustach.
- Nie bluźnijcie tak głośno, zacny magu! - karczmarz podniósł dłonie ku twarzy jakby chciał się nimi osłonić przed przenikliwym wzrokiem gościa - Toż to straszna zbrodnia, tak źle mówić o Mitrylowym Bogu! Kim my jesteśmy, zwyczajni śmiertelnicy, aby podważać słowa arcykapłanów?!
Surelion nic nie odpowiedział, milcząc znacząco, ale zarazem wręcz przeszywając gnoma srogim karcącym wzrokiem.
- Wy chcecie, abym się wyparł wiary ojców, tak? - swym zrozpaczonym pytaniem gospodarz dowiódł dobitnie swej inteligencji - To mi chcecie rzec, prawda? Jak dalej Oriaka będę czcił, pójdziecie stąd i ostawicie mnie bez pomocy... ale ja tak nie mogę, pomiłujcie, panie. Mnie panteon nie wadzi, szanuję wszystkich bogów, nawet o tych niedobrych źle nie rozpowiadam, coby licha nie kusić, ale żeby się wiary przodków wyrzekać? My Dargarasowie oriakanie z pokolenia na pokolenie, zacny magu! Jakże to tak, nagle zacząć bluźnić, a świętokradcze osądy popierać?
Jeszcze chwila i gnom pewnie się rozpłacze i wygląda na to, że sugestia Sureliona szczerze go przeraziła. W pewnym sensie to zrozumiałe, trudno oczekiwać innej reakcji w obliczu składanej przez nieznajomego propozycji zmiany wiary z dnia na dzień (zwłaszcza, jeśli to wierzenia przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie). Jeśli Suriel chce, mogę spróbować ostatecznie przymusić gnoma testem CH, ale jeśli się nie uda, Dargaras najpewniej wyrzuci Was z karczmy.