[center]Salt Lake City, Taylorsville, osiedle obok pola golfowego, 23.10.1994[/center]
Czerwony cadilack zahamował na skrzyżowaniu 1175W i W 450S, tuż przy podejrzanie dobrze wyglądającym osiedlu domków jednorodzinnych. Hexen wyskoczył z samochodu nie trudząc się otwieraniem drzwi:
- Nie stawajcie w okolicy, może być przypał - rzucił. - Za pół godziny będę tu czekał z towarem, ok?
- Jasne - skinął głową Jarred i samochód ruszył z piskiem opon, pozostawiając za sobą, stojącą na poboczu, wychudłą sylwetkę w sfatygowanym płaszczu.
[center]***[/center]
Drzwi otworzyła mu Laura, ubrana jedynie w ciemne okulary i długi, luźny podkoszulek z dużym dekoltem. Zauważył zarys sutków, rysujących się pod cienkim materiałem i odgadł, że nie nosi stanika.
[center]

[/center]
- Oblivion, no wreszcie! - zawołała, pociągając go w głąb holu. Poczuł ciepłą woń jej oddechu, a później jej usta dotknęły jego. Włożył rękę pod koszulkę dziewczyny, badając ciężar obfitych piersi. Nie mylił się, nie nosiła stanika.
- Hej maleńka - odrzekł dopiero pod dłuższej chwili, wypełnionej jej usatysfakcjonowanym pomrukiem. - Dzwoniłem, ale kurna, nie odbierałyście...
Laura wzruszyła ramionami, odsuwając się od niego nieco, nie dalej jednak niż na szerokość ramienia.
- Earline ma klienta, a ja brałam prysznic...
Hexen rozejrzał się. Dopiero teraz zauważył wiszący w przedpokoju kaszmirowy płaszcz i stojące obok męskie pantofle z cienkiej skóry.
- Kto to?
Laura wydęła wargi w grymasie lekceważenia.
- Chuj go wie, nieciekawy typ. Ale pewnie jakaś szycha, jak go stać... Musi mieć siano. Zresztą, inni tu nie przychodzą - odparła, biorąc Świra za rękę i prowadząc w głąb domu. Zagłębili się w długi korytarz, oświetlony jedynie drobnymi lampkami bocznymi. Każda z nich umieszczona była pod szkicem, wykonanym na cienkim kawałku ryżowego papieru. Przedstawiały głównie akty i sceny erotyczne, wykonane w różnym stylu: niektóre stanowiły zaledwie plątaninę kilku kresek, inne wykonane zostały z wielką dbałością o pikantne detale. Wszystkie linie na rysunkach miały barwę ciemnej czerwieni i Hexen wiedział, że nie zostały wykonane zwykłym tuszem, lecz ludzką krwią.
- Zostajesz na noc? - zapytała Laura znienacka.
- Nie mogę dzisiaj, skarbie. Robotę mam. Wpadłem tylko załatwić coś, możesz pogadać z Earline?
- Sam z nią pogadaj - prychnęła dziewczyna, najwyraźniej rozczarowana jego odmową. Stanęli się przed dużymi, rzeźbionymi drzwiami. Laura zapukała szybko, w nierównym rytmie, który przypominał wiosenny deszcz bębniący o szyby w sypialni wspomnień. Nie czekając na odpowiedź delikatnie pchnęła lakierowaną powierzchnię.
Drzwi uchyliły się bezgłośnie, w powietrzu zatańczyła nuta cynamonu, ylang-ylang, krwi i seksu, które wyczulony węch krwiopijcy rozpoznał bez trudu. Pomieszczenie tonęło w półmroku, oświetlone jedynie przez kilkanaście rozstawionych chaotycznie świec. Na środku znajdowało się szerokie łóżko, nakryte szkarłatną narzutą. Spoczywał na nim mężczyzna, dobrze już po czterdziestce. Jego nadgarstki i kostki przywiązane były do nóg mebla jedwabnym sznurem. Twarz skrywała czarna, skórzana maska. Earline siedziała na nim okrakiem, trzymając w wypielęgnowanych dłoniach kilka długich srebrzystych szpil. Była naga, nie licząc wysokich butów na obcasie i czarnej aksamitnej szarfy zawiązanej wokół talii. Jej ciemne włosy wiły się niczym węże, spadając na plecy, ozdobione egzotycznym tatuażem. Około tuzina cienkich ostrzy sterczało już z ciała jej klienta, które w wielu miejscach naznaczone było krwią. Mężczyzna jęknął z rozkoszy, gdy ciemnoskóra kobieta zagłębia kolejne w jego barku. Rzuciła okiem w kierunku drzwi i położyła palec na ustach, nakazując przybyłym ciszę. Nachyliła się nad swą ofiarą, pogrążoną w bolesnej ekstazie i szepnęła do niej kilka niezrozumiałych słów, po czym zwinnie ześlizgnął się na ziemię.
- Hexen - powiedziała z lekkim uśmiechem, zamykając starannie za sobą drzwi do swej luksusowej komnaty tortur. Pocałował go w usta, jednocześnie sięgając dłonią w dół. Poczuł, jak jej palce zaciskają się na jego jądrach. Nawet przez materiał spodni czuł drapieżną ostrość jej długich paznokci, w kolorze indyjskiego różu. Przyjemny dreszcz rozszedł się falą wzdłuż kręgosłupa Świra. Cholera, ta kobieta zawsze przyprawiała go o dreszcze.
- Co cię do nas sprowadza, kochany? - zapytała wreszcie odsuwając się o krok. Jej pełne wargi błyszczały w półmroku, niczym krople świeżej krwi.
- Tym razem niestety nie wasz urok, choć cholernie żałuję, że nie mam aktualnie czasu - uśmiechnął się spoglądając na nią z uznaniem. - Potrzebuję krwi. Czystej. Wiem, że u ciebie można to dostać.
Earline milczała przez chwilę, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem, jakby rozkoszowała się jakimś sekretem, który znała jedynie ona i który skrycie ją bawił. Świr nie potrafił odgadnąć wyrazu jej oczu, czekał więc z milczeniu.
[center]

[/center]
- Ile chcesz? - zapytała w końcu.
- A ile masz?
- Laura, kochanie - Mulatka zwróciła się do młodszej dziewczyny - Przynieś to co mamy w lodówce - obrzuciła wzrokiem Malkava - Widzę, że nie pomyślałeś o tym, jak to zabrać. Ale nie martw się, zapakujemy ci wszystko. To będzie kosztować ekstra.
- Mam gotówkę...
- Nie wątpię, ale nie o tym mówiłam. Mam na myśli przysługę. Nie jesteś ciekaw? - uśmiechnęła się znowu. Hexen przyłapał się na tym, że od dłuższej chwili wpatruje się w miejsce, gdzie czarna szarfa zagłębiała się między różowymi wargami jej wygolonego sromu. Przełknął ślinę i podniósł wzrok.
- Więc jaka to przysługa?
- Chciałabym namalować ciebie i Laurę. Chcę zobaczyć, jak ją pieprzysz - ostatnie słowo wymówiła z wyraźną przyjemnością, nadając mu dziwny akcent, tak jakby wymawiała nazwę jakiegoś obco brzmiącego kwiatu. Earline z zasady nie przeklinała, lecz kiedy już to robiła, stawało się to sztuką samą w sobie.
- Nie musisz mnie prosić o to - wyszczerzył zęby. - Znasz mnie, mogę to zrobić zawsze i wszędzie.
- To świetnie - odpowiedziała - Chcę byście to zrobili na grobie mojej matki. O tak - przejechała językiem po wargach. - I chcę byś sprawił jej ból. Chcę słyszeć jej krzyk. I nie chcę, byś zadawał pytania. Zrobisz to dla mnie?
Moment wahania trwał niezwykle krótko:
- Jasne - odrzekł po chwili. - Zawsze lubiłem rodzinne imprezy... A swoją drogą, masz może pożyczyć płyn do mycia naczyń?
[center]***[/center]
Opuścił domek Laury i Earline lżejszy o czterysta dolarów. W zamian za nie i niecodzienną obietnicę, otrzymał pokaźnych rozmiarów torbę. Torba zawierała butelkę po szampanie, wypełnioną odrobiną płynu do mycia naczyń, oraz lodówkę turystyczną, w której znajdowało się osiem woreczków wypełnionych gęstą czerwienią. Nawet nie sprawdzając wiedział, że towar jest całkowicie w porządku. To było najważniejsze. Kupowanie krwi na ulicy zawsze niosło w sobie pewne ryzyko, dlatego z zasady unikał tego rodzaju konieczności. Wiedział jednak, że w tej kwestii może mieć pełne zaufanie do Earline. Być może była zwariowaną suką, ale zawsze dbała o jakość swoich usług, niezależnie od tego czy malowała obrazy, pieprzyła jakiegoś biznesmena czy handlowała ludzką krwią. Uśmiechnął się na wspomnienie czarnej szarfy niknącej w bardzo sekretnym i wilgotnym miejscu, po czym zamachał ręką, widząc światłą nadjeżdżającego cadilacka.