Strona 3 z 29

: 25 lipca 2017, 23:16
autor: 8art
Ślepak skinął głową w stronę, skąd doszły go głosy olfa i elfa. Ich pomoc mogła być nieprzeceniona. Zadanie jakie ich czekało nie należało do łatwych, napewno a koszta będą poniesione we krwi. Milcarr nie zamierzał skąpać kwartałów w karmazynowym przypływie, ale znając prawa ulicy, wiedział, że nie obejdzie się bez mających rytualne znaczenie pojedynków, na szalę których kładziony był specyficzny uliczny honor i respekt. Ale wizja kwartału, gdzie miejscowi mogą się czuć bezpiecznie nawet po zmroku warta była przelanej krwi.

Dźwięk kładzionego na stół żelaza, zbyt wysoki ton na miecz lub topór, kilka sztuk sztyletów, skrzypnięcie skórzanego pasa sądząc po odgłosie klamry... Pas ze sztyletami. Ketras go położył, bo strzelały mu kostki palcy... Zaiste Surelion ma nas w łasce...

Uszy ślepca wychwyciły charakterystyczne dźwięki, niemal przywołując w wyobraźni obraz olfa odkładającego pas z bronią.

- Ej Ketras, ja wezme te sztylety - syknął: - Mogą się przydać.
Pas ze sztyletami chętnie przytuli Milcarr. Ślepak ma wyuczony zawód służącego, więc może też rodzina chłopaka mu coś mówi.

: 25 lipca 2017, 23:40
autor: Nanatar
Surelion posiada jedną rękę, aby pokazać nam jak wiele można nią uczynić. Ja mam dwie i tak kaleki jestem, przez słabość ducha. Jakże żałuję że nie mam przy sobie zapasowego odzienia, źle musi czuć się każdy, kto w tak niekomfortowy sposób musi prowadzić rozmowę.

Widząc że część akolitów się oddaliła, pozostanę w pobliżu, czyniąc dwa kroki w tył, zamierzałem trzy, ale trafiłem na ścianę i zdałem sobie sprawę jak niewielka jest nasza siedziba. Trzeba nam dusz i miejsca dla wiernych, potrzeba nam przestrzeni. Sam nie wiem czy zrozumialem to, czy wyczytałem w oczach półboga.
Nie śmiem wychodzić przed mistrza, choć zżera mnie ciekawość. Dyskretnie zerknę na Sureliona i opaskę. Zanim półbóg nabierze powietrza i obdaruje nas słowem, łapczywie zerkam co z nożownikiem i stołem.
Niedawno myślałem o Mistrzu jak o nogach stołu, że jest filarem wyższej prawdy, jak nogi stołu noszom blat, który pozwala nam spożywać i biesiadować jako cywilizowanym istotom-nośnik kultury, jak kto się posila. Teraz leżał na nim krwawiący, ciężko ranny nożownik. Cóż to mogło znaczyć?
Stary drewniany stół z drzewa żelaznego, niezwykle twardego, lekkiego, w kolorze zachodzącego słońca, sprzedający nie wiedział jaki ma skarb. Nowomodni orkowie, a za nimi zamożni kupce i nobile woleli zamawiać ciężkie kamienne blaty. Ja wolę drewno, czy przez zamiłowani zawodowe, czy przez to że drewniane statki, perły stolarstwa, przeniosły mnie przez wiele krain, czy przez praktyczność.
Tak intryguje, czy on żyje. Ten półork.

Jak chłopak zacznie mowić, skupię się na imionach przewoźników, banderach, miejscach możliwego przybicia i lokalizacji względem naszej siedziby.
Jeśli jest kogo poprosić o nastawienie wody do gotowania na palenisku, zrobię to, jeśli nie stoję nieopodal i czekam na słowa mistrza i chłopaka.

: 26 lipca 2017, 20:16
autor: Keth
Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Ketras westchnął w duchu słysząc górnolotne oświadczenie Sureliona. Jego mistrz wędrował swym niezwykłym umysłem po wymiarach niedostępnych dla zwyczajnych śmiertelników, ale jego cielesna powłoka wciąż musiała się zmagać z ograniczeniami materialnego świata. A to najczęściej olf musiał kraść z targowisk pęta kiełbasy i krążki sera, by nimi wykarmić Boga Bogów.

Lecz woli Sureliona nie wolno się było sprzeciwiać - na samą myśl o takim występku magowi cierpła skóra. Schowawszy do kieszeni srebrny pierścień mieszaniec cofnął się pod najbliższą ścianę i zaczął obserwować poczynania swego nauczyciela.
Ketras zgodzi się na oddanie Milcarrowi pasa z JEDNYM nożem, resztę bezwzględnie sprzeda, bo trzeba w jakiś sposób Sureliona wykarmić! Sprzeda też buty więźnia, przynajmniej na nich coś zarobi!

: 27 lipca 2017, 12:29
autor: koszal
Patyk zastanawiał się nad pytaniami, jakie mogliby zadać półorkowi. Rozmowa ze szczeniakiem raczej go nie interesowała, bo zupełnie nie miał pojęcia, o co mógłby go wypytać. Wiedział tylko, że skoro Surelion uznał obecność ich obu za konieczną, to widocznie tak było. Niemniej jednak widząc dość ubogą zawartość wiklinowego koszyka, jak i ponure, wyjące biedą mury przybytku wpał na pewien koncept i zdziwiony własną śmiałością rzekł sciszonym głosem.

- Do rzeki tego tu wrzućmy. Przecież puścić go nie możemy.

Zbliżył się do półorka. Wyjął ogromny nóż myśliwski i przystawił mu do gardła. Przypomniał sobie najgorsze licho, jakiego się obawiał żyjąc jeszcze w rodzinnych stronach. W najsroższe zimy ojciec opowiadał mu o przeklętych przypadkach, kiedy to elfy z głodu...

- Albo go zjedzmy. Tylko mu najpierw język utnę, żeby wrzaskami nie sprowadził straży, a i tak nam nic nie powie- powiedział możliwie obojętnym tonem mrugając jednocześnie porozumiewawczo, by przyjaciele pojęli jego fortel. Choć nie miał pojęcia o torturach i przesłuchiwaniu, dumny był ze swego podstępu. Raz jeszcze przeleciał przez wspomnienia, tym razem świeższe, by znaleźć coś, co byłoby bliskie wszystkim mieszczuchom. O jednej z takich rzeczy sam Surelion czasami opowiadał, choć Jareh nie zawsze wszystko z tego pojmował.

- A jak wam mięso półorcze niemiłe to rzućmy go na pożarcie tej całej zębatce.

Rozochoczony rzadko uzyskiwanym posłuchem i wybałuszonymi oczami współwyznawców, którzy najwyraźniej podchwycili jego pomysł wskazał palcem na chłopca.

- A tamtego możemy odsprzedać jego rodzinie. Trzeba nam zarobku i nam się należy, bośmy go wyratowali z opresji.

: 27 lipca 2017, 17:36
autor: dretch
Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Opaska na oczach chłopca rozluźniała się co raz bardziej. Z każdym ruchem jego głowy wodzącym za głosem który dobywał się z ust kolejnego wyznawcy. Po słowach Patyka, chłopiec wrzasnął - Nie! nie sprzedawajcie mnie! obiecałeś, że będę bezpieczny. Wykrzyczał głośno, aż krasnolud podpierał ścianę w rogu komnaty zmienił pozycję, podciągając pod swój zad drewniany zydel.
Chłopak rzucił się w kierunku z którego mówił do niego półbóg, po kilku krokach wrył się całym impetem między nogi Kielicha Magii po czym zaczął lamentować i zalewać swój brudny kaftan łzami.

- Chłopcze, źle nas zrozumiałeś. Jesteś bezpieczny i nie spotka Cię krzywda, pomożemy Ci wrócić do rodziny. Nie bój się. Surielon spojrzał srogim wzrokiem na zebranych wskazując żeby zwracali uwagę na słowa które wypowiadają. - Zaraz zmienimy Ci ubrania ale do tego czasu będziesz musiał nosić długą koszule. Położył swoją rękę na ramieniu młodzieńca. - chodź i usiać tutaj. Zaprowadził chłopca w miejsce przy piecu, w którym Elszar zaczął rozpalać ogień. Następnie posadził go przed drewnianą miednicą - Rozbierz się i przywdziej tę koszulę. Opowiadaj jak udało Ci się uciec przed tym skrytobójcą?

Chłopiec wyciągnął przed siebie kikut i niesprawną rękę, sugerując że jest gotowy do rozebrania. Wyznawcy rzucili po sobie spojrzenia, Milcar tylko niewzruszony macał w tym czasie skórzany pas, wyczuł jednak tylko jedną rękojeść. Nikt nie by skłonny do oddania się tej sprawie. Szlacheckie zwyczaje w głównej mierze były im obce, Klelich Magii sam przebywał na dworze jednak nie był sługą. Na dworze była przewidziana etykieta związana z taką sytuacją. Przez chwilę Surielon zawahał się czy nie wyznaczyć do tego specjalnego zadania Milcara, ale jego apostoł był od jakiegoś czas znów ślepy. Dodatkowo pomagając chłopcu mógł pokazać wszystkim kolejną prawdę o bożym świecie i jak powinni postępować z potrzebującymi.

- Oto ja, chłopcze pomogę oczyścić Ci twe ciało z brudu i nieczystości abyś mógł jak nieskazitelna kropla rosy przyjąć światło wiedzy. Półbóg sprawnie rozpiął szerokie guziki kaftana ściągając z chłopca kawałki jego ubrań. Kiedy tylko gruba nabita, skórzana koszula odsłoniła naga pierś chłopca waszym oczom ukazały się tuziny szerokich blizn. Wiele z nich oplatywało ramiona, bark, szyje, najgorsza i największa rysowała się na jego torsie zbiegając się z blizną na szyi tworząc groteskową literę Y. Wyznawcy ze zdumienia podeszli krok bliżej, aby lepiej przyjrzeć się temu co zważyli. Chłopiec był przyzwyczajony do obnażania się w obecności sług, jednak miejsce gdzie był nie było zbyt przyjemne, jasne i ciepłe. Toteż na jego ciele pojawiła się gęsia skórka ale tylko na szyi i na ręce z kikutem. Pozostała część była szara, lekko popadająca w różowy odcień.

W tym czasie chłopiec mówił: - Jak już wsiadłem do tego drewnianego powozu, to, to zacząłem rozglądać się za oknem. Minęliśmy port i jechaliśmy jakby pod górę. Głośno było na około, co chwilę ktoś przekrzykiwał i krzyczał coś o monetach, później mama oblała się winem i trzęsło nami jakbyśmy po łbach chłopów jechali. Młodzieniec uśmiechnął się. No i tak się rozweseliłem, że zacząłem śpiewać .... Wlazł Antarek, na moczarek i mruga, ta-ka to ja-szczur-ka nie du-ża, nie du-ża, nie mała lecz w sam ... Surielon uspokoił chłopca łapiąc za jego kikut, który poruszał się w powietrzu w rytm piosenki, który ochoczo wystukiwał Elszar
- no i jak zaśpiewałem tak 3 zwrotkę to wóz przyśpieszył i skręcił w prawo, mama zaczęła się dziwnie zachowywać i krzyczeć i łapać się za brzuch i z ust leciała jej dziwna zielona maź. Chłopiec zaczął się cały trząść. Półbóg oglądał jego blizny niektóre wyglądały tak jakby jakby młodzieniec był rozczłonkowany i zszyty ponownie, miał również wrażanie jakby część ciała nie należała do niego, a w szczególności jego skarłowaciałą ręka. Kiedy chłopiec przerwa swoją wypowiedź półbóg ponownie uspokoił go swoją ręką, tym razem łapiąc za jego policzek - później wskoczył ktoś do was do powozu?

- Tak, Pan wleciał do środka przez otwartą okiennice i miał dziwne ręce, które strasznie śmierdziały. Mama się na niego rzuciła i powiedziała, żebym uciekał. Otworzyłem drzwi i wyskoczyłem i wylądowałem w wozie, strasznie cuchnął i się lepił, śmierdział jak kaka. Przepełzłem do końca, i pobiegłem przed siebie, później schowałem się w uliczce która była całkowicie zastawiona beczkami, były tam małe szpary przez które mogłem się przecisnąć. Ale oni za mną biegli, zobaczyłem skrzynki z świńskimi ryjami i schowałem się za nimi. Straszna burza była, słyszałem jak jeden mówił, że sprawdzi tu, a drugi pobiegł gdzieś dalej. Jego kroki się zbliżały więc zwaliłem na niego skrzynki i pobiegłem za zaułek ale byłem za wolny. Rzucił się na mnie, złapał mnie ale się wyśliznąłem i zaczęłam uciekać droga była szeroka, dookoła tylko domy i nikogo i nie wiem jak to się stało ale wy tam byliście ....

***

Woda zagotowała się w głębokiej żelaznej kadzi, bard przelał ją do mniejszego glinianego naczynia, w którym była już zebrana zimna deszczówka. Wymiana ciepła zaowocowała gęstą parą która uniosła się nad głowami zebranych mknąc szybko aż do sufitu gdzie skropliła się w małe krople rosy w mgnieniu oka. Młodzieniec został umyty przez półboga, w tym czasie pozostali wyznawcy debatowali nad ciałem półorka, który oddychał równo.

- to może go obudzimy, niech jeszcze użyje języka póki go ma? Powiedział chłodno Patyk, podważając wargi mieszańca tępa stroną ostrza. Sprawdzając długość kłów. Które ten pół ork miał nad wyraz źle utrzymane i żółte jak szczyny po długiem śnie.

Dla Milcara
Spoiler!
Zacząłeś miętosić w rękach skórzany pas, pierwsze co udało Ci się wybadać dotykiem to głębokie wytłoczenie na pasie w kształcie litery A. Bezbłędnie zgłębiałeś jego kieszenie na sztylety. Jednak po dłuższym obcowaniu z nim zauważyłeś dodatkową kieszeń która była schowana od strony ciała. Powoli wsunąłeś weń swoje palce i natrafiłeś na śliski mieszek jakby był wykonany ze skóry gada, miętosiłeś ją dwoma palcami dość długo aby stwierdzić, że w środku jest jakaś substancja, która czeka tylko żeby została wyciśnięta na zewnątrz. Teraz już wiesz z kim mieliście do czynienia, pół ork jest członkiem Akolitów, płatnych zbirów z Starego Miasta, Północnej dzielnicy Chłopskiego Krocza. Wiesz też, że zawsze działają w kilka osób, a jeżeli kogoś ścigają to jest ich przynajmniej dwóch
Dla Ketrasa
Spoiler!
Noże ciężkie typowe, przerobione z dodatkowymi ząbkami do obrażeń wtórnych, oba identyczne. Wygląda na robotę z tej samej ręki/kuźni. Za nieuszkodzone typowe płaci się ok 8-10 sz. Zależy od dnia. Srebrny pierścień jest lżejszy niż wygląda powinien ważyć więcej. Dobra robota, ma też wyrzeźbionego pająka i muchę na obrzeżach. Zamyka dość skomplikowanym mechanizmem, pewnie jakiś gnom przy tym szperał! Wspaniały prezent dla dyplomatów, szmuglerów, szpiegów! Srebrny pierścień takiego wykonania bez ukrytego schowka to dobre 14 sz! Dobre podkute buty z cholewą. Lekko wychodzą, ale nie odgniecione. Markowe - widzisz pieczęć centaura, podpis jednego z tutejszych szewców ważą dobre 3 kg - powinny pójść za 5-7 szt.
Dla Surielona
Spoiler!
Murof Żywy - wielki komornik srebrnej przystani. Poborca podatkowy i skryba gildii kupieckiej. Szycha tamtej dzielnicy. Jego herb to kruk dziobiący oko. O dziwo na wyraz żywotny jak na swój wiek. Kiedy byłeś na dworze, rozmawiałeś z jego sługą i wtedy dowiedziałeś się że stary nie chce umrzeć i ma już dobre 94 lata, choć wygląda na dużo młodszego! Jest gburem, chamem i zboczeńcem, który nie przebiera, nie ma dla niego znaczenia czy facet czy kobieta.
Wielka listera A na na grzbiecie półorka nie za wiele o nim mówi, ale dokładanie taka sama jest na skórzanym pasie. Być może jest to jakiś kult, organizacja. Licho go wie. Chłopiec powiedział wam wszystko co wiedział. Nic więcej z niego nie wyciągniecie. Został półork, który jest już ustabilizowany. Chłopiec ma zawiązane oczy, nie widział póki co waszej świątyni, ork niestety nie ma opaski, worek jest ściągnięty. Przez pierwsze chwile mógł was widzieć i słyszeć później stracił przytomność .... Co dalej?

: 27 lipca 2017, 22:03
autor: Nanatar
Nie wiem skąd mamy wziąć koszulę, jeśli nie ma innej, oddam swoją, jeśli półbóg pozwoli, ubiorę chłopaka. Przy okazji dotknę jego skóry i tej normalnej i szaro-różowej. Zwrócę uwagę na fakturę, teksturę i ciepło ciała w tych miejscach. Nadto dotknę i obejrzę blizny.(Dyskretnie, mimochodem). Nie jestem specjalistą, ale spróbuję wyobrazić sobie jak powstały te blizny. Bito go, czy raniono jakimś narzędziem.
Czy blizna w kształcie litery Y powstać mogła przypadkowo, czy jest jakąś przesłanką, znakiem, jak znak cechu na mieczach.
Podobnie przyjrzę się ciału półorka, jak duża jest blizna po oparzeniu A. I czy ręce mu śmierdzą? Zbójów było więcej, pewnie deszcz zmył ślady, ale nie można bagatelizować że będą kontynuować poszukiwania. Należałoby wystawić czujkę. A jeśli półork miał coś po czym mogliby dzięki magii odnaleźć kryjówkę? Podzielę się tym ostatnim z magiem.
-Panie, pozwolisz że odzieję młodzieńca?
Dotykając okaleczonego ciała, znów przeszło mi przez głowę własne gnuśniarstwo. Spróbowałem wyobrazić sobie jego matkę.
-Twa mama musi być piękną kobietą, piękną i silną. Tak jest, gdy płynie w niej krew długowiecznych elfów. Na pewno będą Cię szukali z ojcem.
...
-Zostaniesz pewnikiem możnym i sprawiedliwym tanem, wykazałeś się dziś nie lada odwagą i sprawnością. Pamiętaj prawdziwy rycerz nie potrzebuje miecza w ręce, bo nosi go w sercu.
...
-Świetnie, gotowe, zaraz się zagrzejesz.
Może jednak jeszcze coś powie.

Mogę oceniać pogodę i przewidywać zmianę pogody [1/2 INT], co mogę powiedzieć o nadchodzącej? Niedawno byłem na zewnątrz.

: 27 lipca 2017, 22:26
autor: Suriel
Będę pytał chłopca:
1. Jak się nazywa chłopiec.
2. Gdzie mieszkali z matką?
3. Skąd ma te blizny.
4. Od kiedy brak mu dłoni. Tu pokąże mu swoją na zachętę.
5. Jakie problemy miała matka sokoro jechała do wujka po pomoc.
6. Kim jest jego ojciec i czy jeszcze żyje.
7. Ilu było napastników i jak wyglądali.

Restza jutro. Sorry za tryb techniczny ale zjechałem dopiwero z pracy i padam na ryj po 13h pracy. :(

: 28 lipca 2017, 10:10
autor: 8art
- To robota Akolitów, płatnych zbirów z Starego Miasta, Północnej dzielnicy Chłopskiego Krocza. Zawsze działają w kilka osób, a jeżeli kogoś ścigają to jest ich przynajmniej dwóch, co pasowaoby do opowieci małego. Rozdzielili się by go znaleźć. Feler w tym czy ten drugi widział jak przejeliśmy ich cel. Jeśli tak, to nasza kryjówka może nie być już taka bezpieczna. - stwierdził sucho Milcarr, po czym zapytał łągodnie chłopca:

- Powiedz no paniczu, wiesz może kto matce wina podał, albo kto go uszykował?

Dla Ślepaka było dość jasnym, że kobieta była ofiarą zatrutego wina. Ciekaw był jednak czy była to robota zabójców, czy jakiegoś usłużnego członka rodziny. Bo choć Milcarrowi nie mieściło się w głowie aby truć kogokolwiek z rodziny, to dobrze wiedział, że dekadencka szlachta potrafiła z byle powodu zlecać morderstwa niewygodnego (tzn będącego w kolejce po spadek) rodzeństwa, małżonków, nie wspominając już od dalszej rodzinie.

: 28 lipca 2017, 11:26
autor: Suriel
Jak dostane odpowiedzi i uznam że niema sensu dalej drążyć chlopaka wysmaruje pytania do tego na stole.

: 30 lipca 2017, 11:44
autor: deliad
Siedzący na zydlu krasnolud oparł się plecami o ścianę i spod swoich krzaczastych brwi patrzył na całą tą scenę. Był zmęczony. Wczorajszej nocy wrócił ze szkoleń. Szkoleń? Tylko dobroduszny kłamca, mrużąc oczy w pijackiej malignie mógł tak nazwać to co robił Ungo szkoleniem. Cóż za parszywi bogowie tkali nitki jego życia, że wchodził z deszczu pod rynnę, a z niej pod wodospad. Po jakiego grzyba został Trupiarzem. Przedstawicielem zawodu, który praktycznie nie istniał. Po co komu trupiarze? W chaotycznym świecie Orchii umarlaki były rozchwytywane jak świeże bułeczki. Każdy Czarny Rycerz chciał mieć swoją bandę umarlaków, tak samo jak czarnoksiężnicy stawiający ich na straży swoich posiadłości, co zwiększało ich prestiż. No i oczywiście kapłani złych bogów. Nic tak bardzo nie podkreślało ich mocy nad życiem i śmiercią jak kilka martwiaków w tle.
Kransolun walnął pięścią w mur za swoimi plecami.
Purgim był jedynym trupiarzem poza Ungo, mieszkającym w Ostrogarze więc był dla niego jedyną szansą na podniesienie swoich umiejętności. Tyle, że Purgrim był ochlajmordą, nieudacznikiem i przegrywem życiowym. Zabijał martwiaki, żywych, zwierzęta jak i siebie. Chlał po każdym zastrzyku pieniędzy, wszystko szło na dziwki i używki. Aż trudno uwierzyć, że mógł chodzić, bo nie miał kręgosłupa. Płaszczył się przed każdym. Przed alchemikami dla których pozyskiwał komponenty, przed orkami dla których wykonywał wszystkie parszywe roboty, jak wybijanie zombie w kanałach. Krasnolud zapłacił mu uczciwie za naukę. Trupiarz przepił całą kasę i zniknął na tydzień. Gdy Ungo go znalazł tamten był na granicy zachlania się na śmierć. Kilka dni wlewał w niego dekokty i eliksiry. Później tamten zwiał. Ponownie odnaleziony, został dotkliwie i dokładnie obity przez Unga. Ta metoda dała jakieś rezultaty. Oprócz krwi, śliny, łez i smarków udało się z niego wyciągnąć kilka cennych informacji. Ot i całe "szkolenie". Ungo znów walnął z impetem w ścianę.
Sięgnął po fajkę i włożył do niej ostatnią porcję dymnego ziela. Podszedł do świecy i kilkoma silnymi wdechami zapalił ziele. Zaciągnął się potężnie i na długo przytrzymał dym w płucach. Wydmuchał go i zerknął na chłopca.
Przeszedł się dookoła niego oglądając jego ciało. Kiedyś widział martwiaka pozszywanego z różnych innych martwików, ten chłopak wyglądał podobnie choć był żywy. Czy może ktoś eksperymentował z eliksirem regeneracji. Trochę trollowej krwi i członki mogą odrastać. Raz lepiej a raz gorzej.

- Co z twoimi rękoma mały? Co się z nimi stało? - zapytał stojąc za chłopakiem.

Sorki za spóźnienie. Już dołączam do gry.
Z racji zawodu Ungo chce także wyciągnąć nieco informacji o gościu z karety. Czy to nie był jakiś martwiak?

: 30 lipca 2017, 23:14
autor: dretch
Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Zmieszany lekko bard na szczęście zauważył, że półbóg ściągnął jedną z swoich koszul ze sznurka nad piecem, które suszyły się od ostatniego prania. Toteż mógł pomóc w odzianiu chłopca w tym samym czasie sprawdzić szerokie blizny które pokrywały ciało chłopca. Ich grubość, nieregularność linii przyprawiała o ciarki na plecach, a lekkie muśnięcie palcem sprawiało o dreszcze i gęsią skórkę. Tak obszernych zagojonych ran nie ma najwaleczniejszy generał. Szaroróżowe części torsu chłopca wyróżniają się na brzuchu gdzie ewidentnie widać unoszące się fałdy skóry podczas wdechu i bicia serca. Chłopiec poczekał z odpowiedzią na pytanie barda aż odział za długą na niego koszulę, kikut i skarłowaciała ręka dosięgała ledwo co do zgięcia łokciowego, a koszula jak worek nałożony na kilka patyków opadała na dół.

- tato nie będzie mnie szukał, mama mówiła. Że to był straszny pan i że to przez niego taki jestem. Chłopiec pomógł sobie kikutem, brodą i dziwnymi ruchami i ku zdziwieniu wszystkich zamanifestował małą różowiutka rączkę wychodzącą jak malutkie czerwie z ogromnej dziury mankietu.

Zanim bard wtrącił kolejne pytanie, które przyszło mu na myśl, półbóg zapytał malca o jego imię, a z krańców pomieszczenia zerwał się krasnolud który najwyraźniej miał już dość tej sytuacji i zniecierpliwiony szedł w kierunku Kielicha Magii i barda. - Ma na imię Erik i mówi, że będzie Tanem. Odezwał się Elszar, który spotkał się wzrokiem z surowym spojrzeniem najwyższego. Widocznie wola uzyskać odpowiedź od chłopca. Bard chciał już sprostować lecz wszechwiedzący wyciągnął doń rękę w geście powstrzymania się od jakichkolwiek słów, po czym z ust półboga padła seria pytań.

Chłopak długo myślał nad odpowiedzią, jakby coś dodatkowo trapiło jego umysł. Jakaś myśl która w końcu dotarła do odpowiedniej części mózgu albo po prostu był przestraszony zbliżającymi się ciężkimi krokami krasnoluda. - Pochodzimy z Tagary Szarej, ale mama mówiła, że mieszka tam już od 20 lat. Mam mówiła, że dłoni nie miałem, ta druga to prezent od taty. Młodzieniec jeszcze bardziej wystawił czerwone paluszki znad mankietu przebierając lekko każdym z paluszków. Wyglądało to bardzo nienaturalnie, jak małe czerwone glizdy wystające z głębokiej dziury. Mama mówiła, że niedobry Pan ją śledzi i się bała i nie chciała mnie stracić dlatego spakowała się i przypłynęliśmy pierwszym statkiem jaki był i jak przeczytała list i wypiła wino, które stało w powozie to wpadł jeden przez okiennice powozu.

W tym czasie krasnolud ciężkim chodem stanął obok chłopaka i ten poczuł jego zapach. Ciężki, piwny zmieszany z dziurawcem i jałowcem. Krasnolud zdumiał i zaczął z bliska przyglądać się bliźnie na szyi chłopca i jego skarłowaciałym malutkim różowym paluszkom, musiał długo czekać na odpowiedź malca, gdyż ten czuł jakiś wewnętrzny niepokój lub strach przed trupiarzem. - odkąd pamiętam taki jestem ... powiedział ledwie słyszalnie chłopiec, spuszczając głowę w dół jakby czekał na lanie. Spowodował opadnięcie z jego oczu przepaski, która wylądowała na podłodze. Ciszę po jego wypowiedzi przeszyło pochlipywanie i płacz dziecka .... ja chce do mamy....

W tym czasie bard zerkał już na znak na plecach pół-orka z ciekawością rysując ponownie linie opuszkiem palca, a następnie wskazując palcem miejsce w które winien rzucić okiem Kielich Magii. Tors podtrzymał mu wysoki jak topola Patyk. Zgrabnie elfckimi rękami oplot jedno ramie i a drugą ręką podtrzymał kark zabójcy. W dość nienaturalnej pozie ciało pół-orka musiał przerzucić na bok aby obnażyć w całości znak wypalony na plecach mieszańca. Półbóg który obserwował przez krótką chwilę znak tylko przytaknął niestety nie za wiele mu mówił, dlatego odwrócił się ponownie do chłopca, badając wzrokiem zamiary krasnoluda. Jednak to co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach, chłopiec w tym momencie wskazał palcem w kierunku barda i krzyknął ..... Aaaaaa!

Oczy pół-orka otworzyły się i w mgnieniu oka szybka ręka zabójcy sięgnęła po długi myśliwski nóż Patyka, który został wsunięty w pochwę kilka uderzeń serca temu. Sprawnym ruchem przeturlał się w stronę barda, jak wąż wyślizgując się z rąk zaskoczonego łowcy. Nim Milcar zdążył dobyć noża i instynktownie ułożyć go w dłoni, będąc gotowym do rzutu, ostrze myśliwskie w piekielnej szybkości dosięgnęło szyi barda, z której zaczęła sączyć się z wolna krew. Ostrze zatrzymało się na szyi tuż po brodą, razem z głośnym syknięciem Elszara - odezwał się mieszaniec.

- Oddajcie malca a on ujdzie z życiem ...

Dla Elszara
Spoiler!
Byłeś chwilę na zewnątrz i możesz spokojnie zakładać że do końca dnia będzie padać, chyba że przyjdzie silny wiatr, który wywieje ociężałe chmury deszczowe. Blizny wygadają jakby dwa miejsca łączyła gruba warstwa skóry. Faktura jest twarda i faktycznie zimniejsza niż reszta ciała. Raczej raniono go bardzo głęboko jakimś narzędziem. Kształt blizn raczej jest przypadkowy.
No chłopaki, że nikt nie wpadł na związanie pół-orka, szkoda 20 PD za ten pomysł przepadło, teraz tego konsekwencje. Wygląda to tak, że Patyk lewą ręką podtrzymał kark, a prawą ręką złapał za ramie zabójcy, musiał go obrócić na bok do siebie aby ukazać znak, tym samym przytulił zabójcę, ale ten nie odwzajemnił uczucia! Złapał za ostrze noża i gdy Patyk położył go na plecach, ten obrócił się na drugi bok zaskakując barda, który patrzył na półboga i wskazywał palcem na znak zabójcy. Patyk i Elszar mają połowę akt. SZ. Test na zaskoczenie.
Patyk. Nie widzę ograniczeń zbroi. SZ119/2=59, rzut 64! Było blisko ale niestety, półork uwolnił się zanim zdążyłeś go złapać i przytrzymać!
Elszar. Nie widzę ograniczeń zrboi. SZ 82/2=41, rzut 95! Nie możesz wyjść z podziwu jak zwinny i szybki jest ten półork!
Milcar. Zbroja Kurtkowa SZ/2. SZ108/2=54, rzut 35! Super zareagowałeś na czas, dobyłeś sztyletu i jesteś gotowy do rzutu!
- Zabójca zwija się ze stołu i staje za bardem.
1 runda - Zabójca SZ128 vs. Milcar SZ54.
108 atak selektywny w barda. TR 149-80(selektywny)=69-3 za zbroje Barda=66, rzut 17. Ostrze zostaje przystawione do szyi barda. Obrażenia 81+17=98; otrzymujesz 1/10 czyli aż 9 obrażeń!! :o:o:o.

: 31 lipca 2017, 13:56
autor: Keth
Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Ketras wydał z siebie mimowolne westchnięcie, które przeszło w jednej chwili w gardłowy półzwierzęcy pomruk. W czasie krótszym od podwójnego uderzenia serca spełniły się najgorsze przeczucia olfa. Sprowadzony do serca sureliańskiego kultu obcy wyzwolił się pomimo pozornie śmiertelnych obrażeń, a następnie stworzył ewidentne zagrożenie dla znajdującego się opodal mistrza. Święty obowiązek każdego czciciela Sureliona nakazywał w takiej sytuacji poświęcenie swego zdrowia i życia dla ocalenia odradzającego się bóstwa!

Olf już wcześniej podejrzewał, że mieszaniec z kanału mógł być kimś więcej niż tylko zwyczajnym rzezimieszkiem. Jego zdumiewający powrót do zdrowia sugerował czarnoksięskie sztuczki albo demoniczną protekcję - jedno zaś bądź drugie stanowiło oczywiste zagrożenie dla Kielicha Magii!

Ketras żywił pewną sympatię do ela Elszara, lubił jego talent oraz wrodzoną życzliwość wobec innych, ale obowiązek wobec patrona stał najwyżej na liście priorytetów olfa. Jeśli bard miał tego dnia dokonać żywota w podziemnej świątyni, najwyraźniej taki właśnie pisany mu był los. Wpuściwszy amulet w ściskającą dobyty z pochwy sztylet dłoń, mag przeniósł pytające spojrzenie na Sureliona, wbił w niego zmrużone oczy.

- Jedno słowo, mistrzu - wyrzekł odwracając głowę z powrotem w stronę obcego.
Ketras jest sureliańskim fanatykiem, z wszystkimi tego stanu rzeczy konsekwencjami. W tej chwili stawia bezpieczeństwo półboga ponad życie barda. Jeśli padnie stosowna komenda, najpierw rzuci Rozkojarzenie, zaraz potem Magiczny Pocisk.

: 31 lipca 2017, 16:39
autor: Nanatar
Jeszcze chwilę wcześniej bezpieczny i spokojny przyglądałem się naszym gościom. Całkowicie odprężony, wyraźnie zaniedbałem środki bezpieczeństwa i nie o sobie myślę, a o mistrzu, który równie jak i ja blisko znajdował się cudem ożywionego nożownika. Z drugiej strony rozpiera mnie duma, że na przeze mnie przyniesionym stole, Surelion tak mistrzowsko wrócił życie tego drania.
Uspokoić oddech, nie wpadać w panikę. Fale oceanu rozbijają się o brzeg, pszczoły na kwietnej łące, na wpół surowa ryba, którą pożerałem podczas długich rejsów. Gdzie on miał dokładnie te rany, muszą go boleć jak cholera.
-Żyjesz bracie! To cud, przed chwilą jeszcze kroczyłeś ciemną doliną, tak niewiele brakowało byś nas opuścił na zawsze. Lękaliśmy się o Twe zdrowie.. Bracie, przyjacielu, to ja el Eszar, czy nie pamiętasz? Karczmarki z "Dolnych Młynów" miały dla nas pełne i obfite kufle. Już możesz się odprężyć, jesteś między swoimi! Czy nie pamiętasz kiedyś mówił mi: I choćbym szedł jasną drogą ku światłu, dobra się nie ulęknę...
Jesteśmy jak płatki róż rzucane pod nogi młodej parze, przez chwilę cieszymy, a potem więdniemy, lecz bez nas ceremonia byłaby niepełna. Czy nie tak? Spójrz w me oczy! Popatrz i powiedz że jest inaczej! Ależ krwi straciłeś, popatrz na stół, powinieneś teraz odpoczywać, chłopak jest w naszych rękach i nigdzie się nie wybiera. Wszystko idzie zgodnie z planem! Jesteś bezpieczny i między swoimi!

Śpiewam-Jak woda w strumieniu, jak wiatr w wielkim żaglu, jak pamięć, ulotne jest życie,
Wśród śmiechów i trosk, wśród życia i śmierci, w losach splątanych przez fatum
rozpoznam przyjaciół od wrogów, z opaską na oku, a może i dwu, rozpoznam po lekkim oddechu,
bez chwili wahania..........
Czekam jak się odpręży, zdezorientuje, jeśli poczuję że bierze haczyk to kontynuuję, jeśli nie, staram się by był chociaż niepewny i dam czas do działania towarzyszom.
Jeśli nadarzy się okazja, złapię za rękę z nożem i uderzę głową do tyłu w jego twarz, ale zrobię to tylko jeśli będę pewny swego. Używam boksu marynarskiego. Rozglądnę się też za jakimś narzędziem do użycia. Oczywiście chodzi mi po głowie balia z wrzątkiem.
Jeśli natomiast zacznie chwytać kit to idę dalej w zaparte.
A śmierdzą mu te ręce? i jeśli tak to czym?

: 31 lipca 2017, 22:40
autor: dretch
Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Bard z nożem na gardle zaczął szybko przebierać językiem zaskakując opresora zwrotami i pieśnią. W tym czasie myślał nad możliwą ucieczką z rąk zabójcy, który trzymał teraz życie Elszara w rękach. Zaraz po swojej wypowiedzi zauważył jak reszta wyznawców staje w obronie Kielicha, sam Ketras postąpił krok do przodu wyprzedzając Surielona, by w razie czegoś zasłonić go własną piersią. Pomieszczenie choć małe teraz wydawało się ogromną przestrzenią w której każdy zły ruch może skończyć się śmiercią jednego z nich.Do nozdrzy barda doszedł dziwny ciężki zapach, jakby stara wyprawiona skóra namoczona była w ciężkim alkoholu, kilka nawet zaczerpnięć powietrza doprowadzało do wirowania w głowie, dlatego też Elszar wstrzymał oddech i powoli wypuszczając powietrze kontynuował negocjacje.

- Bądźmy cywilizowani i porozmawiajmy. Wyszeptał bard czując silniejszy nacisk ostrza na swoją szyje, nie ma potrzeby przelewać krwi. Jakbyśmy chcieli twej śmierci dokonałbyś żywota na ulicach. Otępiały zabójca zerkał nerwowo rzucać oczami w lewo i w prawo i doszło do niego, że nie przebywał w miejscu jemu znanym. Zawahał się na chwilę i oddalił nóż od gardła barda dając mu jeszcze kilka upragnionych chwil idealnych dla zaskoczenia ...
Wykorzystałem Nietykalność Barda - w lekko zmodyfikowanej odsłonie, co wg. mnie najlepiej pasowało do tego jak Elszar rozmawiał z wrogiem
Spoiler!
- dzięki tej zdolności bard potrafi przekonać każdego inteligentnego osobnika, że bardów nie należy krzywdzić; osoby poddane tej sugestii muszą wykonać % rzut na odp. nr 2 zmniejszoną o 2 pkt na POZ barda. Nie dotyczy cywilizowanych orków na terenie Archipelagu Centralnego.
W tych okolicznościach -20 do testu. CH105-mod, rzut 04! Rzut na odporność ... Brawo! Zabójca przetrawia informacje. Co też zrobi bard w tych okolicznościach?

: 01 sierpnia 2017, 10:42
autor: koszal
Patyk był wściekły. Na siebie. Sam nie mógł dać wiary, że w towarzystwie Mistrza zachował się tak nieprofesjonalnie narażając go na utratę życia, czy choćby uszczerbku na zdrowiu. Umierający musiał najwyraźniej należeć do któregoś z wrogów Kielicha Magii, o których on sam często wspominał i ostrzegał. Wszystko rozgrywało się dość szybko, jednak w żyłach Jareha krążyła teraz chłodna krew ludów północy. Tak chłodna jak najzimniejsze lodowate wieczory.
Postąpił krok ku oprawcy.

- Jest gotów za nas zginąć.- powiedział spokojnie, patrząc w oczy niedoszłego zabójcy pewnym gestem ręki wskazując barda.

- Potem zaś my z zemsty zabijemy ciebie. Oddaj broń. Twoja jedyna szansa to szczerość. Potem z pomocą magii wymażemy Ci wspomnienia o tym i wypuścimy. Masz na to moje słowo. - skłamał.
Skoro Jareh narobił bigosu to nie zawaha się nadstawić karku.
- Odezwał się tak, ponieważ jest odważny (odp nr 2 ma na 99), co nie znaczy, że się nie zawaha, jeśli faktycznie przyjdzie podłożyć szyję. Po prostu gotów jest poświęcić życie barda dla Sureliona, a że z własnej nieuwagi to co zrobić- potem odmówi trzy zdrowaśki jako pokutę.

- zbroja nie ma wpisanych ograniczeń, bo to niylaeth- rzecz noszona przez śnieżne elfy, opisana pryz ich rasie (parametry zbroji kurtkowej, ale bez ograniczeń), jest to zaznaczone przy mojej postaci.

- trochę bym przyzmarudził, że śnieżny elf dał się tak podejść, bo uwaga elfa była skupiona tylko na półorku, a chłopca ignorował. Nadto chciałbym delikatnie nadmienić, że wszyscy członkowie kultu są przewrażliwieni na punkcie bezpieczeństwa Sureliona. Poszło i zrobiło się ciekawie. Postaram się pisać precyzyjniej, bo nie zawsze to co myślę jest domyślne.