[center]Chata Morethila, Osada Byrth nad Jeziorem Wdowich Łez[/center]
Zabójca, posiadający aparycję południowca!? To było niepokojące. Choć oczywiście także pochlebiało mu. Nie wątpił bowiem nawet na chwilę, iż to właśnie wysłany przez Menkarę rezun. Choć nie przyznałby się do tego, jednak w głębi serca czuł także pewną satysfakcję, na myśl o tym, iż nadal znajduje się w centrum pajęczych intryg wrogiego demonolatry... A więc świat nie zapomniał o nim, dzięki niech będą Ojcu Węzy! Oczywiście fakt, że morderca zgładził przy okazji rodzinę Daffyda musiał być jedynie przypadkiem. Nehaher przecież doskonale wiedział o kogo chodziło mu naprawdę. Po chwili więc poczuł się nawet lekko wdzięczny obcemu przybyszowi, za wieści z wielkiego świata. A ponieważ nie był przyzwyczajony, do odczuwania tego typu emocji, roztropnie poczekał, aż mu przejdzie, udając, że skupia się na jedzeniu (co zresztą nie było trudne. Pieczeń niedźwiedzia pachniała tak smakowicie! Zwłaszcza, jeśli od tygodnia żarło się tą obrzydliwą, rybną breję...).
Oczywiście Bossończyk nie mógł zdawać sobie sprawy z prawdziwego znaczenia informacji, które przekazał. Ale nie nie było istotne i Nehaher wielkodusznie postanowił mu przebaczyć. Trudno zresztą byłoby oczekiwać, by zwykły śmiertelnik potrafił się wyrozumieć na diabolicznych machinacjach czarnoksiężników, przerastających go o całe eony zakazanej i bluźnierczej wiedzy...
Wszystkie te myśli przepływały przez czaszkę Stygijczyka z szybkością błyskawicy. Aby zyskać więc chwilę wytchnienia zajął się przeżuwaniem w skupieniu, co skutecznie zresztą pomogło mu ukryć podniecenie, które go naraz ogarnęło. I dało także okazję do tego, by wtrącił się Hroth...
Na Seta! On nawet mówi pełnymi zdaniami. Niebywałe! Jednak problemy barbarzyńcy mogły poczekać. Przynajmniej jeszcze przez chwilę...
- A więc powiadacie, że tropicie mordercę? - zagadnął łucznika, ocierając tłuszcz z kącików ust. - W istocie, duchy przodków rzekły mi, że nie łżesz. W takim wypadku rozumiem zarówno twą żałobę, jak i determinację, która cię wiedzie. Oby łuk twój zaśpiewał pieśń śmierci temu, który cię tak okrutnie doświadczył. Może jednak rzekniesz nam, jak go rozpoznać? Nie słyszałem co prawda, by jakiś obcy kręcił się w tych stronach ostatnio... Nawet kupcy, którzy ongi przybywali tu często, jakoś omijać poczęli tą okolicę... - westchnął ciężko. - Wszak jeśli będziemy wiedzieli na kogo baczyć, mniejsza szansa, że zbrodniarz uniknie kary...
- Zastanawiam się również... - dodał po chwili, jakby w zamyśleniu. - Przewędrowaliście kawał drogi idąc tropem tego rezuna. I to niebezpiecznej drogi, licząc przeklętą Cymerię. Chyba, żeście samotnie kraj Piktów przebyli, a nie wiem ja co gorsze... Musicie przeto być dobrym tropicielem. Śnieg wszakże szybko ślady zaciera. O, nie gniewajcie się - dodał szybko, widząc, że łucznik spogląda na niego podejrzliwie, niezbyt pewien jak ma odebrać te słowa. - Nie poddaję ja w wątpliwość tego, coście rzekli. Zastanawiam się tylko, może macie jakiś sposób, który pozwala wam wykryć owego mordercę? Chętnie bym pomógł wam bowiem wedle mych skromnych możliwości. Wszak taki człek włóczący się samotnie, niczym wilk, stanowi zagrożenie dla wszystkich w okolicy...
Zauważył, że berserker kończy obgryzać ostatni gnat pozostały po kolacji.
Niedobrze. Dzikus zauważy zaraz, że go ignoruję i jeszcze w szał wpadnie... Gładko więc zmienił śpiewkę, by zażegnać niebezpieczeństwo:
- Cny wojowniku, pozwól, iż pierw zajmę się twymi ranami. Nasze zadanie bowiem wymaga jasnego osądu i pomyślunku, a nie chciałbym by ból stał ci na przeszkodzie. Później chętnie z tobą pomówię o celu naszej misji. Albowiem i mnie Grimnir prosił o wsparcie w tej sprawie... A teraz myślę sobie, iż może to wszystko łączy się jakoś z tym mordercą z dalekich krain? - dodał chytrze, jak gdyby mimochodem, mając nadzieję, iż sprawa zainteresuje Bossończyka. - Wszak nic nie dzieje się bez woli Bogów. Zwłaszcza w tym świętym miejscu...
Westchnął i wstał, wskazując dłonią posłanie, by rosły wojownik mógł się położyć. Za czym sięgnął po swą torbę z ziołami...
- Możecie mówić, wędrowcze - zwrócił się jeszcze do Daffyda - Rozmowa nie przeszkadza mi... Może nie od razu zawsze odpowiem, ale słuchał będę z uwagą...
Leczę Hrotha za pomocą umiejętności i jakiś ziół. Na początek jednak rzucam na niego zaklęcie: Złagodzenie Bólu, by mi przypadkiem nie urwał głowy, jeśli coś go zakole.