Przy namiocie zebrał się mały tłum zainteresowanych. Tuzin zbrojnych mężczyzn różnej rasy, maści i postury. Pośród nich stanęliście Wy. Po chwili oczekiwania z namiotu wyszedł dowódca oddziału koczowniczego w towarzystwie pięknej, elegancko ubranej kobiety.
Najwyraźniej był niżej urodzony niż szlachcianka więc pomimo pełnionej funkcji i starszego wieku zachowywał się wobec niej dwornie i schodził na drugi plan. Kobieta wyglądała na smutą a oczy miała opuchnięte od płaczu.
- "Słuchajcie panowie" - odezwał się do wszytkich ork - "służąca obecnej tu Pani Egarion zaginęła .."
W tej chwili położeniem dłoni na ramieniu orka kobieta przerwała wypowiedź weterana.
- "Przepraszam, chyba jednak ja powinnam przedstawić tę sprawę" - rozpoczęła szlachcianka, dbając o to aby nie urazić tonem przedmówcy – "Otóż dziś zaginęła moja przyjaciółka. Ma na imię Belia. Uparła się aby nazbierać jagód i malin na wieczerzę. Rankiem zapuściła do starej puszczy przy której rano obozowaliśmy. Miała nas dogonić jak tylko ruszymy. Niestety do południa nie wróciła" - głos kobiety złamał się od emocji, po jej policzkach spłynęło kilka łez.
Widząc chwilową niemoc kobiety dowódca oddziały zaczął dalej tłumaczyć - "W południe wysłałem dwóch ludzi aby zobaczyli czy gdzieś nie błąka się po lesie ale wrócili niedawno bez dobrych wieści. Nikogo nie znaleźli".
Kobieta uspokoiwszy się trochę mówiła dalej - "Dowódca oddziału pomimo całej życzliwości jaką mi okazał nie może złamać rozkazów i zawrócić karawany aby szukać Beli. Zwracam się dlatego o pomoc do was dzielni Panowie"
Dowódca widząc zniecierpliwienie na twarzach słuchających ponownie przejął inicjatywę i przedstawił konkrety - "Pani da sto sztuk złota za odnalezienie dziewczyny, ktoś chętny?"
Trójka przysłuchujących się postaci odwróciła się i odeszła bez słowa.
- "Na głowę?" - wycedził jeden z półorczych bliźniaków.
- "Jeśli znajdziesz ją sam to będzie na głowę" - wypalił, widać nie lubiący cwaniaków, dowódca.
Kilku następnych słuchaczy odwróciło się i odeszło, najwyraźniej kalkulując, że sto sztuk złota podzielić na 10 a może nawet 8 to za mało aby ryzykować życie w starym lesie.
- "Poczekajcie" - w desperacji rzuciła kobieta - "jeśli odnajdziecie ją żywą to dam drugie tyle"
- "Czyli jednak będzie stówka na głowę" - dodał tryumfalnie drugi z półorczych bliźniaków
Dowódca podsumował "Łącznie dwieście dla drużyny która przyprowadzi żywą Belię, lub sto jeśli dostarczy mart..." - ale nie dokończył widząc że kobieta ponownie się rozpłakała.
- "Dobrze więc kto idzie?" - weteran parzył na wszystkich pytająco.
Jeśli jesteście zainteresowani to można pytać o szczegóły orka lub kobietę. Jest to też dobry moment aby sformalizować drużynę. Większość przysłuchujących się postaci nie jest zainteresowana zleceniem. Oprócz tych z was którzy się zdecydują (o ile w ogóle się zdecydujecie) zlecenie z pewnością zostanie przyjęte przez drugą konkurencyjną drużynę półokrów bliźniaków.