Strona 3 z 30

: 04 stycznia 2012, 23:09
autor: Keth
Pikinierzy Żelaznych Kłów

Stawanie na drodze nacierającym Żelaznym Kłom to doświadczenie przerażające, wymagające niebywałego męstwa, a w ostatecznym rozrachunku również przejaw tragicznej w skutkach głupoty. Tworzący mur ludzkich ciał, stali i wybuchowych ładunków pikinierzy tej elitarnej formacji ucieleśniają khadoriańskie tradycje wojenne i pojęcie honoru wojownika.

Żelazne Kły przyjmują w swe szeregi wyłącznie doświadczonych żołnierzy, w podobnym wieku i o zbliżonym doświadczeniu frontowym. Od pierwszych dni wzmożonego treningu w obozie pod Volningradem, pikinierzy przechodzą niebywale rygorystyczne ćwiczenia wiążące się z walką w zwartej formacji za pomocą pik wyposażonych w ładunki wybuchowe. Braterskie więzi, na których zacieśnianie kładzie się w trakcie szkolenia ogromny nacisk sprawiają, że wielu podlegających demobilizacji pikinierów często zgłasza się dobrowolnie do kolejnej tury poboru. Członkowie tej formacji wiedzą doskonale, że człowiek stojący za ich plecami będzie często ostatnią deską ratunku, kiedy oni zużyją swój ostatni ładunek.

Król Ioann Graznata stworzył Żelazne Kły w roku 398 AR zarówno w ramach testu nowatorskiego ekwipunku jak i z czystej chęci sprawdzenia, czy istnieje możliwość wyszkolenia żołnierza zdolnego stawić bez paniki czoła coraz powszechniejszym w Żelaznych Królestwach parobotom. W pierwszych latach stanowiących dla rekrutów ogromne wyzwania ćwiczeń pikinierzy wykształcili bardzo bliskie więzi koleżeńskie, ucząc polegać na sobie wzajemnie. Ich taktyka oraz ekwipunek ulegały ciągłej ewolucji, podobnie jak coraz słynniejsze braterstwo profesji. Stając się z biegiem czasu wytrawnymi łowcami parobotów oraz postrachem zwykłej piechoty, dzięki dumie, poczuciu własnej wartości, patriotyzmie i koleżeństwu stali się synonimem wojskowej elity Khadoru.

Żelazne Kły specjalizują się w niszczeniu parobotów i innych ciężko opancerzonych celów, ale działając w zwartej formacji stanowią też śmiertelne zagrożenie dla lekkiej piechoty. Jednostki tej formacji rozlokowane są w całym Khadorze, a co najmniej cztery zbrojownie w Korsku produkują tylko i wyłącznie ich wybuchowe piki i ciężkie pancerze. Tworzą korpus zdyscyplinowanych i doskonale wyekwipowanych wojowników gotowych nie tylko oddać życie za swą ojczyznę, ale przede wszystkim sprawić, by wielu ich wrogów zrobiło wpierw to samo dla swych państw.

Pikinierzy nie mają wysokich oczekiwań w kwestii zakwaterowania czy wyżywienia. Ich dobytek ogranicza się do garstki bliskich sercu pamiątek: drobnej biżuterii i innych rodzinnych suwenirów. Wielu zbiera pamiątki po pokonanych wrogach: nity pancerzy parobotów lub oficerskie pagony, lecz zawsze noszą je dobrze schowane pod tarczami kładąc ogromny nacisk na jednolitość umundurowania.

Żelazne Kły walczą za pomocą piki o długości dziesięciu stóp, okutą na obu końcach hartowanym żelazem. Niektóre jednostki nasączają skórzane rękawice żywicą lub nakładają na piki skórzane pokrycie, by polepszyć stabilność chwytu. Sama pika waży dwadzieścia funtów, do tego dochodzi jeszcze ważąca dwa funty wybuchowa głowica, jedna z czterech znajdujących się w standardowym wyposażeniu każdego pikiniera. Dolny koniec piki zakończony jest żelaznym bolcem mogącym służyć za broń lub ułatwiającym umocowanie piki w ziemi podczas odpierania nieprzyjacielskiej szarży. Górna część piki kończy się uchwytem z mechanizmem sprężynowym, w którym pikinier montuje głowicę za pomocą przekręcenia jej wokół osi - co może być sporym wyzwaniem w obliczu nadbiegającego parobota.

Mechanizm sprężynowy przyciska do podstawy głowicy szpikulec zdolny rozedrzeć tylną część ładunku doprowadzając do zapłonu mieszanki prochowej w chwili, kiedy głowica uderzy z odpowiednim impetem w cel. Następująca w efekcie eksplozji fala uderzeniowa wystarcza, by wytrącić z równowagi nawet najcięższego parobota.

Oprócz czterech głowic bojowych pikinierzy noszą też piątą, wypełnioną piaskiem lub kawałkami metalu, pełniącą rolę ładunku ćwiczebnego lub zakładanego na pikę podczas inspekcji oddziału.

Żelazne Kły dysponują tarczami i zbrojami zdolnymi przyjąć na siebie ogromne obciążenia. Płyty pancerza przymocowane do grubej kolczugi uzupełnione są o masywne naramienniki ograniczające co prawda mobilność, ale w zamian chroniące głowy żołnierzy przed ukośnymi ciosami zadawanymi często przez górujące nad ludźmi paroboty. Podkute żelazem buty nie tylko chronią stopy Kłów, ale i amortyzują odrzut piki w chwili eksplozji. Ciężkie rękawice i metalowe tarcze zapewniają dodatkową ochronę, tworząc w komplecie z resztą zbroi pancerz, który pozbawionemu szkolenia żołnierzowi wydawać się musi wyjątkowo nieporęczny i ograniczający ruchy - lecz prawda jest taka, że wytrenowany Żelazny Kieł potrafi w biegu dotrzymać kroku wojownikowi noszącemu lżejszą konwencjonalną zbroję.

Tarcza pikinierów jest grubsza o dwa cale od pozostałych wojskowych modeli. Grubsza w górnej części z myślą o zabezpieczeniu przed ciosami parobotów, bez trudu stawia czoła pistoletowym kulom i ciosom mieczy. Po obu bokach tarcza posiada starannie wyprofilowane wcięcia umożliwiające przyłożenie i oparcie piki w ramach przyjęcia zwartego szyku, przekształcając pierwszy szereg jednostki w lity metalowy mur najeżony wybuchowymi głowicami, stosowany nader często w natarciu na wyposażone powszechnie w broń palną wojska Cygnaru.

Większość pikinierów Żelaznych Kłów nosi dodatkowo broń boczną, niezbędną w przypadku walki w ciasnej przestrzeni. Wszyscy zdobywają swój ekwipunek i pancerze podczas wyczerpującego szkolenia wstępnego w obozie w Volningradzie darząc swój sprzęt bezprzykładnym szacunkiem.

Zlekceważyć ich można tylko jeden raz...


Źródło: No Quarter nr 1 (czerwiec 2005), str. 70-72



http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9 ... zAhd5NpPVd

: 05 stycznia 2012, 12:22
autor: Keth
Materiały pomocnicze do sesji PBF "Pazur w mroku"

"Kwestią dyskusyjną pozostaje odpowiedź na pytanie, czy Skirowie kiedykolwiek naprawdę zostali ucywilizowani, jeśli bowiem miałbym wybrać nację najbardziej związaną kulturowo z mrokami przeszłości, wskazałbym właśnie na nich. Ci porywczy ludzie hołdują swym wartościom z dziką pasją. Ci, którzy próbowali uczynić z nich kogoś lepszego wygrali zaledwie w pewnym stopniu. Przodkowie Skirów składali ludzkie ofiary Żmijowi i malowali się krwią pomordowanych. Dzisiaj owo prastare bóstwo zostało zastąpione boskimi osobami Menotha i Morrowa, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że część krwawych rytuałów pozostała w niezmienionej formie" - Gameo Ortmin, astrometrycjusz i czciciel Cyriss.

Na obrzeżach Ojczyzny, wysoko w górskich masywach Khadoru, mieszkają barbarzyńscy Skirowie. Nigdy nie stanowiący jednolitego społeczeństwa, w odległej przeszłości przybierali postać dzikich hordach zstępujących z gór na osiadłe ludy zamieszkujące niziny kontynentu. W tych zamierzchłych czasach Skirowie czcili Żmija, lecz kiedy cywilizowany świat zwrócił się w końcu przeciwko nim, miast walczyć do końca przeszli na menotyzm lub w znacznie mniejszym stopniu na wiarę morrowiańską unikając tym samym zagłady.

Dzisiaj ich wiara wydaje się wyjątkowo ortodoksyjna, a sami Skirowie nie mają skrupułów przed zwalczaniem wrogów swej religii z dzikością i okrucieństwem przystającym dużo bardziej ich barbarzyńskim przodkom.

Skirowie to dobrze zbudowani ludzie, w przypadku mężczyzn często noszący wąsy lub brody. Mają bladą karnację, wielu zaś obnosi się z tatuażami lub bliznami po samookaleczeniach. Są to elementy dawnych obyczajów, które przetrwały do dni dzisiejszych i pewne rody wyróżniają się w ten właśnie sposób, nawiązując być może do okrutnych praktyk Orgothów sprzed wieków, wypalających niewolnikom piętno lub też do klanowych tatuaży Nyssów. Nadmienić należy, że w czasach Okupacji zawiązały się pewne haniebne więzi pomiędzy Skirami i Orgothami. Niektórzy Skirowie dołączyli wówczas do najeźdźców i podczas rebelii walczyli przeciwko swym khadorańskim braciom. Nawet dzisiaj zdarza się, że lojalność Skirów wobec korony jest skrycie kwestionowana.

W oczach cudzoziemców Skirowie wciąż jawią się prymitywnymi barbarzyńcami, zwłaszcza w kontekście ich odrazy do magii. Coraz częściej w ostatnich dziesięcioleciach zdarza się widywać okaleczone, naznaczone poparzeniami ciała wiedźm i czarowników zwisające z pomostów nad bramami górskich sadyb. Niektórzy zadają sobie pytanie, czy owo skrajnie konserwatywne podejście do Starej Wiary jest jedynie chęcią przypodobania się boskiemu Praworządcy czy też ma dowieść wierności Skirów wobec Khadoru - a może to tylko ukryta w duszach tych ludzi pozostałość po znacznie mroczniejszych i okrutniejszych czasami z ich dawnej przeszłości.

Iron Kingdoms Character Guide, str 35-36.

: 10 stycznia 2012, 14:31
autor: tzeentch
A propos jacka - czemu musi to byc parobot (kiepsko sie wymawia), nie prosciej po prostu bot? Lub tez z polaczenia golema i robota - gobot... Albo dyna? dyna cywilna i bojowa?

: 10 stycznia 2012, 20:48
autor: Keth
Generalnie parobot to tylko opcja, ale jakoś tak szybko do niego przywykłem, że chyba ciężko mi będzie teraz przestawić się na alternatywną nazwę ;)

Z innej beczki - bohaterowie z PwM mieli okazję służyć przez dwa lata w khadoriańskiej armii i znają się na posługiwaniu garłaczami. Żeby zatem nawiązać do ich wspomnień, proponuję rzucić okiem na ilustracje poniżej. Na pierwszym planie znajdziecie żołnierzy Zimowej Gwardii (można rzucić okiem na broń i pancerze). Garłacze są dobrze widoczne na drugim obrazku.

Obrazek

Obrazek

: 10 stycznia 2012, 22:22
autor: Keth
Materiały pomocnicze do sesji PBF "Pazur w mroku"

W granicach Tverkatki znajduje się miasto Tverkutsk i Góry Nyschatha oraz ogromne połacie puszczy. Masyw Nyschathy nie jest tak niedostępny i ogromny jak położone dalej na północ Szkliste Szczyty, toteż u jego podnóży zamieszkują niewielkie społeczności górali pochodzenia kossyckiego i skirańskigo. Rozpoczęto tam pewne ograniczone prace górnicze, ale khadoriańskie władze dochodzą do wniosku, że nie są one dostatecznie zaawansowane. Wydobycie na skalę masową nie będzie możliwe, dopóki Tverkutsk nie zostanie połączony z miastami południa linią kolejową, ten jednak projekt wciąż tkwi w miejscu nękany ustawicznymi atakami ze strony licznych w tym regionie plemion trolli. Tverkatka znajduje się we władzy wielkiego księcia Aleksandra Voyari.


Tverkutsk

Zarządca: posadnik Anton Voyt.

Populacja: 15,000 (niemal wyłącznie ludzie, w przeważającej większości Kossyci).

Wojskowość: Tverkutsk posiada garnizon liczący kilkuset żołnierzy Zimowej Gwardii. W razie zagrożenia władze mogą powołać do tymczasowej służby liczny kontyngent kossyckich myśliwych. Przebywający w mieście książęta otaczają się strażą przyboczną.

Import: zboża, dobra przemysłowe.

Eksport: futra, drewno.

Opis: Tverkutsk jest bardzo starym miastem usytuowanym wysoko na zalesionych wyżynach północnego Khadoru, zbudowanym w odległej przeszłości przez plemiona Kosów. Orgothowie zignorowali istnienie Tverkutska w wiekach swej tyranii, toteż po ich odejściu miasto szybko stało się prężnym ośrodkiem produkcji drewna oraz bezpiecznym schronieniem dla wędrowców przemierzających północne krainy. Miejscowa ekonomia opiera się na wyrębie oraz myślistwie, dostarczając duże ilości drewna i futer w dół Wilczej Rzeki. Książęta Castiliov, Greyvan, Volgh i Voyari przybywają do miasta, by przezimować tam w mroźnych miesiącach lub spotykać się na obradach dotyczących spraw ich prowincji.

Miejscowi drwale wielokrotnie padali ofiarą zamieszkujących lasy Tverkatki wilków. Po wyjątkowo tragicznym incydencie w roku 560, kiedy drapieżniki zabiły siedmiu drwali, ich ziomkowie miast opłakiwać bliskich sięgnęli po łuki i strzelby przysięgając wybić zagrażające społeczności bestie. Początkowe sukcesy zachęciły do polowań innych osadników doprowadzając do masowej eksterminacji wilków w promieniu wielu mil od Tverkutska. Wilcze futra pozostają po dziś dzień cenionym elementem stroju w tym mieście, a zagrożenie ze strony wilków znacznie zmalało. Wielu uważa, że masowe wybijanie wilczych stad po roku 560 było przesadną reakcją na całe dekady życia w lęku przed tymi drapieżnikami.

Taka aktywność niosła ze sobą cenę. Wilki stanowiły główne źródło pożywienia dla miejscowych trollich krieli, toteż po roku 560 wielcy drapieżcy zaczęli przymierać głodem. Zakrojony na coraz szerszą skalę wyręb puszczy doprowadziły do zatargu terytorialnego obu stron, w wielu przypadkach kończącego się ludożerczymi polowaniami na drwali. W następnych latach trolle stawały się coraz bardziej zdesperowane, a ich ataki coraz zuchwalsze. Kiedy w roku 583 wielki książę Voyari padł pod Tverkutskiem ofiarą jednej z trollowych napaści, do miasta przybyła pełna kompania Ziimowej Gwardii. Dzisiaj w północnej części Tverkutska wznoszą się koszary Chaktokol, przykuwające uwagę czaszkami trolli nabitymi na palisadę miasta. Wielu żołnierzy otwarcie obnosi się ze zdobytymi na ludożerczych stworach trofeami. Miejscowi oraz wojacy rzadko darzą się sympatią - Kossyci najczęściej postrzegając wojskowych za niepożądanych intruzów lub czując uraz z powodu wyniosłej pozy żołnierzy. Każdego roku wielu Kossytów opuszcza Tverkutsk znikając w puszczy i najczęściej już nie wracając.


Znane postacie:

Posadnik Anton Voyt (mężczyzna Kossyta Ary3/Rgr11) - posadnik Voyt to szorstki mężczyzna przed czterdziestką. Niższy od przeciętnych ziomków, ale znacznie od nich posępniejszy, Anton dużo bardziej przypomina leśnika niż urzędnika państwowego. Zawsze angażuje się osobiście w rozwiązywanie problemów - czy to politycznych czy społecznych - i nie waha się przed ubrudzeniem rąk, jeśli sytuacja tego wymaga. Ma dwóch dorosłych synów, Alexiego i Vreyo, darzących ojca ogromnym szacunkiem i miłością.

Dragho Vozc (mężczyzna Umbrianin ŁowPot8/Rgr6) - po odsłużeniu obowiązkowych dwóch lat w Zimowej Gwardii Dragho opuścił armię poświęcając swe życie polowaniu na grubego zwierza, pasji wyniesionej z dzieciństwa spędzonego na Wzgórzach Kovosku. Podobno nigdy jeszcze nie chybił ze swej strzelby Jenny, a na łańcuszku na szyi nosi jedyny pocisk, który okazał się niewypałem. Dragho osiadł w Tverkutsku zachęcony wysokimi nagrodami za ubite trolle i szybko dał się poznać jako mistrz w swoim fachu, wzbudzając zazdrość wielu miejscowych gwardzistów.

: 28 stycznia 2012, 20:58
autor: Keth
Obrazek

Toto niebieskie, co dostało z bysia to właśnie trollaki!

: 28 stycznia 2012, 21:27
autor: Araven
A to co bije trollaki to co? Minotaur?...

: 28 stycznia 2012, 22:05
autor: Keth
To jest bardzo rzadko widywany przez ludzi satyr. Ten konkretny osobnik na ilustracji ma na sobie szczególny pancerz - zapamiętajcie ten charakterystyczny wygląd: to znak rozpoznawczy Kręgu Orborosa, druidycznej organizacji skupiającej druidów zachodniego Immorenu i wykorzystującej istoty pokroju satyrów, wilczarów i argusów do walki z cywilizowanymi stworzeniami.

Tratowane trollaki to klasyczni przedstawiciele tego gatunku.

: 28 stycznia 2012, 22:27
autor: Araven
A możesz zapodać jak wygląda wilczar i argus? Niezły ten satyr. Widzę, że jeszcze sporo mnie zaskoczy w tym świecie. :)

Obrazek

: 28 stycznia 2012, 22:47
autor: Keth
Poniżej wrzuciłem kilka obrazków dedykowanych Kręgowi Orborosa. Wilczar jest na drugim z nich, w tyle za druidką. Argusy (dwugłowe ogary) widać na trzecim.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

: 29 stycznia 2012, 10:01
autor: Araven
Czyli druidyczny Krąg Orobrousa zwalcza dosłownie cywilizację - niszcząc osady i zabijając mieszkańców? Robią to blisko puszcz czy wszędzie?

: 03 lutego 2012, 19:19
autor: Keth
Poniższy tekst jest autorstwa profesora Victora Pendrake z katedry zoologii uniwersytetu w Corvisie. Postać ta przewija się w dwóch tomach bestiariusza do IK RPG oraz w publikacjach w magazynie No Quarter, prezentując istoty żyjące w tym świecie w charakterystyczny narracyjny sposób naocznego świadka.


Immoreński satyr

Charakter naszych odmiennych profesji często wprowadzał sprzeczki do mojej wieloletniej przyjaźni z Altenem Ashley'em. Radość czerpana przez niego z zabijania rzadkich stworzeń niejednokrotnie budzi mą frustrację, ale pasja ta zawiodła mnie zarazem do rzadkich górskich istot zwanych przeze mnie satyrami, przez Altena zaś "przerośniętymi cuchnącymi kozłoludami".

Alten odwiedził mnie na uniwersytecie krótko po moim powrocie z wschodu, a jego oczywista radość na mój widok okazała się szczerze ujmująca. Prócz dobrego słowa przyniósł mi też prezent pod postacią przesiąkniętego krwią worka, z którego wyciągnął potężną rogatą głowę w stanie daleko posuniętego rozkładu, wabiącą roje much. Pozwoliwszy sobie na kilka starannie dobranych pod kątem dosadności komentarzy przystąpiłem do oczyszczania czaszki szybko dochodząc do wniosku, że w moje ręce wpadł dowód na istnienie nieznanego wcześniej gatunku. Odłożywszy na bok uczelniane obowiązki udałem się wraz z Altenem w Góry Wyrmwallu, by odnaleźć żywego przedstawiciela tych istot.

Po kilku tygodniach niebezpiecznej wędrówki, urozmaiconej starciem z dzikim szczepem bogrinów, dotarliśmy w końcu w wyższe partie masywu. Znudzony Alten szybko się ode mnie odłączył w poszukiwaniu łowieckiej rozrywki, niezadowolony z mojego zakazu ściągania z pleców strzelby. Nie przybyłem pomiędzy te turnie w poszukiwaniu trofeów. Pozostawiony samemu sobie zyskałem sposobność do obserwacji tych potężnych, wszystkożernych i dwunożnych istot w ich naturalnym środowisku.

Sądzę, że satyry obdarzone są ograniczoną inteligencją. Byłem świadkiem konwersacji pomiędzy różnymi osobnikami z użyciem odmiennych pomruków i parsknięć oraz gestykulacji, co przekonuje mnie do tezy, jakoby istoty te posiadały zalążek mowy. Nie należąc do stworzeń stadnych, satyry utrzymują w stosunku do siebie dystans, rezygnując z samotności jedynie w sezonie rozrodczym, kiedy samce rywalizują ze sobą o samice. Widziałem ich szarże na stromych górskich stokach, gdzie samce zderzały się ze sobą głowami z hukiem przypominającym dźwięk gromu.

Satyry nie noszą ubrań, nie zauważyłem też zbytniego upodobania do korzystania z narzędzi. Wolą prowadzić na poły zwierzęcy tryb życia, aczkolwiek ich ręce posiadają spore zdolności manualne. Pewnego razu natrafiłem na starszego samca o długiej brodzie, wspierającego się na długim kiju ozdobionym czaszką.

Kiedy zacząłem rozważać możliwość rozbicia w okolicy normalnego obozu z zamiarem rozpoczęcia pełnowymiarowych badań, w pobliże napatoczył się samotny troll, który szybko uświadomił mi, jakiego losu mogłem doświadczyć. W zwykłych okolicznościach nie wyrażałbym się na temat trolla z współczuciem, ale to był podeszły wiekiem osobnik o słabym wzroku, który najpewniej zatracił już ze starości zdolność regeneracji. Zapuścił się w górską dolinę i dotarł zbyt blisko stromego stoku. Ujrzałem kucającego w górze satyra, który runął w dół nabierając pędu na podobieństwo rozpędzonego pociągu. Troll miał tylko chwilę, by się obejrzeć, potem głowa satyra uderzyła go prosto w środek korpusu. Wielki drapieżca został strącony w pobliską przepaść z cichnącym wrzaskiem bólu. Satyr spoglądał z krawędzi przepaści przez długą chwilę, potem powrócił na swe poprzednie miejsce. Doświadczywszy tego wydarzenia uznałem, że zebrałem już dość materiałów i postanowiłem czym prędzej wrócić do Corvisu, tak przy tym dyskretnie jak to tylko możliwe.

Obrazek

: 03 lutego 2012, 22:00
autor: Araven
Fajny sposób przedstawiania istot z tego świata. A co z tym Kręgiem Ourobrosa jak silni są i jak oni działają?

: 05 lutego 2012, 21:05
autor: Keth
Ponieważ topik druidyczny jest bardzo złożony, nie sposób wrzucić tu wszystkich informacji na ten temat za jednym razem. Chciałbym przetłumaczyć oryginalne materiały i zamieścić w tym topiku w odcinkach, ale w bieżącym tygodniu krucho u mnie z wolnym czasem. Na początek więc kilka objaśnień własnymi słowami.

Obdarzeni potężnym magicznym talentem druidzi są otaczani zasłużoną nieufnością i głębokimi uprzedzeniami. Zwykły lud niewiele wie na temat ich motywów działania, planów i wyznawanych idei, ale nauczony bolesnym doświadczeniem trzyma się od druidów z daleka. Powszechnie uważa się, że będąc zaprzysięgłymi strażnikami naturalnej harmonii w świecie są oni zarazem wielkimi wrogami postępu cywilizacyjnego i wiele jest w tym prawdy. W roku 602 AR nie dostrzega się jeszcze otwartej wrogości ze strony druidów, ale niebawem stan ten ulegnie drastycznym zmianom. Ja sam z rozmysłem usytuowałem czas pierwszej sesji w roku 602 AR, ponieważ po roku 604 AR w zachodnim Immorenie zacznie się dziać tak niebywale wiele, że sam mam kłopot nadążyć za wszystkimi wydarzeniami równocześnie (oficjalna storylinia wydawcy zaczęła się w roku 604 i zatrzymała się obecnie na przełomie lat 608/609).

Krąg Orborosa to dla pospólstwa zupełna niewiadoma, ponieważ pod nazwą tą ukrywa się wewnętrzny krąg druidycznej organizacji złożony wyłącznie z osobników ludzkiego pochodzenia zwanych w oryginale blackcladami (nazwa bierze się od czarnych ubrań tych druidów, tona alchemicznego prochu strzeleckiego dla tego z Was, który to zgrabnie przetłumaczy). Czarni posiadają pewien sekretny plan realizowany od setek lat, powoli i konsekwentnie. Nie wchodzą w żadne układy ze zorganizowanymi społecznościami, nie utrzymują stosunków dyplomatycznych z dworami Żelaznych Królestw. Zamiast tego infiltrują prowincjonalne populacje: położone na odludziu wioski, puszczańskie plemiona trollaków i bogrinów, górskie sadyby skirańskich barbarzyńców. Plebs wierzy, że druidzi pełnią rolę kapłanów Żmija, a w przekonaniu tym utrwalają pospólstwo sami blackcladzi, uczestnicząc w krwawych obrządkach oddających cześć naturze, płodności i przemijaniu pór roku. Lecz wspieranie kultu Żmija, zwanego też Pożeraczem lub Bestią o Wielu Kształtach, to tylko jeden z wielu aspektów działalności tej tajemniczej i praktycznie niemożliwej do zinfiltrowania organizacji.

Więcej detali niebawem.

: 05 lutego 2012, 22:34
autor: Araven
Kto to jest Smoczy ojciec Toruk i czy to jakiś nekromanta?