Czterdziestkowe opowieści

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 18 grudnia 2012, 19:13

Ale zajebista historia, czekam na kontynuację. Świetne tłumaczenie Keth. Gratuluję.

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 18 grudnia 2012, 20:25

Rewelacja,czekam na ciag dalszy

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 19 grudnia 2012, 00:01

Pięknie Keth Pięknie :) Akurat o Legionie Alpha niczego jeszcze nie czytałem więc proszę o więcej :D
Oczywiście wiesz, że moją ulubioną powieścią jest ta o krążowniku Macharius i gdybyś znalazł coś nowego
o jego przygodach to jest to absolutny priorytet ;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 grudnia 2012, 19:16

Oblicza, Nurth, pięć tygodni później

Wycofani z pierwszej linii, spędzili ostatnie dni lata w Obliczach, wysiadując w promieniach słońca i zabawiając się na różnorakie sposoby. Niektórzy z żołnierzy zaopatrzyli się w pomoc serwitorów i ruszyli na okoliczne pustynie w poszukiwaniu miejscowych drapieżników do odstrzału, inni osiodłali znalezione na miejscu bydło urządzając sobie regularnie szaleńcze wyścigi.

To oni wymyślili dla tego miejsca nazwę Oblicza. Zwane oficjalnie CR345, a w lokalnym dialekcie Tel Khat, miejsce owo okazało się skupiskiem glinianych domostw ukrytych w wadi, którego dno usiane było mnóstwem rzeźbionych w kamieniu głów. Niektóre z nich były wielkości czołgowych kół, inne dziecięcych piąstek. Nikt nie wiedział, kto wyrzeźbił te głowy, dlaczego uczynił to w tak kontrastującej między sobą skali i dlaczego kamienne głowy zostały porzucone na pastwę losu niczym jakieś odpady.

Nikt nie zaprzątał sobie tym głowy.

Największą uwagę skupiało na sobie wino przysłane w geście uznania przez samego Namatjirę oraz doskonała tabaka, pochodząca z tego samego źródła.

Żołnierze grali w kości i karty, ujeżdżali bydło, wygrzewali się w słońcu i pływali w niesamowicie błękitnych sadzawkach ukrytych w pobliskich pieczarach.

Dłoń Soneki szybko się goiła. Wojskowi lekarze zszyli ranę, umieściwszy wcześniej w ręce pacjenta sensory neuralne i mikrosiłowniki mające w przyszłości umożliwić podłączenie do ciała oficera cybernetycznej dłoni. Mężczyzna ćwiczył z kikutem każdego dnia, czując coraz wyraźniej istnienie palców, które dopiero miały mu zostać przywrócone.

Co rusz słychać było plotki, że Wojna o Nurth dobiegała końca i brygada gotowiła się już do transferu do następnej strefy działań. Soneka niezbyt w to wierzył. Dzielił swą kwaterę w Obliczach z Dimitarem Shibanem, urodzonym w Trinacrianie hetmanem, który został ranny tego samego tygodnia, co Peto. Tkanka na piersiach i karku Shibana była obrzmiała i zgrubiała od pozostałości po tkwiących w ciele szrapnelach. Podobnie jak Soneka, Shiban żywił głęboką nienawiść wobec powietrznego czarostwa Nurtheńczyków.

- Coś mi się niedawno przyśniło - powiedział pewnego dnia Dimitir, siedząc wraz z Soneką na zadaszonym tarasie - Przyśnił mi się wierszyk.

Obaj ledwie co wciągnęli w nozdrza tabakę schowaną w niewielkich złotych pudełeczkach noszonych na szyjach, a Peto rozlewał do metalowych kubków wino.

- Wiersz? - zdziwił się szczerze Soneka.

- Jak chcesz, mogę ci go powiedzieć.

- Zapamiętałeś wiersz ze snu?

- A ty nie pamiętasz swoich snów? - odpowiedział pytaniem Shiban.

Soneka zastanawiał się przez chwilę, potem uśmiechnął się potrząsając lekko głową.

- Nigdy - odparł.

- Ten akurat był dziwny - powiedział Dimitar.

- Wiersz? - upewnił się Soneka delektując się pitym małymi łykami winem.

- Tak, leciał tak... Od wiedźmy i głodnego goblina, co w strzępy rozedrą cię, i od ducha nagiego człowieka, Księgą Księżyca obroń się - Shiban roześmiał się dokończywszy podniosłą deklamację.

- Ja to znam - odezwał się nagle Soneka, spoglądając na towarzysza z ukosa.

- Znasz to? - zapytał z niedowierzaniem Shiban - Naprawdę?

- Moja matka śpiewała mi to, kiedy byłem małych chłopcem. Nazywała to Pieśnią Szaleńca. Były tam jeszcze inne zwrotki, których już nie pamiętam.

- Naprawdę? A o czym były?

- Nie mam pojęcia - wzruszył ramionami hetman.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 grudnia 2012, 20:54

Kompania Shibana nosiła kodową nazwę Klaunów, a ich sztandar ozdobiony był emblematem wykrzywionej w skowycie białej czaszki. Shiban został raniony nurtheńską miną przeciwpiechotną podczas walk o wadi na wschód od Tel Utan i rana ta zmusiła go do pozostawienia Klaunów pod komendą najstarszego stażem bashawa, genożołnierza, którego Soneka szybko zapamiętał jako "Skurczybyka Strabo".

Dimitar zwykł się wypowiadać o swym zastępcy na sposoby takie jak "Mam nadzieję, że ten skurczybyk Strabo jakoś się trzyma" albo "Na kochaną Ziemię, żeby tylko ten skurczybyk Strabo mi nie pozabijał chłopaków".

- Za bardzo się martwisz, Dimi - powiedział Soneka.

- A ty byłbyś się cieszył, gdybyś musiał zostawić swoich ludzi w rękach bashawa?

Soneka w głębi ducha rozumiał rozterki Shibana. Ze względu na wyjątkowo wysokie straty wśród Tancerzy dowództwo przesunęło do Obliczy całą kompanię, rannych i zdrowych żołnierzy pospołu. Shiban dla odmiany trafił na północ z trzydziestką rannych Klaunów podczas, gdy reszta kompanii wciąż działała w strefie walki. Peto zastanawiał się wielokrotnie jak czułby się, gdyby musiał oddać komendę nad jednostką Lonowi. Co prawda pokładał wielką ufność w kompetencje Lona, Shaha i Attixa, wszystkich zresztą bashawów Tancerzy, ale z drugiej strony, rozumiał emocje drugiego hetmana.

Siedzieli na werandzie z wyciągniętymi przed siebie nogami, w słabnącym blasku późnego popołudnia. Toczyli między sobą grę na głowy, o własnoręcznie wymyślonych i wielokrotnie poprawianych zasadach.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 grudnia 2012, 20:11

W górę niewielkiego wzniesienia, na którym zbudowano domostwo wbiegł mężczyzna służący w Klaunach, rozebrany do pasa, zaczerwieniony i pocący się obficie. Docierając pod werandę zasalutował siedzącym na niej oficerom.

- Sirs!

- Cześć, Jed - odpowiedział Shiban - Sprawdźmy jak się sprawy mają.

Jed wyciągnął przed siebie ściskaną w dłoni kamienną głowę, topornie ociosaną i nie do końca kompletną, wielkości dojrzałego grejpfruta. Soneka poczuł na jej widok ogromną ochotę na grejpfruta właśnie.

Shiban zerknął z ukosa na swego rywala, ten zaś uniósł znacząco brew.

- Połóż ją na właściwym miejscu, Jed - polecił Shiban. Dyszący ciężko Klaun pokonał piaszczysty placyk przed werandą i pochylił się nad szeregiem ułożonych w linię kamiennych głów. Wszystkie ułożone był we ścisłym porządku, od tych wielkości nasion i orzechów z jednej strony, z drugiej zaś ustawione w rozmiarach pięści czy dużych jabłek. Głowa przyniesiona przez Jeda była bez wątpienia największą z wszystkich dotychczas zgromadzonych.

- Punkt dla Klaunów - oznajmił Shiban, a Soneka przytaknął mu ruchem głowy.

- Napij się, Jed - oznajmił Dimitar i zadowolony ze słów oficera Klaun wyciągnął czym prędzej butelkę wina ze skrzynki postawionej na krawędzi skąpanej w słońcu werandy.

Shiban otworzył noszone na szyi złote puzderko i wciągnął do nosa szczyptę schowanej tam tabaki, po czym westchnął z niezaprzeczalną lubością.

- Z domieszką lho świetnie kręci w nosie, ale i tak brakuje mi walki.

Soneka ponownie przytaknął głową.

Shiban miał twarz przypominającą nieco małpie oblicze, o wysuniętych łukach brwiowych, szerokim nosie i masywnej szczęce. Opalona na ciemny brąz skóra kontrastowała silnie z długimi jasnymi włosami, spadającymi kaskadą na ramiona i karku hetmana. Rany po szrapnelach pokrywające jego gardło i piersi nie dawały się zignorować, swą groteskową zbitą masą wzbudzając w wielu obserwatorach chorobliwą fascynację. Lekarze usunęli sporą część tkwiących w ciele oficera odłamków, ale niektóre pozostawiono na później. Nosząc je pod pokiereszowaną skórą, Dimitar wyglądał jak ofiara wyjątkowo złośliwej odmiany pryszczycy.

Patrol Shibana zaskoczył bandę Nurtheńczyków zakopujących w strefie niczyjej ładunki wybuchowe. W czasie zaciekłej strzelaniny tubylcy zdetonowali swe miny, odbierając sobie tym samym z premedytacją życie i raniąc nie tylko Shibana, ale i wielu jego ludzi. Niektóre z noszonych przez niego wciąż szrapneli miały organiczne pochodzenie, nie będąc kawałkami metalu, tylko fragmentami nurtheńskich kości.

- Słyszałem, że teraz toczą się walki o Mon Lo - mruknął Dimitar.

- Też słyszałem - wzruszył ramionami Soneka.

W górze wzniesienia pojawił się następny zawodnik, Olmed, Tancerz. Żołnierz pokazał oficerom przyniesioną przez siebie głowę.

- Postaw ją - polecił Soneka. Olmed stanął przy linii kamiennych rzeźb. Znaleziona przez niego głowa była niemal tak duża jak ta przyniesiona chwilę wcześniej przez Jeda.

- Potrzebny pomiar! - oznajmił podniesionym tonem Shiban.

Funkcjonariusz Munitorium wychynął niechętnie z chłodnego wnętrza wzniesionego z terakoty domostwa, obnosząc się z grymasem istnego męczeństwa na twarzy. Hetmanowie wyciągali go na werandę przez całe popołudnie, więc tym razem już trzymał w dłoni niezbędną dla celów pomiaru cyfrową suwmiarkę.

- Znowu to samo, panowie? - burknął nie skrywając swego niezadowolenia.

- Mój przyjacielu, niebywale cenimy sobie dokładność twych obliczeń - odpowiedział Shiban pokazując palcem na rząd kamiennych głów.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 grudnia 2012, 22:03

Urzędnik wyszedł na zalany słońcem placyk i zaczął mierzyć rzeźby, obserwowany bacznie przez dyszącego ciężko i błyszczącego potem Olmeda. Skończywszy oględziny przedstawiciel Munitorium odwrócił się w stronę obu hetmanów, stając tak, by znaleźć się w cieniu rzucanym przez zadaszenie werandy.

- Och, nie daj się prosić - parsknął Soneka.

- Ostatnio przyniesiona głowa jest mniejsza o osiem mikronów od pierwszej w rzędzie, ale o dwa mikrony mniejsza od następnej za nią - oświadczył z głębokim westchnięciem mierniczy.

Olmed machnął pięścią boksując powietrze, odtańczył w miejscu krótki taniec zwycięstwa. Shiban wydął policzki, Soneka wyszczerzył w uśmiechu zęby.

- Punkt dla Tancerzy - oznajmił - Olmed, czyń honory.

Żołnierz ustawił swoją głowę na początku rzędu, a potem podniósł znalezisko Jeda i wziąwszy potężny zamach cisnął nim prosto na dno skalnego rumowiska, gdzie kamienna głowa natychmiast zniknęła pośród bezliku innych sobie podobnych rzeźb.

- Wyciągnij sobie flaszkę - powiedział Peto spoglądając z ukosa na Shibana - Zmierzch za ile? Za osiemdziesiąt minut?

- Kupa czasu, żeby jeszcze pograć - odrzekł z pewnością siebie w głosie drugi hetman.

- Myślę, że macie zdecydowanie za dużo wolnego czasu - powiedział czyjś męski głos za plecami oficerów.

Soneka zerwał się na dźwięk tego głosu z krzesła. Hurtado Bronzi stał z uśmiechniętą twarzą w cieniu zadaszenia tarasu.

- Hurt, ty stary skurczybyku! - żachnął się Peto obściskując swego przyjaciela - Co ty tu kurwa robisz?

- Kwestia ciekawości i dług na dwadzieścia koron do odebrania - odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem Bronzi.

- To jest Dimi Shiban - Soneka przedstawił wstającego z własnego krzesła towarzysza rekonwalescencji.

- My się już znamy - odparł Hurtado wymieniając uścisk z hetmanem Klaunów - Z Zantium, prawda?

- Pamiętam - kiwnął głową Shiban - I jak się miewasz, tłuściochu?

- Nieźle, całkiem nieźle.

- Siadaj, napij się razem z nami - zaprosił gościa Soneka.

- Chętnie - Bronzi wciąż miał na sobie pokryty pustynnym pyłem osobisty pancerz. Nie tracąc czasu rozpiął uprząż i zdjął z głowy czapkę, siadając na doniesionym pośpiesznie krześle.

- Co to za gra? Ma jakieś reguły?

- Dużo reguł, bardzo dużo - zaśmiał się Shiban.

- I gracie na pieniądze?

- Na pieniądze i wino - przyznał Soneka nalewając gościowi do kubka trunku.

- Dwa zespoły - zaczął objaśniać Shiban - Tancerze i Klauni, po pięciu chłopaków w każdym. Przeczesują wadi i przynoszą tu rzeźbione głowy. Potem układa się je w rzędzie, według wielkości. Kto przynosi właściwą, dostaje kubek wina do wypicia. Taka gra na szacowanie, kumasz? Zachód słońca kończy zabawę. Zespół z większą ilością trafionych głów wygrywa.

- No to niech któryś z was pośle chłopaków po jedną z tych wypasionych głów tam na dole - Bronzi wskazał palcem rzeźbę wielkości sporego głazu, jedną z największych zalegających na dnie usłanego artystycznymi odpadami wadi - Przypchać ją tutaj i gra skończona.

- Cóż, w tej grze ukryta jest wielka finezja - wydął usta Soneka.

- Doprawdy? - roześmiał się Bronzi ocierając rękawem wilgotny od wina podbródek.

- Jeśli zespół przyniesie głowę, która jest mniejsza od największej, ale większa od wcześniejszej w linii, wtedy większą się wyrzuca.

- Faktycznie strasznie dużo w tym finezji - na usta Bronziego wychynął jeszcze szerszy uśmiech - Kto wygrywa?

- Ja - przyznał z dumą Soneka.

- Stawiam cztery korony na Shibana.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 grudnia 2012, 22:18

Soneka wygrał tę rywalizację w ostatniej minucie przed zapadnięciem zmierzchu, kiedy bashaw Lon wmaszerował na placyk z głową pozwalającą usunąć z rzędu znalezisko przyniesione chwilę wcześniej przez Klaunów. Lon okręcił się w miejscu i posłał głowę Klaunów mocarnym rzutem daleko w głąb wadi. Bronzi przegrał swoje cztery korony. Zgodnie z regulaminem gry, zwycięski Shiban zorganizował dodatkowe skrzynki wina dla obu biorących w niej udział zespołów.

- Więc co tak naprawdę tu robisz, Hurt? - zapytał jakiś czas potem Soneka, siedząc z przyjacielem na werandzie domostwa.

- Pokaż mi twoją dłoń - poprosił hetman Jokerów, po czym obejrzał uważnie kikut kończyny rannego oficera - Wygląda na to, że z tego wyjdziesz.

- Hurtado, pytałem cię o coś.

- Dostałem przepustkę - odparł Bronzi odchylając się w wiklinowym fotelu. Powietrze robiło się na Nurthu bardzo chłodne niemal natychmiast po zapadnięciu ciemności, toteż obaj mężczyźni siedzieli przy zapalonych lampach i wyniesionych na werandę chemicznych grzejnikach - Pięciodniowa przepustka podpisana przez samą uksorę Honen. Chciałem zobaczyć jak się miewasz.

- Nie ściemniaj - prychnął Soneka.

- Czemu sądzisz, że ściemniam?

- A od kiedy Hurtado Bronzi nie ma jakiegoś ukrytego powodu swych czynów, co? - Soneka machnął ręką w stronę siedzącego opodal Lona dając znać, że potrzebuje nowej butelki wina.

- Ranisz moje serce, Peto, naprawdę ranisz. Myślisz, że nie mógłbym tak po prostu przyjechać do starego kumpla, żeby z nim obalić flaszeczkę?

Soneka nic nie odrzekł, uśmiechając się w zamian znacząco.

- No dobra - przyznał w końcu Bronzi - Mam sprawę.

- Czy mogę przeszkodzić, hetmanie? - w mroku padło krótkie, ale zdecydowane pytanie.

Obaj oficerowie obejrzeli się do tyłu. Za ich fotelami stał urzędnik Munitorium, ten sam, którego cierpliwość tyle razy wystawiali na próbę w trakcie turnieju na kamienne głowy.

- Tak? - odezwał się Soneka.

- Naczelna medyceuszka przeprasza, że przeszkadza. Sir, przywieziono martwego Tancerza, którego trzeba zidentyfikować.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 grudnia 2012, 13:19

Medyczny transport dostarczył ciało do klimatyzowanego magazynu na samym krańcu Obliczy. Zbudowany z cegieł i gliny niski budynek wibrował basowym pomrukiem agregatów chłodniczych. Soneka i Bronzi pokonali odległość dzielącą ich kwaterę od chłodni w milczeniu, spoglądając na lśniące wysoko w górze miriady gwiazd przypominających kryształki kwarcu rozsypane po pustynnym płaszczu.

Wnętrze chłodni pełne było sztywnych zwłok genożołnierzy, owiniętych w plastikowe płachty. Spod płacht wystawały blade nagie stopy, zaopatrzone w uwiązane do dużych palców plakietki identyfikacyjne. Hetmanowie przeszli wzdłuż rzędów ciał, próbując nie zwracać uwagi na silny odór chemikaliów służących do konserwowania zwłok.

Czekające na identyfikację zwłoki znajdowały się w sąsiednim pomieszczeniu. Nie poddane jeszcze zabiegom preparacyjnym, leżały na blacie stołu z nierdzewnej stali, zaopatrzonym w rozstawione poniżej rynienki służące do odprowadzania płynów organicznych. Trup musiał przeleżeć na pustyni dobre kilka tygodni i słoneczny skwar poczynił w nim niewyobrażalne szkody. Twarz zniknęła zastąpiona czarną poszarpaną raną, potargany uniform zwisał w miejscach, gdzie wcześniej trupie gazy wydęły skórę zabitego do nienaturalnych rozmiarów, a potem uszły przez pęknięcia w tkance.

Soneka i Bronzi poczuli na ten widok zimny dreszcz, który nie miał bynajmniej nic wspólnego z panującym w pomieszczeniu chłodem.

- To nie jest żaden Tancerz - oznajmił Soneka wydychając przez usta obłoczki ciepłej pary.

- Cóż, z pewnością to jeden z twoich ludzi, hetmanie - zaoponowała zarządczyni prosektorium. Starsza medyceuszka Ida była wysoką kobietą nie rozstającą się z lekarskim fartuchem ustawicznie umorusanym smugami krwi. W swej młodości pełniła rolę polowej uksory, lecz kiedy jej talent wygasł, została przeniesiona do służb medycznych regimentu. Bronzi zastanawiał się w duchu, czy Ida tęskniła za swą poprzednią funkcją i autorytarny ton wypowiedzi byłem uksory utrwalił go w przekonaniu, że tak właśnie sprawy się miały.

- Nie - upierał się Soneka spoglądając z góry na zdeformowane zwłoki.

- Nie rozumiem, skąd ta pewność - prychnęła Ida - Przecież on nie ma twarzy.

- To da się stwierdzić i bez twarzy - zauważył Bronzi.

- Gdzie go znaleziono? - zapytał Soneka kładąc dłoń na sztywnym zimnym ramieniu trupa. Ciało od piersi w dół przesłonięte było plastikową płachtą mającą oszczędzić gościom całości makabrycznego widoku.

- W wadi przy Tel Utan - odparła medyceuszka.

- To żaden z moich - potrząsnął ponownie głową Soneka - Nikogo mi nie brakuje. Listy zabitych zostały zamknięte dawno temu.

- Ale ma na sobie insygnia Tancerzy - zauważyła Ida - Tutaj, na kołnierzu. I tu, na rękawach. Ma na sobie wasz mundur.

- Zrobiłaś test genetyczny? - spytał Soneka.

- Jeszcze nie - przyznała lekarka.

- Jeśli zrobisz, przekonasz się, że to nikt z moich ludzi.

- Już to wiem - westchnęła Ida - Chciałam się tylko utrwalić w podejrzeniach, zanim...

- Zanim co? - zapytał Bronzi.

- Zanim zaalarmuję uksory Chiliadu. Hetmanie Soneka, czy istnieje znany ci przypadek, w którym jeden z naszych żołnierzy nie miałby serca?

- Słucham?

- Mówię o żołnierzu pozbawionym organicznego serca.

- To co on tam ma? - warknął Bronzi celując palcem w przesłonięte plastikiem ciało.

- Kadmową centryfugę - wyjaśniła medyceuszka - Denat przeszedł w przeszłości całą serię ekstremalnych, zupełnie niestandardowych zabiegów modyfikacyjnych. Jego wątroba... cóż, nigdy wcześniej nie widziałam niczego podobnego.

- Co tu jest grane? - spytał ściszonym głosem Soneka.

- Nie wiem - odparła Ida - Myślałam, że może wy mi powiecie. Jest coś jeszcze...

Kobieta ściągnęła szybkim ruchem przykrywającą trupa płachtę. Przez krótką chwilę obaj oficerowie widzieli tylko przecięty piłą mostek i odciągnięte na boki żebra otwierające dostęp do groteskowo pustej klatki piersiowej zmarłego.

- Tutaj - oznajmiła Ida wskazując gościom palcem pewien szczegół.

Na biodrze zabitego, częściowo zniszczony uderzeniem szrapnela, znajdował się malutki punkt, przypominający nieco oparzelinę.

- Co to takiego? - zdumiał się Soneka kucając przy stole - Czy to znak węża?

- Może - odparł studiujący znamię Bronzi - Żmija... albo jakiś inny rodzaj gada.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 grudnia 2012, 13:35

Soneka polecił lekarce wystawić straż przy zwłokach, potem wysłać kogoś do kwatery dowódcy posterunku z poleceniem wyciągnięcia go z łóżka. Obaj hetmani opuścili w milczeniu prosektorium, przystając na chwilę za progiem budynku.

- Tubylec? - zasugerował Soneka.

- Tak sądzę - kiwnął głową w odpowiedzi Bronzi - Ten znak.

Soneka nie skomentował uwagi przyjaciela. Krokodyle i inne gatunki drapieżnych gadów były motywem przewodnim w codziennej symbolice Nurtheńczyków.

- Czy oni potrafiliby zmieniać ludzi w taki sposób od środka? - zapytał nieco powątpiewającym tonem hetman Jokerów.

- Nie wiem - wzruszył ramionami Soneka - Ale od tamtej nocy przy Tel Utan jestem gotów uwierzyć, że potrafią wszystko.

Bronzi potarł grzbietem dłoni swój podbródek.

- Peto, przyjechałem tutaj właśnie z powodu tamtej nocy. Chciałem ci powiedzieć, że nie zamierzałem zostawić cię tam na śmierć.

- Nigdy nawet tak nie pomyślałem, Hurt.

- Mówię serio. Zabrałem się za organizowanie wsparcia, ale mi no to nie pozwolono.

- Tego akurat jestem pewien.

- Co niby chciałeś powiedzieć? - uniósł brwi Bronzi.

Soneka oddalił się o kilka kroków od wejścia do chłodni, przeniósł spojrzenie na wielką przestrzeń rozciągającej się w oddali pustyni, skąpanej w księżycowym blasku. Przestworza i ziemia, stykające się gdzieś w ciemności, majaczyły przesłonięte lekką piaskową kurzawą.

- Moi ludzie zostali wykorzystani w roli taktycznej przynęty do złamania obrony Tel Utan. Wie to Lon i jeszcze kilku innych chłopaków, ale kazałem im trzymać gęby na kłódki. Rozpowszechnienie tej informacji mogłoby zaszkodzić morale kompanii.

- Skąd to wiesz?

- Powiedzieli mi to w twarz ludzie, którzy wystawili na śmierć moich chłopców - odparł Soneka.

- Mnie też - przyznał Bronzi - A więc ich widziałeś? Specjalistów?

- Legion Alpha - oznajmił Soneka odwracając głowę w stronę przyjaciela - Tyle opowieści i plotek przez te wszystkie lata, a potem spotykamy się właśnie z nimi, z najbardziej enigmatycznym ze wszystkich Legionów Astartes.

- Byłem blisko tego skurczybyka - odrzekł Bronzi - Tak blisko jak teraz ciebie. Ostrzegł mnie i powiedział, dlaczego to robią, a potem zakazał z kimkolwiek o tym rozmawiać.

- Kto taki?

- Alpharius!

- Oni wszyscy nazywają siebie Alphariusami, Hurt - uśmiechnął się bez cienia wesołości Soneka.

- To był Primarch, Peto! - potrząsnął gorączkowo głową Bronzi - Przysięgam! Widziałem jego twarz!

- Wierzę ci - oświadczył w końcu Soneka - Słodka Terro, jaką my właściwie toczymy wojnę?

- Wojnę kłamstw, forteli i podchodów - odpowiedział posępnie Bronzi - Jak myślisz, czemu przysłano tutaj właśnie ten Legion?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 grudnia 2012, 13:43

- Nie do końca rozumiem, jakie to może mieć znaczenie - oświadczył Kozłow, dowódca posterunku, brygadier należący do jednego z krymskich regimentów logistycznych operujących na tyłach imperialnej ekspedycji.

- My również - przyznał Bronzi - Ale nie zmienia to faktu, że mamy tutaj niezidentyfikowane zwłoki mające na sobie dowody niestandardowych modyfikacji anatomicznych i wypalone w ciele znamię w kształcie gada.

- Wiem też, że nieprzyjaciel chętnie korzysta z infiltracji i szpiegostwa - dodał Soneka.

- Skąd niby to wiecie? - uniósł brwi Kozłow.

- To zastrzeżona informacja - oznajmił chłodno Bronzi.

- Jeśli Nurtheńczycy zdołali przeniknąć do naszych jednostek, dowództwo musi się o tym dowiedzieć - mówił dalej Soneka - Ciało musi być poddane drobiazgowym badaniom, by na ich podstawie można było później rozpoznać innych infiltratorów. To czynnik, który może doprowadzić do naszej klęski, człowieku. To może być kluczowy powód, dla którego wciąż nie potrafimy zapewnić tu sobie zwycięstwa.

Kozłow odetchnął głęboko, wstał zza swojego biurka. Jego namiot był spartańsko urządzony, wnętrze oświetlała jedynie poświata kilku palących się mętnie jarzeniówek.

- Kim ja jestem, żeby się kłócić z frontowymi weteranami? - odparł - Co w takim razie robimy?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 22 grudnia 2012, 19:35

Wiecej ! Wiecej ! :)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 grudnia 2012, 16:23

Soneka i Bronzi uznali zgodnie, że ich pierwszym kontaktem powinna być Honen Mu. Jeśli infiltracja miała szerszy charakter, musieli zachować szczególną ostrożność. Musieli zacząć od kogoś, do kogo mieli pełne zaufanie, a Bronzi zaznaczył słusznie, że Mu miała kontakty ze specjalistami i tym samym zapewne zdawała sobie w pełni sprawę z powagi sytuacji.

Kozłow udostępnił im główny moduł komunikacyjny w Obliczach, osobiście uruchamiając system kryptograficzny za pomocą biometrycznego klucza noszonego w postaci bransolety na nadgarstku ręki.

- Częstotliwość jest bezpieczna - oznajmił, po czym opuścił pomieszczenie. Bronzi ujął w dłoń mikrofon i przestawił palec dźwignię nadajnika.

- CR23, CR23, mówi het Jokerów, na paśmie kodowanym. Odbiór.

Komunikator wydał z siebie serię głuchych trzasków, po czym zaczął emitować basowy pomruk dźwięczący cały czas w tle ponowionego wywołania Bronziego.

Odpowiedź nadeszła po dziesięciu sekundach.

- Het Jokerów, het Jokerów, tu CR23, odbieram cię na paśmie kodowanym - głos był wyraźny i czysty, jakby radiooperator stał w sąsiednim pomieszczeniu. Pomijając leciutką wibrację wywoływaną działaniem oprogramowania kodującego, oficerowie nie mogli sobie wymarzyć lepszego połączenia.

- CR23, muszę natychmiast rozmawiać z uksorą Mu, kod Janibeg 5, odbiór.

- Proszę powtórzyć kod, odbiór - słowa w eterze dźwięczały nieskazitelną jakością przekazu.

- Janibeg 5, odbiór.

- Proszę czekać, het Jokerów.

Dłuższa przerwa w komunikacji, tym razem licząca całe dwie minuty basowego buczenia nadajnika. Bronzi zerknął niespokojnie na Sonekę.

- Het Jokerów, her Jokerów. Mówi Honen. Bronzi, lepiej, żeby to nie były kolejne z twoich wygłupów - głos kobiety był nieznacznie zmieniony wskutek działania oprogramowania kodującego, ale obaj hetmanowie od razu rozpoznali w nim ostrą nutę charakterystyczną dla poirytowanej Honen Mu.

- To nie żart, uksoro. Zaufaj mi i wysłuchaj. Mam tutaj ciało i jestem pewien, że to nurtheński infiltrator, poddany chirurgicznym modyfikacjom. Podejrzewam, że jesteśmy szpiegowani na szeroką skalę. Potrzebuję wsparcia. Odbiór.

W eterze zapadła znacząca cisza.

- Podaj mi więcej szczegółów, Bronzi. Odbiór.

- Uksoro, te zwłoki muszą zostać poddane kompleksowym badaniom przez techadeptów, w pełnym wymiarze diagnozowania. Możemy mieć do czynienia z krytycznym wyłomem w procedurach bezpieczeństwa. Myślę, że moglibyście podesłać tutaj jakąś aerodynę, a ja odstawiłbym to znalezisko osobiście do punktu zbornego Floty. Odbiór.

- Het Jokerów, czekaj.

Bronzi przestawił w przeciwną stronę dźwignię nadajnika.

- Jest ostrożna - stwierdził ściszonym tonem.

- Winisz ją za to, Hurt? - wzruszył ramionami Soneka - Po tych wszystkich twoich numerach?

Obaj mężczyźni zaczęli się pocić mimo nocnego chłodnego, bo masywny moduł komunikatora generował mnóstwo ciepła, a pomieszczenie radiowe było niewielkie i pozbawione wentylacji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 grudnia 2012, 20:31

Czekali ponad pięć minut; na tyle długo, by zniecierpliwiony Soneka zaczął w międzyczasie krążyć po pomieszczeniu. Komunikator zatrzeszczał donośnie.

- Het Jokerów, het Jokerów, tutaj CR23, zgłoście się. Odbiór.

Bronzi ujął w dłoń mikrofon i odczekał, aż na obudowie urządzenia zapali się ponownie wszystkie pięć zielonych lampek sygnalizujących kodowanie w pełnym wymiarze.

- CR23, tu het Jokerów. Odbiór.

- Podaj swoją pozycję, Bronzi. Odbiór.

- CR345, uksoro. Odbiór.

- Posłuchaj mnie, Bronzi. Nie mogę zaryzykować transportu powietrznego z waszego miejsca. Istnieją ku temu pewne przeszkody, których nie mogę wyjawić nawet na kodowanym paśmie. Proponuję, żebyście zorganizowali sobie na własną rękę transport naziemny i wyjechali stamtąd jak najszybciej. Sprawdzam właśnie mapy... Tak, opuśćcie Tel Khat i pojedźcie na zachód wzdłuż Traktu Sarmaku. Jeśli nie będziecie mitrężyć czasu, dotrzecie o świcie do CR8291. Będzie tam na was czekał szwadron kawalerii powietrznej, który posłuży za dalszą eskortę. Czy za mną nadążasz? Odbiór.

- Rozumiem, uksoro. Odbiór - Bronzi mimowolnie kiwnął głową, chociaż wiedział, że rozmówczyni nie mogła tego gestu zobaczyć.

- Czy ten plan jest wykonalny, Bronzi? Odbiór.

- Jak najbardziej. Odbiór - odparł hetman.

W eterze panowała przez krótką chwilę cisza.

- CR23? Bronzi? Musisz mi powiedzieć, kto o tym wie. Odbiór.

- Powtórz pytanie. Odbiór.

- Kto zna szczegóły tego incydentu? Odbiór.

- Ja, dowódca posterunku, główna medyceuszka i kilku członków służb pomocniczych - odparł ze zmarszczonym czołem Bronzi.

- Rozumiem, dziękuję. Przykro mi, Bronzi, ale musimy tę sprawę utrzymać w tajemnicy. Jesteś gotów do wyjazdu? Odbiór.

- Tak, uksoro. Bez odbioru.

Lampki na obudowie komunikatora zgasły, basowe buczenie umilkło. Bronzi odwiesił słuchawki na uchwyt nadajnika.

- A zatem wszystko jasne - powiedział hetman Jokerów.

- Dlaczego nie wspomniałeś o mnie? - spytał Soneka.

- Co?

- Kiedy pytała o ludzi zaznajomionych ze sprawą, dlaczego nie powiedziałeś o mnie?

- Ponieważ ty zostajesz tutaj - odpowiedział Bronzi.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 grudnia 2012, 23:01

Bronzi ustalił kilka rzeczy z Kozłowem i para krymskich żołnierzy z personelu pomocniczego została wysłana na obrzeża Obliczy z zadaniem przygotowania hetmanowi środka transportu. Bronzi poszedł do swojego domku, w towarzystwie posępnego Soneki.

- Czemu powiedziałeś, że mam zostać tutaj? - sarknął Peto patrząc jak Hurtado pakuje swój plecak.

- Nie zaczynaj.

- Bronzi! - w głosie Soneki zadźwięczała ostrzegawcza nuta. Drugi oficer przerwał pakowanie swych rzeczy, podniósł wzrok spoglądając na starego przyjaciela.

- Może mi się tylko wydawało, ale głos Honen Mu brzmiał jakoś dziwnie.

- Była po prostu ostrożna, już ci mówiłem.

- Coś się dzieje - potrząsnął głową Bronzi - Musisz stać się moim asem w rękawie, Peto.

- Czym?

- Moim asem w rękawie. Jeśli coś mi się stanie, ty wciąż będziesz wiedział tyle, co ja. To dlatego cię tutaj zostawiam.

- Nie stanie się nic złego.

Bronzi roześmiał się w odpowiedzi ponuro.

- Ile lat razem służymy, Peto?

- Dostatecznie długo, żeby wiedzieć, że krycie twojej dupy nigdy nie jest zmarnowanym wysiłkiem - odpowiedział Soneka - Niepotrzebnie się martwisz.

- Nie - potrząsnął głową Bronzi - Bierzemy udział w wojnie na kłamstwa, podstępy i fortele. Tutaj trzeba się martwić o wszystko.

Soneka nie wyglądał na przekonanego słowami przyjaciela.

- Nie gap się tam - prychnął Hurtado - To dlatego Pięćdziesiąta Druga przetrwała tak długo. Walczymy sprytem, zawsze tak walczyliśmy. Rozum częściej wyciągał nas z kłopotów niż jaja.

- W twoim przypadku trudno zaufać i w jedno i drugie.

Bronzi mrugnął w odpowiedzi, ale nie dał się wciągnąć w słowne gierki. Zawiązał klapę plecaka i zarzucił go sobie na ramię.

- Nie jedź sam - poprosił Soneka.

- Nie pojadę. Wezmę ze sobą Dimiego Shibana. Ufam mu i wiem, że sobie poradzi, jeśli coś pójdzie nie tak.

- Dobra, niech ci będzie.

- Pora na mnie.

ODPOWIEDZ