: 01 sierpnia 2013, 21:29
Zaproszeni do chaty szamana bohaterowie będą mieli pewne kłopoty ze zrozumieniem gospodarza, ponieważ miejscowi mówią bardzo dziwacznym dialektem, a sam szaman ze względu na podeszły wiek dodatkowo nie ułatwia sprawy denerwującym mlaskaniem i seplenieniem. Na szczęście uratowani w Ramarcku tubylcy posłużą za tłumaczy, szybko kierując rozmowę na właściwy tor.
Szaman zasugeruje, że za zniknięciami malców w mieście stoją dzieciołapy, okrutne żarłoczne skrzaty o sadystycznych skłonnościach. Arjunowie znają przekazywane z pokolenia na pokolenie metody zwalczania skrzatów, od zamierzchłych czasów sąsiadujących z tubylcami na rozległych mokradłach południowego Cygnaru.
Chcąc odwdzięczyć się obcym za pomoc okazaną ziomkom, szaman zaproponuje im przygotowanie pewnego odrażającego specyfiku, który po zaaplikowaniu pozwoli dostrzec człowiekowi wejścia do labiryntu magicznych tuneli budowanych przez skrzaty pod sadybami ludzi. Cały szkopuł w tym, że sporządzenie specyfiku wymaga udziału w rytuale, na który składa się spożywanie silnie narkotycznych grzybów, malowanie skóry dziwacznymi symbolami za pomocą wilgotnego popiołu oraz ofiarowanie cząstki własnego ciała (wystarczy mały palec, ale amputacja odbywa się bez znieczulenia).
Jeśli wśród członków drużyny znajdzie się śmiałek gotowy narazić swą nieśmiertelną duszę na ryzyko wieczystego potępienia (wszak rytuał taki z definicji musi budzić emocjonalne rozdarcie w sercach praktykujących morrowian i menitów), pozostanie w chacie wraz z szamanem i jego małoletnim wychowankiem. Reszta graczy zostanie poproszona o przejście do sąsiedniej lepianki, gdzie wszyscy zostaną nakarmieni i napojeni mocnym piwem domowej roboty. Pełną podejrzliwości libację w towarzystwie nieufnych Arjunów przerwie znienacka krótki, ale bolesny okrzyk dobiegający z chaty szamana. Jeśli BG wpadną na pomysł pójścia druhowi z pomocą, po wpadnięciu do lepianki ujrzą coś, co zetnie im krew w żyłach.
Śmiałek, niemal zupełnie nagi i pokryty odrażającymi malunkami, będzie kołysał się na kuckach ściskając kurczowo pokrytą plamami krwi dłoń, z miną nie tyle przepełnioną cierpieniem, co pełną przerażającej ekstazy. Jakikolwiek przejaw wrogości wobec szamana spowoduje, że BG zostaną błyskawicznie utemperowani przez miejscowych wojowników. W ich obecności bądź nie, czarownik dokończy ceremonię ucierając odcięty palec w drewnianym moździerzu i mieszając organiczną papkę ze grudami zwierzęcego tłuszczu oraz sproszkowanymi ziołami.
O brzasku następnego dnia - kiedy nad mokradłami zawiśnie gęsta kurtyna mgieł - goście zostaną odprowadzeni do czółen. Dochodzący powoli do siebie uczestnik ceremonii będzie trzymał w rękach pojemniczek pełen dziwnie pachnącej maści, żując podane przez szamana liście mające na jakiś czas stępić ból promieniujący z rany w dłoni.
Maść ta ma magiczne właściwości, działające nie tylko na uczestnika rytuału, ale na każdego, kto wetrze sobie specyfik w oczy. Po zaaplikowaniu specyfiku poddany jego działaniu człowiek zaczyna dostrzegać niewidzialne dla zwykłych śmiertelników wejścia do podziemnych tuneli stanowiących siedliska skrzatów. Pojemniczek zawiera dziesięć porcji maści, ale specyfik zachowuje swe właściwości jedynie przez pięć dni, później ulega rozkładowi.
Jeśli żaden z BG nie odważy się wziąć udziału w rytuale, drużyna zostanie odstawiona do miasta czółnami następnego dnia o świcie, ale jej szanse na schwytanie dzieciołapów drastycznie się wówczas zmniejszą.
Szaman zasugeruje, że za zniknięciami malców w mieście stoją dzieciołapy, okrutne żarłoczne skrzaty o sadystycznych skłonnościach. Arjunowie znają przekazywane z pokolenia na pokolenie metody zwalczania skrzatów, od zamierzchłych czasów sąsiadujących z tubylcami na rozległych mokradłach południowego Cygnaru.
Chcąc odwdzięczyć się obcym za pomoc okazaną ziomkom, szaman zaproponuje im przygotowanie pewnego odrażającego specyfiku, który po zaaplikowaniu pozwoli dostrzec człowiekowi wejścia do labiryntu magicznych tuneli budowanych przez skrzaty pod sadybami ludzi. Cały szkopuł w tym, że sporządzenie specyfiku wymaga udziału w rytuale, na który składa się spożywanie silnie narkotycznych grzybów, malowanie skóry dziwacznymi symbolami za pomocą wilgotnego popiołu oraz ofiarowanie cząstki własnego ciała (wystarczy mały palec, ale amputacja odbywa się bez znieczulenia).
Jeśli wśród członków drużyny znajdzie się śmiałek gotowy narazić swą nieśmiertelną duszę na ryzyko wieczystego potępienia (wszak rytuał taki z definicji musi budzić emocjonalne rozdarcie w sercach praktykujących morrowian i menitów), pozostanie w chacie wraz z szamanem i jego małoletnim wychowankiem. Reszta graczy zostanie poproszona o przejście do sąsiedniej lepianki, gdzie wszyscy zostaną nakarmieni i napojeni mocnym piwem domowej roboty. Pełną podejrzliwości libację w towarzystwie nieufnych Arjunów przerwie znienacka krótki, ale bolesny okrzyk dobiegający z chaty szamana. Jeśli BG wpadną na pomysł pójścia druhowi z pomocą, po wpadnięciu do lepianki ujrzą coś, co zetnie im krew w żyłach.
Śmiałek, niemal zupełnie nagi i pokryty odrażającymi malunkami, będzie kołysał się na kuckach ściskając kurczowo pokrytą plamami krwi dłoń, z miną nie tyle przepełnioną cierpieniem, co pełną przerażającej ekstazy. Jakikolwiek przejaw wrogości wobec szamana spowoduje, że BG zostaną błyskawicznie utemperowani przez miejscowych wojowników. W ich obecności bądź nie, czarownik dokończy ceremonię ucierając odcięty palec w drewnianym moździerzu i mieszając organiczną papkę ze grudami zwierzęcego tłuszczu oraz sproszkowanymi ziołami.
O brzasku następnego dnia - kiedy nad mokradłami zawiśnie gęsta kurtyna mgieł - goście zostaną odprowadzeni do czółen. Dochodzący powoli do siebie uczestnik ceremonii będzie trzymał w rękach pojemniczek pełen dziwnie pachnącej maści, żując podane przez szamana liście mające na jakiś czas stępić ból promieniujący z rany w dłoni.
Maść ta ma magiczne właściwości, działające nie tylko na uczestnika rytuału, ale na każdego, kto wetrze sobie specyfik w oczy. Po zaaplikowaniu specyfiku poddany jego działaniu człowiek zaczyna dostrzegać niewidzialne dla zwykłych śmiertelników wejścia do podziemnych tuneli stanowiących siedliska skrzatów. Pojemniczek zawiera dziesięć porcji maści, ale specyfik zachowuje swe właściwości jedynie przez pięć dni, później ulega rozkładowi.
Jeśli żaden z BG nie odważy się wziąć udziału w rytuale, drużyna zostanie odstawiona do miasta czółnami następnego dnia o świcie, ale jej szanse na schwytanie dzieciołapów drastycznie się wówczas zmniejszą.