Strona 3 z 14
: 08 lutego 2014, 22:07
autor: Svarth
Wilbur nerwowo podniósł swoją kuszę nasłuchując czy nic nie zbliża się do niego.
: 09 lutego 2014, 08:00
autor: deliad
Nargo podniósł się cicho z posłania i dołączył do Dunedaina. Ta puszcza była jedną wielką skarbnicą tajemnic i zagadek. Z ochota wyjaśni jeszcze jedną z nich.
: 09 lutego 2014, 23:30
autor: Dobro
Wokoło z drzew zerwało się parę sów, które z furkotem odleciały do lasu. Ze ścieżki zaś dobiegały coraz dziwniejsze dżwięki, aż w końcu były w pełni rozpoznawalne. Nikłe światełka trzymanych pochodni rozświetlały hałastrę. To orki maszerowały przez trakt, poganiane przez dowódcę, który krzyczał na nich w ich języku.
Galdor niemal kipiał ze wściekłości, ale powstrzymywał się, by nie wydobyć żadnego dźwięku z siebie. Kolumna orków-żołnierzy liczyła między 30 a 50 wojaków; trudno było oszacować dokładną liczbę w tej ciemności. Na końcu kolumny poruszał się bębniarz, który nadawał rytm wespół z orkiem dowódcą, który dodatkowo poganiał swoich podkomendnych, dawając im razy z bata, albo kopniakiem pomagając im maszerować dalej. Orki szły od wschodu na zachód, czyli w kierunku przeciwnym do trasy karawany.
Nagro dostrzegł, że ork dowódca zwolnił nieco i zaczął się rozglądać po okolicznych krzakach... I chwilę potem rzucił krótką komendę, a kolumna stanęła. Bębniarz przestał grać i w lesie znów zrobiło się cicho.
Jesteście ukryci między drzewami i krzakami jakieś 40 metrów od ścieżki.
: 10 lutego 2014, 08:14
autor: koszal
Dużo ich... -myślał ukryty w zaroślach brodacz- ojciec przekląłby mnie za takie kupieckie rachowanie...
Spojrzał na boki, na swych dawnych towarzyszy i nowych kompanów.
Nie poradzą sobie. Są wśród nich słabeusze. Nie można ich narażać na pewną śmierć.
Po czym przeniósł uważne spojrzenie z powrotem na wodza orków.
: 10 lutego 2014, 09:29
autor: Araven
Galdor wstrzymał oddech obserwując wodza oddziału, jeśli ten każe przeszukiwać okolicę, pewnie szybko znajdą wozy.
Strażnik miał zamiar ustrzelić wodza i odciągnąć ich od obozu. Ale to tylko wtedy gdy zaczną szukać po okolicy i odkrycie karawany, będzie niemal pewne.
Było ich za dużo dla ich grupy.
Dunedain czekał w ukryciu, mając strzałę na cięciwie.
Oby Valarowie sprawili by Orkowie nie odkryli karawany.
Na razie się nie ruszamy z Nargo. Jak orkowie odejdą zostawiamy ich w spokoju, wrócimy do naszych po kilku chwilach od odejścia Orków. Jak zaczną szukać i węszyć po okolicy spróbujemy zdjąć ich wodza.
Potem ja ich odciągnę w inną stronę niż karawana.
: 10 lutego 2014, 12:10
autor: Dobro
Ork dowódca podszedł do krzaków, przodem do ukrytych 40 metrów dalej awanturników. Coś pogrzebał przy pasie i stał przez chwilę nieruchomo, rozglądając się leniwie na boki. Hałastra stojąca karnie za nim wydawała co chwilę jakieś pomruki i chrząknięcia, ale nikt nie ruszył się z szeregu. Po kilku chwilach pełnego napięcia oczekiwania, dowódca wrócił na szlak i krzyknął coś do swoich żołnierzy. Kolumna ruszyła dalej.
Awanturnicy odetchnęli z ulgą i wrócili do obozowiska.
- Co to było? - spytał Drung, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
: 10 lutego 2014, 12:32
autor: deliad
Draugh siedział w krzakach i obserwował orki z szeroko otwartymi oczyma. Nigdy nie miał okazji tak dokładnie przyjrzeć się orkom. Widział co prawda kilka naszpikowanych strzałami trucheł, ale to nie to samo. Te ich ciężkie metalowe zbroje i sposób poruszania się jakby byli jednym ciałem, zrobiło na wosie duże wrażenie.
Było ich dużo, a nawet więcej niż dużo. Nawet nie podejrzewał, że tyle żyje ich na świecie.
Widząc, że Galdor nasadza strzałę na cięciwę zrobił podobnie. Bał się, że dojdzie do bitwy. Co innego bitwa we własnym lesie, gdzie zna się każde drzewo i wykrot. Tam można zwodzić wroga całymi dniami i ubijać pojedynczo zatrutymi strzałami, ale tutaj w tym wrogim lesie to całkiem co innego.
Nargo przetarł krople potu z łysiny i liczył kolejne uderzenia serca.
Jednak duży ork nie przeszukał chaszczy a jedynie zrosił je ciepłym moczem. Skoro okazał swoje miękkie miejsce znaczył się, że nawet nie podejrzewał jak blisko jest śmierci. Młody Draugh poczuł się jak zwycięzca patrząc jak orki oddalają się. Orki są ślepe, bez węchu i głupie odnotował w głowie wynik swojego pierwszego wielkiego zwycięstwa.
: 10 lutego 2014, 13:31
autor: Denver
Przepraszam za wpadkę - jakoś umknął mi temat
Tytułem wstępu - Den'ver stara się poszerzyc swoją wiedzę w zakresie działań krasnoludzkich kupców.
: 10 lutego 2014, 13:42
autor: Araven
Nargo wracajmy do reszty, na szczęście odeszli.
Staramy się dotrwać do rana, wartując po 2 osoby i ruszamy dalej.
: 10 lutego 2014, 15:12
autor: Dobro
Zalatujący szarością poranek był skromnie witany przez leśne ptaki, które jako nieliczne występujące - a przynajmniej widzialne - zwierzęta oznajmiały wszem i wobec swoją obecność. Od przejścia grupy orków nic więcej się nie wydarzyło, zatem ci, którzy potrzebowali jeszcze trochę snu, mogli spokojnie się przespać.
Koniec astronomicznej wiosny 2940 roku Trzeciej Ery, świt, trakt Mrocznej Puszczy.
- Ano wieziemy w wkrzyniach trochę rudy żelaza, brązu i srebra - tak jeno, by zaprezentować ich wysoką jakość i by podpisać ważny traktat handlowy z leśnymi ludźmi żyjącymi przy granicy Mrocznej Puszczy i w lasach wysuniętych bardziej na wschód - kontynuował Drund, poklepując przy tym jedną z kóz. Rozmowa z Beorningiem szybko zeszła na tematy handlowe, co cieszyło obie strony. - Teraz, gdy Smocza Góra jest okupowana przez Smauga, zwolniło się dużo miejsca na rynku rud złota, srebra, żelaza i miedzi.
Dowódca karawany wyłapał wzrok Dalon.
- Spokojnie, moja piękna! Beorningowie nie są dla nas żadnym handlowym zagrożeniem, wszak nie handlujecie górskimi zasobami, czyż nie?
Odpowiedź Den'vera została zagłuszona przez furkot dziesiątek skrzydeł. Wszyscy instynktownie podnieśli głowy do góry, patrząc na niewielki przesmyk między koronami drzew, spośród których widać było szarawe, poranne niebo.
Niebo przysłonięte chmarą czarnych jak noc kruków, które przelatując nad grupą krakały głośno a i co rusz zrzucały niepotrzebny im balast, który na szczęście zatrzymywał się na gałęziach poskręcanych drzew.
Chcecie jeszcze coś pogadać?
Poruszacie się starą leśną ścieżką (Old Forest Road, na południu poniższej mapy, jak ocenia Galdor - bo to jego mapa - jesteście w około 1/8 drogi do rzeki na wschodzie, przy której jest wasz cel podróży)

: 10 lutego 2014, 15:52
autor: Araven
Nargo i Ty Wiburze, jak wam się podoba Mroczna Puszcza? zwana dawniej Zielonym Lasem?.
Zwłaszcza Twoje zdanie Nargo mnie interesuje, wszak Twój lud żyje w lesie Druadan? Widzisz jakieś różnice?
Dwalin i wy krasnoludowie, a nie szykuje się aby wasz lud do odzyskania Ereboru?
I my Dunedainowie straciliśmy swoje ziemie, Królestwo Arnoru jest niemalże mitem. Może jednak kiedyś je odbijemy.
Dobrze Den`verze, żeś zdzierżył nienawiść Beorningów do wszelkich Orków, jest chyba nawet większa od tej jaką ja żywię do Orków z Gundabadu, którzy zyją na terenach dawnego Arnoru.
: 10 lutego 2014, 16:40
autor: Svarth
Ten las jest... dziwny. Wszędzie dzieją się dziwne rzeczy. A na dodatek ci straszni orkowie! Trząsłem się ze strachu gdy ten ich przywódca do nas podszedł.
: 10 lutego 2014, 18:39
autor: deliad
Nargo zdziwił się słysząc słowa dunedaina.
- Zielony las? Zła nazwa. Mroczna puszcza lepsza. Mroczna, zgniła i śmierdząca. Tak się powinna nazywać. Mrocznaśmierdzącazgniła puszcza. W duzi ludzie nie umiecie dawać dobrych nazwy podobnie jak dobrych imion. Nie las Druadan, a las Druanadakunalinasekanuknuk. Nasz las jest dobry i pełen życia, ten jest zły i zło przyciąga - tłumaczył wos chodząc i zaglądają wszystkim prosto w oczy.
: 11 lutego 2014, 05:11
autor: koszal
Dwalin mruknął jedynie coś niezrozumiałego pod nosem, dotyczącego jak się zdawało Dunedainowi pilnowania spraw własnej rasy i nie interesowania się cudzym złotem.
Zdjął hełm z głowy udając nieumiejętnie, że obecnie zaprząta całość jego myśli. Popatrzył na wgniecenie sprzed kilku tygodni, którego wciąż nie miał okazji wyklepać, a które przed chwilą jakoś wyjątkowo zaczęło mu doskwierać.
Nie traćmy czasu! W drogę, lepszej nam potrzeba gościny niż nieprzyjazne czeluście tej połajnionej puszczy. Taka kupa drzew w jedynym miejscu, zielonych, czy zgniłych nic dobrego przynieść nie może.
: 11 lutego 2014, 11:00
autor: Dobro
Krasnoludy zdawały się ignorować pytanie Dunedaina o Erebor, wymownie milcząc. Nawet Drund nic nie mówił. Jak widać, był to temat dosyć śliski, gdyż krasnoludy nie odzywały się później przez dobrą godzinę. Dalsza część dnia upłynęła dosyć spokojnie. Zbliżał się zmierzch, a widoczne od kilku kilometrów niebo zaczynało przybierać barwę granatu.
Wtem coś poruszyło się z prawej strony karawany i ptaki poderwały się do lotu. Nagle jeden z krasnoludów - Sori został pochwycony przez gałąź i uniesiony na wysokość około 5 metrów.
- Jaakkk śmiecieee beszcześcić mójjj lasssss!!! - odbiło się echem po puszczy. W ciemności, na wysokości 5 metrów od poziomu traktu błysnęły czerwone, pełne nienawiści ślepia osadzone w stosunkowo niewielkim, chaotycznie poskręcanym i pozbawionym liści dębie.
Sori darł się w niebogłosy, upuszczając swój topór, który z cichym brzdękiem wylądował na ścieżce.
Nigdy nie widzieliście ruszającego się i mówiącego drzewa, więc jesteście dosyć zaskoczeni, ale nie przerażeni.