Goodsprings, Prospector Saloon
Chudzielec odczekał, aż spoglądający na niego podejrzliwie osadnicy wyjdą z salonu, po czym uśmiechnął się promiennie w stronę pozostałych rezydentów.
- Ale mu pokazaliśmy, nie? - zapytał szczerząc popsute zęby zdradzające swym stopniem uszkodzeń nadmierne upodobanie do zażywania metamfetaminy - Nieźle się wystraszył. Wystarczy takiego cwaniaka trochę przycisnąć i zaraz mu jaja miękną...
Przenosząc spojrzenie na stojącą za barem Trudi mężczyzna uśmiechnął się jeszcze promienniej, ruszając zdecydowanym krokiem w jej stronę.
- Znalazłaby się jakaś butelczyna dla paru gości z klasą?
Zadziorna blondynka o imieniu Sunny prychnęła z sarkazmem na dźwięk słów chudzielca, ale barmanka skinęła w odpowiedzi głową okręcając się w miejscu i ściągając z jednej z półek szklaną butelkę wypełnioną brunatnym płynem.
- To twoi pacjenci, doktorze? - zapytała Mitchella, rozlewając jednocześnie trunek do kilku poszczerbionych szklaneczek. Widząc to albinos i jasnowłosy zabijaka ruszyli do kontuaru śladem chudzielca, odprężając się zauważalnie.
- Tak, Trudi - odparł siwowłosy doktor siadając przy jednym ze stolików naprzeciwko kontuaru - Niezwykły przypadek grupowej amnezji, jak wam wspomniałem. Ale fizyczni są już całkowicie sprawni.
- I zupełnie nic nie pamiętacie? - zapytała z pewną nutą niedowierzania Sunny, wieszając sztucer na ramieniu i przyglądając się sięgającemu po szklankę chudzielcowi - Nic, a nic?
- Wierz mi, kochanie, że ciebie chyba sobie przypominam - chudzielec puścił do dziewczyny oko - To może znaczyć, że byliśmy sobie bliscy...
Sunny prychnęła ponownie, tym razem krzywiąc się na dodatek paskudnie, przez co jej całkiem ładna twarz przybrała bardzo nieprzyjemnego wyrazu. Przystawiając do ust szklankę mężczyzna osuszył ją za jednym razem, łapczywie pochłaniając każdą kroplę mocnego alkoholu.
- No co? Jakbyście z grobu wstali, to też by się wam pić chciało - wzruszył ramionami chudzielec, odstawiając szklankę na kontuar.
- Skoro Bóg ocalił cię przed niechybną śmiercią, bardziej od alkoholu wskazana byłaby modlitwa - oznajmił kaznodzieja - A przynajmniej jedno i drugie, skoro już nie potrafisz oprzeć się swej słabości.
- Dziękuję za życzliwe słowo, pastorze - wtrąciła Trudi odwracając głowę w stronę Gottschalka - Ale Kajdaniarze nie mają za grosz szacunku wobec duchownych, to dla nich takie same ofiary jak reszta z nas. Lepiej uważać na kierowane do nich słowa.
Sytuacja uległa pewnemu złagodzeniu, możemy chyba przejść do luźnej konwersacji...