Enkaiden, Czerwony Dystrykt, 214.815.M41
Nie chcąc palnąć czegoś zbyt pochopnie, a jednocześnie nie zrazić do siebie zaznajomionego z półświatkiem pośrednika, Hoster wyciągnął z kupionej przy wejściu paczki kolejną porcję obskury i zapalił ją naprędce.
Jego spojrzenie prześlizgnęło się po półnagich sylwetkach kilku najbliższych tancerek, potem przeskoczyło na spocony tłum pogrążonych w transie miłośników muzyki. Na przemian niknące w ciemności i wyłaniane z niej rozbłyskami stroboskopowego światła, lśniące od rozmazanego makijażu ciała ludzi wyginały się rytmicznie przywodząc psykerowi na pamięć jakieś surrealistyczne obrazy.
- Twój kumpel wygląda na sztywnego - mruknął pośrednik, który nie odmówił poczęstunku obskurą - Nic go nie kręci? Może chciałby popatrzeć na walki na arenie? Mało kto wie, ale mamy tutaj kilka aren, tylko są dość głęboko w Walcu. Przeciwko zwierzętom, człowiek na człowieka, grupowe. Prawie zawsze na śmierć i życie.
Hoster uniósł w wyrazie zainteresowania brwi, bardziej skłonny zasiąść na arenie niż w łodzi do polowań na grzbietopławy. Jego spojrzenie zatrzymało się na przechodzącej obok stolika szczupłej kobiecie o zaczesanych w koński ogon włosach, zwracającej na siebie uwagę przez wzgląd na nierówny chód. Lekko utykała, chociaż sprawiała wrażenie dość młodej, by nie cierpieć z powodu zwyrodnienia stawów.
Dostrzegając jej oświetloną stroboskopowymi błyskami twarz Hoster upuścił na podłogę swą dopiero co zapaloną obskurę, czując silny ucisk w gardle.
Sanna Rohanoir ubrana była w obcisły skórzany strój ozdobiony srebrnymi cekinami, odsłaniającym po bokach uda, wycięty głęboko na plecach. Wyglądała bardziej na córkę jakiegoś zamożnego rodu spragnioną zakazanych rozrywek w kręgach pospólstwa niż na oficera śledczego Arbites, ale Hoster rozpoznał ją w tej samej sekundzie, w której ich oczy skrzyżowały się ponad blatem stolika.
Może to dobra okazja, by się zrewanżować za przykrości związane z pierwszym spotkaniem? O ile Sanna rozpozna siedzącego przy stoliku psykera, rzecz jasna!