PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 września 2017, 12:54

Ślepak skupiał się na dźwiękach, starając się ocenić doładnie ile mają obstawy i kto ma klucze do zaryglowanej klatki. Dyskretnie obmacał wejście do klatki, oceniając jak może ją otworzyć i sprawdził czy dołałby schwycić woźnicę, przyciągnąć do klatki i zadusić jęsli byłaby taka potrzeba. Nie miał już wiele do stracenia, jako niewidomy skończy bardzo szybko jako kupa mięsa poćwiartowana przez gladiatorskich adeptów w ramach wprawainia się i treningu.

Przysunął się do Otlafa i szepnął cicho:

- Pssst, zlukaj kto ma klucze do klatki. Musim wiedzieć jak najwięcej zanim przyjdzie pora dać nogę.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 25 września 2017, 13:40

Otlaf niechętnie spełni prośbę ślepaka. Chociaż jak powiedziałem
raczej się oszczędza. Jeśli nadarzyłaby się jakaś okazja wcześniej - zwędzenie kluczy, zagubiony sztylet lub cokolwiek co mogłoby pomóc w ucieczce to proszę o testowanie odpowiednich umiejętności. Jeśli nie to czekam do nocy.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 września 2017, 18:03

-O, i na trollach się znacie, wiecie gdzie srają. A wiele tu onych bestyi po lasach się włóczy? Chyba żeście mieli na myśli tego byczka na koniu- wskażę któregoś z najemników -że on niby do łba temu młodzianowi... A Ty młody, pewnieś trutki sprzedawał, a o kapuście prawisz. Prawdę powiedzcie woźnico, za trutki on w kratce? -szturchnę nogą młodziana z kupą trolla w głowie.
Ilu strażników nas pilnuje? Jak uzbrojonych? Z czego klatki wykonane.
Ile osób na wozie średnio? Ile dzieci?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 września 2017, 21:11

W drodze do Ahra-kiru, 26 orakt-ran

Siedzący w koźle wozu-klatki krasnolud okręcił się w miejscu, spojrzał na swych przymusowych pasażerów z wyjątkowo paskudnym uśmieszkiem na grubych wargach. Widząc odstręczający wyraz jego tępo ciosanego oblicza Eszar pojął od razu, że ma do czynienia z istotą wyjątkowo podłą, złośliwą i czerpiącą wielką radość z dręczenia innych.

- Zarzuć ty puste myśli o mistrzach muzykowania, cudaku - zarechotał woźnica zwracając na siebie zrozumiałą uwagę wszystkich siedzących w klatce - Z woli bogów, których nie dość gorliwie wyznajecie czas wasz niebawem dobiegnie końca. Jesteście własnością Spiżowego Pana, włodarza Ahra-kiru, który zapłaci za was szczerym złotem!

Kilku więźniów jęknęło głośno, ktoś zaczął walić głową w żelazne pręty klatki, ktoś wreszcie obsikał Otlafowi nogawicę. Mieszaniec warknął z niesmakiem czując ciepłą wilgoć na skórze, ale jego bystre oczy nie odrywały się nawet na chwilę od przywiązanego do pasa woźnicy pęku ciężkich, kutych z ciemnego żelaza kluczy.

- Spiżowy Pan wielce jest biegły w tresowaniu wyśmienitych gladiatorów, uczonych na dodatek niepodzielnej wiary w Organitiona, Pana Wyprutych Organów - ciągnął dalej wstrętny dla oka i ucha krasnolud, ciesząc się w oczywisty sposób z przerażenia słuchaczy - On to postanowił kiedyś tresować do miecza małe dzieci, bo łatwiej ich uczyć wszelakich nawyków i głęboką wpajać wiarę. Oni właśnie za lat parę będą sprzedawani na imperialne areny Ostrogaru i Get-warr-garu, te smarki, co beczą na następnym wozie!

Zdjęte grozą spojrzenia wszystkich pobiegły ku kolejnemu w szyku wozowi, gdzie w klatce tłoczyła się cała gromada malców.

- Nieprzytomni byliście w Atakar-kirze, toście nie słyszeli jak się tam pieklił jeden paladyn, w dupę chędożony świątynny cudak - woźnica zaniósł się śmiechem tak spazmatycznym, że opluł gęstą żółtą flegmą zady obu koni - Ale Spiżowy Pan ma glejty takie, że go żaden gorlamicki albo asteriański świątynnik nie tknie, przynajmniej nie na oczach imperialnych celników.

- Ale skoro to z dzieci robią tam gladiatorów, to po co my?! - zakrzyknął młodziutki ork sprzedany w niewolę za długi - Czego od nas chce ten Pan?!

- Smarki muszą na kimś ćwiczyć - odpowiedział krasnolud wzruszając wymownie ramionami - Uczyć się jak pruć bebechy, jak odrzynać kończyny i przetrącać karki. Taka nauka jeno z praktyki coś wynieść może. Najważniejsze zaś na początku, aby ich nauczyć samego smaku zabijania, bo takie malce niczego w tym temacie nie wiedzą. Po to im właśnie żeście potrzebni, przemili ludkowie, do nauki. Będą was zabijali jednego po drugim, na początku wielce opornie i z bekiem, potem coraz sprawniej jak im grzbiety spłyną krwią od batoga.
:o

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 25 września 2017, 22:11

Skoro już klucz zobaczyłem to z oczów nie spuszczę. Szukam w klatce czegoś, czym można byłoby ten klucz zwędzić. Może długa, twarda trzcina, może jakiś badyl lub cokolwiek innego czym można będzie ten klucz podprowadzić, jeśli nie pojawiłby się w zasięgu rąk. Tak czy inaczej zdwoje wysiłki, żeby jakoś ten ciężki klucz się zgubił właścicielowi.

I Keth proszę Ogranition a nie Organition

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 28 września 2017, 17:10

-Aleście to nam pięknie i kwieciście objaśnili dobrodzieju. Cny żywot wiedziecie, pewnikiem wam to po śmierci bogowie wynagrodzą, a może i za życia coś skapnie splendoru. Znaczy się, malcy mają nam flaki wypruwać, i k'temu złotem za nas płacono, tak wam dobrze i szczerze z oczu patrzy, a rzeknijcie no mi, skoroście taki rozgadany, jakie to talenty posiadacie że ten los was ominął? Że świetnie powodzicie to wiem...No nie burmuszcie się. A wiecie co śpiewa elf po przebudzeniu: Gdybym był mężczyzną jeden dzień.... Hehehe! A gnom: Money, money, money, money, money, money, cash! To było mniej śmieszne, to prawda, a wiecie czym się krasnolud różni od beczki? Jak się pivo leje, to się okazuje że beczka ma dno, a krasnolud nie. Dobre, przyznać musicie. Co śpiewa krasnolud: Ooooo matko! Wolałbym żebyś była ooooojcem. Co nie śmieszne, a może wy sierotą się chowaliście?
Okrutny jest los sierot. Nikt im nie śpiewa przy kołysce, nic dziwnego że muzyki w dorosłości nie kochają, albo myślą że flet prosty służy do dźgania, jak ten tam mrukliwy jegomość, przypomnijcie jak go wołają? A jak bym czystej nieco wody dostał i pajdę chleba świeżego, to bym mógł wam zaśpiewać. Nie? To mógłbym wtedy nie śpiewać, albo nawet mówić przestać...na czas jakiś.
A niech sobie myśli, że jestem idiotą. Nie będzie zwracał uwagi na resztę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 października 2017, 10:52

W drodze do Ahra-kiru, 26 orakt-ran

Wiedziony desperacją Eszar zamierzał ciągnąć dalej konwersację z woźnicą, tym bardziej, że podchwycił wzrokiem znaczące spojrzenie Otlafa wbite w obciążony kluczami pas krasnoluda. Lecz rozmowa nie była możliwa, ponieważ wieść o losie czekającym więźniów wywołała w klatce prawdziwą histerię. Część sprzedanych na Spiżową Arenę niewolników wrzeszczała bezrozumnie, niektórzy szarpali z całych sił za kraty wozu w daremnej próbie ich wyrwania, ktoś zemdlał upadając pod nogi towarzyszy niedoli. Krzyki i szlochy wywołały oczywiste poruszenie na innych wozach, toteż stłoczeni w pozostałych klatkach więźniowie też zaczęli krzyczeć i kołysać wozami.

Konna eskorta zareagowała natychmiast, już wcześniej czujna i ostrożna podczas podróży przez stary gęsty las. Jeżdżąc wzdłuż kolumny zbrojni zaczęli tłuc pałkami po wyciągniętych między prętami rękach, wiele z nich łamiąc. Miotane na nieszczęśników w klatkach przekleństwa i groźby wyrżnięcia najbardziej niepokornych w pień tylko po części uspokoiły niewolników, toteż chaos w klatkach wciąż trwał, a przeraźliwe lamenty i wrzaski cierpienia niosły się wysoko pomiędzy konary wiekowych drzew.

- Stulcie gęby, kurwie pomioty! - ryczał krasnolud w koźle wozu, najwyraźniej przestraszony zamieszaniem, które sam wywołał - Bo wszystkich pozabijam!
Czegoju, może to dobry pomysł, aby spróbować podwędzić woźnicy klucze? Panujący wokół chaos wydaje się sprzyjać takiemu przedsięwzięciu!

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 01 października 2017, 20:33

To nie jest dobry pomysł, a wyśmienity. Jeśli to miałoby się nie udać, drugi pomysł to przyłączyć się do lamentów i z całej siły włączyć się do buntu. Rozhuśtać wóz i nawet go przewrócić. Także realizuję pierwszy pomysł.
Jeśli nie uda się zawsze mogę spróbować skorzystać z drugiego. Oczywiście skorzystam z wszystkich możliwych zdolności złodziejskich, za równo tych które mam, jak i tych których zamierzam się nauczyć. Ćwiczenia na żywym organizmie to najlepsza metoda.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 02 października 2017, 01:17

Jeśli będzie wymagała tego sytuacja, pomogę młodemu półokrowi w realizacji planu. Czy to odwracając uwagę woźnicy, czy w ostateczności w rewolcie=wywróceniu wozu. Mając na oku Milcara, rozejrzę się za narzędziami do mordu.

Teraz już powinniśmy wiedzieć ilu jest pilnowaczy, oprócz ośmiu woźniców. I jak sytuacja ma się na innych wozach?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 października 2017, 16:19

W drodze do Burat-aru, 26 orakt-ran

Dziesiętnik nie był w nastroju do rozmów, o czym szybko przekonali się i Eco i w gruncie rzeczy sympatyczny brodaty woźnica. Pierwszy z nich ściągnął na siebie długą wiązkę przekleństw, drugi potężnego kopniaka w tyłek. Obaj zamilkli zatem przezornie, rozglądając się po gęstym lesie.

Miejski strażnik trzymał broń na podorędziu, spięty do granic możliwości niepokojącymi odgłosami dobiegającymi z zielonej gęstwy. To coś tam trzasnęło głośno, to zaszeleściły krzewy, to powietrze przeszywał donośny łopot skrzydeł spłoszonego ptaka. Eco spodziewał się w każdej chwili napadu jakiegoś głodnego drapieżnika albo leśnych rabusiów, od których roiły się podobno puszcze wokół ogromnego jeziora. W strażnicy w Kroczu co rusz opowiadano sobie mrożące krew w żyłach historie o bestialskich watahach goblinów, które pod wodzą zbuntowanego księcia Guara grasowały w dziczy pożerając każdego napotkanego Ostrogarczyka.

Eco przeklinał w myślach tę chwilę, gdy w głowie Fleituha zakiełkowała szaleńcza idea wyprawy poza stolicę. Nawykły do ciżby budynków, bruku, miejskiego hałasu i smrodu surelianin czuł się w prastarej gęstej kniei niczym nowonarodzone szczenię gnolla. Wszystko tutaj było dla niego obce i groźne, nawet straszące dziwacznymi cieniami chaszcze leszczyny.

Cuchnący łojem furman jechał środkiem wąskiej trawiastej drogi przypominającej czasami wręcz zwierzęcą ścieżkę. Nie raz i dwa Eco podejrzewał w duchu, że w koźle wozu siedzi ukrywający się pod maską wieśniaka morderca i złodziej, wywożący nieświadome ryzyka ofiary w dzicz, gdzie nikt nie usłyszy ich przedśmiertnych krzyków. Nie ważąc się wypowiedzieć miana Kielicha na głos, gwardzista modlił się żarliwie w duchu o ocalenie i ocalenie sobie w końcu wymodlił.

- Patrzajta wielgchne pany - odezwał się milczący dotąd trwożnie chłop, spoglądając przy tym ze zgrozą na gotowego go znów kopnąć w krzyż dziesiętnika - Tamoj woda, brzeg za drzewami. Burat-ar już niedaleko.

Fleituh pomruczał coś pod nosem w odpowiedzi, pojaśniał nieco na posępnej przez całą drogę twarzy. Eco domyślał się, że jego przełożony też nie czerpał radości z podróży przez dzicz, tylko wzdragał się przed wyjawieniem tego towarzyszom. Sam strażnik też z miejsca poweselał, bo faktycznie między rzedniejącymi drzewami na lewo od wozu dostrzegł taflę wody.

- W sam czas, bom znowu zgłodniał - rzucił do właściciela starej baranicy - A jak tam u nich z gospodą?

Furman nie zdążył odpowiedzieć. Pośród donośnego trzasku łamanych gałęzi na dróżkę wysadził bez ostrzeżenia jakiś przerażający stwór, pohukujący niczym mastug z piekła rodem. Zaprzężone do wozu woły zaczęły ryczeć przeraźliwie jakby ktoś obdzierał je ze skóry, jęły szarpać chomątami i dyszlem. Ich właściciel zaryczał niewiele ciszej od zwierząt, naciągając baranią czapę na głowę w złudnej nadziei na ukrycie się przed potworem.

Zlany lodowatym potem Eco dostrzegł ogromny pękaty kształt o wielkich rękach i nogach, cały porośnięty kędzierzawą sierścią, o rogatym łbie potrząsanym tak energicznie, że nie sposób było dostrzec szczegółów paszczy czy ślepiów stwora.

- Khurrwa mutra! - wrzasnął w orklashu przestraszony nie na żarty Fleituh, stając w rozkroku na rozkołysanym wozie i dobywając przypasanej do boku szabli.
Chodzi mi po głowie jakiś test na strach, żeby sprawdzić, czy Eco nie zemdlał, ale może nie będę aż taki wredny...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 października 2017, 18:08

W drodze do Ahra-kiru, 26 orakt-ran

Zdeterminowany swym świetnym w rzeczy samej pomysłem, Otlaf wymienił spojrzenie z Eszarem. Obaj mężczyźni zrozumieli się bez choćby jednego słowa, doskonale pojmując, że ukradziony z pasa woźnicy klucz mógł przesądzić o ich dalszym losie. W klatce wciąż panował dziki rwetes, toteż złodziej przecisnął się bez chwili zwłoki pomiędzy lamentującymi współwięźniami i przylgnął do prętów tuż za plecami klnącego w khazalidzie woźnicy.

Pojazd podskakiwał na wybojach, szarpany przez okładane biczem konie. Jakiś żołdak przegalopował obok pojazdu krzycząc coś donośnie, na wozie gdzieś na czele kolumny poniósł się charakterystyczny agonalny skowyt mordowanej istoty. Otlaf przełożył rękę między prętami i uchwycił palcami pęk kluczy zamierzając zdjąć go z pasa woźnicy. Żelazne kółko stawiło opór, toteż mieszaniec pociągnął bardziej zdecydowanie w swą stronę, a potem skamieniał czując padające na twarz ciepłe smrodliwe powietrze.

Wykręcony w koźle krasnolud spoglądał na niego z góry z wykrzywioną nienawistnie gębą, wwiercając się wzrokiem w zaciśniętą na kluczach dłoń Otlafa.

- Ty skurwiała psia szczyno! - zaryczał bękarci potomek Króla Spod Góry - Sartan, do mnie! Tnij skurwiela!

Przy wozie wyrósł znienacka inny konny, jego cień padł na wykrzywioną w paroksyzmie lęku twarz Otlafa. Rosły ork tkwiący na grzbiecie gnadego ogiera wychylił się z siodła, podniósł do ciosu szablę zamierzając odciąć w nadgarstku pochwyconą przez krasnoluda dłoń mieszańca. Otlaf szarpnął się w tył w napadzie paniki, ale równie dobrze mógłby próbować przesunąć skalny masyw, tak silny był uścisk rechoczącego sadystycznie krasnoluda.

- Ocal mnie, Surelionie! - wykrzyczał śnieżnobiały po gębie złodziej.

- Napad! - gdzieś w tyle kolumny poniosły się znienacka przeraźliwe wrzaski eskorty - Napad!

Zbrojny w szablę jeździec nie odrąbał zuchwałemu złodziejowi ręki, zawrócił w zamian w miejscu konia i pognał w tył, a w ślad za nim inni konni żołdacy.

- Ja cię dorwę! - krasnoludzki woźnica puścił dłoń Otlafa i pochylił się w przód gmerając rękami prz yswych stopach, a gdy ponownie się wyprostował w koźle, trzymał w dłoniach sprawiającą śmiertelne wrażenie kuszę.
Problem z postacią na POZ 0 jest taki, że brakuje jej większości podstawowych w swej profesji umiejek. Otlaf nie ma nawet Podstaw kieszonkostwa, toteż rzuciłem mu po prostu na 1/4 ZR i uzyskałem przerażający wynik 77. Tym samym woźnica wyczuł, że ktoś gmera mu przy pasie! Ale przywołanie imienia Boga Bogów ewidentnie ma w sobie magiczną moc (co reszta wyznawców Sureliona powinna sobie dobrze zapamiętać).

Teraz trzeba szybko myśleć, co dalej. Krasnolud ma przy sobie kuszę i chyba jest dość wściekły, by jej użyć! Możecie (Otlaf i Eszar) rzucić się na niego i złapawszy za szyję ciągnąć między kraty, aż się udusi (będą testy sporne SF). Możecie spróbować jak najszybciej otworzyć klatkę po przeciwnej stronie zasłaniając się przed bełtami niczym tarczą Milcarrem (ewentualnie innym współwięźniem). Inne opcje? Propozycje? Zapomniałem, oczywiście możecie się też żarliwie modlić (specyfika tej kampanii wręcz tego wymaga).

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 07 października 2017, 11:17

Keth trochę podeliberuję nad mechaniką - jeśli już użyłeś zdolności Kieszonkostwo to oprócz mojego rzutu powinien rzucać Krasnolud. Mnie rzut nie wyszedł i nie mogłem zdobyć przedmiotu, ale dlaczego On automatycznie się zorientował, bez rzutu, skoro w zdolności jest taki rzut wymagany. 1/10 INT + 1/10 SZ to dość mało na krasnaluda. Także proszę rozważyć jeszcze raz ten aspekt. Jeśli chodzi o dalsze deklaracje w przypadku braku reakcji na mój sprzeciw - najpierw zasłonie się więźniem (jeśli krasnolud strzeli, najlepiej najsłabszym, oczywiście poza ślepakiem). Potem już nie będzie innego wyjścia jak otwarta konfrontacja. Albo poszukam przedmiotu, którym można rzucić krasnoluda, albo jak proponowałeś schwycę go żeby podciągnąć do klatki, licząc że więźniowie pomogą jeśli będzie bliżej i spróbujemy zadusić drania gołymi rękami. Chyba, że gdzieś przy pasie znajdzie się jakiś nóż lub sztylet, który da się ulokować pod żebrami prześladowcy. Tak czy inaczej sprawa się bardzo skomplikowała.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 08 października 2017, 00:23

Mrugnięcie oka temu, czułem że Bóg mnie opuścił, że Surelion odwrócił swój boski wzrok od mej osoby, przez mą pychę i butę. Zawsze kiedy jestem zdenerwowany, robię się zad wyraz gadatliwy. Zdenerwowany nie byłem sytuacją, a uczuciem pustki, która wypełniła mi serce. Ale to nie mistrz minie opuścił, to ja zwątpiłem. Odwaga młodego półorka i wiara, jaką pokładał w Kielichu, udzieliła się i mi.
Wtedy to, powietrze przeszedł straszny skowyt.
Spojrzałem głęboko w oczy niecnego krasnala, wychwytując spojrzenie przeniosłem wzrok nad jego lewym ramieniem, struchlały, wykrzywiłem twarz w strachu.
-KALABRA!
Koc którym byłem opatulony poszybował w górę, rozpościerając się niczym wielki nocny motyl. Moje zaś szczupłe ciało, śliznęło się po dnie klatki, by przez kraty chwycić parcha za brodę. Pewnie i mocno. Pociągnę mocno do siebie. Druga ręka poszybuje do pęku kluczy, lub stopy bliższej, zależnie od sytuacji.
Gra spojrzeń trwa moment, staram się go zmylić i rozkojarzyć. Nic też za jego plecami nie widzę, a skowyt to przypadek, las. Rzucając kocem wykorzystuję umiejętności rzucania sieci. Liczę że osłabi celność i siłę strzału, zarazem zdekoncentruje brzydala. Następnie boks marynarski. Najchętniej zabrałbym mu klucze-siłą. Ale jeżeli sytuacja na to nie pozwoli, złapię za nogę i spróbuję wywrócić, wykorzystując jego siłę przeciwko trzymaniu brody, dalej będę wykręcał nogę w kostce.
-Ciągnij, duś parcha! -zwrócę się cicho, ale dosadnie do towarzyszy niedoli

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 października 2017, 23:50

Milcarr tez doskoczy do kraty i sprobuje zlapac krasnala a potem druga reka zacznie go okladac na oslep. Slepak troche potrafi przylac z piesci, no chyba ze chwyt bedzie na tyle pewny zeby przyciagnac woznice do kraty. Milcarr bedzie wschluwwal sie w odglos kluczy i postara sie je zerwac.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 października 2017, 18:03

W drodze do Ahra-kiru, 26 orakt-ran

Otlaf, Eszar i poruszający się wyjątkowo niezgrabnie Ślepak runęli jak jeden mąż ku krasnoludzkiemu kusznikowi, wyciągając ręce pomiędzy kratami i łapiąc prostackiego woźnicę za odzienie oraz brodę. Targnięty z całych sił ku klatce, łowca niewolników stęknął głucho zderzywszy się z kratami, zaczął wrzeszczeć wniebogłosy. Uwięziona pomiędzy jego ciałem i metalem krat kusza stała się znienacka całkowicie nieprzydatnym kawałkiem żelaza i drewna, wbijającym się na dodatek boleśnie w krocze krasnoluda.

- Wybijcie mu oczy! - krzyknął uczepiony brody woźnicy Milcarr, uwieszony na niej niczym na ściennej drapierii - Palcami wydrapcie!

Krasnolud ryczał niczym dźgany w zad włócznią niedźwiedź, szarpał się w uścisku więźniów tak szaleńczo, że rozkołysał cały wóz. Na walczących z nim surelian padł znienacka czyjś cień, przy klatce wyrósł prychający wściekle koń i siedzący na nim żołdak z szablą w ręce.

- Zabij ich! - wrzasnął woźnica - Orton, zabij ich!

Jeździec złapał szablę oburącz i wzniósł ją nad głowę w zamiarze cięcia ostrzem z góry w dół pomiędzy kratami. Znajdujący się najbliżej napastnika Otlaf jęknął głośno wiedząc już, że nie zdąży uskoczyć, że nie zdoła nawet zasłonić się mało przydatnym w obecnej sytuacji Ślepakiem.

Obraz biorącego zamach szablą żołdaka wypalił się w szeroko otwartych oczach Otlafa, utkwił pod jego powiekami wtłoczony w nie jaskrawym rozbłyskiem, który całkowicie mieszańca oślepił. W jednym momencie pomarańczowa kula ognia pochłonęła kwiczące przeraźliwie zwierzę i jego właściciela, trawiąc ich z nienaturalną żarłoczością. Dźwięk wydany przez konającego konia urwał się w następnej sekundzie, ale jego echo wibrowało jeszcze przez chwilę w strwożałych umysłach więźniów.

Upiorny żar bijący od całopalnego stosu będącego dopiero co jeźdźcem na koniu uderzył w kraty wozu, przypiekł stłoczonych na nim nieszczęśników. Ubrania niektórych z nich zajęły się natychmiast ogniem, podobnie jak włosy. Niedawne wrzaski przerażenia przeszły momentalnie w znacznie wyższe nuty, mrożące krew w żyłach intensywnością cierpienia. Poparzony Otlaf odskoczył od krasnoluda, któremu zapaliła się broda, upadł na plecy zahaczywszy nogą o Milcarra, kiedy spanikowane zaprzęgowe konie runęły do przodu czując na skórze żar płomieni. Woźnica zdążył zaryczeć jeszcze jeden raz, po czym sturlał się z kozła gdzieś w bok, w leśne poszycie.

Ciągnięty przez przerażone konie wóz-klatka runął pomiędzy gęstwę lasu, pozbawiony kontroli i wibrujący krzykami uwięzionych w dymiącej klatce nieszczęśników.
...

ODPOWIEDZ