Ulice metropolii witały Surelian świeżością, rześkie powietrze zaczynało się nie ledwie mieszać z zapachem miasta, wyciągając z pod dachów jego mieszkańców. Dymy leciały wysoko, ale kwaśny miejski zaduch i ciężkie zapachy prostytutek walczyły o przestrzeń ulicy. Za nimi wdzierał się gwar i nerwowe nawoływania miejskiej straży, te ostatnie coraz wyraźniej zbliżały się ze strony gdzie podążali wierni i ich Mistrz. Do okrzyków dołączyło ujadanie i chwilę później grupa gończych z psami przebiegała w przeciwnym do wiernych kierunku. Jeden wszak podły kundel, mocno się zawziął na czwórkę Surelian, a szczególnie na dzierżony przez Kielich skarb, tego pewien był Eszar.
Niedawny bard, a teraz twardy woj, nie mógł pozwolić, by wściekły pies, czy też jego opiekun, wyrządzili Mistrzowi choć małą krzywdę. Błyskawicznie znalazł się blisko zwierza dobywając mieczyk na pół długości ostrza.
-Wstrzymaj wilka mości oficerze! Tak żeś go wygłodził że mi zara kaftan świnią ufajdany zżuje. O, na Pana mi się pcha, bo Pan sarninę jadł, wie cholera co dobre, ale zabieraj go szeryfie.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego, Ślepak zatoczył się zaczepił Mistrza i zwyczajnie popuścił w gacie. Fekalia dopełniły zwyczajowego zapachu i kolorytu ulicy, a bard nie mógł wyjść z podziwu nie tyle genialnego fortelu Milcarra, co zawartości wnętrzności, które okazał. Półelf mógłby przysiąc, że znajdowały się tam oprócz zwyczajowych przegrzebek, niestrawione do końca końskie kabanosy, sterczące kusząco z barwnej brei. Bard zastygł na moment rozważając, czy nie można by malować w ten sposób obrazków, krótko widocznych z murów pałacu. Odpowiednio dobrać dietę, nakarmić głodny tłum i zebrawszy pod pałacem Katanów zachęcić do wspólnych, acz zorganizowanych wymiotów i robienia kupy. Barwny napis: Naród Wdzięczny za Ucztę.
-Masz biedny człeku. -Eszar wcisnął monetę w dłoń ślepaka.
-Bierz pan tego psa! Idźmy Panie. -z ukłonem do Sureliona.
Jeśli to możliwe, to może bard odbierze od Mistrza pakunek.
Bardzo stanowczo przemawia bard do pana oficera. Choć to wyjątek, grzecznie.
Ależ ten czarownik sprytny, już dwa pierścionki trzyma, a tylko do sprawdzenia dostał, czy magiczne. Eszar ma go na oku, niech nawet nie myśli, że podmieni. A bard i tak pójdzie zweryfikować opinie do Saan-Sar'a.
EDIT 8art: Gwoli ścisłości: żebrak poszedł po dwójeczce, a nie zwymiotował
