PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, puszcza opodal Tahar-garu
Pogrążona w ciemnościach knieja wydawała się pełna złowieszczych kształtów przywodzących na myśl drapieżne bestie, przyczajone w chaszczach i gotowiące się do skoku. Moriento już wcześniej wyciągnął z rękawów obydwa zabrane strażnikom noże, dodając sobie otuchy ich uspokajającym ciężarem. Trzaskające w głębi lasu gałązki ustawicznie targały nerwami mężczyzny, a zapalające się tu i ówdzie malutkie latarenki fosforyzujących na zielono ślepków napawały go rosnącym niepokojem.
Zamierzał odszukać po ciemku puszczański trakt biegnący na północ i przeczekać w głębi lasu do świtu, a potem ponownie rozważyć swe położenie. W tej chwili najważniejsza była świadomość tego, że zdołał zbiec na czas z Tahar-garu i zejść z oczu tamtejszym strażnikom miejskim, bez wątpienia zajętym zaciskaniem sideł wokół pozostałych trzech uciekinierów.
Wątek techniczny
Gdyby to była gra komputerowa, powiedziałbym, że Tzeentch wyszedł poza planszę! Tym samym proponuję zakończenie przygody dla Morientiego pod postacią happy endu w wysokości 20 PD oraz obietnicy szczęśliwego dotarcia za kilka dni do jakiegoś spokojnego sioła w środkowej części wyspy.
Pogrążona w ciemnościach knieja wydawała się pełna złowieszczych kształtów przywodzących na myśl drapieżne bestie, przyczajone w chaszczach i gotowiące się do skoku. Moriento już wcześniej wyciągnął z rękawów obydwa zabrane strażnikom noże, dodając sobie otuchy ich uspokajającym ciężarem. Trzaskające w głębi lasu gałązki ustawicznie targały nerwami mężczyzny, a zapalające się tu i ówdzie malutkie latarenki fosforyzujących na zielono ślepków napawały go rosnącym niepokojem.
Zamierzał odszukać po ciemku puszczański trakt biegnący na północ i przeczekać w głębi lasu do świtu, a potem ponownie rozważyć swe położenie. W tej chwili najważniejsza była świadomość tego, że zdołał zbiec na czas z Tahar-garu i zejść z oczu tamtejszym strażnikom miejskim, bez wątpienia zajętym zaciskaniem sideł wokół pozostałych trzech uciekinierów.
Wątek techniczny
Gdyby to była gra komputerowa, powiedziałbym, że Tzeentch wyszedł poza planszę! Tym samym proponuję zakończenie przygody dla Morientiego pod postacią happy endu w wysokości 20 PD oraz obietnicy szczęśliwego dotarcia za kilka dni do jakiegoś spokojnego sioła w środkowej części wyspy.
Elf tkwiłby z tym skamienieniu jeszcze długo, gdyby nie nagła myśl, iż czas ucieka, a każda jego sekunda jest cenna. Otworzył usta i chciał coś powiedzieć, jednak wtedy na myśl mu przyszło wspomnienie z lat jego młodzieńczych, kiedy to uczony gry pewnej zasad, usłyszał, iż rozważnym trza być, bo sytuacje są jak kobiety - niewykorzystane się mszczą, a zemsta takiej dziewoi mogła by wspomniany stryczek szybciej jeszcze na jego szyi powiesić.
- Pani wybacz, jednak nie twa uroda jest problemem, to kwestia okoliczności. Piękność twą bardowie sławić winni, jednak mi klerykowi nie wypada pod pomnikiem obcej bogini.. no a przede wszystkim zmartwić cię muszę. Elfy inaczej funkcjonują niźli ludzie i choć uciech cielesnych zaznać mogą zawsze, a pewnie i nawet w tych stresujących okolicznościach nie byłoby z tym problemu, to potomstwo płodzić mogą jedynie w określonej porze miesiąca - mówił elf z powagą taką, jakby w słowa swe nie tylko wierzył, ale i wykładane mu były na wszelkich lekcjach rozmnażania dotyczących - Twoja propozycja kusząca jest wielce, czy to ze względu na powodzenie jakie dziecko miałoby przynieść, ale przede wszystkim ze względu na twe wdzięki - tu wyraźnie Hariquiel się uśmiechnął, jednak chwile później spoważniał a jego ton jakby i posmutniał - jednak sama widzisz, iż nie wykonalne to jest. Możemy się umówić na czas dogodny zarówno dla biologii twojej, jak i mej lub co lepsze możesz ruszyć z nami i w próbach się pogrążyć możemy, jak tylko wola twoja wskaże - powiedział elf, a w duchu mając nadzieję, że któryś z towarzyszy ogłuszy dziewczę nim ta wyda z siebie jakiś głośny dźwięk, mogący zaalarmować przechodniów czy też straż.
Nie ma czasu na uciechy cielesne, ni dłuższą rozmowę, nie można jej spławić też by odrzucona nie doniosła zbyt szybko, rozwiązaniem więc jest albo wzięcie jej z sobą, albo ogłuszenie i uniemożliwnie zdradzenia naszej obecności.
Poza tym trzeba 'wróżce' błąd wytknąć i udowodnić, że z konopią mi nie do twarzy, a druidzi do krawatów nie przywykli
- Pani wybacz, jednak nie twa uroda jest problemem, to kwestia okoliczności. Piękność twą bardowie sławić winni, jednak mi klerykowi nie wypada pod pomnikiem obcej bogini.. no a przede wszystkim zmartwić cię muszę. Elfy inaczej funkcjonują niźli ludzie i choć uciech cielesnych zaznać mogą zawsze, a pewnie i nawet w tych stresujących okolicznościach nie byłoby z tym problemu, to potomstwo płodzić mogą jedynie w określonej porze miesiąca - mówił elf z powagą taką, jakby w słowa swe nie tylko wierzył, ale i wykładane mu były na wszelkich lekcjach rozmnażania dotyczących - Twoja propozycja kusząca jest wielce, czy to ze względu na powodzenie jakie dziecko miałoby przynieść, ale przede wszystkim ze względu na twe wdzięki - tu wyraźnie Hariquiel się uśmiechnął, jednak chwile później spoważniał a jego ton jakby i posmutniał - jednak sama widzisz, iż nie wykonalne to jest. Możemy się umówić na czas dogodny zarówno dla biologii twojej, jak i mej lub co lepsze możesz ruszyć z nami i w próbach się pogrążyć możemy, jak tylko wola twoja wskaże - powiedział elf, a w duchu mając nadzieję, że któryś z towarzyszy ogłuszy dziewczę nim ta wyda z siebie jakiś głośny dźwięk, mogący zaalarmować przechodniów czy też straż.
Nie ma czasu na uciechy cielesne, ni dłuższą rozmowę, nie można jej spławić też by odrzucona nie doniosła zbyt szybko, rozwiązaniem więc jest albo wzięcie jej z sobą, albo ogłuszenie i uniemożliwnie zdradzenia naszej obecności.
Poza tym trzeba 'wróżce' błąd wytknąć i udowodnić, że z konopią mi nie do twarzy, a druidzi do krawatów nie przywykli
Nemo Me Impune Lacessit..
Szczerze powiedziawszy nie o happy end mi tu chodzi, ale o rozrywkę
Może nie powinienem był się odłączać od drużyny, ale czekanie na cud nie wydawało mi się najrozsądniejszym pomysłem, a ślepa wiara, że wszystko jakoś się rozwiąże samo zaprowadziła nas tylko w kajdany. Jak widać się pomyliłem :p
Jeśli uważasz, że ciężko będzie mnie zagonić do miasta i zorganizować radosne spotkanie z resztą drużyny, to podpowiadam - przede mną niewielka twierdza - jedna z kilku chroniących miasto i w niej garnizon, który został już zaalarmowany wydarzeniami (jakiś magiczny system informacyjny na Orchii istnieć musi
) i wysyła własnie patrole, które odcinają mnie od lasu. Lub jakiś sen zesłany przez wyższe siły, które mówią, że mam w mieście jeszcze coś do zrobienia. W najgorszym razie pojmanie i kolejna próba ucieczki :p
Jeśli jednak widzisz dla mnie koniec przygody, to ok. Będę sobie czytał bez dalszego udzielania się
Jeśli uważasz, że ciężko będzie mnie zagonić do miasta i zorganizować radosne spotkanie z resztą drużyny, to podpowiadam - przede mną niewielka twierdza - jedna z kilku chroniących miasto i w niej garnizon, który został już zaalarmowany wydarzeniami (jakiś magiczny system informacyjny na Orchii istnieć musi
Jeśli jednak widzisz dla mnie koniec przygody, to ok. Będę sobie czytał bez dalszego udzielania się
Stojąc zasłuchany w słowa kobiety rzucał szybkie spojrzenia starając się przebić wzrokiem otaczające ciemności, wyłowić kryjące się w nich niebezpieczeństwa. Drgnął gdy Aldur zakrzyknął ku niemu i wyciągnął dłoń niosąc pomoc w dosiadaniu konia. Popatrzył nań, na elfa, przeniósł spojrzenie na niewiastę, uśmiechając się lekko pod nosem, podszedł i szturchnął kobietę lekko.
- Panienko, nam w drogę spieszno - machnął ręką w kierunku murów - O ile wieszczka prawdę rzecze, możesz jeszcze kapkę wysiłku w spełnienie przepowiedni włożyć, pomóc wydostać się z opresji. Póki się ryćkać nie będziecie, konopię szyję jego ominą. Wyjedziem za mury, ku lasom, pochędożycie sobie w spokoju, a nie tak na ulicy, na szybko... Ty dostaniesz co obiecane, jemu żywot przedłużysz, a nas wstrzymywać nie będziesz! Zapewne umie odwdzięczięczyć się za tak łaskawe wdzięki i wybawienie chwilowe!
Kiwnął poważnie głową aby wadze słów przytaknąć, pchnął ją lekko w kierunku Hariquiel'a puszczając ku niemu oko tak by kobieta nie zauważyła, podszedł szybko do Aldura i złapawszy jego dłoń z cichym stęknięciem wskoczył na miejsce za jego plecami.
- Bieżym! Świt nadchodzi! - zakrzyknął i klepnął drwala w plecy na znak że gotów do drogi.
- Panienko, nam w drogę spieszno - machnął ręką w kierunku murów - O ile wieszczka prawdę rzecze, możesz jeszcze kapkę wysiłku w spełnienie przepowiedni włożyć, pomóc wydostać się z opresji. Póki się ryćkać nie będziecie, konopię szyję jego ominą. Wyjedziem za mury, ku lasom, pochędożycie sobie w spokoju, a nie tak na ulicy, na szybko... Ty dostaniesz co obiecane, jemu żywot przedłużysz, a nas wstrzymywać nie będziesz! Zapewne umie odwdzięczięczyć się za tak łaskawe wdzięki i wybawienie chwilowe!
Kiwnął poważnie głową aby wadze słów przytaknąć, pchnął ją lekko w kierunku Hariquiel'a puszczając ku niemu oko tak by kobieta nie zauważyła, podszedł szybko do Aldura i złapawszy jego dłoń z cichym stęknięciem wskoczył na miejsce za jego plecami.
- Bieżym! Świt nadchodzi! - zakrzyknął i klepnął drwala w plecy na znak że gotów do drogi.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, puszcza opodal Tahar-garu
Mroczna knieja zdawała się tętnić życiem pomimo nocnej pory. Im baczniej Moriento nadstawiał uszu, tym wyraźniej słyszał dobiegające z różnych zakamarków trzaski i szelesty, piski i prychanie. Przerastające człowieka rozmiarami paprocie zdawały się skrywać w swej gęstwie cały legion leśnych drapieżników i chociaż Katańczyk trzymał nerwy na wodzy, coraz szczerzej żałował pochopnie podjętej decyzji o samotnym zapuszczeniu się w puszczańską gęstwę.
Szeptane pod nosem słowa setyckiej mantry nie przynosiły bynajmniej ukojenia, bo czarodziej świadom był tego, że od dłuższego czasu nie złożył swemu boskiemu patronowi stosownej ofiary. Pan Ciemności zwykł otaczać łaskami pokornych czcicieli, zaś tych podchodzących do religijnych praktyk z pewną dozą opieszałości karał czasami w nader bolesny sposób - na przykład zsyłając na nich w nocnych ciemnościach jedną z ogromnych tabadańskich skolopendr stanowiących istną plagę w puszczach tego regionu.
Kolejne gałęzie trzasnęły donośnie w oddali i wtedy pocierający palcami swój amulet Katańczyk zdecydował, że wizja kajdanów i katowskiego pieńka budzi w nim obawy mniejsze od tych zrodzonych lękiem przed nocą spędzoną w kniei. Ostrożnie stawiając kroki i bacznie nasłuchując mężczyzna zawrócił chyłkiem w stronę krawędzi lasu, rozgarniając paprocie ostrzami noży i mamrocząc pod nosem słowa modlitwy.
Zmierzał w kierunku opłotków Tahar-garu, chociaż nie miał jeszcze pojęcia jak przetrwa w portowym mieście najbliższych kilka dni; pewien był bowiem tego, że miejscowi stróże prawa wyjdą ze skóry w próbach pojmania zbrodniarzy obciążonych winą zabójstwa miejskiego rajcy oraz ich towarzyszy służby.
Wątek techniczny
Wedle życzenia postać Tzeentcha jednak wraca do gry, zarzucając plan dalszego podróżowania puszczą i zmierzając z powrotem do miasta (dowodząc niejako przy okazji męstwa i hartu ducha naszego gracza, który nie poszedł na łatwiznę i miast cieszyć się dwudziestoma pedekami znów naraża swe życie ku uciesze czytaczy).
Mroczna knieja zdawała się tętnić życiem pomimo nocnej pory. Im baczniej Moriento nadstawiał uszu, tym wyraźniej słyszał dobiegające z różnych zakamarków trzaski i szelesty, piski i prychanie. Przerastające człowieka rozmiarami paprocie zdawały się skrywać w swej gęstwie cały legion leśnych drapieżników i chociaż Katańczyk trzymał nerwy na wodzy, coraz szczerzej żałował pochopnie podjętej decyzji o samotnym zapuszczeniu się w puszczańską gęstwę.
Szeptane pod nosem słowa setyckiej mantry nie przynosiły bynajmniej ukojenia, bo czarodziej świadom był tego, że od dłuższego czasu nie złożył swemu boskiemu patronowi stosownej ofiary. Pan Ciemności zwykł otaczać łaskami pokornych czcicieli, zaś tych podchodzących do religijnych praktyk z pewną dozą opieszałości karał czasami w nader bolesny sposób - na przykład zsyłając na nich w nocnych ciemnościach jedną z ogromnych tabadańskich skolopendr stanowiących istną plagę w puszczach tego regionu.
Kolejne gałęzie trzasnęły donośnie w oddali i wtedy pocierający palcami swój amulet Katańczyk zdecydował, że wizja kajdanów i katowskiego pieńka budzi w nim obawy mniejsze od tych zrodzonych lękiem przed nocą spędzoną w kniei. Ostrożnie stawiając kroki i bacznie nasłuchując mężczyzna zawrócił chyłkiem w stronę krawędzi lasu, rozgarniając paprocie ostrzami noży i mamrocząc pod nosem słowa modlitwy.
Zmierzał w kierunku opłotków Tahar-garu, chociaż nie miał jeszcze pojęcia jak przetrwa w portowym mieście najbliższych kilka dni; pewien był bowiem tego, że miejscowi stróże prawa wyjdą ze skóry w próbach pojmania zbrodniarzy obciążonych winą zabójstwa miejskiego rajcy oraz ich towarzyszy służby.
Wątek techniczny
Wedle życzenia postać Tzeentcha jednak wraca do gry, zarzucając plan dalszego podróżowania puszczą i zmierzając z powrotem do miasta (dowodząc niejako przy okazji męstwa i hartu ducha naszego gracza, który nie poszedł na łatwiznę i miast cieszyć się dwudziestoma pedekami znów naraża swe życie ku uciesze czytaczy).
Rozglądając się z niepokojem Moriento z kołaczącym sercem przesuwał się znów w kierunku miasta. Intensywnie zastanawiał się nad dalszymi planami. Karczmy i zajazdy jako miejsca spędzenia nocy odpadają. Straż na pewno wyśle tam kogoś z rysopisami i nakazem informowania o podejrzanych osobnikach. Jeszcze żeby to było zwykłe przestępstwo, to można byłoby szukać pomocy w półświtku, ale przy takiej sprawie politycznej raczej nie ma co liczyć na wsparcie z tamtej strony... Najlepszym pomysłem wydawało się znalezienie jakiegoś większego gospodartwa w okolicy i próba schowania się na strychu jakiegoś budynku magazynowego... Tak przetrzymałoby się dni, a nocą wychodziłoby się znaleźć coś do jedzenia i picia... w końcu jakaś studnia czy strumień powinien być też w pobliżu...
Takie myśli przelatywały przez głowę Moriento, gdy wracał powoli w kierunku zabudowań...
Takie myśli przelatywały przez głowę Moriento, gdy wracał powoli w kierunku zabudowań...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Moi drodzy, wyjeżdżam jutro wieczorem po pracy do Polski i wrócę dopiero w przyszłą środę rano. Do tego czasu nie przewiduję praktycznie żadnej możliwości zajrzenia na portal, stąd też muszę zamrozić wszelkie formy aktywności na forum do czasu powrotu do domu. Przepraszam, że w ostatnich dniach tak dalece Was zaniedbałem, ale skumulowało mi się mnóstwo dodatkowych spraw do załatwienia, wskutek czego ucierpiała ilość aktualizacji. Obiecuję daleko idącą poprawę po powrocie z urlopu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Trącony piętami wierzchowiec zadzwonił podkowami o brukowe kostki, prychnął wyraźnie niezadowolony ze sposobu, w jaki Aldur się z nim obszedł, po czym poszedł z miejsca w galop, pędząc wzdłuż nabrzeża z donośnym hałasem. Siedzący w tyle i obłapiający Tabadańczyka kurczowo rękami krasnolud wyglądał niebywale komicznie, jednakże odprowadzającemu towarzyszy wzrokiem Hariquielowi wcale nie było do śmiechu.
Młoda dziewczyna z tawerny ciemniała coraz bardziej po twarzy, bądź to nie pokładając dostatecznej wiary w pokrętne wymówki elfa dotyczące jego chwilowej impotencji bądź to nie potrafiąc się pogodzić z nie do końca trafną przepowiednią kapłanki-wróżki. Jej długie szczupłe palce wciąż zaciskały się na rękawach Hariquiela, z siłą zaskakującą dla wiotkiej dziewoi.
- Wielcem żem się na niebezpieczeństwo narażała, coby wasze klamoty uratować, a cię odszukać - wycedziła przez zęby - Wiedz tedy, że cię nigdzie nie puszczę, póki się ze mną nie pokładziesz, choćbym cię miała w piwnicy trzymać za beczkami z winem! Twoi kompani mi furda, do niczego niepotrzebni, zresztą im wróżka niedługi żywot pisała, jeśli nadmierną pewność w siebie położą. Ale tyś jest podług wieszczki mnie wielce potrzebny, tedy się nie migaj przed musem, bo jak się rozzłoszczę, to cię przemocą będę brała!
Coraz bardziej rozzłoszczona, Tabadanka podnosiła z każdym słowem ton budząc w elfie rosnące zaniepokojenie wizją zainteresowanych tym rwetesem przechodniów. Na portowych uliczkach wciąż kręciło się wielu gapiów, wyrwanych ze snu rykiem świątynnych rogów i biciem w gongi, toteż z każdą chwilą rosło prawdopodobieństwo, że ktoś zechce przyjrzeć się bliżej elfowi uwikłanemu w sprzeczkę z piękną młodą dziewczyną.
A podchmieleni piwem przechodnie mogli żywić ogromną ochotę ku temu, by ująć się za piękną młodą dziewczyną bez bliższego wnikania w szczegóły owej rzekomej sprzeczki.
- Długo tedy będziesz stał jak kołek?! - wielkie ciemne oczy Tabadanki zdawały się miotać błyskawice, a jej kształtne piersi falowały w rytm przyśpieszonego oddechu - Jeśli...
Z pobliskiej uliczki wychynęła grupka idących żwawym krokiem mężczyzn, toteż Hariquiel w jednej chwili podjął decyzję i wsunąwszy lewą dłoń pod włosy na karku dziewczyny przyciągnął ją do siebie tłumiąc resztę wyrzutów namiętnym pocałunkiem. Tabadanka zesztywniała w pierwszej chwili w wyrazie mimowolnego zaskoczenia, pojąwszy jednak intencje elfa natychmiast do niego przylgnęła w silnym uścisku nie przejawiając najmniejszej ochoty do przerwania amorów.
Wątek techniczny
Dobra, drwal z krasnoludem odjechali, zostawiając elfa samego na pastwę gorącej dziewoi. Zgodnie z wcześniejszą deklaracją zamknąłem jej naprędce w wyrafinowany sposób usta, ponieważ w pobliżu pojawiła się większa grupka przechodniów, ale co dalej?
I drugie pytanie: kto zabrał ewentualnie tobołek Morientiego? (dziewczyna przyniosła go wraz z resztą bagaży).
Trącony piętami wierzchowiec zadzwonił podkowami o brukowe kostki, prychnął wyraźnie niezadowolony ze sposobu, w jaki Aldur się z nim obszedł, po czym poszedł z miejsca w galop, pędząc wzdłuż nabrzeża z donośnym hałasem. Siedzący w tyle i obłapiający Tabadańczyka kurczowo rękami krasnolud wyglądał niebywale komicznie, jednakże odprowadzającemu towarzyszy wzrokiem Hariquielowi wcale nie było do śmiechu.
Młoda dziewczyna z tawerny ciemniała coraz bardziej po twarzy, bądź to nie pokładając dostatecznej wiary w pokrętne wymówki elfa dotyczące jego chwilowej impotencji bądź to nie potrafiąc się pogodzić z nie do końca trafną przepowiednią kapłanki-wróżki. Jej długie szczupłe palce wciąż zaciskały się na rękawach Hariquiela, z siłą zaskakującą dla wiotkiej dziewoi.
- Wielcem żem się na niebezpieczeństwo narażała, coby wasze klamoty uratować, a cię odszukać - wycedziła przez zęby - Wiedz tedy, że cię nigdzie nie puszczę, póki się ze mną nie pokładziesz, choćbym cię miała w piwnicy trzymać za beczkami z winem! Twoi kompani mi furda, do niczego niepotrzebni, zresztą im wróżka niedługi żywot pisała, jeśli nadmierną pewność w siebie położą. Ale tyś jest podług wieszczki mnie wielce potrzebny, tedy się nie migaj przed musem, bo jak się rozzłoszczę, to cię przemocą będę brała!
Coraz bardziej rozzłoszczona, Tabadanka podnosiła z każdym słowem ton budząc w elfie rosnące zaniepokojenie wizją zainteresowanych tym rwetesem przechodniów. Na portowych uliczkach wciąż kręciło się wielu gapiów, wyrwanych ze snu rykiem świątynnych rogów i biciem w gongi, toteż z każdą chwilą rosło prawdopodobieństwo, że ktoś zechce przyjrzeć się bliżej elfowi uwikłanemu w sprzeczkę z piękną młodą dziewczyną.
A podchmieleni piwem przechodnie mogli żywić ogromną ochotę ku temu, by ująć się za piękną młodą dziewczyną bez bliższego wnikania w szczegóły owej rzekomej sprzeczki.
- Długo tedy będziesz stał jak kołek?! - wielkie ciemne oczy Tabadanki zdawały się miotać błyskawice, a jej kształtne piersi falowały w rytm przyśpieszonego oddechu - Jeśli...
Z pobliskiej uliczki wychynęła grupka idących żwawym krokiem mężczyzn, toteż Hariquiel w jednej chwili podjął decyzję i wsunąwszy lewą dłoń pod włosy na karku dziewczyny przyciągnął ją do siebie tłumiąc resztę wyrzutów namiętnym pocałunkiem. Tabadanka zesztywniała w pierwszej chwili w wyrazie mimowolnego zaskoczenia, pojąwszy jednak intencje elfa natychmiast do niego przylgnęła w silnym uścisku nie przejawiając najmniejszej ochoty do przerwania amorów.
Wątek techniczny
Dobra, drwal z krasnoludem odjechali, zostawiając elfa samego na pastwę gorącej dziewoi. Zgodnie z wcześniejszą deklaracją zamknąłem jej naprędce w wyrafinowany sposób usta, ponieważ w pobliżu pojawiła się większa grupka przechodniów, ale co dalej?
I drugie pytanie: kto zabrał ewentualnie tobołek Morientiego? (dziewczyna przyniosła go wraz z resztą bagaży).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Przyciskający się do szerokich barów Aldura Goldasth miotał pod nosem wyjątkowo plugawe przekleństwa, nie widząc cienia godności w swej komicznej pozycji na zadzie galopującego wąskimi uliczkami konia. Ustawiczne podskoki na końskim grzbiecie czyniły niemożliwym przyjęcie przynajmniej względnie wygodnej pozy, a sam krasnolud musiał cały czas uważać, by przypadkiem nie stracić równowagi i nie wylądować na twardym bruku za końskim chwostem.
Ciągnący za prowizoryczną uzdę Aldur obrócił wierzchowca w miejscu zwalniając nieco tempo jazdy i obierając za cel biegnącą nieco w górę uliczkę kierującą się pomiędzy portowe magazyny kupieckie. Kilkadziesiąt metrów dalej mężczyzna zatrzymał konia dostrzegając znienacka ukryte dotąd za stertą starych drewnianych skrzynek zbiegowisko ludzi, stłoczone wokół jakiegoś niewielkiego kształtu okładanego ochoczo pałkami i wyrwanymi ze skrzynek deseczkami. Nagłe pojawienie się jeźdźca wstrzymało całą zabawę, a dzierżący pałki i deski przechodnie, bez wyjątku ludzie i mieszańcy ludzkiej krwi, rozstąpili się nieco ukazując oczom wyzierającego zza pleców drwala Goldastha obiekt swych zainteresowań.
- Khaz azal dhuk! - zawarczał krasnolud w rodzimej mowie uświadamiając sobie znienacka, że spogląda na sponiewieranego przez tłuszczę ziomka, brodatego męża w kolczej koszulce i skórzanych portkach, krwawiącego obficie z rozbitego nosa i ust.
- Patrzajcie, inszy tam siedzi! - wrzasnął ktoś z grupki pałkarzy, wskazując swym orężem na Goldastha - Możno prawdę ten tutaj gadał, że nie on podpalacz?
Obity srodze krasnolud leżący na zakrwawionym bruku wystękał coś nieskładnie, ale zaraz ucichł kopnięty w głowę ciężkim marynarskim butem.
- Skąd mnie wiedzieć, który z nich jest podpalacz? - zawołał inny człowiek z pałką, barczysty drab o wyglądzie nielichego zabijaki - Strażnicy rzekli, coby elfa szukać z krasnoludem, ale niekoniecznie w parze. Jak nie wiadomo, który krasnolud winien, to trza lać każdego, jeno tak pewnym można być tego, że winny też manto zbierze! Brać ich!
Kilka słów zachęty było wszystkim, czego rozochoceni maltretowaniem przypadkowego krasnoluda ludzie potrzebowali. Podnosząc w górę swe pałki i pokrzykując głośno kilkunastu Tabadańczyków runęło w stronę siedzących na koniu najmitów z ewidentnym zamiarem ściągnięcia ich z grzbietu konia i solidnego poturbowania.
Wątek techniczny
Jak widać wieści szybko się po mieście rozchodzą. Droga w głąb tej akurat ulicy jest zatarasowana, a co więcej, tylko szybka ewakuacja może Wam oszczędzić bliskiego spotkania z dębowymi pałkami. Oczywiście pędząca na Was gromadka czyni niebywały rwetes, więc lada chwila może ściągnąć w swe pobliże więcej domorosłych łowców podpalaczy, ale w tej chwili największą uwagę powinniście poświęcić właśnie pałkarzom!
Przyciskający się do szerokich barów Aldura Goldasth miotał pod nosem wyjątkowo plugawe przekleństwa, nie widząc cienia godności w swej komicznej pozycji na zadzie galopującego wąskimi uliczkami konia. Ustawiczne podskoki na końskim grzbiecie czyniły niemożliwym przyjęcie przynajmniej względnie wygodnej pozy, a sam krasnolud musiał cały czas uważać, by przypadkiem nie stracić równowagi i nie wylądować na twardym bruku za końskim chwostem.
Ciągnący za prowizoryczną uzdę Aldur obrócił wierzchowca w miejscu zwalniając nieco tempo jazdy i obierając za cel biegnącą nieco w górę uliczkę kierującą się pomiędzy portowe magazyny kupieckie. Kilkadziesiąt metrów dalej mężczyzna zatrzymał konia dostrzegając znienacka ukryte dotąd za stertą starych drewnianych skrzynek zbiegowisko ludzi, stłoczone wokół jakiegoś niewielkiego kształtu okładanego ochoczo pałkami i wyrwanymi ze skrzynek deseczkami. Nagłe pojawienie się jeźdźca wstrzymało całą zabawę, a dzierżący pałki i deski przechodnie, bez wyjątku ludzie i mieszańcy ludzkiej krwi, rozstąpili się nieco ukazując oczom wyzierającego zza pleców drwala Goldastha obiekt swych zainteresowań.
- Khaz azal dhuk! - zawarczał krasnolud w rodzimej mowie uświadamiając sobie znienacka, że spogląda na sponiewieranego przez tłuszczę ziomka, brodatego męża w kolczej koszulce i skórzanych portkach, krwawiącego obficie z rozbitego nosa i ust.
- Patrzajcie, inszy tam siedzi! - wrzasnął ktoś z grupki pałkarzy, wskazując swym orężem na Goldastha - Możno prawdę ten tutaj gadał, że nie on podpalacz?
Obity srodze krasnolud leżący na zakrwawionym bruku wystękał coś nieskładnie, ale zaraz ucichł kopnięty w głowę ciężkim marynarskim butem.
- Skąd mnie wiedzieć, który z nich jest podpalacz? - zawołał inny człowiek z pałką, barczysty drab o wyglądzie nielichego zabijaki - Strażnicy rzekli, coby elfa szukać z krasnoludem, ale niekoniecznie w parze. Jak nie wiadomo, który krasnolud winien, to trza lać każdego, jeno tak pewnym można być tego, że winny też manto zbierze! Brać ich!
Kilka słów zachęty było wszystkim, czego rozochoceni maltretowaniem przypadkowego krasnoluda ludzie potrzebowali. Podnosząc w górę swe pałki i pokrzykując głośno kilkunastu Tabadańczyków runęło w stronę siedzących na koniu najmitów z ewidentnym zamiarem ściągnięcia ich z grzbietu konia i solidnego poturbowania.
Wątek techniczny
Jak widać wieści szybko się po mieście rozchodzą. Droga w głąb tej akurat ulicy jest zatarasowana, a co więcej, tylko szybka ewakuacja może Wam oszczędzić bliskiego spotkania z dębowymi pałkami. Oczywiście pędząca na Was gromadka czyni niebywały rwetes, więc lada chwila może ściągnąć w swe pobliże więcej domorosłych łowców podpalaczy, ale w tej chwili największą uwagę powinniście poświęcić właśnie pałkarzom!
Przerywając jedynie na moment pocałunek, elf wyszeptał w talinoi prosto do ucha tabadanki - Zmyć się stąd wartko musim, bo tłuszcza jak spiczaste uszy zobaczy, to nie tylko dziś, ale i nigdy potomstwa mogę Ci nie dać. - przerwał szepty na moment, znów w usta karczmarki się wbijając, gdy tylko zobaczył, że dwójka z marynarzy przeszła zbyt blisko pary. - Weźmy toboły i jakiegoś schronienia poszukajmy, w mieście jeśli masz, lub poza, bo ani ze stryczkiem, ani z gardłem poderżniętym, ni z przyrodzeniem zmiażdżonym potomka Ci nie dam, nawet gdybyśmy się oboje ze wszystkich sił starali. Kiwnij więc głową, że pojęłaś i zgadzasz się ze mną i wyruszamy. - elf objął ponownie karczmarkę i uraczył ją intensywnym pocałunkiem.. jednak w razie odmowy gotów był zamienić go w pocałunek z nóg zwalający i uścisk mocny niczym imadła.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Pozwoliłem sobie sprawdzić listę obecności oraz skontrolować bieżące deklaracje w ramach jutrzejszego wznowienia sesji. Jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie może podjąć gry, proszony jest o kontakt, w przeciwnym razie zakładam pełną dyspozycyjność. Co do losów BG, Hariquiel z karczmareczką uciekają w spokojne (zasugerowane przez dziewczynę) miejsce, Aldur z Goldasthem pierzchają konno przed pragnącą pogromu tłuszczą, a Moriento powolutku i cichaczem skrada się w stronę miasta (jeśli nocleg w magazynie, to w porcie, jeśli w zagrodzie gospodarczej to na opłotkach). Wszystko się zgadza?
Pozwoliłem sobie sprawdzić listę obecności oraz skontrolować bieżące deklaracje w ramach jutrzejszego wznowienia sesji. Jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie może podjąć gry, proszony jest o kontakt, w przeciwnym razie zakładam pełną dyspozycyjność. Co do losów BG, Hariquiel z karczmareczką uciekają w spokojne (zasugerowane przez dziewczynę) miejsce, Aldur z Goldasthem pierzchają konno przed pragnącą pogromu tłuszczą, a Moriento powolutku i cichaczem skrada się w stronę miasta (jeśli nocleg w magazynie, to w porcie, jeśli w zagrodzie gospodarczej to na opłotkach). Wszystko się zgadza?