Strona 21 z 54
: 23 lutego 2012, 14:38
autor: 8art
- Może zooczyć psubrat, że jeno dwóch z nas przez rzekę prechodzi i w zasadzke gotów nie wejsc. Jak blisko podejdzie to to i tak drapaka nie da.
: 23 lutego 2012, 16:46
autor: Araven
Volkh dobrze gada we trzech go obskoczym jak on rzekę sforsuje.
: 23 lutego 2012, 19:08
autor: deliad
- Ehh przecie nie może wiedzieć czy pierwej nie przeszedłem i na zwiad się nie udałem. Trzęsiecie portkami jak dziewoje. Ale niech tym razem będzie po waszemu. Przeprawim się i przyczaim na kharda.
: 23 lutego 2012, 20:46
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodni brzeg Voranu
Chociaż pokusa ustawicznego oglądania się za siebie była nader silna, młodzi Kossyci starali się zachowywać pozory beztroski, maszerując równym krokiem zarośniętą puszczańską dróżką. Żaden z nich nie zrezygnował rzecz jasna ze zwyczajowej czujności, bo prócz tajemniczego Kharda las skrywał z pewnością inne nieprzyjemne niespodzianki, ale aż do brzegu Voranu nic nie zakłóciło myśliwym podróży.
Prześladowca trzymał się cały czas w tyle, dokładając tak wielkiej troski o dyskrecję, że ani razu nie dał się zerkającym ukradkowo za siebie młodzieńcom wypatrzyć.
Voran był szerokim, ale płytkim dopływem Wilczej Rzeki, płynącym leniwie i niezbyt obfitującym w wiry, ale o tej porze roku zwyczajowo niebywale zimnym. Zeskakując z nadrzecznej skarpy na pryzmę zaścielających brzeg otoczaków myśliwi wymamrotali pod nosami kilka mało wybrednych przekleństw, uświadamiając sobie konieczność zrobienia czego, co było im wyjątkowo nie w smak: zamoczenia skóry.
- Słodki Panie! - żachnął się Ivash czując ciarki na samą myśl o zanurzeniu się w lodowatym nurcie - Czemu Stworzyciel nie podarował nam skrzydeł?
- Cobyś nie furgał, gdzie popadnie, a nie szczał na ludzi z góry -odparował Karakov marszcząc z niezadowoleniem czoło i popatrując na odległy o strzał z łuku przeciwny brzeg, porośnięty gęstwą iglastych drzew i splątanych ze sobą krzaków.
- Nie pytlajcie tyle, bo hałasujecie - wtrącił Wilimov - Jeszcze nas podejdzie ten wiecie kto, a my ani go nie dosłyszymy.
- A widział go kto? - zapytał Nazarko ściszając głos i oglądając się niby to przypadkiem ponad ramieniem. Ivan i Volkh pokręcili w odpowiedzi przecząco głowami.
- To co robimy? - zapytał Wilimov - Jak się zasadzimy na drugim brzegu, zdybiemy go w połowie nurtu jak nic. Czmychnie nam jeno jak z prądem spłynie, a wtenczas zawszeć można mu na pożegnanie szyp w słabiznę wrazić. Abo ostanie który z nas na tym brzegu, coby mu drogę odciąć?
Wątek techniczny
Witamy nad brzegiem Voranu. Rzeka da się sforsować wpław, nie powinna Wam sięgnąć wyżej jak do piersi, ale naturalnie to nie będzie nic przyjemnego! Golovus w północnym Khadorze to jak późny listopad w Polsce! Na rzece nie ma żadnego mostu, nie widać też śladu promu ani łodzi. Nie da rady, trzeba się zmoczyć i tu pojawiają się nowe pytania. Generalnie jesteście twardzi goście, całe życie spędziliście tutaj i można Was podciągnąć pod morsów, ale przeprawa wpław i tak nie będzie przyjemna.
Jeśli nie chcecie wędrować z mokrymi ubraniami, musicie poświęcić trochę czasu na niebezpieczny manewr rozebrania się i wsadzić pakunek z ubraniem na głowę! To znaczy, że będziecie się przeprawiali NAGO! Jeśli jesteście wstydliwi, wskakujcie do wody ubrani, ale wtedy będziecie szli mokrzy aż do osady Zareniva (spore ryzyko przeziębienia) albo będziecie musieli rozpalić na przeciwnym brzegu ognisko, żeby wysuszyć ubrania!
: 23 lutego 2012, 21:44
autor: Araven
Zdejmuje ubranie niosę je nad głową. Zaciskam zęby i ruszam ku przeciwległemu brzegowi modląc sie w duchu do Stworzyciela o bezpieczną przeprawę.
: 23 lutego 2012, 22:14
autor: 8art
Watek techniczny
Volkh zdecydowanie optuje za rozebraniem sie. Marsz w przemoczonej skorze utwardzanej nie nalezy do specjalnych przyjemnosci
: 23 lutego 2012, 22:17
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, nad Voranem
Nazarko podrapał się ze złością po głowie, westchnął ciężko spozierając jednocześnie tęsknym wzrokiem na przeciwny brzeg.
- Byłaby już zima, nie byłoby kłopotu - burknął - Po lodzie by człek przelazł i tyle.
- Chcesz to czekaj do zimy, mnie się troszku śpieszy - odrzekł Karakov - Nie da rady, trza wyskakać z łaszków.
Młodzieńcy zaczęli rozpinać swe odzienie szybko zzuwając płaszcze i buty, w ślad za nimi poleciały na kamienie elementy zbroi, przeszywanice i spodnie, na końcu zaś bielizna. Świadomi swej bezbronności w takim momencie błyskawicznie zapakowali ściągnięte ubranie w podróżne worki, zakładając je sobie na głowy i wieszając na szyjach pasy z bronią. Powaga sytuacji pozbawiła ich ochoty do żartów i docinków, których zwyczajnie na pewno by sobie nie pożałowali, zwłaszcza kiedy pierwszemu z nich przyszło wejść do przeraźliwie zimnej wody.
- Oż kurwości... - zasyczał Ivash szczękając z miejsca zębami - Co za lód! Fajfus tak mi się skurczył, że go nie umiem dojrzeć...
Brodząc na krótkim pasie płycizny zanurzyli się kolejno aż po pas, odcinając się plamami obnażonej bladej skóry na tle ciemniejszego nurtu. Nieprzywykłe do chodzenia boso stopy promieniowały nieprzyjemnym wrażeniem ucisku, kiedy natrafiały na niewielkie kamienie, w ich spody wbijały się kawałeczki żwiru. Wszyscy trzej ucichli dzwoniąc zgodnie zębami i sunąc przez rzekę co sił w nogach. Khadoriańska późna jesień nie była dla mieszkańców Tverkatki niczym szczególnym, a rdzenna ludność tego regionu wykazywała nadzwyczajną odporność na niskie temperatury, ale nawet rodzeni Kossyci żywili zrozumiałe opory przed kąpaniem się o tej porze roku w rzekach.
W połowie nurtu, kiedy woda sięgnęła młodzieńcom piersi zamykając ich serca w żelaznym uścisku chłodu i niemal odebrała swym dotykiem dech, Karakov obejrzał się uważnie za siebie, na pozostawiony za plecami brzeg, nigdzie jednak nie dostrzegł śladu prześladowcy.
- Żwawo, żwawo! - syknął przez szczękające zęby Ivash - Szkoda, że nie ma z nami Tamary... Ciekawym, czy by się na golasa przeprawiała...
- Jeno babskie purzytka w łebie, jeno purzytka - burknął Volkh brnąc poprzez wodę, która ponownie zaczęła obniżać swój poziom.
Wątek techniczny
Wyobraźcie sobie jak wychodzicie na przeciwny brzeg golusieńcy jak Menoth Was stworzył, a tam z chaszczy wyskakuje gromada napalonych rusałek! I co wtedy, co wtedy?
A tak serio, pokonaliście Voran nie tracąc swego ekwipunku, chociaż zębami dzwonicie tak, że mało sobie języków nimi nie odgryziecie! Okolica wygląda spokojnie, więc radzę się bardzo szybko ubierać, bo inaczej zejdziecie jeszcze w pierwszym akcie opowieści na zapalenie płuc!
: 23 lutego 2012, 22:29
autor: Araven
Szczękając zębami ubieram sie potem ruszam się próbując się rozgrzać. No kuzyni my sie przeprawili, trzeba się gdziesik na kharda zasadzić.
: 23 lutego 2012, 22:40
autor: 8art
Watek techniczny
Ubieramy sie szukamy miejsca do zasadzki. Niemniej jednak nie rozchodzimy sie na upatrzone pozycje tylko znikamy w lesie "niby maszerujac dalej" a potem skradamy sie z powrotem nad rzeke. Kto wie, moze juz nas obserowal z chaszczy Khard
: 23 lutego 2012, 22:52
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, nad Voranem
Przez długą chwilę nad rzeką nie działo się nic. Woda szumiała na przybrzeżnych kamieniach, wiatr poruszał konarami drzew strącając ku ziemi brązowe i złote liście. Wysoko w górze przeciągnął z donośnym gęganiem klucz dzikich gęsi, ostatnich spóźnialskich w drodze na południe, na bagna i mokradła południowego Cygnaru. Gdzieś od wschodu dobiegło przeciągłe wycie wilka, odpowiedziało mu inne, z miejsca tak dalekiego, że trzej leżący w gęstych zaroślach myśliwi ledwie je usłyszeli. Schowani za wielkim zbutwiałym pniem obalonego wichurą drzewa, porośniętego na dodatek wpuszczającymi w martwe drewno korzenie krzewami, tverkutscy Kossyci tkwili nieruchomo w kryjówce osłaniającej ich wręcz wybornie przed jakimkolwiek obserwatorem z zachodniego brzegu. Ponownie ubrani i owinięci szczelnie płaszczami, trzęśli się jeszcze okazjonalnie po okropnej kąpieli, ale nie szczękali już niemal wcale zębami, szybko dochodząc do siebie.
- A co jak poszuka innej przeprawy? - wyszeptał Ivash nie przestając lustrować przeciwnego brzegu szkłami lunety.
- Nic na to nie poradzisz - wzruszył ramionami Wilimov, pieszcząc mimowolnie opuszkami palców łęczysko swego cisowego łuku - Wejrzy na nas Stworzyciel łaskawie, to nas parszywiec nie dogoni aż do osady kajaza.
- Dogonił! - syknął znienacka milczący dotąd Ivan, rozciągnięty płasko na usłanej liśćmi ziemi i wyglądający ku rzece przez szczelinę wydłubaną nożem w kawałku kory, którym zasłaniał twarz - Idzie.
Dwaj pozostali kuzyni umilkli natychmiast, spojrzeli ku wodom Voranu. Spomiędzy drzew na zachodnim brzegu wychynęła ostrożnie ludzka postać, która pokonała kilkoma susami nadrzeczną skarpę i wylądowała na kamieniach opodal miejsca, w którym niedawno debatowali krewniacy.
- To on - potwierdził Ivash - Jako żywo, ten sam co ostatnio.
Trącany niecierpliwie przez Volkha, Nazarko oddał mu z wielką niechęcią lunetę, przystawioną natychmiast do prawego oka Wilimova. Myśliwy wstrzymał bezwiednie oddech przyglądając się uważnie odzianemu na podróżną modłę mężczyźnie, mimo sporej odległości rozpoznając w nim człowieka, który w tverkutskiej karczmie okazał niepotrzebne zainteresowanie kopią wzoru znalezionego w głuszy sygnetu.
- Rozbiera się - oznajmił podekscytowanym szeptem - Będzie na golasa lazł.
- Podoba ci się? - zapytał cierpko Ivan, nie mogący się doczekać swojej kolejki do lunety - Gadaj, chciałbyś mu się dobrać do zadka? Ja ci nie zabronię, choć to nie po bożemu, ja się w zamian zajmę Tamarą.
Wątek techniczny
Cień poszedł w Wasze ślady, też przeprawia się po zdjęciu ubrania, więc zasadniczo macie go jak na tacy...
: 23 lutego 2012, 23:11
autor: 8art
Watek techniczny
Dajmy mu wyjsc z wody i nim sie zacznie ubierac wyskoczmy na niego z lukami. Nawet nie bedzie mogl dac nura w wode.
: 24 lutego 2012, 20:06
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, nad Voranem
Dzierżąc naszykowane do strzału łuki młodzieńcy odczekali w bezruchu, aż idący ich śladem człowiek przedostanie się w pobliże wschodniego brzegu rzeki. Kiedy od suchej ziemi dzieliło go zaledwie kilka stóp, wypadli zwinnie z chaszczy na wąski pas piasku między krzakami i skrajem wody, zaskakując Kharda kompletnie swym widokiem i zatrzymując go w połowie śpiesznego kroku przez płyciznę.
Groty trzech nałożonych na cięciwy strzał mierzyły prosto w nagą pierś rozebranego całkowicie mężczyzny, trzęsącego się z zimna i niosącego cały zawinięty w płaszcz dobytek na ramionach. Intruz znieruchomiał wbijając w swe niedoszłe ofiary szare oczy. Jego twarz przybrała beznamiętny wyraz, aczkolwiek Volkh mógłby przysiąc, że przez krótką chwilę rysował się na niej grymas gniewnej frustracji.
Wątek techniczny
No i macie go! Golas stoi dwa metry od brzegu w lodowatej wodzie, trzęsąc się z zimna jak osika i spoglądając na Was niewiele mówiącym wzrokiem! Pora na pierwsze słowa tryumfujących Kossytów...
: 24 lutego 2012, 20:11
autor: Araven
Ktoś ty? Gadaj szybko bo Cię strzałami naszpikujemy, po cholerę za nami leziesz?
: 24 lutego 2012, 20:18
autor: 8art
- Wylaz! Pakunek na zjiemie! Ruki na wierch lachmyto!
Watek techniczny
Zwiazmy ptaszka i wezmy sie za przesluchanie
: 24 lutego 2012, 20:28
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, nad Voranem
Wysłuchawszy słów Ivana mężczyzna uniósł powolnym ruchem swój tobół i cisnął go z całej siły w stronę brzegu, na niewielką łachę piasku pomiędzy myśliwymi. Obserwujący szarookiego Kharda Nazarko spostrzegł, że nagi człowiek wciąż przepasany jest ukośnie poprzez pierś skórzanym pasem z przytroczoną do niego bronią, wiszącą na plecach.
Khard był szybki, znacznie szybszy niż młodzieńcy gotowi byli założyć. Świadomy tego, że wszyscy mierzą do niego z łuków zrobił zwyczajny krok w stronę brzegu, a potem nagle runął przed siebie zginając się wpół i ciągnąc lewą dłonią za pas na piersi. Schowany za plecami miecz dosłownie wskoczył mu do dłoni, syknął w powietrzu długim gładkim ostrzem.
Szarooki mężczyzna znieruchomiał ponownie, zaledwie drgnienie serca później, przyjmując dziwaczną pozycję, która sugerowała niedoświadczonym w walce na miecze Kossytom postawę obronną. Zanurzony w rzece zaledwie do kolan, Khard najwyraźniej nic sobie nie robił ze swej nagości, odsłaniając przyrodzenie z obojętnością sugerującą wyjątkowo niebezpiecznego przeciwnika. Większość ludzi, przynajmniej tych uważających się za obytych ze światem i ukształtowanych normami obyczajowymi, czuła się w przypadku całkowitego obrażenia ciała zdezorientowana i bezbronna, instynktownie przyjmując postawę nastawioną na ochronę genitaliów.
Ten człowiek zachowywał się inaczej, koncentrując swą uwagę wyłącznie na trójce wciąż tkwiących z napiętymi łukami młodzieńców, zupełnie zaskoczonych szybkością reakcji swej ofiary.
- Ten miecz... - wykrztusił Volkh spoglądając na długie ostrze zwieńczone charakterystyczną rękojeścią w formie menofiksu - Ten miecz...
Wątek techniczny
Jeśli chcecie wejść w posiadanie drugiego mistrzowsko wykonanego długiego miecza (+1 do TR i obrażeń), wystarczy Kharda zastrzelić i zabrać mu oręż...
Czekam niecierpliwie na nowe deklaracje.