Tajemnicza dolina o północy
Kopnięty wielkim buciorem Barthura, Mordil zanurzył się w kipieli. Nerwowo szarpał za klamrę pasa, na którym wisiało żelastwo działające jak spora kotwica i ciągnąca na dno. W końcu klamra puściła, a wraz z pasm opadły dwa topory obusieczne, jeden toporek, dwa oszczepy, szabla i dwa niedawno znalezione dobrej jakości miecze. Odzyskując nieco swobody zsunął z ramienia torbę z żywnością. W tym czasie zdążył dotrzeć do kamienistego dna od którego odbił się z całych sił, kierując skośnie aby nie wpaść na pływającego nad nim wróżbitę. Wypływając widział spadające części ekwipunku pozostałych członków drużyny.
Wydostawszy się z kotłującej wody wodospadu Huskun i Gusłek ruszyli ku najbliższemu brzegowi, przeciwnemu do zbliżających się nieumarłych.
Tam też dużymi susami podążali krasnoludzi, gnom i odziany na czarno człowiek.
Strąciwszy z pleców wpychającego go pod wodę Mordila, Barthur cisnął z rozmachem na brzeg młot i tarczę. Musiał z całych sił kotłować wodę bo ciężka zbroja z niestrudzona siłą ciągnęła go ku głębinom. Pozbywszy się obciążeni ruszył mozolnie w stronę brzegu.
Tymczasem po brzegach skalistych ścian biegały i wyły ghule. W pewnym momencie Bazookh usłyszał, że w ich skowytach zmieniła się nuta. Coś jakby wściekłość przeszła w zadowolenie, o ile ożywieńcy mogli mieć takie odczucia. Bazookh jednak wolał wierzyć, że tak jest. Bo jeżeli nie...
Z głośnym i przeciągłym skamleniem z wysokiego urwiska spadł cień i roztrzaskał się z chrzęstem na skałach. Imaginerus spodziewając się jakiegoś kolejnego nieszczęścia, wpatrzył się w tamte miejsce. Jego koszmar zaczynał powracać. Nie dość, że w wypełzających z wody rozpoznał pianickiego kapłana Gusłak z jego wiernym akolitom Huskunem, to na dodatek w miejscu z którego spadło ciało, w świetle księżyca ukazał się szczerzący kiełki Uhar. Tylko czekać, aż z Grubella zrzuci drabinkę linową, aby ruszyć na pomoc swojemu kochankowi.
Truposze, nie pędziły chaotycznie na żyjących i nie rozbiegały, mimo, że ghule potrafiły pędzić jak wiatr, a zombie szły mozolnym i powolnym marszem. Szły równym szeregiem. Podzieliły się na dwie grupy obchodzące jezioro z obu stron.
Gdy Mordil wystrzelił spod powierzchni wody, łapczywie łapiąc powietrze, tuż koło niego spadł koniec liny. Goblin złapał go bez zastanowienia i od razu poczuł silne szarpnięcia holujące go w stronę brzegu. Ciągnącym linę był nikt inny jak zapoznany na polanie ork.
Wątek techniczny:
Huskun i Mordil pozbyli się części ekwipunku zwiększając swoje szanse na przeżycie. Test na pływanie wszystkim wyszedł pomyślnie.
Huskun - WSF 53 - rzut 38
Gusłek - 25 - 24
Barthur - 90 - 32
Mordil - 50 - 11