Strona 21 z 95

: 13 czerwca 2014, 09:05
autor: Keth
Międzystanowa I-15 w Primm

Albinos rozciągnął się jak długi za skalnym złomkiem, przyciskając twarz do ziemi i chłonąc uszami świst latających w górze kul. Gdzieś z tyłu dobiegły go wrzaski chudzielca, ale cała uwaga mężczyzny skoncentrowała się na innym okrzyku, dobiegającym od strony wojskowego posterunku.

- Tam jest, za głazem! Dajcie granatnik, szybko!

Dźwięk tych słów ściął albinosowi krew w żyłach. Mężczyzna przekręcił się na plecy i jął rozpaczliwie zerkać na wszystkie strony w poszukiwaniu lepszej kryjówki, znienacka jednak dostrzegł dwie wiszące smętnie na bezwietrznej pogodzie białe flagi, wystawione w górę z kryjówek zajętych przezornie przez pozostałych podróżników.

Jedną z nich był przepocony biały podkoszulek zatknięty na kolbę śrutówki, drugim bielizna nie pierwszej młodości zatknięta na suchy patyk.

Strzały padające od strony kalifornijskich pozycji umilkły natychmiast, zastąpione ledwie zrozumiałymi dźwiękami ożywionej konwersacji.

- Chcecie się poddać?! - zawołał w końcu któryś z wojskowych, głosem wręcz ociekającym nieufnością.

- Tak! - odkrzyknął ukryty za kupą jakiegoś rdzewiejącego złomu chudzielec - Bezwarunkowo!

- A gdzie reszta waszych, draniu?!

- My nie jesteśmy Kajdaniarzami! - chudzielec powolutku wystawił głowę z kryjówki i natychmiast oblizał spierzchnięte usta, bo ujrzał co najmniej tuzin karabinowych luf wymierzonych w swoje czoło - My tędy tylko przechodziliśmy!

- Nie pierdol, masz więzienną kamizelkę! - ton rozmówcy nie pozostawiał wątpliwości co do jego wrogości.

- To nie moja! - zawrzasnął chudzielec, który wcześniej też słyszał wezwanie o ściągnięcie granatnika i który bardzo się taką perspektywą niepokoił - Ja jej nawet nie chciałem! Kazali mi założyć!

- Kto ci kurwa kazał?!

- Jak to kto?! Tamci! TAMCI! - chudzielec popadał w coraz większą panikę, oczami wyobraźni widząc już sypiące się z nieba niczym grad granaty.

- Spokojnie, żołnierzu - kaznodzieja podniósł się bardzo powoli z ziemi, z miejsca trafiając na celowniki części wojskowych - Jestem pastor David Gottschalk, a to moi towarzysze. Te kamizelki są zdobyczne. Bardzo dobra ochrona, o ile nie dostanie się kulki w czoło. Zaprowadź nas proszę do porucznika Hayesa. Miałem przyjemność spożyć z nim kolację kilka dni temu.

Na twarzach kilku kryjących się za workami z piaskiem żołnierzy pojawił się wyraz konsternacji.

- Poznaję pana, pastorze - odkrzyknął mężczyzna z przesuniętymi na czoło ochronnymi goglami - Rzućcie w naszą stronę całą broń, a potem podejdźcie z podniesionymi rękami.
Pewien postęp w negocjacjach...

: 13 czerwca 2014, 09:13
autor: Araven
Oddaję broń i wychodzę z podniesionymi rękami

: 13 czerwca 2014, 09:30
autor: Keth
Międzystanowa I-15 w Primm

Odrzuciwszy od siebie w ostrożny sposób broń, mężczyźni podnieśli się kolejno z ziemi starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych i kojarzących się z wrogością ruchów. Kilkunastu ludzi w mundurach RNK nie przestawało do nich mierzyć, chociaż wszyscy przez grzeczność omijali lufami postać Gottschalka.

- Chodźcie tutaj, tylko z podniesionymi rękami! Pastor pierwszy! - polecił jeden z wojskowych. Wysłannicy z Goodsprings posłuchali wezwania nie mając wobec niego żadnej alternatywy.

- Co to za jedni, pastorze? - spytał mężczyzna z dystynkcjami kaprala, kiedy Gottschalk dotarł do wzniesionej z worków i cegieł barykady - Na pewno nie Kajdaniarze? Z gęby wyglądają na prawdziwych zakapiorów, zwłaszcza ten z fiutem na wierzchu.

Gottschalk obejrzał się ponad ramieniem za siebie, taksując krytycznym spojrzeniem zbliżających się bardzo wolno i z podniesionymi rękami towarzyszy.
Konwersacji ciąg dalszy...

: 13 czerwca 2014, 09:33
autor: namakemono
- Całe szczęście, żeście mnie poznali. Byłbym niepocieszony, gdybyście podziurawili mnie i moich towarzyszy jak przysłowiowe sita. Oto moja broń - to rzekłszy pastor rzucił swoje dwa colty w stronę żołnierzy.
- Niespokojnie tu u was. Coś się zmieniło od mojej ostatniej wizyty?

: 13 czerwca 2014, 09:36
autor: namakemono
- Och, to dobrzy ludzie, których przyprowadziłem z Goodsprings. Szukają tu swoich korzeni, że się tak wyrażę. Mieliśmy po drodze trochę przygód z kajdaniarzami. Jak miewa się porucznik Hayes?

: 13 czerwca 2014, 09:48
autor: Keth
Międzystanowa I-15 w Primm

Przyjazny ton Gottschalka bynajmniej żołnierzy nie uspokoił, chociaż część z nich zdjęła ku uldze więźniów palce ze spustów. Pastor utwierdził się we wcześniejszym przeświadczeniu, że niemal wszyscy z obsadzających posterunek Kalifornijczyków byli bardzo młodymi ludźmi, najpewniej z ostatniego poboru i mającymi za sobą jedynie podstawowe szkolenie.

Najbardziej doświadczeni żołnierze Republiki obsadzali strategicznie ważne obiekty w głębi Nevady, a braki w personelu zmuszały dowódców korpusu ekspedycyjnego do kierowania na mniej istotne placówki wojskowych przysyłanych w ramach uzupełnień z obozów treningowych w Kalifornii.

- Porucznik zaraz przyjdzie, już po niego posłałem - oznajmił kapral - A do Primm nie ma wjazdu. Dwa dni temu wparowała tam jakaś banda, która zaczęła terroryzować osadę. To chyba Kajdaniarze, chociaż na razie nie próbowali nas szturmować, strzelają tylko od czasu do czasu na oślep.

- Napadli też na Goodsprings? - zapytał inny z żołnierzy, młodziutki szeregowiec w opadającym na oczy hełmie - Daliście im popalić?
Dowodzący posterunkiem oficer zaraz się zjawi...

: 13 czerwca 2014, 10:07
autor: Araven
Owszem napadli też na Goddsprings, ale źle to się dla nich skończyło, zabiliśmy kilkunastu, ale mogą wrócić, przyszliśmy tu po pomoc, a prawie nas zabiliście, ale fakt w zdobycznych kamizelkach można nas było uznać za kajdaniarzy. Jak i tu są znaczy zaczynają się panoszyć po okolicy.
Powyższe powtarzam tez potem wobec porucznika.

: 13 czerwca 2014, 10:09
autor: namakemono
- Nie oddali nam kamizelek po dobroci, to pewne. Mieszkańcy Goodsprings to twardzi ludzie. Ale kajdaniarze na pewno będą chcieli się mścić. Przybyliśmy również w tej sprawie.

: 13 czerwca 2014, 21:00
autor: Procjon
- No właśnie - wydukał przestraszony albinos. - Kurwa, za dużo kortyzolu. Mieszkańcy Goodsprings obawiają się kolejnego ataku Kajdaniarzy. Pomożecie nam? A, cholera, gdzie moje poniekąd dobre wychowanie - albinos wyciągnął dłoń w skórzanej rękawiczce - jestem Leonardo McGyver Jr.

: 14 czerwca 2014, 00:29
autor: 8art
Chudzielec bez zenady zaczął wciągać majty na dupsko i przytakiwać pastorowi i innym:

- Padre dobrze gada. Załatwiliśmy frajerów jak ta lala. I jeszcze dwóch na posterunku na międzystanówce. Znaczy GIJoe ich odstrzelił. - wskazał na blondyna: - Ja pierdolę, mówię Wam, padli jak pimpony normalnie... - Chudzielcowi znów udzieliło się podniecenie, na myśl jak Blondyn załatwił dwóch kajdaniarzy nie tak znowu daleko stąd. Uciszył go ruchem dłoni Godschalk i chudzina skupił się na uzupełnianiu garderoby.

: 14 czerwca 2014, 10:33
autor: Keth
Międzystanowa I-15 w Primm

Rozmowa z nieoczekiwanymi gośćmi musiała w końcu przekonać kaprala o ich przyjaznych zamiarach, bo podoficer machnął dłonią w stronę reszty republikańskich żołnierzy nakazując im opuścić broń, a potem pozwolił przybyszom pozbierać własny odrzucony wcześniej na ziemię ekwipunek.

- Na wszelki wypadek trzymajcie głowy nisko - przestrzegł albinosa, który zwracał uwagę wszystkich przez wzgląd na swój noszony nad głową parasol - Kajdaniarze strzelają od czasu do czasu w naszą stronę, głównie z okien hotelu przy kolejce górskiej. Skurczybyki bawią się w snajperów, ale dym z barykad przeszkadza bardziej im niż nam samym.

Idąc za radą Kalifornijczyka, mężczyźni pozbierali upuszczoną na ziemię broń, po czym podążyli śladem kaprala w głąb podmiejskiego kwartału zajmowanego przez żołnierzy RNK. Ich spojrzenia kierowały się co chwila ku ruinom właściwej części Primm, spowitej całunem gryzącego czarnego dymu. W przeciwieństwie do luźno zabudowanego Goodpsrings Primm było przed wojną miasteczkiem z prawdziwego zdarzenia, pełnym murowanych wielopiętrowych domów oraz ulic wyznaczonych krawężnikami chodników. Pozbawione szyb i ziejące dziurami w dachach budynki wciąż kryły w sobie jakąś magiczną namiastkę przedwojennej cywilizacji.

Kalifornijscy żołnierze rozbili obozowisko na placyku na samym krańcu Primm, rozstawiając tam polowe namioty i kuchnię oraz wykopując latryny. Tam też znajdował się punkt dowodzenia, w którym przebywał dowódca posterunku, porucznik Hayes.
Odzyskaliście broń, szykujcie się na rozmowę z głównodowodzącym!

: 14 czerwca 2014, 14:15
autor: 8art
Chudzielec niemal podskoczył z radości słysząc o snajperach. Przyjacielsko i w uspokajajàcym geście poklepał kaprala po plecach:

- Spoko chłopie. Żaden problem. GIJoe załatwi skurwieli w pięć minut, nie? Potrafi ze swojej wiernej Bloody Mary odstrzelić wskazane jajko typa z odległości czterystu, co ja pierdole, ośmiuset kroków! Nawet jeśli są to pokurczone jajeczka kajdaniarzy. O kurwa! Ale się będzie działo. Pokaż im blondyn!

: 15 czerwca 2014, 20:11
autor: Keth
Posterunek RNK w Primm

Kapral prowadzący przybyszów pomiędzy zrujnowanymi domostwami obejrzał się bacznie w kierunku jasnowłosego strzelca, machnął w jego stronę gestem zakazującym podejmowania jakiejkolwiek aktywności bojowej.

- Żadnego strzelania bez rozkazu porucznika - powiedział podoficer zerkając niespokojnie na przewieszone przez ramiona mężczyzny karabiny i strzelbę. Zbierający skrzętnie zdobyczną broń blondyn zaczynał powoli przypominać dwunożny czołg wystawiający na wszystkie strony swe gotowe do strzału lufy.

Przybysze zaczęli się rozglądać wokół siebie, starając się robić to dla świętego spokoju w dyskretny sposób, ale nie potrafiąc się powstrzymać od ukłucia zrozumiałej ciekawości. Mijali kolejne stanowiska ogniowe zbudowane z gruzu, worków z piaskiem oraz starego złomu, obsadzone przez młodych mężczyzn i kobiety w mundurach Republiki. Kobiety w szczególności zwracały na siebie uwagę, zwłaszcza dziwnie podekscytowanego ich widokiem chudzielca.

Punkt sztabowy znajdował się na niewielkim placyku tkwiącym w cieniu częściowo zawalonego piętrowego budynku. Składały się nań dwa duże polowe namioty oraz niewielka wojskowa kuchnia roztaczająca wokół siebie zapachy, które w jednej chwili odwróciły uwagę chudzielca od kobiet w mundurach.

Młody mężczyzna w mundurze ze złotymi insygniami na rękawach i w zielonym berecie stał już przed namiotem, z założonymi za plecy rękami. Na jego piaskowej kuloodpornej kamizelce widniał symbol dwugłowego niedźwiedzia, taki sam jak na łopoczącej na prowizorycznym maszcie. Taksujący go bacznym wzrokiem blondyn nie omieszkał zauważyć, że skrywająca noszonego na biodrze Colta 1911 kabura była odpięta.

- Witam, pastorze - powiedział do Gottschalka porucznik Hayes - Nie sądziłem, że tak szybko spotkamy się ponownie. Jak rozumiem, podróż do Vegas nie przebiegła zgodnie z planem, ale w zamian udało się nawrócić kilku praworządnych miejscowych.

W głosie oficera pobrzmiewała nieco kpiarska nuta, ale w jego stalowoszarych oczach dostrzec można było głębokie zatroskanie przeczące przywołanemu naprędce na usta przyjacielskiemu uśmiechowi.

- Oni są z Goodsprings, panie poruczniku - zameldował kapral - Załatwili w zasadzce bandę Kajdaniarzy, a potem przebili się do nas.

- Dziękuję, kapralu, możecie odejść - Hayes wciąż nie odrywał wzroku od pastora - Czemu zawdzięczam waszą wizytę w tak niespokojnych czasach?
Jesteście przed obliczem dowódcy posterunku, poproszę zatem o jakieś ładne i odpowiednio rozwinięte wstawki fabularne. Na ilustracji poniżej flaga RNK, odpowiednik tej wiszącej na maszcie obok namiotów.
[center]Obrazek[/center]

: 15 czerwca 2014, 21:12
autor: namakemono
- Również witam ponownie, panie poruczniku, cieszę się, że pan porucznik wciąż w dobrym zdrowiu. Bóg kieruje naszymi stopami, On też ponownie ku sobie skierował nasze drogi. Nad nawróceniem tych oto duszyczek jeszcze pracuję, na razie myśli nasze zaprzątają doczesne problemy. Chętnie bym ich przedstawił, ale z tym może być niejaki kłopot, niech więc sami dokonają prezentacji. Och, proszę się nie obawiać, wszystko co do tej pory zostało powiedziane, to szczera prawda. Poznaliśmy się w Goodsprings, gdzie to byliśmy zmuszeni wyprawić szybki pogrzeb kilku łotrom noszącym podobne do naszych kamizelki. W rzeczy samej chyba właśnie te kamizelki nosili. Zmarli gwałtownie. Na zatrucie ołowiem. I trochę od nadmiaru rozrywek. Rozerwał ich dynamit. No ale do rzeczy. Głównym celem naszej wizyty jest prośba, w imieniu mieszkańców Goodsprings, o pomoc. Odesłaliśmy do piekła kilka kajdaniarskich szumowin a ich szefowi na pewno to się nie spodoba. Miasteczko zatem spodziewa się kolejnych odwiedzin, tym razem z pewnością w większej sile, z którą ci dobrzy ludzie z całą pewnością sobie nie poradzą. Goodsprings prosi o wsparcie wojska Republiki Nowej Kaliforni, w przeciwnym razie czeka je zagłada.

: 15 czerwca 2014, 22:34
autor: 8art
- Fajna pukawka - Chudzielec uśmiechnął się szeroko do porucznika, jak zwykle prezentując swój piękne uzębienie: - wersja A1, sądząc po kaburze standardowa lufa bez osłabiacza podrzutu. .45 bez tego kopie jak kobyła, ale z takiej kamizelki jak moja, pół płaszczowe lub płaszczowe kule robią sito. Kopsniesz tę armatę na kilka godzinek, załatwisz warsztat ślusarski, a wstawiłbym taki osłabiacz, że odrzut byłby jak przy dziewiątce, ale moc pozostałaby starej dobrej .45...

Chudzielec zaczął nawijać, nie do końca orientując się skąd to wszystko wie. Chwilę potem skończył równie szybko jak zaczął. Podmuch upalnego wiatru przyniósł łaskoczący nozdrza zapach fasoli i gotowanej bramhiminy. Chudzielec pozostawił wszystkich z rozwartymi gębami i powlókł się niemal jak zahipnotyzowany w stronę kantyny, zamierzając wyżebrać coś do żarcia