: 13 czerwca 2014, 09:05
Międzystanowa I-15 w Primm
Albinos rozciągnął się jak długi za skalnym złomkiem, przyciskając twarz do ziemi i chłonąc uszami świst latających w górze kul. Gdzieś z tyłu dobiegły go wrzaski chudzielca, ale cała uwaga mężczyzny skoncentrowała się na innym okrzyku, dobiegającym od strony wojskowego posterunku.
- Tam jest, za głazem! Dajcie granatnik, szybko!
Dźwięk tych słów ściął albinosowi krew w żyłach. Mężczyzna przekręcił się na plecy i jął rozpaczliwie zerkać na wszystkie strony w poszukiwaniu lepszej kryjówki, znienacka jednak dostrzegł dwie wiszące smętnie na bezwietrznej pogodzie białe flagi, wystawione w górę z kryjówek zajętych przezornie przez pozostałych podróżników.
Jedną z nich był przepocony biały podkoszulek zatknięty na kolbę śrutówki, drugim bielizna nie pierwszej młodości zatknięta na suchy patyk.
Strzały padające od strony kalifornijskich pozycji umilkły natychmiast, zastąpione ledwie zrozumiałymi dźwiękami ożywionej konwersacji.
- Chcecie się poddać?! - zawołał w końcu któryś z wojskowych, głosem wręcz ociekającym nieufnością.
- Tak! - odkrzyknął ukryty za kupą jakiegoś rdzewiejącego złomu chudzielec - Bezwarunkowo!
- A gdzie reszta waszych, draniu?!
- My nie jesteśmy Kajdaniarzami! - chudzielec powolutku wystawił głowę z kryjówki i natychmiast oblizał spierzchnięte usta, bo ujrzał co najmniej tuzin karabinowych luf wymierzonych w swoje czoło - My tędy tylko przechodziliśmy!
- Nie pierdol, masz więzienną kamizelkę! - ton rozmówcy nie pozostawiał wątpliwości co do jego wrogości.
- To nie moja! - zawrzasnął chudzielec, który wcześniej też słyszał wezwanie o ściągnięcie granatnika i który bardzo się taką perspektywą niepokoił - Ja jej nawet nie chciałem! Kazali mi założyć!
- Kto ci kurwa kazał?!
- Jak to kto?! Tamci! TAMCI! - chudzielec popadał w coraz większą panikę, oczami wyobraźni widząc już sypiące się z nieba niczym grad granaty.
- Spokojnie, żołnierzu - kaznodzieja podniósł się bardzo powoli z ziemi, z miejsca trafiając na celowniki części wojskowych - Jestem pastor David Gottschalk, a to moi towarzysze. Te kamizelki są zdobyczne. Bardzo dobra ochrona, o ile nie dostanie się kulki w czoło. Zaprowadź nas proszę do porucznika Hayesa. Miałem przyjemność spożyć z nim kolację kilka dni temu.
Na twarzach kilku kryjących się za workami z piaskiem żołnierzy pojawił się wyraz konsternacji.
- Poznaję pana, pastorze - odkrzyknął mężczyzna z przesuniętymi na czoło ochronnymi goglami - Rzućcie w naszą stronę całą broń, a potem podejdźcie z podniesionymi rękami.
Albinos rozciągnął się jak długi za skalnym złomkiem, przyciskając twarz do ziemi i chłonąc uszami świst latających w górze kul. Gdzieś z tyłu dobiegły go wrzaski chudzielca, ale cała uwaga mężczyzny skoncentrowała się na innym okrzyku, dobiegającym od strony wojskowego posterunku.
- Tam jest, za głazem! Dajcie granatnik, szybko!
Dźwięk tych słów ściął albinosowi krew w żyłach. Mężczyzna przekręcił się na plecy i jął rozpaczliwie zerkać na wszystkie strony w poszukiwaniu lepszej kryjówki, znienacka jednak dostrzegł dwie wiszące smętnie na bezwietrznej pogodzie białe flagi, wystawione w górę z kryjówek zajętych przezornie przez pozostałych podróżników.
Jedną z nich był przepocony biały podkoszulek zatknięty na kolbę śrutówki, drugim bielizna nie pierwszej młodości zatknięta na suchy patyk.
Strzały padające od strony kalifornijskich pozycji umilkły natychmiast, zastąpione ledwie zrozumiałymi dźwiękami ożywionej konwersacji.
- Chcecie się poddać?! - zawołał w końcu któryś z wojskowych, głosem wręcz ociekającym nieufnością.
- Tak! - odkrzyknął ukryty za kupą jakiegoś rdzewiejącego złomu chudzielec - Bezwarunkowo!
- A gdzie reszta waszych, draniu?!
- My nie jesteśmy Kajdaniarzami! - chudzielec powolutku wystawił głowę z kryjówki i natychmiast oblizał spierzchnięte usta, bo ujrzał co najmniej tuzin karabinowych luf wymierzonych w swoje czoło - My tędy tylko przechodziliśmy!
- Nie pierdol, masz więzienną kamizelkę! - ton rozmówcy nie pozostawiał wątpliwości co do jego wrogości.
- To nie moja! - zawrzasnął chudzielec, który wcześniej też słyszał wezwanie o ściągnięcie granatnika i który bardzo się taką perspektywą niepokoił - Ja jej nawet nie chciałem! Kazali mi założyć!
- Kto ci kurwa kazał?!
- Jak to kto?! Tamci! TAMCI! - chudzielec popadał w coraz większą panikę, oczami wyobraźni widząc już sypiące się z nieba niczym grad granaty.
- Spokojnie, żołnierzu - kaznodzieja podniósł się bardzo powoli z ziemi, z miejsca trafiając na celowniki części wojskowych - Jestem pastor David Gottschalk, a to moi towarzysze. Te kamizelki są zdobyczne. Bardzo dobra ochrona, o ile nie dostanie się kulki w czoło. Zaprowadź nas proszę do porucznika Hayesa. Miałem przyjemność spożyć z nim kolację kilka dni temu.
Na twarzach kilku kryjących się za workami z piaskiem żołnierzy pojawił się wyraz konsternacji.
- Poznaję pana, pastorze - odkrzyknął mężczyzna z przesuniętymi na czoło ochronnymi goglami - Rzućcie w naszą stronę całą broń, a potem podejdźcie z podniesionymi rękami.
Pewien postęp w negocjacjach...