: 08 grudnia 2014, 12:12
Mastug w innym wątku przedstawił tekst z jakiejś przygodzy z tagów:
nie wiem czy to kiedyś czytaliście ale przytoczę to co bardzo mnie kiedyś zainspirowało w kwestii równowagi na orchii i czemu wszyscy tak dramatycznie walczą o jej utrzymanie (w 100% zgadzam się tu z Oggym):
"fragment jednej przygody z TAG'ow":
Nieprzenikniony zwany też Ojcem Bogów zmęczony kreacją niezliczonych światów, którymi wypełniał Wielką Pustkę, zapadł w sen. A był to sen niezwykły. Przyśnił mu się świat zupełnie inny od pięknych choć martwych światów, które dotychczas stworzył. Bowiem w tym świecie istniały obok siebie Życie i Śmierć. Każdy oddech Życia powodował, że kiełkowało ziarno lub rodziło się zwierzę. A każdy oddech Śmierci obracał wszystko w proch. Przypominało to niekończące się zmagania. W ich trakcie oddech życia stał się częstszy tworząc legiony żywych istot zaludniających morza i lądy. Nowe, coraz to barwniejsze rośliny upiększały doliny i wzgórza barwiąc je nieskończoną gamą kolorów. Niespotykane dotąd zwierzęta poruszały się wśród nich z cudowną gracją i wdziękiem. Barwne ptaki szybowały w podmuchach wiatru wyrażając swą radość śpiewem. Towarzy szyły im roje brzęczących owadów, które z ciekawością zaglądały do środka każdego nawet najmniejszego kwiatka. I nie było w tym świecie miejsca, gdzie nie dotarłoby ożywcze tchnienie Życia. Jednakże jego śladem kroczyła Śmierć. Niestrudzona i niepokonana. Wysługując się palącym słońcem wysuszała żyzne doliny zmieniając je w martwe, choć złote, piaskowe pustynie. Ulewnymi deszczami spłukiwała zbocza gór z żyznej gleby tak długo póki nie stawały się całkiem nagie i jałowe, choć piękne w swej nagiej wyniosłości. Wykorzystując mróz zamieniała rzeki i jeziora w srebrne tafle będące grobem dla ryb i ptaków wodnych. Jednym swym spojrzeniem strącała ptaka w locie lub powalała największe zwierzę. Dotykała wszystkiego co żyje i nie było tam miejsca, gdzie by nie dotarła. I obserwował Nieprzenikniony grę Życia i Śmierci z takim zafascynowaniem, że zapragnął przeniknąć do tego świata. I spostrzegł, że jego wola się staje. Był przecież Bogiem i nic nie było dla niego niemożliwe. Lecz jak miałby istnieć w swoim własnym śnie? Co by się z nim stało gdy sen się skończył? Sprzeczności te zachwiały na moment jego boską mocą przerywając jego własne narodziny we śnie. To co zaczęło się tworzyć rozprysło się nagle jak kropla deszczu. I z tych maleńkich odprysków zrodzili się nasi Bogowie. Dobrzy, źli lub neutralni. Praworządni lub skażeni chaosem w zależności od tego, jakie przymioty Nieprzeniknionego zawierały. A kilka najdrobniejszych kropelek, tak drobnych, że zawierały tylko ślady jego przymiotów, spadło na nasz świat. Te co dotknęły lasów stworzyły ród pięknych elfów. Te poniesione wiatrem na stepy zrodziły ludzi miłujących wolność. Te, które dosięgły gór zapoczątkowały ród dzielnych krasnoludów. Niektóre zaś spadły na zwierzęta dając początek trollom, ogrom i goblinom, które kiedyś nie były tak niegodziwe jak dziś. W podobny sposób powstały i inne rasy i stworzenia, które zamieszkują nasz świat. I choć świat ten się zmienił to pokochał go Nieprzenikniony. Ostatecznie zawierał teraz jego cząstkę. Lecz na obrzeżach każdego snu, nawet snu Boga, czai się coś złego. W tym śnie a więc w naszym świecie są to demony zrodzone ze zła i chaosu gdzieś poza świadomością Nieprzeniknionego. Ich przybycie może zakłócić sen Ojca Bogów, który nie chcąc śnić koszmaru zbudzi się a wtedy cały świat razem z bogami zniknie wraz z jego snem. Aby do tego nie dopuścić Bogowie powołali herosów - mężnych i prawych Paladynów o czystych sercach, czy też Czarnych Rycerzy niezwyciężonych w swym okrucieństwie oraz Druidów, którzy mocą swej neutralności zachowują równowgę między dobrem i złem ...
Pozwoliłem sobie go tu wstawić bo sądzę że ma duże znaczenie, choć trochę odbiega od tematu fluffu.
Naprawdę niezłe mastug. Nigdy tego nie czytałem, przynajmniej nie pamiętam. Zaczynam wierzyć że rzeczywiście Szyndler stworzył KCety z kimś jeszcze albo będąc młodszym dużo lepiej pisał. Ten tekst mógłby być podstawą całej kosmogonii a utrzymywanie Równowagi byłoby odgórnym priorytetem wszystkich. Oczywiście ci najmniejsi nie musieliby o tym wiedzieć i swymi pragnieniami czy działaniami naruszaliby tę sytuację. Mogliby też istnieć bogowie którzy z premedytacją chcieliby przebudzenia, po to aby świat zniszczyć. Oraz biorąc pod uwagę skalę wszechświata a nie pojedynczej planety, równowaga w jednym miejscu mogłaby by być bez problemu naruszana, bo gdzieś indziej dałoby się ją skorygować. Właściwie demony zła, chaosu mógłby być właśnie takim mechanizmem automatycznym. Czyli jest w danym miejscu za dobrze, to pojawiają się demony i korygują. Mógłby to być mechanizm dość zawodny i powolny. Więc nawet gdy równowaga została przywrócona, to one przybywają z opóźnieniem i przeginają w drugą stronę, bo zmiana rozkazów do nich jeszcze nie dotarła. Sądzę że wtedy i Kryształ czasu nabrałby innego znaczenia. Zamiast super iber przedmioto/artefaktu byłby może pieczecią lub kluczem do wybudzenia Nieprzeniknionego, lub do komunikacji z nim, czy może ostatecznym regulatorem Równowagi. Oczywiście dałoby się go również wykorzystać w inny sposób, niezgodny z jego celem, co doprowadzałoby do wielu problemów. Jednocześnie Kryształ mógłby działać samodzielnie, tworząc istoty lub sytuację które to potrafiłby równowagę podtrzymać w skali taktycznej jak i strategicznej. Można więc byłoby go podciągnąć do roli głównej siły sprawczej wszechświata.
nie wiem czy to kiedyś czytaliście ale przytoczę to co bardzo mnie kiedyś zainspirowało w kwestii równowagi na orchii i czemu wszyscy tak dramatycznie walczą o jej utrzymanie (w 100% zgadzam się tu z Oggym):
"fragment jednej przygody z TAG'ow":
Nieprzenikniony zwany też Ojcem Bogów zmęczony kreacją niezliczonych światów, którymi wypełniał Wielką Pustkę, zapadł w sen. A był to sen niezwykły. Przyśnił mu się świat zupełnie inny od pięknych choć martwych światów, które dotychczas stworzył. Bowiem w tym świecie istniały obok siebie Życie i Śmierć. Każdy oddech Życia powodował, że kiełkowało ziarno lub rodziło się zwierzę. A każdy oddech Śmierci obracał wszystko w proch. Przypominało to niekończące się zmagania. W ich trakcie oddech życia stał się częstszy tworząc legiony żywych istot zaludniających morza i lądy. Nowe, coraz to barwniejsze rośliny upiększały doliny i wzgórza barwiąc je nieskończoną gamą kolorów. Niespotykane dotąd zwierzęta poruszały się wśród nich z cudowną gracją i wdziękiem. Barwne ptaki szybowały w podmuchach wiatru wyrażając swą radość śpiewem. Towarzy szyły im roje brzęczących owadów, które z ciekawością zaglądały do środka każdego nawet najmniejszego kwiatka. I nie było w tym świecie miejsca, gdzie nie dotarłoby ożywcze tchnienie Życia. Jednakże jego śladem kroczyła Śmierć. Niestrudzona i niepokonana. Wysługując się palącym słońcem wysuszała żyzne doliny zmieniając je w martwe, choć złote, piaskowe pustynie. Ulewnymi deszczami spłukiwała zbocza gór z żyznej gleby tak długo póki nie stawały się całkiem nagie i jałowe, choć piękne w swej nagiej wyniosłości. Wykorzystując mróz zamieniała rzeki i jeziora w srebrne tafle będące grobem dla ryb i ptaków wodnych. Jednym swym spojrzeniem strącała ptaka w locie lub powalała największe zwierzę. Dotykała wszystkiego co żyje i nie było tam miejsca, gdzie by nie dotarła. I obserwował Nieprzenikniony grę Życia i Śmierci z takim zafascynowaniem, że zapragnął przeniknąć do tego świata. I spostrzegł, że jego wola się staje. Był przecież Bogiem i nic nie było dla niego niemożliwe. Lecz jak miałby istnieć w swoim własnym śnie? Co by się z nim stało gdy sen się skończył? Sprzeczności te zachwiały na moment jego boską mocą przerywając jego własne narodziny we śnie. To co zaczęło się tworzyć rozprysło się nagle jak kropla deszczu. I z tych maleńkich odprysków zrodzili się nasi Bogowie. Dobrzy, źli lub neutralni. Praworządni lub skażeni chaosem w zależności od tego, jakie przymioty Nieprzeniknionego zawierały. A kilka najdrobniejszych kropelek, tak drobnych, że zawierały tylko ślady jego przymiotów, spadło na nasz świat. Te co dotknęły lasów stworzyły ród pięknych elfów. Te poniesione wiatrem na stepy zrodziły ludzi miłujących wolność. Te, które dosięgły gór zapoczątkowały ród dzielnych krasnoludów. Niektóre zaś spadły na zwierzęta dając początek trollom, ogrom i goblinom, które kiedyś nie były tak niegodziwe jak dziś. W podobny sposób powstały i inne rasy i stworzenia, które zamieszkują nasz świat. I choć świat ten się zmienił to pokochał go Nieprzenikniony. Ostatecznie zawierał teraz jego cząstkę. Lecz na obrzeżach każdego snu, nawet snu Boga, czai się coś złego. W tym śnie a więc w naszym świecie są to demony zrodzone ze zła i chaosu gdzieś poza świadomością Nieprzeniknionego. Ich przybycie może zakłócić sen Ojca Bogów, który nie chcąc śnić koszmaru zbudzi się a wtedy cały świat razem z bogami zniknie wraz z jego snem. Aby do tego nie dopuścić Bogowie powołali herosów - mężnych i prawych Paladynów o czystych sercach, czy też Czarnych Rycerzy niezwyciężonych w swym okrucieństwie oraz Druidów, którzy mocą swej neutralności zachowują równowgę między dobrem i złem ...
Pozwoliłem sobie go tu wstawić bo sądzę że ma duże znaczenie, choć trochę odbiega od tematu fluffu.
Naprawdę niezłe mastug. Nigdy tego nie czytałem, przynajmniej nie pamiętam. Zaczynam wierzyć że rzeczywiście Szyndler stworzył KCety z kimś jeszcze albo będąc młodszym dużo lepiej pisał. Ten tekst mógłby być podstawą całej kosmogonii a utrzymywanie Równowagi byłoby odgórnym priorytetem wszystkich. Oczywiście ci najmniejsi nie musieliby o tym wiedzieć i swymi pragnieniami czy działaniami naruszaliby tę sytuację. Mogliby też istnieć bogowie którzy z premedytacją chcieliby przebudzenia, po to aby świat zniszczyć. Oraz biorąc pod uwagę skalę wszechświata a nie pojedynczej planety, równowaga w jednym miejscu mogłaby by być bez problemu naruszana, bo gdzieś indziej dałoby się ją skorygować. Właściwie demony zła, chaosu mógłby być właśnie takim mechanizmem automatycznym. Czyli jest w danym miejscu za dobrze, to pojawiają się demony i korygują. Mógłby to być mechanizm dość zawodny i powolny. Więc nawet gdy równowaga została przywrócona, to one przybywają z opóźnieniem i przeginają w drugą stronę, bo zmiana rozkazów do nich jeszcze nie dotarła. Sądzę że wtedy i Kryształ czasu nabrałby innego znaczenia. Zamiast super iber przedmioto/artefaktu byłby może pieczecią lub kluczem do wybudzenia Nieprzeniknionego, lub do komunikacji z nim, czy może ostatecznym regulatorem Równowagi. Oczywiście dałoby się go również wykorzystać w inny sposób, niezgodny z jego celem, co doprowadzałoby do wielu problemów. Jednocześnie Kryształ mógłby działać samodzielnie, tworząc istoty lub sytuację które to potrafiłby równowagę podtrzymać w skali taktycznej jak i strategicznej. Można więc byłoby go podciągnąć do roli głównej siły sprawczej wszechświata.
[/center]