: 22 marca 2016, 17:09
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vidgar wydobył z tobołka dwie ostatnie flaszki z wódką z muchomorów. Zważył je w dłoniach spoglądając z powątpiewaniem ku szczelinie. Wydało mu się jednak, że alkoholu jest zdecydowanie zbyt mało, by spalić te śluzowate twory wewnątrz niej. Nie mieli ze sobą maga i ogień, który mogliby rozpalić, zostałby szybko zagaszony przez topniejący lód. Poza tym szkoda było marnować dobrą wódkę...
Podszedł do szczeliny i zajrzał ponownie do wnętrza. Obrzydliwa ikra zdawały się nie być wcale tak głęboko. Nardlens położył się więc płasko na śniegu i sięgnął ku niej mieczem. Udało mu się wbić ostrze w pierwszą z kul. Stal przecięła śluzowatą błonę i zielonkawa zawartość jaja chlupnęła na śnieg, ukazując skryte w środku, tłuste ciało niewielkiego czerwia. Ohydny smród zepsutego mięsa rozszedł się w powietrzu, sprawiając, że wojownik zakrztusił się gwałtownie. Stwór wił się ślepo przez chwilę, po czym znieruchomiał, gdy mróz dosięgnął go swym bezlitosnym tchnieniem. Vidgar uśmiechnął się z satysfakcją, przecierając załzawione oczy i sięgnął ku kolejnemu jaju...
[center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Puszczona przez Olafa cięciwa zaśpiewała cicho i strzała przecięła powietrze, trafiając pająka w grzbiet. Ten wszakże zasyczał tylko i skoczył w kierunku zwiadowcy. Jego długie odnóża rozłożyły się w powietrzu a szczęki kłapały żarłocznie ociekając żółtawym śluzem. W jednej chwili świat Olafa skurczył się do obrazu nadlatującego szkaradziejstwa. Czas wydawał się zwalniać... Przez chwilę...
Po czym, nagle, ruszył z kopyta! Młody Nardlens poczuł uderzenie, gdy potworny pajęczak wylądował na nim całym ciężarem ciała. Upadł na ziemię, między korzenie, wypuszczając łuk z ręki. Ostre szczęki pająka zaklekotały, mierząc w jego brzuch, szukając miękkich, vitalnych organów... Jednak stalowe oka kolczugi wytrzymały napór, ratując zwiadowcy życie. Olaf odruchowo zacisnął jedną rękę na pokrytym ostrą szczeciną cielsku pajęczaka, starając się zrzucić go z siebie. I wtedy poczuł, jak ciało stwora przeszywa nagły wstrząs. Chwilę później pająk zwiotczał i opadł bezładnie na bok.
Młody WIlk spojrzał w górę, nad sobą ujrzał postać ojca. Miecz w ręku starego korsarza był powalany czarną, cuchnącą posoką. Vilberg wyciągnął dłoń, pomagając Olafowi wstać.
- Chyżo! - rzucił do niego i do Kyariela, który właśnie zdejmował z pleców olbrzymi, dwuręczny miecz, rozglądając się wkoło podejrzliwie. - Znikajmy stąd zanim pojawi się ich więcej!
Vidgar wydobył z tobołka dwie ostatnie flaszki z wódką z muchomorów. Zważył je w dłoniach spoglądając z powątpiewaniem ku szczelinie. Wydało mu się jednak, że alkoholu jest zdecydowanie zbyt mało, by spalić te śluzowate twory wewnątrz niej. Nie mieli ze sobą maga i ogień, który mogliby rozpalić, zostałby szybko zagaszony przez topniejący lód. Poza tym szkoda było marnować dobrą wódkę...
Podszedł do szczeliny i zajrzał ponownie do wnętrza. Obrzydliwa ikra zdawały się nie być wcale tak głęboko. Nardlens położył się więc płasko na śniegu i sięgnął ku niej mieczem. Udało mu się wbić ostrze w pierwszą z kul. Stal przecięła śluzowatą błonę i zielonkawa zawartość jaja chlupnęła na śnieg, ukazując skryte w środku, tłuste ciało niewielkiego czerwia. Ohydny smród zepsutego mięsa rozszedł się w powietrzu, sprawiając, że wojownik zakrztusił się gwałtownie. Stwór wił się ślepo przez chwilę, po czym znieruchomiał, gdy mróz dosięgnął go swym bezlitosnym tchnieniem. Vidgar uśmiechnął się z satysfakcją, przecierając załzawione oczy i sięgnął ku kolejnemu jaju...
Dla Vidgara: zdołasz zniszczyć wszystkie jaja czerwia, choć nie była to przyjemna robota.
[center]***[/center][center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Puszczona przez Olafa cięciwa zaśpiewała cicho i strzała przecięła powietrze, trafiając pająka w grzbiet. Ten wszakże zasyczał tylko i skoczył w kierunku zwiadowcy. Jego długie odnóża rozłożyły się w powietrzu a szczęki kłapały żarłocznie ociekając żółtawym śluzem. W jednej chwili świat Olafa skurczył się do obrazu nadlatującego szkaradziejstwa. Czas wydawał się zwalniać... Przez chwilę...
Po czym, nagle, ruszył z kopyta! Młody Nardlens poczuł uderzenie, gdy potworny pajęczak wylądował na nim całym ciężarem ciała. Upadł na ziemię, między korzenie, wypuszczając łuk z ręki. Ostre szczęki pająka zaklekotały, mierząc w jego brzuch, szukając miękkich, vitalnych organów... Jednak stalowe oka kolczugi wytrzymały napór, ratując zwiadowcy życie. Olaf odruchowo zacisnął jedną rękę na pokrytym ostrą szczeciną cielsku pajęczaka, starając się zrzucić go z siebie. I wtedy poczuł, jak ciało stwora przeszywa nagły wstrząs. Chwilę później pająk zwiotczał i opadł bezładnie na bok.
Młody WIlk spojrzał w górę, nad sobą ujrzał postać ojca. Miecz w ręku starego korsarza był powalany czarną, cuchnącą posoką. Vilberg wyciągnął dłoń, pomagając Olafowi wstać.
- Chyżo! - rzucił do niego i do Kyariela, który właśnie zdejmował z pleców olbrzymi, dwuręczny miecz, rozglądając się wkoło podejrzliwie. - Znikajmy stąd zanim pojawi się ich więcej!
Spoiler!
Vilberg zdecydowanie poleca odwrót. Co robicie? Możecie biec drogą, którą tu przyszliście, zabierze wam to jednak nieco czasu. Możecie także pobiec najbliższą drogą ku krawędzi doliny, mając nadzieję, że zdołacie się wspiąć po skarpie. Będzie to wymagało testu Przetrwania (aby określić właściwy kierunek), jednak jeśli Wam się uda wydostaniecie się stąd o wiele szybciej.
W każdym razie pozostanie tutaj nie uśmiecha się wam, gdyż wiecie, że tych stworów jest w lesie całkiem sporo.
W każdym razie pozostanie tutaj nie uśmiecha się wam, gdyż wiecie, że tych stworów jest w lesie całkiem sporo.
[/center]
[/center]
[/center]