PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 października 2017, 18:10

W drodze do Burat-aru, 26 orakt-ran

Spanikowanemu strażnikowi całe życie przewinęło się momentalnie przed oczami, skoncentrowane przede wszystkim na popełnionych aktach nekrofilii oraz karach wymierzanych w przeszłości przez surowego dziesiętnika. Potrącony przez gotowiącego się do boju Fleituha, tarmoszący własną broń Eco potknął się o drewnianą burtę wozu i wyleciał z niego z przeraźliwym wrzaskiem prosto w rosnące na poboczu drogi paprocie.

Woły wciąż ryczały, wrzeszczał właściciel baranicy, a Fleituh miotał plugawe klątwy. Świat wokół Eco skurczył się w tym samym czasie do zielonej ściany delikatnych roślin, które otaczały go ze wszystkich stron niczym zielony ocean, wwiercając się w nozdrza zapachem świeżo wyciśniętego soku.

Macając po ciele w poszukiwaniu miecza Eco skamieniał w jednej chwili, spoglądając w górę na kształt, który wyrósł bez ostrzeżenia ponad jego wyciągniętym w paprociach ciałem. I wrzasnął, na poły z zaskoczenia, na poły pod wpływem przemożnego lęku zrodzonego z grozy sytuacji.

Próbujący pochwycić bezradnego mężczyznę kształt sam też wrzasnął, jeszcze pogłębiając trwogę żegnającego się już w myślach z życiem gwardzisty.
Długotrwała absencja gracza często kończy się tragicznie dla postaci...

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 13 października 2017, 18:29

Otlaf zrobi wszystko żeby otworzyć klatkę. Nie ważne czym i nie ważne jak. Jedyną opcją jest wydostać się. Jeśli nie będzie innego wyjścia, a drzwi lub zamek, ani drgną, Otlaf spróbuje przecisnąć się przez kraty. Jakkolwiek brzmi to absurdalnie, może z pomocą przyjdzie zdolność, o której wiele słyszał taka jak Oswobodzenie. MG zluzuj, bo co post mam wrażenie, że jesteśmy coraz bardziej w dupie. Są w tej przygodzie jakieś przyjemne momenty? Czy te już były?
Edit 8art: Czegoj! nie przeciskaj sie! Utkniesz i zobaczysz, że z krzaków wychynie grupa lewackich ogrów pederastów!!!:o Już lepiej popełnić zbiorowe samobójstwo! Wtedy to najwyżej Eco sobie pofolguje jak znajdzie ciała Milcarra i Otlafa, ale pośmiertnie, to już się nie liczy jako gwałt...
Ostatnio zmieniony 13 października 2017, 21:26 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 października 2017, 21:30

Jeśli Milcarrowi udało się zerwać klucze woźnicy, to otwieramy zamek i wyskakujemy z wozu zanim się rozwali. Niestety nikt z nas nie ma żdanego zawodu, który mógłby pomóc uspokoić zwierzęta. Mam nadzieje, że konie chyba długo nie pocwałują ciągnąc ciężki wóz, więc pewnie zaraz ustaną, ale zważywszy na piątek 13tego, to pewnie będzie je niosło przez dwa tygodnie...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 13 października 2017, 23:47

Mocno trzymaliśmy śmierdzącego brodacza, moment jeszcze i oddech na zawsze zatrzymałby się w jego piersiach. Czułem jak palce ślizgają po kutasie z kluczami, zręczniejsze dłonie Milcara, towarzyszyły moim, pieszcząc obietnice wolności. Ale jak zawsze, kiedy wszystko zaczynało przybierać korzystny obrót, na nasze starania padał cień. Tym razem, był to cień tępego najemnika na wierzchowcu. Zimna stal w jego rękach, zawisła nad naszymi żywotami, jak ostrze kostuchy. Wtedy usłyszałem raz jeszcze straszny skowyt, to nasz Mistrz, krzyczał byśmy nie wątpili.
Surelionie, Surelionie.. wyszeptałem.

Wtedy to zstąpił dla nas jako płomień, strawił jeźdźca z koniem, sypiąc na nas iskry i żar. Broda woźnicy spaliła się, roztaczając potwory swąd, wypadły z niej dwa przedmioty, spadając na kozioł na którym siedział. Nieco oślepiony spotkaniem z bóstwem, oszołomiony, spostrzegłem że tracę woźnicę, który zsuwa się z wozu głową w dół, a na miejscu gdzie siedział tańczą wśród płomyczków i iskier połyskujące metaliczne kształty. W akcie rozpaczy chwyciłem go za buta, jak miałem zamiar, gdyby klucze były poza zasięgiem.
Był za ciężki, by go wciągnąć. Strzeliły jakieś klamry, znikną w czarnozielonej gęstwie, jak dziewica w smoczej jamie.

Pędzący opętańczo wóz, podskakiwał na wykrotach, podniecając taniec na woźniczym zydlu, na to wszystko wypaliła kusza, ale uwięziona w porzuconych lejcach, nadała niewielki pęd bełtowi, ten zaś wbił się w drewno siedziska, teraz tańczyła na przedniej platformie wozu, przypominając panienkę na linie.
Wóz podskoczył silniej i wzbił w powietrze nieświadomych swej sztuki tancerzy, wciągnięty oglądanym misterium, począłem być jego częścią. Łapałem w miarę możliwości spadające przedmioty do śmierdzącego krasnalskiego buta, niczym małpa srebrniki po występie teatralnej trupy. W uszach słyszałem owacje, w pierwszym rzędzie stał Mistrz i bił brawo, spojrzałem szybko do świecących w trepie skarbów.
Znów byłem na pędzącym wozie, minęła ledwie chwila. Ściskałem w ręce buta woźnicy, a kusza skakała między dyszlem, a kozłem.

Ktoś woła, że aż struchlał las,
To nas Pan wybrał,
popędzę czas,
Piekielny zaprzęg powiódł tam,
gdzie równo stoi Pan i Cham
I jeszcze chwilę, popędzę czas.

Spojrzę co się złapało do buta, albo na kuszę, czy jest w zasięgu, a bełt, może jeszcze tkwi na miejscu. Oddam buta Milcarowi.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 14 października 2017, 10:25

Eco bedzie sie bronił. Tarczą, mieczem, scyzorykiem,
Kamieniem, piaskiem czymkolwiek. Nie pisałem ponieważ czekałem na informacje czym to coś jest. Na razie jest to kształt pełny futra i rogów. Będę krzyczał za Fleituhem może jeszcze żyje!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 października 2017, 10:57

W drodze do Burat-aru, 26 orakt-ran

- Czego kurwa drzesz tę japę?! - wyrzucił z siebie zawinięty w futro mężczyzna, przydeptując z rozpędu uzbrojoną w miecz rękę strażnika - Na Kielich, mało się nie posrałem ze strachu jak żeś zaczął piszczeć, bom myślał, żeś jakaś czarnoksięska zmora.

Skamieniały Eco wbił wzrok w rosłą postać brodatego człowieka, jego ozdobioną koźlimi rogami futrzaną czapę i skórzane ochraniacze na ramionach najeżone przypominającymi kolce żelaznymi szpikulcami. Obcy nie zdejmując z Ostrogarczyka nogi przeniósł spojrzenie w kierunku wozu i dobiegających stamtąd hałasów.

- Łamignat, przestań wreszcie łasić się do tych chędożonych wołów! Ty ciołku, nie widzisz, że one się ciebie lękają?! Kurwości, postaw go na ziemię, ale już!

Wrzaski przerażenia od strony zaprzęgu ucichły, chociaż przestraszone zwierzęta dalej porykiwały żałośnie, a Fleituh nadal miotał w orklashu obelżywe wyzwiska. Człowiek w futrze i rogatym hełmie odstąpił od Eco, a po chwili zastanowienia wyciągnął do niego rękę w pomocnym geście.

- Nie miejcie nam za złe, żeśmy was niechcący przerazili. Zwą mnie Trzęsikęskiem, z Burat-aru jestem - przedstawił się obcy stawiając surelianina na nogi - Wszystko wina mego druha, Łamignata. Wielce to poczciwy chłop, ale rozumu ma w tej pale mniej od wiewiórki. A na dodatek ogromną żywi czułość do wszelakich bydlątek, taki wręcz z niego bydlęcy perwersas. Ujrzał wasz zaprzęg i zapragnął poczochrać woły, uciekł mi spod ręki.

Próbując poskładać do kupy ciągniętą przyjaznym tonem opowieść Trzęsikęska, Eco spojrzał w stronę wozu, stojącego na nim Fleituha, skulonego w koźle furmana i odstępującego od wołów stwora. I wzdrygnął się mimowolnie na widok tego ostatniego.

Drugi z Buratarczyków musiał mieć za odległego przodka jakiegoś olbrzyma, tylko to tłumaczyło jego nadludzkie rozmiary. Wbity w wielką futrzaną zbroję o nastroszonym włosiu, noszący na głowie jeszcze straszniejszy rogaty hełm, dopiero po dłuższej chwili wpatrywania się w niego zaczynał przypominać dziwacznie przebranego człowieka.

- Zbójcy! - ryknął wściekłym głosem Fleituh, odzyskując dość panowania nad sobą, by przejść na zrozumiałą dla wszystkich wspólną mowę - Jak śmiecie napadać na trakcie oficera ostrogarskiej straży?!

- Wybaczcie, zacny panie - Trzęsikęsek rozłożył ręce szeroko w geście pojednania, ruszył w stronę orka - Żadnej napaści nie było, to jeno nieporozumienie. My w lesie porządku pilnujemy, bo się w okolicy naszej wioski kręciły ostatnio gobliny. Stąd takowe stroje półdzikie, coby im strachu napędzić. Jak taki zwykły goblin mego druha zoczy, od razu posrany jest po stopy, i to w locie. Ale was nie chcieliśmy przestraszyć, jeno tak to samo z siebie wyszło. Zechciejcie wybaczyć.
Niech zadość będzie życzeniu Czegoja, przyszedł dla Eca jakiś przyjemniejszy moment w przygodzie. Ale generalnie nie zgadzam się z surową oceną mojego mistrzowania. Mogliście trafić na Spiżową Arenę? Mogliście? Byliby was tam pomordowali, ale Mistrz się zlitował i próbuje wyciągnąć z pułapki. Podstawia pod nos jakiś napad, jakieś fireballe, pozwala zaprzęgowi w las uciec. Czyż to nie gest wsparcia i współczucia? A las wokól jest piękny, zapiera dech w piersiach swym majestatem. Pomyślcie o świeżym powietrzu, o czystej wodzie. Poobcujcie trochę z naturą, to też taki prezent od mistrza. Uważajcie tylko na leśne węże, te dwumetrowe. I na wilki wielkości koni, znaczy się wargi. I nie jedzcie trujących grzybów... ale spoko, trochę się rozpędziłem, najpierw wydostańcie się z tego podpalonego wozu!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 14 października 2017, 16:10

Leśne Okolice Burat-aru, 26 orak ran

Młody strażnik przeżył szok, zdał sobie sprawę jak bardzo miejskie życie wiódł do tej pory. Pędzący świat miejskich uliczek pełny był żebraków, dziwek, zbiorów i mieszkańców. Ci ostatni zdali się maskować jedynie w smród własnych odchodów i pewnie byli zbytnio głupi by bawić się w przebierańców.

Wystarczyło wyjechać na łono natury leżące u stóp Katyńskiego Pałacu by doświadczyć przenikającego kości strachu. - nieznane jest naszym wrogiem, który w umyśle płata figle, nauki mistrza teraz mają głębszy sens, teraz zrozumiał to przesłanie.

Na szczęście nie jadł zbyt wiele w ciągu swojej podróży, bo po takim strachu miałby pełno w gaciach. Lecz niestety piszczał jak mała myszka złapana przez dorodnego kocóra, co nie uszło uwadze dziesietnika.

- Ty! Darmozjadzie pieroński! Fuknął złowieszczo Fleituh. Do nogi psie, słyszysz raz, dwa wstawaj na nogi i do mnie! Chyba, że mam je Ci połamać i zostawić cie tu na pastwę dzikich? Będziesz mógł piszczeć do woli!

Zmieszany sytuacją strażnik powoli wygramolil się z objęć trawska, wstając obserwował rosłych tubylców. Zbliżając się schował miecz do pochwy, a lewą ręką sprawdził krocze czy aby na pewno nic nie popuścił. Odwracając uwagę od macania krocza, rzucił szybko.

- To Burat-ar musi być niedaleko skoro na was trafiliśmy, prawda?
Przepraszam za literówki piszę z komórki. Eco zacznie rozmowę może dowie się jak daleko jest od Burat-aru, może pózna jakąś ciekawą historię? Będzie miły dla poznanych Buratarczyków, ma nadzieję że dziesietnik nie wyskoczy ze złości ze skóry, lub z niezrozumiałym władczym pomysłem ... Eco ciągle patrz na drogę za sobą w nadziei że zobaczy swoich towarzyszy ...
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 października 2017, 22:08

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Łamane gałęzie i miażdżone kołami chaszcze trzaskały donośnie, ale hałas ów w niczym nie mógł zagłuszyć bijących od wozu krzyków przerażenia. Ciągnięty przez spanikowane konie pojazd zniknął w jednej chwili z ubitego traktu, utonął w zielonej gęstwie czepiającej się metalowych krat kolczastymi pędami i długimi pasmami wiszącego pod konarami mchu.

Otlaf nie miał pojęcia jak długo trwała ta szaleńcza jazda bez woźnicy, w pewnej jednak chwili wóz wpadł w jakiś wykrot i przewrócił się z impetem na bok w wysoką trawę. Próbujący utrzymać się jakoś w klatce nieszczęśnicy wrzasnęli jednym głosem, kiedy metalowa podłoga w ułamku chwili usunęła im się spod nóg.

Zbiorowy krzyk uzupełniony bolesnym kwikiem konia urwał się moment później, gdy żelazna konstrukcja runęła bokiem na trawę, a uwięzieni w niej niewolnicy grzmotnęli ciałami o kraty i siebie nawzajem.

Ślepak ocknął się pierwszy, pojękując cicho i ściskając rękami obolałą czaszkę. Do jego uszu dobiegał jedynie łagodny szum kołyszących się na wietrze koron drzew, dźwięczne nawoływania ptaków i bardzo odległe, wręcz ledwie słyszalne pokrzykiwania, które dobiegały zapewne od strony reszty karawany. Niewidomy surelianin nie miał pojęcia, co właściwie się wydarzyło w podróży, słyszał jednak okrzyk "napad" i bez trudu pojął, że wiozący go pojazd umknął gdzieś w knieję.

Nie wiedział jednak, gdzie znajdował się teraz, a złe przeczucie wrzeszczało w jego myślach obwieszczając wszem i wobec, że pozostał jedynym ocalałym z wypadku.

Walcząc z potwornym bólem czaszki mężczyzna usiadł na tyłku, czując pod sobą pręty klatki. To zdradziło mu, że wciąż tkwi we wnętrzu niewolniczego powozu, przewróconego na dodatek na bok. Macając ostrożnie rękami wzdrygnął się mimowolnie, kiedy natrafił palcami na czyjąś mokrą od krwi głowę.

A potem do jego uszu dobiegł niedaleki dźwięk, który zjeżył Ślepakowi włosy na głowie.

Był to charakterystyczny suchy trzask rozdzieranego odzienia - a może ciała - oraz nie dający się z niczym pomylić dźwięk przełykania.
Albo wszyscy inni w klatce zginęli albo Milcarr ocknął się jako pierwszy. Słyszy dobiegające zewsząd dźwięki - niektóre bardzo niepokojące - ale nic, kompletnie nic nie widzi! :o

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 października 2017, 22:27

Wyobraźnia podpowiadała najróżniejsze scenariusze nienawykłemu do leśnych dźwięków ślepcowi, a logika tylko próbowała powstrzymywać te co najbardziej straszne. W labiryncie miejskich uliczek nie miałby takiego problemu. Wszystko brzmiało znajomo i niemal przyjacielsko w porównaniu z tajemniczymi i strasznymi dźwiękami jakie go otaczały. Tu mogło dziać się wszystko. Leśna kobieta mogła rwać szmaty na bandaże, ale równie dobrze bagienny troll mógł zajadać się jeszcze ciepłym woźnicą, horda goblinów mogła rwać płótno na garoty aby zadusić zbiegów, dzikie ogry zdzierały odzienie z któregoś z niewolników aby ulżyć chuciom cielesnym...

Zaczął nerwowo obmacywać leżacych w klatce, szukając złodzieja lub barda. Tylko oni byli w stanie powiedzieć mu co się dzieje w wokół, jeśli oczywiście wciąż żyli...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 18 października 2017, 22:56

[center]Na skraju świadomości i snu[/center]

Miękkie futro pieści skórę,
Chłodzoną porankiem,
Pod palcami, kształt obły,
Miły, ukochany, brzuch wielki,
Otwieram oczy,
Spotykam uśmiech słodki,
Kochający.
Brzuch noszący nasze dziecię, pieszczę,
Spotykam ustami miłość
Dwojga.

Hałas, tupot legionu, przerywa ciszę,
Trzy potwory dwunożne, zmierzają wprost na nas,
Kołyszą się im loki,
Ciszę rozdziera chichot tysięczny,
Opanowują sypialnię,
Kupiwszy nas złotym szczęściem.

Unoszą w rączkach kryształ-kulę
-Znasz tego Pana? pytają
Z kuli Mistrz mówi:
-Uciekaj Eszar! Uciekaj stąd!

Stanowcze do drzwi wezwanie
Otwieram,
Tam stoi,
Inkwizytor Podatkowy.
-El Eszar. Zdaj raport z uczynków.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 października 2017, 18:00

Burat-ar, 26 orakt-ran

Gadatliwy Trzęsikęsek oraz cudacznie pocieszny Łamignat okazali się miłymi towarzyszami podróży, chociaż Fleituh cały czas obserwował obu czujnym wzrokiem. Idąc po obu stronach zaprzęgu, Buratarczycy powiedli napotkanych w lesie obcych na wybrzeże jeziora, do swej niewielkiej rybackiej osady. Gadał głównie Trzęsikęsek, Łamignat ograniczał się do sporadycznych pomruków i klepania po zadach wołów.

- To jest jaka większa zgraja, powiadam wam - ciągnął swą opowieść o nękających okolicę goblinach Trzęsikęsek - Poranili nam paru rybaków na płyciźnie i jednego smarka porwali, takiego paruletniego oseska. Zjedli go już ani chybi, paskudy. I dwie owce ukradli, a Męczyworowi wszystkie króliki! Męczywór sam z siebie paskudnie jest marudny starzyk, a bez królików to już w ogóle zrobił się nieznośny. Tak sobie myślę, że gdyby nie ja i Łamignat i paru inszych naszych zuchów, to by już te goblińskie zmory wioskę z dymem puściły, dzieci zeżarły, a dziewki wydupczyły... znaczy się, zniewoliły, panie oficerze.

Trzęsikęsek zerknął z ukosa na siedzącego na wozie dziesiętnika, potrząsnął przepraszająco głową.

- Ale ja tu o goblinach plotę, pewnikiem pana oficera nudzę, a tu na usta insze się cisną pytania. Co sprowadza na nasze zadupie takie znaczne persony? Ostatni taki czcigodny Ostrogarczyk, co to u nas był to był katański poborca podatkowy, ale to było dwa lata temu. Rok temu już nie przyjechał, podobno coś go w puszczy zeżarło razem z księgami i osłem.

- Z osłem! - idący po przeciwnej stronie Łamignat złapał się za głowę i zaszlochał krótko - A co komu złe uczynił taki osiołek?!

- Pewnikiem kara boska go dosięgła za to, że po wioskach poborcę woził - powożący zaprzęgiem właściciel baraniej czapy pozwolił sobie na zabawny komentarz, po czym umilkł jak niepyszny przypominając sobie zarobiony nie tak dawno temu kopniak wymierzony nogą surowego stróża prawa.

- Przybywamy w sprawach urzędowych - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem dziesiętnik - Prowadzę w imieniu ostrogarskiej straży dochodzenie wielkiej wagi, w sprawie zabójstw i inszych straszliwych zbrodni. Ale nie lękajcie się o swe nieuregulowane podatki. Jako przedstawiciel Katańskiego Pałacu dokonam od razu poboru zaległych płatności i dostarczę je do Ostrogaru, abyście nie musieli już drżeć każdej nocy w obawie o to, że legioniści Najwyższego puszczą was z dymem za niewywiązywanie się z daniny. A teraz nie strzęp już po próżnicy jęzora, kmiocie, tylko prowadź do tej waszej zapchlonej wioski.

Trzęsikęsek pociemniał nieco po twarzy, a w jego oczach pojawił się przelotny błysk, który niezbyt przypadł Eco do gustu. Fleituh albo tego nie zauważył albo nic sobie z opinii wieśniaka nie robił, rozparty wygodnie na wozie z ręką opartą o szablę.

- Tamoj Burat-ar! - wielki osiłek przestał szlochać pod nosem, wytarł hałaśliwie nos pokazując jednocześnie ręką między drzewa, gdzie prócz tafli jeziora dostrzec już można było niewielkie glinianki.
Fleituh i Eco dotarli szczęśliwie na miejsce! Gratuluję!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 października 2017, 18:32

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Eszar poruszył się nieporadnie, rwąc w strzępy ostatnie nitki sennego marzenia. Ból promieniujący z krzyża oraz głowy otrzeźwił go natychmiast, przypominając mężczyźnie pełną grozy chwilę, w której ciągnięty przez gnające na złamanie karku konie niewolniczy wóz przewrócił się w zieloną gęstwę. Bard usiadł nieporadnie, powiódł rozbieganym jeszcze spojrzeniem po wnętrzu klatki i rozrzuconych w niej ciałach. Niektóre z nich tkwiły w martwym bezruchu wygięte na różne nienaturalne sposoby, inne dawały jeszcze mizerne oznaki tlącego się w nich życia.

Siedzący w przysiadzie Milcarr poruszył się słysząc za plecami jakieś poruszenie, spojrzał ponad ramieniem wprost na Eszara, chociaż jego pokryte bielmem oczy nie mogły rzecz jasna niczego ujrzeć.

- To ja! - wyrzucił z siebie uradowany widokiem towarzysza bard - Eszar!

- Cichaj - syknął ledwie słyszalnie Ślepak wyciągając rękę w przeciwną stronę. Nie rozumiejąc do końca znaczenia tej ewidentnej przestrogi, artysta podążył wzrokiem w wskazanym przez zabójcę kierunku i oblał się natychmiast lodowatym potem.

Kilkanaście kroków od wozu w wysokiej trawie leżał martwy koń, przewrócony na grzbiet i mierzący kopytami ku niskim koronom drzew. Jego nogi poruszały się co chwila, wprawiane w konwulsyjne podrygi ruchami ogromnego burego wilka, który wgryzał się leniwie w miękkie podbrzusze zwierzęcia.

Obdarzona przez naturę paszczą zdolną odgryźć głowę dorosłemu mężczyźnie, bestia nie zwracała żadnej uwagi na uwięzionych w klatce nieszczęśnikach, skupiając się całkowicie na ucztowaniu na końskim mięsie.

- Kurwości, zabierzcie go ze mnie - Eszar podskoczył z wrażenia słysząc obok siebie zduszony głos Otlafa. Zakrwawiony złodziej podniósł się na łokcie spychając z siebie przygniatające go dotąd ciało młodego orka sprzedanego w niewolę za długi. Biedak ten, odepchnięty w bok dość silnie, by uderzyć się głową w kraty, również zaczął coś mamrotać i jęczeć żałośnie.
Ci, którzy przeżyli zaczynają wracać do świadomości. Jeden koń gdzieś zniknął, drugi jest właśnie zjadany przez wielkiego warga. Lecz mam też dobrą wiadomość - otóż Otlaf ściska w dłoni pęk zabranych krasnoludowi kluczy! Nic, tylko otwierać klatkę i zwiewać, zanim odnajdą Was szukający zgubionej własności handlarze niewolnikami!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 października 2017, 21:57

A zatem warg. Pewnie lepsze to niż troll bagienny...

Ślepak na wargach się nie znał specjalnie, ot widział wilkopodobne zwierzęta parokrotnie z Ostrogarze, jako wierzchowce goblinów, ale za miedziaka nawet nie wiedział, czy wyjadający miękkie warg rzuci się na uciekających, czy skupi się na skubaniu konia. Póki co nie zwrócił uwagi na przebudzonych w klatce Surelian, więc była szansa na ucieczkę w gęstwinę. Sądząc po rozmiarze konia drapieżnik pewnie szybko nie odejdzie od obiadu, ale jeśli ruszy tropem Ostrogarczyków, to biada im wtedy.

- Nic tu po nas, mus uchodzić nim się nażre i nim kupcy wrócą. Teraz albo nigdy. - rzucił Milcarr zdesperowany aby tylko wydostać się z klatki.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 października 2017, 13:17

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Bestia pożywiała się martwym koniem nie przejawiając zainteresowania więźniami w klatce. Suchy trzask łamanych w paszczy kości przeszywał co chwila gęstą od zgrozy ciszę, dowodząc niechybnie potężnej siły drzemiącej w szczękach potwora. Eszar nie potrafił oderwać od burego cielska wzroku, porażony zwierzęcą aurą drapieżnika.

- Myślicie, że dałby radę przegryźć te pręty? - wyszeptał młodziutki ork kucając obok barda - Dopadnie nas tu w środku?

- Musimy uciekać, póki ma dość żarcia przed mordą - odpowiedział ledwie słyszalnie Milcarr - Nie widzę jaki jest wielki, ale te trzaskające kości brzmią dość strasznie.

- Jest bardzo wielki - przyznał ostatni ocalały z wypadku, odziany w łachmany człowiek o długich siwych włosach. Pozostałych dziewięciu niewolników jadących wozem nie dość żarliwie się widać modliło do swych patronów, bo wszyscy postradali życie, kiedy wóz z wielkim impetem przewrócił się na bok. Niektórzy skręcili karki, innym kikuty połamanych krzewów niczym oszczepy przebiły oczodoły bądź szyje, ktoś się udusił pod zwałem martwych ciał. Zdjęty lękiem Eszar nie potrafił się wyzwolić od wrażenia, że trafił do jednej z niesławnych klatek, w które górskie giganty zbierały na traktach przeznaczonych do konsumpcji wędrowców.

Górski gigant czy bury warg, w tej chwili każdy potwór był równie straszny dla biedaków zamkniętych w metalowej pułapce.

- Jak skończy żreć konia, zacznie się interesować nami - dodał siwowłosy łachmaniarz - A na dodatek może tu przyprowadzić resztę stada. Jak się tak stanie, trza będzie błagać dobrych bogów, by nam tu zesłali tych przeklętych handlarzy i pozwolili nam raczej umrzeć na Spiżowej Arenie.

- Po dobroci żadnemu smarkowi moich flaków nie pozwolę wypruć - zastrzegł gniewnie Otlaf, gestykulując wymownie trzymanymi w dłoni kluczami - Jako Milcarr rzecze, teraz jeszcze mamy szansę na ucieczkę. Kto idzie?

- Ja - zapewnił żarliwie młodziutki ork, a łachmaniarz przytaknął mu zdawkowym ruchem głowy.

- Jak was zwą? - spytał bard odrywając w końcu zafascynowane spojrzenie od wilka i przenosząc je na towarzyszy niedoli.

- Mnie Karhuan, a ten stary to Rokko - szepnął ork - Uciekajmy, póki Katan nam jeszcze łaskawy.
Jak już wspomniałem, wilk ucztuje na padlinie i nie zwraca na Was większej uwagi, ot łypnie od czasu do czasu ślepiem i tyle. Z wypadku ocaleliście Wy trzej oraz dwóch innych niewolników. Otlaf ma klucze i w każdej chwili może z nich skorzystać. Jaki macie plan? W którą stronę chcecie uciekać? Od głębi lasu odcina Was warg, do drogi możecie się łatwo cofnąć po śladach znisczeń poczynionych przez wóz.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 21 października 2017, 14:41

Nie idziemy w głąb lasu, ani do drogi. Raczej wzdłuż drogi. Dokąd nas oczy poniosą. Jak trochę odejdziemy trzeba będzie się przygotować. Najpierw poszukać solidnych kijów, niektóre zaostrzyć albo złamać, żeby mogły robić za broń, a później zająć się zdobyciem pożywienia. Jeśli te dwie rzeczy uda się względnie ogarnąć możemy ruszyć dalej. Jeśli nieszczęśnicy w klatce mieli jakieś paski, buty lub tym podobne rzeczy, które im się już nie przydadzą weźmiemy ze sobą. Dobrą koszulą lub portkami na zmianę też nie pogardzę. Im już na nic.

ODPOWIEDZ